Japonia

Kakashi

Kakashi, japońskie strachy na wróble (fot. japoński Internet)

Cokolwiek by nie powiedzieć o Japończykach i Koreańczykach, jedno jest pewne, trudno się z nimi nudzić. Zawsze dostarczają ciekawego materiału do obserwacji i rozważań.
Weźmy dla przykładu te makabryczne strachy na wróble (kakashi) ustawiane przez japońskich rolników i ogrodników. Zaczęło się kilka lat temu od jednego z rolników, który wykorzystał do tego celu głowy manekinów używane przez lokalnego fryzjera.

Kakashi (fot. jap. Internet)

Pomysł podłapali inni i dziś można je co roku przez kilka tygodni poprzedzających zbiory ryżu zobaczyć na wielu polach ryżowych Japonii. Te upiorne, ale pomysłowe strachy na wróble mają za zadanie odstraszać ptaki, ale budzą lęk również, a wg. naukowców przede wszystkim, u kobiet i dzieci, które boją się wyjść z domu po zapadnięciu zmroku.

Kakashi (fot. jap. Internet)

Wróble i cwane japońskie wrony (karasu) nie są jedynym utrapieniem japońskich rolników i ogrodników. Nie mniej szkody czynią japońskie makaki (nihonzaru), które w okresie wiosenno-letnim podkradają im płody rolne. Upodobały sobie zwłaszcza owoce, ale nie pogardzą ziemniakami, cebulą, bakłażanami, a nawet soją. Te inteligentne naczelne szybko jednak nauczyły się odróżniać kakashi od ludzi, niezbędne więc okazały się skuteczniejsze środki zaradcze.

(Fot. jap. Internet)

W niektórych rejonach Japonii rolnicy tworzą grupy samoobrony strzegące upraw przed tymi chuliganami. Farmerzy uczą się jak radzić sobie ze zwierzętami za pomocą wiatrówek. Problem z makakami jest poważny, wyrządzają rolnikom wielomilionowe szkody, ale trudno nie roześmiać się na widok staruszki z karabinkiem w rękach.

(Fot. jap. Internet)
Japonia · Korea Południowa

Poczucie humoru

Poczucie humoru różni się w zależności od kultury. Mieszkańcy Zachodu często sygnalizują problemy ze zrozumieniem japońskiego i koreańskiego humoru. Obie azjatyckie nacje również często w nieco inny sposób i w innych niż my sytuacjach go stosują.
Istnieją jednak obszary, w których doszukamy się podobieństw. Weźmy dla przykładu ten figiel, który przed laty słynnemu japońskiemu dyrygentowi Seiji Ozawie spłatała orkiestra by uczcić w ten sposób jego 57. urodziny. Materiał pojawił się na tt kilka dni temu i sądząc po komentarzach Japończyków, interpretują go nie inaczej od nas.

Zaskoczenie jest jednym z uniwersalnych wyrazów twarzy (pozostałe to m.in. radość, smutek, strach, złość, pogarda, wstręt), a więc i żarty zorientowane na zaskoczenie będą często podobnie rozumiane przez ludzi we wszystkich kulturach.

Obserwując dyrygenta uśmiechamy w momencie, gdy Ozawa rozluźnia napięte (łagodnym naruszeniem normy) mięśnie twarzy i odsłania swój uśmiech (dla obserwatorów ten moment oczekiwania na jego reakcję – pojawi się radość czy złość? Nie każdy w końcu lubi dać się wpuszczać w maliny), a w momencie pojawienia się onieśmielenia i poruszenia na jego twarzy dodatkowo pojawia się uczucie sympatii do niego samego i całego zdarzenia.

Ten dysonans pomiędzy naszymi oczekiwaniami, a zaskakującym, nieprzewidzianym wydarzeniem wyzwala radość (Choć czasami, jak pisałem można się sparzyć. Taki żart może więc odnieść odwrotny skutek, obarczony jest więc pewnym elementem ryzyka).
Pokazałem przed chwilą ten materiał mojej (koreańskiej) żonie obserwując jej reakcję. Na jej twarzy pojawił się radosny, ciepły uśmiech, identyczny, jaki zaobserwowałem u siebie, a więc jej interpretacja zdarzenia była co najmniej zbliżona do mojej.
Poczucie humoru w małżeństwach często staje się z wiekiem coraz bardziej zgodne. Początkowo tak różne u mnie i u mojej żony (żona np. nie znosiła żartów jakie czasami robiłem sobie z koreańskiej kuchni, nie rozumiała ironii, która Azjatom często sprawia trudność, a nawet może ich zażenować – do dziś czasami pyta czy mówię poważnie, czy tylko żartuję) było przyczyną nieporozumień. Dziś jednak śmieszą nas często te same rzeczy.

