Hachinoko, gotowane larwy os, szerszeni i pszczół, było ponoć ulubionym przysmakiem japońskiego cesarza Hirohito. Panujący w latach 1926-1989 cesarz Showa wierzył w liczne korzyści lecznicze i zdrowotne wynikające ze spożywania larw tych owadów. Na dwa lata przed śmiercią, w roku 1987 i ponownie w następnym roku Hirohito przeszedł operację trzustki, po których utracił apetyt i prosił, aby serwować mu ryż posypany larwami pszczół z puszki. Donosiły o tym krajowe media, przyczyniając się do gwałtownego wzrostu popularności tej tradycyjnej japońskiej potrawy. Ich smak ma doskonale komponować się z gotowanym ryżem.
Cesarz Showa (Hirohito)
Wg Japończyków larwy i poczwarki tej grupy owadów stanowią bogate źródło składników odżywczych, były więc od dawna stosowane nie tylko jako pokarm, ale również lekarstwo. Do dziś wielu z nich uważa, że są doskonałe dla chorych na anemię, stanowią dobre źródło energii, hamują też rozwój niektórych nowotworów, a nawet spowolniają proces starzenia się. Stare japońskie powiedzenie „hachinoko-ga mimi ni i” głosi, że potrawy z larw os, szerszeni i pszczół wspierają zdrowie uszu, a ostatnie wyniki badań mają dowodzić, że są szczególnie skuteczne u osób z niedosłuchem oraz w przypadku szumów usznych i depresji z nich wynikającej.
W zależności od rejonu kraju przygotowywano je w inny sposób. W prefekturze Saitama popularne były pieczone na węglu drzewnym z dodatkiem sosu sojowego lub miso, w Kagoshima gotowane, w Okayama zaś wierzono, że najsmaczniejsze są surowe larwy tych owadów. Często spożywano je w trakcie drugiej wojny światowej, gdy dostęp do żywności był utrudniony.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.
Jest 1 września 1923 roku, godzina 11:58. Za dwie minuty rozpocznie się oficjalna uroczystość otwarcia Imperial Hotel w Tokio, a licznie zebrani goście wypełnili już jego hall. Twórcą tej wspaniałej budowli był Frank Lloyd Wright, wg Waldemara Łysiaka „najlepszy architekt XX wieku”. Wielu z gości zapewne myślami kierowało się już w stronę bogato zastawionych jedzeniem stołów, gdy nagle pod ich nogami zaczęła poruszać się podłoga. Potężne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,9 zaczęło dewastować stolicę Japonii.
Trzęsienie ziemi w Kanto, 1923
W wyniku gwałtownych wstrząsów, pożarów i – jakże pechowo dla Tokijczyków – targających miastem w tym samym czasie huraganów życie mogło stracić około 100 tys. ludzi, zniszczeniu uległo tysiące budynków. Imperial Hotel Wrighta przetrwał tę potężną katastrofę z zaledwie niewielkimi uszkodzeniami, zamiast gości zaczął więc przyjmować pozbawionych dachu nad głową mieszkańców miasta. W wielu z jego 250 pokoi schronienie znaleźli również zagraniczni dyplomaci i przedstawiciele prasy. Świat zwrócił swoje oczy w kierunku amerykańskiego architekta.
Imperial Hotel
Wg Waldemara Łysiaka, kiedy w 1893 r. na Wystawie Światowej Wright ujrzał kopię tradycyjnej japońskiej świątyni buddyjskiej nie pozostało to bez wpływu na jego twórczość. W 1905 r. „wyjechał do Japonii i ubrany w kimono przewędrował archipelag wzdłuż i wszerz, chłonąc sekrety budownictwa Kraju Kwitnącej Wiśni” napisał polski pisarz i architekt w biografii Wrighta. Życie amerykańskiego architekta naznaczone było sukcesami i tragediami, a jego późniejszy pobyt w Tokio nie był pozbawiony licznych przygód.
