Japonia

Tenjin-kun – windą na szczyt wzgórza

Budka telefoniczna? Nie, mobilna winda tenjin-kun przeznaczona dla starszych ludzi mieszkających na zboczach gór w Nagasaki. „Nagasaki, miasto położone na wzgórzach” (saka no machi Nagasaki), jak mówią Japończycy, choć równie dobrze mogliby je nazwać miastem schodów. 70% obszaru miasta jest pochyłe, a domy budowane są aż po same szczyty wzgórz i prowadzą do nich często skomplikowane labirynty schodów. Dla niektórych osób mieszkających na zboczach codzienne wchodzenie i schodzenie po schodach może być męczące, dla nich więc 20 lat temu uruchomiono system wind.
Poruszają się z prędkością 15 metrów na minutę, a więc zdrowy i sprawny fizycznie człowiek bez problemów może je wyprzedzić. Nie można jednak do nich wsiąść i je uruchomić od tak z ulicy, gdyż do przywołania i obsługi maszyny służy specjalna karta wydawana seniorom (65+), osobom niepełnosprawnym i innym potrzebującym.

Japonia

Shinkansen Gran Class

Gran Class

Shinkanseny oferują zwykle dwie klasy miejsc: zwyczajną (2 klasa) i zielony wagon (1 klasa, tzw. Green Car). Wagon pierwszej klasy zapewnia każdemu pasażerowi sporo wolnej przestrzeni i ponadprzeciętny komfort, ale wraz z pojawieniem się pociągów serii E5 japońskie koleje (JR) wprowadziły również luksusową klasę Gran (Guran Kurasu), która kusi pasażerów mnóstwem dodatkowego miejsca, skórzaną tapicerką na odchylanych fotelach, stałą, podobnie jak w samolotach pasażerskich, opieką obsługi, wykwintnym, zamówionym u szefów najlepszych japońskich restauracji jedzeniem, szerokim wyborem alkoholi, kapciami, kocem i ciepłym wystrojem wnętrza.

W Gran Class panuje również zasada, wg której na każdej trasie tylko jeden pasażer może korzystać z danego miejsca. Po jego wyjściu z pociągu, pozostaje ono puste aż do ostatniej stacji. Oferta JR jest więc również skierowana do osób z lękami przed zarazkami, których wg japońskich psychologów w tym kraju nie brakuje.

Ludzie decydują się na zakup luksusowych towarów i usług z różnych psychologicznych powodów, chociażby większego poczucia własnej wartości i satysfakcji. Gran Class dodatkowo oferuje pasażerom większe poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Niechęć wielu osób do siedzenia w bezpośredniej bliskości innych pasażerów w pociągach i samolotach wydaje się być uniwersalna, a na tych kilku filmikach o Gran Class, które obejrzałem na YT, każdy z ich japońskich autorów wspomniał o wybraniu w Internecie takiego miejsca, którego sąsiednie siedzenie było wciąż puste.

Miejsce w przedziale wskazuje pani z obsługi pociągu, która wita pasażerów w sposób tak bardzo charakterystyczny dla Japonii – ukłonem i z rękoma złożonymi w okolicach brzucha. W niektórych japońskich źródłach można znaleźć informację, że genezą składania rąk w ten sposób, z lewą ręką spoczywającą na prawej, była niepisana zasada wśród samurajów, a oznaczająca powstrzymanie się od sięgnięcia po miecz.

Japonia

Mikoshi dako – urazy, które napawają Japończyków dumą

Mikoshi dako

Obowiązkowym elementem tradycyjnych japońskich festiwali są przenośne kapliczki mikoshi. Wyznawcy shinto wierzą, że służą one jako środek transportu dla bóstw kami podczas przemieszczenia się pomiędzy świątyniami. Waga samej kapliczki dochodzi często do 500 kg, a wraz z drążkami może przekroczyć 1 tonę. Noszone na barkach przez uczestników festiwali są często przyczyną potężnych nagniotków spowodowanych długim uciskiem. Dźwiganie na ramieniu przez wiele godzin ciężkiej kapliczki bardzo je obciąża, powoduje stany zapalne i w konsekwencji powstanie potężnych guzów. Mikoshi dako, gdyż tak zwą je Japończycy, wyglądają niepięknie, ale dla niosących mikoshi (lub z szacunkiem o-mikoshi) wyznawców shinto są odznakami honoru.


