Japonia słynie z licznych tradycyjnych festiwali i uroczystości organizowanych regularnie w całym kraju. Wśród nich znajdziemy i takie, które z naszego punktu widzenia mogą nam wydać się co najmniej dziwne, a nawet, jak w przypadku festiwalu Nakizumo (naki sumo, „płaczące sumo”) okrutne. W trakcie festiwalu odbywa się konkurencja, której zasady są proste: należy zmusić dziecko do płaczu.
Nakizumo (fot. Grafika Google)
Rodzice przyprowadzają do świątyni swoje pociechy, celem uzyskania dla nich od kapłanów shinto (shinshoku) błogosławieństwa długiego życia w zdrowiu. Kilkoro dzieci w wieku od 6 do 18 miesięcy weźmie następnie udział w konkurencji płaczu.
Kapłan shinto w towarzystwie rodziców i ich dzieci (fot. Grafika Google)
Dwóch zapaśników sumo (sumo-tori) chwyta w ręce po jednym dziecku i na środku ringu pod czujnym okiem sędziego (gyoji) wykrzykującego „nake, nake, nake” (płacz, płacz, płacz) delikatnymi wstrząsami, minami i krzykami próbują zmusić dzieci do płaczu.
Sumō-tori i gyoji (fot. Grafika Google)
Zwycięzcą zostaje ten maluch, który jako pierwszy zaniesie się płaczem. Jeśli oba z nich wybuchną płaczem w tym samym momencie, championem płaczu ogłasza się tego, który zalewać się będzie łzami głośniej i dłużej. Co jednak, jeśli dzieci okazują się nieustraszone i mazgaić się nie chcą? Wtedy gyoji sięga po ostateczną broń. Przykłada do twarzy straszliwą maskę demona oni i nią straszy dzieci.
Gyoji z maską oni (fot. Grafika Google)
Przypuszczam, że w naszej tradycji celebrowalibyśmy to dziecko, które ani krzykami, ani wstrząsami, ani tym bardziej demoniczną maską nie da się przestraszyć. Japońscy rodzice cieszą się, gdy ich brzdąc zapłacze jako pierwszy. Konkurs, którego tradycja sięga 400 lat wstecz, zainspirowany został japońskim przysłowiem „naku ko wa sodatsu” („płaczące dzieci rosną szybciej”), a jego intencją jest -jak wierzą rodzice- wspieranie zdrowego rozwoju dzieci, ale także odpędzenie z ich otoczenia złych duchów. Festiwal Naki Sumo odbywa się co roku w wybranych świątyniach shinto w całej Japonii. W niektórych z nich odstąpiono od ogłaszania zwycięzcy.
W świecie, gdzie średnia długość życia startupu wynosi kilka lat, a korporacje zmieniają właścicieli jak rękawiczki, Japonia wydaje się z innej planety. Tu firmy nie umierają – one trwają. Od budowniczych świątyń z VI wieku po cukiernie sprzedające te same ciasteczka od tysiąca lat. Shinise, japońskie „stare sklepy”, to nie relikty przeszłości, lecz żywe dowody na to, że biznes może być sztuką przetrwania przez wieki.
Nisiyama Onsen Keiunkan
Shinise – japońskie firmy, które przetrwały wieki
Japonia jest domem dla największej liczby najstarszych firm na świecie. Według badań Banku Korei z 2008 roku, spośród ponad 5,5 tys. przedsiębiorstw działających dłużej niż 200 lat aż 56% znajduje się właśnie tu. Nowsze dane (np. Teikoku Databank) wskazują, że firm starszych niż 100 lat jest w Japonii ponad 33 tysiące – to fenomen na skalę globalną. Te długowieczne biznesy nazywane są shinise (dosł. „stary sklep”).
Najstarszym nieprzerwanie działającym przedsiębiorstwem świata jest firma budowlana Kongō Gumi (założona w 578 r. w Osace), specjalizująca się w budowie świątyń buddyjskich (choć od 2006 r. jest częścią większej grupy). Tuż za nią plasuje się najstarszy hotel – Nishiyama Onsen Keiunkan w prefekturze Yamanashi, założony w 705 r. przez Fujiwara no Mahito. Ten ryokan z gorącymi źródłami (onsen) jest zarządzany przez tę samą rodzinę od 52 pokoleń i wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako najstarszy hotel świata. W jego wodach kąpali się cesarze, szoguni (w tym Tokugawa Ieyasu) i współcześni notable.
Ichimonjiya Wasuke
Inne ikony shinise to m.in..:
Ichimonjiya Wasuke (zwana potocznie Ichiwa) w Kioto – założona ok. 1000 r., najstarsza cukiernia świata, serwująca od ponad tysiąca lat aburi-mochi (prażone ryżowe ciastka z sosem miso).
Tanaka Iga Butsugu w Kioto (ok. 885 r.) – najstarszy producent akcesoriów buddyjskich.
Sudo Honke w prefekturze Ibaraki (1141 r., 55 pokoleń) – najstarsza browar sake, korzystająca z tego samego źródła wody od założenia.
