Japonia

Brad Pitt w Japonii i komunikacja pozawerbalna

Aktorzy Brad Pitt (Burapi, jak mówią Japończycy), Hiroyuki Sanada (Sanada-san), Aaron Taylor-Johnson i reżyser David Leitch z żoną w ramach promocji filmu Bullet Train, którego akcja rozgrywa się w Japonii wskoczyli wczoraj do Shinkansenu z Tokio do Kioto. Uderza różnica w zachowaniach niewerbalnych widocznych osób. Amerykanie i Brytyjczyk na luzie, pełni wigoru, wszyscy ekspresywnie gestykulują. Sanada-san skromny, nieco sztywny, kłania się pasażerom, ręce blisko ciała. Ekspresyjne ruchy wyróżniać mogą człowieka z grupy, a każdy tutaj musi się dopasować, zlewać z otoczeniem.

Dwójka japońskich pasażerów obserwująca ten zabawny korowód kłania się wyłącznie japońskiemu aktorowi, cudzoziemcom machają rękoma. Kobieta kłania się aż trzykrotnie, za każdym razem w geście uległości mocniej przekręca głowę w prawo odsłaniając w ten sposób wrażliwy odcinek szyi. Niektórym Japończykom (i Koreańczykom) łatwo przychodzi przełączanie się z jednego trybu w drugi, innym trudniej, jeszcze inni robią to zupełnie nieporadnie, zapominają o manierach i zbytnio się spoufalają.

Japonia

Dzieci

(📷🇯🇵 @ryostory1124cat na Twitterze)

Piękna fotografia pola słoneczników o wschodzie słońca z Shinkansenem w tle. Mnie jednak najbardziej urzekły skupione na chwytaniu owadów dziewczynki w gustownych kapelusikach. W Seulu również sporo dzieci teraz w okresie wakacyjnym (ale często w krótkich chwilach odpoczynku pomiędzy zajęciami w akademiach hagwon, do których uczęszczają również latem) biega z siatkami i pudełkami na owady, choć bez kapeluszy i zbyt często wyręczają je w tym rodzice, zwłaszcza mamy.
Kilka dni temu dwójka dzieci na naszym osiedlu, chłopiec i dziewczynka, w plastikowym pudełku przetrzymywała kilka pasikoników, w siatce zaś znajdował się piękny, duży okaz zielonej modliszki. Dzieci bały się wyciągnąć owada z siatki. Podszedłem i delikatnie przełożyłem go do pojemnika. Dzieci w Korei, które mają jakieś kłopoty, z czymś sobie nie radzą nie proszą przechodzących w pobliżu dorosłych o udzielenie im pomocy, jak robiło to moje pokolenie przed laty. Dorośli zaś z własnej inicjatywy nie pomagają obcym dzieciom. Kilka tygodni temu ściągałem z drzewa w parku plastikowy samolot dwójki chłopców. Fajnie było znów po wielu latach wspiąć się na drzewo. Chłopcy stali pod nim naradzając się jak odzyskać znajdującą się w koronie drzewa zabawkę, pomimo tego, że dostęp do niej był stosunkowo łatwy. Czy polskie dzieci również nie potrafią już wspinać się po drzewach?

(📷🇯🇵 @erk_inkc na Twitterze)