Parę słów o dawnych i współczesnych samurajach. Obowiązkowe seppuku w Japonii zostało zniesione w roku 1873, trzy lata później samuraje zostali pozbawieni jednego z atrybutów klasy wojowników – prawa do noszenia mieczy (z wyjątkiem byłych panów feudalnych i oficerów wojskowych). (Pozostały im więc tylko bitwy na śnieżki.) Jak na byłych wojowników przystało wielu z nich próbowało jeszcze przywrócić dawne rządy, a wraz z nimi utracone w 1876 r. przywileje, status, dochody i cel życia. Wzniecano rebelie, miecze ukrywano w niepozornych bambusowych laskach i kijach zwanych shikomizue. Nowy rząd szybko i krwawo się z buntownikami rozprawił (tylko podczas ostatniej ich rewolty, buntu Satsumy w 1877 r., zginęło ich ponad 6000), a samuraje, teraz zwani shizoku zmuszeni zostali do wdziania zachodnich garniturów i przystosowania się do nowej rzeczywistości.
Od czasu do czasu jednak odzywa się w Japończykach dusza wojownika. Potrafią wtedy zachowywać się tak bardzo irracjonalnie. Starsi panowie i pracownicy korporacji gubią gdzieś na chwilę swoje opanowanie i dają upust emocjom. Sami Japończycy zwą ten swoisty japoński dualizm honne i tatemae.
Honne odzwierciedla autentyczną duszę Japończyka i jest znane niewielu, tatemae to maski zakrywające honne, noszone na co dzień, na różne okazje, to społeczny smar, który pomaga im zachować harmonię „wa”. Słynna uprzejmość Japończyków, zwłaszcza w usługach, to często tatemae, a więc niekoniecznie wypływa z głębi serca człowieka. Efektem tego jest m.in.. syndrom zwany w Japonii „sumairu kamen shokogun” – stres związany z przymusem uśmiechania się do klientów lub przełożonych. Czasami, kiedy odreagowują ten stres w najmniej odpowiedni sposób i momencie, lub też gdy nowa sytuacja zmusza ich do zrzucenia maski otrzymujemy na chwilę dostęp do prawdziwego „ja” człowieka, tak skrzętnie przez wielu Japończyków ukrywanego. Co ciekawe, Koreańczycy ukuli na ten japoński dualizm własne określenie – yangpa czyli cebula. Nigdy nie wiadomo, co ukrywa się pod pierwszą, widoczną warstwą Japończyka.
Na filmie z balkonu widać wyraźnie, że Mishima nie jest tak spokojny, jak chciałby wyglądać. Oddycha szybko przez usta, co chwilę oblizując wargi. Ręce ma mocno założone na biodrach. Te gesty nie są oznaką pewności siebie – to zwykła reakcja ciała na ogromny stres. Kiedy człowiek się boi albo czuje, że traci kontrolę, serce bije szybciej, w ustach robi się sucho, a oddech staje się płytki. Mishima wiedział, że jego słowa nie trafiają do żołnierzy, że plan się sypie. W tej chwili, mimo całego przygotowania i munduru, był po prostu przestraszonym człowiekiem, który próbuje nie pokazać po sobie paniki.
Yukio Mishima
Yukio Mishima (właśc. Kimitake Hiraoka, 1925–1970), jeden z najwybitniejszych japońskich pisarzy powojennych, często porównywany do Ernesta Hemingwaya ze względu na kult męskości, fascynację śmiercią i heroicznym życiem, był autorem ponad 40 powieści, sztuk teatralnych i esejów. Nominowany trzykrotnie do Nagrody Nobla, łączył w swojej twórczości piękno z brutalnością, erotyzm z politycznym radykalizmem.
W ostatnich latach życia coraz bardziej angażował się w ultranacjonalizm, krytykując powojenną Japonię za „zachodnią degenerację”, pacyfizm narzucony konstytucją z 1947 r. (art. 9 zakazujący armii) i utratę tradycyjnych wartości bushidō – kodu samurajskiego.
Przemówienie Mishimy z balkonu
25 listopada 1970 roku, po miesiącach skrupulatnego planowania, Mishima wraz z czterema członkami swojej prywatnej milicji Tatenokai („Stowarzyszenie Tarczy” – grupy ok. 100 młodych, prawicowych studentów, którą założył w 1968 r., by chronić cesarza i ideały imperialnej Japonii) wkroczył do kwatery głównej Sił Samoobrony Japonii w Ichigaya (Tokio). Pod pretekstem wizyty u dowódcy, generała Kanetoshi Mashity, związali go jako zakładnika i zabarykadowali się w jego biurze. Mishima zażądał zwołania garnizonu – ok. 1000 żołnierzy – na plac przed budynkiem.
Z balkonu, w mundurze Tatenokai, Mishima wygłosił płomienne, ok. 10-minutowe przemówienie. Wzywał żołnierzy do powstania przeciwko „hańbiącej” konstytucji, przywrócenia boskości cesarza i odrodzenia ducha samurajskiego. „Czy chcecie, by Japonia stała się bezduszną maszynerią gospodarczą?” – pytał. Zamiast entuzjazmu spotkał się z milczeniem, a potem szyderstwami i gwizdami. Żołnierze, wychowani w pacyfistycznej powojennej Japonii, nie podzielali jego wizji.
Na zachowanych nagraniach wideo widać, jak Mishima nerwowo oddycha: szybkie, płytkie wdechy i wydechy przez usta, nawilżanie warg śliną – klasyczne objawy ostrego stresu (reakcja „walcz lub uciekaj”: wzrost adrenaliny, przyspieszone tętno, hiperwentylacja). Ręce na biodrach, pozornie pewna poza, to w rzeczywistości gest ułatwiający głębszy oddech (jak u maratończyków po finiszu).
Przewidując porażkę (plan zakładał seppuku niezależnie od wyniku), Mishima wrócił do biura, przeprosił generała i przystąpił do rytualnego samobójstwa – seppuku (harakiri). Tradycyjny akt samurajski polegał na rozcięciu brzucha (symbolicznym uwolnieniu duszy) krótkim mieczem (tantō lub wakizashi), po czym sekundanta (kaishakunin) odcinał głowę, kończąc cierpienie.
Ból jest ekstremalny: zależy od ostrości ostrza, głębokości cięcia (zazwyczaj poziomego, czasem krzyżowego), trafienia w narządy oraz kondycji fizycznej. Samuraje gryźli materiał (np. papier lub wachlarz), by nie krzyczeć i nie okryć się hańbą grymasem bólu. Przed aktem unikali mycia głowy w ciepłej wodzie, by po ścięciu wypłynęło mniej krwi (zimna woda kurczy naczynia krwionośne, zapobiegając nadmiernemu krwawieniu, co zapewniało bardziej godny wygląd śmierci).
Broń, którą posłużył się Mishima i jego kaishakunin
Mishima, obsesyjnie przygotowany (wcześniej napisał wiersz śmierci i nakręcił film „Patriotyzm” z własną rolą seppuku), zdjął górę munduru i wykonał cięcie. Jego kaishakunin, 25-letni Masakatsu Morita – najbliższy uczeń, często opisywany jako rzekomy kochanek Mishimy) – nie podołał zadaniu. Trzy uderzenia mieczem nie oderwały głowy, powodując dodatkowe cierpienie (rany na karku i plecach). Dopiero Hiroyasu Koga, inny członek Tatenokai, wykonał skuteczne, czwarte cięcie.
Morita, mimo wcześniejszego sprzeciwu Mishimy, również popełnił seppuku (ledwo zadrasnął brzuch), po czym Koga ściął i jego głowę. Pozostała trójka ułożyła ścięte głowy obok siebie na podłodze – makabryczny widok uwieczniony na zdjęciach miejsca zdarzenia (📷👆).
Ten akt – mieszanka politycznego protestu, estetycznego performance’u i osobistej obsesji śmiercią – wstrząsnął Japonią. Dla jednych Mishima był szaleńcem, dla innych ostatnim samurajem. Jego śmierć nie zmieniła polityki, ale stała się legendą: symbolem konfliktu między tradycją a nowoczesnością.
Ciało Mishimy wynoszone jest z budynku, w którym targnął się na swoje życie
Źródła i inspiracje:
Yukio Mishima Last Speech, 三島由紀夫最後の演説, YouTube
John Nathan, Mishima. Życie, Wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 2022
Liczba kotów domowych w Japonii przewyższa już liczbę psów i wciąż rośnie. Media społecznościowe w tym kraju pełne są zdjęć i filmów tych zwierząt, które potrafią zebrać czasami wiele dziesiątek tysięcy serduszek. Skąd bierze się ta fascynacja Japończyków tymi zwierzętami? Jej wyjaśnienie można doszukać się w kilku pojęciach z japońskiej psychologii charakteryzujących mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni: tsundere, amae oraz ba no kuki wo yomu. Wielu mieszkańców tego kraju zdaje się znajdować upodobanie w postaciach o osobowości tsundere, którą przypisuje się również kotom – na pierwszy rzut oka surowe, chłodne, nieprzystępne, ale z czasem otwierają się, okazuje swoją bardziej przyjazną i cieplejszą stronę. Tsundere charakteryzuje wiele postaci z japońskich anime, których płaskie, okrągłe twarze, duże oczy, niewielkie nosy mogą budzić skojarzenie z kotami.
W roku 1971 Takeo Doi, profesor psychiatrii na Uniwersytecie Tokijskim wydał książkę zatytułowaną „Amae no kozo”, w której utrzymuje, że najważniejszym składnikiem wszelkich relacji interpersonalnych Japończyków jest amae, czyli pragnienie bycia zależnym od kogoś, żony/męża, rodzica, przełożonego i budowanie harmonii w relacjach na takiej zależności. Osoby bardzo „amae” potrafią jak dzieci być kapryśne, infantylne, niedojrzałe, co zwłaszcza u osób dorosłych musi wiązać się z wieloma sprzecznościami, tak zresztą charakterystycznymi dla Japończyków (i Koreańczyków) i takie właśnie mają być też koty, których osobowość dobrze wpisuje się w ten model relacji – zarazem niezależne i zależne, nieprzystępne i towarzyskie, obojętne i szukające ludzkiego ciepła.
Misao i jej nieodłączny, niesłyszący towarzysz Fukumaro
Japończycy posiadają dosyć skomplikowaną strukturę psychiczną, taką też zdają się mieć koty. Niektórzy japońscy badacze utrzymują, że koty potrafią również odczytywać ludzkie emocje. Nie wiem, na ile w tym prawdy, nigdy nie posiadałem kota, natomiast sama idea czytania emocji zwana w Korei nunchi, w Japonii zaś ba no kuki wo yomu jest integralną częścią relacji międzyludzkich w obu krajach i w konfucjańskich kulturach twarzy, co wg wielu Japończyków pomaga im nawiązywać wzajemne relacje z tymi zwierzętami.
Kilka lat temu uformowała się w Tokio nowa grupa samurajów. Noszą dżinsowe kimona, współczesne kapelusze, ale w rękach zamiast mieczy dzierżą chwytaki do zbierania śmieci i odpadków, którymi posługują się równie sprawnie, co prawdziwi samuraje białą bronią. Młodzi ludzie znani jako Gomihiroi Samurai (Samuraje zbierający śmieci) połączyli świadomość ekologiczną z teatrem ulicznym. Grupa młodych tancerzy, głownie członków zespołu teatralnego „Issei Ichidai Jidai Gumi” niezwykle ważną, ale cieszącą się niskim prestiżem społecznym pracę wzbogaciła o elementy artystyczne przeniesione z chanbara – japońskich filmów płaszcza i szpady, dzięki czemu udało im się zwrócić uwagę mieszkańców miasta na problem śmieci pozostawianych na ulicach oraz poprawić wizerunek ludzi trudniących się oczyszczaniem miasta z odpadków. Po kilkukrotnym obejrzeniu ich filmików, nawet ja poczułem ochotę do wymachiwania chwytakiem do zbierania śmieci.
Obowiązkowym elementem tradycyjnych japońskich festiwali są przenośne kapliczki mikoshi. Wyznawcy shinto wierzą, że służą one jako środek transportu dla bóstw kami podczas przemieszczenia się pomiędzy świątyniami. Waga samej kapliczki dochodzi często do 500 kg, a wraz z drążkami może przekroczyć 1 tonę. Noszone na barkach przez uczestników festiwali są często przyczyną potężnych nagniotków spowodowanych długim uciskiem. Dźwiganie na ramieniu przez wiele godzin ciężkiej kapliczki bardzo je obciąża, powoduje stany zapalne i w konsekwencji powstanie potężnych guzów. Mikoshi dako, gdyż tak zwą je Japończycy, wyglądają niepięknie, ale dla niosących mikoshi (lub z szacunkiem o-mikoshi) wyznawców shinto są odznakami honoru.
Odciski na barkach debiutantów są bolesne, jednakże szybko zanikają. Można na nie zakupić specjalne maści, udać się do kliniki akupunktury lub do szpitala, gdzie płyn w nich zebrany zostanie usunięty. Na ramionach weteranów z czasem jednak pojawiają się stwardniałe narośla, które usunąć można wyłącznie operacyjnie. Często ból związany z taszczeniem ciężkich kapliczek łagodzony jest jeszcze przed rozpoczęciem marszu winem ryżowym. Alkohol pomaga im również wejść w pewien rodzaj transu, który dodatkowo zmniejsza ich wrażliwość na ból.
Mikoshi dako pojawiają się również na ramionach kobiet uczestniczących w tradycyjnych paradach. Do niedawna jeszcze nie wolno było im brać w nich udziału, ale coraz częściej do tradycyjnie zarezerwowanych tylko dla mężczyzn ceremonii dopuszczane są również panie. Im bliżej świątyni, tym częściej pojawiają się na twarzach dziewczyn zmęczenie, grymasy, trudniej złapać oddech i maszerować w prostej linii. Ale również i one często z dumą obnoszą się z ranami zadanymi przez mikoshi.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.
Generał Maresuke Nogi. Ostatni znany poddany cesarza, który popełnił oibara – dobrowolne seppuku na wieść o śmierci przełożonego. Wraz z nim oibara popełniła jego żona Shizuko. Oibara, zwane również junshi zostało zakazane w roku 1663 przez rząd Tokugawów. Do tego czasu zdarzało się, że lojalni samuraje w przypadku śmierci swojego pana, daimyo, decydowali się towarzyszyć mu w zaświatach. 13 września 1912 r. generał Nogi zaraz po pogrzebie cesarza Meiji powrócił z Shizuko do swojej rezydencji w Akasaka w Tokio, usiadł na swoim miejscu pod portretem cesarz Meiji, a następnie mieczem wojskowym wpierw cięciem krzyżowym (tzw. jumonji) rozpłatał sobie brzuch, a następnie umieścił broń pomiędzy kolanami i wbił ją w szyję.
W tym samym czasie, nieopodal generała jego żona wbiła ostrze miecza w swoje serce. Nogi zaplanował swoją śmierć, ale nie pragnął jej dla żony. Shizuko, która wcześniej straciła już dwójkę dzieci błagała go, by pozwolił jej odejść wraz z nim. Akt generała Nogi stał się symbolem oddania i poświęcenia i wg niektórych japońskich historyków nie pozostał bez wpływu na zachowanie japońskich żołnierzy podczas drugiej wojny światowej.
