Japonia

80 lat później: Japonia wciąż leczy rany po 1945 roku

Shohei Kuwabara z mamą
Michiyo Fujioka z fotografią ojca
Ojciec Akio Kuroi po wojnie stał się odludkiem
Japonia

Gaudi de Mita

Gaudi de Mita

W ostatnich tygodniach w Polsce wiele mówi się o nowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Prowokacyjny i kontrowersyjny „barak” budzi sprzeczne emocje. Tymczasem w Tokio, mieście znanym z wielu nowoczesnych i również budzących kontrowersje projektów architektonicznych, powoli dobiega końca
budowa jednego z najbardziej niezwykłych budynków. Arimaston Building, zaprojektowany i od kilkunastu lat budowany przez architekta Keisuke Okę wznosi się na małym skrawku ziemi niedaleko stacji Mita. Jest to unikalna konstrukcja, która rozwija się bez formalnych planów, co nadaje jej charakterystyczny, organiczny wygląd przypominający, wg Tokijczyków, dzieła Antonio Gaudiego, stąd też zwana jest również przez nich „Gaudi de Mita”. Budynek ten jest przykładem architektury, która, zgodnie z zamysłem autora, czerpie inspiracje z natury, podobnie jak dzieła Gaudiego.

Tokio, Sunny Hills w Minami Aoyama

Oka porównuje proces tworzenia swojej konstrukcji do przycinania drzewka bonsai lub do tańca, co wymaga improwizacji raczej niż planów. Budynek, podobnie jak warszawska siedziba MSN, ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników.
Zagraniczni turyści przyjeżdżający do Tokio albo tracą dla stolicy Japonii głowę, albo też żywią do niej niechęć, ale nikt chyba nie jest w stanie pozostać obojętny na jej wyjątkowy, pełen sprzeczności charakter. Jest na przykład, jak na 30-milionową aglomerację, nieskazitelnie czyste.

Tokio, prywatny dom autora mangi.

W całym mieście, podobnie zresztą jak w równie dziś czystym Seulu, każdego dnia można zobaczyć armię sprzątaczy usuwających zanieczyszczenia z ulic. Z drugiej strony, w wielu częściach miasta nie trudno zauważyć mało estetyczne i zupełnie niepasujące do charakteru okolicy budynki lub chaotyczną różnorodność stylów i kształtów budowli stojących przy jednej ulicy. Zasady regulujące planowanie przestrzenne w Tokio są elastyczne i często skupiają się na innych potrzebach niż te znane z Polski.

Tokio, Eliptyczny Dom

Japońskie przepisy budowlane kładące akcent na zapewnienie mieszkańcom dostępu do światła słonecznego i miejsc parkingowych oraz odpowiednią skalę budynków i wytrzymałość na aktywność sejsmiczną, mają niemały wpływ na wybory projektowe. Projektanci mają sporą swobodę eksperymentowania. Tokio, jak twierdzą architekci pracujący w Japonii, jest miastem żywym, przyjaznym pieszym i reagującym na zmieniające się potrzeby mieszkańców. Jest to miejsce eksperymentów i nieskończonej różnorodności form, dzięki czemu mieszkańcy mają łatwy dostęp do mieszkań, ale ceną, jaką za to płacą, jest wizualny chaos.”

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Tokio, The House of Eaves
Chiny · Japonia · Korea Południowa · Włochy

Rubens i Antonio Corea – pierwszy Koreańczyk w Europie

Peter Paul Rubens – „Mężczyzna w koreańskim kostiumie”

Peter Paul Rubens (1577-1640), flamandzki malarz i jeden z najbardziej wpływowych artystów epoki baroku, ok. roku 1617 naszkicował tajemniczą postać Azjaty. Ponad 300 lat później, w roku 1934 brytyjska historyk sztuki Claire Stuart Wortley wysunęła teorię, że tematem szkicu może być pierwszy Koreańczyk, który postawił nogę na kontynencie europejskim. Nazywał się Antonio Corea i był niewolnikiem zakupionym w Japonii przez florenckiego podróżnika i kupca Francesco Carlettiego. Corea został schwytany podczas japońskiej inwazji na Koreę w latach 1592-1598. W jej wyniku wielu Koreańczyków i Koreanek dostało się do japońskiej niewoli, a następnie uprowadzonych zostało do Japonii.

Peter Paul Rubens, autoportret z roku 1623

Antonio Corea był jednym z nich. Po pojmaniu, Corea trafił do Nagasaki, gdzie został sprzedany jako niewolnik. W 1597 roku, Corea wraz z kilkoma innymi Koreańczykami zostali zakupieni przez Carlettiego. Razem z Toskańczykiem Corea opuścił Japonię w marcu 1598 roku i w drodze do Europy odwiedził różne kraje, w tym Chiny, Malezję, Indie oraz wyspę Świętej Heleny, gdzie Koreańczyk omal nie stracił życia w wyniku ataku holenderskich okrętów na ich galeon. Uratował go ponoć krucyfiks, który zawiesił sobie na szyi. Holendrzy, którzy bezlitośnie wycinali marynarzy ze statku Florentczyka darowali mu życie. Wraz z nim do Holandii w roku 1602 dotarł również Carletti.

Francesco Carletti, „Moja podróż dookoła świata”

W swoim notatniku toskański podróżnik zapisał: „Z nadmorskich prowincji Korei przywieźli [Japończycy] nieskończoną liczbę mężczyzn i kobiet, chłopców i dziewcząt w każdym wieku, a wszyscy zostali sprzedani jako niewolnicy po najniższych cenach. Kupiłem pięciu z nich za niewiele ponad dwanaście skudów. Ochrzciwszy ich, zabrałem ich ze sobą do Goa w Indiach i tam ich uwolniłem. Jednego z nich przywiozłem ze sobą do Florencji i myślę, że dzisiaj można go znaleźć w Rzymie, gdzie jest znany jako António.”
Niewiele wiadomo na temat życia Antonio na Półwyspie Apenińskim, istnieją jednak teorie, że Corea może mieć potomków we Włoszech, szczególnie w regionie Albi w Kalabrii, choć te twierdzenia nie są poparte solidnymi dowodami.

Peter Paul Rubens, „Cuda św. Franciszka Ksawerego”, rok 1617 1618

Czy rysunek Rubensa faktycznie przedstawia Anionio Coreę? Tożsamość i pochodzenie osoby przedstawionej na szkicu holenderskiego malarza są od lat przedmiotem sporów historyków sztuki. Niektórzy sugerują, że Rubens mógł spotkać Antonio w Rzymie około roku 1607, gdzie malarz przebywał wraz ze swoim przyjacielem i pierwszym uczniem Deodatem del Monte. Inni skłaniają się ku teorii, że Rubens naszkicował postać chińskiego kupca Ypponga, jednego z pierwszych Chińczyków, którzy przybyli do Europy, tym bardziej, że to jego wizerunek prawdopodobnie widnieje na obrazie Rubensa „Cuda św. Franciszka Ksawerego” z roku 1617 lub 1618. Corea i Yppong nigdy się nie spotkali.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Wizerunek Azjaty na obrazie Rubensa „Cuda św. Franciszka Ksawerego”
Japonia

Nieprzeciętne życie słynnych mistrzów japońskiego malarstwa ukiyo-e

Katsushika Hokusai

O życiu słynnych japońskich artystów ukiyo-e często niewiele wiadomo, ale te skąpe informacje, które zachowały się do naszych czasów wskazują, że swoimi ekscentrycznymi zachowaniami niewiele różnili się od słynnych XIX i XX-wiecznych artystów europejskich. Hokusai, autor słynnej Wielkiej fali w Kanagawie w swoim długim życiu zmieniał imię co najmniej 30 razy, co miało za każdym razem odzwierciedlać nowy etap lub kierunek w jego karierze artystycznej. Poświęcał cały swój czas sztuce, w późniejszych latach podpisywał więc swoje obrazy „Stary Człowiek Zwariowany na Punkcie Rysowania.”

Katsushika Hokusai

Był tak pochłonięty swoją pracą, że nawet w podeszłym wieku, kiedy brakło mu już sił na utrzymanie pędzla, instruował swoje wnuki, aby przywiązywały mu pędzle do rąk. Pod koniec życia miał zwyczaj chodzenia po ulicach z pędzlem i tuszem, malując obrazy na ścianach domów. Wielu ich mieszkańców wyrażało ponoć z powodu tego niezwykłego wyróżnienia zadowolenie.
Dziś często reagujemy gniewem na widok zdjęć wykonanych z ukrycia w miejscach publicznych, ale już w przeszłości, przed wynalezieniem fotografii, zdarzało się, że artyści bez uzyskania zgody rysowali nieznajomych.

Kitagawa Utamaro

Utamaro, który specjalizował się w portretowaniu kobiet (jego prace często przedstawiały zbliżenia twarzy kobiet, skupiały się na wyrazach twarzy i ich detalach), znany był z tego, że nosił zawsze przy sobie mały szkicownik i przybory do rysowania. Kiedy tylko napotkał atrakcyjną kobietę chwytał za swoje malarskie przybory i rysował, przez co czasami musiał ratować się ucieczką przed oburzonymi modelkami. Był znany z tego, że spędzał sporo czasu w dzielnicy czerwonych latarni Yoshiwara w Edo (dzisiejsze Tokio) i domach gejsz, studiując oblicza i sylwetki kobiet. Jego prace często podkreślały ich urok i piękno.

Kitagawa Utamaro

Hiroshige miał kota, który był jego stałym towarzyszem w pracowni. Zwierzak ten miał zwyczaj siadania na jego obrazach, a Hiroshige, zamiast go przepędzać, często włączał te przypadkowe „kocie odciski” do swoich dzieł, co dodawało im unikalności. Hiroshige, mistrz japońskiego malarstwa pejzażowego, lubił oddawać się dwóm pasjom na raz – podróżom i malowaniu, przez co jego prace miały czasami zabawnie zniekształconą perspektywę.

Utagawa Hiroshige

Choć przez swoich współczesnych opisywany był jako cichy i skromny, też lubił spędzać czas z kurtyzanami i gejszami celem przedstawienia ich wizerunków na obrazach. Kuniyoshi znany był z tego, że pracował nocą, która wg niego sprzyjała kreatywności. Ciemność niewątpliwie miała wpływ na jego twórczość, gdyż jego prace często zawierały elementy grozy.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Utagawa Kuniyoshi
Japonia

Ukryte sygnały i niebezpieczne sceny w filmie „Tron we krwi” Akiry Kurosawy

Scena z filmu „Tron we krwi”

Być może jedna z najbardziej niebezpiecznych scen w historii kina. Toshiro Mifune w dramatycznej scenie finałowej filmu „Tron we krwi” z roku 1957 celem uniknięcia zranienia przez prawdziwe strzały w niej użyte, gestami ręki wskazuje łucznikom w którym kierunku będzie się przemieszczał. (👆)
Scena ta jest także jednym z najbardziej ikonicznych momentów w historii kinematografii. W kierunku granego przez Mifune Taketoki Washizu (Makbet) leci grad strzał, z których kilka wbija się w jego ciało. Wg Mifune użycie prawdziwych strzał miało ogromny wpływ na jego emocje i zachowanie przed kamerą, dodało scenie autentyczności i surowości emocjonalnej trudnej do odtworzenia jedynie poprzez aktorstwo.

Akira Kurosawa na planie filmu Tron we krwi.

Użycie tych strzał było częścią zaangażowania Kurosawy (📷👆) w osiągnięcie realizmu i intensywności w jego filmach. W tamtym czasie japońskie kino przesuwało granice, jeśli chodzi o sceny akcji, a scena ta wpisywała się w szerszy trend mający na celu zwiększenie realizmu filmu. Pomimo tego, że bezpieczeństwo na planie było priorytetem, a przed rozpoczęciem zdjęć przeprowadzono liczne próby, aby upewnić się, że wszyscy zaangażowani w kulminacyjną scenę doskonale znają swoje role, to takie techniki byłyby uważane za wysoce ryzykowne według dzisiejszych standardów bezpieczeństwa w produkcji filmowej. Aby uniknąć przypadkowego trafienia, Mifune musiał precyzyjnie synchronizować swoje ruchy z sygnałami, które wysyłał za pomocą rąk łucznikom (📷👇).

Choć aktor miał na sobie specjalny, wzmocniony kostium, który miał chronić go przed zranieniem, a te strzały, które celowo kierowane były bezpośrednio w niego były wykonane ze specjalnego tworzywa lub ich zasięg był ograniczony przymocowaną do nich linką, istniało ryzyko, że któraś z zakończonych ostrym grotem strzał skierowanych w ścianę budynku, a które miały omijać go zaledwie o centymetry, mogłaby dosięgnąć głowy lub szyi Mifune. Aktor opisywał swoje doświadczenia z kręcenia sceny finałowej „Tronu w krwi” jako wysoce intensywne i pełne napięcia. W jednym z wywiadów powiedział, że nie musiał grać strachu i udawać paniki, ponieważ naprawdę był przerażony, a jego reakcje w obliczu lecących w jego kierunku strzał były autentyczne. Po skończonych zdjęciach wypił sporo piwa, a po latach opowiadał, że scena ta pojawiała się wielokrotnie w jego snach.

Japonia · Korea Południowa

Teorie spiskowe i nazwa kraju „Korea”

Półwysep Koreański

Korea czy Corea? Teorie spiskowe mają głębokie korzenie w ludzkiej psychologii i historii, nie są więc od nich wolni Koreańczycy i Japończycy. Są często specyficzne dla danego kraju, odzwierciedlając jego historię, kulturę, wierzenia religijne, politykę i aktualne wydarzenia. W Stanach Zjednoczonych wciąż żywa jest teoria, wg której lądowania na Księżycu w latach 60. i 70. były sfingowane przez NASA w studiu filmowym, a za zamachami na Kennedy’ego i Marylin Monroe stało CIA. Niektóre, wciąż żywe teorie spiskowe mają już wielosetletnią historię. Na Bliskim Wschodzie wśród muzułmanów i żydów krąży ich wiele w temacie ukrzyżowania i zmartwychwstania Chrystusa: 1. Ciało Chrystusa zostało wykradzione przez kilku wyznawców Jezusa. 2. Maria Magdalena pomyliła groby. 3. Jezus przeżył ukrzyżowanie. 4. Uczniowie Chrystusa byli ofiarami zbiorowej halucynacji. 5. Na krzyżu zmarł brat bliźniak Chrystusa itd..

Rembrandt van Rijn – Chrystus i Maria Magdalena u grobu.

W Japonii część mieszkańców w dalszym ciągu wierzy, że za atakami gazowymi z użyciem sarinu przeprowadzonymi w tokijskim metrze przez sektę Aum Shinrikyo w roku 1995 mogły stać rząd japoński lub nawet organizacje międzynarodowe. Jedna z popularnych teorii spiskowych w Korei dotyczy miejsca ich kraju w alfabecie. Wg części Koreańczyków Japonia w okresie formowania się koreańskiej państwowości po drugiej wojnie światowej miała rzekomo celowo wpłynąć na pisownię nazwy kraju „Korea” zamiast „Corea” W ten sposób, kosztem Korei, „Japonia” zajęła lepsze, gdyż bliżej litery A, znaczy się bardziej uprzywilejowane miejsce w alfabecie i na liście państw świata.

Zamach z użyciem sarinu w Tokio, r. 1995

W krajach nieodparcie skupionych na hierarchii może mieć to niemałe znaczenie. Wg większości badaczy problemu brak jednak dowodów historycznych i lingwistycznych, które potwierdzałyby roszczenia Koreańczyków, tym bardziej, że Japonia do końca 2 wojny światowej korzystała z różnych nazw dla Korei, a jedną z bardziej powszechnych było Chōsen. Nazwa „Korea” pochodzi od nazwy dynastii „Goryeo,” która rządziła Półwyspem Koreańskim w latach 918-1392. Pierwsi podróżnicy z Europy, którzy docierali do Azji Wschodniej opowieści o Koreańczykach słyszeli od Chińczyków. Zapisywali nazwę tego kraju w dowolny sposób, przez co przybierała ona różne formy. Anglicy początkowo zapisywali ją przez C, jednakże przejście z „C” na „K” w pisowni Korei badacze uznają za część naturalnej ewolucji językowej, a nie za celowe działanie manipulacyjne Japończyków i ich współsprawców, czyli zachodnie mocarstwa, tym bardziej, że Francuzi (Coree) i Hiszpanie (Corea) do dziś piszą nazwę kraju moich gospodarzy przez „C”. Angielski ma wg nich tendencję do używania „K” dla twardych dźwięków „C”, co może wyjaśniać preferencję dla „Korea” zamiast „Corea”. Wg badaczy ta teoria odzwierciedla raczej sentymenty historyczne i nacjonalistyczne Koreańczyków, gdzie trwałe urazy wobec Japonii są wyrażane również poprzez narracje o rzekomym imperializmie lingwistycznym ich sąsiadów.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Japonia · Korea Południowa

Jak król Gojong przechytrzył Japończyków i w stroju kobiecym zbiegł z pałacu królewskiego w Seulu

Toshiro Mifune jako Toranaga w serialu Szogun z roku 1980.

Pamiętna scena z serialu Szogun 👆, kiedy to Toranaga, potężny władca regionu Kanto, przebrany za kobietę ucieka w palankinie z pałacu w Osace lorda Ishido wydarzyła się naprawdę zimą 1896 roku w Korei, a zbiegiem był Gojong – ostatni król i przyszły cesarz kraju. 8 października 1895 roku w Seulu kilkudziesięcu roninów (samurajów bez pana) wynajętych przez japońskiego ambasadora w Korei Miurę Goro brutalnie morduje koreańską królową Min. Jeden z nich za włosy wyciąga ukrywającą się w pawilonie Okhoru królową na dziedziniec, przewraca na ziemię, skacze kilka razy na klatkę piersiową, a następnie odcina jej głowę, podczas gdy reszta skrytobójców plądruje królewskie komnaty.

Gen. Miura Goro, który wynajął skrytobójców, nigdy nie poniósł konsekwencji swojego czynu

Chwilkę później ciało królowej zostaje podpalone, a spalone zwłoki zakopane w ziemi. Później król Gojong odzyska tylko pół zwęglonego palca swojej żony.
Para została połączona węzłem małżeńskim w roku 1866, ale nastoletni Gojong początkowo nieszczególnie interesował się swoją o rok starszą małżonką. Dość powiedzieć, że noc poślubną zamiast z panną młodą spędził ze swoją ulubioną konkubiną. Z czasem jednak małżonkowie zaczęli się coraz bardziej do siebie zbliżać, a nieporadny król zaczął doceniać organizacyjne i polityczne talenty swojej żony.

Król Gojong

Po jej stracie Gojong staje się więźniem we własnym pałacu. Kilka miesięcy po zabójstwie królowej Min przygnębiony władca postanawia szukać schronienia na terenie rosyjskiego poselstwa. Pod osłoną nocy wraz ze swoim synem – następcą tronu i przyszłym cesarzem Sunjong – z pomocą dam dworu narzucają na siebie damską odzież, w takim przebraniu wskakują do dwóch czekających na nich palankinów i przez wschodnią bramę Geonchunmun czmychają z pałacu. Udaje im się zmylić czujność japońskich żołnierzy otaczających Pałac Gyeongbokgung i bezpiecznie dotrzeć do oddalonego o około 1 kilometra poselstwa, w którym przebywał, ochraniany przez setkę rosyjskich żołnierzy, nieco ponad rok. Pojawiają się głosy sugerujące, że wśród nich mogli znajdować się Polacy wcieleni do armii carskiej, ale jak dotąd nie natrafiłem na wiarygodne źródła informacji na ten temat.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Wieża obserwacyjna, to jedyny budynek z byłego poselstwa rosyjskiego, który można oglądać do dzisiaj.
Japonia · Korea Południowa

Problem z niską asertywnością Japończyków i Koreańczyków

Człowiek zaczyna dopiero wtedy zauważać u siebie i doceniać umiejętności asertywne, kiedy spędzi trochę czasu w Azji Wschodniej. Niska asertywność jest w Japonii i Korei często przyczyną psychicznego dyskomfortu, stresu i złości, a nawet zachowań agresywnych i aspołecznych Azjatów.

Młoda Japonka nie potrafi poprosić pasażera (📷👆) zajmującego jedno z miejsc przeznaczonych dla osób uprzywilejowanych o usunięcie siatki z wolnego miejsca i zamiast tego, licząc na to, że zauważy, wymachuje znaczkiem, który ma go poinformować, że jest w ciąży (📷👇).

Co ciekawe, takie odznaki ostatnio również mocno promuje seulskie metro, choć ich skuteczność jest nikła, zwłaszcza w porównaniu z prośbą wyrażaną werbalnie.
Nierzadko napotykam takie sytuacje w koreańskim metrze i wtedy proszę właściciela pakunku o usunięcie go z siedzenia, zarazem motywując swoją prośbę chęcią skorzystania z miejsca. Niby nic szczególnego, nic skomplikowanego, ale Koreańczycy i Japończycy mają bardzo często kłopot z wyrażaniem próśb.

