Japonia

Morishio – japoński sposób na egzorcyzmy

Bramy torii są zazwyczaj na tyle duże, że nie sposób je przeoczyć. Gorzej, gdy jakiś symboliczny element kultury japońskiej jest tak niewielki, że trudno go dostrzec. Zauważony zresztą zostanie zapewne zignorowany, a jednak stożek soli przy drzwiach niektórych placówek handlowych, rzadziej domów w Japonii spełnia dla wyznawców shinto ważną rolę. Raz, morishio, gdyż tak się nazywa, ma moc odpędzania zła i pomaga w uniknięciu nieszczęścia. Już starożytni dostrzegli, że sól ma właściwości oczyszczające i dezynfekujące, trudno się więc dziwić, że pojawiła się w Kojiki, pierwszym japońskim dziele historiograficznym z VIII wieku. Znajduje się w nim opis obmywania ciała wodą morską przez japońskiego demiurga Izanagi.


Sól to także talizman na szczęście. Usypana w pobliżu drzwi restauracji piramidka z soli ma za zadanie przyciągnąć klientów, zwłaszcza nowych. Zwyczaj ten istniał ponoć w Japonii już w okresie Nara (VIII wiek) i jest praktykowany do dziś przez niektórych właścicieli restauracji i barów. Wg chińskiej legendy, sól układano w pobliżu tych domów konkubin cesarza Qin, których jeszcze nie odwiedził. Poruszał się na wozie ciągniętym przez krowy, a te miały zatrzymywać się przy lubianej przez nie soli. Zazwyczaj stosuje się sól morską, gruboziarnistą i umieszcza ją w pobliżu drzwi wejściowych, ale także tych prowadzących do toalety, łazienki i kuchni. To w tych miejscach złe moce mają tendencję do gromadzenia się. Sól należy wymieniać co najmniej raz na 2 tygodnie, gdyż z czasem gromadzi się w nich zbyt wiele nieczystych mocy.

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref

Japonia · Korea Północna · Korea Południowa · YouTube

Kultura „twarzy” i jej wpływ na mentalność Japończyków i Koreańczyków

Kilka dni temu byłem świadkiem zderzenia dwóch kobiet w pobliżu mojego osiedla mieszkaniowego. W takich sytuacjach Koreańczycy najczęściej udają, że nic się nie stało i nie zatrzymując się idą dalej. Tym razem jednak starsza z kobiet odczuła ból i głośno zaprotestowała. Młodsza z nich i myślę, że winowajczyni, zatrzymała się i winę zrzuciła na wieczorną porę i ciemności. Starsza jednak nie odpuszczała. Domagała się przeprosin. W końcu je otrzymała i kobiety się rozeszły. Dlaczego Koreańczycy tak bardzo komplikują sobie życie i skąd biorą się ich opory przed powiedzeniem słowa „przepraszam”? Dlaczego młodsza z nich winę zrzuciła na warunki atmosferyczne, choć ulica była poprawnie oświetlona i widoczność doskonała, zamiast przyjąć za to zdarzenie odpowiedzialność? Dlaczego Koreańczycy i Japończycy wolą często skłamać, niż powiedzieć prawdę i dlaczego kłamstwo w obu tych kulturach niekoniecznie jest postrzegane negatywnie? No i co to wszystko ma wspólnego ze zdrowszą cerą i mniejszą liczbą zmarszczek na twarzach Koreańczyków i Japończyków? Na te pytania odpowiadam w moim najnowszym filmie na YouTube, na którym znów przyglądam się życiu psychicznemu i społecznemu Koreańczyków. Wszystkich Państwa zainteresowanych tematem zapraszam na YouTube.

Japonia · Singapur

Karayuki-san – japońskie prostytutki w Azji Południowo-Wschodniej

Karayuki-san w Singapurze

Jedna z tysięcy karayuki san – japońskich prostytutek (jap. yujo) wysyłanych do pracy w domach publicznych Azji Południowo-Wschodniej na przełomie XIX i XX wieku. Ponieważ wiele z nich nie potrafiło pisać, wysyłały swoim rodzinom w Japonii pocztówki z własnym wizerunkiem.
W najstarszym grobie na japońskim cmentarzu w Singapurze (Japanese Cemetery Park) spoczywa zmarła w 1889 r. Toma Sato. Została pochowana 2 lata przed założeniem cmentarza przed brytyjski rząd kolonialny w 1891 r.

Japanese Cemetery Park

Pośród 910 japońskich grobów na cmentarzu w singapurskiej dzielnicy Hougang, aż kilkaset, z których wiele jest bezimiennych, aby w ten sposób oszczędzić wstydu ich rodzinom, należy do yujo. Ponieważ wiele z nich zmarło bez grosza przy duszy, ich groby zostały oznaczone prostymi drewnianymi nagrobkami, które z czasem uległy zniszczeniu. Dziewczyny te odegrały istotną rolę we wczesnej historii Singapuru. Wraz z rosnącą liczbą imigrantów w Singapurze i stosunkiem płci jedna kobieta na czternastu mężczyzn, pod koniec XIX w. dynamicznie rozwijał się biznes oparty na prostytucji.

Domy publiczne w Singapurze

Celem utrzymania ładu społecznego, Brytyjczycy przymykali oko na proceder sprowadzania młodych dziewczyn z Japonii i Chin. Prostytucja była postrzegana przez władze kolonialne jako zło konieczne.
Cmentarz w Singapurze jest największym japońskim cmentarzem w Azji Południowo Wschodniej, ale nie jedynym. Można je znaleźć niemalże wszędzie tam, gdzie nierządem trudniły się młode Japonki. Najczęstszymi celami podróży karayuki-san były kwitnące azjatyckie miasta portowe, takie jak Hongkong, George Town, Rangun, Sajgon, Sandakan, George Town, Kuala Lumpur, Szanghaj i wspomniany wcześniej Singapur.

Karayuki-san w Saigonie

Niektóre z nich dotarły aż do Australii i Kalifornii. W samym Singapurze na początku XX wieku w ponad 100 domach publicznych pracowało ponad 1000 Japonek. Rywalizowały z nie mniejszą liczbą Chinek. Większość z tych dziewczyn i kobiet pochodziła z bardzo biednych środowisk na wyspie Kiusiu. Nastoletnie dziewczęta były sprzedawane przez rodziny lub też nieświadomie przekazywane pośrednikom pracy, którzy z kolei sprzedawali je zamorskim domom publicznym. Początkowo Japończycy byli dumni z karayuki-san. Przysyłanymi do kraju pieniędzmi pomagały budować nowoczesną gospodarkę dopiero co wybudzonej z ponad 200-letniego letargu Japonii.

Japoński cmentarz w Kuala Lumpur

Z czasem jednak z obawy o utratę prestiżu rosnącego w siłę na arenie międzynarodowej kraju, japońscy dyplomaci czynili co mogli, aby wyeliminować japońskie domy publiczne z krajobrazu miast Azji Płd.Wsch., a powracające do domu yujo spotkały się z otwartą niechęcią ich rodzin i Japończyków. Zanim proceder ten zupełnie nie wygasł w latach 40 ubiegłego wieku, tysiące dziewczyn zmarło, często wskutek chorób wenerycznych i zostało pochowanych na japońskich cmentarzach.

Karayuki-san w brytyjskich Malajach

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref

Korea Południowa

Obowiązkowe nakrycia głowy Koreanek w okresie Joseon

Wiklinowy kosz? Nie, damski kapelusz w przednowoczesnej Korei. Pierwszych przybyszy do Korei w XIX wieku zaskakiwało wiele rzeczy, wśród nich niektóre zwyczaje związane z ówczesną koreańską modą. Pisałem kiedyś, o noszonych przez kobiety niższych klas krótkich kurteczkach odsłaniających ich biust. Współcześni koreańscy komentatorzy piszą, że ułatwiały one karmienie niemowląt w miejscach publicznych, często jednak pomijają fakt, że nosiły je matki niemowląt płci męskiej.

📷 Kenneth H. Lehr, 1952

Konfucjańskie społeczeństwo skoncentrowane na mężczyznach znacznie wyżej ceniło chłopców, a karmienie ich piersią w miejscach publicznych było powodem do dumy.
Zaskoczeniem dla obcokrajowców były też kobiece kapelusze oraz długie okrycia zakrywające również głowy. Podczas gdy kobiety, zwłaszcza te z wyższych klas, mieszkanki stolicy i innych miast południa zakrywały swoje twarze przed promieniami słońca oraz wzrokiem mężczyzn narzucając na siebie długie kurtki zwane jang-ot, kobiety w Pyongyang i innych ośrodkach miejskich północnych prowincji nosiły ogromny i raczej mało wygodny kapelusz zwany satkat.

Przechodząc w pobliżu mężczyzn osuwały go niżej na twarz. Kiedy pod koniec XIX wieku chrześcijańscy misjonarze postanowili zapoznać Koreańczyków z ideą równości płci, wprowadzili w swoich szkołach zakaz noszenia przez dziewczęta jang-ot oraz kapeluszy satkat. Początkowy efekt tej decyzji był odwrotny od zamierzonego.

Wiele dziewczyn nie było jeszcze gotowych do odsłonięcia przed obcymi swoich twarzy i przestały uczęszczać na zajęcia. Misjonarze szybko wprowadzili więc plan ratunkowy – czarne parasole. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. W znacznym stopniu uwalniał ręce kobiet i dziewczyn oraz dawał im większą możliwość decydowania o tym kiedy i w jakim stopniu odsłaniać swoje twarze. Przed kilkoma laty parasole były symbolem ruchu prodemokratycznego w Hongkongu, ale wcześniej, pod koniec XIX wieku stały się symbolem nowoczesnej koreańskiej kobiety.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Jang-ot i dwa czarne parasole
Japonia

Kultura picia alkoholu w Japonii

📷 Kenji Kawamoto

Japończycy potrafią ciężko pracować i równie mocno wypić. Urodzony w Tokio fotograf Kenji Kawamoto przemierzył swoje rodzinne miasto fotografując pijanych salarymenów (pracowników korporacji) śpiących w najmniej do tego odpowiednich miejscach – na schodach, chodnikach, stacjach i peronach kolejowych.
Już w 3 wieku naszej ery chińscy wysłannicy do kraju Wa (Japonia) pisali, że jego mieszkańcy gustowali w mocnych alkoholach. Przed wybuchem pandemii COVID-19 w samym tylko Tokio znajdowało się blisko 30 tysięcy barów i pubów. Alkohol można zakupić również z automatów vendingowych.

📷 Kenji Kawamoto

Pomimo tego, że Japończycy piją dziś mniej niż przed laty, w dalszym ciągu można natknąć się na mieście na „martwe” ciała salarymanów. Przyczyną tego jest kombinacja kilku czynników: upojenie alkoholem i wyjątkowo łatwy do niego dostęp, akceptacja społeczna dla pijaństwa, niefrasobliwość Japończyków, zmęczenie oraz brak snu. Na ludzi, którzy upili się do nieprzytomności wielu Japończyczyków spogląda ze współczuciem, a zjawisko to uważane jest za normalne w krajobrazie miejskim. Idea, że po ciężkim dniu czy tygodniu pracy mężczyzna ma prawo się upić głęboko zakorzeniła się w społeczeństwie japońskim. Wg wielu badaczy społecznych Japonia jest jednym z najbardziej przyjaznych piciu alkoholu krajów świata, japońska kultura picia jest wyjątkowo niechlujna, a wychodząc na drinka ważne jest aby się upić i budować i podtrzymywać w ten sposób relacje, zwłaszcza pomiędzy mężczyznami. (📷 Kenji Kawamoto)

📷 Kenji Kawamoto
📷 Kenji Kawamoto

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

Youtube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref

Japonia

Tokio, cuchnące miasto

Publiczne oddawanie moczu i śmieci wyrzucane wprost na ulice, powszechne spluwanie, psie odchody na chodnikach i w parkach, zaśmiecone pociągi, przechodnie zakrywający chusteczką nosy, aby w ten sposób chronić powonienie przed powszechnym zwłaszcza w pobliżu cieków smrodem. Brud przyciągał niepożądane gatunki owadów, takich jak muchy i karaluchy. Miasto? Tokio aż do początków lat 60. XX wieku.

Od lat 30. nadmierna koncentracja ludności i przemysłu w stolicy powodowała problem zalewania miasta śmieciami. Wg prof. Yoshio Nakano, który nadał ówczesnemu Tokio przezwisko „obornikowe piekło” (funnyo jigoku), stolica Kraju Kwitnącej Wiśni była jednym z najbardziej śmierdzących miast świata. Wywóz śmieci był nieregularny, rzeka Sumida była zaś płynącym ściekiem.

A jednak w 1964 roku w Tokio odbyły się udane dla Polski Igrzyska Olimpijskie, pierwsze w historii na kontynencie azjatyckim. To właśnie wtedy ujawnił się niezwykły talent Ireny Szewińskiej, jeszcze wtedy Ireny Kirszenstein. Nasza młodziutka lekkoatletka miała to szczęście przybyć do stolicy Japonii 2 lata po zapoczątkowanej przez ówczesnego gubernatora Tokio Ryotaro Azuma kampanii upiększenia miasta, do której pod hasłem „upiększanie stolicy to jedna z dyscyplin olimpijskich” zaangażowano wszystkich mieszkańców stolicy.

Wiele lat później napisał on: „Brudne i hałaśliwe miasto stałoby się hańbą dla całej Japonii”. Na ulicach pojawiły się banery z napisami „nie oddawaj moczu na ulicy”, „nie pluj na chodniku”, „przestań zaśmiecać miasto”, „sprzątaj kupy po swoim psie”, „nie niszcz drzew i znaków drogowych” itp. Hasła te powoli zaczęły przenikać do umysłów mieszkańców stolicy i zgodnie z zamiarem gubernatora Azuma jego kampania zmieniła już na stałe oblicze tego miasta. Tokio było przygotowane na przyjęcie gości z całego świata.

Japonia

442 Pułk Piechoty Armii Amerykańskiej

Kiyoshi K. Muranaga

26 lipca 1944 roku. Podczas gdy w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej alianci toczyli zaciekłe boje z Cesarską Armią Japonii, w Europie, 100 km na południe od Florencji urodzony w Kalifornii w rodzinie japońskich imigrantów 22-letni starszy szeregowy Kiyoshi K. Muranaga samotnie, ogniem z moździerza ostrzeliwał niemieckie pozycje umożliwiając ukrycie się jego towarzyszom broni. Trafiony przez Niemców zginął na miejscu. Był jednym z wielu Nisei – Amerykanów japońskiego pochodzenia poległych w Europie w 1944 i 1945 roku. Muranaga zgłosił się na ochotnika do 442 Pułku Piechoty złożonego niemalże wyłącznie z Nisei.

Żołnierze 442 Pułku Piechoty w Bruyers

Żołnierze tego pułku walczyli od 1944 roku w Włoszech, Francji i Niemczech i zasłynęli walecznością, odwagą i męstwem, za co otrzymali najwięcej odznaczeń bojowych w historii wojskowości Stanów Zjednoczonych, w tym 21 Medali Honoru (najwyższe odznaczenie wojskowe USA), 52 Krzyży Wybitnej Służby (drugie w hierarchii odznaczenie), 588 Srebrnych Gwiazd oraz trzy i pół tysiąca medali Purpurowe Serce.

Kompania H, 442 Pułku Piechoty w wyzwolonym przez nich miasteczku we Włoszech

442 Pułk Piechoty zdobył i wyzwolił liczne miejscowości we Włoszech i Francji, w tym Bruyeres, Belmont i Biffontaine. Walczyli z najbardziej bitnymi oddziałami, jakie Niemcy byli w stanie rzucić do walk – zaprawionymi w bojach żołnierzami z Afrika Korps, oddziałami SS i żołnierzami dywizji Hermanna Goeringa.

Hiro Higuchi, kapelan 442 Pułk Piechoty

W ciągu zaledwie 19 miesięcy walk 442 Pułk poniósł ogromne straty, a jak na ironię znaczna część jego żołnierzy została zwerbowana na terenie amerykańskich obozów internowania, w których umieszczono Amerykanów japońskiego pochodzenia ze Wschodniego Wybrzeża.

Szeregowy Rudy Tokiwa prowadzi grupę pojmanych niemieckich żołnierzy we Włoszech

29 kwietnia 1945 r. wchodząca w skład 442 Pułku Piechoty 552 Batalion Artylerii brał udział w wyzwoleniu obozu w Dachau. Pośród 33 tysięcy więźniów znajdowało się 15 tysięcy Polaków. 29 kwietnia zwiadowcy 522 Batalionu, jedynego z 442 Pułku biorącej udział w walkach na terenie Niemiec, przemierzając bawarskie miasteczko Hurlach natknęli się na otoczone drutem kolczastym koszary. Japończycy wyważyli bramy i dostali się do środka doprowadzając do wyzwolenia 3000 więźniów z podobozu Dachau Kaufering IV.

Tahae Sugita z byłym już więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Dachau

Po wojnie armia amerykańska i rząd wyciszyły udział Japończyków w wyzwoleniu tego obozu koncentracyjnego. Dopiero wiele lat później historyk Eric Saul przygotowując wystawę dotyczącą 442 Pułku Piechoty dowiedział się o ich chwalebnym udziale w tym wydarzeniu. Z początku miał wątpliwości, ale przekonał się, gdy weterani pokazali mu zrobione przez siebie zdjęcia.

George Oiye z byłymi więźniami KL Dachau

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

Youtube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref

Japonia

Kapral Wojtek w Japonii

Marionetka „Wojtek”

W tokijskim sklepie Papettohousu (Domek dla lalek) w dzielnicy Shinjuku zajmującym się sprzedażą marionetek pojawiła się postać niedźwiadka o bardzo swojsko brzmiącym imieniu Wojtek (ヴォイテク).
Informacja na stronie internetowej sklepu wskazuje, że Wojtek, sympatyczna, 45-cm marionetka wykonana z drewna i gliny w cenie około 2500 złotych znalazł już nabywcę. Zanurzyłem się więc na chwilkę w otchłań japońskiego Internetu, by się przekonać, co Japończycy wiedzą na temat naszego kaprala w Armii Andersa i wygląda na to, że jest on najbardziej znanym w Japonii polskim (przyjmując, że zwierzętom z automatu przypisuje się narodowy rodowód swoich właścicieli) żołnierzem biorącym udział w drugiej wojnie światowej.

Przypomnę tylko, że w 1942 r. niedźwiadek brunatny został znaleziony w górach Iranu przez tubylców, a następnie wraz grupą polskich żołnierzy trafił do obozu dla uchodźców w pobliżu Teheranu. Wkrótce potem zaopiekowali się nim żołnierze 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii i na początku 1944 roku wraz z nimi wyruszył do Włoch, gdzie brał udział w bitwie o Monte Cassino. W artykułach opisujących losy kaprala Wojtka japońscy czytelnicy mogą również poznać losy polskich jeńców wojennych w niewoli radzieckiej od 1939 roku. Dla młodszych czytelników w japońskich księgarniach jest również książka o niedźwiadku Wojtku i dla większości z nich jest to zapewne pierwszy kontakt z polską historią.

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref

Korea Południowa

Koreańskie kobiety morza w obiektywie Luciano Candisani

Brazylijski fotograf Luciano Candisani z San Paulo podczas swojej podróży na koreańską wyspę Czedżu spędził pewien czas z grupą kobiet morza haenyeo, a efektem tego są te piękne fotografie Koreanek w jego wykonaniu. Pierwsze wzmianki o haenyeo pochodzą z XVII wieku. Początkowo nurkowaniem zajmowali się głównie mężczyźni, ale gdy ówczesny rząd koreański wysokimi podatkami zaczął nękać nurków, ci w poszukiwaniu pracy zaczęli opuszczać wyspę (Czedżu jest wyspą wulkaniczną o słabej glebie nie nadającej się do rolnictwa na większą skalę), a pod wodę zaczęły schodzić kobiety.

Organizowały się w rywalizujące ze sobą grupy, opracowały specjalne techniki oddychania i nurkowania niezbędne do przetrwania w tych niełatwych wodach. W trudnym dla kobiet społeczeństwie Joseon stworzyły własną, kierowaną przez nich subkulturę, opierając ją na dawnych rytuałach szamańskich, raczej niż na patriarchalnym konfucjanizmie. Składały ofiary naturze, dziękując jej za obfite dary morza oraz prosząc o ochronę przed wszystkimi niebezpieczeństwami związanymi z nurkowaniem w morzu.

Zawód ten rozwijał się do lat 50. ubiegłego stulecia, kiedy to niemalże każdy mieszkaniec wyspy miał w rodzinie kogoś trudniącego się połowami owoców morza, ale od tego czasu notuje się spadek liczby haenyeo i zainteresowania młodszych pokoleń dziewczyn tą pracą. Wiedza na temat nurkowania tradycyjnie była przekazywana z pokolenia na pokolenie, z matki na córkę, z teściowej na synową. Dziś pozostało ich nie więcej niż 2000, głównie starszych pań po 60 roku życia.

W tej kobiecej społeczności najstarsze haenyeo mają już ponad 80 lat i wciąż nurkują na głębokość 10 metrów bez sprzętu do nurkowania. Wstrzymują oddech na 60-90 sekund, a podczas wynurzania wydają, podobnie jak japońskie ama, charakterystyczny gwizd. Praca haenyeo jest trudna i niebezpieczna, ale w sezonie mogą w ciągu jednego dnia zarobić nawet do 500.000 won (1650 zł).
(📷 lucianocandisani.com)

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Japonia · YouTube

Soichiro Honda: buntownik, geniusz, wizjoner

Jeśli cechami charakterystycznymi geniuszu są ponadprzeciętny stopień ciekawości, skłonność do podejmowania ryzyka i przekraczania granic, niechęć do poruszania się utartymi szlakami oraz kwestionowanie granic konwencjonalnego myślenia, takim człowiekiem bez wątpienia był Soichiro Honda, legendarny wizjoner i innowator, który po drugiej wojnie światowej rzucił wyzwanie potężnym graczom branży motoryzacyjnej i osiągnął sukces ucierając im zarazem nosa. Miał kompleks niskiego wzrostu i pochodzenia, stąd zapewne wzięło się jego zainteresowanie postacią Napoleona Bonaparte. „Ja też pewnego dnia będę jak Napoleon, mały i sławny. Napoleonie, mój drogi Napoleonie, ty jesteś wzorem dla wszystkich moich dziecięcych ambicji, bo wszyscy mamy prawo do szalonych marzeń.” Bardzo szybko wykazał smykałkę do pomysłowości. W drodze do szkoły przechodząc przez pole sąsiadów wycinał w łupinach arbuzów tam rosnących kwadrat, usuwał go, wyjadał ze środka owocu miąższ, po czym umieszczał usunięty kawałek skórki z powrotem na miejscu. Potrzeba matką wynalazków. Jego rodzice często byli bez grosza przy duszy, a piątka rodzeństwa Hondy zmarła, zanim osiągnęli dojrzały wiek.

Honda i Ayrton Senna

Jego pasja do pojazdów mechanicznych była niezrównana. W drugiej klasie szkoły podstawowej ukradł ojcu rower i pojechał nim do oddalonej o kilkanaście km od domu bazy wojskowej, żeby zobaczyć lądujący tam samolot. Nie mógł sobie pozwolić na zakup biletu wstępu, wdrapał się więc na sosnę, tak, aby jego wzrok mógł sięgnąć ponad murem. Wpadał też często, jak wielu geniuszy przed nim i po nim, w kłopoty. Porzucił szkołę i w wieku 15 lat wyjechał do Tokio. Tam często zachodził do dzielnicy gejsz. Lubił przebywać w ich towarzystwie. Podczas szalonej jazdy samochodem omalże nie zabił siebie i dwie z nich.

Wypadek Hondy został uwieczniony na taśmie filmowej

Kilka lat później tylko cudem wyszedł z poważnej kraksy. Jego samochód wyścigowy zbliżał się już do mety i zapewne pierwszy by ją przekroczył, gdyby nie nieuwaga innego kierowcy, który zajechał mu drogę. Poważny uraz twarzoczaszki i złamany nadgarstek wymagały trzymiesięcznej opieki medycznej w szpitalu. Pomimo tego, gdy odchodził na emeryturę w roku 1973 Honda Motors Corp. była już na najlepszej drodze do globalnego sukcesu. O Soichiro Hondzie opowiadam dziś na YouTube i zapraszam wszystkich zainteresowanych wysłuchaniem motywacyjnej opowieści o tym niezwykłym człowieku.

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref