Wczorajszy wpis o oczach i rzęsach wymaga myślę dopowiedzenia. Skąd się właściwie wzięła u Japończyków i Koreańczyków moda na podwójną powiekę, długie rzęsy i w ogóle odmienny od naturalnego wygląd oczu. Po pierwszej wojnie światowej młode Japonki pod wpływem mody zachodniej zaczęły zrzucać tradycyjne kimona i publicznie pokazywać się w zachodnich ubiorach. Określano je terminem „moga” od słów „modern girl” („nowoczesna dziewczyna”, w mniejszym stopniu młodzi mężczyźni „mobo”, „modern boy”). W Japonii kwitła kultura konsumpcyjna i moda na towary importowane, a mechanizacja i rozwój przemysłu sprzyjały awansowi społecznemu kobiet.
Wielu Japończykom o skrajnie zachowawczych poglądach nie spodobały się pierwsze próby emancypacji młodych kobiet, a naciski społeczne spowodowały, że te „frywolne”, jak mówiono, obyczaje zostały stłumione i zanikły na początku lat 30. ubiegłego stulecia. W trakcie wojny chińsko-japońskiej (1937-1945) oraz II wojny światowej od kobiet ponownie wymagano skromności i poświęcenia dla rodziny i narodu. Kult tradycji panował do lat 50. i wtedy pojawiła się Ona i nigdy już nic nie było takie jak wcześniej.
Tokio, Ginza, 1935, tradycja i nowoczesność. W tle na rowerze nowoczesna fryzura i marynarka młodego mężczyzny. (📷 Marooka Kouji)„Rzymskie wakacje”
Film „Rzymskie wakacje” z 1953 roku to romantyczna komedia, w której grana przez Audrey Hepburn księżniczka Anna sfrustrowana ograniczeniami narzuconymi jej przez życie wymyka się z ambasady swojego kraju w Rzymie, po czym zostaje odnaleziona przez reportera Joe Bradleya (w tej roli Gregory Peck). Film nie okazał się hitem w Ameryce, ale Japonia straciła głowę dla 24-letniej brytyjskiej aktorki, a moda na „moga” powróciła ze zdwojoną siłą.
„Rzymskie wakacje”
Scena, w trakcie której księżniczka Anna w akcie buntu postanawia ściąć swoje piękne, długie włosy szczególnie mocno współbrzmiała z potrzebą sprzeciwu i uwolnienia się Japonek od narzuconych im przez stulecia sztywnych, feudalnych zasad. Jej popularność niemalże w cień odsunęła inną gwiazdę Hollywood – Marylin Monroe, a młode Tokijki masowo zaczęły nosić fryzury i odzież à la Audrey Hepburn. Monroe była aż i tylko gwiazdą z dalekiego kraju, ale to grana przez Hepburn księżniczka Anna nie tylko swoimi manierami, kulturą osobistą i skromnością, ale nawet elegancją i wyglądem zewnętrznym nie aż tak bardzo różniła się od Japonek, przez co niemal natychmiast przechwyciły one sygnał do buntu. Po dziś dzień Hepburn pozostaje ulubioną aktorką Japończyków.
Choć pierwsze kroki w zabiegach korekty powiek Japończycy stawiali już na początku XX wieku, wg wielu japońskich historyków to właśnie ich wyjątkowa sympatia dla brytyjskiej aktorki (nieco odmienne zdanie maja w tej kwestii Koreańczycy, dla których niemalże każde niepożądane w ich kraju zjawisko to efekt amerykańskiego, japońskiego lub chińskiego imperializmu) znamionuje początek fascynacji Japończyków, a następnie Koreańczyków odmienną estetyką oczu.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Znajomy Koreańczyk (55 l., wyraził zgodę na zamieszczenie 📷☝️) przesłał mi dzisiaj swoją fotografię wykonaną po zabiegu plastyki powieki górnej. Nieco mnie przeraziła, gdyż nie zdawałem sobie sprawy, że wymagało to użycia szwów chirurgicznych na powiekach. Przed przyjazdem do Korei nie miałem bladego pojęcia o tej różnicy w budowie anatomicznej oka pomiędzy Europejczykami, a Azjatami.
Zapewne nawet bym jej nie dostrzegł, gdybym nie usłyszał od Koreańczyków o dyskomforcie, jaki sprawia im ta „wada” kosmetyczna, „defekt” w urodzie. Wtedy jeszcze, 20 lat temu zabieg zmieniający wygląd powiek był popularny wśród kobiet, z czasem dołączyli do nich młodzi mężczyźni, a dziś już wielu Koreańczyków marzy o „podwójnej powiece”. Młodsi ludzie jeszcze potrafią przyznać, że pragną poprawić swój wygląd, starsi, zwłaszcza mężczyźni, w tym mój znajomy zapewniają, że zabieg jest niezbędny z przyczyn zdrowotnych. Od jakiejś dekady mamy więc wśród koreańskich mężczyzn epidemię „chorób oczu”.
Gdyby to były tylko powieki. Kilka tygodni temu w niewielkiej grupie kobiet popełniłem straszliwe faux pas. Mianowicie wspomniałem o swojej tego dnia pierwszej w życiu wizycie u okulisty i zapisanych mi przez lekarza kroplach do oczu. Niby nic szczególnego, ale zupełnie nierozważnie dodałem, że długie rzęsy utrudniają mi wkraplanie płynu do oczu. Nastąpiła cisza, kilka par oczu wlepionych we mnie, przygryzione wargi u jednych, otwarte usta u innych, ściągnięte brwi, jakbym właśnie przyznał się do popełnienia straszliwej zbrodni. Obserwacja mimiki twarzy pań zajęła mi kilka sekund zanim w końcu załapałem w czym rzecz. Wspomniałem tylko o problemie z kroplami, dla nich zabrzmiało to niczym przechwałka o anatomicznej wyższości. Ostatecznie skończyło się na żartach, ale podczas rozmów z Azjatami czasami lepiej nie poruszać tematu rzęs.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Koreańskie bazary nie przestają mnie urzekać, a to z racji nie tylko różnorodności owoców, warzyw, grzybów i gotowych dań ulicznych na nich sprzedawanych, ale również, a może zwłaszcza charakterystycznych zachowań i zwyczajów ludzi tam handlujących oraz ich klientów. Temu właśnie poświęciłem mój drugi materiał filmowy, który pojawił się przed chwilą na kanale YouTube i zapraszam tych Państwa, których może on zainteresować do obejrzenia. Poruszam na nim kilkanaście różnych tematów, w tym przyczynę dla której Koreańczycy, nawet starsi wiekiem farbują włosy, dlaczego produkty rolne nie są zprzedawane na kilogramy oraz jak bardzo różnią się od tych nam znanych z Polski i Europy interakcje pomiędzy sprzedawcą a klientem.
W końcu udało mi się złapać największego szerszenia na świecie – szerszenia azjatyckiego (Vespa mandarinia, Asian giant hornet), za co jednak jeden z nich odpłacił mi się bolesnym ugryzieniem. Każdego roku w Japonii od użądlenia tego agresywnego owada ginie od 30 do 50 osób, mniej w Korei. Osiągają długość ciała do 45 milimetrów, a ich żądło ponad 6 mm. Ich jad zawiera neurotoksynę zwaną mandarotoksyna, która w wysokich dawkach niszczy tkankę i atakuje układ nerwowy ofiary. Od dawna szykowałem się do napisania tego wątku, ale pragnąłem zilustrować go własnymi fotografiami i materiałem filmowym. Szerszenie można spotkać w lasach w pobliżu źródeł wody. Dziś rano na spacerze z psem natknąłem się na te dwie bestie walczące na leśnej ścieżce.
W pewnym momencie drapieżnik zirytowany moją obecnością odleciał, a ja podążając za nim wzrokiem odnalazłem ich gniazdo. Jak duże były to owady niech poświadczy to zdjęcie.
Wykonałem kilka fotografii i wróciłem do domu po jakiś pojemnik. Ponieważ są to owady bardzo niebezpieczne, uwiązałem psa w bezpiecznej odległości i samemu zbliżyłem się do gniazda. Nie byłem przygotowany na to spotkanie. Nie posiadam w domu siatki na motyle, ani plastikowych pudełek na owady. Zabrałem więc woreczek strunowy i postanowiłem co najmniej jednego szerszenia umieścić w środku. Udało się i to nawet dwa.
Popełniłem jednak błąd przy wypuszczaniu owadów i jeden z wyraźnie wściekłych szerszeni z ogromną prędkością złapał mnie w trakcie ucieczki. Wg. koreańskiego entomologa Choi Moon-bo używają one szczęk do ataku, żądła zaś do obrony. Całe szczęście. Ale ugryzienie i tak było bolesne. W Malezji zostałem pogryziony przez ogniste mrówki. Ich ugryzienie jakkolwiek bardzo bolesne, nie jest niebezpieczne i trwa tylko tak długo, jak długo szczęki mrówki zaciskają się na skórze. Użądlenie szerszenia azjatyckiego może być jednak odczuwane przez wiele dni. Wiem już, że ugryzienie co najmniej kilka godzin. Miejsce ugryzienia wciąż mnie piecze. Jak bardzo bolesne jest użądlenie? Udało mi się odszukać na YT film z odpowiednim nagraniem.
Przedwczoraj udało mi się po latach poszukiwań sfotografować kobietę z tradycyjnym nosidełkiem podaegi i dzieckiem na plecach, dziś rano zaś w banku kolejny niemalże wymarły koreański zwyczaj – pies z przefarbowanymi uszami i ogonem. I podobnie jak w przypadku podaegi, 20 lat temu był to widok w Seulu bardzo powszechny. Można się domyśleć, że pies jest najprawdopodobniej własnością babci młodego mężczyzny. Do farbowania ogona i uszów psów najczęściej stosowano róż, czerwień i fiolet.
Starsza pani w tradycyjnych różowych spodniach na naszym osiedlu (📷 JW)
Kolory przez stulecia odgrywały niebagatelną rolę w koreańskiej kulturze i społeczeństwie, do tego stopnia, że kolor odzieży był ściśle regulowany przez koreański rząd. Czerwony był zarezerwowany dla szat króla oraz strojów niektórych urzędników i wojowników. Kobiety na ogół nosiły dużo szat zielonych, niebieskich, białych i żółtych. Niebieski był używany przez klasę rządzącą i był zakazany dla mężczyzn z niższych klas. Ci zresztą ubierali się głównie na biało. Ubrania wysokich rangą dygnitarzy były zaś w kolorze różowym (📷).
Koreańscy dygnitarze w różowych kreacjach
W roku 1897 król Gojong pod naciskiem Japończyków proklamował Cesarstwo Koreańskie i jako cesarz Korei uzyskał prawo do noszenia żółtych, cesarskich szat.
W roku 1897 król Gojong został cesarzem Gwangmu
Podczas reformy ubioru w 1884 roku kolor różowy urzędników został zastąpiony przez czarny, do dziś jest najpopularniejszy kolor wśród Koreańczyków.
Latem w Seulu dominuje czerń i kolory pastelowe, zimą zaś Koreańczycy noszą niemalże wyłącznie czarną odzież (📷 JW)
Tego mężczyznę sfotografowałem na wsi podczas jakiegoś święta przed dwoma laty. Ucieszyła go moja prośba o fotografię. Do tradycyjnych spodni (baji) i koszuli (jeogori) noszą dziś mężczyźni współczesne półbuty.
Czerwiec 1951. Jedna z najsłynniejszych fotografii okresu wojny koreańskiej. Z bratem na plecach młoda Koreanka przechodzi w pobliżu unieruchomionego amerykańskiego czołgu M-26 „Pershing”.
Korea Południowa. Lata 50. XX wieku
Od co najmniej 10 lat „polowałem” na Koreankę niosącą na plecach dziecko w tradycyjnej chuście podaegi. Gdy po raz pierwszy wvroku 2002 przyjechałem do Korei nie byłem w stanie dostrzec ani jednego wózka dziecięcego. Wszystkie chyba niemowlaki były noszone w podaegi. Kobiety pytane o przyczyny tego stanu rzeczy nie bez dumy wyliczały, zapewne zgodnie z prawdą, liczne zalety tradycyjnych nosidełek: bliskość ciała matki, spokojniejsze dzieci itp.
Południowokoreańska reżyserka Pak Nam-ok z podaegi na planie filmowym
Nie minęło jednak 10-12 lat a podaegi zupełnie zniknęły. Nie zdążyłem nawet wykonać jednej fotografii. Do wczoraj. Młodą babcię z dzieckiem na plecach i zieloną papugą w ręce zobaczyłem na szczycie niewielkiego wzgórza w Seulu.
Dzisiaj sobota, czyli dzień, kiedy na naszym lokalnym targowisku sporo się dzieje. Nie wiem, czy w Polsce wciąż wysyła się dzieci po sprawunki, w Korei jednak zakupy są wyłączną domeną rodziców, zazwyczaj mam i babć, nie sposób więc dostrzec tutaj młodzieży i dzieci.
Hangwa (📷 JW)
Kilka słów o nieco skomplikowanym świecie koreańskich i japońskich słodyczy, ciast i słodkich wypieków. Japończycy dzielą słodycze na tradycyjne japońskie wagashi (wa – Japonia, kashi – słodycze) i zachodnie yogashi. Koreańczycy tradycyjne łakocie zwą hangwa (han – Korea), wypieki w stylu zachodnim zaś yanggwa. Zarówno wagashi jak i hangwa dodatkowo dzielą się na wiele kolejnych kategorii i niezliczoną ilość wyrobów, podczas gdy zachodnie wypieki to zazwyczaj po prostu „chleb” (pan w Japonii i ppang w Korei) lub „ciasto” (odpowiednio keki i keiku).
Hangwa (📷 JW)
Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek widział tradycyjne i zachodnie słodycze sprzedawane razem w jednym sklepie lub na jednym straganie. Sprzedawcy i wytwórcy specjalizują się albo w hangwa, albo w yanggwa. Tradycyjne słodycze opierają się głównie na prostych, rodzimych i naturalnych składnikach, podczas gdy zachodnie mają szerszy zakres ingredientów. Zarówno wagashi jak i hangwa powszechnie uważa się za zdrowszą alternatywę dla zachodnich wyrobów cukierniczych, a pomimo tego rynek tradycyjnych słodyczy kurczy się każdego roku. Również moja żona zazwyczaj do dmu znosi yanggwa.
22 stycznia 1968 r. Schwytany tego dnia 27-letni północnokoreański żołnierz sił specjalnych Kim Shin-jo, członek grupy komando usiłującej zamordować prezydenta Park Chung-hee przesłuchiwany jest przez południowokoreańską policję w Seulu. Około północy z 17 na 18 stycznia 1968 roku 31 północnokoreańskich agentów Jednostki 124 przedostało się przez linię demarkacyjną do Korei Południowej. Przeczołgali się przez obszar graniczny będący pod kontrolą amerykańskiej 2. Dywizji Piechoty. Ich plan zakładał atak na Błękitny Dom (Cheongwadae) – siedzibę prezydenta Korei Południowej 21 stycznia o godzinie 20:00, zabicie prezydenta Parka, kradzież pojazdu i powrót na Północ.
Prezydent Park Chung-hee w towarzystwie córki i przyszłej prezydent Korei Południowej Park Geun-hye. Rok 1977.
Każdy z nich zaopatrzony był w ponad 20-kilogramowy plecak, w których znajdowały się m.in. południowokoreańskie mundury wojskowe, teleskopy, radia tranzystorowe, mapy, leki, wysokoenergetyczna żywność (m.in cukierki) i 300 naboi. Uzbrojeni zostali w radzieckiej produkcji pistolety maszynowe PPS, pistolety TT, 2 granaty przeciwpancerne i 10 granatów przeciwpiechotnych każdy oraz noże bojowe.
Pierwotnie północnokoreańskie komando liczyło 76 agentów, którzy oprócz Pałacu Prezydenckiego mieli na cel wziąć również ambasadę amerykańską, więzienie, siedzibę służb specjalnych i kwaterę główną armii. Wszyscy przeszli intensywne dwuletnie szkolenie, a przez ostatnie 2 tygodnie ćwiczyli atak na Błękitny Dom.
Bracia Wu udzielają wywiadu dla stacji telewizyjnejKTV
19 stycznia ok. godz. 14 czterej południowokoreańscy braciaWu z Beopwon-ri zapuścili się w las w poszukiwaniu drewna na opał, gdzie natknęli się na obóz jednostki 124. Początkowo żołnierze zamierzali całą czwórkę zlikwidować, jednakże nie chcieli pozostawiać martwych ciał na ziemi, a ponad 20-stopniowy mróz uniemożliwiał wykopanie dołów. Drogą radiową zwrócili się z pytaniem do przełożonych po drugiej stronie granicy. Odpowiedź przyszła natychmiast, ale nie udało im się jej rozszyfrować. Rozkaz brzmiał „Przerwać akcję. Wracajcie na Północ”. Rolnicy usłyszeli pogadankę na temat wyższości systemu komunistycznego nad kapitalistycznym, po czym pozwolono im odejść, przestrzegając ich jednak o czekającej ich zemście, jeśli zdecydują się poinformować władze o całym zdarzeniu. Decyzję o darowaniu im życia podjęto w demokratycznym (sic!) głosowaniu. Agenci byli również przekonani, że południowokoreańscy chłopi i robotnicy są klasą wyzyskiwaną i będą posłuszni ich rozkazom. Po zwolnieniu czwórki rolników zwinęli obóz i ruszyli w kierunku stolicy. Bracia Wu natychmiast udali się na posterunek policji.
Południowokoreańscy żołnierze w potyczce z północnokoreańskimi agentami
Niedługo później w rejon wskazany przez braci Wu zjechały trzy bataliony z południowokoreańskiej 25. Dywizji Piechoty bezskutecznie poszukując infiltratorów. Wojskowi spekulowali, że uciekinierzy nie mogli poruszać się w górach z prędkością większą niż 4 km/h i na tej podstawie wyznaczyli blokadę całej okolicy. W rzeczywistości agenci przebyli teren z prędkością 10 km/h i przebrani w południowokoreańskie mundury bez większych problemów w dwu- i trzyosobowych grupach dotarli do Seulu.
Błękitny Dom. W tle góra BugaksanObie góry dzieli odległość 8 kilometrów
Zagubieni w nocnych ciemnościach skręcili w niewłaściwym kierunku. W nocy 20 stycznia pojawili się w okolicach szczytu wysokiej na 836 metrów n.p.m. góry Bukhansan skąd mieli doskonały widok na centrum miasta i okolice Błękitnego Domu. Jednakże ich celem była znajdująca się zaraz za siedzibą prezydenta góra Bugaksan, wyczerpani musieli więc pokonać dłuższą drogę. To był ich drugi poważny błąd. Po krótkim odpoczynku w pobliżu buddyjskiej świątyni Seunggasa zaczęli schodzić z góry w kierunku Błękitnego Domu. Pierwszemu napotkanemu już na ulicach miasta patrolowi policji powiedzieli, że są agentami południowokoreańskiego kontrwywiadu. Wkrótce dotarli do strzeżonego przez dwóch funkcjonariuszy policji i znajdującego się nieco ponad kilometr od siedziby prezydenta Parka Tymczasowego Punktu Kontrolnego Jahamun. Zignorowali prośbę o okazanie dokumentów, przeszli przez punkt kontrolny i kontynuowali marsz w kierunku Błękitnego Domu. Policjanci wezwali posiłki.
Po drodze, już w pobliżu siedziby prez. Parka na grupę natknął się kierujący policyjnym jeepem komendant komisariatu policji w Jongno (dzielnica Seulu) Choi Gyu-sik (czyt. Cze Gjusik). Sięgnął po broń i zażądał okazania dokumentów. W tym momencie za blokującym ulicę samochodem komendanta Choi zatrzymały się dwa autobusy komunikacji miejskiej. Spanikowani północnokoreańscy agenci pomylili je z pojazdami przewożącymi oddziały wsparcia, wyciągnęli ukryte pod płaszczami pistolety maszynowe PPS i zaczęli strzelać w kierunku pojazdów. Trafiony trzema kulami Choi zginął na miejscu. Rzucili kilka granatów, po czym grupa rozpierzchła się. W wyniku eksplozji i ostrzału zginęło 7 cywilów.
KomendantChoi Gyu-sik
Rozpoczęły się intensywne poszukiwania agentów. Do 30 stycznia w potyczkach z południowokoreańską policją i wojskiem w okolicznych górach zastrzelono 28 z 31 członków Jednostki 124.
Zlikwidowani agenci północnokoreanscy
Śmierć poniosło również 26 Koreańczyków z Południa, w tym pułkownik Lee Igsu (pośmiertnie awansowany na generała brygady) oraz 4 żołnierzy amerykańskich. 52 osoby zostały ranne. Schwytano dwóch. Pierwszy, Kim Chun-sik zginął tego samego dnia rozerwany przez ekspolodujący na komisariacie policji granat. Kim wykonał coś w rodzaju pułapki przyczepiając do kamizelki zawleczkę granatu. Pocisk eksplodował podczas zdejmowania odzieży.
Miejsce potyczki żołnierzy południowokoreańskich z północnokoreańskim komandem. Ślady po kulach na skale oznaczone zostały białą farbą.
Kim Shin-jo ukrywał się w domu cywila i został schwytany przez oddział południowokoreańskich żołnierzy. Próbował popełnić samobójstwo, jednakże odbezpieczony granat zawiódł. On sam do dziś utrzymuje, że dobrowolnie poddał się ścigającej go grupie. Badania jego broni wykazały, że jej nie użył ani podczas potyczki niedaleko Białego Domu, ani później przeciwko żołnierzom grupy pościgowej. Zdecydował się na współpracę z południowokoreańską policją, za co głowami w Korei Północnej zapłacili jego ojciec, sześcioro rodzeństwa i krewni, o czym miał dowiedzieć się dopiero wiele lat później. W kwietniu 1969 r. został zwolniony z aresztu, ożenił się z lokalną dziewczyną, a wkrótce potem przyjął obywatelstwo południowokoreańskie. Ukończył baptystyczne seminarium duchowne i został pastorem.
Pastor Kim Shin-jo
Drugi z ocalałych straceńców, Pak Jae Gyong przedostał się do Korei Północnej, gdzie został okrzyknięty bohaterem. Jest wysokim rangą urzędnikiem wojskowym w stopniu generała.
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać na zwykłą kąpiel uroczego czworonoga w górskim strumyku, ale japońskie i koreańskie lata potrafią być nieznośnie gorące, wilgotne, deszczowe i dawać w kość nie tylko ludziom, ale również czworonogom.
🇯🇵 Unagi
Każdego roku w lipcu i sierpniu na udar cieplny umiera wielu mieszkańców Korei i Japonii, a niektóre japońskie firmy ubezpieczeniowe oferują polisy na pokrycie kosztów leczenia przegrzanego organizmu. Od stuleci w każdym z tych krajów spożywa się dania, które mają pomóc mieszkańcom uniknąć dyskomfortu związanego z letnią spiekotą. Jednym z najpopularniejszych w Japonii jest mięso węgorza unagi, a wielu Japończyków wciąż wierzy, że po spożyciu tej potrawy łatwiej im przetrwać gorące dni, choć badania wskazują, że dziś za rzekome lepsze samopoczucie odpowiada efekt placebo.
🇰🇷 Jangeogui, węgorz z grilla
Koreańczycy również spożywają mięso węgorza (jangeo), głównie jednak, jak wierzą, celem wzmocnienia kondycji fizycznej oraz potencji seksualnej. Mężczyzn. Popularna latem potrawa z kurczaka zwana samgye-tang ma znów pomóc im poradzić sobie z upałami i wilgocią.
🇰🇷 Samgye-tang
W zubożałej, feudalnej Korei i Japonii spożywanie od czasu do czasu bogatych w składniki odżywcze potraw mogło mieć pozytywny wpływ na zdrowie i samopoczucie w gorące, letnie dni, dziś jednak przy szeroko dostępnych dla wszystkich produktach spożywczych ich rzekome szczególne korzyści zdrowotne są wg lekarzy iluzoryczne. Dotyczy to również coraz na szczęście mniej popularnego, a spożywanego w Korei głównie w miesiącach letnich mięsa z psa.
Twierdzenie, że do prawidłowego rozwoju, dzieci potrzebują każdego dnia czasu na spontaniczną zabawę trąci truizmem. Druga połowa XX wieku w Polsce cechowała się swobodną, nieustrukturyzowaną, czasami niepozbawioną ryzyka, ale przez to bardziej ekscytującą zabawą dzieci po szkole, z mnóstwem czasu spędzanym na dworze. Dziś wygląda to już nieco gorzej, z licznymi pokusami w postaci elektronicznych gadżetów, mniejszą ilością czasu na zabawie poza domem i większym nadzorem dorosłych nad inicjatywami dzieci.
📷 Kim Ki-chan, 🇰🇷 ca. 1960
W Korei ten okres, gdy dzieci mogły spędzać czas na swobodnej zabawie był znacznie krótszy. Wojna koreańska w latach 50. zrujnowała kraj, a w jego odbudowie brały udział również dzieci. W latach 60. zyskały trochę swobody, by ją ponownie utracić w kolejnej dekadzie, gdy Koreańczykom udzielił się zaimportowany z Japonii edukacyjny ferwor, a podział dnia na szkoła / zabawa zastąpił podział na szkoła dzienna / szkoła popołudniowa. Wraz z nim skończył się okres beztroskiej zabawy dzieci.