Mediatorami w sytuacjach konfliktowych są często ludzie starsi

Tego typu sytuacje wskazują także jak bardzo Japończycy i Koreańczycy mylą się w kwestii swoich kompetencji komunikacyjnych. Otóż obie te nacje przekonane są o swojej komunikacyjnej wyższości nad resztą świata w kwestii umiejętności i ważności przekazywania informacji w sposób pozawerbalny. Jak bardzo komunikacja pozawerbalna potrafi być niepotrzebnie skomplikowana, nieskuteczna i frustrująca, jak trudno często dostrzec sygnały niewerbalne i właściwie je zinterpretować w powodzi bodźców, które docierają w każdej chwili do naszych zmysłów (dźwięki, zapachy, smak, bodźce wzrokowe i informacje odbierane przez naszą skórę), a z drugiej strony często celowo je zignorować (np.. udawanie w komunikacji miejskiej, że nie dostrzegamy osoby starszej szukającej miejsca siedzącego) niech świadczy sytuacja, która przydarzyła mi się jakiś czas temu w seulskim metrze. Starszy mężczyzna usiadł na wprost mnie na jednym z wielu wolnych miejsc, a na sąsiednim siedzeniu położył niewielki pakunek. Kilka stacji dalej w wagonie zrobiło się tłoczniej i wszystkie miejsca były już zajęte, ale nikt z wchodzących do metra nie odważył się poprosić mężczyznę o zdjęcie tobołka. Pierwszy odważny stanął na wprost siedzenia z pakunkiem i poprawnie domyślając się, kto był jego właścicielem przekręcał głowę to w jego kierunku, to siedzenia na którym spoczywał bagaż. Trwało to co najmniej pół minuty i w końcu usiadł przyciskając tobołek plecami do oparcia siedzenia. Starszy człowiek zajęty swoim telefonem nie usunął tobołka. Młodszy mężczyzna zauważył w tym momencie, że uważnie przyglądałem się jego poczynaniom, wykorzystałem więc ten moment, by dowiedzieć się więcej i spytałem uprzejmie, czy nie łatwiej byłoby po prostu poprosić o zabranie tobołka. Być może zawstydzony moim pytaniem mężczyzna wstał i przeszedł do innego wagonu metra. Takie zdarzenia nie są czymś wyjątkowym w codziennych interakcjach Koreańczyków i Japończyków, ale ich nieodłącznym elementem.

Dyskomfort nie tylko związany ze ściskiem, ale także nadepnięciem na stopę lub czyimś łokciem wbijającym się komuś w bok jest najczęściej wyrażany mimiką twarzy.
Filipiny · Japonia · Korea Południowa · Stany Zjednoczone

Alicja w krainie grabieży

Alice Roosevelt

Jak ukształtować zbuntowaną, dumną i upartą dziewczynę na dobrze wychowaną damę? Najlepiej wysyłając ją z oficjalną rządową misją do Japonii, Chin i Korei. Tak przynajmniej uważał amerykański prezydent Theodore Roosevelt. Wychowywana bez mamy, ale pod czujnym okiem oziębłej macochy Alice Roosevelt stałą się niezależna i niesforna i szybko zaczęła sprawiać ojcu kłopoty. Kiedy Roosevelt i jego druga żona Edith zaproponowali Alice wysłanie jej do konserwatywnej szkoły z internatem, sugestia ta nie spotkała się z jej uznaniem. Zagroziła ojcu, że jeśli zdecyduje się na tak nikczemny krok ona znajdzie sposób, żeby głęboko go upokorzyć.

Dwudziesty szósty prezydent Stanów Zjednoczonych Theodore Roosevelt z drugą żoną Edith Kermit Carow.

Dziewczyna miała siedemnaście lat, gdy jej ojciec w roku 1901 wprowadził się do Białego Domu po zabójstwie przez Amerykanina polskiego pochodzenia Leona Czołgosza prezydenta Williama McKinleya. Niewzruszona ogólnonarodowym szokiem i panującą w kraju żałobą rzekomo głośno wyraziła swoją z tego powodu radość. W następnym, 1902 roku, Alice oficjalnie została zaprezentowana Amerykanom i stała się sensacją niemalże z dnia na dzień. Opinia publiczna tak bardzo była zauroczona atrakcyjną, prostolinijną i prowokatorską nastolatką, że nadano jej przydomek „Księżniczka Alice”, który został później utrwalony przez królewskie traktowanie, jakiego doświadczyła podczas swojej podróży po Azji, gdzie spotykała się z władcami Japonii, Filipin, Chin i Korei.