Problem stary jak świat. W jaki sposób zniechęcić ludzi do oddawania moczu w bramach i w ciemnych zaułkach ulic miast? Wywieszanie zakazów nieczęsto okazuje się skuteczne, w Japonii więc ktoś wpadł na pomysł, aby we wrażliwych miejscach umieszczać lub malować niewielkie bramy torii, zwane przez niektórych Japończyków „shoben torii” (shoben – mocz). Japoński filozof Yoshimichi Yakajima zwrócił uwagę, że Japonia jest krajem z ogromną liczbą znaków ostrzegawczych i zakazów: „zakaz palenia”, „zakaz parkowania”, „zakaz śmiecenia”, „zakaz hałasowania”, „zakaz gry w piłkę”, „zakaz oddawania moczu” itd. przez co ich skuteczność jest ograniczona, a często, na przekór, odnosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Zwyczaj umieszczania bram torii narodził się ponoć w Kansai, czyli regionie z miastami Kioto i Osaka i rozprzestrzenił na cały kraj. Torii umieszczane są na ścianach budynków, murach, drzewach i słupach energetycznych. Co ciekawe, problem oddawania moczu na ulicy dotyczy oczywiście w zdecydowanej większości przypadków męskiej części populacji, w Japonii więc ostrzeżenia uściśla się często jako „zakaz załatwiania się na stojąco”. Wg prof. Maruyamy Toshiyaki z Uniwersytetu Sztuki i Projektowania w Kioto zwyczaj ten pochodzi z epoki Meiji (1868-1912) lub Taisho (1912-1926). W okresie Edo (1603-1867) ludzkie odchody sprzedawano na nawóz, a na rogach ulic ustawiano wiadra jako publiczne toalety do ich zbierania. W epoce Meiji usunięto je ze względów sanitarnych, przez co nastąpił gwałtowny wzrost liczby osób załatwiających potrzeby fizjologiczne bezpośrednio na ulicę.
Wtedy też mieszkańcy Kioto zaczęli umieszczać w różnych miejscach miniaturowe bramy torii. Dziś mają nie tylko zniechęcać ludzi do oddawania moczu, ale również powstrzymywać ich od innych uciążliwych zachowań, w tym pozostawiania śmieci. Najmniej z tego zadowoleni są kapłani religii shinto, dla których brama torii stanowi symbol świętych miejsc.
Hachinoko, gotowane larwy os, szerszeni i pszczół, było ponoć ulubionym przysmakiem japońskiego cesarza Hirohito. Panujący w latach 1926-1989 cesarz Showa wierzył w liczne korzyści lecznicze i zdrowotne wynikające ze spożywania larw tych owadów. Na dwa lata przed śmiercią, w roku 1987 i ponownie w następnym roku Hirohito przeszedł operację trzustki, po których utracił apetyt i prosił, aby serwować mu ryż posypany larwami pszczół z puszki. Donosiły o tym krajowe media, przyczyniając się do gwałtownego wzrostu popularności tej tradycyjnej japońskiej potrawy. Ich smak ma doskonale komponować się z gotowanym ryżem.
Cesarz Showa (Hirohito)
Wg Japończyków larwy i poczwarki tej grupy owadów stanowią bogate źródło składników odżywczych, były więc od dawna stosowane nie tylko jako pokarm, ale również lekarstwo. Do dziś wielu z nich uważa, że są doskonałe dla chorych na anemię, stanowią dobre źródło energii, hamują też rozwój niektórych nowotworów, a nawet spowolniają proces starzenia się. Stare japońskie powiedzenie „hachinoko-ga mimi ni i” głosi, że potrawy z larw os, szerszeni i pszczół wspierają zdrowie uszu, a ostatnie wyniki badań mają dowodzić, że są szczególnie skuteczne u osób z niedosłuchem oraz w przypadku szumów usznych i depresji z nich wynikającej.
W zależności od rejonu kraju przygotowywano je w inny sposób. W prefekturze Saitama popularne były pieczone na węglu drzewnym z dodatkiem sosu sojowego lub miso, w Kagoshima gotowane, w Okayama zaś wierzono, że najsmaczniejsze są surowe larwy tych owadów. Często spożywano je w trakcie drugiej wojny światowej, gdy dostęp do żywności był utrudniony.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.
Jest 1 września 1923 roku, godzina 11:58. Za dwie minuty rozpocznie się oficjalna uroczystość otwarcia Imperial Hotel w Tokio, a licznie zebrani goście wypełnili już jego hall. Twórcą tej wspaniałej budowli był Frank Lloyd Wright, wg Waldemara Łysiaka „najlepszy architekt XX wieku”. Wielu z gości zapewne myślami kierowało się już w stronę bogato zastawionych jedzeniem stołów, gdy nagle pod ich nogami zaczęła poruszać się podłoga. Potężne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,9 zaczęło dewastować stolicę Japonii.
Trzęsienie ziemi w Kanto, 1923
W wyniku gwałtownych wstrząsów, pożarów i – jakże pechowo dla Tokijczyków – targających miastem w tym samym czasie huraganów życie mogło stracić około 100 tys. ludzi, zniszczeniu uległo tysiące budynków. Imperial Hotel Wrighta przetrwał tę potężną katastrofę z zaledwie niewielkimi uszkodzeniami, zamiast gości zaczął więc przyjmować pozbawionych dachu nad głową mieszkańców miasta. W wielu z jego 250 pokoi schronienie znaleźli również zagraniczni dyplomaci i przedstawiciele prasy. Świat zwrócił swoje oczy w kierunku amerykańskiego architekta.
Imperial Hotel
Wg Waldemara Łysiaka, kiedy w 1893 r. na Wystawie Światowej Wright ujrzał kopię tradycyjnej japońskiej świątyni buddyjskiej nie pozostało to bez wpływu na jego twórczość. W 1905 r. „wyjechał do Japonii i ubrany w kimono przewędrował archipelag wzdłuż i wszerz, chłonąc sekrety budownictwa Kraju Kwitnącej Wiśni” napisał polski pisarz i architekt w biografii Wrighta. Życie amerykańskiego architekta naznaczone było sukcesami i tragediami, a jego późniejszy pobyt w Tokio nie był pozbawiony licznych przygód.
Imperial Hotel
Dzięki międzynarodowej sławie oraz umiłowaniu kultury japońskiej Wright otrzymał zamówienie na budowę prestiżowego Imperial Hotel. Wcześniej zaprojektował już kilka innych obiektów w tym mieście. Prace nad hotelem rozpoczęto w roku 1917 i trwały dłużej, niż planował Wright. Pragnął on stworzyć budowlę odporną na wstrząsy tektoniczne i w tym celu zaprojektował ją na specjalnym fundamencie.
Imperial Hotel
Już w trakcie stawiania konstrukcji przyroda postanowiła wypróbować umiejętności architekta. Któregoś dnia ziemia mocno się zatrzęsła, a Wright i „przerażeni robotnicy, leżąc na ziemi mogli obserwować, jak fala sejsmiczna rozwalająca okoliczne domy toczyła się pod hotelem, który wyginał się spazmatycznie, lecz w momencie ustania ruchów tektonicznych wszystkie falujące przed chwilą elementy konstrukcji odzyskały swoje pierwotne pozycje. Hotel stał nienaruszony, co wzbudziło zachwyt Japończyków.” (Łysiak)
Imperial Hotel
W trakcie pobytu w Tokio w 1922 r. Wright wraz z przyszłą żoną Miriam Noel ulokowali się w jednym ze stołecznych hoteli. Architekt wydał ponad 40 tys. ówczesnych dolarów na zakup dzieł słynnych japońskich malarzy, głównie grafiki jego ulubionego Utagawy Hiroshige, które przechowywał w hotelowym pokoju. Jednego dnia kłótnia z Miriam przyczyniła się do ocalenia tych bezcennych dziś dzieł sztuki.
Portret Utagawy Hiroshige autorstwa Utagawy Kunisady
Para miała razem udać się na party ogrodowe do amerykańskiej ambasady w Tokio (również zaprojektowanej przez Wrighta), jednakże Miriam wciąż gniewała się na architekta i postanowiła pozostać w hotelu. Wright odesłać więc kierowcę z samochodem, a na przyjęcie udał się pieszo. Po wyjściu z hotelu w budynku wybuchł pożar. Wright rzucił się ratować japońskie grafiki, podczas gdy Miriam w tym czasie wyrzucała przez okno odzież, kolekcję dywanów i biżuterię.
W swoim domu / studio Wright posiadał m.in. kolekcję japońskich grafik oraz lalek
Architekt do współpracy nad projektem zaprosił również swojego syna, Johna, z którym relacje nie układały się dotychczas najlepiej. Zapewne oboje mieli nadzieję, że wspólna praca nad tym projektem zbliży ich do siebie, pozwoli zagoić rany. Niestety, pomiędzy ojcem a synem wybuchł konflikt o wysokość wynagrodzenia i Wright senior postanowił zwolnić Johna. Architekt zyskał więc w Japonii większą sławę, ponownie zaś stracił syna.
John Lloyd Wright
Wright powrócił do Stanów Zjednoczonych jesienią 1922 roku, nie było go więc w stolicy Japonii gdy katastrofalne trzęsienie ziemi dewastowało to miasto. Prasa amerykańska pisała, że jego hotel nie przetrwał katastrofy, czekał jednak cierpliwie na potwierdzenie informacji od Barona Kishichiro Okury, japońskiego prezydenta hotelu. Lakoniczny telegram przyszedł 11 września. „Hotel stoi nieuszkodzony jako pomnik twojego geniuszu. Setki bezdomnych obsługiwanych przez doskonale utrzymaną obsługę. Gratulacje. Okura.” Imperial Hotel pozostał jednym z jego ulubionych budynków i chlubił się nim już do końca życia. Niestety w 1968 roku budynek zaprojektowany przez Wrighta musiał zrobić miejsce nowej, większej budowli. Pozostałości konstrukcji z 1923 roku można wciąż oglądać w muzeum Meiji-mura niedaleko Nagoi.
„Z powodu silnego urazu psychicznego naszego personelu, dnia 24 grudnia nie będziemy obsługiwać (zakochanych) par”. Ponieważ 24 grudnia jest w Japonii (i w Korei) jednym z najważniejszych dni w roku na zorganizowanie randki, ta restauracja postanowiła oszczędzić swoim młodym pracownikom, którzy dzień ten zmuszeni są spędzić w pracy, przykrego widoku i nie wpuszczać w Wigilię do środka zakochanych.
Japończycy na swój własny często sposób rozwiązują nurtujące ich problemy związane z codziennymi interakcjami zachodzącymi pomiędzy ludźmi.
Właściciele tej placówki mieli już dość nieuprzejmych klientów i postanowili ustalić różne ceny, w zależności od kultury osobistej kupujących. Co w Japonii znaczy nieuprzejmy? Np. osoba która pomija zwroty grzecznościowe zwracając się do sprzedawcy. Cena piwa z beczki wynosi 380 jenów (10 zł), ale za użycie słowa „Hej” skacze już do 1000 jenów. Za „przynieść mi piwo” klient zapłaci 500 jenów. Nie omieszkali również dodać, że „klienci nie są bogami, a pracownicy ich sługami”.
A jak radzą sobie z domokrążcami? Ta wywieszka na drzwiach wejściowych ma ich zniechęcić do wciśnięcia przycisku dzwonka. „Opłata za wstęp. Każdy akwizytor jest zobowiązany do uiszczenia opłaty 3000 jenów (100 zł) za każde 5 minut naszego czasu. Płatność w gotówce. Reszty nie wydajemy.”