Japonia

Richard Sorge, sowiecki superszpieg w Japonii

Richard Sorge w Japonii

7 listopada 1944 r., w rocznicę wybuchu rewolucji bolszewickiej Richard Sorge, słynny sowiecki superszpieg niemieckiej narodowości działający w Tokio pod przykrywką niemieckiego korespondenta został powieszony w japońskim więzieniu.
Urodził się na terenie Imperium Rosyjskiego w roku 1895, a trzy lata później wraz z rodziną przeniósł się do Berlina. Kiedy w 1914 r. wybuchła I wojna światowa, Sorge (📷, L) zgłosił się na ochotnika do armii niemieckiej.

1915 r. Sorge (L) w towarzystwie chemika Erika Corrensa

W marcu 1916 r. został poważnie ranny w obie nogi na froncie zachodnim. Podczas pobytu w szpitalu zaczytywał się w dziełach Marksa i Engelsa. Kiedy w 1919 r. powstała Niemiecka Partia Komunistyczna, dołączył do jej oddziału w Hamburgu. W 1924 r. na IX Zjeździe NPK wywarł silne wrażenie na dygnitarzach Rosyjskiej Partii Komunistycznej i został zwerbowany przez sowiecki wywiad wojskowy.

Sorge w szpitalu

Wkrótce pod przykrywką korespondenta prasowego został wysłany do Szanghaju, gdzie prowadził działalność szpiegowską. Przed wyjazdem do Azji wstąpił do partii nazistowskiej. W 1933 r. Sorge powrócił do Berlina, a następnie udał się do Tokio z rozkazem założenia tam siatki szpiegowskiej.

Legitymacja prasowa Sorge’a

Przed wyjazdem do Japonii wydał pożegnalne przyjęcie, na którym pojawił się m.in. Minister Propagandy Rzeszy Joseph Goebbels. W Tokio, posługując się swoimi nazistowskimi referencjami szybko nawiązał kontakty w niemieckiej ambasadzie oraz wśród japońskich urzędników i polityków.
W 1941 r. Sorge dowiedział się o zbliżającej się inwazji Niemiec na Związek Radziecki i szczegóły operacji przekazał Moskwie, jednakże Stalin zignorował to ostrzeżenie. Sorge ustalił również, że Japonia nie zaatakuje sowieckich terytoriów na Dalekim Wschodzie do czasu, aż Niemcy zadadzą armii Stalina nokautujący cios. Ta informacja pozwoliła sowieckiemu dyktatorowi wycofać siły z Dalekiego Wschodu i zaangażować je w walkach z Niemcami.

Tokijska rezydencja Sorge’a (Fot. z roku 1949)

Japońska tajna policja Tokko zorientowała się, że w Tokio działała siatka szpiegowska i otoczyła członków grupy Sorge’a obserwacją. Został aresztowany 18 października 1941 r., ku zaskoczeniu jego niemieckich przyjaciół, którzy uważali go za lojalnego nazistę. Japonia zaproponowała wymianę Sorge’a na jednego ze swoich agentów przetrzymywanych przez Rosjan, ale Moskwa odmówiła współpracy pozostawiając Sorge’a na pastwę Japończyków. Przesłuchiwany i torturowany został ostatecznie powieszony w tokijskim więzieniu Sugamo w listopadzie 1944 r. i pochowany w zbiorowej mogile. Związek Radziecki nie przyznał, że Sorge był ich agentem aż do roku 1964.


Hanako Ishi, japońska kochanka Sorge’a. Do Tokio przyjechała w wieku 22 lat gdzie zatrudniła się jako kelnerka w niemieckiej restauracji w dzielnicy Ginza. Tam też poznała Sorge’a. O jego egzekucji dowiedziała się dopiero w październiku 1945 r., ale aż 4 lata zajęły jej poszukiwania jego miejsca spoczynku.

Hanako Ishi

W zeszłorocznym (2022) przemówieniu do Dumy Minister Spraw Zagranicznych Siergiej Ławrow swoim zwyczajem w bardzo prowokacyjnym i buńczucznym stylu zapowiedział, że Moskwa pragnie przenieść szczątki Sorge’a z cmentarza Tama na przedmieściach Tokio na Kuryle, japońskie wyspy zaanektowane przez Stalina w 1945 r. Zarządał też od Tokio pozytywnego rozpatrzenia sprawy.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.

Hanako Ishi przy grobie Sorge’a
Japonia

Rola soli w zapasach sumo

Okinoumi Ayumi (📷 Sanin Chuo)

Zawody sumo ubarwione są wieloma rytuałami, a jednym z nich jest intrygujący rytuał rozrzucania po ringu soli, choć niekoniecznie zawsze tak obficie jak na fotografii. Przechodzący na emeryturę sumotori Okinoumi Ayumi ze stajni Hakkaku pochodzi z miasta Okinoshina na wyspach Oki, gdzie tradycyjnie podczas zawodów sumo sypie się znaczne ilości tej białej substancji. Sól, która dla zapaśników dostępna jest w koszykach shiokago umieszczonych w dwóch z czterech narożników dohyo, od czasów starożytnych jest w Japonii uznawana za świętą i używana jest również w religii shinto w rytuałach oczyszczających jako narzędzie do odpędzania złych duchów. Zawodnikom sumo służy również jako środek antyseptyczny oraz pomaga osuszyć spocone ręce. Po skończonej walce, która w sumo rzadko trwa dłużej niż kilka, kilkanaście sekund, na ring dohyo i zapaśników w Okinoshima ponownie opada kilkadziesiąt garści soli.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.

Zapasy sumo w Okinoshima
Shiokago – koszyki na sól
Japonia

Fumie

Scena z serialu Shogun

Ta scena deptania obrazka fumie przedstawiającego wizerunek Jezusa Chrystusa celem wykrycia chrześcijan, a rozgrywająca się w serialu Shogun miała miejsce w roku 1600. Fumie po raz pierwszy użyto jednak niemalże 30 lat później w Nagasaki na wyspie Kiusiu. Prześladowania chrześcijan zaczęły się jeszcze pod koniec XVI wieku, w roku 1614 religia chrześcijańska została zakazana przez szoguna Tokugawę Ieaysu, a wszyscy obywatele mieli obowiązek zarejestrować się w lokalnej świątyni buddyjskiej lub chramie shinto. W roku 1629 mieszkańcy Nagasaki po raz pierwszy musieli dowieść, że przestrzegają prawo i w obecności urzędnika nastąpić na ikonę.

Opornych karano torturami i/lub śmiercią. Od około 1634 r. mężczyźni i kobiety w niemalże całej Japonii byli zobowiązani gromadzić się na corocznych ceremoniach, podczas których kazano im przydepnąć (jap. fumu) obrazy (jap. e) z wizerunkiem Jezusa Chrystusa lub rzadziej Maryję. Osobom chorym i przykutym do łóżka ikony wnoszono do domów. W ten sposób władze miały nadzieję zidentyfikować chrześcijan, których zdradziłby opór wobec wykonania tego zadania. Zrobione zazwyczaj z mosiądzu, czasami drewna, a nawet papieru symbole stosowano aż do roku 1856, w niektórych miejscach dłużej, jednakże do naszych czasów nie zachowało się ich wiele. Te które można zobaczyć w muzeach wciąż noszą ślady deptania. Metoda z czasem stała się mniej skuteczna, gdyż wielu chrześcijan publicznie wyrzekało się swojej wiary, którą jednak w dalszym ciągu praktykowali w sekrecie, co zdaniem historyków pozwoliło przetrwać chrześcijaństwu w Japonii do naszych czasów.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.

Fumie
Fumie
Japonia

Sumo oczami polskiego fotografa

📷 Tomasz Gudzowaty

Tomasz Gudzowaty w roku 1999 niemalże z dnia na dzień przebił się do światowej czołówki najlepszych fotografów dzięki nagrodzie zdobytej na World Press Photo w kategorii prezentacja natury za niezwykłą fotografię dwóch młodych i wciąż nieporadnych gepardziątek w konfrontacji z młodą antylopą. Od tego czasu dał się poznać jako wszechstronny i kreatywny fotograf balansujący pomiędzy fotografią natury, społeczną a sportową.

