Japonia · Korea Południowa

Komunikacja niewerbalna głów państw podczas oficjalnych spotkań

Pisałem już kilkukrotnie o ukłonach w Japonii i Korei, choć wciąż nie wyczerpałem tematu. Bardzo interesująco przebiegają również spotkania przywódców obu krajów z przedstawicielami innych kultur.

Cesarz Akihito wita prez. Clintona

Powitanie prez. Clintona przez cesarza Akihito w r. 1993. Pozycja wyjściowa do uścisku dłoni obu przywódców była identyczna – obie spotkały się mniej więcej w połowie drogi, jednakże natychmiast ujawniły się różnice kulturowe i indywidualne u obu panów. Azjaci mają tendencję do podawanie miękkiej dłoni („śnięta ryba”), czego doświadczył Bill Clinton zmuszony chwycić cesarza za palce. W tym samym momencie przekręcił on swoją dłoń wierzchem do góry i przyciągnął rękę Akihito do swojej strefy intymnej przejmując w ten sposób kontrolę nad jego ruchami – w dyplomacji i biznesie oznacza to zazwyczaj jedno – gramy na moich zasadach.

Nie oszczędził prez. Clinton cesarzowej Michiko, również przyciągając jej rękę w kierunku swojego tułowia, ta jednak jak to ma w zwyczaju pozwoliła sobie uścisnąć wyłącznie palce, sama chwytając wierzchnią stronę prezydenta, oznaka braku pewności siebie i potrzeba utrzymania dystansu.

Hilary Clinton i cesarzowa Michiko

Hillary Clinton kilkukrotnie spotkała się z japońską parą cesarską. Oba zdjęcia pochodzą z roku 2011. Sekretarz stanu przywitała cesarza uściskiem dłoni, natomiast z cesarzową Michiko kobiecymi gestami, raczej nie stosowanymi w Japonii, zwłaszcza pocałunkiem w policzek.

Jak zachowała się w tym przypadku cesarzowa ze względu na brak materiału filmowego nie potrafię odpowiedzieć, jednakże wg. japońskich mediów amerykańska sekretarz stanu nie złamała zasad savoir-vivre i protokołu dyplomatycznego.

Lee Myung-bak i John Boehner

Prezydent Korei Południowej Lee Myung-bak (r. 2011) podał swoją dłoń wierzchem do góry, oznaka dominacji, zmuszając przewodniczącego obrad Kongresu Johna Boehnera do przyjęcia uległej postawy.

Hillary Clinton i prez. Lee Myung-bak

Swoją dominację okazał również podczas spotkania z Hillary Clinton siedząc z szeroko rozstawionymi nogami (gest co najmniej niegrzeczny w towarzystwie kobiety), oraz tworząc tzw. wieżyczkę z palców (pewność siebie).

Głęboki ukłon prez. Obamy podczas przywitania cesarza Akihito w 2009 r. wywołał zupełnie odmienne reakcje w Japonii i za Atlantykiem. Japończycy chwalili Obamę za okazanie szacunku znacznie starszemu cesarzowi Japonii. Wg. tych Amerykanów, którzy skrytykowali zbyt głęboki ich zdaniem ukłon prezydenta Obamy powinien on witać się z głowami obcych państw wyprostowany.

Ukłon prezydenta Obamy wraz z uściskiem dłoni wygląda dosyć nieporadnie, być może dlatego na twarzy Akihito pojawił się uśmiech. Jednakże ich spotkanie w r. 2014 wyglądało zgoła inaczej, z uściskiem dłoni i płytkim już tylko ukłonem amerykańskiego prezydenta, ale znów niezgrabnym uściskiem palców cesarzowej Michiko.