Japonia

Pearl Harbor

Załoga lotniskowca „Kaga”

6 grudnia 1941 r. Pamiątkowa fotografia członków załogi lotniskowca „Kaga” (zatopiony 7 miesięcy później w bitwie pod Midway) zmierzającego w kierunku Pearl Harbor.
Japoński plan był prosty: zniszczyć Flotę Pacyfiku. W ten sposób Amerykanie nie byliby w stanie ingerować w ich planowane działania wojskowe w Azji Południowo-Wschodniej. 7 grudnia, po miesiącach przygotowań, Japończycy przypuścili niespodziewany atak. Około 8 rano japońskie samoloty wypełniły niebo nad Pearl Harbor.

Pancernik USS Arizona w ogniu

Bomby i kule spadały na zacumowane w porcie okręty. O 8:10, bomba o masie 800 kg przebiła się przez pokład flagowego pancernika amerykańskiej floty na Pacyfiku USS Arizona i eksplodowała w prochowni. Po zaledwie 9 minutach okręt poszedł na dno, a wraz nim 1102 mężczyzn. Wśród 1177 oficerów i członków załogi pancernika (niemalże połowa z 2403 ofiar japońskiego ataku na Pearl Harbor) którzy tego dnia stracili życie znalazło się kilkunastu Amerykanów polskiego pochodzenia. Wszyscy zostali pośmiertnie odznaczeni medalem serca purpurowego.

Starszy mat (S1c) Stanley Stephen Swiontek.
Ur. 2 listopada 1918 r. Syn polskich imigrantów. Ojciec Jan Swiontek, matka Victoria z domu Wierzbicka. Wg. młodszej siostry Stanisława, Rosemary, matka każdego roku ciężko odchorowywała dzień 7 grudnia.

S1c Stanley Stephen Swiontek

Starszy mat Harold Bernard Cybulski.
Ur. 10 stycznia 1921 r. w Kalifornii.

S1c Harold Bernard Cybulski

Starszy mat Franciszek Antoni Cychosz.
Ur. 2 lipca 1923 r. w stanie Michigan. Syn Henryka Cychosza i Józefiny Strezelcyk.

S1c Antoni Cychosz

Starszy mat Stanisław Czarnecki.
Antoni Franciszek Czarnecki, razem z bratem Stanisławem służący na USS Arizona, znalazł się pośród tych 334 członków załogi, którzy szczęśliwie przeżyli japoński atak.

S1c Stanisław Czarnecki

Starszy szeregowy (P1c) Henry Kalinowski. Syn polskich imigrantów, ur. 13 maja 1920 r. w Ohio. Ojciec: Adam Kalinowski.

P1c Henry Kalinowski

Starszy bosmanmat, łącznościowiec John Stanley Malinowski.

John Stanley Malinowski

Starszy mat John Peter Rutkowski.
Ur. w lutym 1918 roku w Pensylwanii. Syn Franciszka Rutkowskiego i Anny z domu Markiewicz. Przed zaciągnięciem się do marynarki pracował w wytwórni cygar.

S1c John Peter Rutkowski

Starszy mat Nicolas Runiak.
Ur. 31 grudnia 1919 r. Syn urodzonego na terenach Galicji w zaborze austriackim Daniela Runiaka. Jego imieniem nazwano Runiak Avenue w mieście Newark, NJ.

S1c Nicholas Runiak

Pancernik USS Arizona w dalszym ciągu spoczywa na dnie basenu portowego, a wraz z nim większość oficerów i członków jego załogi.

Pomnik USS Arizona
Japonia

Wojna na Pacyfiku w fotografiach 1

Winston Churchill

Charakterystyczne inicjały Winstona Churchilla (WC) były w czasie II wojny światowej obiektem licznych drwin i dowcipów ze strony Japończyków.
Fotografie oddające subtelną atmosferę tamtych czasów lubię wyszukiwać w japońskim Internecie.

72. Eskadra Shinbu

Powyższa, wykonana 26 maja 1945 r. przedstawia uśmiechnięte twarze młodych pilotów kamikaze z 72. Eskadry Shinbu. Szczeniaka w rękach trzyma 17-letni kapral Yukio Araki. Przed misją i zgodnie z ówczesnym zwyczajem Araki obciął sobie kosmyk włosów i przyciął paznokcie, które zostały wysłane po jego śmierci rodzicom w celu pochowku. Dzień po wykonaniu zdjęcia
Araki zginął w samobójczym ataku w pobliżu Okinawy. Jego samolot był prawdopodobnie jednym z dwóch, które uderzyły w niszczyciel USS Braine, zabijając 66 amerykańskich marynarzy.

Niszczyciel USS Braine

Cesarz Hirohito (Shōwa) ogłasza Japończykom klęskę ich kraju w przemówieniu radiowym (nagranym dzień wcześniej) nadanym w samo południe 15 sierpnia 1945 r., zaledwie sześć dni po ataku atomowym na Nagasaki.

Dla większości Japończyków szok był podwójny. Ubrani na tę okazję odświętnie zwieszali głowy, klękali, nie potrafili powstrzymać łez. Przemówienie było pierwszym znanym przypadkiem, w którym cesarz Japonii przemawia do zwykłych ludzi. „Brzmi tak ludzko” powtarzano.

Kończący drugą wojnę światową akt bezwarunkowej kapitulacji Japonia podpisała 2 września 1945 r., dla ponad 100.000 armii sierot trwała ona jednak dalej. Nazywano je „furō-ji”, włóczęgi. W Tokio gromadziły się wokół największych stacji metra, takich jak Tokyo, ale zwłaszcza Ueno, której podziemne przejście przetrwało tragiczne amerykańskie naloty i stało się dla nich sypialnią. W okresie zimowym schronienie w nim znajdowało nawet 5000 osób, w tym wiele dzieci.

Głównym źródłem zarobku „furō-ji” była sprzedaż gazet, czyszczenie obuwia, kradzież kieszonkowa, a nawet praca dla yakuzy. Policja organizowała na dzieci łapanki i wysyłała do sierocińców, w których warunki bytowe były często gorsze od życia na tokijskich ulicach. Handlarze żywym towarem sprzedawali „furō-ji” do fabryk oraz na farmy.
Dopiero w grudniu 1947 r. uchwalono „ustawę o dobrobycie dziecka” – prawo mające na celu ratowanie sierot.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Japonia

Ninja

Ninja, zwani także shinobi

Pośród 18 klasycznych sztuk walki (bugei) znanych w średniowiecznej Japonii nie znajdziemy powstałych znacznie później karate ani judo, za to doszukamy się m.in.
hojōjutsu – sztuki związywania oponentów, suijutsu – sztuki walki w wodzie i pływania w pełnej zbroi, kenjutsu – sztuki miecza, tantōjutsu – sztuki walki nożem oraz shurikenjutsu – sztuki miotania ostrzami.

Hojōjutsu – sztuka związywania oponentów

Jedyną chyba z nich dziś powszechnie znaną, a zarazem najbardziej tajemniczą sztuką walki było ninjutsu, czyli sztuka szpiegostwa. Ograniczeni kodeksem bushido samuraje byli ekspertami od łuku i miecza, ale do bardziej tajnych zadań i do brudnej roboty używano wojowników ninja (shinobi) – doskonale wyszkolonych specjalistów od szpiegostwa, sabotażu i skrytobójstwa. Taktyka podstępu, zasadzek i oszustwa, a także posługiwanie się ukrytą bronią sprawiły, że ninja, w przeciwieństwie do samurajów nie cieszyli się dobrą reputacją. Służyli panom feudalnym daimyo, dla których zbierali informację na temat ruchów i planów wroga, a w razie potrzeby wykonywali działania dywersyjne pod osłoną nocy oraz eliminowali niewygodne osoby.

Przyszły adept ninjutsu uczył się jazdy konnej, posługiwania wszelkiego rodzaju bronią, walki wręcz, ale także wielu innych przydatnych umiejętności: skakać z wysokości, przez fosę lub inne przeszkody, wspinać na mury i drzewa, sztuki kamuflażu i ukrywania w terenie, zdobywania pożywienia, poruszania się w nocy i po nieznanym terenie, przetrwania w trudnych warunkach, działań sabotażowych, poruszania i walki w wodzie, przygotowywania trucizn, a także podstaw medycy, farmakologii i oczywiście szybkiej ucieczki po wykonaniu zadaniu.

W przeciwieństwie do samurajów swój krótki miecz nosili na plecach, posługiwali się też wieloma rodzajami ukrytej broni.
Sierp kusarigama służył do rozbrajania przeciwników jednym jego końcem oraz wykańczania drugim, dmuchawki fukiya zaś do wystrzeliwania w kierunku twarzy przeciwnika niewielkich igieł. Noże kunai oraz ostrza shuriken to broń miotana służąca do celów ofensywnych. Race dymne kemuridama uwalniały dym lub trujący gaz. Kolczatki makibishi (tetsubishi) służyły do spowolnienia ewentualnego pościgu. Za koniec ery ninja przyjmuje się okres Edo (1603-1868).

Kusarigama
Korea Południowa

Komunikacja niewerbalna Koreańczyków

Do dziś pamiętam moją pierwszą interakcję z tubylcem w Korei. Po wyjściu z hotelu w Seulu wczesnym rankiem podchodzę do samotnie idącej kobiety i pytam w j. angielskim o najbliższy bankomat. Spuściła oczy i bez słowa ominęła mnie szerokim łukiem. Jeszcze przez chwilę stałem oniemiały odprowadzając ją wzrokiem. To było już blisko 20 lat temu.
Koreanki, zwłaszcza młode kobiety, nie lubią interakcji z obcymi mężczyznami, choć wkrótce potem przekonałem się, że jednak bardziej tolerują obcokrajowców od tubylców.

Ich niechęć do tego typu interakcji zarejestrowałem na poniższym przykładzie.

Fot. 1 (fot. JW)

(📷 1) Młody mężczyzna wręcza przechodniom ulotki fitness klubu. Koreańczycy najgłębszy ukłon wykonują zazwyczaj wtedy, gdy celem ich działania jest korzyść własna. Młoda kobieta zerka wpierw na ulotkę, potem już niżej, nie spojrzy mu w oczy. Przekręca usztywniony już tułów w lewo chroniąc się przed ewentualnym dotykiem prawym ramieniem.

Fot. 2 (fot. JW)

(📷 2) Nagłe przyspieszenie i wydłużenie kroku. Oba ramiona wskazują na odczuwany niepokój i niechęć do kontaktu z obcym mężczyzną. Sztywne prawe ramię i palce dłoni, ale zwłaszcza uniesiona lewa dłoń – STOP!, gest często nieświadomie używany przez kobiety odczuwające zagrożenie.
Jej wzrok umocowany w jednym punkcie, w ten sposób „kątem oka” Koreanki obserwują rozwój sytuacji.
(📷 3) Odchodzi już zrelaksowana z uniesioną głową.

Fot. 3 (fot. JW)
Japonia · Korea Południowa

7-5-3

Jednym z uroków Japonii są liczne festiwale i święta (lokalne i państwowe, religijne i świeckie, śniegu, ognia, tańca, muzyki itp., niektóre z nich o przeszło 1000-letniej historii) organizowane w całym kraju w ciągu każdego roku. Wczorajsze święto jest jednym z moich ulubionych, a to za sprawą pięknych, kolorowych kimon na tę okazję przywdziewanych przez Japończyków, zwłaszcza dzieci. Jestem miłośnikiem tradycyjnej japońskiej odzieży (wafuku, w przeciwieństwie do zachodniej zwanej yofuku), zarówno męskiej jak i żeńskiej, yukat i kimon.

Shichi-Go-San (Siedem, Pięć, Trzy), gdyż taka jest nazwa wczorajszego święta, jednego z kilku obrzędów przejścia w Japonii, organizowane jest dla 5-letnich chłopców oraz 3- i 7-letnich dziewczynek. 3 – w przeszłości dzieciom do lat 3 golono głowy, 5 – chłopcy w tym wieku po raz pierwszy ubierali szerokie spodnie hakama, oraz 7 – wiek dziewczynek zaczynających nosić kimono w stylu dorosłych kobiet.

Spodnie hakama i marynarka haori

Zarówno w Korei (doljanchi – pierwsze urodziny dziecka), jak i w Japonii w niektóre dni roku można napotkać ubrane w tradycyjne stroje rodziny i podążających za nimi zawodowych fotografów wynajętych specjalnie na ten dzień. Święto 7-5-3, podczas którego rodzice z dziećmi udają się odbyć modły do lokalnego chramu shinto jest taką okazją dla wielu rodzin w Japonii.

Japonia · Korea Południowa

Komunikacja niewerbalna głów państw podczas oficjalnych spotkań

Pisałem już kilkukrotnie o ukłonach w Japonii i Korei, choć wciąż nie wyczerpałem tematu. Bardzo interesująco przebiegają również spotkania przywódców obu krajów z przedstawicielami innych kultur.

Cesarz Akihito wita prez. Clintona

Powitanie prez. Clintona przez cesarza Akihito w r. 1993. Pozycja wyjściowa do uścisku dłoni obu przywódców była identyczna – obie spotkały się mniej więcej w połowie drogi, jednakże natychmiast ujawniły się różnice kulturowe i indywidualne u obu panów. Azjaci mają tendencję do podawanie miękkiej dłoni („śnięta ryba”), czego doświadczył Bill Clinton zmuszony chwycić cesarza za palce. W tym samym momencie przekręcił on swoją dłoń wierzchem do góry i przyciągnął rękę Akihito do swojej strefy intymnej przejmując w ten sposób kontrolę nad jego ruchami – w dyplomacji i biznesie oznacza to zazwyczaj jedno – gramy na moich zasadach.

Nie oszczędził prez. Clinton cesarzowej Michiko, również przyciągając jej rękę w kierunku swojego tułowia, ta jednak jak to ma w zwyczaju pozwoliła sobie uścisnąć wyłącznie palce, sama chwytając wierzchnią stronę prezydenta, oznaka braku pewności siebie i potrzeba utrzymania dystansu.

Hilary Clinton i cesarzowa Michiko

Hillary Clinton kilkukrotnie spotkała się z japońską parą cesarską. Oba zdjęcia pochodzą z roku 2011. Sekretarz stanu przywitała cesarza uściskiem dłoni, natomiast z cesarzową Michiko kobiecymi gestami, raczej nie stosowanymi w Japonii, zwłaszcza pocałunkiem w policzek.

Jak zachowała się w tym przypadku cesarzowa ze względu na brak materiału filmowego nie potrafię odpowiedzieć, jednakże wg. japońskich mediów amerykańska sekretarz stanu nie złamała zasad savoir-vivre i protokołu dyplomatycznego.

Lee Myung-bak i John Boehner

Prezydent Korei Południowej Lee Myung-bak (r. 2011) podał swoją dłoń wierzchem do góry, oznaka dominacji, zmuszając przewodniczącego obrad Kongresu Johna Boehnera do przyjęcia uległej postawy.

Hillary Clinton i prez. Lee Myung-bak

Swoją dominację okazał również podczas spotkania z Hillary Clinton siedząc z szeroko rozstawionymi nogami (gest co najmniej niegrzeczny w towarzystwie kobiety), oraz tworząc tzw. wieżyczkę z palców (pewność siebie).

Głęboki ukłon prez. Obamy podczas przywitania cesarza Akihito w 2009 r. wywołał zupełnie odmienne reakcje w Japonii i za Atlantykiem. Japończycy chwalili Obamę za okazanie szacunku znacznie starszemu cesarzowi Japonii. Wg. tych Amerykanów, którzy skrytykowali zbyt głęboki ich zdaniem ukłon prezydenta Obamy powinien on witać się z głowami obcych państw wyprostowany.

Ukłon prezydenta Obamy wraz z uściskiem dłoni wygląda dosyć nieporadnie, być może dlatego na twarzy Akihito pojawił się uśmiech. Jednakże ich spotkanie w r. 2014 wyglądało zgoła inaczej, z uściskiem dłoni i płytkim już tylko ukłonem amerykańskiego prezydenta, ale znów niezgrabnym uściskiem palców cesarzowej Michiko.

Korea Południowa

Kapitan Edward Krzyzowski

Kapitan Edward Charles Krzyzowski

Któregoś dnia, przed wieloma laty przechodząc w pobliżu boiska do koszykówki na terenie amerykańskiej bazy wojskowej Yongsan w Seulu, zauważyłem, że jedna z ulic nosiła nazwę Krzyzowski Hills. Serce zabiło mi szybciej. Amerykański znajomy w towarzystwie którego miałem obowiązek poruszać się po bazie wyjaśnił mi, że kapitan Edward C. Krzyzowski to amerykański żołnierz polskiego pochodzenia, który zginął podczas wojny koreańskiej w r. 1951. Później już doczytałem, że życie stracił w Bitwie o Krwawą Grań (Battle of Bloody Ridge). 31 sierpnia 1951 r. poprowadził swoją kompanię przeciwko silnie ufortyfikowanemu wzgórzu w pobliżu Tondul w Korei Północnej. Po zdobyciu wzgórza jego oddział został zmuszony do wycofania się. Rozkazał swoim ludziom ewakuować rannych, podczas gdy on sam, pomimo odniesionych ran osłaniał ich odwrót. 3 września 1951 r. Krzyzowski ponowił atak, został jednakże trafiony kulą północnokoreańskiego snajpera.

Medal Honoru Kongresu

Urodzony, a jakże, w Chicago w r. 1914, kpt. Krzyzowski otrzymał pośmiertnie Medal Honoru, najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe. Spoczął na cmentarzu katolickim w Justice w stanie Illinois.

Resurrection Catholic Cemetery and Mausoleums, Justice, Illinois, USA

Choć później jeszcze wielokrotnie przechodziłem w pobliżu słupka na której umieszczona była tabliczka z nazwą ulicy, być może jedynej tak swojsko brzmiącej w całej Korei Południowej, nigdy nie pomyślałem, by zabrać ze sobą aparat fotograficzny celem zrobienia zdjęcia. Od jakiegoś czasu przymierzałem się do napisania tego wątku, ale potrzebowałem jakiegoś dowodu na istnienie tej ulicy. Baza Yongsan przeniosła się już w inne miejsce, poza stolicę kraju, a na jej miejscu powstanie wkrótce park; ulica i nazwa być może znikną na zawsze. Dziś w końcu natrafiłem w Wikipedii (hasło: Yongsan Garrison) na plan dawnej bazy, na którym znalazłem poszukiwaną ulicę i wzgórze.

Krzyzowski Hills w Seulu
Korea Południowa

Jak jedzenie wpływa na samopoczucie Koreańczyków

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)

Zachodnie wypieki i potrawy (kor. yangsik) cieszą się dużą popularnością w seulskich centrach handlowych, a mimo to, choć z wiekiem pewien procent Koreańczyków przybiera troszkę na wadze, osób otyłych jest tutaj wciąż stosunkowo niewiele. Dla większości wciąż myślę Koreańczyków posiłek musi składać się z ryżu, zupy, owoców morza, warzyw, kimchi, grzybów, tofu i choć niekoniecznie podczas każdego posiłku, kawałka mięsa, yangsik wciąż jest więc raczej sporadycznym urozmaiceniem ich diety.
Podróżując za granicę, Koreańczycy szybko lokalizują koreańską restaurację, których wiele znajdziemy w każdym już chyba większym mieście świata. Spytani o przyczynę odpowiedzą, że kuchnia koreańska jest zdrowa (co tylko w pewnym stopniu mija się z prawdą), oraz najsmaczniejsza (kwestia gustu). Prawda jednak leży gdzie indziej, a mianowicie w umiarkowanym uzależnieniu od koreańskiej kuchni, którego nie są zazwyczaj świadomi. Nie jest to jednak złe uzależnienie, choć niektóre potrawy, chociażby kimchi i doenjjang zawierają nadmiar soli i należy spożywać je z umiarem.

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)

Oznacza to jednak, że bez co najmniej jednego lub dwóch koreańskich posiłków (kor. hansik) ich nastrój zaczyna pikować. To bardzo ważna wskazówka dla każdego, kto gości u siebie Koreańczyków. Jeśli chcemy wprawić delegację lub znajomych z Korei w dobry, pozytywny nastrój, nie należy ich karmić zbyt obficie polską kuchnią, która jest dla nich zbyt tłusta i czasami narzekają na jej smak, a koniecznie zabrać ich do najlepszej koreańskiej restauracji w mieście. Co się stanie, gdy Koreańczyków po sytym europejskim posiłku odwieziemy do hotelu? Przed snem wielu z nich skonsumuje w pokoju hotelowym koreańską zupkę błyskawiczną, które wielu z nich zabiera ze sobą w podróż lub zaopatrzy się przezornie w koreańskim sklepie spożywczym celem właśnie poprawy nastroju.
Moja żona nawet po obfitym obiedzie w restauracji serwującej zachodnie potrawy, po powrocie do domu musi spożyć na koniec dnia miseczkę, koniecznie krótkoziarnistego, koreańskiego ryżu oraz zupę doenjang jjigae lub kimchi jjigae, w przeciwnym razie będzie odczuwała niezadowolenie.

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)