To tajemnicze urządzenie, które gejsza przykłada do twarzy to stereoskop, przyrząd optyczny służący do przeglądania stereoskopowych fotografii. Oglądane przez stereoskop zdjęcia sprawiały wrażenie głębi i trójwymiarowości. Zyskały na popularności po tym, gdy królowa Wiktoria zachwyciła się nimi na zorganizowanej w Londynie Wielkiej Wystawie w roku 1851. Stereoskop nie był oczywiście w technologii VR, ale wygląd urządzenia nie różnił się aż tak bardzo od współczesnych gogli VR. Dwa lata po wystawie światowej cztery okręty amerykańskiej marynarki wojennej wpłynęły do Zatoki Tokijskiej, a dowodzący nimi komodor Matthew Perry wystosował „prośbę” do rządu Japonii o zakończenie trwającej nieprzerwanie od lat 30. XVII wieku polityki izolacjonizmu i otworzenie się na handel z Zachodem i wkrótce na Wyspach Japońskich pojawili się zachodni fotograficy, a wraz z nimi pierwsze stereoskopy. Pierwszy jednak aparat fotograficzny – dagerotyp – przywieźli do Japonii Holendrzy w roku 1848.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Daszek miejskich domów machiya służył do spotkań, rozmów, a czasami także oglądania fotografii Nowa, prostsza, a co najważniejsze znacznie tańsza wersja stereoskopu weszła na rynek w roku 1861
Japończycy często idealizują legalną prostytucję okresu Edo (1603-1868). Pozytywne opinie na temat oficjalnych dzielnic czerwonych latarni (yukaku), zwłaszcza słynnej Yoshiwary w Edo (dzisiejsze Tokio), można znaleźć również w zachodniej literaturze. Rozwój malarstwa, literatury, mody i muzyki w yukaku miał pozytywny wpływ na sztukę w Japonii, ale odbyło się to kosztem ludzkiej godności, zdrowia i życia.
Ze strony nowojorskiego Metropolitarnego Muzeum Sztuki (Metropolitan Museum of Art)
Życie kurtyzan (Oiran) nie było różami usłane. W tamtym okresie kobiety wszystkich klas były wykorzystywane i traktowane z niewielkim szacunkiem, ale pogodzone ze swoim losem nie często się skarżyły. Zachowały się jednak relacje niektórych kurtyzan, które pozwoliły sobie na chwilę szczerości. „Ze wszystkich nieszczęść świata nie ma nic bardziej złego niż los kurtyzany. W oczach ludzi wydaje się beztroska, ale pod spodem czai się bolesna rzeczywistość. Przez lata, od ceremonii inicjacji po dzień dzisiejszy, moje wydatki tylko rosną i z trudem wiążę koniec z końcem. Hojni mężczyźni, którzy dają mi pieniądze, są rzadkością, a oszustów jest wielu. Muszę dawać prezenty i napiwki coraz większej liczbie pracowników dzielnicy, powiększając w ten sposób dług oraz pogłębiając cierpienie. (…) Mojej kamuro (młodziutkie pomocnice kurtyzan) udało się mnie przekonać do oddania jej nowego kimona, które dopiero co zaczęłam sama nosić. Rozstanie z nim było bardzo bolesne, ale nie mogę pozwolić na to, by nosiła zimową odzież latem. (…) Moje finansowe troski nie mają końca. (…) W obecności gości nie wolno nam jeść, wygodnie usiąść, śpiewać podczas grania na shamisenie (instrument muzyczny), nie możemy też zbyt często korzystać z toalety.”
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
16 stycznia 1980 roku na tokijskim lotnisku Narita aresztowany został Paul McCartney. Celnicy w jego bagażu znaleźli 219 gramów marihuany. Tego dnia były Beatles przybył do Japonii celem odbycia trasy koncertowej z założonym przez niego i jego żonę Lindę 9 lat wcześniej pop-rockowym zespołem Wings. Odkrycie w jego walizce torebki z narkotykami pokrzyżowało te plany. „Kiedy facet wyciągnął to z walizki, wyglądał na bardziej zawstydzonego niż ja. Myślę, że chciał po prostu odłożyć to z powrotem i zapomnieć o całej sprawie.” – wspominał później McCartney.
