Japonia

Małżeństwa mieszane w XIX-wiecznej Japonii

Lafcadio Hearn wraz z żoną Setsuko

Izolacja Japonii zakończyła w roku 1853, a wraz z otwarciem się kraju na świat zaczęli pojawiać się na Wyspach obcokrajowcy. W takiej sytuacji nie mogło zabraknąć wzajemnej fascynacji podróżujących po kraju mieszkańców Zachodu oraz Japonek. Pierwsze małżeństwa Europejczyków z autochtonkami zostały zawarte kilka stuleci wcześniej, jednakże dopiero w XIX wieku pojawiła się fotografia i pierwsze mieszane pary na nich uwiecznione.
Urodzony w Grecji Hearn pojawił się w Japonii w roku 1890 w roli korespondenta prasowego, wkrótce pojął za żoną Koizumo Setsuko, córkę samuraja, przyjął jej nazwisko oraz japońskie obywatelstwo. Para doczekała się czwórki dzieci.

John i Tone Milne

Geolog i wynalazca sejsmografu John Milne wraz z żoną Tone na werandzie ich domu na Isle of Wight. Milne pod koniec lat 70. XIX w. został zatrudniony przez rząd japoński. W Japonii poznał przyszłą żonę, Tone Horikawę. Para ostatecznie przeniosła się na wyspę Wight, gdzie założyli laboratorium.

O-Tsuyu

O-Tsuyu, japońska żona Henriego Heuskena, amerykańskiego tłumacza holenderskiego pochodzenia zamordowanego w 1861 roku przez sprzeciwiającego się obecności obcokrajowców w Japonii ronina.

Thomas Blake Glover i Yamamura Tsuru

W latach siedemdziesiątych XIX wieku Thomas Blake Glover, szkocki przemysłowiec poślubił Yamamurę Tsuru, byłą żonę samuraja, która w wieku 17 lat została zmuszona do rozwodu z powodu różnic politycznych pomiędzy rodzinami małżonków. Małżeństwo Glovera z córką samuraja miało zainspirować Giacomo Pucciniego do napisania opery Madame Butterfly, gdzie Tsuru była pierwowzorem postaci Cio-cio-san. Pseudonim żony Glovera brzmiał „Ochô-san”, od motywu motyla na jej kimonie. Para doczekała się trójki dzieci, a ich małżeństwo przerwała dopiero śmierć Tsuru w 1899 roku.

Helen Gladys Emery i Gunjiro Aoki

W marcu 1909 r. Gunjiro Aoki poślubił Helen Gladys Emery. Para salwowała się ucieczką z Kalifornii, gdzie mieszane małżeństwa były zakazane do stanu Waszyngton i wzięła ślub w kościele parafialnym pw. Świętej Trójcy w Seattle.

Japonia

Picie alkoholu w okresie Edo

„Pijaństwo”, Utamaro Kitagawa (1753-1806). Młoda kobieta z czarką sakazuki w ręce jest zbyt pijana, aby zwrócić uwagę na niedbale założone kimono

Parę słów o sake. Dziś picie alkoholu w pracy może skończyć się przykrymi konsekwencjami, ale w okresie Edo piło się przez cały dzień. Zalecano czarkę (sakazuki lub ochoko) sake rano, przed wyjściem do pracy, w południe do obiadu i podczas kąpieli w łaźni. Piło się alkohol po przyjściu do domu, oraz przed snem. Picie przez nieletnich zostało prawnie w Japonii zakazane dopiero w roku 1922, a do tego czasu nie było limitu wieku. Ponieważ picie było powszechne, na ulicach często dochodziło do kłótni i burd. Al-hara (jap. alcohol harrasment, czyli dokuczanie pod wpływem alkoholu) już wtedy było problemem społecznym.

„Miłość do sake”, Utagawa Kuniyoshi (1798-1861). Kobieta w ręce trzyma ochoko z mirin, żółtą sake o słodszym smaku, popularną wśród kobiet w okresie Edo. Dziś mirin używa się jako kuchennej przyprawy).

Alkohol popijali również tragarze noszący palankiny (odpowiednik dzisiejszych taksówek) oraz woźnicy przewożący towary. „Picie alkoholu sprzyja lokalnej gospodarce”, mówiono. Już wtedy posługiwano się tak wciąż popularnymi w Japonii i Korei wymówkami usprawiedliwiającymi pijaństwo.

Palankin, koniec wieku XIX

Ponieważ często z tego powodu dochodziło do wypadków, również śmiertelnych, gdyż na górzystym terenie miasta pędzący w dół powóz potrafił zmiażdżyć przechodniów, rząd Tokugawów wprowadził karę śmierci i przepadek mienia za spowodowanie wypadku drogowego z ofiarami śmiertelnymi.

Ilustracja z roku ok. 1700. Dziewczynka kupuje alkohol w sklepie monopolowym. W lewym górnym narożniku zawieszona jest wiązka gałązek cedru, zwana sakabayashi – szyld sklepu monopolowego.

Niewielu jednak powstrzymywało to od picia sake. Organizowano zawody w konsumpcji alkoholu, w których brały udział również kobiety. Zawartość alkoholu w sake w okresie Edo była o połowę mniejsza niż obecnie. Dziś wynosi około 16%, w okresie Edo wynosiła ok. 8%.
Alkohole sprzedawano w ceramicznych pojemnikach zwanych tokkuri. Były one jednak własnością sklepu monopolowego, należało je więc zwrócić.

Tokkuri

Każde tokkuri posiadało nazwę sklepu oraz znak towarowy. Dziś tokkuri służą głównie do nalewania sake. Wiele sklepów oferowało możliwość picia alkoholu na miejscu, z czasem dodając przekąski w postaci grillowanego tofu. Wystawiane przed sklepem tofu było sprzedawane po okazyjnej cenie, ale wyłącznie przy zakupie sake. Konsumpcję alkoholu przy sklepie zwano „izake”. W ten sposób w okresie Edo narodziły się słynne „izakaya” (początkowo „izakeya”), bary oferujące izake – przekąski i napoje alkoholowe. Pierwsze izakaya ze względu na wysoki koszt oświetlenia otwierano już wcześnie rano i działały przez cały dzień.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.

Izakaya
Japonia

Świątynia Ninja

Ninja-dera

Przesuwane okna i drzwi shoji są powszechnie znane, nie są natomiast schody shoji. Do czego służyły stopnie pokryte papierowym ekranem? Umożliwiały dźganie włóczniami nóg intruzów nieopatrznie zapuszczających się do środka budynku.
Buddyjska świątynia Myoryuji w Kanazawa, znana dzisiaj zwłaszcza pod nazwą świątynia Ninja, w której znajdują się te wymyślne schody jest naszpikowana licznymi pułapkami czyhającymi na wrogów. Ta wyjątkowa warownia stworzona została w XVII wieku z myślą o stawieniu oporu rządzącemu w owym czasie Japonią siogunatowi Tokugawów (1603-1867).


Ponieważ siogunowie wprowadzili wiele ograniczeń w konstrukcji nowych budynków, uniemożliwiając tym samym powstawanie zamków i fortec, które mogłyby zagrozić ich panowaniu, pan feudalny Maeda Toshitsune postanowił przy niepozornym wyglądzie świątyni wprowadzić liczne umocnienia w jej wnętrzu: drzwi imitujące szafy i prowadzące do pułapek, ukryte klatki schodowe i pokoje, wizjery, niskie sufity i wąskie przejścia utrudniające korzystanie z długiej broni oraz jak w Panu Samochodziku i Templariuszach tajne przejście z wejściem w studni, zapadnie oraz zatrzaskujące się drzwi uniemożliwiające opuszczenie pomieszczeń.

Maksymalna liczba kondygnacji w nowych budynkach nie mogła przekroczyć trzech, konstruktorzy Ninja-dera, których nazwiska pozostają do dziś nieznane dwa dodatkowe piętra ukryli więc pośród zaplanowanego chaosu wnętrza świątyni. Do 23 pokojów prowadzi aż 29 klatek schodowych.

Japonia

Brad Pitt w Japonii i komunikacja pozawerbalna

Aktorzy Brad Pitt (Burapi, jak mówią Japończycy), Hiroyuki Sanada (Sanada-san), Aaron Taylor-Johnson i reżyser David Leitch z żoną w ramach promocji filmu Bullet Train, którego akcja rozgrywa się w Japonii wskoczyli wczoraj do Shinkansenu z Tokio do Kioto. Uderza różnica w zachowaniach niewerbalnych widocznych osób. Amerykanie i Brytyjczyk na luzie, pełni wigoru, wszyscy ekspresywnie gestykulują. Sanada-san skromny, nieco sztywny, kłania się pasażerom, ręce blisko ciała. Ekspresyjne ruchy wyróżniać mogą człowieka z grupy, a każdy tutaj musi się dopasować, zlewać z otoczeniem.

Dwójka japońskich pasażerów obserwująca ten zabawny korowód kłania się wyłącznie japońskiemu aktorowi, cudzoziemcom machają rękoma. Kobieta kłania się aż trzykrotnie, za każdym razem w geście uległości mocniej przekręca głowę w prawo odsłaniając w ten sposób wrażliwy odcinek szyi. Niektórym Japończykom (i Koreańczykom) łatwo przychodzi przełączanie się z jednego trybu w drugi, innym trudniej, jeszcze inni robią to zupełnie nieporadnie, zapominają o manierach i zbytnio się spoufalają.

Japonia · Korea Południowa

Największy szerszeń świata

W końcu udało mi się złapać największego szerszenia na świecie – szerszenia azjatyckiego (Vespa mandarinia, Asian giant hornet), za co jednak jeden z nich odpłacił mi się bolesnym ugryzieniem. Każdego roku w Japonii od użądlenia tego agresywnego owada ginie od 30 do 50 osób, mniej w Korei. Osiągają długość ciała do 45 milimetrów, a ich żądło ponad 6 mm. Ich jad zawiera neurotoksynę zwaną mandarotoksyna, która w wysokich dawkach niszczy tkankę i atakuje układ nerwowy ofiary.
Od dawna szykowałem się do napisania tego wątku, ale pragnąłem zilustrować go własnymi fotografiami i materiałem filmowym. Szerszenie można spotkać w lasach w pobliżu źródeł wody. Dziś rano na spacerze z psem natknąłem się na te dwie bestie walczące na leśnej ścieżce.

W pewnym momencie drapieżnik zirytowany moją obecnością odleciał, a ja podążając za nim wzrokiem odnalazłem ich gniazdo. Jak duże były to owady niech poświadczy to zdjęcie.


Wykonałem kilka fotografii i wróciłem do domu po jakiś pojemnik. Ponieważ są to owady bardzo niebezpieczne, uwiązałem psa w bezpiecznej odległości i samemu zbliżyłem się do gniazda. Nie byłem przygotowany na to spotkanie. Nie posiadam w domu siatki na motyle, ani plastikowych pudełek na owady. Zabrałem więc woreczek strunowy i postanowiłem co najmniej jednego szerszenia umieścić w środku. Udało się i to nawet dwa.

Popełniłem jednak błąd przy wypuszczaniu owadów i jeden z wyraźnie wściekłych szerszeni z ogromną prędkością złapał mnie w trakcie ucieczki. Wg. koreańskiego entomologa Choi Moon-bo używają one szczęk do ataku, żądła zaś do obrony. Całe szczęście. Ale ugryzienie i tak było bolesne.
W Malezji zostałem pogryziony przez ogniste mrówki. Ich ugryzienie jakkolwiek bardzo bolesne, nie jest niebezpieczne i trwa tylko tak długo, jak długo szczęki mrówki zaciskają się na skórze. Użądlenie szerszenia azjatyckiego może być jednak odczuwane przez wiele dni. Wiem już, że ugryzienie co najmniej kilka godzin. Miejsce ugryzienia wciąż mnie piecze. Jak bardzo bolesne jest użądlenie? Udało mi się odszukać na YT film z odpowiednim nagraniem.


Japonia

Omuraisu i seppuku

Omuraisu (omurice), czyli omlet z ryżem, to jedna z ulubionych potraw japońskich dzieci i jeden z przykładów yoshoku – dań japońskich inspirowanych zachodnią kuchnią. Dzieci lubią niespodzianki, a najciekawszą częścią podczas przyrządzania tej potrawy jest rozcięcie jej nożem po ułożeniu na talerzu.
Pół żartem, pół serio, ale pewna fascynacja Japończyków tym daniem, które powstało w Tokio na przełomie XIX i XX wieku może mieć coś wspólnego z rytualnym samobójstwem seppuku (harakiri), które było legalne i stosowane jako kara śmierci niemalże do końca XIX wieku. Być może nie przypadkowo spożywa się je często z krwistym ketchupem 🙂

Japonia

Tortury w japońskiej policji okresu Edu

W okresie Edo (1603-1867) japońska policja celem uzyskania zeznań od osób podejrzanych o niektóre przestępstwa stosowała metody śledcze polegające na zadawaniu bólu fizycznego. Tortury były oficjalnie usankcjonowane przez siogunat Tokugawów, ale mogły być stosowane tylko w przypadku podejrzenia o przestępstwo zagrożone karą śmierci. Zaliczało się do nich morderstwo, podpalenie, rozbój i fałszowanie dokumentów. Nie mogły być dowolnie stosowane przez funkcjonariuszy, a do ich realizacji wymagana była zgoda odpowiednich władz.

Początkowo stosowano szeroki zakres tortur, m.in. z wykorzystaniem wody lub soli. Podejrzanych zamykano w przypominającym łaźnię pomieszczeniu w basenie z chłodną wodą sięgającą do pasa i bez możliwości odpoczynku lub snu. Tortura solna wymagała uszkodzenia skóry nożem, a następnie nacierania rany solą.
Metoda suruga doi wa polegała znów na zawieszeniu podejrzanego w powietrzu ze związanymi rękoma i nogami, a następnie ułożeniu ciężaru na jego wygiętych plecach. Dodatkowo torturowany mógł otrzymywać razy biczem lub kijem.

Z czasem liczbę tortur ograniczono do czterech. Najpowszechniejszą była „zwykła” kara chłosty. Ishidaki polegało na ułożeniu kilku kamiennych płyt o wadze około 45 kg każda na udach klęczącego na specjalnej drewnianej płycie o ostrych krawędziach więźnia. Sięgający niekiedy ponad 400 kg ciężar hamował przepływ krwi i ranił golenie torturowanych. Kiedy więzień był bliski omdlenia zdejmowano kamienie, a rany opatrywał lekarz. Po odzyskaniu przez oskarżonego sił powracano do tortur. Po takich katuszach większość z nich nie była już więcej w stanie poruszać się sprawnie na nogach.

Tortury krewetkowe polegały na związaniu ciała liną tak, aby broda i kostki były w bliskim kontakcie ze sobą i powodowały silny ból. Dlaczego „krewetkowa”? Ciało wiązane było na kształt krewetki i stawało się przekrwione i czerwone jak ugotowany skorupiak. Ostatnia z nich, tortura wędkarska wiązała się z zawieszeniem nagiego więźnia na linie.

Korea Południowa

Kolor w kulturze koreańskiej

Przedwczoraj udało mi się po latach poszukiwań sfotografować kobietę z tradycyjnym nosidełkiem podaegi i dzieckiem na plecach, dziś rano zaś w banku kolejny niemalże wymarły koreański zwyczaj – pies z przefarbowanymi uszami i ogonem. I podobnie jak w przypadku podaegi, 20 lat temu był to widok w Seulu bardzo powszechny. Można się domyśleć, że pies jest najprawdopodobniej własnością babci młodego mężczyzny. Do farbowania ogona i uszów psów najczęściej stosowano róż, czerwień i fiolet.

Starsza pani w tradycyjnych różowych spodniach na naszym osiedlu (📷 JW)

Kolory przez stulecia odgrywały niebagatelną rolę w koreańskiej kulturze i społeczeństwie, do tego stopnia, że kolor odzieży był ściśle regulowany przez koreański rząd. Czerwony był zarezerwowany dla szat króla oraz strojów niektórych urzędników i wojowników. Kobiety na ogół nosiły dużo szat zielonych, niebieskich, białych i żółtych. Niebieski był używany przez klasę rządzącą i był zakazany dla mężczyzn z niższych klas. Ci zresztą ubierali się głównie na biało. Ubrania wysokich rangą dygnitarzy były zaś w kolorze różowym (📷).

Koreańscy dygnitarze w różowych kreacjach

W roku 1897 król Gojong pod naciskiem Japończyków proklamował Cesarstwo Koreańskie i jako cesarz Korei uzyskał prawo do noszenia żółtych, cesarskich szat.

W roku 1897 król Gojong został cesarzem Gwangmu

Podczas reformy ubioru w 1884 roku kolor różowy urzędników został zastąpiony przez czarny, do dziś jest najpopularniejszy kolor wśród Koreańczyków.

Latem w Seulu dominuje czerń i kolory pastelowe, zimą zaś Koreańczycy noszą niemalże wyłącznie czarną odzież (📷 JW)

Tego mężczyznę sfotografowałem na wsi podczas jakiegoś święta przed dwoma laty. Ucieszyła go moja prośba o fotografię. Do tradycyjnych spodni (baji) i koszuli (jeogori) noszą dziś mężczyźni współczesne półbuty.

Korea Południowa

Chusta podaegi

(📷 Mjr. R.V. Spencer)

Czerwiec 1951. Jedna z najsłynniejszych fotografii okresu wojny koreańskiej. Z bratem na plecach młoda Koreanka przechodzi w pobliżu unieruchomionego amerykańskiego czołgu M-26 „Pershing”.

Korea Południowa. Lata 50. XX wieku

Od co najmniej 10 lat „polowałem” na Koreankę niosącą na plecach dziecko w tradycyjnej chuście podaegi. Gdy po raz pierwszy wvroku 2002 przyjechałem do Korei nie byłem w stanie dostrzec ani jednego wózka dziecięcego. Wszystkie chyba niemowlaki były noszone w podaegi. Kobiety pytane o przyczyny tego stanu rzeczy nie bez dumy wyliczały, zapewne zgodnie z prawdą, liczne zalety tradycyjnych nosidełek: bliskość ciała matki, spokojniejsze dzieci itp.

Południowokoreańska reżyserka Pak Nam-ok z podaegi na planie filmowym

Nie minęło jednak 10-12 lat a podaegi zupełnie zniknęły. Nie zdążyłem nawet wykonać jednej fotografii. Do wczoraj. Młodą babcię z dzieckiem na plecach i zieloną papugą w ręce zobaczyłem na szczycie niewielkiego wzgórza w Seulu.

(📷 JW)
Japonia

Dzieci

(📷🇯🇵 @ryostory1124cat na Twitterze)

Piękna fotografia pola słoneczników o wschodzie słońca z Shinkansenem w tle. Mnie jednak najbardziej urzekły skupione na chwytaniu owadów dziewczynki w gustownych kapelusikach. W Seulu również sporo dzieci teraz w okresie wakacyjnym (ale często w krótkich chwilach odpoczynku pomiędzy zajęciami w akademiach hagwon, do których uczęszczają również latem) biega z siatkami i pudełkami na owady, choć bez kapeluszy i zbyt często wyręczają je w tym rodzice, zwłaszcza mamy.
Kilka dni temu dwójka dzieci na naszym osiedlu, chłopiec i dziewczynka, w plastikowym pudełku przetrzymywała kilka pasikoników, w siatce zaś znajdował się piękny, duży okaz zielonej modliszki. Dzieci bały się wyciągnąć owada z siatki. Podszedłem i delikatnie przełożyłem go do pojemnika. Dzieci w Korei, które mają jakieś kłopoty, z czymś sobie nie radzą nie proszą przechodzących w pobliżu dorosłych o udzielenie im pomocy, jak robiło to moje pokolenie przed laty. Dorośli zaś z własnej inicjatywy nie pomagają obcym dzieciom. Kilka tygodni temu ściągałem z drzewa w parku plastikowy samolot dwójki chłopców. Fajnie było znów po wielu latach wspiąć się na drzewo. Chłopcy stali pod nim naradzając się jak odzyskać znajdującą się w koronie drzewa zabawkę, pomimo tego, że dostęp do niej był stosunkowo łatwy. Czy polskie dzieci również nie potrafią już wspinać się po drzewach?

(📷🇯🇵 @erk_inkc na Twitterze)