Korea Południowa

Komunikacja niewerbalna Koreańczyków

Do dziś pamiętam moją pierwszą interakcję z tubylcem w Korei. Po wyjściu z hotelu w Seulu wczesnym rankiem podchodzę do samotnie idącej kobiety i pytam w j. angielskim o najbliższy bankomat. Spuściła oczy i bez słowa ominęła mnie szerokim łukiem. Jeszcze przez chwilę stałem oniemiały odprowadzając ją wzrokiem. To było już blisko 20 lat temu.
Koreanki, zwłaszcza młode kobiety, nie lubią interakcji z obcymi mężczyznami, choć wkrótce potem przekonałem się, że jednak bardziej tolerują obcokrajowców od tubylców.

Ich niechęć do tego typu interakcji zarejestrowałem na poniższym przykładzie.

Fot. 1 (fot. JW)

(📷 1) Młody mężczyzna wręcza przechodniom ulotki fitness klubu. Koreańczycy najgłębszy ukłon wykonują zazwyczaj wtedy, gdy celem ich działania jest korzyść własna. Młoda kobieta zerka wpierw na ulotkę, potem już niżej, nie spojrzy mu w oczy. Przekręca usztywniony już tułów w lewo chroniąc się przed ewentualnym dotykiem prawym ramieniem.

Fot. 2 (fot. JW)

(📷 2) Nagłe przyspieszenie i wydłużenie kroku. Oba ramiona wskazują na odczuwany niepokój i niechęć do kontaktu z obcym mężczyzną. Sztywne prawe ramię i palce dłoni, ale zwłaszcza uniesiona lewa dłoń – STOP!, gest często nieświadomie używany przez kobiety odczuwające zagrożenie.
Jej wzrok umocowany w jednym punkcie, w ten sposób „kątem oka” Koreanki obserwują rozwój sytuacji.
(📷 3) Odchodzi już zrelaksowana z uniesioną głową.

Fot. 3 (fot. JW)
Japonia · Korea Południowa

7-5-3

Jednym z uroków Japonii są liczne festiwale i święta (lokalne i państwowe, religijne i świeckie, śniegu, ognia, tańca, muzyki itp., niektóre z nich o przeszło 1000-letniej historii) organizowane w całym kraju w ciągu każdego roku. Wczorajsze święto jest jednym z moich ulubionych, a to za sprawą pięknych, kolorowych kimon na tę okazję przywdziewanych przez Japończyków, zwłaszcza dzieci. Jestem miłośnikiem tradycyjnej japońskiej odzieży (wafuku, w przeciwieństwie do zachodniej zwanej yofuku), zarówno męskiej jak i żeńskiej, yukat i kimon.

Shichi-Go-San (Siedem, Pięć, Trzy), gdyż taka jest nazwa wczorajszego święta, jednego z kilku obrzędów przejścia w Japonii, organizowane jest dla 5-letnich chłopców oraz 3- i 7-letnich dziewczynek. 3 – w przeszłości dzieciom do lat 3 golono głowy, 5 – chłopcy w tym wieku po raz pierwszy ubierali szerokie spodnie hakama, oraz 7 – wiek dziewczynek zaczynających nosić kimono w stylu dorosłych kobiet.

Spodnie hakama i marynarka haori

Zarówno w Korei (doljanchi – pierwsze urodziny dziecka), jak i w Japonii w niektóre dni roku można napotkać ubrane w tradycyjne stroje rodziny i podążających za nimi zawodowych fotografów wynajętych specjalnie na ten dzień. Święto 7-5-3, podczas którego rodzice z dziećmi udają się odbyć modły do lokalnego chramu shinto jest taką okazją dla wielu rodzin w Japonii.

Japonia · Korea Południowa

Komunikacja niewerbalna głów państw podczas oficjalnych spotkań

Pisałem już kilkukrotnie o ukłonach w Japonii i Korei, choć wciąż nie wyczerpałem tematu. Bardzo interesująco przebiegają również spotkania przywódców obu krajów z przedstawicielami innych kultur.