Muzyk za swój czyn został potraktowany jak pospolity przemytnik i groziło mu 7 lat więzienia w zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze. „Nie próbowałem tego ukrywać. Właśnie wróciłem z Ameryki i nadal miałem takie amerykańskie podejście, że marihuana nie jest taka zła. Nie zdawałem sobie sprawy, jak rygorystyczne jest japońskie prawo.” Urzędnik celny nakazał zatrzymanie McCartneya i skontaktował się przez radio z Biurem Kontroli Narkotyków. „To wszystko pomyłka” – zaprotestował McCartney, gdy agenci Biura zakuwali go w kajdanki. Został zabrany na przesłuchanie. W ciągu kilkunastu godzin trasa koncertowa Wings została odwołana (do tego czasu sprzedano łącznie 100 tys. wejściówek), McCartney został zamknięty w celi o wymiarach 4 na 8 w tokijskim więzieniu Kosuge (F), a piosenki Wings zostały zakazane w japońskich stacjach radiowych i telewizyjnych. Po tym, jak brytyjski konsul poinformował go, że może spędzić kilka następnych lat życia w japońskim więzieniu były Beatles nie na żarty się przeraził. „Moja pierwsza noc była najgorsza. Nie mogłem spać. Bałem się, że nie zobaczę rodziny przez lata”. Wynajęci przez muzyka prawnicy nie mieli dla niego lepszych wiadomości.
To nie był jego pierwszy konflikt z prawem. W 1972 roku zapłacił grzywnę w wysokości $2000 za przemyt marihuany do Szwecji. W tym samym roku został ukarany grzywną za posiadanie tego narkotyku w Szkocji, a rok później ponownie został ukarany grzywną za uprawę konopi indyjskich na swojej farmie w szkockich górach. Plotka głosi, że przed trasą po Japonii McCartney miał podpisać oświadczenie stwierdzające, że nie używa już narkotyków, co było warunkiem otrzymania wizy, kiedy więc w jego bagażu znaleziono trawkę, władze japońskie uznały, że należy muzyka ukarać. Za kratkami, więzień nr 22, jak nazywano McCartneya, z życzliwością traktował strażników i współwięźniów. Odmówiono jednak jego prośbie o dostarczenie mu gitary i przyborów do pisania, czas więc spędzał na ćwiczeniach i rozmowach z innymi więźniami. Pobyt w więzieniu, z wyjątkiem przesłuchań, wspomina pozytywnie. Japońscy śledczy wypytywali o najdrobniejsze szczegóły z jego życia, nawet te z okresu dzieciństwa.
Po sześciu dniach starań Linda w końcu uzyskała zgodę na widzenie z mężem. Przyniosła mu kanapki z serem, ubranie na zmianę oraz kilka książek. Trzy dni później japońskie władze uznały, że słynny muzyk wystarczająco już wycierpiał, wycofano zarzuty, ale postanowiono deportować go z Japonii. Przewieziony na lotnisko Narita w ramach przeprosin dla japońskich fanów zaśpiewał krótką piosenkę. „To było bardzo, bardzo przerażające przez pierwsze trzy dni. Chyba w ogóle mało spałem. A kiedy spałem, miałem bardzo złe sny.” wspominał po latach. W tamtym okresie McCatney był już zmęczony projektem pod nazwą Wings i dziś sugeruje, że być może podświadomie chciał wejść w konflikt z japońskim prawem, aby znaleźć pretekst żeby się z niego wycofać. Zespół faktycznie wkrótce przestał istnieć. Do Japonii muzyk powrócił dopiero 10 lat później.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Kwitnące wiśnie w Seulu zwiastują nadejście wiosny. Kojarzą się głównie z Japonią, ale praktyka oglądania kwiatów wiśni dotarła również do Korei. Zyskała na popularności dopiero ostatnimi laty wraz z sadzeniem w Seulu japońskiej odmiany wiśni Somei-Yoshino o charakterystycznych, niemalże białych płatkach, w języku koreańskim zwanej wiśnią królewską (wangbeoj namu, 왕벚나무), oraz powszechnym dostępem do aparatów fotograficznych. Japończycy i Koreańczycy zdają się nieco odmiennie odbierać doświadczenie oglądania kwiatów wiśni (🇯🇵 hanami).
Tokio, dzielnica Sakuragoaka-cho
Kwiaty wiśni (🇯🇵 sakura) mają ścisły związek z historią, kulturą i tożsamością Japonii, symbolizują narodziny i śmierć, życie i przemijanie i są podstawowym motywem japońskiego kultu natury. Ich piękno, krótkie życie i gwałtowna śmierć symbolizowały również barwne, ale krótkie życie samurajów. Parafrazując słynne słowa prof. Barbary Engelking-Boni o odmiennym doświadczaniu zjawiska śmierci przez Polaków i Żydów, można rzec, że kwitnące drzewa wiśni dla Koreańczyków to kwestia naturalna, biologiczna, dla Japończyków zaś to metafizyka, ponadzmysłowe doświadczenie. 🙂 To tak pół-żartem, pół serio, gdyż wbrew powszechnym opiniom większość Japończyków zdaje się jednak przedkładać praktyczną część hanami nad estetykę.