Imperial Hotel
Dzięki międzynarodowej sławie oraz umiłowaniu kultury japońskiej Wright otrzymał zamówienie na budowę prestiżowego Imperial Hotel. Wcześniej zaprojektował już kilka innych obiektów w tym mieście. Prace nad hotelem rozpoczęto w roku 1917 i trwały dłużej, niż planował Wright. Pragnął on stworzyć budowlę odporną na wstrząsy tektoniczne i w tym celu zaprojektował ją na specjalnym fundamencie.
Imperial Hotel
Już w trakcie stawiania konstrukcji przyroda postanowiła wypróbować umiejętności architekta. Któregoś dnia ziemia mocno się zatrzęsła, a Wright i „przerażeni robotnicy, leżąc na ziemi mogli obserwować, jak fala sejsmiczna rozwalająca okoliczne domy toczyła się pod hotelem, który wyginał się spazmatycznie, lecz w momencie ustania ruchów tektonicznych wszystkie falujące przed chwilą elementy konstrukcji odzyskały swoje pierwotne pozycje. Hotel stał nienaruszony, co wzbudziło zachwyt Japończyków.” (Łysiak)
Imperial Hotel
W trakcie pobytu w Tokio w 1922 r. Wright wraz z przyszłą żoną Miriam Noel ulokowali się w jednym ze stołecznych hoteli. Architekt wydał ponad 40 tys. ówczesnych dolarów na zakup dzieł słynnych japońskich malarzy, głównie grafiki jego ulubionego Utagawy Hiroshige, które przechowywał w hotelowym pokoju. Jednego dnia kłótnia z Miriam przyczyniła się do ocalenia tych bezcennych dziś dzieł sztuki.
Portret Utagawy Hiroshige autorstwa Utagawy Kunisady
Para miała razem udać się na party ogrodowe do amerykańskiej ambasady w Tokio (również zaprojektowanej przez Wrighta), jednakże Miriam wciąż gniewała się na architekta i postanowiła pozostać w hotelu. Wright odesłać więc kierowcę z samochodem, a na przyjęcie udał się pieszo. Po wyjściu z hotelu w budynku wybuchł pożar. Wright rzucił się ratować japońskie grafiki, podczas gdy Miriam w tym czasie wyrzucała przez okno odzież, kolekcję dywanów i biżuterię.
W swoim domu / studio Wright posiadał m.in. kolekcję japońskich grafik oraz lalek
Architekt do współpracy nad projektem zaprosił również swojego syna, Johna, z którym relacje nie układały się dotychczas najlepiej. Zapewne oboje mieli nadzieję, że wspólna praca nad tym projektem zbliży ich do siebie, pozwoli zagoić rany. Niestety, pomiędzy ojcem a synem wybuchł konflikt o wysokość wynagrodzenia i Wright senior postanowił zwolnić Johna. Architekt zyskał więc w Japonii większą sławę, ponownie zaś stracił syna.
John Lloyd Wright
Wright powrócił do Stanów Zjednoczonych jesienią 1922 roku, nie było go więc w stolicy Japonii gdy katastrofalne trzęsienie ziemi dewastowało to miasto. Prasa amerykańska pisała, że jego hotel nie przetrwał katastrofy, czekał jednak cierpliwie na potwierdzenie informacji od Barona Kishichiro Okury, japońskiego prezydenta hotelu. Lakoniczny telegram przyszedł 11 września. „Hotel stoi nieuszkodzony jako pomnik twojego geniuszu. Setki bezdomnych obsługiwanych przez doskonale utrzymaną obsługę. Gratulacje. Okura.” Imperial Hotel pozostał jednym z jego ulubionych budynków i chlubił się nim już do końca życia. Niestety w 1968 roku budynek zaprojektowany przez Wrighta musiał zrobić miejsce nowej, większej budowli. Pozostałości konstrukcji z 1923 roku można wciąż oglądać w muzeum Meiji-mura niedaleko Nagoi.
„Z powodu silnego urazu psychicznego naszego personelu, dnia 24 grudnia nie będziemy obsługiwać (zakochanych) par”. Ponieważ 24 grudnia jest w Japonii (i w Korei) jednym z najważniejszych dni w roku na zorganizowanie randki, ta restauracja postanowiła oszczędzić swoim młodym pracownikom, którzy dzień ten zmuszeni są spędzić w pracy, przykrego widoku i nie wpuszczać w Wigilię do środka zakochanych.