📷 Tomasz Gudzowaty

Dwadzieścia lat temu za monochromatyczne zdjęcia mnichów-wojowników ze słynnej buddyjskiej świątyni Shaolin zdobył w konkursie World Press Photo dwie prestiżowe nagrody. Fotografie do jego najnowszego albumu „Sumo” powstawały podczas kilku podróży polskiego artysty do Japonii. Zanim chwycił aparat w ręce Gudzowaty nawiązywał w Japonii kontakty, spędzał czas w heya („stajnia”, miejsce, w którym mieszkają i trenują sumici), poznawał środowisko wojowników sumo (Gudzowaty nie lubi, gdy zawodników sumo, zwanych w Japonii rikishi lub sumotori nazywa się zapaśnikami) oraz ich trenerów oyakata. Ponoć tak bardzo zaangażował się w swoją pracę i czas spędzany wspólnie z sumotori, że zupełnie zrezygnował ze zwiedzania stolicy Japonii.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.

Tomasz Gudzowaty w towarzystwie rikishi
📷 Tomasz Gudzowaty
📷 Tomasz Gudzowaty
Japonia

Sprzedaż obrazu Hiroshige z kolekcji Freddiego Mercury’ego

„Nagły deszcz nad mostem Shin-Ōhashi i Atake” Hiroshige

Znany dom aukcyjny Sotheby’s sprzedał wczoraj na aukcji w Londynie za kwotę 292,100 funtów szterlingów (ponad 1,5 mln złotych) jeden z najsłynniejszych obrazów słynnego japońskiego malarza Utagawy Hiroshige z prywatnej kolekcji zmarłego w roku 1991 wokalisty grupy Queen, Freddiego Mercury’ego. Mercury, pasjonat i kolekcjoner japońskiego malarstwa ukiyoe, nieskutecznie próbował przez kilka lat zakupić któryś ze słynnych drzeworytów Hiroshige, ale w końcu jego wytrwałość została nagrodzona.

W roku 1887 w Paryżu Vincent van Gogh oddał hołd Hokusai malując obraz „Most w deszczu

Grafika zatytułowana „Nagły deszcz nad mostem Shin-Ōhashi i Atake” jest częścią serii „Sto¹ znanych widoków Edo²” (¹Obrazów tych było 119, ²Edo to dzisiejsze Tokio) rozpoczętej przez Hiroshige w roku 1856 i ukończonej po jego śmierci w roku 1858 przez jego ucznia, a zarazem zięcia Hiroshige II. W londyńskim domu wokalisty Queen znajdował się ogród japoński, oraz „pokój japoński” w którym przechowywał on swoje skarby (oprócz drzeworytów kolekcjonował także m.in.. lalki hakata, ceramikę oraz kimona) regularnie przywożone z Kraju Kwitnącej Wyspy.

Cała załoga Królowej w trakcie ceremonii parzenia herbaty

Po śmierci Anglika jego dom wraz z całą kolekcją japońskiej sztuki i odzieży trafił w ręce jego wieloletniej przyjaciółki Mary Austin. W roku 1975 muzycy grupy Queen podczas swojego pierwszego i bardzo udanego tourne po Japonii wzięli udział w hotelu Tokyo Prince w prywatnej ceremonii parzenia herbaty. Wtedy też Freddy stracił głowę dla sztuki japońskiej. Pomimo swojej biseksualnej orientacji, Freddy kolekcjonował zwłaszcza grafiki pięknych kobiet (bijinga) oraz matek z dziećmi.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.

Bijinga
Freddy Mercury w przywiezionym z Japonii kimonie. W prawym dolnym narożniku drewniane sandały geta
Japonia

Japońska „Dzika Północ” i dlaczego profil psychologiczny mieszkańców Hokkaido jest inny od reszty Japończyków

Tradycyjny tatuaż Ajnów
Ajnowie z początku XX wieku

Amerykanie mieli swój słynny „Dziki Zachód”, Japończycy mniej znaną „Dziką Północ”. Wyspa Hokkaido była domem dla rdzennych Ajnów przez setki lat zanim nie pojawili się na niej pierwsi Japończycy. W Ameryce to często różnego rodzaju społeczne wyrzutki, awanturnicy, ryzykanci, ekscentrycy i nonkonformiści wyruszali na Zachód w poszukiwaniu przygód lub uciekając przed kłopotami. W Japonii tacy ludzie kierowali się zazwyczaj na północ. Podobnie jak w Ameryce, gdzie rząd zachęcał mieszkańców wschodnich stanów do osadnictwa na zachodzie, japońscy przywódcy z końcem XIX wieku (z obawy przed rosyjską inwazją) zaczęli namawiać mieszkańców kraju, głównie byłych, bezrobotnych teraz samurajów do migracji na północ, gdzie gleba żyzna, a ziemi pod dostatkiem dla wszystkich chętnych.