Hanami w Japonii
Możliwość spędzenia czasu w wesołym towarzystwie przy smacznym posiłku (popularne są zwłaszcza kulki ryżowe dango) i alkoholu pod drzewem wiśni przyciągają tłumy do miejskich parków. Praktyka oglądania kwiatów wiśni w Japonii liczy sobie już przeszło tysiąc lat. Pierwotnie zwyczaj ten był ograniczony do dworu cesarskiego, później rozprzestrzenił się na kastę samurajów, a w okresie Edo (1603-1867) również na mieszczan i resztę społeczeństwa. W XVIII w. szogun Tokugawa Yoshimune, aby zachęcić ludzi do hanami, nakazał zasadzić drzewa wiśni w kilku miejscach w stolicy kraju. W ich cieniu mieszkańcy Edo (dzisiejsze Tokio) jedli lunch i pili sake.
Hanami w Seulu
Czy drzewo wiśni może również być przedmiotem sporu pomiędzy Japonią a Koreą? Dlaczego nie? Jeden więcej w całej gamie sporów pomiędzy tymi krajami niewiele zmieni. Odmiana wiśni Somei-Yoshimo powstała w XIX w. w Japonii w wyniku hybrydyzacji dwóch gatunków tych drzew – Oshima oraz Edo Higan. Koreańscy dendrolodzy utrzymują jednak, że odmiana Yoshino (jeju beoj namu) została w roku 1908 przywieziona do Japonii z wyspy Czedżu przez francuskiego księdza i botanika Emila Josepha Taqueta mieszkającego w Seogwipo, drugiej co do wielkości miejscowości na Czedżu.
Ksiądz botanik Émile Joseph Taquet
Najnowsze badania Japońskiego Instytutu Badań Leśnych z 2016 r. wskazują jednak, że Somei-Yoshimo jest krzyżówką Edo Higan i wiśni z wyspy Izu Oshima, która nie występuje na Czedżu. By sprawę skomplikować jeszcze bardziej, w roku 1963 Koreańczycy, którzy byli przekonani, że japońskie Somei-Yoshino i drzewo wiśni z wyspy Czedżu zwane wtedy sakura namu (🇰🇷 namu, drzewo) to jeden i ten sam gatunek, nadali im jedną nazwę – wangbeoj namu (wiśnia królewska). Dziś oba więc gatunki mają w Korei tę samą nazwę, z tym że Somei-Yoshimo występuje powszechnie, podczas gdy wangbeoj namu z wyspy Czedżu, dawne sakura namu jest gatunkiem zagrożonym. Na Czedżu pozostało mniej niż 200 drzew.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Japoński premier Shinzō Abe wraz z prezydentem Obamą opuszczają słynną, należącą do szefa kuchni Jiro Ono tokijską restaurację Sukiyabashi Jiro (2014 r.). Obaj pochylają głowy przechodząc pod zawieszoną w drzwiach tradycyjną japońską zasłoną noren. Długie noren pełniły w przeszłości w Japonii funkcję osłony domów przed kurzem, pyłem, słońcem, wiatrem i deszczem. Dziś najczęściej spotykane są w barach Izakaya, tradycyjnych restauracjach oraz niektórych sklepach, publicznych łaźniach (sento) i w gorących żródłach (onsen). Zawieszane są każdego ranka przed otwarciem placówki i zdejmowane na koniec dnia. Noren to także informacja o granicy przebiegającej pomiędzy sferą publiczną a prywatną i jeśli zasłona jest krótka wymusza na wchodzących do środka klientach ukłon. Delikatnej perswazji noren nie są w stanie oprzeć się nawet wpływowi prezydenci i premierzy.
A wracając do polityków. Zapięte marynarki obu panów oraz spojrzenie w kierunku reporterów z zaciśniętymi ustami premiera Abe („nie mam zamiaru podzielić się z wami żadnymi informacjami”) wskazują, że atmosfera podczas posiłku nie była zupełnie swobodna. I rzeczywiście, wg. świadków prezydent Obama szybko miał przejść do rozmów o interesach. O tym jednak, że nie było to spotkanie równorzędnych partnerów, świadczyć może kilka sygnałów, w tym krótki, wysoki i wyrażający uległość śmiech premiera Abe już na zewnątrz restauracji na uwagę prez. Obamy o wyjątkowej jakości serwowanych w Sukiyabashi Jiro potraw – ten rodzaj śmiechu, który w grupie salarymanów (japońskich i koreańskich białych kołnierzyków) wskaże nam, kto zajmuje niższą wśród nich pozycję społeczną.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
„Thank you, that’s a good sushi restaurant” pochwalił mistrza Jiro Ono prezydent Obama, pomimo tego, że sam zjadł niewiele. Jego kciuk prawej ręki skierowany jest w kierunku restauracji, podczas gdy premier Abe krótkim, głośnym śmiechem wyraża uległość wobec prezydenta światowego mocarstwa. Krótki materiał video z tego spotkania dostępny jest naYouTube.
