Japonia

Gomihiroi Samurai – samuraje dbający o czystość Tokio

Gomihiroi Samurai

Kilka lat temu uformowała się w Tokio nowa grupa samurajów. Noszą dżinsowe kimona, współczesne kapelusze, ale w rękach zamiast mieczy dzierżą chwytaki do zbierania śmieci i odpadków, którymi posługują się równie sprawnie, co prawdziwi samuraje białą bronią.
Młodzi ludzie znani jako Gomihiroi Samurai (Samuraje zbierający śmieci) połączyli świadomość ekologiczną z teatrem ulicznym. Grupa młodych tancerzy, głownie członków zespołu teatralnego „Issei Ichidai Jidai Gumi” niezwykle ważną, ale cieszącą się niskim prestiżem społecznym pracę
wzbogaciła o elementy artystyczne przeniesione z chanbara – japońskich filmów płaszcza i szpady, dzięki czemu udało im się zwrócić uwagę mieszkańców miasta na problem śmieci pozostawianych na ulicach oraz poprawić wizerunek ludzi trudniących się oczyszczaniem miasta z odpadków. Po kilkukrotnym obejrzeniu ich filmików, nawet ja poczułem ochotę do wymachiwania chwytakiem do zbierania śmieci.

Gomihiroi Samurai
Japonia

Mikoshi dako – urazy, które napawają Japończyków dumą

Mikoshi dako

Obowiązkowym elementem tradycyjnych japońskich festiwali są przenośne kapliczki mikoshi. Wyznawcy shinto wierzą, że służą one jako środek transportu dla bóstw kami podczas przemieszczenia się pomiędzy świątyniami. Waga samej kapliczki dochodzi często do 500 kg, a wraz z drążkami może przekroczyć 1 tonę. Noszone na barkach przez uczestników festiwali są często przyczyną potężnych nagniotków spowodowanych długim uciskiem. Dźwiganie na ramieniu przez wiele godzin ciężkiej kapliczki bardzo je obciąża, powoduje stany zapalne i w konsekwencji powstanie potężnych guzów. Mikoshi dako, gdyż tak zwą je Japończycy, wyglądają niepięknie, ale dla niosących mikoshi (lub z szacunkiem o-mikoshi) wyznawców shinto są odznakami honoru.


Odciski na barkach debiutantów są bolesne, jednakże szybko zanikają. Można na nie zakupić specjalne maści, udać się do kliniki akupunktury lub do szpitala, gdzie płyn w nich zebrany zostanie usunięty. Na ramionach weteranów z czasem jednak pojawiają się stwardniałe narośla, które usunąć można wyłącznie operacyjnie. Często ból związany z taszczeniem ciężkich kapliczek łagodzony jest jeszcze przed rozpoczęciem marszu winem ryżowym. Alkohol pomaga im również wejść w pewien rodzaj transu, który dodatkowo zmniejsza ich wrażliwość na ból.

Mikoshi dako pojawiają się również na ramionach kobiet uczestniczących w tradycyjnych paradach. Do niedawna jeszcze nie wolno było im brać w nich udziału, ale coraz częściej do tradycyjnie zarezerwowanych tylko dla mężczyzn ceremonii dopuszczane są również panie.
Im bliżej świątyni, tym częściej pojawiają się na twarzach dziewczyn zmęczenie, grymasy, trudniej złapać oddech i maszerować w prostej linii. Ale również i one często z dumą obnoszą się z ranami zadanymi przez mikoshi.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.


Japonia

Samobójstwo generała Nogi

Generał Maresuke Nogi. Ostatni znany poddany cesarza, który popełnił oibara – dobrowolne seppuku na wieść o śmierci przełożonego. Wraz z nim oibara popełniła jego żona Shizuko. Oibara, zwane również junshi zostało zakazane w roku 1663 przez rząd Tokugawów. Do tego czasu zdarzało się, że lojalni samuraje w przypadku śmierci swojego pana, daimyo, decydowali się towarzyszyć mu w zaświatach. 13 września 1912 r. generał Nogi zaraz po pogrzebie cesarza Meiji powrócił z Shizuko do swojej rezydencji w Akasaka w Tokio, usiadł na swoim miejscu pod portretem cesarz Meiji, a następnie mieczem wojskowym wpierw cięciem krzyżowym (tzw. jumonji) rozpłatał sobie brzuch, a następnie umieścił broń pomiędzy kolanami i wbił ją w szyję.