Pionierzy na Hokkaido

I nie inaczej niż na Dzikim Zachodzie pionerzy zmuszeni byli zmagać się z ekstremalnym klimatem i dziką przyrodą. Oczywiście te czynniki musiały inaczej ukształtować mentalność mieszkańców tej wyspy i rzeczywiście badania wskazują, że Japończycy z Hokkaido cechują się najwyższym poziomem indywidualizmu i asertywności na Wyspach Japońskich. W porównaniu z resztą Japończyków mniej przejmują się osądami innych, mają bardziej niezależny pogląd na siebie, większą wagę przykładają do realizacji własnych celów i rozwoju osobistego.

Współcześni Ajnowie
Zima na Hokkaido
Japonia

Życie Hokusai Katsushiki, autora słynnej „Wielkiej fala w Kanagawie”

„Wielka fala w Kanagawie”

„Wielka fala w Kanagawie” Hokusai jest prawdopodobnie najbardziej znanym dziełem najsłynniejszego japońskiego mistrza drzeworytów ukiyo-e (gatunek sztuki japońskiej popularny od XVII do XIX wieku). I tak jak i w przypadku słynnych europejskich mistrzów pędzla i dłuta, życie Hokusai było nie mniej fascynujące od jego prac. Żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku Hokusai Katsushika był postacią niezwykle barwną.

Portret Hokusai autorstwa Keisai Eisena

Urodzony w Edo (od 1868 r. Tokio) w 1760 r. artysta wiódł życie, które było zarówno imponująco produktywne, jak i ekscentryczne. Wezwany na dwór szoguna celem zademonstrowania swojego kunsztu artystycznego namalował długi niebieski znak na kartce papieru, a następnie pogonił po nim kurę, której łapki chwilę wcześniej zanurzył w czerwonej farbie.

Aż 93 razy przeprowadzał się do nowej pracowni. Michał Anioł znany był ze swej niechęci do wody i mydła i często kładł się spać w codziennej odzieży i butach, Hokusai zaś nie znosił robienia porządków. Znajdował sobie nowe lokum, jak tylko brud i śmieci uniemożliwiały mu kontynuowanie pracy. W trakcie długiej, bo liczącej ponad 70 lat kariery co najmniej 30 razy zmieniał swój artystyczny pseudonim, by ostatecznie pozostać przy „Stary Człowiek Zwariowany na Punkcie Malarstwa”.

Szkice z wydanej w roku 1848 książki Hukusai

Stworzył aż 30 000 dzieł. Po części wynikało to z wyjątkowo długiej kariery japońskiego artysty, która trwała nieprzerwanie od roku 1779 aż do jego śmierci w roku 1849 w wieku 89 lat, ale także obsesyjnej już od dziecka potrzeby szkicowania i malowania. Każdego dnia zaczynał pracę wraz ze wschodem słońca i malował do późnych godzin wieczornych.
Nie ominęły go liczne życiowe tragedie: przedwczesna śmierć dwóch żon i córki, spowodowane nałogiem hazardowym wnuka bankructwo oraz pożar, który w 1839 roku strawił jego pracownię oraz część prac.

Wielu słynnych artystów zmagało się z problemami natury psychicznej (autyzm Michała Anioła, ADHD Leonarda da Vinci, zaburzenia afektywne dwubiegunowe Vincenta van Gogha i Beethovena, depresja Degasa, osobowość borderline Muncha), nie ominęły one również Hokusai.

Najprawdopodobniej mania była przyczyną ciągłej potrzeby szkicowania wszystkiego, co wpadło mu w oczy. Wspomniane wcześniej dzieło „Wielka fala w Kanagawie” powstało w ósmej dekadzie życia artysty. Jego ostatnia pracownia znajdowała się w pobliżu słynnej świątyni Sensoji w stołecznej dzielnicy Asakusa. Ponoć przed śmiercią powiedział, że gdyby udało mu się przeżyć kolejne 5 lub 10 lat, wtedy byłby w stanie zostać prawdziwym artystą. Zachorował na krótko przed śmiercią. Wezwany przez córkę malarza lekarz powiedział, że nie dysponuje lekarstwem na starość.