Z rodziny produkującej sake od 1665 roku – prosto na szczyt światowej elektroniki. Akio Morita mógł zostać Kyuzaemonem XV, tradycyjnym wytwórcą japońskiego wina ryżowego. Zamiast tego stworzył Sony i podarował światu Walkmana, tranzystorowe radio i odtwarzacz CD. Jedyny Japończyk na liście „Time’a” obok Jana Pawła II i Lecha Wałęsy wśród 100 najważniejszych postaci XX wieku. Oto garść ciekawostek o człowieku, który udowodnił, że tradycja nie musi stać na przeszkodzie rewolucji.
Akio Morita
Rok 1979: Akio Morita (1921–1999), legendarny współzałożyciel koncernu Sony, prezentuje światu pierwszy model Walkmana – rewolucyjnego przenośnego odtwarzacza muzyki, który zmienił sposób, w jaki ludzie słuchają dźwięków na co dzień. To urządzenie stało się symbolem innowacyjności Sony i globalnego sukcesu japońskiej elektroniki. Ale kim był ten człowiek? Oto kilka ciekawostek z życia jedynego Japończyka, który znalazł się w grupie „konstruktorów i tytanów” (Builders & Titans) na liście 100 najważniejszych ludzi XX stulecia według tygodnika „Time” – obok dwóch Polaków: Jana Pawła II i Lecha Wałęsy (choć oni w kategorii „przywódców i rewolucjonistów”). Morita był nie tylko biznesmenem, ale wizjonerem, który połączył tradycję z nowoczesnością, tworząc imperium technologiczne.
Junmai Daiginjo sake z wytwórni Morita. Co
Rodzinne korzenie: Od sake do samurajów
Akio Morita urodził się 26 stycznia 1921 r. w Nagoii, w Japonii, jako pierworodny syn w rodzinie, która od piętnastu pokoleń zajmowała się produkcją tradycyjnego japońskiego wina sake, a także miso i sosu sojowego. Biznes rodzinny rozpoczął się w 1665 r. w małej wiosce Kosugaya (dziś część miasta Tokoname w prefekturze Aichi), gdy pierwszy Kyuzaemon Morita założył wytwórnię. Akio był przygotowywany na naturalnego spadkobiercę – po przejęciu firmy miał zmienić imię na Kyuzaemon XV, zgodnie z wielowiekową tradycją.
Rodzina Moritów była wyjątkowo zamożna jak na ówczesną Japonię lat 30. XX w. – mogli sobie pozwolić na własny kort tenisowy, kilka samochodów marki Ford i Buick, szofera oraz liczną służbę domową. Ojciec Akio, Kyuzaemon XIV, miał serce do filantropii: przygarniał pod dach biedne dzieci z rodzinnej wioski, dając im schronienie i edukację. Matka, wywodząca się z rodziny samurajów, była miłośniczką opery i głosu słynnego „króla tenorów”, włoskiego śpiewaka Enrico Caruso. Zawsze nosiła tradycyjne kimono, symbolizując przywiązanie do japońskiej kultury, podczas gdy ojciec ubierał się zgodnie z zachodnią modą, co odzwierciedlało jego otwartość na świat.
Ciekawostka w imionach: W nazwach każdego z trzech synów Moritów (Akio, Kazuaki i Masaaki) znajduje się sylaba „aki” (昭) – znak kanji oznaczający „oświecony” lub „niezwykły”. To nie przypadek: ten sam znak pojawia się w nazwie ery Shōwa (1926–1989), panowania cesarza Hirohito, zwanej „Erą Oświeconego Pokoju”. Nazwisko Morita można przetłumaczyć jako „bogate pole ryżowe”, co idealnie pasuje do rolniczych korzeni rodziny.
Akio Morita w ramionach ojca, Kyuzaemona XIV, 1922 r.
Wczesne lata: Od degustacji sake do fascynacji fizyką
Od 10. roku życia Akio towarzyszył ojcu na zebraniach zarządu rodzinnej firmy, by stopniowo poznawać obowiązki przyszłego właściciela. Każdej zimy w wytwórni odbywały się degustacje sake, w których młody Morita musiał brać udział – choć, jak później napisał w autobiografii „Made in Japan” (1986), „pomimo tego, a być może właśnie z tego powodu, nigdy nie zasmakowałem w alkoholu”. Ojciec zachęcał syna do otwartego wyrażania opinii, co było nietypowe w japońskiej kulturze, gdzie hierarchia i dyskrecja są normą. Uważał, że to pomoże Akio w roli lidera.
Mimo presji tradycji, pasją Mority stała się matematyka i fizyka. Ukończył studia na Cesarskim Uniwersytecie w Osace (dziś Uniwersytet Osaka) w 1944 r., uzyskując dyplom z fizyki. Po studiach przeprowadził się do Tokio, rezygnując z pełnego przejęcia firmy sake. Honorowo przyjął tytuł Kyuzaemon XV, ale zarządzanie powierzył młodszemu bratu, Kazuakiemu. Akio często podpisywał się inicjałami AKM (Akio Kyuzaemon Morita) i nawet w USA jeździł samochodem z rejestracją AKM 15, podkreślając swoje korzenie.