Odciski na barkach debiutantów są bolesne, jednakże szybko zanikają. Można na nie zakupić specjalne maści, udać się do kliniki akupunktury lub do szpitala, gdzie płyn w nich zebrany zostanie usunięty. Na ramionach weteranów z czasem jednak pojawiają się stwardniałe narośla, które usunąć można wyłącznie operacyjnie. Często ból związany z taszczeniem ciężkich kapliczek łagodzony jest jeszcze przed rozpoczęciem marszu winem ryżowym. Alkohol pomaga im również wejść w pewien rodzaj transu, który dodatkowo zmniejsza ich wrażliwość na ból.

Mikoshi dako pojawiają się również na ramionach kobiet uczestniczących w tradycyjnych paradach. Do niedawna jeszcze nie wolno było im brać w nich udziału, ale coraz częściej do tradycyjnie zarezerwowanych tylko dla mężczyzn ceremonii dopuszczane są również panie.
Im bliżej świątyni, tym częściej pojawiają się na twarzach dziewczyn zmęczenie, grymasy, trudniej złapać oddech i maszerować w prostej linii. Ale również i one często z dumą obnoszą się z ranami zadanymi przez mikoshi.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.


Japonia

Shoben torii – bramy torii, które pomagają utrzymywać miasta w czystości

Shoben torii

Problem stary jak świat. W jaki sposób zniechęcić ludzi do oddawania moczu w bramach i w ciemnych zaułkach ulic miast? Wywieszanie zakazów nieczęsto okazuje się skuteczne, w Japonii więc ktoś wpadł na pomysł, aby we wrażliwych miejscach umieszczać lub malować niewielkie bramy torii, zwane przez niektórych Japończyków „shoben torii” (shoben – mocz).
Japoński filozof Yoshimichi Yakajima zwrócił uwagę, że Japonia jest krajem z ogromną liczbą znaków ostrzegawczych i zakazów: „zakaz palenia”, „zakaz parkowania”, „zakaz śmiecenia”, „zakaz hałasowania”, „zakaz gry w piłkę”, „zakaz oddawania moczu” itd. przez co ich skuteczność jest ograniczona, a często, na przekór, odnosi skutek odwrotny od zamierzonego.

Zwyczaj umieszczania bram torii narodził się ponoć w Kansai, czyli regionie z miastami Kioto i Osaka i rozprzestrzenił na cały kraj. Torii umieszczane są na ścianach budynków, murach, drzewach i słupach energetycznych.
Co ciekawe, problem oddawania moczu na ulicy dotyczy oczywiście w zdecydowanej większości przypadków męskiej części populacji, w Japonii więc ostrzeżenia uściśla się często jako „zakaz załatwiania się na stojąco”.
Wg prof. Maruyamy Toshiyaki z Uniwersytetu Sztuki i Projektowania w Kioto zwyczaj ten pochodzi z epoki Meiji (1868-1912) lub Taisho (1912-1926). W okresie Edo (1603-1867) ludzkie odchody sprzedawano na nawóz, a na rogach ulic ustawiano wiadra jako publiczne toalety do ich zbierania. W epoce Meiji usunięto je ze względów sanitarnych, przez co nastąpił gwałtowny wzrost liczby osób załatwiających potrzeby fizjologiczne bezpośrednio na ulicę.

Wtedy też mieszkańcy Kioto zaczęli umieszczać w różnych miejscach miniaturowe bramy torii. Dziś mają nie tylko zniechęcać ludzi do oddawania moczu, ale również powstrzymywać ich od innych uciążliwych zachowań, w tym pozostawiania śmieci. Najmniej z tego zadowoleni są kapłani religii shinto, dla których brama torii stanowi symbol świętych miejsc.

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_refleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref

Japonia · Korea Południowa

Podwójna powieka i rzęsy cz. 2

Wczorajszy wpis o oczach i rzęsach wymaga myślę dopowiedzenia. Skąd się właściwie wzięła u Japończyków i Koreańczyków moda na podwójną powiekę, długie rzęsy i w ogóle odmienny od naturalnego wygląd oczu.
Po pierwszej wojnie światowej młode Japonki pod wpływem mody zachodniej zaczęły zrzucać tradycyjne kimona i publicznie pokazywać się w zachodnich ubiorach. Określano je terminem „moga” od słów „modern girl” („nowoczesna dziewczyna”, w mniejszym stopniu młodzi mężczyźni „mobo”, „modern boy”). W Japonii kwitła kultura konsumpcyjna i moda na towary importowane, a mechanizacja i rozwój przemysłu sprzyjały awansowi społecznemu kobiet.