Cesarz Akihito wita prez. Clintona

Powitanie prez. Clintona przez cesarza Akihito w r. 1993. Pozycja wyjściowa do uścisku dłoni obu przywódców była identyczna – obie spotkały się mniej więcej w połowie drogi, jednakże natychmiast ujawniły się różnice kulturowe i indywidualne u obu panów. Azjaci mają tendencję do podawanie miękkiej dłoni („śnięta ryba”), czego doświadczył Bill Clinton zmuszony chwycić cesarza za palce. W tym samym momencie przekręcił on swoją dłoń wierzchem do góry i przyciągnął rękę Akihito do swojej strefy intymnej przejmując w ten sposób kontrolę nad jego ruchami – w dyplomacji i biznesie oznacza to zazwyczaj jedno – gramy na moich zasadach.

Nie oszczędził prez. Clinton cesarzowej Michiko, również przyciągając jej rękę w kierunku swojego tułowia, ta jednak jak to ma w zwyczaju pozwoliła sobie uścisnąć wyłącznie palce, sama chwytając wierzchnią stronę prezydenta, oznaka braku pewności siebie i potrzeba utrzymania dystansu.

Hilary Clinton i cesarzowa Michiko

Hillary Clinton kilkukrotnie spotkała się z japońską parą cesarską. Oba zdjęcia pochodzą z roku 2011. Sekretarz stanu przywitała cesarza uściskiem dłoni, natomiast z cesarzową Michiko kobiecymi gestami, raczej nie stosowanymi w Japonii, zwłaszcza pocałunkiem w policzek.

Jak zachowała się w tym przypadku cesarzowa ze względu na brak materiału filmowego nie potrafię odpowiedzieć, jednakże wg. japońskich mediów amerykańska sekretarz stanu nie złamała zasad savoir-vivre i protokołu dyplomatycznego.

Lee Myung-bak i John Boehner

Prezydent Korei Południowej Lee Myung-bak (r. 2011) podał swoją dłoń wierzchem do góry, oznaka dominacji, zmuszając przewodniczącego obrad Kongresu Johna Boehnera do przyjęcia uległej postawy.

Hillary Clinton i prez. Lee Myung-bak

Swoją dominację okazał również podczas spotkania z Hillary Clinton siedząc z szeroko rozstawionymi nogami (gest co najmniej niegrzeczny w towarzystwie kobiety), oraz tworząc tzw. wieżyczkę z palców (pewność siebie).

Głęboki ukłon prez. Obamy podczas przywitania cesarza Akihito w 2009 r. wywołał zupełnie odmienne reakcje w Japonii i za Atlantykiem. Japończycy chwalili Obamę za okazanie szacunku znacznie starszemu cesarzowi Japonii. Wg. tych Amerykanów, którzy skrytykowali zbyt głęboki ich zdaniem ukłon prezydenta Obamy powinien on witać się z głowami obcych państw wyprostowany.

Ukłon prezydenta Obamy wraz z uściskiem dłoni wygląda dosyć nieporadnie, być może dlatego na twarzy Akihito pojawił się uśmiech. Jednakże ich spotkanie w r. 2014 wyglądało zgoła inaczej, z uściskiem dłoni i płytkim już tylko ukłonem amerykańskiego prezydenta, ale znów niezgrabnym uściskiem palców cesarzowej Michiko.

Korea Południowa

Kapitan Edward Krzyzowski

Kapitan Edward Charles Krzyzowski

Któregoś dnia, przed wieloma laty przechodząc w pobliżu boiska do koszykówki na terenie amerykańskiej bazy wojskowej Yongsan w Seulu, zauważyłem, że jedna z ulic nosiła nazwę Krzyzowski Hills. Serce zabiło mi szybciej. Amerykański znajomy w towarzystwie którego miałem obowiązek poruszać się po bazie wyjaśnił mi, że kapitan Edward C. Krzyzowski to amerykański żołnierz polskiego pochodzenia, który zginął podczas wojny koreańskiej w r. 1951. Później już doczytałem, że życie stracił w Bitwie o Krwawą Grań (Battle of Bloody Ridge). 31 sierpnia 1951 r. poprowadził swoją kompanię przeciwko silnie ufortyfikowanemu wzgórzu w pobliżu Tondul w Korei Północnej. Po zdobyciu wzgórza jego oddział został zmuszony do wycofania się. Rozkazał swoim ludziom ewakuować rannych, podczas gdy on sam, pomimo odniesionych ran osłaniał ich odwrót. 3 września 1951 r. Krzyzowski ponowił atak, został jednakże trafiony kulą północnokoreańskiego snajpera.