W tym samym czasie, nieopodal generała jego żona wbiła ostrze miecza w swoje serce. Nogi zaplanował swoją śmierć, ale nie pragnął jej dla żony. Shizuko, która wcześniej straciła już dwójkę dzieci błagała go, by pozwolił jej odejść wraz z nim. Akt generała Nogi stał się symbolem oddania i poświęcenia i wg niektórych japońskich historyków nie pozostał bez wpływu na zachowanie japońskich żołnierzy podczas drugiej wojny światowej.

Japonia

Shoben torii – bramy torii, które pomagają utrzymywać miasta w czystości

Shoben torii

Problem stary jak świat. W jaki sposób zniechęcić ludzi do oddawania moczu w bramach i w ciemnych zaułkach ulic miast? Wywieszanie zakazów nieczęsto okazuje się skuteczne, w Japonii więc ktoś wpadł na pomysł, aby we wrażliwych miejscach umieszczać lub malować niewielkie bramy torii, zwane przez niektórych Japończyków „shoben torii” (shoben – mocz).
Japoński filozof Yoshimichi Yakajima zwrócił uwagę, że Japonia jest krajem z ogromną liczbą znaków ostrzegawczych i zakazów: „zakaz palenia”, „zakaz parkowania”, „zakaz śmiecenia”, „zakaz hałasowania”, „zakaz gry w piłkę”, „zakaz oddawania moczu” itd. przez co ich skuteczność jest ograniczona, a często, na przekór, odnosi skutek odwrotny od zamierzonego.

Zwyczaj umieszczania bram torii narodził się ponoć w Kansai, czyli regionie z miastami Kioto i Osaka i rozprzestrzenił na cały kraj. Torii umieszczane są na ścianach budynków, murach, drzewach i słupach energetycznych.
Co ciekawe, problem oddawania moczu na ulicy dotyczy oczywiście w zdecydowanej większości przypadków męskiej części populacji, w Japonii więc ostrzeżenia uściśla się często jako „zakaz załatwiania się na stojąco”.
Wg prof. Maruyamy Toshiyaki z Uniwersytetu Sztuki i Projektowania w Kioto zwyczaj ten pochodzi z epoki Meiji (1868-1912) lub Taisho (1912-1926). W okresie Edo (1603-1867) ludzkie odchody sprzedawano na nawóz, a na rogach ulic ustawiano wiadra jako publiczne toalety do ich zbierania. W epoce Meiji usunięto je ze względów sanitarnych, przez co nastąpił gwałtowny wzrost liczby osób załatwiających potrzeby fizjologiczne bezpośrednio na ulicę.

Wtedy też mieszkańcy Kioto zaczęli umieszczać w różnych miejscach miniaturowe bramy torii. Dziś mają nie tylko zniechęcać ludzi do oddawania moczu, ale również powstrzymywać ich od innych uciążliwych zachowań, w tym pozostawiania śmieci. Najmniej z tego zadowoleni są kapłani religii shinto, dla których brama torii stanowi symbol świętych miejsc.

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_refleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref

Japonia

Hachinoko – japońska potrawa z larw owadów

Hachinoko

Hachinoko, gotowane larwy os, szerszeni i pszczół, było ponoć ulubionym przysmakiem japońskiego cesarza Hirohito. Panujący w latach 1926-1989 cesarz Showa wierzył w liczne korzyści lecznicze i zdrowotne wynikające ze spożywania larw tych owadów. Na dwa lata przed śmiercią, w roku 1987 i ponownie w następnym roku Hirohito przeszedł operację trzustki, po których utracił apetyt i prosił, aby serwować mu ryż posypany larwami pszczół z puszki. Donosiły o tym krajowe media, przyczyniając się do gwałtownego wzrostu popularności tej tradycyjnej japońskiej potrawy. Ich smak ma doskonale komponować się z gotowanym ryżem.

