Japonia · Stany Zjednoczone

Dwie uprzejmości, dwa światy: dlaczego Japończyk kłania się z lęku, a mieszkaniec amerykańskiego Południa mówi „sir”, żeby nikt nie wyciągnął colta

Jessie w Muzeum Johna Wayne’a w Fort Worth, Teksas 
Japonia, ok. 1880 r.
Davy Crockett był Południowcem w pełnym, kulturowym tego słowa znaczeniu; był Południowcem ulstersko-skockim, czyli z najbardziej charakterystycznej, twardej i niezależnej gałęzi południowej kultury. Jego przodkowie byli francuskimi hugenotami, którzy uciekli najpierw do Ulsteru, a dopiero stamtąd wyemigrowali do Ameryki. Osiedlając się w hrabstwie Tyrone, a później w koloniach, wnieśli ze sobą charakterystyczną kulturę pogranicza – niezależność, surowy etos pracy i ducha walki. To właśnie ten ulstersko-szkocki temperament ukształtował zarówno Crocketta, jak i znaczną część amerykańskiej tożsamości oraz ekspansji na Zachód. W jego życiu jak w soczewce skupia się całe to dziedzictwo.
„Śmierć Jamesa Bowie” z roku 1890.
Jim Bowie to wręcz ikoniczny przedstawiciel tej samej południowej, szkocko-irlandzkiej kultury pogranicza, tylko w jeszcze bardziej ekstremalnej wersji niż Crockett. Jim Bowie był wykuty z tego samego materiału kulturowego: ulsterscy Szkoci, Pogranicze,  Południe, honor, przemoc i indywidualizm.
Jesse James, osławiony przestępca z Missouri również miał szkockie korzenie i cieszył się ogromną sławą. James to destylat szkocko-irlandzkiej (ulsterskiej) kultury pogranicza, tylko już w jej mrocznej, postwojennej, zdegenerowanej formie.
Japonia, ok. 1950 r.
Andrew Jackson – najbardziej ulsterski Ulster. Prezydent, żołnierz, „człowiek, który się nie cofał, bo nie widział powodu”. Czysty kult honoru – pojedynki, przemoc, charyzma, twardość, zemsta.
Bez Ulsteru nie ma Jacksona. Bez Jacksona nie ma współczesnej Ameryki.
Japonia · Stany Zjednoczone

BATAAN: Nazwa samolotu jako broń masowego upokorzenia

Generał Douglas MacArthur w Korei, 1950 r. Prawdopodobnie ostatnie wspólne zdjęcie Douga i jego samolotu.
30 sierpnia 1945 r. Gen. Douglas MacArthur ląduje w Atsugi, Japonia
30 sierpnia 1945 r. Gen. Douglas MacArthur ląduje w Atsugi, Japonia
30 sierpnia 1945 r. Gen. Douglas MacArthur ląduje w Atsugi, Japonia
Japonia · Stany Zjednoczone

Akademia FBI kontra japońska hierarchia: dlaczego senpai bił kohai na szkoleniu w Quantico

John E. Douglas, Mark Olshaker – „Mindhunter”, Wyd. Znak Literanova 2017
Akademia FBI w Quantico

Źródła:

Korea Południowa · Polska · Stany Zjednoczone

Gdy PRL klaskała Kim Ir Senowi, Polonia ginęła za Koreę Południową

Major Adam P. Tymowicz z Illinois, syn Walentego Tymowicza i Zofii Fąfary. 7 listopada 1950 r. jego dwumiejscowy F-82 Twin Mustang (nr boczny nieustalony) wystartował z bazy Naha na Okinawie na patrol bojowy nad Morzem Wschodniochińskim; w trakcie misji załoga zgłosiła awarię silnika i zawróciła. Podczas podejścia do lądowania maszyna rozbiła się i eksplodowała w zatoce Naha – z wody wydobyto ciało operatora radaru, natomiast pilot zaginął; poszukiwania zawieszono 17 listopada z powodu nadciągającego tajfunu i bardzo złych warunków na morzu.

