Japonia

Tenjin-kun – windą na szczyt wzgórza

Budka telefoniczna? Nie, mobilna winda tenjin-kun przeznaczona dla starszych ludzi mieszkających na zboczach gór w Nagasaki. „Nagasaki, miasto położone na wzgórzach” (saka no machi Nagasaki), jak mówią Japończycy, choć równie dobrze mogliby je nazwać miastem schodów. 70% obszaru miasta jest pochyłe, a domy budowane są aż po same szczyty wzgórz i prowadzą do nich często skomplikowane labirynty schodów. Dla niektórych osób mieszkających na zboczach codzienne wchodzenie i schodzenie po schodach może być męczące, dla nich więc 20 lat temu uruchomiono system wind.
Poruszają się z prędkością 15 metrów na minutę, a więc zdrowy i sprawny fizycznie człowiek bez problemów może je wyprzedzić. Nie można jednak do nich wsiąść i je uruchomić od tak z ulicy, gdyż do przywołania i obsługi maszyny służy specjalna karta wydawana seniorom (65+), osobom niepełnosprawnym i innym potrzebującym.

Japonia

Shinkansen Gran Class

Gran Class

Shinkanseny oferują zwykle dwie klasy miejsc: zwyczajną (2 klasa) i zielony wagon (1 klasa, tzw. Green Car). Wagon pierwszej klasy zapewnia każdemu pasażerowi sporo wolnej przestrzeni i ponadprzeciętny komfort, ale wraz z pojawieniem się pociągów serii E5 japońskie koleje (JR) wprowadziły również luksusową klasę Gran (Guran Kurasu), która kusi pasażerów mnóstwem dodatkowego miejsca, skórzaną tapicerką na odchylanych fotelach, stałą, podobnie jak w samolotach pasażerskich, opieką obsługi, wykwintnym, zamówionym u szefów najlepszych japońskich restauracji jedzeniem, szerokim wyborem alkoholi, kapciami, kocem i ciepłym wystrojem wnętrza.

W Gran Class panuje również zasada, wg której na każdej trasie tylko jeden pasażer może korzystać z danego miejsca. Po jego wyjściu z pociągu, pozostaje ono puste aż do ostatniej stacji. Oferta JR jest więc również skierowana do osób z lękami przed zarazkami, których wg japońskich psychologów w tym kraju nie brakuje.

Ludzie decydują się na zakup luksusowych towarów i usług z różnych psychologicznych powodów, chociażby większego poczucia własnej wartości i satysfakcji. Gran Class dodatkowo oferuje pasażerom większe poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Niechęć wielu osób do siedzenia w bezpośredniej bliskości innych pasażerów w pociągach i samolotach wydaje się być uniwersalna, a na tych kilku filmikach o Gran Class, które obejrzałem na YT, każdy z ich japońskich autorów wspomniał o wybraniu w Internecie takiego miejsca, którego sąsiednie siedzenie było wciąż puste.

Miejsce w przedziale wskazuje pani z obsługi pociągu, która wita pasażerów w sposób tak bardzo charakterystyczny dla Japonii – ukłonem i z rękoma złożonymi w okolicach brzucha. W niektórych japońskich źródłach można znaleźć informację, że genezą składania rąk w ten sposób, z lewą ręką spoczywającą na prawej, była niepisana zasada wśród samurajów, a oznaczająca powstrzymanie się od sięgnięcia po miecz.

Japonia

Cmentarz Okunoin

Kiedy przed zagraniczną podróżą przygotowujemy listę miejsc do zwiedzenia, szanse, że znajdzie się na niej cmentarz są raczej niewielkie. Jadąc do Japonii warto jednak umieścić na niej cmentarz Okunoin, największy w kraju, zarazem jedno z najświętszych tam miejsc z liczbą grobów przekraczającą 200 tysięcy. Jego historia sięga 819 roku i jest związana z jego założycielem, mnichem Kukai. Spacer po tym miejscu jest wyjątkowym, pozazmysłowym doświadczeniem, przy którym popularne turystyczne dzielnice Tokio czy Osaki mogą się schować. Cmentarz znajduje się na świętej górze Koya-san jakieś 50 km na południe od Osaki, jest usiany wieloma grobowcami słynnych przywódców militarnych z niespokojnego okresu Sengoku w XV i XVI wieku, miejscem spoczynku wielu najważniejszych postaci religijnych i historycznych Japonii, oraz dziesiątek tysięcy mnichów buddyjskich.