Cesarz Showa (Hirohito)

Wg Japończyków larwy i poczwarki tej grupy owadów stanowią bogate źródło składników odżywczych, były więc od dawna stosowane nie tylko jako pokarm, ale również lekarstwo. Do dziś wielu z nich uważa, że są doskonałe dla chorych na anemię, stanowią dobre źródło energii, hamują też rozwój niektórych nowotworów, a nawet spowolniają proces starzenia się. Stare japońskie powiedzenie „hachinoko-ga mimi ni i” głosi, że potrawy z larw os, szerszeni i pszczół wspierają zdrowie uszu, a ostatnie wyniki badań mają dowodzić, że są szczególnie skuteczne u osób z niedosłuchem oraz w przypadku szumów usznych i depresji z nich wynikającej.

W zależności od rejonu kraju przygotowywano je w inny sposób. W prefekturze Saitama popularne były pieczone na węglu drzewnym z dodatkiem sosu sojowego lub miso, w Kagoshima gotowane, w Okayama zaś wierzono, że najsmaczniejsze są surowe larwy tych owadów. Często spożywano je w trakcie drugiej wojny światowej, gdy dostęp do żywności był utrudniony.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.

Japonia

Frank Lloyd Wright i Imperial Hotel w Tokio

Frank Lloyd Wright

Jest 1 września 1923 roku, godzina 11:58. Za dwie minuty rozpocznie się oficjalna uroczystość otwarcia Imperial Hotel w Tokio, a licznie zebrani goście wypełnili już jego hall. Twórcą tej wspaniałej budowli był Frank Lloyd Wright, wg Waldemara Łysiaka „najlepszy architekt XX wieku”. Wielu z gości zapewne myślami kierowało się już w stronę bogato zastawionych jedzeniem stołów, gdy nagle pod ich nogami zaczęła poruszać się podłoga. Potężne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,9 zaczęło dewastować stolicę Japonii.

Trzęsienie ziemi w Kanto, 1923

W wyniku gwałtownych wstrząsów, pożarów i – jakże pechowo dla Tokijczyków – targających miastem w tym samym czasie huraganów życie mogło stracić około 100 tys. ludzi, zniszczeniu uległo tysiące budynków. Imperial Hotel Wrighta przetrwał tę potężną katastrofę z zaledwie niewielkimi uszkodzeniami, zamiast gości zaczął więc przyjmować pozbawionych dachu nad głową mieszkańców miasta. W wielu z jego 250 pokoi schronienie znaleźli również zagraniczni dyplomaci i przedstawiciele prasy. Świat zwrócił swoje oczy w kierunku amerykańskiego architekta.

Imperial Hotel

Wg Waldemara Łysiaka, kiedy w 1893 r. na Wystawie Światowej Wright ujrzał kopię tradycyjnej japońskiej świątyni buddyjskiej nie pozostało to bez wpływu na jego twórczość. W 1905 r. „wyjechał do Japonii i ubrany w kimono przewędrował archipelag wzdłuż i wszerz, chłonąc sekrety budownictwa Kraju Kwitnącej Wiśni” napisał polski pisarz i architekt w biografii Wrighta. Życie amerykańskiego architekta naznaczone było sukcesami i tragediami, a jego późniejszy pobyt w Tokio nie był pozbawiony licznych przygód.

Imperial Hotel

Dzięki międzynarodowej sławie oraz umiłowaniu kultury japońskiej Wright otrzymał zamówienie na budowę prestiżowego Imperial Hotel. Wcześniej zaprojektował już kilka innych obiektów w tym mieście. Prace nad hotelem rozpoczęto w roku 1917 i trwały dłużej, niż planował Wright. Pragnął on stworzyć budowlę odporną na wstrząsy tektoniczne i w tym celu zaprojektował ją na specjalnym fundamencie.