Japonia

Architektura kościelna w Japonii

Kościół Higashi Totsuka

Chrześcijanie stanowią zaledwie ok. 1% populacji Japonii. Rozsiane po całym kraju wspólnoty są zazwyczaj niewielkie i liczą średnio po 20-30 wiernych. Można godzinami spacerowac ulicami miast japońskich i nie natrafić na jeden chociażby kościół, pomimo tego, że ich liczbę szacuje się w Japonii na ok. 9 tys., wiele bowiem wspólnot zbiera się w wynajętych domach lub salkach.

Kościół Higashi Totsuka

Niektóre grupy stawiają jednak budynki kościelne, a wśród nich m.in. kościół Higashi Totsuka w Jokohamie Świątynia wzorowo wpisuje się w minimalistyczne tendencje Japończyków, a jego wnętrze utrzymane jest w duchu japońskiej estetyki. Urzekająca konstrukcja z drewna i szkła, oraz dach imitujący chmury, tak „by można było odczuć związek kościoła z niebem” nadają mu ciepły, klimatyczny charakter. Kościółek posiada własne organy, a nawet niewielki parafialny cmentarzyk.

Kościół Higashi Totsuka
Świątynia na wodzie

Kilka słynnych budowli kościelnych w Japonii zostało zaprojektowanych przez uznanego japońskiego architekta Tadao Ando. Położona w malowniczej scenerii Tomamu (Hokkaido) „Świątynia na wodzie” (Mizu no kyōkai) cieszy się ogromnym zainteresowaniem japońskich par, nie tylko zresztą katolików i protestantów i w założeniu ma pozostawać w harmoni z otaczającą ją naturą. W pobliżu kaplicy znajduje się ośrodek wypoczynkowy, w którym nowożeńcy mogą spędzić swój krótki miesiąc miodowy. Hokkaido jest najchłodniejszą z głównych wysp japońskich, zimą więc „Świątynia na wodzie” przeobraża się w „Świątynię na lodzie”.

Świątynia na wodzie
Świątynia na lodzie

Prostota, minimalistyczna estetyka i ascetyczny urok „Kościoła światła” na obrzeżach Osaki przyniosły kolejnej budowli Tadao Ando niemały rozgłos w świecie. Wspomniane cechy odzwierciedlają ducha wabi-sabi, japońskiej filozofii opartej na transcendencji, życia w zgodzie z naturą oraz tajemnicy życia i jego przemijalności. Gra światła i cieni na surowych ścianach wnętrza ma wywoływać w znajdujacych się w niej wiernych uczucie trwogi.

Kościół Światła
Kościół Chrystusa Szonan

Liczba kościołów w Japonii jest niewielka, zwłaszcza w porównaniu z sąsiednią Koreą Płd., ale ich często wyjątkowe, nierzadko kontrowersyjne konstrukcje wyróżniają je spośród innych, zazwyczaj mało ciekawych budowli współczesnej architektury Kraju Kwitnącej Wiśni.
Ten niewielki Kościół Chrystusa Szonan (Shonan Kirisuto kyōkai) z niezwykłym, wykonanym z sześciu symbolizujących sześć dni z biblijnej opowieści o stworzeniu wklęsłych płyt dachem znajduje się w Fujisawa, 50 km na południe od Tokio. Specjalne ułożenie płyt zapewnia optymalne oświetlenie w trakcie niedzielnego nabożeństwa, tworzy osobliwą grę świateł w pozostałych godzinach dnia, oraz wyjątkową akustykę.

Kościół Chrystusa Szonan
Kościół Egami

W kościołach Higashi Totsuka, Światła oraz Shonan Kiristo spotykają się japońscy protestanci. Kościółek Egami w pobliżu Nagasaki powszechnie uważa się za jeden z najpiękniejszych drewnianych kościołów w Japonii i służy od powstania w roku 1918 japońskiej społeczności katolików. Otacza go zagajnik drzew, który ma chronić delikatną konstrukcję przed występującymi sezonowo na Kiusiu silnymi wiatrami.

Kościół Egami
Japonia

Wojna na Pacyfiku w gestach i uśmiech zakłopotania / zawstydzenia

☝️Symbol zwycięstwa czy obsceniczny gest? Grudzień 1941 r. Indyjski żołnierz wykonuje znak V z brytyjskiego okrętu w Singapurze. Gest ten pokazywany wierzchem dłoni skierowanej na zewnątrz jest w Wielkiej Brytanii uznawany za obraźliwy. Czy Hindus w służbie JKM zdawał sobie sprawę z jego podwójnej w czasie wojny symboliki?

☝️ Na tej fotografii zrobionej dwa miesiące wcześniej również w Singapurze o przypadku już raczej mowy być nie może. Roześmiani brytyjscy żołnierze jednomyślnie i jednocześnie pokazują ten sam gest.

☝️ Gest Victorii wewnętrzną stroną dłoni skierowaną w stronę osób obserwujących spopularyzował w połowie roku 1941 Winston Churchill, ale i jemu zdarzało się wykonać go w obraźliwej formie, nawet po tym (być może celowo, jak sugerują niektórzy), gdy uwagę zwrócili mu jego pracownicy.

Gen. Tomoyuki Yamashita (L)

Innym interesującym elementem niewerbalnej ekspresji podczas wojny na Pacyfiku były uśmiechnięte twarze japońskich żołnierzy już po ogłoszeniu 15 sierpnia 1945 r. przez cesarza Hirohito kapitulacji.
Japoński generał Tomoyuki Yamashita ☝️ w amerykańskiej niewoli mógł poczuć się na tyle swobodnie i bezpiecznie, że nawet uśmiech zagościł na jego twarzy. Na terenach okupowanych przez Cesarską Armię Japońską nikomu nie było do śmiechu – cierpiała zarówno ludność cywilna, jak i jeńcy wojenni, mężczyźni i kobiety. Japońscy jeńcy wojenni byli na ogół traktowani przez wojska alianckie humanitarnie i przyzwoicie.

☝️ Żołnierze japońscy oddają broń. I na tej fotografii, w lewym górnym narożniku, można zobaczyć zrelaksowaną, uśmiechniętą twarz japońskiego jeńca.

☝️ Rok 1945. Aliancki żołnierz w Singapurze przekazuje instrukcje japońskim żołnierzom, których Brytyjska Administracja Wojskowa wykorzystywała przez pewien czas do patrolowania po wojnie ulic miasta. Uśmiechnięta twarz Japończyka również sugeruje, że nie czuł się on zagrożony obecnością niedawnych wrogów.

P.S. Pojawiły się na X (Twitterze) uwagi, wskazujące, że uśmiech na twarzy Azjatów może być również wyrazem zakłopotania, a czasami także maskować inne, niekoniecznie pozytywne emocje. To prawda, pozwolę sobie jednak tę myśl doprecyzować. Uśmiech zawstydzenia czy zakłopotania funkcjonuje na stosunkowo niewielką skalę, dotyczy głównie kobiet, a niemałą rolę odgrywa w nim również pozycja danej osoby w hierarchii społecznej, oraz jej poczucie własnej wartości oraz wiek – czym wyższy szczebel na drabinie społecznej zajmuje i czym bardziej jest zaawansowana wiekiem, tym mniejsza szansa na to, że zobaczymy na jej twarzy uśmiech maskujący zakłopotanie. Mężczyźni w krajach Azji Wschodniej wypracowali inny mechanizm ukrywania emocji – kontrola mimiki twarzy. W podobny sposób reagują często starsze kobiety. Rozróżniamy co najmniej 10 rodzajów uśmiechów, a każdy z nich dosyć precyzyjnie przekazuje inną informację, a to oznacza, że różnią się one od siebie ekspresją mimiczną, ale także dynamiką całego ciała i dla większości z nas są one dosyć dobrze czytelne – czy jest to uśmiech zalotny, uprzejmy uśmiech sprzedawcy, szczery uśmiech typu Duchenne lub też uśmiech melancholijny lub pogardliwy większość z nas potrafi je stosunkowo łatwo od siebie odróżnić. Uśmiech wyrażający zakłopotanie zazwyczaj jest bardzo czytelny nawet dla mniej wprawnego oka, a co najważniejsze towarzyszą mu inne, liczne sygnały wysyłane przez całe ciało. Na fotografii poniżej reakcja Taylor Swift na materiał filmowy wykonany po laserowym zabiegu oczu piosenkarki (The Tonight Show with Jimmy Fallon). Całe ciało piosenkarki „śpiewa”: głowa i wzrok skierowane są w dół, lewa ręka zakrywa twarz, prawa tworzy barierę na wysokości brzucha, zaokrąglone ramiona, ciało pochylone do przodu, nogi złączone w kolanach i ten charakterystyczny uśmiech, ściągniętych w tym przypadku ust, ale często, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z jakąś kompozycją emocji (np. zakłopotania i zaskoczenia lub złości),, może wyglądać on inaczej i wtedy szukamy wskazówek również poza twarzą.