Korea Południowa

Kapitan Edward Krzyzowski

Kapitan Edward Charles Krzyzowski

Któregoś dnia, przed wieloma laty przechodząc w pobliżu boiska do koszykówki na terenie amerykańskiej bazy wojskowej Yongsan w Seulu, zauważyłem, że jedna z ulic nosiła nazwę Krzyzowski Hills. Serce zabiło mi szybciej. Amerykański znajomy w towarzystwie którego miałem obowiązek poruszać się po bazie wyjaśnił mi, że kapitan Edward C. Krzyzowski to amerykański żołnierz polskiego pochodzenia, który zginął podczas wojny koreańskiej w r. 1951. Później już doczytałem, że życie stracił w Bitwie o Krwawą Grań (Battle of Bloody Ridge). 31 sierpnia 1951 r. poprowadził swoją kompanię przeciwko silnie ufortyfikowanemu wzgórzu w pobliżu Tondul w Korei Północnej. Po zdobyciu wzgórza jego oddział został zmuszony do wycofania się. Rozkazał swoim ludziom ewakuować rannych, podczas gdy on sam, pomimo odniesionych ran osłaniał ich odwrót. 3 września 1951 r. Krzyzowski ponowił atak, został jednakże trafiony kulą północnokoreańskiego snajpera.

Medal Honoru Kongresu

Urodzony, a jakże, w Chicago w r. 1914, kpt. Krzyzowski otrzymał pośmiertnie Medal Honoru, najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe. Spoczął na cmentarzu katolickim w Justice w stanie Illinois.

Resurrection Catholic Cemetery and Mausoleums, Justice, Illinois, USA

Choć później jeszcze wielokrotnie przechodziłem w pobliżu słupka na której umieszczona była tabliczka z nazwą ulicy, być może jedynej tak swojsko brzmiącej w całej Korei Południowej, nigdy nie pomyślałem, by zabrać ze sobą aparat fotograficzny celem zrobienia zdjęcia. Od jakiegoś czasu przymierzałem się do napisania tego wątku, ale potrzebowałem jakiegoś dowodu na istnienie tej ulicy. Baza Yongsan przeniosła się już w inne miejsce, poza stolicę kraju, a na jej miejscu powstanie wkrótce park; ulica i nazwa być może znikną na zawsze. Dziś w końcu natrafiłem w Wikipedii (hasło: Yongsan Garrison) na plan dawnej bazy, na którym znalazłem poszukiwaną ulicę i wzgórze.

Krzyzowski Hills w Seulu
Korea Południowa

Jak jedzenie wpływa na samopoczucie Koreańczyków

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)

Zachodnie wypieki i potrawy (kor. yangsik) cieszą się dużą popularnością w seulskich centrach handlowych, a mimo to, choć z wiekiem pewien procent Koreańczyków przybiera troszkę na wadze, osób otyłych jest tutaj wciąż stosunkowo niewiele. Dla większości wciąż myślę Koreańczyków posiłek musi składać się z ryżu, zupy, owoców morza, warzyw, kimchi, grzybów, tofu i choć niekoniecznie podczas każdego posiłku, kawałka mięsa, yangsik wciąż jest więc raczej sporadycznym urozmaiceniem ich diety.
Podróżując za granicę, Koreańczycy szybko lokalizują koreańską restaurację, których wiele znajdziemy w każdym już chyba większym mieście świata. Spytani o przyczynę odpowiedzą, że kuchnia koreańska jest zdrowa (co tylko w pewnym stopniu mija się z prawdą), oraz najsmaczniejsza (kwestia gustu). Prawda jednak leży gdzie indziej, a mianowicie w umiarkowanym uzależnieniu od koreańskiej kuchni, którego nie są zazwyczaj świadomi. Nie jest to jednak złe uzależnienie, choć niektóre potrawy, chociażby kimchi i doenjjang zawierają nadmiar soli i należy spożywać je z umiarem.

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)

Oznacza to jednak, że bez co najmniej jednego lub dwóch koreańskich posiłków (kor. hansik) ich nastrój zaczyna pikować. To bardzo ważna wskazówka dla każdego, kto gości u siebie Koreańczyków. Jeśli chcemy wprawić delegację lub znajomych z Korei w dobry, pozytywny nastrój, nie należy ich karmić zbyt obficie polską kuchnią, która jest dla nich zbyt tłusta i czasami narzekają na jej smak, a koniecznie zabrać ich do najlepszej koreańskiej restauracji w mieście. Co się stanie, gdy Koreańczyków po sytym europejskim posiłku odwieziemy do hotelu? Przed snem wielu z nich skonsumuje w pokoju hotelowym koreańską zupkę błyskawiczną, które wielu z nich zabiera ze sobą w podróż lub zaopatrzy się przezornie w koreańskim sklepie spożywczym celem właśnie poprawy nastroju.
Moja żona nawet po obfitym obiedzie w restauracji serwującej zachodnie potrawy, po powrocie do domu musi spożyć na koniec dnia miseczkę, koniecznie krótkoziarnistego, koreańskiego ryżu oraz zupę doenjang jjigae lub kimchi jjigae, w przeciwnym razie będzie odczuwała niezadowolenie.