Japończycy na swój własny często sposób rozwiązują nurtujące ich problemy związane z codziennymi interakcjami zachodzącymi pomiędzy ludźmi.
Właściciele tej placówki mieli już dość nieuprzejmych klientów i postanowili ustalić różne ceny, w zależności od kultury osobistej kupujących. Co w Japonii znaczy nieuprzejmy? Np. osoba która pomija zwroty grzecznościowe zwracając się do sprzedawcy. Cena piwa z beczki wynosi 380 jenów (10 zł), ale za użycie słowa „Hej” skacze już do 1000 jenów. Za „przynieść mi piwo” klient zapłaci 500 jenów. Nie omieszkali również dodać, że „klienci nie są bogami, a pracownicy ich sługami”.
A jak radzą sobie z domokrążcami? Ta wywieszka na drzwiach wejściowych ma ich zniechęcić do wciśnięcia przycisku dzwonka. „Opłata za wstęp. Każdy akwizytor jest zobowiązany do uiszczenia opłaty 3000 jenów (100 zł) za każde 5 minut naszego czasu. Płatność w gotówce. Reszty nie wydajemy.”
Japońscy fani piłki nożnej na stadionach Kataru znów zadziwili swoim przywiązaniem do czystości. Jak zwykle po meczu posprzątali sektor, na którym oglądali mecz otwarcia Mistrzostw Świata. Skąd wzięło się to zamiłowanie Japończyków do czystości?
Japonia, 1908. 📷 Arnold Genthe
Zwrócili na nią uwagę już pierwsi Europejczycy i Amerykanie, którzy zawitali do tego kraju. Komandor Matthew Perry, którego działa okrętowe „pomogły” Japonii podjąć właściwą decyzję w kwestii otwarcia się na świat po latach izolacjonizmu, był w 1854 roku zachwycony „czystością i zdrowotnością” portowego miasta Shimoda.
Japonia, 1908. 📷 Arnold Genthe
W 1863 roku brytyjski dyplomata Sir Rutherford Alcock odnotował „wielkie zamiłowanie do porządku i czystości” Japończyków. William Adams, pierwszy angielski marynarz, który odwiedził Japonię i pierwszy naturalizowany Europejczyk w Japonii, zauważył, że samuraje byli „skrupulatnie czyści”, a miasta cieszyły się „nieskazitelnymi kanałami, latrynami i łaźniami parowymi z pachnącego drewna”. Japończycy wierzyli, że w roślinach, zwierzętach, zjawiskach naturalnych, a nawet artefaktach mogą znajdować się duchy zwane kami.
Japonia, 1908. 📷 Arnold Genthe
Te ostatnie, jeśli nie były odpowiednio użytkowane, mogły zaszkodzić ich właścicielom, szintoizm kładł więc również duży nacisk na czystość. Kluczowym słowem jest w shinto „kegare”, czyli brud lub nieczystość (fizyczny i duchowy), a praktykujący religię shinto wykonują rytuały oczyszczające, celem odparcia kegare. Powszechne były również noworoczne porządki w ofierze dla toshigami – noworocznego bóstwa.
W końcu to on obdarzał rodziny szczęściem. W japońskich szkołach w dalszych ciągu uważa się, że utrzymanie czystości w salach lekcyjnych należy do obowiązków ucznia. Dodam jednak, że w opinii wielu obcokrajowców mieszkających w Japonii śmieci można zauważyć na mniejszych uliczkach miast, a już na pewno poza miastem, mieszkania wielu Japończyków nie grzeszą czystością, a dzieci raczej bardzo pobieżnie oddają się czynności sprzątania szkolnych pomieszczeń.
Co mają lisy wspólnego z popularną japońską potrawą udon? Niby nic, ale… W Tokio wciąż ciepła, jesienna pogoda, podczas gdy na Hokkaido pada już śnieg. W mieście Kitami znajduje się sanktuarium rudych lisów zwanych ezo lub też kita-kitsune. Śnieg widać ma pozytywny wpływ na ich nastrój. W japońskiej mitologii kitsune były stworzeniami obdarzonymi inteligencją, magicznymi mocami i długim życiem, w religii shinto natomiast pośród niezliczonej ilości bóstw zajmują jedną za ważniejszych pozycji.