25 czerwca 1950 roku Korea Północna, wspierana przez ZSRR i Chiny, napadła na nieprzygotowaną do wojny Koreę Południową, rozpoczynając konflikt, który wstrząsnął światem. Już dwa dni później, 27 czerwca, polska prasa, całkowicie kontrolowana przez komunistyczne władze, zaczęła przedstawiać wojnę jako „imperialistyczną agresję” Stanów Zjednoczonych przeciwko „bohaterskiemu narodowi koreańskiemu”. Premier Józef Cyrankiewicz i prezydent Bolesław Bierut publicznie wyrażali solidarność z Północą, powtarzając narrację narzuconą przez Kreml. Gazety, kroniki filmowe i wiece propagandowe w PRL wypełniły obrazy „okrucieństw Amerykanów”, a wojna koreańska stała się poręcznym narzędziem mobilizacji wewnętrznej: budowania atmosfery stałego zagrożenia i usprawiedliwiania terroru politycznego w kraju. Oficjalnie Polska Ludowa stanęła po stronie agresora – Kim Ir Sena, wspieranego przez Moskwę i Pekin.

Kapitan Edward C. Krzyzowski z Chicago, zginął 3 września 1951 r. od strzału snajpera. Pośmiertnie odznaczony Medalem Honoru.

Tyle że społeczeństwo polskie nie miało w tym żadnego wyboru: była to polityka narzucona z zewnątrz, a propaganda PRL mówiła jednym głosem z Kremlem.
Po zakończeniu działań wojennych PRL aktywnie uczestniczyła w Komisji Nadzorczej Państw Neutralnych (KNPN / NNSC), która od 27 lipca 1953 r. miała nadzorować przestrzeganie rozejmu. „Neutralność” była fasadowa: pod tym szyldem prowadzono działania informacyjne i wywiadowcze korzystne dla Północy. Ten dysonans – oficjalna „neutralność” przy faktycznym wspieraniu obozu komunistycznego – dobrze oddaje klimat tamtej epoki: pozory legalizmu przy pełnym podporządkowaniu ZSRR.

Kapral Thadeus Stanley Bobowiec z Illinois. Zginął 11 czerwca 1953 roku, gdy chińskie siły komunistyczne zaatakowały placówkę obsadzoną przez jego oddział.

Czy dziś, w oczach Korei Południowej, Polacy muszą się wstydzić postawy PRL? Niekoniecznie. Bo ta sama historia odsłania drugą, mniej znaną twarz narodu – twarz wolnej Polonii. Tysiące Amerykanów polskiego pochodzenia – synów i wnuków emigrantów z Galicji, zaboru rosyjskiego czy pruskiego – walczyło w szeregach US Army w czasie wojny koreańskiej. Wielu z nich oddało życie w kluczowych bitwach: pod Pusan, Incheon czy nad rzeką Ch’ongch’on. Ich nazwiska – Kucharczyk, Stefaniak, Nowicki, Lewandowski, Walczak – widnieją dziś na Wall of Remembrance w United Nations Memorial Cemetery in Korea (UNMCK) w Busan, jedynym na świecie cmentarzu ONZ, gdzie spoczywa około 2,3 tys. żołnierzy z kilkunastu państw sprzymierzonych. Ciała Amerykanów z reguły repatriowano do USA, dlatego ich nazwiska znalazły się na murze, a nie na grobach – ale to właśnie ten mur, pełen także polskich brzmień, najmocniej przemawia.

Cmentarz ONZ w Busan

Mur Pamięci w koreańskim Busan ma dla Polski znaczenie podwójne. Historyczne – bo upamiętnia Amerykanów polskiego pochodzenia, o których PRL milczała lub których piętnowała jako „zdrajców klasowych”. Symboliczne – bo pokazuje, że naród bywa większy niż zniewolone państwo. Gdy Warszawa musiała klaskać Kim Ir Senowi, Polacy z Chicago, Detroit i Buffalo walczyli i ginęli za wolność Korei Południowej. Ich krew, przelana w obronie wolnego świata, budowała dobre imię Polski, nawet jeśli w kraju nie wolno było o tym mówić. Wojna koreańska obnaża dwoistość polskich losów w zimnej wojnie: z jednej strony – zniewolone państwo, które usługowało agresorowi; z drugiej – wolna diaspora, która stanęła po stronie ofiar. Mur w Busan, z setkami polskich nazwisk, jest świadectwem tej drugiej, wolnej twarzy narodu. To przypomnienie, że nawet w najciemniejszych czasach Polacy potrafili dołożyć własną cegłę do obrony wolności – nie tylko swojej, ale i cudzej.

Polskie nazwiska na Murze Pamięci w Busan
Polskie nazwiska na Murze Pamięci w Busan
Polskie nazwiska na Murze Pamięci w Busan
Hongkong · Stany Zjednoczone

Richard Nixon i Marianna Liu: Przyjaźń w cieniu zimnowojennej paranoi

Marianna Liu i Richard Nixon
13 listopada 1964 r. Richard Nixon w drodze do Japonii i Hongkongu
Artykuł o rzekomym romansie Nixona z Liu w National Enquirer
Richard i Pat Nixon
Richard Nixon w Chinach
Hongkong w latach 60. XX wieku
Japonia · Stany Zjednoczone

Z dzieciństwa w przepaść: Ernest Hemingway i japońskie kamuro

Ernest Hemingway, ok. 1905 r.
Kurtyzana Oiran z kamuro
Ernest Hemingway z siostrą Marcelinne
Oiran w towarzystwie kamuro
Ernest Hemingway
Oiran
Dziesięciomiesięczny Ernest w ramionach mamy

Źródła:

Francja · Japonia · Stany Zjednoczone

Gen. MacArthur, Napoleon, Nixon i inni: jak matki kształtują wodzów

Generał Douglas MacArthur

„Śmierć matki była dla mnie ogromnym ciosem i mam ogromne trudności z przystosowaniem się do zmienionych warunków. […] Moja strata częściowo mnie oszołomiła i czuję się, jakbym desperacko, ale bezskutecznie, próbował się odnaleźć.”
Gen. Douglas MacArthur, jeden z najwybitniejszych dowódców amerykańskich w historii i naczelny dowódca sił alianckich na południowo-zachodnim Pacyfiku podczas II wojny światowej, zareagował na śmierć matki w 1935 roku głębokim żalem, który wyraził w liście do przyjaciela. Czuł się zagubiony i potrzebował pomocy w uporządkowaniu swojego życia.
Jego matka, kobieta o surowym południowym charakterze, znana jako „Pinky”, miała znaczący wpływ na jego życie, złożoną osobowość, sukcesy i porażki. Opisywana była jako „przewodnik i kotwica”.

„Pinky” z portretem syna.

Mary Pinkney Hardy pochodziła z rodziny z Wirginii i wychowała się w kulturze o silnym poczuciu honoru, dumy i tradycji. Wychowanie na Południu często stawiało matki w roli strażniczek moralności i rodzinnego prestiżu – i Pinky wcielała to w życie do granic możliwości. Jej mąż, gen. Arthur MacArthur, był bohaterem wojny secesyjnej po stronie Unii (czyli Północy), co było nietypowym wyborem dla kobiety z Południa – ich małżeństwo już na starcie było niekonwencjonalne. Wielu członków jej rodziny było tym związkiem oburzonych. Ślub z kimś z „wrogiego obozu” wciąż traktowano jak zdradę ideałów – pamięć o wojnie była nadal żywa i bolesna. Jak pisze Arthur Herman, autor biografii amerykańskiego generała, dwóch braci Pinky nie pojawiło się na jej ślubie właśnie z tego powodu, a jej matka wpadła w jeszcze głębszą depresję, która przyspieszyła jej śmierć. To nie był tylko rodzinny dramat – to było zderzenie światów, wartości, emocji narodowych.

Rodzina MacArthurów. Pięcioletni Douglas stoi pierwszy od lewej.

Pinky nie tylko nie ugięła się pod presją rodziny, ale później przeniosła tę nieustępliwość na swoje macierzyństwo. Całe życie ingerowała w wychowanie i karierę syna, budując w nim przekonanie o jego wyjątkowości. Jej ambicje wobec niego były ogromne – wręcz obsesyjne. Wychowała Douglasa z niemal religijną czcią dla idei honoru, odwagi i wyjątkowości. Można wręcz powiedzieć, że uczyniła z niego narzędzie realizacji własnych ambicji i ideałów, które – być może – nie mogły się w pełni zrealizować w jej życiu jako kobiety XIX wieku.
Chyba wszyscy biografowie MacArthura podkreślają, że ta relacja miała fundamentalne znaczenie dla ukształtowania osobowości Douga – niemal jakby to Pinky była główną siłą napędową jego życia. William Manchester pisze: „MacArthur był do końca życia pod wpływem matki. Jej głos był jego wewnętrznym głosem.” Geoffrey Perret dodaje: „To nie ojciec, ale matka była jego punktem odniesienia. Jego moralność, jego styl, jego niechęć do kompromisu – wszystko to miało źródło w niej.”

Douglas MacArthur w słynnym ujęciu z japońskim cesarzem Hirohito

Wiele osób uważało, że MacArthur był emocjonalnie uzależniony od swojej matki. Jego ego, duma i poczucie wyjątkowej misji były w znacznej mierze odzwierciedleniem jej ambicji. W czasie studiów w West Point Pinky przeprowadziła się do hotelu niedaleko akademii wojskowej, by być blisko syna i „czuwać” nad jego edukacją. To było coś więcej niż troska – to jawne współuczestnictwo w jego karierze. Pinky budowała w Douglasie przekonanie, że ma boską misję w życiu. Taka matczyna narracja potrafi zniekształcić poczucie rzeczywistości, co – jak zauważył ppłk Gerald Wilkinson – było jedną z wad Douga: „Jest przebiegły, samolubny, pełen pychy, nieprzystępny, nerwowy i niezwykle próżny. Wyróżnia go wyobraźnia, pewność siebie, fizyczna odwaga i urok, zarazem jednak jest pozbawiony poczucia humoru, szacunku dla prawdy i jest nieświadomy tych wad.”
MacArthur – mimo że był mężczyzną o żelaznym charakterze w dowodzeniu – był też bardzo wrażliwy na krytykę, niemal dziecinnie. Manchester zauważa, że może to wynikać z wychowania w aureoli perfekcji, w której błąd był nie do przyjęcia. Pinky nie pozwalała mu wątpić w siebie – ale też nie dopuszczała autorefleksji. Nie tolerował krytyki ani sprzeciwu, bo nigdy nie nauczył się konstruktywnego dystansu do samego siebie.

Letycja Bonaparte

Popularne powiedzenie „za sukcesem każdego mężczyzny stoi kobieta” sugeruje, że wsparcie i wpływ kobiety są często kluczowe dla sukcesu mężczyzny. Choć można je uznać za banał lub seksistowskie uogólnienie, nabiera ono ciekawej głębi, gdy zaczniemy je reinterpretować: czy za jego sukcesem nie stała też presja, nadopiekuńczość, niespełnione oczekiwania kobiety? I czy za jego upadkiem nie kryje się ta sama kobieta – albo inna, która wstrząsnęła jego światem?
Wiele słynnych postaci historycznych zostało ukształtowanych przez swoje matki – by wspomnieć chociażby Napoleona Bonaparte i prezydenta Richarda Nixona. Letycja, matka Napoleona, była kobietą surową, zdyscyplinowaną, twardą jak skała – typową korsykańską matriarchinią. Miała głęboki i trwały wpływ na swojego syna. Jej stanowcza dyscyplina i silna wola ukształtowały jego charakter i dały podwaliny pod jego późniejsze ambicje. Richard Nixon z kolei w listach wspominał, że jego matka była „świętą”, ale jednocześnie emocjonalnie chłodną kobietą – nieustannie chwalącą jego brata, a jego ignorującą. Jego głęboka potrzeba aprobaty i paranoja były – według biografów 37. prezydenta Stanów Zjednoczonych – z tą relacją silnie powiązane. „Los dziecka leży w rękach jego matki” miał powiedział Napoleon. W przypadku MacArthura – te dłonie nigdy go nie puściły.

Richard Nixon ze swoją matka
Japonia · Stany Zjednoczone

Bitwa o Los Angeles 1942 r.

Bitwa o Los Angeles

Bitwa o Los Angeles – jedna z najdziwniejszych, najbardziej tajemniczych i intrygujących bitew całego okresu Wojny na Pacyfiku. Japońskie samoloty, UFO czy zbiorowe złudzenie? W latach 1941-1942, po ataku na Pearl Harbor, Stany Zjednoczone doświadczyły fali antyjapońskiej histerii oraz obaw przed kolejnymi atakami armii japońskiej. Jednym z objawów tej histerii było internowanie około 120 tysięcy Amerykanów pochodzenia japońskiego i japońskich imigrantów pod pretekstem bezpieczeństwa narodowego i zagrożenia sabotażem z ich strony.

Internowani Amerykanie japońskiego pochodzenia

Amerykanie żyli w ciągłym strachu przed możliwością kolejnych ataków, zwłaszcza na miasta znajdujące się na Zachodnim Wybrzeżu. Pogłoski o japońskich okrętach podwodnych, balonach z ładunkami wybuchowymi i inwazjach Japończyków były powszechne, co jedynie zwiększało napięcie i strach w amerykańskim społeczeństwie. 24 lutego 1942 r., zaledwie dzień po ataku japońskiego okrętu podwodnego I-17 na pole naftowe w Ellwood w pobliżu Santa Barbara Marynarka Wojenna wydała ostrzeżenie, że przed świtem można spodziewać się kolejnego ataku na Kalifornię.

Internowani Amerykanie japońskiego pochodzenia

Chcąc zachować czujność, miasto Los Angeles ogłosiło wczesnym wieczorem alarm przeciwlotniczy, który odwołano o 22:23. Jednak potem czujność przerodziła się w obłęd. O godzinie 2:25 w nocy w całym hrabstwie LA zawyły syreny alarmowe, zarządzono przerwę w dostawie prądu do miasta, a wojska obrony przeciwlotniczej zostały postawione w stan gotowości. O 3:16 rano armia otworzyła ogień, celując do samolotów wroga, które rzekomo przelatywały nad ich głowami. Na niebie jednak nie było żadnych japońskich samolotów, z wyjątkiem jakiegoś niezidentyfikowanego obiektu lub obiektów, prawdopodobnie balonu meteorologicznego, który przemieszczał się nad miastem. Ostrzeliwanie nieba trwało blisko godzinę, w trakcie której wystrzelono ponad 1400 pocisków. Kilka z nich spadło na miasto, uszkadzając kilka budynków oraz pojazdów. Na skutek zawału serca zmarły trzy osoby, kilka innych zostało rannych.

Uszkodzony odłamkami samochód w LA

Nie odnaleziono żadnych szczątków samolotów czy innych dowodów wskazujących na obecność wroga. Władze uznały więc, że wydarzenie było wynikiem fałszywego alarmu wywołanego wojenną histerią, lękami i wojną nerwów, jednakże entuzjaści latających spodków do dziś utrzymują, że na niebie pojawili się goście z kosmosu. Dlaczego jednak tak wiele osób, zarówno wojskowych, jak i mieszkańców miasta, zgłaszało, że widzieli przelatujące samoloty? Aby wyjaśnić to zjawisko, możemy posłużyć się historią, która wydarzyła się w Rotterdamie 36 lat później. W grudniu 1978 r. z ogrodu zoologicznego Blijdorp w tym holenderskim mieście uciekła sympatyczna pandka ruda. Aby ją odnaleźć, media zaangażowały mieszkańców miasta, i wkrótce policja, zoo oraz media otrzymały wiele telefonów od sympatyków zwierzątka, którzy twierdzili, że widzieli ją w różnych miejscach całego miasta. Rzecz w tym, że jakiś czas później biedne zwierzątko zostało znalezione martwe na jednej z ulic w pobliżu Blijdorp. Straciła życie pod kołami samochodu wkrótce po ucieczce, więc nikt nie mógł widzieć jej żywej hasającej po trawnikach Rotterdamu. Wpływ sugestii, emocjonalne zaangażowanie, złudzenia optyczne oraz błędy poznawcze spowodowały, że rude koty, psy i inne zwierzęta, a także różne zjawiska przyrodnicze zaczęto mylić z pandką rudą. Podobnie stało się w LA w roku 1942, choć w tym przypadku dodatkowo nocne ciemności, taniec świateł reflektorów przeciwlotniczych oraz eksplozje pocisków na niebie przyczyniły się do „materializacji” maszyn latających.

Japonia · Stany Zjednoczone

Tajemnica pięciu wiecznych piór generała MacArthura

Gen. Douglas MacArthur położył na stole pięć przyniesionych chwilę wcześniej piór.

Z pozoru błahy, ale w rzeczywistości głęboko symboliczny moment w trakcie uroczystości podpisywania aktu kapitulacji Cesarstwa Japonii na pokładzie pancernika USS Missouri w Zatoce Tokijskiej, 2 września 1945 roku. Amerykański generał Douglas MacArthur wyciąga z prawej kieszeni spodni pięć eleganckich i cenionych wówczas wiecznych piór Duofold marki Parker z roku 1928 z zamiarem użycia każdego z nich podczas składania podpisu na dokumencie. Pióra wieczne, szczególnie te z wyższej półki, były wówczas symbolem prestiżu, statusu i trwałości (często przechodziły z rąk ojca na syna).

Gen. Douglas MacArthur (siedzi), gen. Arthur Percival i gen. Jonathan M. Wainwright (stoją za nim).

Chwilę wcześniej, w innym symbolicznym akcie, MacArthur przywołał do siebie byłych i wciąż bardzo wychudzonych jeńców z japońskich obozów dla oficerów alianckich na Dalekim Wschodzie – generałów Arthura Percivala i Jonathana M. Wainwrighta, którzy jako pierwsi otrzymali na pamiątkę po jednym piórze. Obaj też elegancko, w spontanicznym geście wdzięczności, kłaniają się dowódcy sił zbrojnych na Pacyfiku. Być może na obu mimowolnie wpłynęły emocje i atmosfera tej wyjątkowej chwili. Wręczając im pióra, MacArthur podkreślił ich rolę w wojnie, dając w ten sposób do zrozumienia, że ich wcześniejsze porażki zostały zamienione w triumf.

Gen. Wainwright otrzymuje pierwsze pióro użyte przez gen. MacArthura.

Trzy kolejne pióra trafiły później do generała Courtneya Whitneya, Akademii Wojskowej w West Point oraz jego żony i syna (choć tu relacje się nieco różnią). Pióra użyte przez MacArthura stały się częścią historii, symbolizując triumf aliantów, formalne zakończenie wojny, koniec imperialnej Japonii i przejęcie władzy w tym kraju przez Aliantów, ale w całym tym akcie było też trochę przedstawienia, teatralności.

Nad dokumentem pochyla się japoński minister spraw zagranicznych Mamoru Shigemitsu

Amerykański generał był mistrzem w budowaniu symboliki wokół swojej osoby, co miało zarówno wymiar praktyczny (wygrana w wojnie), jak i propagandowy (utrwalenie swojej postaci jako bohatera), a uroczystość ta była tego pełna. W pewnym sensie pióro, przez sam akt jego użycia i wynikającą z tego zdolność zmiany rzeczywistości, może być uznane za potężny symbol władzy. Generał Eisenhower (📷👇), który 7 maja 1945 roku podpisał w Reims we Francji akt kapitulacji Trzeciej Rzeszy piórem Parker 51, nowym modelem z roku 1941 (trafiło do prezydenta Trumana), także rozumiał, jak potężnym symbolem jest takie pióro.

Materiał filmowy można zobaczyć na moim profilu na X.

https://x.com/dal_ref/status/1869330305791992009?t=jJ9wFT1U_s-Co1can0vg2w&s=19

Gen. Eisenhower trzyma pióra użyte przez delegację niemiecką w Reims
Gen. Eisenhower podarował swoje pióra prezydentowi Trumanowi.
Japonia · Stany Zjednoczone

Kłopoty z noblistą w Japonii i stosunek Japończyków do uzależnienia od alkoholu

William Faulkner

Japończycy potrafią być bardzo wyrozumiali wobec osób zmagających się z chorobą alkoholową. Pewne aspekty kulturowe, zwłaszcza nacisk na zachowanie twarzy, unikanie konfrontacji, publicznego zawstydzania i upokorzenia, sprawiają, że takie osoby są traktowane z większą wyrozumiałością. Kiedy w 1955 r. do Japonii przybył jeden z najsłynniejszych amerykańskich pisarzy, laureat literackiej Nagrody Nobla William Faulkner, jego kłopotliwy nałóg stał się przyczyną zażenowania i złości amerykańskiego personelu dyplomatycznego. Jednak Japończycy, pomimo że na spotkania z nimi przychodził często pod muchą, generalnie nie przejęli się tym zbytnio.

Faulkner w Japonii

Faulkner, człowiek pełen sprzeczności, znany był z tego, że podczas publicznych wystąpień, jak na przykład przy okazji przyjęcia Nagrody Nobla w 1950 r., bywał pod wpływem alkoholu. Jego zachowanie w takich momentach często było nieprzewidywalne. W Japonii, gdzie jego wizyta wywołała ogromne zainteresowanie, z samolotu wyszedł w stanie wskazującym, co wzbudziło niepokój amerykańskiego komitetu powitalnego. W drodze do hotelu pisarz niemal się załamał i ze łzami w oczach przyznał asystentowi attaché kulturalnego Leonowi Piconowi, który miał się nim opiekować w Japonii, że ma problem z alkoholem. W hotelu okazało się, że przed wylotem do Tokio Faulkner do bagażu zapakował cały arsenał butelek swojego ulubionego trunku. Picon ułożył Falknera do snu, po czym wyszedł, zabierając ze sobą cały jego zapas ginu. Rano powrócił do hotelu, ale pisarz już zdążył opróżnić część ukrytej dzień wcześniej butelki alkoholu. W ambasadzie, gdzie miał udzielić wywiadu, na pytanie sekretarki ambasadora, czego by się napił, odpowiedział, że ginu. Kobieta przyniosła szklankę wody.

Faulkner w Japonii

Wywiad okazał się totalną klapą, gdyż nietrzeźwy noblista nie był w stanie odpowiadać na pytania. Nie zdołał również wytrzeźwieć na spotkanie z dziennikarzami o 12:30 w Klubie Prasowym. Przygotowano dla niego materac, żeby się przespał, ale zdołał go tylko zabrudzić zawartością swojego żołądka. Wpływ na to miał wypity alkohol, ale najprawdopodobniej także silny lęk przed wystąpieniami publicznymi, z którym pisarz zawsze się zmagał. Odwieziono go do hotelu, gdzie przespał się do godziny 16:00. Pijany ciągle sprawiał problemy, ale trzeźwy był niezrównanie życzliwy, czarujący i uprzejmy – prawdziwy południowy dżentelmen. O godzinie 18:30 w rezydencji amerykańskiego ambasadora w Tokio organizowano specjalne przyjęcie powitalne. Pomimo tego, że kelnerom zabroniono podawania mu alkoholu, zdołał ich przekonać, że szklaneczka ginu mu nie zaszkodzi. Wkrótce jednak zaczął poruszać się na chwiejnych nogach i znów zaczął sprawiać problemy. Przybywających do ambasadora gości witał głębokim i wyszukanym ukłonem, a chwilę później zniszczył nową suknię żony ambasadora, przypadkowo rozlewając szklankę z ginem. Amerykański ambasador miał już po dziurki w nosie wybryków noblisty i zamierzał wysłać go najbliższym samolotem z powrotem do USA. Japończycy jednak czekali na spotkanie z uwielbianym przez nich pisarzem, więc Leon Picon zignorował rozkaz swojego szefa, a Faulkner pozostał w Japonii przez niemalże cały miesiąc. Tourne pisarza okazało się sukcesem, również dlatego, że Japończycy z większą wyrozumiałością podeszli do jego kłopotów z alkoholem. Picon zadbał też, aby słynny pisarz nie pozostawał na moment sam, a żeby pomóc mu w koncentracji, podczas każdego wystąpienia publicznego sadzano obok niego atrakcyjne Japonki.

William Faulkner