Centrum handlowe „Hyundai” (fot. JW)
Japonia

Plakaty propagandowe w Wojnie na Pacyfiku

Amerykański plakat propagandowy

Plakaty i hasłaa propagandowe w okresie Wojny na Pacyfiku miały szczególną wymowę. Łącząc starannie zaprojektowane elementy graficzne oraz tekst, w sugestywny sposób przedstawiały zagrożenia płynące ze strony wroga. Dziś mogą wydawać się zabawne (choć te same plakaty wciąż są wykorzystywane we współczesnej politycznej i medialnej propagandzie), jednakże w okresie powszechnego lęku przed zagrożeniem ze strony przeciwnika, wraz z innymi treściami dostępnymi w ówczesnych mediach, oraz szerzącymi się plotkami i teoriami spiskowymi musiały niewątpliwie wzbudzać negatywne emocje, o czym mogłem przekonać się kilka lat temu, gdy każdy dodatkowy element informacji związanych z przygotowaniami Kim Dzong Una do wystrzelenia rakiet w kierunku Seulu wywoływał jeszcze większy lęk wśród członków rodziny, znajomych i sąsiadów.

Japoński plakat propagandowy
Japonia · Korea Południowa

Ironia w komunikacji z Azjatami

Spotkałem na spacerze ojca wraz z ok. 7-letnim synem, który kazał nazywać się Jason, oraz ich psotliwym szczeniakiem rasy labrador. Jason doskonale posługiwał się j. angielskim i czuł się wyjątkowo swobodnie w moim towarzystwie. Spytałem go jak ma ich labrador na imię, a w odpowiedzi usłyszałem „secret”. „Och, doprawdy?” zapytałem z żartobliwą ironią w głosie. „To bardzo nietypowe imię dla psa” dodałem i zawołałem w kierunku labradora „Secret! Secret! Choć tutaj” W tym momencie do rozmowy włączył się jego ojciec, który z całą powagą odrzekł, że pies nie ma na imię „secret”, jego syn tylko się ze mną droczy, a imię psa brzmi „Coco”.
Ironia nie jest elementem komunikacji werbalnej używanym przez Koreańczyków i Japończyków. Interpretują taki komunikat w jego dosłownej formie i zazwyczaj nie potrafią wychwycić jego humorystycznych intencji.
Co pozwala nam zrozumieć ironię werbalną jest kontekst sytuacyjny, mimika twarzy oraz intonacja głosu nadawcy, tak często dodatkowo wzmacniana u dorosłych w trakcie przekomarzania się z dziećmi, które w ten sposób uczą się odróżniać ją od innych form wypowiedzi, z czym nie spotkałem się w Korei, gdzie podczas interakcji z dziećmi dorośli, zwłaszcza kobiety często mówią (czego w kulturze zachodniej nie pochwalają znów psycholodzy dziecięcy) dziecięcym głosem.
Z własnego doświadczenia wiem, że można pozytywnej ironii użyć czasami w swobodnych interakcjach z dziećmi i kobietami i w ten sposób budować lub wzmacniać z nimi relacje i więzi, pod warunkiem jednak, że wytłumaczymy, jakie były nasze intencje. Unikać natomiast jej należy w sytuacjach formalnych i w rozmowach z mężczyznami, którzy zazwyczaj nie są w stanie wychwycić subtelnych różnic w intonacji głosu i niekoniecznie wyrażą aprobatę dla tego typu żartów.
Dodam jeszcze, że sarkazm, złośliwy kuzyn ironii, może być przez Azjatów postrzegany bardzo negatywnie.

Japonia

Ohaguro – czarne zęby jako symbol piękna i dojrzałości

Ohaguro
Japońska grafika ukiyo-e. Kobieta barwiąca zęby na czarno
Proteza drewniana z czarnymi zębami. Okres Edo (1603-1867)
Cesarzowa Haruko (1849-1914)
Dawne narzędzia używane w Japonii do czernienia zębów
Wietnamka na przełomie XIX i XX wieku. Zwyczaj czernienia zębów nie ograniczał się wyłącznie do Japonii.
Korea Południowa

Prywatny cmentarz Yangsajeong w Gimpo

Na prywatny cmentarz Yangsajeong rodziny Yoon w Gimpo natknąłem się przypadkiem zeszłej jesieni podczas eksploracji rowerem obrzeży Seulu. Niepospolity urok krajobrazu zachwycił mnie już z daleka. Pierwszy pochówek na starannie wybranym przez koreańskiego mistrza feng shui (kor. pungsu) zboczu wzgórza odbył się w roku 1529 i od tego też czasu cmentarzem opiekują się członkowie rodu Yoon.

Cmentarz Yangsajeong

Napis na tablicy pamiątkowej głosi, że nazwa cmentarza, Yangsajeong („Niezapomniane Miejsce”) została nadana przez króla Jeongjo (1752-1800) z dynastii Joseon zachwyconego niezwykłością nekropolii.

Strażnik Muninseok

Liczne zdobienia miejsc pochowku pełniły w Korei wiele funkcji kulturowych. Muninseok, strażnik grobowców, na ogół przybierał postać urzędnika państwowego ubranego w oficjalny mundur z rękoma dzierżącymi berło trzymane na piersi. Jego funkcją była ochrona grobowców przed złymi duchami. Ta kamienna statua ustawiona przy grobowcu mówi nam, że zmarły za życia zajmował wysoką pozycję społeczną (yangban) lub posiadał szlachetną osobowość.

Posąg owcy Seokyang

Seokyang, to posąg owcy umieszczany przed grobowcami, kapliczkami lub budynkami, celem zapobieżenia wtargnięciu złych duchów lub katastrofom naturalnym. Wg. znajomej, z którą rozmawiałem kilka dni temu, wokół miasta Gimpo znajduje się wiele historycznych prywatnych cmentarzy. Tradycyjnie był to region zamieszkany przez bogatych właścicieli ziemskich.

Jeden z najstarszych nagrobków na cmentarzu
Korea Południowa

Mężczyźni trzymający się za ręce i moda w Korei

„Ajeossi” trzymający się za ręce (fot. JW)

Polowałem na to zdjęcie od kilku lat.
Zorientowałem się dopiero, jak obaj mężczyźni znaleźli się zbyt blisko, by wykonać fotografię. Szybko zawróciłem, przygotowałem ostrożnie telefon, tak, by nie zepsuć tej dwójce przyjaciół dobrego nastroju, drugą ręką nacisnąłem w rysiku spust migawki i zrobiłem zdjęcie. Nieco wstawieni, po pracy w sobotni wieczór poszli na kieliszek soju. Jeszcze przed kilkunastu laty mężczyźni trzymający się za ręce stanowili powszechny widok w Korei, zwłaszcza wieczorami, gdy po wyjściu z baru w głośnej atmosferze udawali się w kierunku przystanku autobusowego lub aby złapać taksówkę. Dziś, za sprawą rozpowszechnienia się ruchów LGBT heteroseksualni mężczyźni, zwłaszcza młodsi, unikają już wyrażania w ten sposób swojej przyjaźni.

Odzież sportowa jest na topie w Korei (fot. JW)

Co ciekawe, ich eleganckie, kolorowe marynarki są niepopularne wśród młodszego pokolenia Koreańczyków, które w ubiorze formalnym i nieformalnym preferuje kolory ciemne (czasami szare lub beżowe), jak w przypadku młodego mężczyzny w klapkach poruszającego się w przeciwnym kierunku. Kiedy pewnego razu zapytałem żonę na zakupach jak podoba jej się trzymana przeze mnie w ręku granatowa marynarka w kratkę odpowiedziała z niesmakiem na twarzy, „będziesz wyglądał jak ajossi” (starszy mężczyzna). Nie inaczej dzisiaj, gdy zachwalałem ich gustowny wygląd, żona rzuciła tylko „ajossi”. Na moją uwagę, że jest uprzedzona wobec koreańskich mężczyzn w średnim wieku niemalże się obraziła. Za to wszyscy zdają się w Korei akceptować tak tutaj modną na każdą okazję pospolitą odzież sportową (jakby ktoś się pytał, dlaczego w „Squid Game” obowiązuje właśnie ta forma odzieży…).

Zielone dresy noszone przez uczestników „Squid Game” (fot. Grafika Google)

Zaledwie minutę temu, gdy przymierzałem się do wrzucenia dzisiejszego wątku na tt w oczy wpadła mi fotografia @SławomirMentzen. Pokazałem żonie gustowną marynarkę prezesa KPB, na co ona odpowiedziała zaskoczeniem na twarzy. Tak wiele rzeczy, w tym moda, zdaje się być na opak w Korei.

Sławomir Mentzen (fot. Sławomir Mentzen)
Japonia

Japonia oczami Davida Bowie, Steve’a Jobsa, Freddiego Mercury’ego i Andrzeja Wajdy

Od czasu otwarcia się na świat w roku 1853 Japonia nieprzerwanie wzbudza ogromne zainteresowanie swoją oryginalnością. Wśród ludzi zafascynowanych kulturą japońską byli m.in. piosenkarz David Bowie, współzałożyciel firmy Apple, Steve Jobs, wokalisty grupy Queen, Freddie Mercury oraz polski reżyser Andrzej Wajda.

Sushiiwa. Ulubiona restauracja Steve’a Jobsa w Kioto (fot. Grafika Google)

David Bowie

12 stycznia 2016 roku gazeta The Japan Times podała, że na posterunek policji w Sapporo dzień wcześniej trafił 25-latek próbujący popełnić samobójstwo w miejscu publicznym. „Wiadomość o śmierci Davida Bowie tak mnie zaszokowała, że chciałem się zabić”, powiedział stróżom prawa.
Powszechnie znana fanom Davida Bowie była jego fascynacja Japonią, jej kulturą i sztuką.

David Bowie na stacji metra w Kioto, rok 1980 (fot. Masayoshi Sukita)

Muzyk przyjął do swoich występów scenicznych wiele elementów kultury japońskiej. W tym celu pobierał nawet lekcje makijażu kabuki od słynnego onnagaty (grana przez mężczyzn rola kobiety w tradycyjnym japońskim teatrze kabuki) Tamasaburo Bando.
Miastem, które w szczególności sobie upodobał było Kioto, gdzie w przebraniu odwiedzał lokalne galerie sztuki. W 1992 roku Bowie wraz z żoną Iman spędzili w Kioto swój miesiąc miodowy.

David Bowie w Kioto. Sklep z tradycyjnymi artykułami japońskimi (fot. Masayoshi Sukita)

Steve Jobs

Ryoan-ji, ulubiona buddyjska świątynia i ogród skalny Steve’a Jobsa w Kioto (fot. Grafika Google)

Kolejną sławną postacią zafascynowaną tym krajem był Steve Jobs, który przez całe życie interesował się japońską estetyką i stylem życia. Był zagorzałym fanem i kolekcjonerem nowoczesnych drzeworytów shinhanga. Kolekcjonował m.in. prace mistrza Goyo Hashiguchi.

Jeden z bliskich sercu drzeworytów Steve’a Jobsa autorstwa Goyo Hashiguchi (1920)

Kupował je często osobiście w swojej ulubionej galerii sztuki w tokijskiej dzielnicy Ginza, którą odwiedził po raz pierwszy wraz ze Stevem Wozniakiem w 1983 r. Preferował portrety kobiet i obrazy przedstawiające zimowe krajobrazy. I tak jak w przypadku Bowie, Jobs również uwielbiał spędzać czas pośród tradycyjnej drewnianej zabudowy Kioto, zawsze zatrzymując się ryokanie Tawaraya jednym z najstarszych i najbardziej prestiżowych w mieście.

Steve Jobs z córką Erin Sieną w Kioto, swoim ulubionym mieście (fot. Grafika Google)

Freddie Mercury

Freddie Mercury w Japonii (fot. Grafika Google)

„Jedynym miejscem, w którym Freddie kiedykolwiek zachowywał się jak prawdziwy turysta, była Japonia. To co japońskie, stało się dla niego pasją, której oddawał się cały, podczas gdy pozostałe miejsca na świecie traktował jak noclegownie.” Tak wspominał Freddiego Mercury’ego jego asystent Peter Freestone. Wg. L.A. Jones, autorki biografii muzyka, jego uwagę w Japonii absorbowało niemalże wszystko, począwszy od japońskiej historii, tradycji i kultury, a skończywszy na zaawansowanej technologii.

Grupa Queen w Japonii (fot. Grafika Google)

I tak jak w przypadku Steve’a Jobsa i Davida Bowie, frontman grupy Queen stał się gorliwym kolekcjonerem japońskich dzieł sztuki i antyków, których ogromną kolekcję zgromadził w swojej posiadłości Garden Lodge w Londynie, którą muzyk postanowił również upiększyć japońskim ogrodem, oraz stawem z karpiami koi.

Posiadłość Freddiego Mercury’ego w Londynie (fot. Grafika Google)

Andrzej Wajda

Entuzjastą filmu i kinematografii nie jestem, ale interesują mnie znanych ludzi związki z Japonią. Jednym z największych polskich miłośników kultury japońskiej był Andrzej #Wajda. Reżyser odniósł w Kraju Kwitnącej Wiśni artystyczny sukces, a Japonię, wraz z żoną, aktorką Krystyną Zachwatowicz odwiedzał wielokrotnie, podczas których to podróży poznał m.in. reżysera Akirę Kurosawę. Twórca „Siedmiu samurajów” przyjął naszego reżysera w swoim domu w Gotemba.

Andrzej Wajda i Akira Kurosawa

W 1995 r. Wajda otrzymał Order Wschodzącego Słońca III Klasy. Został też pierwszym polskim laureatem (drugim był kompozytor Witold Lutosławski) Nagrody Kioto – japońskiego Nobla. Nagrodę 450 tys. dolarów reżyser w całości przeznaczył na budowę Muzeum Manggha w Krakowie – decyzja, która poruszyła serca Japończyków.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Japoński plakat do filmu „Popiół i Diament” (Haitodaiyamondo) z 1958 r.
Japonia

Japonizm w sztuce europejskiej

Wraz z otwarciem się Japonii (wymuszonym przez Stany Zjednoczone po jej ponad 200-letniej izolacji) w 1853 roku na świat zewnętrzny, do Europy zaczęły napływać wytwory artystyczne tamtejszych mistrzów ukiyo-e (malarstwo i drzeworyt japoński), oraz japońskie wyroby rzemieślnicze (meble, wachlarze, naczynia, parasole itp.) zapoczątkowując wśród Europejczyków modę na japońską kulturę i sztukę.

Vincent van Gogh, Portret „ojca” Tanguy, 1887

Wytwory japońskiej sztuki pojawiły się na światowych wystawach w Londynie, Wiedniu, a zwłaszcza Paryżu, gdzie w r. 1862 otwarto pierwszy sklep z „japońszczyzną”. Fascynacji sztuką japońską nie ukrywali najwybitniejsi przedstawiciele impresjonizmu i postimpresjonizmu, m.in. Claude Monet, Edouard Manet, Vincent van Gogh, Edgar Degas, Henri Lautrec, Camille Pissarro, Auguste Renoir, co nie pozostało bez wpływu na ich malarstwo (japonizm).

Portret Emila Zoli Maneta, 1868

Europejska fascynacja kulturą i sztuką Kraju Kwitnącej Wiśni na ziemie polskie dotarła z kilkunastoletnim opóźnieniem. Podczas pobytu w Paryżu ze sztuką japońską i japonizmem zetknęli się Olga Boznańska, Stanisław Wyspiański, Wojciech Weiss, Józef Mehoffer, oraz Feliks „Manggha” Jasieński, kolekcjoner sztuki i propagator japońskiej kultury na ziemiach polskich.

Olga Boznańska, Kobieta (autoportret?) z parasolką, 1882

Sztukę Kraju Wschodzącego Słońca docenił również akwarelista Julian Fałat, który w roku 1886 w trakcie podróży dookoła świata zahaczył o Japonię.

Nowy nurt w sztuce nie od razu przypadł do gustu mieszkańcom Warszawy, którzy potrzebowali trochę czasu by oswoić się z japonizmem i grafiką japońską. Niestrudzony Jasieński kontynuował swoją misję w Krakowie, gdzie na początku XX w. znalazł grono entuzjastów sztuki japońskiej. W tym czasie już jednak jej wpływy w Europie Zachodniej znacząco maleją.

Anna Bilińska-Bohdanowicz, Kobieta w kimonie z japońską parasolką, 1888