Dualizm wierzeń religijnych Japończyków powoduje, że religia shinto utożsamiana jest z życiem doczesnym, buddyzm zaś ze śmiercią, Okunoin jest więc własnością znajdującej się nieopodal świątyni buddyjskiej. Od niej do cmentarza prowadzi niezwykle urokliwa, kamienna droga z rosnącymi po obu jej stronach potężnymi cedrami i cyprysami, którą warto przejść przynajmniej dwukrotnie, za dnia oraz po zapadnięciu zmroku, kiedy atmosfera ze świecącymi lampionami toro, rzucanymi przez groby cieniami i wyjątkową ciszą zaczyna się robić nieziemska. Tradycyjnie japoński grób składa się z nagrobka i drewnianych tabliczek sotoba z zapisanymi na nich archaiczną czcionką pośmiertnymi buddyjskimi imionami. Zmarłym nadaje się nowe imiona, aby nie wywołać duszy zmarłego z zaświatów poprzez użycie ich ziemskiego imienia.

Tabliczki sotoba

Te posągi o wyglądzie dziecka to Oiizo-sama, jedno z bardziej popularnych japońskich bóstw. Opiekują się dziećmi, zwłaszcza zmarłymi. Czerwony fartuszek lub śliniaczek jest atrybutem boskości i ma chronić dzieci po drugiej stronie. Kolor czerwony w shinto i buddyzmie ma odstraszać złe duchy i zapewniać pokój i bezpieczeństwo.

Japonia

Dawni i współcześni samuraje

Parę słów o dawnych i współczesnych samurajach. Obowiązkowe seppuku w Japonii zostało zniesione w roku 1873, trzy lata później samuraje zostali pozbawieni jednego z atrybutów klasy wojowników – prawa do noszenia mieczy (z wyjątkiem byłych panów feudalnych i oficerów wojskowych). (Pozostały im więc tylko bitwy na śnieżki.) Jak na byłych wojowników przystało wielu z nich próbowało jeszcze przywrócić dawne rządy, a wraz z nimi utracone w 1876 r. przywileje, status, dochody i cel życia. Wzniecano rebelie, miecze ukrywano w niepozornych bambusowych laskach i kijach zwanych shikomizue. Nowy rząd szybko i krwawo się z buntownikami rozprawił (tylko podczas ostatniej ich rewolty, buntu Satsumy w 1877 r., zginęło ich ponad 6000), a samuraje, teraz zwani shizoku zmuszeni zostali do wdziania zachodnich garniturów i przystosowania się do nowej rzeczywistości.

Od czasu do czasu jednak odzywa się w Japończykach dusza wojownika. Potrafią wtedy zachowywać się tak bardzo irracjonalnie. Starsi panowie i pracownicy korporacji gubią gdzieś na chwilę swoje opanowanie i dają upust emocjom. Sami Japończycy zwą ten swoisty japoński dualizm honne i tatemae.

Honne odzwierciedla autentyczną duszę Japończyka i jest znane niewielu, tatemae to maski zakrywające honne, noszone na co dzień, na różne okazje, to społeczny smar, który pomaga im zachować harmonię „wa”. Słynna uprzejmość Japończyków, zwłaszcza w usługach, to często tatemae, a więc niekoniecznie wypływa z głębi serca człowieka. Efektem tego jest m.in.. syndrom zwany w Japonii „sumairu kamen shokogun” – stres związany z przymusem uśmiechania się do klientów lub przełożonych. Czasami, kiedy odreagowują ten stres w najmniej odpowiedni sposób i momencie, lub też gdy nowa sytuacja zmusza ich do zrzucenia maski otrzymujemy na chwilę dostęp do prawdziwego „ja” człowieka, tak skrzętnie przez wielu Japończyków ukrywanego. Co ciekawe, Koreańczycy ukuli na ten japoński dualizm własne określenie – yangpa czyli cebula. Nigdy nie wiadomo, co ukrywa się pod pierwszą, widoczną warstwą Japończyka.

Japonia

Ostatni samuraj: śmierć Yukio Mishimy

Yukio Mishima
Przemówienie Mishimy z balkonu
Broń, którą posłużył się Mishima i jego kaishakunin
Ciało Mishimy wynoszone jest z budynku, w którym targnął się na swoje życie
Japonia

Dlaczego Japończyków fascynują koty?

Liczba kotów domowych w Japonii przewyższa już liczbę psów i wciąż rośnie. Media społecznościowe w tym kraju pełne są zdjęć i filmów tych zwierząt, które potrafią zebrać czasami wiele dziesiątek tysięcy serduszek. Skąd bierze się ta fascynacja Japończyków tymi zwierzętami?
Jej wyjaśnienie można doszukać się w kilku pojęciach z japońskiej psychologii charakteryzujących mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni: tsundere, amae oraz ba no kuki wo yomu. Wielu mieszkańców tego kraju zdaje się znajdować upodobanie w postaciach o osobowości tsundere, którą przypisuje się również kotom – na pierwszy rzut oka surowe, chłodne, nieprzystępne, ale z czasem otwierają się, okazuje swoją bardziej przyjazną i cieplejszą stronę. Tsundere charakteryzuje wiele postaci z japońskich anime, których płaskie, okrągłe twarze, duże oczy, niewielkie nosy mogą budzić skojarzenie z kotami.

W roku 1971 Takeo Doi, profesor psychiatrii na Uniwersytecie Tokijskim wydał książkę zatytułowaną „Amae no kozo”, w której utrzymuje, że najważniejszym składnikiem wszelkich relacji interpersonalnych Japończyków jest amae, czyli pragnienie bycia zależnym od kogoś, żony/męża, rodzica, przełożonego i budowanie harmonii w relacjach na takiej zależności. Osoby bardzo „amae” potrafią jak dzieci być kapryśne, infantylne, niedojrzałe, co zwłaszcza u osób dorosłych musi wiązać się z wieloma sprzecznościami, tak zresztą charakterystycznymi dla Japończyków (i Koreańczyków) i takie właśnie mają być też koty, których osobowość dobrze wpisuje się w ten model relacji – zarazem niezależne i zależne, nieprzystępne i towarzyskie, obojętne i szukające ludzkiego ciepła.

Misao i jej nieodłączny, niesłyszący towarzysz Fukumaro

Japończycy posiadają dosyć skomplikowaną strukturę psychiczną, taką też zdają się mieć koty. Niektórzy japońscy badacze utrzymują, że koty potrafią również odczytywać ludzkie emocje. Nie wiem, na ile w tym prawdy, nigdy nie posiadałem kota, natomiast sama idea czytania emocji zwana w Korei nunchi, w Japonii zaś ba no kuki wo yomu jest integralną częścią relacji międzyludzkich w obu krajach i w konfucjańskich kulturach twarzy, co wg wielu Japończyków pomaga im nawiązywać wzajemne relacje z tymi zwierzętami.

Świątynia Gotokuji w Tokio
Japonia

Gomihiroi Samurai – samuraje dbający o czystość Tokio

Gomihiroi Samurai

Kilka lat temu uformowała się w Tokio nowa grupa samurajów. Noszą dżinsowe kimona, współczesne kapelusze, ale w rękach zamiast mieczy dzierżą chwytaki do zbierania śmieci i odpadków, którymi posługują się równie sprawnie, co prawdziwi samuraje białą bronią.
Młodzi ludzie znani jako Gomihiroi Samurai (Samuraje zbierający śmieci) połączyli świadomość ekologiczną z teatrem ulicznym. Grupa młodych tancerzy, głownie członków zespołu teatralnego „Issei Ichidai Jidai Gumi” niezwykle ważną, ale cieszącą się niskim prestiżem społecznym pracę
wzbogaciła o elementy artystyczne przeniesione z chanbara – japońskich filmów płaszcza i szpady, dzięki czemu udało im się zwrócić uwagę mieszkańców miasta na problem śmieci pozostawianych na ulicach oraz poprawić wizerunek ludzi trudniących się oczyszczaniem miasta z odpadków. Po kilkukrotnym obejrzeniu ich filmików, nawet ja poczułem ochotę do wymachiwania chwytakiem do zbierania śmieci.

Gomihiroi Samurai
Japonia

Mikoshi dako – urazy, które napawają Japończyków dumą

Mikoshi dako

Obowiązkowym elementem tradycyjnych japońskich festiwali są przenośne kapliczki mikoshi. Wyznawcy shinto wierzą, że służą one jako środek transportu dla bóstw kami podczas przemieszczenia się pomiędzy świątyniami. Waga samej kapliczki dochodzi często do 500 kg, a wraz z drążkami może przekroczyć 1 tonę. Noszone na barkach przez uczestników festiwali są często przyczyną potężnych nagniotków spowodowanych długim uciskiem. Dźwiganie na ramieniu przez wiele godzin ciężkiej kapliczki bardzo je obciąża, powoduje stany zapalne i w konsekwencji powstanie potężnych guzów. Mikoshi dako, gdyż tak zwą je Japończycy, wyglądają niepięknie, ale dla niosących mikoshi (lub z szacunkiem o-mikoshi) wyznawców shinto są odznakami honoru.


Odciski na barkach debiutantów są bolesne, jednakże szybko zanikają. Można na nie zakupić specjalne maści, udać się do kliniki akupunktury lub do szpitala, gdzie płyn w nich zebrany zostanie usunięty. Na ramionach weteranów z czasem jednak pojawiają się stwardniałe narośla, które usunąć można wyłącznie operacyjnie. Często ból związany z taszczeniem ciężkich kapliczek łagodzony jest jeszcze przed rozpoczęciem marszu winem ryżowym. Alkohol pomaga im również wejść w pewien rodzaj transu, który dodatkowo zmniejsza ich wrażliwość na ból.