Imperial Hotel

Już w trakcie stawiania konstrukcji przyroda postanowiła wypróbować umiejętności architekta. Któregoś dnia ziemia mocno się zatrzęsła, a Wright i „przerażeni robotnicy, leżąc na ziemi mogli obserwować, jak fala sejsmiczna rozwalająca okoliczne domy toczyła się pod hotelem, który wyginał się spazmatycznie, lecz w momencie ustania ruchów tektonicznych wszystkie falujące przed chwilą elementy konstrukcji odzyskały swoje pierwotne pozycje. Hotel stał nienaruszony, co wzbudziło zachwyt Japończyków.” (Łysiak)

Imperial Hotel

W trakcie pobytu w Tokio w 1922 r. Wright wraz z przyszłą żoną Miriam Noel ulokowali się w jednym ze stołecznych hoteli. Architekt wydał ponad 40 tys. ówczesnych dolarów na zakup dzieł słynnych japońskich malarzy, głównie grafiki jego ulubionego Utagawy Hiroshige, które przechowywał w hotelowym pokoju. Jednego dnia kłótnia z Miriam przyczyniła się do ocalenia tych bezcennych dziś dzieł sztuki.

Portret Utagawy Hiroshige autorstwa Utagawy Kunisady

Para miała razem udać się na party ogrodowe do amerykańskiej ambasady w Tokio (również zaprojektowanej przez Wrighta), jednakże Miriam wciąż gniewała się na architekta i postanowiła pozostać w hotelu. Wright odesłać więc kierowcę z samochodem, a na przyjęcie udał się pieszo. Po wyjściu z hotelu w budynku wybuchł pożar. Wright rzucił się ratować japońskie grafiki, podczas gdy Miriam w tym czasie wyrzucała przez okno odzież, kolekcję dywanów i biżuterię.

W swoim domu / studio Wright posiadał m.in. kolekcję japońskich grafik oraz lalek

Architekt do współpracy nad projektem zaprosił również swojego syna, Johna, z którym relacje nie układały się dotychczas najlepiej. Zapewne oboje mieli nadzieję, że wspólna praca nad tym projektem zbliży ich do siebie, pozwoli zagoić rany. Niestety, pomiędzy ojcem a synem wybuchł konflikt o wysokość wynagrodzenia i Wright senior postanowił zwolnić Johna. Architekt zyskał więc w Japonii większą sławę, ponownie zaś stracił syna.

John Lloyd Wright

Wright powrócił do Stanów Zjednoczonych jesienią 1922 roku, nie było go więc w stolicy Japonii gdy katastrofalne trzęsienie ziemi dewastowało to miasto. Prasa amerykańska pisała, że jego hotel nie przetrwał katastrofy, czekał jednak cierpliwie na potwierdzenie informacji od Barona Kishichiro Okury, japońskiego prezydenta hotelu. Lakoniczny telegram przyszedł 11 września. „Hotel stoi nieuszkodzony jako pomnik twojego geniuszu. Setki bezdomnych obsługiwanych przez doskonale utrzymaną obsługę. Gratulacje. Okura.” Imperial Hotel pozostał jednym z jego ulubionych budynków i chlubił się nim już do końca życia. Niestety w 1968 roku budynek zaprojektowany przez Wrighta musiał zrobić miejsce nowej, większej budowli. Pozostałości konstrukcji z 1923 roku można wciąż oglądać w muzeum Meiji-mura niedaleko Nagoi.

Nowy Imperial Hotel
Japonia

Rozwiązywanie problemów po japońsku

„Z powodu silnego urazu psychicznego naszego personelu, dnia 24 grudnia nie będziemy obsługiwać (zakochanych) par”. Ponieważ 24 grudnia jest w Japonii (i w Korei) jednym z najważniejszych dni w roku na zorganizowanie randki, ta restauracja postanowiła oszczędzić swoim młodym pracownikom, którzy dzień ten zmuszeni są spędzić w pracy, przykrego widoku i nie wpuszczać w Wigilię do środka zakochanych.

Japończycy na swój własny często sposób rozwiązują nurtujące ich problemy związane z codziennymi interakcjami zachodzącymi pomiędzy ludźmi.

Właściciele tej placówki mieli już dość nieuprzejmych klientów i postanowili ustalić różne ceny, w zależności od kultury osobistej kupujących. Co w Japonii znaczy nieuprzejmy? Np. osoba która pomija zwroty grzecznościowe zwracając się do sprzedawcy. Cena piwa z beczki wynosi 380 jenów (10 zł), ale za użycie słowa „Hej” skacze już do 1000 jenów. Za „przynieść mi piwo” klient zapłaci 500 jenów. Nie omieszkali również dodać, że „klienci nie są bogami, a pracownicy ich sługami”.