Właściciel rancza wraz ze swoimi podopiecznymi
Wiele chramów shinto poświęconych jest kitsune (inari) i można w nich często napotkać posągi lisów w uroczych czerwonych fartuszkach, które mają wskazywać na ich atrybuty boskości. Jednym z najsłynniejszych chramów shinto poświęconych kitsune jest Toyokawa Inari.
Toyokawa Inari
Na jego terenie znajdują się tysiące posągów tych zwierząt. Ich funkcją jest m.in. ochrona przed złymi mocami wyznawców tej religii odwiedzających świątynie, w zamian za co pozostawiają oni czasami przy posągach ulubioną potrawę kitsune. Nie, nie jest to kurczak z rożna, a abura-age – smażone na głębokim tłuszczu tofu. A udon? Jedną z najbardziej popularnych wśród Japończyków potrawą z makaronem jest kitsune udon. Jednym zaś z jej składników jest oczywiście abura-age. Jest to zarazem jedno z tych dań, które spożywane są przez Japończyków na poprawę humoru.
W okresie panowania koreańskiej dynastii Yi (Joseon, 1392-1897) w pałacu królewskim pracowało kilkaset gungnyeo – żeńskiej służby pałacowej. Gungnyeo nie tylko nie mogły wychodzić za mąż, ale nawet opuszczać terenów pałacowych. Z tego powodu powszechnym zjawiskiem wśród nich stała się miłość lesbijska, zwana taesik. Panujący w pierwszej połowie XV w. król Sejong, dziś powszechnie uznawany za jednego z największych królów w historii Korei, nakazał wymierzyć 70, później tą liczbę podniósł do 100, uderzeń pałką każdej kobiecie przyłapanej na miłości lesbijskiej. Pomimo tego praktyka lesbijstwa pozostała powszechna. Przyłapana na seksie ze służącą o imieniu So Ssang księżniczka Pong została pozbawiona tytułu, a jej kochankę stracono.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Wczorajszy wpis o oczach i rzęsach wymaga myślę dopowiedzenia. Skąd się właściwie wzięła u Japończyków i Koreańczyków moda na podwójną powiekę, długie rzęsy i w ogóle odmienny od naturalnego wygląd oczu. Po pierwszej wojnie światowej młode Japonki pod wpływem mody zachodniej zaczęły zrzucać tradycyjne kimona i publicznie pokazywać się w zachodnich ubiorach. Określano je terminem „moga” od słów „modern girl” („nowoczesna dziewczyna”, w mniejszym stopniu młodzi mężczyźni „mobo”, „modern boy”). W Japonii kwitła kultura konsumpcyjna i moda na towary importowane, a mechanizacja i rozwój przemysłu sprzyjały awansowi społecznemu kobiet.
Wielu Japończykom o skrajnie zachowawczych poglądach nie spodobały się pierwsze próby emancypacji młodych kobiet, a naciski społeczne spowodowały, że te „frywolne”, jak mówiono, obyczaje zostały stłumione i zanikły na początku lat 30. ubiegłego stulecia. W trakcie wojny chińsko-japońskiej (1937-1945) oraz II wojny światowej od kobiet ponownie wymagano skromności i poświęcenia dla rodziny i narodu. Kult tradycji panował do lat 50. i wtedy pojawiła się Ona i nigdy już nic nie było takie jak wcześniej.
Tokio, Ginza, 1935, tradycja i nowoczesność. W tle na rowerze nowoczesna fryzura i marynarka młodego mężczyzny. (📷 Marooka Kouji)„Rzymskie wakacje”
Film „Rzymskie wakacje” z 1953 roku to romantyczna komedia, w której grana przez Audrey Hepburn księżniczka Anna sfrustrowana ograniczeniami narzuconymi jej przez życie wymyka się z ambasady swojego kraju w Rzymie, po czym zostaje odnaleziona przez reportera Joe Bradleya (w tej roli Gregory Peck). Film nie okazał się hitem w Ameryce, ale Japonia straciła głowę dla 24-letniej brytyjskiej aktorki, a moda na „moga” powróciła ze zdwojoną siłą.