Medal Honoru Kongresu

Urodzony, a jakże, w Chicago w r. 1914, kpt. Krzyzowski otrzymał pośmiertnie Medal Honoru, najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe. Spoczął na cmentarzu katolickim w Justice w stanie Illinois.

Resurrection Catholic Cemetery and Mausoleums, Justice, Illinois, USA

Choć później jeszcze wielokrotnie przechodziłem w pobliżu słupka na której umieszczona była tabliczka z nazwą ulicy, być może jedynej tak swojsko brzmiącej w całej Korei Południowej, nigdy nie pomyślałem, by zabrać ze sobą aparat fotograficzny celem zrobienia zdjęcia. Od jakiegoś czasu przymierzałem się do napisania tego wątku, ale potrzebowałem jakiegoś dowodu na istnienie tej ulicy. Baza Yongsan przeniosła się już w inne miejsce, poza stolicę kraju, a na jej miejscu powstanie wkrótce park; ulica i nazwa być może znikną na zawsze. Dziś w końcu natrafiłem w Wikipedii (hasło: Yongsan Garrison) na plan dawnej bazy, na którym znalazłem poszukiwaną ulicę i wzgórze.

Krzyzowski Hills w Seulu
Korea Południowa

Jak jedzenie wpływa na samopoczucie Koreańczyków

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)

Zachodnie wypieki i potrawy (kor. yangsik) cieszą się dużą popularnością w seulskich centrach handlowych, a mimo to, choć z wiekiem pewien procent Koreańczyków przybiera troszkę na wadze, osób otyłych jest tutaj wciąż stosunkowo niewiele. Dla większości wciąż myślę Koreańczyków posiłek musi składać się z ryżu, zupy, owoców morza, warzyw, kimchi, grzybów, tofu i choć niekoniecznie podczas każdego posiłku, kawałka mięsa, yangsik wciąż jest więc raczej sporadycznym urozmaiceniem ich diety.
Podróżując za granicę, Koreańczycy szybko lokalizują koreańską restaurację, których wiele znajdziemy w każdym już chyba większym mieście świata. Spytani o przyczynę odpowiedzą, że kuchnia koreańska jest zdrowa (co tylko w pewnym stopniu mija się z prawdą), oraz najsmaczniejsza (kwestia gustu). Prawda jednak leży gdzie indziej, a mianowicie w umiarkowanym uzależnieniu od koreańskiej kuchni, którego nie są zazwyczaj świadomi. Nie jest to jednak złe uzależnienie, choć niektóre potrawy, chociażby kimchi i doenjjang zawierają nadmiar soli i należy spożywać je z umiarem.

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)

Oznacza to jednak, że bez co najmniej jednego lub dwóch koreańskich posiłków (kor. hansik) ich nastrój zaczyna pikować. To bardzo ważna wskazówka dla każdego, kto gości u siebie Koreańczyków. Jeśli chcemy wprawić delegację lub znajomych z Korei w dobry, pozytywny nastrój, nie należy ich karmić zbyt obficie polską kuchnią, która jest dla nich zbyt tłusta i czasami narzekają na jej smak, a koniecznie zabrać ich do najlepszej koreańskiej restauracji w mieście. Co się stanie, gdy Koreańczyków po sytym europejskim posiłku odwieziemy do hotelu? Przed snem wielu z nich skonsumuje w pokoju hotelowym koreańską zupkę błyskawiczną, które wielu z nich zabiera ze sobą w podróż lub zaopatrzy się przezornie w koreańskim sklepie spożywczym celem właśnie poprawy nastroju.
Moja żona nawet po obfitym obiedzie w restauracji serwującej zachodnie potrawy, po powrocie do domu musi spożyć na koniec dnia miseczkę, koniecznie krótkoziarnistego, koreańskiego ryżu oraz zupę doenjang jjigae lub kimchi jjigae, w przeciwnym razie będzie odczuwała niezadowolenie.