Mitsukoshi – ikoniczny dom towarowy w tokijskiej dzielnicy Nihonbashi, założony w 1673 r.
Wiele shinise koncentruje się w historycznych centrach, jak Kioto czy tokijskie Nihonbashi, i cieszy się ogromnym zaufaniem klientów dzięki tradycji i jakości.
Sudo Honke
Sekret długowieczności shinise
Dlaczego tyle firm przetrwało w Japonii setki lat? Kluczowych czynników jest kilka:
1. Specjalizacja w jednej dziedzinie i dbałość o jakość — Większość to małe lub średnie firmy w jednej niszy, bez gonitwy za globalnym wzrostem czy giełdą – ważniejsza jest reputacja i stałe, choć małe marże.
2. Lokalizacja i historia — Większość powstała wzdłuż dawnych szlaków handlowych (np. Tōkaidō między Edo/Tokio a Kioto), w okresie pokoju i rozkwitu gospodarki w erze Edo.
3. Izolacjonizm sakoku (1633–1868) — Długi okres zamknięcia kraju przed wpływami zewnętrznymi pozwolił na stabilny rozwój lokalnych biznesów bez ostrej konkurencji zagranicznej.
4. Rodzinny charakter i poczucie tożsamości — Shinise to często firmy wielopokoleniowe, gdzie pracownicy i dostawcy czują się częścią jednej „wielkiej rodziny”. Priorytetem jest długoterminowa stabilność, nie krótkoterminowy zysk – co kontrastuje z zachodnim modelem maksymalizacji profitu.
5. Adaptacja do zmian — Mimo tradycji, shinise potrafią się modernizować (np. Nishiyama Onsen Keiunkan dodało Wi-Fi i prywatne onseny w pokojach).
6. Konserwatywne podejście do ryzyka i finansów — Shinise unikają agresywnej ekspansji czy ryzykownych inwestycji. Wolą gromadzić rezerwy gotówki, co pomaga przetrwać kryzysy, katastrofy naturalne czy wojny.
7. Filozofia „sampo-yoshi” (dobre dla sprzedawcy, kupującego i społeczeństwa) — Wiele shinise kieruje się zasadą korzyści dla wszystkich stron, w tym lokalnej społeczności (np. Kikkoman udostępnił konkurentom swoją metodę produkcji sosu sojowego, by chronić jakość całego rynku).
8. Rola w zachowaniu tradycji kulturowej i zaufanie klientów — Shinise często pełnią funkcję „strażników” rzemiosła (wagashi, sake, akcesoria świątynne), co nadaje im wysoki status społeczny i lojalność klientów – w Japonii wybór „sprawdzonej” marki to symbol bezpieczeństwa i dobrego smaku.
Osamu Suzuki (fot. Nikkei.com)
Mukoyōshi – adopcja sukcesora
A co zrobić, gdy nie ma męskiego potomka lub synowie nie chcą lub nie nadają się do prowadzenia firmy? Tu z pomocą przychodzi stara japońska instytucja mukoyōshi („adoptowany zięć”). Rodzina adoptuje zdolnego dorosłego mężczyznę (często żeniąc go z córką), który przyjmuje nazwisko rodziny i przejmuje biznes.
Tradycja ta ma korzenie w prawie dziedziczenia po linii męskiej, ale przetrwała do dziś – nawet po II wojnie światowej, gdy zniesiono primogeniturę (prawo dziedziczenia przez najstarszego syna). Co roku w Japonii dochodzi do ok. 80–90 tys. adopcji dorosłych, z czego większość (ok. 98%) to mężczyźni w wieku 20–30 lat. Powstała nawet cała branża swatania i portali randkowych specjalizujących się w kandydatach na mukoyōshi.
Klasyczny przykład to Suzuki Motor Corporation: obecny prezes Osamu Suzuki (wcześniej Matsuda) był czwartym z rzędu adoptowanym zięciem zarządzającym firmą. Podobnie w gigantach jak Toyota, Panasonic czy Kikkoman.
Dzięki mukoyōshi shinise łączą tradycję rodzinną z merytokracją – wybierają najzdolniejszego sukcesora, co daje im przewagę nad firmami opartymi wyłącznie na krwi.
Wagashi z Ichiwa
Shinise w oczach współczesnych Japończyków
Dziś shinise to dla Japończyków źródło dumy narodowej i symbol ciągłości kulturowej. Produkty z takich firm uchodzą za szczyt dobrego smaku i bezpieczeństwa – kupując je, nikt nie ryzykuje krytyki, a często zyskuje szacunek (wynika to częściowo z japońskiego nacisku na konformizm). Są często postrzegane jako prawdziwe dobra luksusowe najwyższej klasy.
W dobie szybkich zmian shinise pełnią rolę strażników dziedzictwa, przypominając o wartościach jak cierpliwość i harmonia. Coraz częściej przyciągają turystów (krajowych i zagranicznych), stając się atrakcjami w Kioto czy Nihonbashi – wiele z nich dostosowało się, oferując warsztaty czy doświadczenia online.