Zabójca prezydenta McKinleya, Leon Czołgosz

W nosie miała surowe zasady, które urzędnicy w Białym Domu próbowali jej narzucić. Jej liczne wybryki opisywała prasa całego świata, również japońska. Publicznie odrzuciła chrześcijaństwo, a swoje wierzenia określiła jako pogańskie. Paliła papierosy w miejscach publicznych, co w owym czasie nie wypadało czynić kobiecie, imprezowała do wczesnych godzin porannych, obstawiała wyścigi konne i brawurowo prowadziła samochody w towarzystwie młodych mężczyzn.
Na pytanie, dlaczego nie poskromi wybryków swojej beztroskiej córki, prezydent Roosevelt odpowiedział: „Mogę albo rządzić krajem, albo opiekować się Alice, ale nie mogę robić obu tych rzeczy naraz”.

Japończycy witają amerykańską delegację.

Postanowił jednak, że wyśle niesforną 21-latkę w towarzystwie sekretarza wojny i przyszłego 27. prezydenta Stanów Zjednoczonych Williama Tafta do Azji Wschodniej jako ambasadorkę dobrej woli. Liczył na to, że w towarzystwie amerykańskich kongresmanów i ich żon oraz azjatyckich władców córka wydorośleje i dojrzeje. Japończycy byli zachwyceni jej przybyciem i traktowali ją niczym królową pojawiając się tłumnie wszędzie tam, gdzie ona zawitała.

Japończycy zapragnęli zobaczyć „księżniczkę Alice”

Została obdarowana tak wieloma prezentami, że od jednego z kongresmanów otrzymała przydomek „Alicja w krainie grabieży” (Alice in Plunderland). Oprócz tańca i śpiewu gejsz, tradycyjnego łucznictwa Kyudo oraz przedstawienia kabuki miała także możliwość zobaczyć walki zapaśników sumo, ale te nieszczególnie jej się spodobały, być może dlatego, jak sugerują niektórzy, że musiała spędzić tak dużo czasu w podróży z nie mniej od sumitów otyłym Williamem Taftem.

Japonia. William Taft i Alice Roosevelt

Podczas gdy sekretarz wojny prowadził rozmowy z Japończykami, Alice udała się na zakupy i imprezowała z japońskimi księżniczkami. Na przyjęciach pojawiała się w tradycyjnym kimonie. 26 lipca 1905 roku Taft i Alice Roosevelt zostali przyjęci przez cesarza Mutsuhito (Meiji), który zaprowadził ich, ponoć pierwszych obcokrajowców, do prywatnego cesarskiego ogrodu.

Prasa koreańska rozpisywała się o wizycie amerykańskiej delegacji w Cesarstwie Korei.

W Korei została przyjęta na audiencji u cesarza Gojonga w jego tymczasowej rezydencji (ogień strawił rok wcześniej Pałac Deoksugung), ale Koreańczycy jej nie zachwycili. W porównaniu z pełnymi entuzjazmu Japończykami, a wkrótce później żywiołowymi Filipińczykami i przyjaznymi Hongkończykami Koreańczycy wydali jej się apatyczni: „Ludzie wyglądają na smutnych i przygnębionych, tak jakby ktoś wyssał z nich całą energię. Wszędzie było widać japońskich oficerów i żołnierzy, którzy w przeciwieństwie do nędznych Koreańczyków byli bojowi i pracowici”, napisała w autobiografii.

Zawody sumo zorganizowane dla gości z Ameryki.

Po powrocie do Japonii delegacja amerykańska mogła się przekonać, jak gwałtownie potrafią zmieniać się nastroje społeczne w tym kraju. Ponieważ w międzyczasie Japończycy obwinili prezydenta Roosevelta o niewystarczająco sprzyjający im traktat pokojowy pomiędzy Japonią a Rosją, na ulicach Tokio co rusz wybuchały antyamerykańskie zamieszki, podkładano ogień pod chrześcijańskie kościoły. „Nigdy nie widziałam większej zmiany” – wspominała Alice. „Sugerowano nam, że jeśli ktoś zapyta, wskazane jest, abyśmy powiedzieli, że jesteśmy Anglikami”. Tym razem nie było wiwatów, a Alice i amerykańską ekspedycję ochraniali policjanci w cywilu.