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)
Japonia · Korea Południowa

Ironia w komunikacji z Azjatami

Spotkałem na spacerze ojca wraz z ok. 7-letnim synem, który kazał nazywać się Jason, oraz ich psotliwym szczeniakiem rasy labrador. Jason doskonale posługiwał się j. angielskim i czuł się wyjątkowo swobodnie w moim towarzystwie. Spytałem go jak ma ich labrador na imię, a w odpowiedzi usłyszałem „secret”. „Och, doprawdy?” zapytałem z żartobliwą ironią w głosie. „To bardzo nietypowe imię dla psa” dodałem i zawołałem w kierunku labradora „Secret! Secret! Choć tutaj” W tym momencie do rozmowy włączył się jego ojciec, który z całą powagą odrzekł, że pies nie ma na imię „secret”, jego syn tylko się ze mną droczy, a imię psa brzmi „Coco”.
Ironia nie jest elementem komunikacji werbalnej używanym przez Koreańczyków i Japończyków. Interpretują taki komunikat w jego dosłownej formie i zazwyczaj nie potrafią wychwycić jego humorystycznych intencji.
Co pozwala nam zrozumieć ironię werbalną jest kontekst sytuacyjny, mimika twarzy oraz intonacja głosu nadawcy, tak często dodatkowo wzmacniana u dorosłych w trakcie przekomarzania się z dziećmi, które w ten sposób uczą się odróżniać ją od innych form wypowiedzi, z czym nie spotkałem się w Korei, gdzie podczas interakcji z dziećmi dorośli, zwłaszcza kobiety często mówią (czego w kulturze zachodniej nie pochwalają znów psycholodzy dziecięcy) dziecięcym głosem.
Z własnego doświadczenia wiem, że można pozytywnej ironii użyć czasami w swobodnych interakcjach z dziećmi i kobietami i w ten sposób budować lub wzmacniać z nimi relacje i więzi, pod warunkiem jednak, że wytłumaczymy, jakie były nasze intencje. Unikać natomiast jej należy w sytuacjach formalnych i w rozmowach z mężczyznami, którzy zazwyczaj nie są w stanie wychwycić subtelnych różnic w intonacji głosu i niekoniecznie wyrażą aprobatę dla tego typu żartów.
Dodam jeszcze, że sarkazm, złośliwy kuzyn ironii, może być przez Azjatów postrzegany bardzo negatywnie.

Korea Południowa

Prywatny cmentarz Yangsajeong w Gimpo

Na prywatny cmentarz Yangsajeong rodziny Yoon w Gimpo natknąłem się przypadkiem zeszłej jesieni podczas eksploracji rowerem obrzeży Seulu. Niepospolity urok krajobrazu zachwycił mnie już z daleka. Pierwszy pochówek na starannie wybranym przez koreańskiego mistrza feng shui (kor. pungsu) zboczu wzgórza odbył się w roku 1529 i od tego też czasu cmentarzem opiekują się członkowie rodu Yoon.

Cmentarz Yangsajeong

Napis na tablicy pamiątkowej głosi, że nazwa cmentarza, Yangsajeong („Niezapomniane Miejsce”) została nadana przez króla Jeongjo (1752-1800) z dynastii Joseon zachwyconego niezwykłością nekropolii.

Strażnik Muninseok

Liczne zdobienia miejsc pochowku pełniły w Korei wiele funkcji kulturowych. Muninseok, strażnik grobowców, na ogół przybierał postać urzędnika państwowego ubranego w oficjalny mundur z rękoma dzierżącymi berło trzymane na piersi. Jego funkcją była ochrona grobowców przed złymi duchami. Ta kamienna statua ustawiona przy grobowcu mówi nam, że zmarły za życia zajmował wysoką pozycję społeczną (yangban) lub posiadał szlachetną osobowość.

Posąg owcy Seokyang

Seokyang, to posąg owcy umieszczany przed grobowcami, kapliczkami lub budynkami, celem zapobieżenia wtargnięciu złych duchów lub katastrofom naturalnym. Wg. znajomej, z którą rozmawiałem kilka dni temu, wokół miasta Gimpo znajduje się wiele historycznych prywatnych cmentarzy. Tradycyjnie był to region zamieszkany przez bogatych właścicieli ziemskich.

Jeden z najstarszych nagrobków na cmentarzu
Korea Południowa

Mężczyźni trzymający się za ręce i moda w Korei

„Ajeossi” trzymający się za ręce (fot. JW)

Polowałem na to zdjęcie od kilku lat.
Zorientowałem się dopiero, jak obaj mężczyźni znaleźli się zbyt blisko, by wykonać fotografię. Szybko zawróciłem, przygotowałem ostrożnie telefon, tak, by nie zepsuć tej dwójce przyjaciół dobrego nastroju, drugą ręką nacisnąłem w rysiku spust migawki i zrobiłem zdjęcie. Nieco wstawieni, po pracy w sobotni wieczór poszli na kieliszek soju. Jeszcze przed kilkunastu laty mężczyźni trzymający się za ręce stanowili powszechny widok w Korei, zwłaszcza wieczorami, gdy po wyjściu z baru w głośnej atmosferze udawali się w kierunku przystanku autobusowego lub aby złapać taksówkę. Dziś, za sprawą rozpowszechnienia się ruchów LGBT heteroseksualni mężczyźni, zwłaszcza młodsi, unikają już wyrażania w ten sposób swojej przyjaźni.

Odzież sportowa jest na topie w Korei (fot. JW)

Co ciekawe, ich eleganckie, kolorowe marynarki są niepopularne wśród młodszego pokolenia Koreańczyków, które w ubiorze formalnym i nieformalnym preferuje kolory ciemne (czasami szare lub beżowe), jak w przypadku młodego mężczyzny w klapkach poruszającego się w przeciwnym kierunku. Kiedy pewnego razu zapytałem żonę na zakupach jak podoba jej się trzymana przeze mnie w ręku granatowa marynarka w kratkę odpowiedziała z niesmakiem na twarzy, „będziesz wyglądał jak ajossi” (starszy mężczyzna). Nie inaczej dzisiaj, gdy zachwalałem ich gustowny wygląd, żona rzuciła tylko „ajossi”. Na moją uwagę, że jest uprzedzona wobec koreańskich mężczyzn w średnim wieku niemalże się obraziła. Za to wszyscy zdają się w Korei akceptować tak tutaj modną na każdą okazję pospolitą odzież sportową (jakby ktoś się pytał, dlaczego w „Squid Game” obowiązuje właśnie ta forma odzieży…).

Zielone dresy noszone przez uczestników „Squid Game” (fot. Grafika Google)

Zaledwie minutę temu, gdy przymierzałem się do wrzucenia dzisiejszego wątku na tt w oczy wpadła mi fotografia @SławomirMentzen. Pokazałem żonie gustowną marynarkę prezesa KPB, na co ona odpowiedziała zaskoczeniem na twarzy. Tak wiele rzeczy, w tym moda, zdaje się być na opak w Korei.

Sławomir Mentzen (fot. Sławomir Mentzen)
Korea Południowa

Walki byków w Korei

Spotkałem kiedyś kobietę z Jinju, miasta na południu Korei, która na pytanie z czego ono na Półwyspie słynie, po chwili namysłu odpowiedziała „z walki byków”. Do tego czasu nie słyszałem o tradycji walki byków w Korei, a sięga ona ponoć 1000 lat wstecz.

Koreańska „korrida” (fot. Grafika Google)

Koreańska korrida, zwana tutaj sossaum (so – krowa, ssaum – walczyć) była popularną formą rozrywki zwłaszcza pośród mieszkańców prowincji. O miano czempiona walczyły między sobą wsie całych regionów. Prestiżowe zawody rozgrywano raz do roku po żniwach jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku. Stawką był nie tylko honor i prestiż właściciela bydła, ale całej lokalnej społeczności, do której należeli.

(Fot. Grafika Google)

Dziś sossaum organizuje się w kilkunastu miejscach na terenie kraju. Koreańskie walki byków są (prawie) bezkrwawe. Do walk wykorzystuje się byki koreańskiej rasy hanwoo. Zdarzają się czasami obrażenia, w końcu to „sport” kontaktowy, ale o przypadku zgonu zawodnika nikt tutaj nie słyszał. Potężne byki walczą między sobą do czasu, aż jeden z nich nie stwierdzi, że ma dosyć i daje drapaka.

Szkolenie byka na czempiona sossaum (fot. Grafika Google)

Część walk zresztą kończy się zanim jeszcze dojdzie do kontaktu fizycznego. „Spojrzenie spod byka” wystarczy często, by słabszy psychicznie zawodnik wziął nogi za pas.
Celem zwiększenia masy mięśniowej zwierząt, przymusza je się do reżimu treningowego, m.in. poprzez ciągnięcie opon samochodowych w górę zbocza. Technikę walki ćwiczą na masywnych konstrukcjach z opon samochodowych. A co zrobić z upartym zwierzęciem, które za Chiny nie chce poddać się szkoleniu? Można zachęcić je do współpracy pojąc soju, lokalnym winem.

(Fot. Grafika Google)

Korea Południowa

Sąsiedzkie savoir-vivre

Dziś rano, gdy zjeżdżałem windą w dół, na siódmym piętrze wszedł młody mężczyzna, który ni stąd, ni zowąd odezwał się słowami, „Ostatnim razem przytrzymałeś mi drzwi jak szedłem z pakunkami, pamiętasz?” Przypomniałem sobie dopiero po chwili, jak już nasze drogi się rozeszły. Już z dwa tygodnie minęły od tego czasu. Drzwi wejściowe do budynku zamykają się automatycznie, a przed przytrzaśnięciem mieszkańców chroni umieszczona w futrynie na wysokości kolana fotokomórka. Wychodząc z budynku przystawiam do niej stopę za każdym razem, gdy ktoś do niego się zbliża. Fakt, Koreańczycy tak nie postępują, nawet drzwi przytrzymują niemalże wyłącznie osobom im towarzyszącym, ale nie obcym, choć w większości przypadków dziękują mi za ten niewielki w końcu gest uprzejmości. Okazuje się jednak, że tak mała rzecz może niektórym zapaść nawet na dłużej w pamięci. Czy inni Polacy za granicą postępują inaczej? Wątpię.
Czytając jednak niektórą polską prasę, można dojść do wniosku, że Polacy to wyłącznie nieokrzesane gbury i warcholstwo. Na ekrany kin wszedł właśnie kolejny film Wojciecha Smarzewskiego ukazujący Polaków w krzywym zwierciadle. „Jeżdżę za granicę i widzę to polskie chamstwo”, słyszę czasami od niektórych rodaków. Nigdy oczywiście nie mają na myśli siebie samych, ani swoich znajomych. Im częściej media przedstawiają Polaków w niekorzystnym świetle, tym częściej niektórzy dostrzegają ten margines rodaków zachowujących się niewłaściwie (zjawisko zwane iluzją częstotliwości / Baader-Meinhof), lub też interpretują neutralne lub przypadkowe zachowania krajanów w taki sposób by uzyskać odpowiedź twierdzącą na stawianą przez te media tezę (efekt potwierdzenia).
W zeszłym już chyba roku nasz osiedlowy dostawca przesyłek pocztowych, starszy jegomość, zjeżdżał windą ze swoim wózkiem załadowanym paczkami. Wcisnął przycisk 11 piętra, po czym wysiadł z przesyłką. Przytrzymałem drzwi w oczekiwaniu na jego powrót. Podziękował, ukłonił się i po chwili z kolejną przesyłką wysiadł piętro niżej. Wcześniej poprosił, bym nie czekał, ale zignorowałem jego prośbę. Powrócił, ponownie podziękował i jeszcze raz poprosił bym jechał dalej sam. Odrzekłem, że się nie śpieszę i z przyjemnością zaczekam. Zatrzymaliśmy się na dwóch kolejnych piętrach zanim dobiliśmy do parteru. „W mojej całej karierze nie spotkałem się z taką sytuacją” dodał. Od tego czasu za każdym razem jak mnie widzi na ulicy już z daleka kłania się lub radośnie macha do mnie ręką. Od dziecka w domu byłem uczony tego (jak i wielu innych) gestu, czynili tak również nasi sąsiedzi, mieszkańcy innych domów w naszym mieście i zapewne we wszystkich innych polskich miastach. „Jacek, pomóż pani”, zachęcała mnie zawsze w ten sposób mama do prospołecznych zachowań. Wielu innych rodziców w Polsce czyniło podobnie. Nic szczególnego wydawałoby się. W Korei jednak ten niewielki gest znaczy wiele.