„Rzymskie wakacje”
Scena, w trakcie której księżniczka Anna w akcie buntu postanawia ściąć swoje piękne, długie włosy szczególnie mocno współbrzmiała z potrzebą sprzeciwu i uwolnienia się Japonek od narzuconych im przez stulecia sztywnych, feudalnych zasad. Jej popularność niemalże w cień odsunęła inną gwiazdę Hollywood – Marylin Monroe, a młode Tokijki masowo zaczęły nosić fryzury i odzież à la Audrey Hepburn. Monroe była aż i tylko gwiazdą z dalekiego kraju, ale to grana przez Hepburn księżniczka Anna nie tylko swoimi manierami, kulturą osobistą i skromnością, ale nawet elegancją i wyglądem zewnętrznym nie aż tak bardzo różniła się od Japonek, przez co niemal natychmiast przechwyciły one sygnał do buntu. Po dziś dzień Hepburn pozostaje ulubioną aktorką Japończyków.
Choć pierwsze kroki w zabiegach korekty powiek Japończycy stawiali już na początku XX wieku, wg wielu japońskich historyków to właśnie ich wyjątkowa sympatia dla brytyjskiej aktorki (nieco odmienne zdanie maja w tej kwestii Koreańczycy, dla których niemalże każde niepożądane w ich kraju zjawisko to efekt amerykańskiego, japońskiego lub chińskiego imperializmu) znamionuje początek fascynacji Japończyków, a następnie Koreańczyków odmienną estetyką oczu.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Znajomy Koreańczyk (55 l., wyraził zgodę na zamieszczenie 📷☝️) przesłał mi dzisiaj swoją fotografię wykonaną po zabiegu plastyki powieki górnej. Nieco mnie przeraziła, gdyż nie zdawałem sobie sprawy, że wymagało to użycia szwów chirurgicznych na powiekach. Przed przyjazdem do Korei nie miałem bladego pojęcia o tej różnicy w budowie anatomicznej oka pomiędzy Europejczykami, a Azjatami.
Zapewne nawet bym jej nie dostrzegł, gdybym nie usłyszał od Koreańczyków o dyskomforcie, jaki sprawia im ta „wada” kosmetyczna, „defekt” w urodzie. Wtedy jeszcze, 20 lat temu zabieg zmieniający wygląd powiek był popularny wśród kobiet, z czasem dołączyli do nich młodzi mężczyźni, a dziś już wielu Koreańczyków marzy o „podwójnej powiece”. Młodsi ludzie jeszcze potrafią przyznać, że pragną poprawić swój wygląd, starsi, zwłaszcza mężczyźni, w tym mój znajomy zapewniają, że zabieg jest niezbędny z przyczyn zdrowotnych. Od jakiejś dekady mamy więc wśród koreańskich mężczyzn epidemię „chorób oczu”.
Gdyby to były tylko powieki. Kilka tygodni temu w niewielkiej grupie kobiet popełniłem straszliwe faux pas. Mianowicie wspomniałem o swojej tego dnia pierwszej w życiu wizycie u okulisty i zapisanych mi przez lekarza kroplach do oczu. Niby nic szczególnego, ale zupełnie nierozważnie dodałem, że długie rzęsy utrudniają mi wkraplanie płynu do oczu. Nastąpiła cisza, kilka par oczu wlepionych we mnie, przygryzione wargi u jednych, otwarte usta u innych, ściągnięte brwi, jakbym właśnie przyznał się do popełnienia straszliwej zbrodni. Obserwacja mimiki twarzy pań zajęła mi kilka sekund zanim w końcu załapałem w czym rzecz. Wspomniałem tylko o problemie z kroplami, dla nich zabrzmiało to niczym przechwałka o anatomicznej wyższości. Ostatecznie skończyło się na żartach, ale podczas rozmów z Azjatami czasami lepiej nie poruszać tematu rzęs.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Koreańskie bazary nie przestają mnie urzekać, a to z racji nie tylko różnorodności owoców, warzyw, grzybów i gotowych dań ulicznych na nich sprzedawanych, ale również, a może zwłaszcza charakterystycznych zachowań i zwyczajów ludzi tam handlujących oraz ich klientów. Temu właśnie poświęciłem mój drugi materiał filmowy, który pojawił się przed chwilą na kanale YouTube i zapraszam tych Państwa, których może on zainteresować do obejrzenia. Poruszam na nim kilkanaście różnych tematów, w tym przyczynę dla której Koreańczycy, nawet starsi wiekiem farbują włosy, dlaczego produkty rolne nie są zprzedawane na kilogramy oraz jak bardzo różnią się od tych nam znanych z Polski i Europy interakcje pomiędzy sprzedawcą a klientem.