A jak radzą sobie z domokrążcami? Ta wywieszka na drzwiach wejściowych ma ich zniechęcić do wciśnięcia przycisku dzwonka. „Opłata za wstęp. Każdy akwizytor jest zobowiązany do uiszczenia opłaty 3000 jenów (100 zł) za każde 5 minut naszego czasu. Płatność w gotówce. Reszty nie wydajemy.”

Japonia

Porządki po japońsku

Japońscy fani piłki nożnej na stadionach Kataru znów zadziwili swoim przywiązaniem do czystości. Jak zwykle po meczu posprzątali sektor, na którym oglądali mecz otwarcia Mistrzostw Świata. Skąd wzięło się to zamiłowanie Japończyków do czystości?

Japonia, 1908. 📷 Arnold Genthe

Zwrócili na nią uwagę już pierwsi Europejczycy i Amerykanie, którzy zawitali do tego kraju. Komandor Matthew Perry, którego działa okrętowe „pomogły” Japonii podjąć właściwą decyzję w kwestii otwarcia się na świat po latach izolacjonizmu, był w 1854 roku zachwycony „czystością i zdrowotnością” portowego miasta Shimoda.

Japonia, 1908. 📷 Arnold Genthe


W 1863 roku brytyjski dyplomata Sir Rutherford Alcock odnotował „wielkie zamiłowanie do porządku i czystości” Japończyków. William Adams, pierwszy angielski marynarz, który odwiedził Japonię i pierwszy naturalizowany Europejczyk w Japonii, zauważył, że samuraje byli „skrupulatnie czyści”, a miasta cieszyły się „nieskazitelnymi kanałami, latrynami i łaźniami parowymi z pachnącego drewna”.
Japończycy wierzyli, że w roślinach, zwierzętach, zjawiskach naturalnych, a nawet artefaktach mogą znajdować się duchy zwane kami.

Japonia, 1908. 📷 Arnold Genthe

Te ostatnie, jeśli nie były odpowiednio użytkowane, mogły zaszkodzić ich właścicielom, szintoizm kładł więc również duży nacisk na czystość. Kluczowym słowem jest w shinto „kegare”, czyli brud lub nieczystość (fizyczny i duchowy), a praktykujący religię shinto wykonują rytuały oczyszczające, celem odparcia kegare. Powszechne były również noworoczne porządki w ofierze dla toshigami – noworocznego bóstwa.

W końcu to on obdarzał rodziny szczęściem.
W japońskich szkołach w dalszych ciągu uważa się, że utrzymanie czystości w salach lekcyjnych należy do obowiązków ucznia.
Dodam jednak, że w opinii wielu obcokrajowców mieszkających w Japonii śmieci można zauważyć na mniejszych uliczkach miast, a już na pewno poza miastem, mieszkania wielu Japończyków nie grzeszą czystością, a dzieci raczej bardzo pobieżnie oddają się czynności sprzątania szkolnych pomieszczeń.

Japonia

Lisy, religia i kuchnia japońska

Co mają lisy wspólnego z popularną japońską potrawą udon? Niby nic, ale… W Tokio wciąż ciepła, jesienna pogoda, podczas gdy na Hokkaido pada już śnieg. W mieście Kitami znajduje się sanktuarium rudych lisów zwanych ezo lub też kita-kitsune. Śnieg widać ma pozytywny wpływ na ich nastrój.
W japońskiej mitologii kitsune były stworzeniami obdarzonymi inteligencją, magicznymi mocami i długim życiem, w religii shinto natomiast pośród niezliczonej ilości bóstw zajmują jedną za ważniejszych pozycji.

Właściciel rancza wraz ze swoimi podopiecznymi

Wiele chramów shinto poświęconych jest kitsune (inari) i można w nich często napotkać posągi lisów w uroczych czerwonych fartuszkach, które mają wskazywać na ich atrybuty boskości. Jednym z najsłynniejszych chramów shinto poświęconych kitsune jest Toyokawa Inari.