Akio Morita
Wojna, spotkanie z Ibuką i narodziny Sony
Podczas II wojny światowej Morita służył w Cesarskiej Marynarce Japońskiej jako podporucznik. To tam, w komitecie badawczym marynarki zajmującym się bombami naprowadzanymi na podczerwień, spotkał Masaru Ibukę – inżyniera, z którym później założy Sony. Po wojnie, w 1945 r., Ibuka otworzył warsztat naprawy radioodbiorników w zbombardowanym domu towarowym w Tokio. Morita, zainspirowany artykułem w gazecie, dołączył do niego. Z kapitałem od ojca (190 000 jenów) założyli w 1946 r. Tokyo Tsushin Kogyo Kabushiki Kaisha – protoplastę Sony, zaczynając od 20 pracowników.
Firma szybko się rozwijała: w 1949 r. stworzyli magnetyczną taśmę nagrywającą, a w 1950 r. – pierwszy magnetofon w Japonii. W latach 50. uzyskali licencję na tranzystory od Bell Labs, co pozwoliło na produkcję pierwszego kieszonkowego radia tranzystorowego w 1957 r. (Morita kazał pracownikom nosić koszule z powiększonymi kieszeniami, by radio „pasowało” do opisu „kieszonkowe”). W 1958 r. zmienili nazwę na Sony (od łacińskiego „sonus” – dźwięk i angielskiego „sonny” – chłopak), by brzmieć globalnie.
Akio Morita i Masaru Ibuka, drugi z założycieli Sony, 1961 r.
Szczyt kariery: Innowacje i globalna ekspansja
Morita został prezesem Sony w 1971 r., a przewodniczącym w 1976 r. Pod jego wodzą firma wprowadziła rewolucyjne produkty: Betamax (1975), Walkman (1979), pierwszy odtwarzacz CD (1982, we współpracy z Philips) czy strukturę dyskietki 3,5 cala (1982). Wizja „konwergencji” – połączenia elektroniki z rozrywką – doprowadziła do przejęć: CBS Records (1988) i Columbia Pictures (1989).
Był pionierem globalizacji: w 1960 r. założył Sony Corporation of America, a w 1961 r. Sony stało się pierwszą japońską firmą notowaną na nowojorskiej giełdzie. Morita promował zatrudnianie specjalistów z zewnątrz, co było rewolucyjne w Japonii. Napisał książki, m.in. „Gakureki Muyō Ron” (1966, „Nie liczą się stopnie szkolne”) i „Made in Japan” (1986), gdzie dzielił się filozofią biznesu.
Tablica rejestracyjna z amerykańskiego samochodu Mority
Życie prywatne i dziedzictwo
Morita był żonaty z Yoshiko Kamei, mieli troje dzieci. Lubił golfa, tenisa (to podczas gry w 1993 r. doznał udaru mózgu, co osłabiło go i zmusiło do rezygnacji z funkcji w 1994 r.) oraz radio amatorskie (znak wywoławczy JP1DPJ). Zmarł 3 października 1999 r. w Tokio na zapalenie płuc, w wieku 78 lat. Niedawno minęła 25. rocznica jego śmierci, ale jego dziedzictwo trwa: Sony to dziś gigant, a Morita jest symbolem japońskiego cudu gospodarczego. Otrzymał liczne nagrody, w tym Order Legii Honorowej (1984) i pośmiertnie Wielką Wstęgę Orderu Wschodzącego Słońca (1999).
Akio Morita udowodnił, że tradycja może inspirować innowacje. Od sake do Walkmana – jego historia to lekcja, jak marzenia zmieniają świat.
Jedna z najciekawszych, a zarazem najdłuższych wymian ukłonów, jakie miałem okazję zobaczyć (materiał filmowy na X). Cesarz Hirohito w roku 1966 przyjechał na tereny dotknięte powodzią. Rozmówca cesarza, jako ten, o niższej pozycji społecznej pochyla ciało znacznie głębiej, gdyż ukłon, to coś znacznie więcej niż zwykłe okazanie szacunku, w co głęboko wierzą Japończycy i Koreańczycy. Słowo „szacunek”, w Japonii i Korei często sugeruje pozytywną intencjonalność, prospołeczność i uprzejmość, a przecież ukłon to także gra (np.. ustalenie rangi rozmówców, unikanie konfliktów itd..), wyuczona, automatyczne reakcja, ukrywające się za nim emocje, które mają spory wpływ na nasze codzienne zachowania (tak głęboki ukłon rozmówcy Hirohito, z zatrzymaniem go w najniższym punkcie wskazuje zapewne na kombinację kilku emocji, w tym trwogi i nabożnej czci), a nierzadko nawet celowa manipulacja, gdy ktoś okazuje fałszywą uprzejmość celem osiągnięcia jakiejś korzyści kosztem drugiego człowieka. Ukłon często odczytujemy w kombinacji z innymi gestami i ruchami ciała, np.. spojrzeniem. Hirohito nie spuszcza wzroku z rozmówcy, podczas gdy ten raczej unika kontaktu wzrokowego. Oczywiście, choć w mniejszym stopniu, uścisk dłoni też potrafi być grą – sposób i kolejność podania ręki w grupie, siła uścisku, spojrzenie, mimika twarzy, czy nawet celowe pominięcie kogoś dostarczają nam wiele informacji.