Jest luty 1944 roku. Jeep Eda Downeya, amerykańskiego żołnierza stacjonującego w Nowej Gwinei zepsuł się gdzieś na drodze w gęstej dżungli porastającej Nową Gwineę. Zerka pod maskę, ale odchodzi od samochodu, aby zbadać źródło hałasu dochodzącego z głębi lasu. Na dnie okopu znajduje małą suczkę rasy Yorkshire terier. Zabiera ją ze sobą do bazy, gdzie pies trafia w ręce kaprala Billa Wynne z Cleveland. Ponieważ zwierzę nie rozumiało poleceń w j. angielskim, sądzono, że zgubił się lub został pozostawiony w okopach przez żołnierzy japońskich, jednakże nie potrafił on również zrozumieć komend wydawanych przez japońskich jeńców wojennych z pobliskiego obozu jenieckiego. Tajemnica yorka do dziś nie została wyjaśniona.
Kapral Wynne ze swoim yorkiem
Przez kolejne kilkanaście miesięcy Smoky, gdyż takie otrzymała imię, towarzyszy kapralowi Wynne i amerykańskim żołnierzom w walkach z Japończykami. Dżungle pełne są również innych agresorów – kleszczy i dokuczliwych owadów, Smoky każdego więc dnia dostawał kąpiel w hełmie Billa, który służył za wannę. Pies polubił żołnierskie jedzenie.
Kilka miesięcy później u kaprala Wynne zdiagnozowano przenoszoną przez komary Dengę i wraz ze Smoky trafił do szpitala polowego w Nadzab. Tam pielęgniarki odkryły, że przyjazny i sympatyczny zwierzak ma pozytywny wpływ na samopoczucie rannych, zmęczonych wojną i tęskniących za domem żołnierzy, każdego dnia zabierały go więc ze sobą na obchód. Przez niektórych Smoky uznawany jest dziś za pierwszego psa terapeutę. Przez kolejne kilkanaście miesięcy Smoky u boku swojego pana brała udział w wielu operacjach wojskowych, m.in. w kilkunastu działaniach poszukiwawczych zaginionych w akcji, przeżyła też kilkadziesiąt bombardowań. Na Filipinach przenosząc przewód telegraficzny przez długą na 21 metrów rurę Smoky pomógł wojskom inżynieryjnym przy budowie bazy lotniczej w Luzon (📷).
Kapral Wayne nauczył swojego czworonoga wielu sztuczek i w wolnych chwilach zabierał go do szpitali, aby tam zabawiał rannych żołnierzy. Problem pojawił się 1 listopada 1945 roku, kiedy szwadron Billa otrzymał rozkaz powrotu do Ameryki. Smoky nie był psem służbowym i nie mógł wraz z żołnierzami wejść na pokład okrętu.
Przemycony przez nich w walizce do przechowywania tlenu (📷) bezpiecznie dotarł do Ameryki. Po wojnie wielu żołnierzy przemycało w podobny sposób swoje zwierzęta, w tym znalezione w dżunglach lub kupione od tubylców małpy. W Cleveland Smoky nadal pracowała jako pies terapeutyczny zabawiając ludzi w szpitalach dla weteranów, szkołach, sierocińcach i domach opieki. Odszeła nagłe we śnie w lutym 1957 roku podczas pobytu Billa w pracy. W 2005 roku w Lakewood stanął pomnik upamiętniający dzielnego czworonoga.
Miłość kaprala Billa Wynne’a do yorków okazała się trwała