Toyokawa Inari

Na jego terenie znajdują się tysiące posągów tych zwierząt. Ich funkcją jest m.in. ochrona przed złymi mocami wyznawców tej religii odwiedzających świątynie, w zamian za co pozostawiają oni czasami przy posągach ulubioną potrawę kitsune. Nie, nie jest to kurczak z rożna, a abura-age – smażone na głębokim tłuszczu tofu.
A udon? Jedną z najbardziej popularnych wśród Japończyków potrawą z makaronem jest kitsune udon. Jednym zaś z jej składników jest oczywiście abura-age. Jest to zarazem jedno z tych dań, które spożywane są przez Japończyków na poprawę humoru.

Kitsune udon
Japonia · Korea Południowa

Podwójna powieka i rzęsy cz. 2

Wczorajszy wpis o oczach i rzęsach wymaga myślę dopowiedzenia. Skąd się właściwie wzięła u Japończyków i Koreańczyków moda na podwójną powiekę, długie rzęsy i w ogóle odmienny od naturalnego wygląd oczu.
Po pierwszej wojnie światowej młode Japonki pod wpływem mody zachodniej zaczęły zrzucać tradycyjne kimona i publicznie pokazywać się w zachodnich ubiorach. Określano je terminem „moga” od słów „modern girl” („nowoczesna dziewczyna”, w mniejszym stopniu młodzi mężczyźni „mobo”, „modern boy”). W Japonii kwitła kultura konsumpcyjna i moda na towary importowane, a mechanizacja i rozwój przemysłu sprzyjały awansowi społecznemu kobiet.

Wielu Japończykom o skrajnie zachowawczych poglądach nie spodobały się pierwsze próby emancypacji młodych kobiet, a naciski społeczne spowodowały, że te „frywolne”, jak mówiono, obyczaje zostały stłumione i zanikły na początku lat 30. ubiegłego stulecia. W trakcie wojny chińsko-japońskiej (1937-1945) oraz II wojny światowej od kobiet ponownie wymagano skromności i poświęcenia dla rodziny i narodu. Kult tradycji panował do lat 50. i wtedy pojawiła się Ona i nigdy już nic nie było takie jak wcześniej.

Tokio, Ginza, 1935, tradycja i nowoczesność. W tle na rowerze nowoczesna fryzura i marynarka młodego mężczyzny.
(📷 Marooka Kouji)
„Rzymskie wakacje”

Film „Rzymskie wakacje” z 1953 roku to romantyczna komedia, w której grana przez Audrey Hepburn księżniczka Anna sfrustrowana ograniczeniami narzuconymi jej przez życie wymyka się z ambasady swojego kraju w Rzymie, po czym zostaje odnaleziona przez reportera Joe Bradleya (w tej roli Gregory Peck). Film nie okazał się hitem w Ameryce, ale Japonia straciła głowę dla 24-letniej brytyjskiej aktorki, a moda na „moga” powróciła ze zdwojoną siłą.

„Rzymskie wakacje”

Scena, w trakcie której księżniczka Anna w akcie buntu postanawia ściąć swoje piękne, długie włosy szczególnie mocno współbrzmiała z potrzebą sprzeciwu i uwolnienia się Japonek od narzuconych im przez stulecia sztywnych, feudalnych zasad. Jej popularność niemalże w cień odsunęła inną gwiazdę Hollywood – Marylin Monroe, a młode Tokijki masowo zaczęły nosić fryzury i odzież à la Audrey Hepburn. Monroe była aż i tylko gwiazdą z dalekiego kraju, ale to grana przez Hepburn księżniczka Anna nie tylko swoimi manierami, kulturą osobistą i skromnością, ale nawet elegancją i wyglądem zewnętrznym nie aż tak bardzo różniła się od Japonek, przez co niemal natychmiast przechwyciły one sygnał do buntu. Po dziś dzień Hepburn pozostaje ulubioną aktorką Japończyków.

Choć pierwsze kroki w zabiegach korekty powiek Japończycy stawiali już na początku XX wieku, wg wielu japońskich historyków to właśnie ich wyjątkowa sympatia dla brytyjskiej aktorki (nieco odmienne zdanie maja w tej kwestii Koreańczycy, dla których niemalże każde niepożądane w ich kraju zjawisko to efekt amerykańskiego, japońskiego lub chińskiego imperializmu) znamionuje początek fascynacji Japończyków, a następnie Koreańczyków odmienną estetyką oczu.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Audrey Hepburn