Japonia. Alice Roosevelt w towarzystwie kilku żon amerykańskich kongresmanów.

Czy podróż do Azji złagodziła obyczaje Księżniczki Alice? Gdy cztery lata później rodzina Rooseveltów przygotowywała się do wyprowadzki z Białego Domu, Alice dokonała jednego z najbardziej zuchwałych ze swoich wygłupów. W ogródku przed rezydencją prezydencką zakopała lalkę voodoo nowej Pierwszej Damy Nellie Taft. Za ten wybryk została pozbawiona prawa wchodzenia na teren Białego Domu.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Alice Roosevelt przemierza Pacyfik
Alice Roosevelt i William Taft na Filipinach
Japonia · Korea Południowa

Król Korei

Yi Won, pretendent do koreańskiego tronu w Deoksugung

„To król!” krzyknął do mnie mężczyzna w garniturze, kiedy wczoraj, chwilkę po godzinie 9 rano w pustym jeszcze Pałacu Deoksugung w centrum Seulu fotografowałem przechodzącą procesję z tragarzami dźwigającymi w lektyce jakąś dumną postać przypominającą Dalajlamę. „Kto?” – spytałem zaskoczony? „Król Korei” – odpowiedział. „Jaki znów król Korei?” Poważnie zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno na jego poddaszu wszystko jest w należytym porządku. W końcu takich kolorowych przebierańców, zwłaszcza w sobotę i niedzielę, wokół seulskich pałaców jest wielu.

Strażnicy w Pałacu Deoksugung

„Yi Won!” – wykrzyknął i pobiegł za oddalającą się grupą. Yi Won! Prawnuk Gojonga, ostatniego króla Korei Joseon i pierwszego cesarza Cesarstwa Korei! Gojong zmarł nagle w wieku 66 lat w roku 1919 i choć brak na to dowodów, do dziś uważa się, że swoje paluchy prawdopodobnie maczali w jego śmierci Japończycy. Od lat czyhali na jego życie, a w roku 1895 jeden z pięćdziesięciu wynajętych przez japońskiego dyplomatę w Korei Miurę Goro roninów-zabójców (samurajów bez pana) mieczem odciął jego małżonce, królowej Min głowę, zmuszając monarchę do opuszczenia Pałacu Gyeongbokgung i ukrycia się przed Japończykami na terenie poselstwa Imperium Rosyjskiego (F).

Zamach na królową Min

Kilka lat przed tajemniczą, w roku 1907, Gojong został zmuszony przez pro-japoński rząd do abdykacji na rzecz swojego syna, drugiego, ostatniego i dziś już zapomnianego cesarza Sunjonga. Ten ostatni, marionetka w rękach Japończyków, zasiadał na tronie zaledwie przez trzy lata, do roku 1910, kiedy to panoszący się od końca XIX wieku w Korei Japończycy przestali grać komedię i ostatecznie zagarnęli cały Półwysep Koreański dla siebie. Zmarł bezpotomnie 16 lat później na atak serca.

(L) Król Gojong / cesarz Gwangmu, (P) cesarz Sunjong

Miał jednak dwóch młodszych braci, z których każdy doczekał się syna. Pierwszy Yi Gona, drugi Yi Ku, a ci również postarali się o potomków płci męskiej. Adoptowanym synem Yi Ku jest właśnie urodzony w roku 1961 Yi Won. Jest on zaledwie jednym z kilku pretendentów do tronu Korei, którzy pragnà restauracji monarchii i Dynastii Yi, ale tym najbardziej znanym i rozpoznawalnym. Co robił na terenie Pałacu Deoksugung tak wcześnie w sobotni poranek i dlaczego kazał się nosić w lektyce tragarzom, z których ten ostatni w lewym rzędzie poruszał się już na zgiętych w kolanach nogach i wyraźnie tracił siły nie udało mi się dowiedzieć.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Yi Ku z pochodzącą ze Stanów Zjednoczonych żoną Julią
Yi Won, pretendent do koreańskiego tronu w Deoksugung