Premier Abe i prezydent Trump. Spotkanie przebiegało w przyjaznej atmosferze. Premier Abe i prezydent Xi nie szczególnie za sobą przepadali
Dlaczego w ogóle się kłaniamy? Generalnie odpowiadają za to czynniki biologiczne i kulturowe. Pomniejszenie rozmiarów ciała często, w zależności od kontekstu, postrzegane jest, jako podporządkowanie się i nieagresja. W świecie zwierząt osobniki słabsze i zajmujące niższą pozycję w grupie często, aby uniknąć konfrontacji z osobnikiem silniejszym, odwracają wzrok, pomniejszają swoje ciała, ale także odsłaniają miejsca wrażliwe na zranienie, np. brzuch, w którym ukryte są narządy wewnętrzne, lub szyję, z przebiegającą przez nią tętnicą, która zaopatruje mózg w tlen i krew.
Głęboki ukłon również odkrywa takie miejsce – czubek i tył głowy. W konfrontacji równych sobie ktoś albo pierwszy będzie musiał się podporządkować, zignorować adwersarza i odwrócić wzrok lub głowę lub też dojdzie do eskalacji konfliktu (materiał filmowy na X).
Spotkanie Obama – Akihito. Pozycja amerykańskiego prezydenta wystawia go na niebezpieczeństwo, na szczęście jednak w XXI wieku nikt w Japonii nie ścina już głowy adwersarzom Cesarz wita się z podwładnymi
Co ciekawe, chwilkę wcześniej, zaraz po opuszczeniu cesarskiej limuzyny, Hirohito przywitał się z poddanymi zdejmując kapelusz (📷☝️). Japończycy zaczęli nosić krótkie, zachodnie fryzury po roku 1871, i wtedy też, zgodnie z zachodnią modą, popularne stały się kapelusze. Podobnie jak ówczesna odzież w stylu zachodnim, kapelusze również stały się symbolem elitarności. Cesarz Hirohito wielokrotnie spotykał się z zachodnimi dygnitarzami, być może wtedy właśnie wyrobił sobie nawyk ściągania kapelusza przy przywitaniu.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze).
1921, Paryż. Europejska podróż 20-letniego księcia Hirohito, późniejszego cesarza Japonii
Materiał filmowy można obejrzeć na moim koncie na X.
Jedna z najciekawszych, a zarazem najdłuższych wymian ukłonów, jakie miałem okazję zobaczyć. Cesarz Hirohito w roku 1966 przyjechał na tereny dotknięte powodzią. Rozmówca cesarza, jako ten, o niższej pozycji społecznej pochyla się znacznie niżej, gdyż ukłon, to coś znacznie 1/12 pic.twitter.com/WJBjgjycup
— Dalekowschodnie Refleksje (@dal_ref) March 5, 2024
Najlepsi zawodnicy sumo (sumotori lub rikishi) wyróżniają się wyjątkową siłą, zwinnością, techniką i sprawnością fizyczną, ale także wysoką masą ciała. Aby to osiągnąć, przestrzegają specjalnej diety i reżimu treningowego. Jedzą wysokokaloryczne potrawy, które pozwalają im przybierać na wadze. Przeciętna dorosła osoba spożywa, w zależności od wykonywanej pracy i poziomu aktywności fizycznej, ok. 2000-3000 kcal w ciągu dnia. Rikishi potrafią pochłonąć tyle w trakcie jednego posiłku, a w ciągu całego dnia nawet ponad 10,000 kcal. Zazwyczaj spożywają dwa lub trzy posiłki dziennie, pierwszy dopiero po porannym treningu, który jest tak intensywny i wyczerpujący, że można go odbyć jedynie na czczo. Podczas takiego treningu sumita traci nierzadko ponad 5 kg wagi. Popularnym daniem wśród nich jest gulasz chankonabe, Nie jest przygotowywany wg jakiegoś sztywnego przepisu, ale zazwyczaj zawiera spore ilości mięs, tofu i warzyw.
Musashimaru
Zapaśnicy sumo jedzą sporo. Urodzony w Amerykańskim Samoa legendarny rikishi Musashimaru (waga ok. 235 kg), który w swojej kilkunastoletniej karierze wygrał ponad 700 walk, zjadał posiłki zawierające ponad 2 kg wołowiny. Takamisugi (waga 150 kg), były zapaśnik, a obecnie trener, zjadł któregoś razu 65 miseczek chankonabe zawierających ponad 10 kg wołowiny. Waga sumotori różni się w zależności od dywizji, w której się znajdują, a także budowy ciała i sezonowych wahań. W najwyższej dywizji sumo (łącznie jest ich sześć) zwanej makuuchi, średnia waga zapaśników wynosi ok. 145-165 kg (najciężsi ważą ponad 200 kg). W niższych dywizjach obowiązują limity wagi i zapaśnicy są zazwyczaj lżejsi. Pomimo jednak bardzo niesprzyjającego współczynnika BMI (stosunek wagi do wzrostu) rikishi nie cierpią na choroby związane z otyłością (przynajmniej do czasu przejścia na sportową emeryturę, kiedy to porzucają treningi, ale trzymają się dawnych zwyczajów dietetycznych).
Zwykle osoby z otyłością przechowują część dodatkowego tłuszczu głęboko w jamie brzusznej, gdzie otacza on trzustkę, wątrobę i inne ważne narządy. To tzw. trzewna tkanka tłuszczowa. Spełnia ona ważną rolę w naszym organizmie, ale jej nadmiar może prowadzić do problemów zdrowotnych, takich jak wysokie ciśnienie krwi, cukrzyca typu 2 i zawały serca. Jednak zapaśnicy sumo zwykle nie cierpią na te choroby. Tomografia komputerowa ujawnia, że rikishi nie mają w ogóle dużej ilości tłuszczu trzewnego, dlatego japońscy naukowcy uważają, że są zdrowi. Zamiast tego sumici przechowują większość tłuszczu tuż pod skórą, co chroni ich narządy przed brutalnymi uderzeniami w trakcie treningów (kilkadziesiąt krótkich sparingów w trakcie jednego treningu) oraz zawodów.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Surowe żółtka jaj to jeden z ulubionych przysmaków Japończyków. Zawodnicy sumo ze stajni Futagoyama Beya wybrali się na posiłek do restauracji Mita Seimenjo. Oyakata (trener i właściciel stajni) Miyabiyama jako pierwszy otrzymał makaron z surowym żółtkiem – danie zwane tamago kake men (mniej znana odmiana popularnego dania tamago kake gohan lub TKG – surowe żółtko na gotowanym ryżu).
TKG
Ponieważ jaja i mięso to najczęstsze możliwe źródła zakażenia salmonellą, japońscy konsumenci wymagają produktów wysokiej jakości i bezpiecznych do spożywania na surowo. Zaawansowane urządzenia służą do wyszukiwania pęknięć na skorupkach i zanieczyszczeń wewnątrz jaj. I faktycznie w Japonii każdego roku odnotowuje się jedynie ok. 3000 przypadków zatrucia salmonellą (🇯🇵 populacja 125 mln, 339 jaj na osobę rocznie, r. 2022, 🇵🇱 populacja 38 mln, ok. 10 tys. przypadków salmonelli rocznie, 155 kurzych jaj na głowę, r.2020). Co ciekawe, surowe jajka na stole to całkiem nowy „wynalazek” Japończyków. Kury domowe sprowadzono do Japonii z Chin via Korea ok. 2500 lat temu, ale ich jaj używano raczej do celów leczniczych lub składano w formie ofiar.
Sukiyaki
Później przez 1200 lat, aż do roku 1871, obowiązywał w Japonii zakaz spożywania mięsa, a jaja czasami również objęte były tym zakazem, innym znów razem zezwalano na ich spożycie, ale w okresie Edo (1603-1867) były towarem luksusowym (kury często były trzymane jako zwierzęta do towarzystwa). Jeszcze na początku XX w. przeciętny Japończyk zjadał zaledwie ok. 40 jaj rocznie. Dopiero po II wojnie światowej rząd i media dla poprawy nadszarpniętego zdrowia japońskiego społeczeństwa usilnie naciskały na zwiększenie spożycia jaj i produktów mlecznych.
Yukke
Tamago kake gohan zostało pierwotnie stworzone przez dziennikarza Kishidę Ginko w drugiej poł. XIX wieku, o czym pisała ówczesna japońska prasa. Przez długi czas było wyłącznie jednym z popularnych „comfort food” (jedzenie dla poprawienia nastroju) spożywanym w domach, aż do początku XXI wieku, kiedy to w sprzedaży pojawił się sos sojowy przeznaczony wyłącznie do tamago kake gohan. Dziś wiele japońskich restauracji specjalizuje się w podawaniu surowego jajka na gotowanym ryżu.
Materiał filmowy można obejrzeć na moim koncie na X.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Surowe żółtka jaj to jeden z ulubionych przysmaków Japończyków. Zawodnicy sumo ze stajni Futagoyama Beya wybrali się na posiłek do restauracji Mita Seimenjo. Oyakata (trener i właściciel stajni) Miyabiyama jako pierwszy otrzymał makaron z surowym żółtkiem – danie zwane 1/9 pic.twitter.com/5piQT132Hh
Gdyby Chopin żył dziś, pewnie byłby zdumiony: Książę Hiro, późniejszy japoński cesarz Naruhito, w wieku 25 lat, poprosił króla Hiszpanii o prywatną wycieczkę do klasztoru w Valldemossie – tylko po to, by zobaczyć celę, w której kompozytor spędził zimę z George Sand. To piękne świadectwo, jak daleko sięga magia jego muzyki.
Naruhito w Anglii, ok. 1984 r.
Jeszcze jako książę Hiro-no-miya Naruhito – dziś cesarz Japonii – podczas studiów w Oksfordzie odbył podróż po Europie, w trakcie której spełnił jedno ze swoich marzeń: odwiedził miejsce związane z Fryderykiem Chopinem.
W czerwcu 1983 roku Naruhito, wówczas następca tronu, przybył do Wielkiej Brytanii, by przez dwa lata (do 1985) studiować w Merton College na Uniwersytecie Oksfordzkim historię transportu wodnego na Tamizie w XVIII wieku. Był pierwszym dziedzicem japońskiego tronu, który podjął studia za granicą. Swoje oksfordzkie wspomnienia opisał później w autobiograficznej książce The Thames and I: A Memoir of Two Years at Oxford.
Valldemossa do dziś jest jednym z najważniejszych miejsc pamięci o Chopinie poza Polską – w celach nr 2 i 4 znajduje się muzeum z oryginalnym pianinem Pleyel kompozytora (tym, które dotarło z opóźnieniem w styczniu 1839) i manuskryptami.
W trakcie pobytu w Europie młody książę spędził wakacje na Majorce jako gość króla Hiszpanii Juana Carlosa I. W swojej książce poświęca temu epizodowi zaledwie kilka stron, ale najbardziej emocjonalnie opisuje wizytę w klasztorze Kartuzów w Valldemossie – miejscu, gdzie zimą 1838/1839 roku Fryderyk Chopin przebywał z George Sand i jej dziećmi.
Naruhito wiedział o tym tragicznym, ale twórczym pobycie Chopina (kompozytor walczył tam z gruźlicą w surowych warunkach, lecz powstały m.in. słynne preludia op. 28). Podczas obiadu z królem Juanem Carlosem książę spontanicznie poprosił o możliwość zobaczenia cel nr 2 i 4 w kartuzji, w których mieszkała para.
Oto jak Naruhito wspomina to w swojej książce:
Hiszpański monarcha „zapytał, czy jest na Majorce jakieś miejsce, które szczególnie chciałbym zobaczyć po obiedzie. Chociaż nie było tego w pierwotnym planie, odpowiedziałem, że chciałbym zobaczyć dom, w którym mieszkał Chopin z George Sand. Król poprosił księcia koronnego Filipa, aby to zorganizował, a on uprzejmie mi tam towarzyszył.”
Naruhito w Anglii, ok. 1984 r.
Król natychmiast zorganizował wizytę – towarzyszył mu następca tronu, książę Felipe (dziś król Filip VI).
Naruhito, sam utalentowany altowiolista (gra na altówce od dziecka i występował publicznie), od dawna fascynował się muzyką klasyczną, w tym Chopinem. W Japonii Chopin cieszy się ogromną popularnością, a Naruhito reprezentuje pokolenie cesarskie otwarte na kulturę zachodnią.
Naruhito w swoich peregrynacjach dotarł także do Watykanu i został przyjęty na audiencji u Jana Pawła II. Z tego wyjątkowego spotkania zachował się materiał video. (Można obejrzeć na moim profilu na X 👇)
Kilka słów o tym, jak obecny cesarz Japonii, Naruhito w wieku zaledwie 23 lat spotkał się w Watykanie z Janem Pawłem II oraz zwrócił się z prośbą do króla Hiszpanii Juana Carlosa o pozwolenie na zwiedzenie domu, w którym przebywał Fryderyk Chopin. W 1983 roku Naruhito (📷) 1/7 pic.twitter.com/hiifxTVCs8
— Dalekowschodnie Refleksje – Jacek Wachowiak (@dal_ref) January 29, 2024
Źródła i inspiracje:
Prince Naruhito, The Thames and I: A Memoir of Two Years at Oxford, 2006
Adam Zamoyski, Chopin: Prince of the Romantics, 2010