Oczywiście nie zawsze wstyd wyrażany jest aż tak ekspresyjnie jak w przypadku Taylor Swift, ale nawet słabsze sygnały są zawsze obecne, a co najważniejsze jest to język uniwersalny.

Koreańska aktorka Kim Go-eun

Mężczyźni, zwłaszcza młodsi, okazują zawstydzenie bardziej subtelnie od kobiet. Palce ręki, zazwyczaj bez angażowania nadgarstka, jak ma to często miejsce u kobiet, nie zakrywają twarzy, a jedynie dotykają włosy lub okolice czoła. Głowa delikatniej pochylona i często pojawia się charakterystyczny, rozciagniety uśmiech w formie grymasu. Można również zaobserwowac zawstydzenie maskowane złością, wtedy jednak wysyłane sygnały są zbyt subtelne dla niewprawnego oka.

Koreański aktor Lee Min-ki.
Japonia

Podróż Alfreda Hitchcocka do Azji Wschodniej

Hitch w tokijskim sklepie jubilerskim Mikimoto Hitch jak doświadczony złodziej lewą ręka odwraca uwagę ubraną w kimona obsługę sklepu, drugą zaś „kradnie” wyroby jubilerskie.)

W grudniu 1955 roku słynny reżyser zaginął w Azji Południowo-Wschodniej, a prasa zachodnia natychmiast wyraziła zaniepokojenie. Hitchcock uwielbiał spędzać wakacje w okresie świąt Bożego Narodzenia, pod koniec 1955 roku wytwórnia filmowa Paramount Pictures podarowała mu więc świąteczny prezent w postaci azjatyckiego tournee.

Hitchcock miał skłonność do figli i psot zarówno na planie filmowym, jak i w życiu prywatnym i nie mógł ich sobie odmówić również w dalekiej Japonii. Tutaj „podsłuchuje” starszego Japończyka rozmawiającego przez telefon. Angielski reżyser nie znał języka japońskiego.

Reżyser wraz z małżonką i towarzyszącą mu ekipą wyruszyli w siedmiotygodniową trasę obejmującą m.in.. Tokio, Hongkong, Bangkok i Singapur. W Japonii twórczość Anglika była już wysoko ceniona. Patrick McGilligan w biografii „Alfred Hitchcock” napisał, że mistrz suspensu poczuł się bardzo szczęśliwy, kiedy w tokijskiej dzielnicy Ginza dostrzegł duży billboard ze swoją podobizną. Ponoć zachichotał i powiedział „Hitchcock z azjatyckimi oczami.”

Hitchcock w tokijskim metrze. Nawet teraz jego twarz zdaje się mówić, że planuje on jakąś kolejną psotę. Nad głową reżysera zwisa reklama wyścigu łodzi na rzece Edo (Edogawa),

W Bangkoku (inne źródła podają Kalkutę) już po wejściu na pokład samolotu pojawiły się problemy techniczne, a urzędnicy imigracyjni nie wyrazili zgody na powrót pasażerów do hali odlotów. Hitch i jego ekipa musieli więc spędzić noc w samolocie, a następnie w związku z całodobowym opóźnieniem pominąć Singapur. Media podniosły alarm. Obawiano się, że samolot, którym podróżował Hitch mógł spaść do morza i wzmianka o jego zaginięciu pojawiła się w światowej prasie. „Nie miałem jak wysłać wiadomości” tłumaczył się później reżyser.

Tokio. Hitch zagląda do budki telefonicznej.
Tokio. Hitchcock z ręką w skrzynce pocztowej.
Hitchcock w restauracji sushi
W poczekalni dworca Tokyo. Być może to właśnie ekscentryczne zachowanie reżysera (głośne ziewanie i odpoczynek na stoliku?) wzbudziło podejrzenie oczekującej na pociąg Japonki, która całym ciałem osłania swoje dziecko, bacznie przy tym obserwując przeciwleglą stronę poczekalni.
(📷 Asahi Shimbun)