Jednak nie brakuje wyzwań: starzejące się społeczeństwo utrudnia sukcesję, konkurencja od sieciowych gigantów i e-commerce zmusza do innowacji, a niektóre shinise balansują na granicy przetrwania, polegając bardziej na turystyce niż lokalnych klientach codziennych.
Najstarsze firmy w każdym kraju (Visual Capitalist)
Gejsze, w Japonii symbol piękna i elegancji zaczęto kojarzyć z prostytutkami po drugiej wojnie światowej, kiedy dziewczęta z niższych warstw społecznych zaczęły przedstawiać się żołnierzom sił okupacyjnych właśnie jako gejsze.
Gejsza, geiko, maiko A jednak gejsza nie jest ani kurtyzaną, ani prostytutką (ta funkcja przypadała yujo), a artystką, kobietą wykształconą w tradycyjnych japońskich sztukach, takich jak taniec, muzyka (wagakki), poezja (haiku), śpiew, ceremonia parzenia herbaty (chādo), kaligrafii (shodō), sztuce układania kwiatów (ikebana), która bawi gości na bankietach organizowanych w herbaciarniach ochaya w dzielnicach gejsz zwanych hanamachi (z najsłynniejszą z nich Gijon w mieście Kioto). Dzisiejsze gejsze promują również tradycyjną japońską kulturę. Mieszkańcy Kioto gejsze nazywają geiko („dziecko sztuki”), młode praktykantki zaś maiko („dziecko tańca”). Słowo gejsza składa się z dwóch słów: „gei” – sztuka i „sha” – osoba, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza osobę sztuki. Za 2-3 godzinne towarzystwo gejszy należy przygotować się na wydatek rzędu 2000-10.000 zł, ale do ochiya nie można wejść ot tak, prosto z ulicy. Bez znajomości można o spotkaniu z gejszą jedynie pomarzyć.
Gejsza (fot. Grafika Google)
Maiko Maiko (hangyoku w Tokio) to praktykantka szkoląca się na gejszę. Słowo maiko składa się ze słów „mai” – taniec i „ko” – dziecko. Praktyka maiko zaczyna się około 15 roku życia i zwykle trwa sześć lat. Dziewczyna przenosi sie z domu rodzinnego do domu gejsz (okiya) i oddaje pod opiekę okā-san, „matki” (właścicielkami wszystkich okiya są kobiety), która bierze ją pod swoje skrzydła.
Maiko (fot. Grafika Google)
Trening Maiko jest bardzo rygorystyczny: praktykują tanieć, grę na instrumentach strunowych (shamisen), dętych i perkusyjnych, przygotowują się na spotkania z klientami. Mogą liczyć na co najwyżej dwa dni wolne w miesiącu. Geisze i maiko różnią się nie tylko wiekiem, ale także ubiorem, fryzurą (peruka w przypadku gejsz) oraz makijażem.
Gejsza i Maiko (fot. Grafika Google)
Yūjo, oiran, tayu Prostytutki i kurtyzany (yujo) pracowały w dzielnicach czerwonych latarń zwanych w Japonii yūkaku (później akasen).
Yukaku (fot. John W. Bennet, 1949)
Wśród nich byly również oiran i tayū. Słowo oiran odnosiło się do wysokich rangą kurtyzan lub prostytutek w Japonii okresu Edo (1603-1868). Chodziły charakterystycznym krokiem w wysokim na 20-30 cm obuwiu, były eleganckie i podobnie jak gejsze dobrze wykształcone w tradycyjnych sztukach japońskich. Tayū natomiast, to ekskluzywne yūjo, elita wśród kurtyzan. Pracowały wyłącznie w Kioto i obsługiwały klientów z najwyższych sfer. Wraz z wprowadzeniem zakazu prostytucji w roku 1958, zniknęły z pejzażu miast zarówno yūjo i oiran. Niewielką grupę tayū można wciąż spotkać w Kioto do dziś, ale ich funkcja jest teraz zbliżona do tych pełnionej przez gejsze – przy śpiewie i tańcu bawią gości na ekskluzywnych imprezach.
Oiran (fot. Grafika Google)
Dziewczyny pan-pan Osobną kategorię pań stanowiły dziewczęta pan-pan (📷), które zaraz po drugiej wojnie światowej służyły amerykańskim żołnierzom. Młode, zazwyczaj nastoletnie prostytutki, pośród których były również dziewczęta ze wsi i mniejszych miast, szukały w stolicy lepszego życia. Podążały za zachodnią modą odzieżową (moga) w nadziei na poderwanie żołnierza sił okupacyjnych. W samej dzielnicy Shinjuku miało ich być w roku 1949 aż 3000.
Dziewczyny pan-pan (Fot. John W. Bennet, 1949)
Wybrana literatura: John W. Dower – „Embracing Defeat” The Japan Times Lesley Downer – „Geisha: The Secret History of a Vanishing World”