Mikoshi dako pojawiają się również na ramionach kobiet uczestniczących w tradycyjnych paradach. Do niedawna jeszcze nie wolno było im brać w nich udziału, ale coraz częściej do tradycyjnie zarezerwowanych tylko dla mężczyzn ceremonii dopuszczane są również panie.
Im bliżej świątyni, tym częściej pojawiają się na twarzach dziewczyn zmęczenie, grymasy, trudniej złapać oddech i maszerować w prostej linii. Ale również i one często z dumą obnoszą się z ranami zadanymi przez mikoshi.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.


Japonia

Samobójstwo generała Nogi

Generał Maresuke Nogi. Ostatni znany poddany cesarza, który popełnił oibara – dobrowolne seppuku na wieść o śmierci przełożonego. Wraz z nim oibara popełniła jego żona Shizuko. Oibara, zwane również junshi zostało zakazane w roku 1663 przez rząd Tokugawów. Do tego czasu zdarzało się, że lojalni samuraje w przypadku śmierci swojego pana, daimyo, decydowali się towarzyszyć mu w zaświatach. 13 września 1912 r. generał Nogi zaraz po pogrzebie cesarza Meiji powrócił z Shizuko do swojej rezydencji w Akasaka w Tokio, usiadł na swoim miejscu pod portretem cesarz Meiji, a następnie mieczem wojskowym wpierw cięciem krzyżowym (tzw. jumonji) rozpłatał sobie brzuch, a następnie umieścił broń pomiędzy kolanami i wbił ją w szyję.

W tym samym czasie, nieopodal generała jego żona wbiła ostrze miecza w swoje serce. Nogi zaplanował swoją śmierć, ale nie pragnął jej dla żony. Shizuko, która wcześniej straciła już dwójkę dzieci błagała go, by pozwolił jej odejść wraz z nim. Akt generała Nogi stał się symbolem oddania i poświęcenia i wg niektórych japońskich historyków nie pozostał bez wpływu na zachowanie japońskich żołnierzy podczas drugiej wojny światowej.

Japonia

Shoben torii – bramy torii, które pomagają utrzymywać miasta w czystości

Shoben torii

Problem stary jak świat. W jaki sposób zniechęcić ludzi do oddawania moczu w bramach i w ciemnych zaułkach ulic miast? Wywieszanie zakazów nieczęsto okazuje się skuteczne, w Japonii więc ktoś wpadł na pomysł, aby we wrażliwych miejscach umieszczać lub malować niewielkie bramy torii, zwane przez niektórych Japończyków „shoben torii” (shoben – mocz).
Japoński filozof Yoshimichi Yakajima zwrócił uwagę, że Japonia jest krajem z ogromną liczbą znaków ostrzegawczych i zakazów: „zakaz palenia”, „zakaz parkowania”, „zakaz śmiecenia”, „zakaz hałasowania”, „zakaz gry w piłkę”, „zakaz oddawania moczu” itd. przez co ich skuteczność jest ograniczona, a często, na przekór, odnosi skutek odwrotny od zamierzonego.

Zwyczaj umieszczania bram torii narodził się ponoć w Kansai, czyli regionie z miastami Kioto i Osaka i rozprzestrzenił na cały kraj. Torii umieszczane są na ścianach budynków, murach, drzewach i słupach energetycznych.
Co ciekawe, problem oddawania moczu na ulicy dotyczy oczywiście w zdecydowanej większości przypadków męskiej części populacji, w Japonii więc ostrzeżenia uściśla się często jako „zakaz załatwiania się na stojąco”.
Wg prof. Maruyamy Toshiyaki z Uniwersytetu Sztuki i Projektowania w Kioto zwyczaj ten pochodzi z epoki Meiji (1868-1912) lub Taisho (1912-1926). W okresie Edo (1603-1867) ludzkie odchody sprzedawano na nawóz, a na rogach ulic ustawiano wiadra jako publiczne toalety do ich zbierania. W epoce Meiji usunięto je ze względów sanitarnych, przez co nastąpił gwałtowny wzrost liczby osób załatwiających potrzeby fizjologiczne bezpośrednio na ulicę.

Wtedy też mieszkańcy Kioto zaczęli umieszczać w różnych miejscach miniaturowe bramy torii. Dziś mają nie tylko zniechęcać ludzi do oddawania moczu, ale również powstrzymywać ich od innych uciążliwych zachowań, w tym pozostawiania śmieci. Najmniej z tego zadowoleni są kapłani religii shinto, dla których brama torii stanowi symbol świętych miejsc.

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_refleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref