Pisałem kilka słów o zamku Gifu w styczniu tego roku, ale wpadłem dziś na te fantastyczne fotografie historycznej siedziby słynnego daimyo Ody Nobunagi (1534-1582), jednego z trzech zjednoczycieli Japonii i grzechem byłoby ich tutaj nie wrzucić. Zamek był świadkiem kilku wydarzeń historycznych. W roku 1569 gościł w nim na zaproszenie Nobunagi portugalski misjonarz Luis Frois, a zaledwie rok po śmierci daimyo na placu przed zamkiem seppuku popełnił jego 24-letni syn Nobutaka. Zamek Gifu, symbol i duma miasta Gifu został zbudowany na szczycie wznoszącej się 330 m n.p.m. góry Kinka. Ponieważ dotychczas roztropnie wokół Kinka-zan nie powstały wieżowce, przy ładnej pogodzie zamek można dostrzec nawet z odległości 20 km, a nocą zrobić tak urocze fotografie na tle księżyca.
Vincent van Gogh nigdy nie miał okazji wybrać się do Japonii, nie przeszkodziło mu to jednak stworzyć swój własny, wyidealizowany obraz tego kraju. 20 lutego 1888 r., po dwóch latach spędzonych w Paryżu Vincent przybył do miasta Arles w Prowansji. Był zmęczony zgiełkiem i szumem panującymi w stolicy. Zapragnął słońca, prostoty i żywych kolorów południa Francji, które, miał nadzieję, ożywiłyby zarówno jego samego, jak i jego obrazy. „Tutaj moja egzystencja będzie przypominać coraz bardziej egzystencję malarza japońskiego, który żyje jak skromny mieszczanin, ale wśród natury”, pisał do swojego młodszego brata Theo.
Theo lub Vincent van Gogh, 1887
Do Arles z Paryża Vincent wybrał się pociągiem, a podczas podróży, jak napisał później do malarza i przyjaciela Paula Gauguina, wyglądał przez okno, „by zobaczyć, czy było już tak, jak w Japonii”. Pomimo upływu czasu Van Gogh nadal kojarzył Prowansję z Japonią. „Zawsze powtarzam sobie, że jestem tutaj w Japonii” – napisał znów do swojej ulubionej siostry Wil we wrześniu 1888 roku. Niedługo później doniósł bratu Theo, że „Pogoda tutaj wciąż jest ładna, a gdyby tak już pozostało, miejsce to byłoby lepsze niż raj dla malarzy, to byłaby Japonia”.
Vincent van Gogh, Kurtyzana, 1887
Zafascynowany pracami japońskich malarzy i drzeworytników właśnie w krajobrazie Prowansji, „Japonii Południa”, dostrzegł tak liczne podobieństwa do pejzaży namalowanych na znanych mu japońskich obrazach. „Pejzaże w śniegu, z białymi szczytami na tle nieba równie świetlistego jak śnieg, były jak zimowe pejzaże malowane przez Japończyków” dodał w jednym z kolejnych listów do brata.
Vincent van Gogh, Kwitnący migdałowiec, 1890
W drugiej połowie XIX wieku Japonia, nie bez pomocy amerykańskich dział, otworzyła się na handel międzynarodowy i do Europy zaczęły napływać liczne towary z tego kraju. Moda na Japonię ogarnęła również Francję, a w sklepach, obok chińskich, zaczęły pojawiać się coraz częściej japońskie artefakty. Jednym z pierwszych francuskich malarzy urzeczonych japońskimi grafikami ukiyo-e był Claude Monet.
Claude Monet z nieznanym mężczyzną w swoim ogrodzie w Giverny, r. 1920
Van Gogh zachwycił się japońskimi mistrzami jeszcze przed wyjazdem do Prowansji, a w Paryżu zakupił kilkaset japońskich grafik znalezionych na strychu u jednego z handlarzy dziełami sztuki. Część z nich zabrał ze sobą do Arles, inne na jego prośbę dosyłał mu brat Theo, a ich wpływ na holenderskiego malarza zaczął być coraz bardziej widoczny. W słynnym „Autoportrecie z zabandażowanym uchem” , wykonanym już po dokonaniu samookaleczenia i półtora roku przed śmiercią umieścił jeden ze swoich ulubionych japońskich obrazów przedstawiający gejsze na tle krajobrazu.
Vincent van Gogh, Autoportret z zabandażowanym uchem, 1889
Dziewczyna widoczna na zdjęciu podeszła do mnie kilka minut wcześniej i spytała, czy nie poświęciłbym minutki na narysowanie obrazka dla dzieci z biednych krajów. Organizacja charytatywna dla której pracuje, powiedziała, wysyła je dzieciom z całego świata. Spytałem bez ogródek, czy kolejnym krokiem będzie prośba o datek na dzieci. Wlepiła we mnie szeroko otwarte oczy i minęły dobre 3 sekundy zanim zapytała ze zdziwieniem skąd to wiem. Jej szczere zaskoczenie, rozpromieniony wyraz twarzy, oraz niedefensywna postawa wskazywały na niewinność i naiwność. To zatrudniająca studentki organizacja poinstruowała je jak mają postępować. Dziewczyny nieświadomie stosują technikę manipulacyjną „stopa w drzwiach”, gdzie po pierwszej, łatwej do spełnienia prośbie, przechodzi się do tej zasadniczej, finansowej, której wtedy łatwiej już ulec. Mężczyzna, kolejna „ofiara” dziewczyny poczuł się zagrożony naruszeniem przez nią jego strefy intymnej i podświadomie zablokował dostęp do siebie lewą ręką – chroniąc w ten sposób organy wewnętrzne, oraz tworząc barykadę z trzymanych w drugiej ręce pakunków. Bardzo trudno jest przekonać kogoś przyjmującego postawę defensywną, więc i on odszedł bez pozostawienia datku.
Emerytowany cesarz Akihito (jōkō) w przyszłym roku obchodzić będzie swoje 90 urodziny, zaledwie rok później ten sam wiek osiągnie cesarzowa Michiko (jōkōgō). Choć osób długowiecznych w Japonii jest bez liku, nielicznym parom udaje się razem dożyć tak sędziwego wieku. Uważa się, że zbalansowana, organiczna dieta ma wpływ na zdrowie i długowieczność cesarskiej pary, choć agencja odpowiedzialna za żywienie głowy państwa nabiera wody w usta, gdy pada pytanie o rodzaj posiłków przez nich spożywanych.
Wiemy, że posiłki jadają skromne i raczej pozbawione przypraw. Wśród potraw pojawiających się na cesarskim stole znaleźć można m.in. popularną również w Korei mieszankę ryżu z jęczmieniem, makrelę z grilla, zupę miso, imbir i kasztany. Co ciekawe japońskie prawo zabrania cesarzowi spożywania jednego tylko dania – ryby fugu (rozdymka). Koreańczyków zawsze dziwi chleb z kimchi, w którym zwłaszcza w przeszłości miałem upodobanie. Okazuje się, że podobne kulinarne wariacje stosuje Akihito, którego jednym z ulubionych przysmaków jest tsukudani (potrawa z wodorostów przez Japończyków spożywana z ryżem) na posmarowanym masłem chlebie tostowym.
Tsukudani z ryżem
Składniki do przygotowywanych przez szefa kuchni posiłków pochodzą w większości z cesarskiej farmy w Takanezawa. W gospodarstwie uprawia się warzywa i owoce z minimalną ilością nawozów sztucznych i pestycydów. Stamtąd na cesarski stół trafia również mięso i mleko. Mleko, z których przygotowywane są m.in. jogurty dla rodziny cesarskiej jest mieszanką pochodzącą od popularnych w Polsce krów rasy holsztyńsko-fryzyjskiej oraz brytyjskiej rasy Jersey wypasanych na pastwisku pokrytym trawą wolną od pestycydów. Ponoć cesarskie krowy relaksują się biorąc prysznic dwa razy dziennie. Celem zachowania składników odżywczych i smaku mleko sterylizuje się w niskich temperaturach. Cesarz Akihito i cesarzowa Michiko nie unikają alkoholu. Lubią pić whisky, japońskie sake oraz inne napoje alkoholowe.
Tradycyjna japońska metoda wykonywania tatuaży irezumi zwana tebori wymaga od horishi (tatuatora) wielu lat nauki i treningu celem opanowania rzemiosła. W przeszłości oznaczało to długą praktykę, podczas której praktykant, czyli deshi, sprzątał studio, ćwiczył rysowanie i tatuowanie, do czasu, aż shisho (mistrz) nie uznał, że deishi na tyle dobrze opanował sztukę tatuowania, że sam mógł zacząć pracować z klientami. Słabo wyszkolony i niedoświadczony horishi nie tylko może sprawić sporo bólu swoim klientom, ale również uszkodzić ich skórę i tkankę podskórną.
Rok 1937
Ponoć dobrze wyszkolony mistrz tebori jest w stanie wykonać tatuaż niemalże bezboleśnie. Horishi kładzie jedną rękę na ciele klienta, drugą zaś chwyta za drewniany, bambusowy, a dziś najczęściej metalowy trzonek (nomi) długości 15-35 cm z igłami umocowanymi na jego końcu i zręcznymi ruchami wprowadza tusz w ciało. Japońscy tatuażyści zamiast irezumi używają słowa horimono. Przedrostek hori znaczy rzeźbić i odnosi się do faktu, że w przeszłości to artyści drzeworytu japońskiego ukiyo-e dorabiali sobie tatuowaniem ciał.
Sierżant Leonard George Siffleet na moment przed ścięciem
Szczegóły okrucieństw i zbrodni popełnianych przez japońskich żołnierzy w trakcie II wojny światowej są powszechnie znane i dobrze udokumentowane: masowe mordy (w tym dzieci, często na oczach rodziców), gwałty, diaboliczne tortury, wiwisekcje (niesławna Jednostka 731 – jednostka wojskowa prowadząca bezgranicznie okrutne eksperymenty medyczne na żywych więźniach), egzekucje przez ścięcie, palenie żywcem, a nawet udokumentowane przypadki kanibalizmu. Znacznie trudniej jest jednak wskazać przyczyny tak okrutnego postępowania Japończyków zarówno wobec cywilów, jak i jeńców wojennych.
Czynniki historyczne (japoński feudalizm, siogunat Tokugawa – dziedziczna dyktatura wojskowa, ślepe posłuszeństwo i bezwzględna lojalność poddanych wobec panów feudalnych, a po 1868 r. także wobec cesarza i jego przedstawicieli w rządzie i wojsku), polityczne (militarna obecność zachodnich mocarstw w Azji, restrykcyjne przepisy imigracyjne USA, sukcesy militarne przeciwko Chinom i Rosji, traktat londyński z 1930 r., ekspansjonistyczna polityka zagraniczna, militaryzm lat 30., wiara w rasową wyższość Japończyków oraz ich „boską misję” rządzenia Azją), społeczne (problemy z wyżywieniem szybko rosnącej populacji), kulturowe (konformizm, megalomania narodowa, szowinizm i ksenofobia – zwłaszcza wobec Chińczyków, militaryzacja systemu edukacji) oraz militarne (brutalna dyscyplina w cesarskiej armii, uznawanie kapitulacji za hańbę nie do zmazania, pogarda wobec jeńców wojennych) – wszystkie te elementy pośrednio i bezpośrednio wpłynęły, zdaniem historyków, na zachowania japońskich żołnierzy.
Już siedem lat po zakończeniu wojny, w książce „Psychologia Japończyków” (1952), prof. Hiroshi Minami zwracał uwagę na stosowanie w przedwojennym społeczeństwie japońskim surowej dyscypliny w celu wyrobienia całkowitej uległości wobec władzy – władzy „boskiego” cesarza i jego przedstawicieli. Szkoła, a zwłaszcza armia, starały się zaszczepić w umysłach Japończyków bezwzględne posłuszeństwo wobec przełożonych. W społeczeństwie ludzi wychowanych w uległości – pisał Minami – już sam strach przed policją wymuszał na obywatelach całkowite podporządkowanie i kajanie się za najmniejsze nawet upomnienie. W szkole i armii tępiono i surowo karano (w tym karami cielesnymi) najmniejsze przejawy sprzeciwu czy indywidualizmu. Żołnierze mieli reagować na rozkazy automatycznie, jak maszyny – im szybciej, tym lepiej. Kultywowano ducha ślepej uległości, a niestawianie oporu stało się jedną z najwyższych cnót. Efektem tej inżynierii społecznej była – zdaniem prof. Minamiego – niezdolność japońskiego żołnierza do aktywnego sprzeciwu wobec okrutnych rozkazów swoich dowódców.
Praca strażaków chyba najbardziej kojarzy się z wodą służącą do gaszenia pożarów, w Japonii jednak jeszcze do niedawna z trzema zwłaszcza akcesoriami – drabiną, flagą zwaną matoi oraz kilofem tobiguchi. Podstawowym zadaniem strażaków nie było więc bezpośrednio gaszenie pożaru, a zapobieganie rozprzestrzenianiu się ognia, a do tego najlepiej nadawały się tobiguchi, którymi usuwano fragmenty budynków, drabiny służące do wspinania się na dachy oraz matoi, która miała zwracać uwagę okolicznej ludności i innych grup strażaków. Główną metodą walki z ogniem przez hardych hikeshi (samuraj strażak) było wyburzanie budynków znajdujących się w sąsiedztwie pożaru.
Powyżej japoński strażak z roku ok. 1865 r. Dwa miecze u boku świadczą o tym, że był samurajem. Chroniące ich długie, grube tuniki kaji kabuto często wykonywano z utwardzonej surowej skóry zwierzęcej. Gęsta, drewniana zabudowa japońskich miast w okresie Edo oraz suwane ekrany shoji wypełnione papierem washi były przyczyną licznych pożarów. Zaprószenie ognia w starym Edo (od 1868 Tokio) zdarzało się tak często, że do dziś jest ono pamiętane jako „Miasto Ognia”. Tylko w latach 1851-1867 doszło tam do ponad pięciuset poważnych pożarów.
Strażacy z flagą matoi
Zadaniem najlepszych strażaków była ochrona zamków sioguna (naczelny wódz) i daimyo (panowie feudalni) oraz domów samurajów, ale przede wszystkim magazynów ryżu. Ponieważ zawód strażaka cieszył się wysokim prestiżem, na miejscu pożaru dochodziło czasami do utarczek pomiędzy konkurencyjnymi brygadami, które pragnęły dla siebie zdobyć laury za uratowanie miasta.
Aktor Kabuki w stroju strażaka z flagą matoi namalowany przez jednego z mistrzów drzeworytu i malarstwa japońskiego Kunichikę (1835-1900) Japońscy strażacy demonstrują swoje akrobatyczne umiejętności na bambusowych drabinach.
Premier Abe i prezydent Obama podczas degustacji Kamotsuru sake z wytwórni w Hiroszimie. Dlaczego Kamotsuru? O tym trochę później, a wcześniej kilka z wielu zasad spożywania sake. Prezydent Obama nosi na palcu serdecznym lewej ręki obrączkę ślubną. Czarki i karafki do sake potrafią osiągnąć wysoką cenę, czasami więc zaleca się zdjęcie pierścionków i obrączek aby uniknąć zarysowania naczyń, czego domyślam się nikt nie będzie wymagał jednak od głowy państwa. Zarysowana przez amerykańskiego prezydenta czarka zyskałaby znacznie na wartości.
Zestaw do sake w cenie $3,300
Premier Abe nalewa prezydentowi Obamie wino jedną ręką, zazwyczaj jednak zarówno w Japonii jak i w Korei czyni się to dwoma rękoma – prawa ręka trzyma butelkę, druga ją wspiera u podstawy. Prezydent Obama unosi, jak nakazuje zasada, w górę czarkę, choć znów jak i w przypadku karafki lub butelki czyni się to w obu krajach zazwyczaj dwoma rękoma. Na wprost prezydenta Obamy widzimy szklankę wody. Japończycy zalecają pić sake z popitką, zazwyczaj w postaci wody (yawaragi mizu). Ma służyć złagodzeniu stanu upojenia alkoholem, osłabieniu kaca następnego dnia oraz odświeżeniu ust. Politycy wciąż oczekują na podanie im posiłku. Sake jest zazwyczaj serwowane podczas spożywania lekkich przystawek raczej niż w trakcie głównego dania.
Daiginjo Gold Kamotsuru z Hiroszimy (16.4%).
Dlaczego spośród wielu dostępnych gatunków sake Japończycy wybrali trunek produkowany w Hiroszimie? Wg jednej wersji Japończycy chcieli w ten sposób dać prezydentowi do zrozumienia, że miasto powstało z popiołów i prosperuje. Wg innej znów znajdujące się w butelce Kamotsuru dwa symbolizujące łączące się w pary na całe życie żurawie kawałki złotej folii w kształcie kwiatu wiśni miały wyrażać pragnienie Japończyków trwałego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi. A może odpowiedź jest bardziej prozaiczna – wg producenta Kamotsuru ich alkohol doskonale komponuje się z potrawami rybnymi, a Abe i Obama spożywali posiłek skladający się z sushi.
Niedzielne popołudnie, to dobry czas na spacer i zakupy na rynku. Sprzedawca, a zarazem wytwórca szykuje cztery nitki świeżego, ciężkiego i przygotowanego na zapleczu ciasta ryżowego tteok. W butelkach znajduje się również wytwarzany w sklepie popularny w Korei olej sezamowy.
Nurungji
Nurungji to tradycyjny koreański przysmak przygotowany z przypalonego ryżu. Można spożywać bezpośrednio, wtedy jednak niezbędne są mocne zęby, gdyż nurungji jest kruche ale twarde, lub też krótko zagotowane na wodzie. Wtedy smakuje jak przypalony kleik ryżowy.
Sulppang
Ten rodzaj gotowanego na parze pieczywa mógłby myślę dobrze przyjąć się w Polsce. Sulppang (sul – alkohol, ppang – chleb) jest jak jego nazwa wskazuje tradycyjnym pieczywem z dodatkiem koreańskiego wina ryżowego makgeolli.
Cheonggukjang i dotori-muk
Cheonggukjang (jaśniejszy kolor) to koreańskie natto, jednakże w przeciwieństwie do tej japońskiej potrawy przygotowanej ze sfermentowanych ziaren soi, cheonggukjang nie spożywa się bezpośrednio, a dodaje do zup lub gulaszu. Brązowa kostka dotori-muk, to przygotowana z żołędzi lekko słodka galaretka.
Czasy niespokojne, może więc dla chwili relaksu zamieszczę dziś fotografie kilku najpiękniejszych tradycyjnych ogrodów w stylu japońskim.
Bunryutei
Stosunkowo nowy, gdyż powstały w roku 1984 ogród Banryutei w świątyni Kongobuji w Koyasan. Największy w Japonii ogród kamienny. Na jego terenie znajduje się ponad sto granitowych głazów uformowanych na kształt dwóch smoków, których rolą jest strzec tą świątynię.
Muzeum Sztuki Adachi
Ogród, a w zasadzie ogrody, gdyż jest ich tam aż sześć, przy Muzeum Sztuki Adachi w Yasugi jest przez wielu uważany za najpiękniejszy kompleks ogrodów japońskich w Kraju Kwitnącej Wiśni. Na fotografii ogród suchego krajobrazu.
Saiho-ji
Słynny ogród mchu przy buddyjskiej świątyni Saiho-ji w Kioto, zwanej również Świątynią Mchu ma już prawie 700 lat. Ponoć najpiękniej prezentuje się podczas parnych japońskich miesięcy letnich.
Suizen-ji
Ogród Suizenji w Kumamoto odtwarza w miniaturze 53 stacje pocztowe powstałe wzdłuż Tokai-do – Drogi wschodniego morza, która w okresie Edo łączyła stolicę Edo (od 1868 r. Tokio) z Kioto. W tle replika góry Fuji.
Komyo-ji
Zamknę ten zestaw ogrodów japońskich kolejnym ogrodem skalnym (karesansui). Kompozycja widoczna na fotografii znajduje się przy powstałej w roku 1198 świątyni Komyoji w Nagaokakyo.