Wielu Japończykom o skrajnie zachowawczych poglądach nie spodobały się pierwsze próby emancypacji młodych kobiet, a naciski społeczne spowodowały, że te „frywolne”, jak mówiono, obyczaje zostały stłumione i zanikły na początku lat 30. ubiegłego stulecia. W trakcie wojny chińsko-japońskiej (1937-1945) oraz II wojny światowej od kobiet ponownie wymagano skromności i poświęcenia dla rodziny i narodu. Kult tradycji panował do lat 50. i wtedy pojawiła się Ona i nigdy już nic nie było takie jak wcześniej.

Tokio, Ginza, 1935, tradycja i nowoczesność. W tle na rowerze nowoczesna fryzura i marynarka młodego mężczyzny.
(📷 Marooka Kouji)
„Rzymskie wakacje”

Film „Rzymskie wakacje” z 1953 roku to romantyczna komedia, w której grana przez Audrey Hepburn księżniczka Anna sfrustrowana ograniczeniami narzuconymi jej przez życie wymyka się z ambasady swojego kraju w Rzymie, po czym zostaje odnaleziona przez reportera Joe Bradleya (w tej roli Gregory Peck). Film nie okazał się hitem w Ameryce, ale Japonia straciła głowę dla 24-letniej brytyjskiej aktorki, a moda na „moga” powróciła ze zdwojoną siłą.

„Rzymskie wakacje”

Scena, w trakcie której księżniczka Anna w akcie buntu postanawia ściąć swoje piękne, długie włosy szczególnie mocno współbrzmiała z potrzebą sprzeciwu i uwolnienia się Japonek od narzuconych im przez stulecia sztywnych, feudalnych zasad. Jej popularność niemalże w cień odsunęła inną gwiazdę Hollywood – Marylin Monroe, a młode Tokijki masowo zaczęły nosić fryzury i odzież à la Audrey Hepburn. Monroe była aż i tylko gwiazdą z dalekiego kraju, ale to grana przez Hepburn księżniczka Anna nie tylko swoimi manierami, kulturą osobistą i skromnością, ale nawet elegancją i wyglądem zewnętrznym nie aż tak bardzo różniła się od Japonek, przez co niemal natychmiast przechwyciły one sygnał do buntu. Po dziś dzień Hepburn pozostaje ulubioną aktorką Japończyków.

Choć pierwsze kroki w zabiegach korekty powiek Japończycy stawiali już na początku XX wieku, wg wielu japońskich historyków to właśnie ich wyjątkowa sympatia dla brytyjskiej aktorki (nieco odmienne zdanie maja w tej kwestii Koreańczycy, dla których niemalże każde niepożądane w ich kraju zjawisko to efekt amerykańskiego, japońskiego lub chińskiego imperializmu) znamionuje początek fascynacji Japończyków, a następnie Koreańczyków odmienną estetyką oczu.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Audrey Hepburn
Japonia

Publiczne łaźnie w dawnej Japonii

Kobiety w kąpieli, ca. 1870

W roku 1865 do Japonii zawitał słynny niemiecki archeolog i odkrywca Troi Heinrich Schliemann. Przechodząc pewnego razu w Jokohamie w pobliżu publicznej łaźni zauważył grupkę 30-40 nagich kobiet i mężczyzn wspólnie zażywających kąpieli. Ku jego zdumieniu „wybiegli z wanny, aby bliżej przyjrzeć się dużym, dziwnie ukształtowanym ornamentom z czerwonego koralu na moim łańcuszku do zegarka”, napisał w swoich notatkach z podróży.

Najstarsza i być może pierwsza fotografia nagości zrobiona w Japonii. Autor nieznany.

Wg Japończyków, podróżujących po ich kraju pod koniec okresu Edo (1603-1867) i później Amerykanów i Europejczyków cechowała hipokryzja. Z jednej strony krytykowali powoli zanikający już wtedy zwłaszcza w dużych miastach zwyczaj wspólnych kąpieli mężczyzn i kobiet w publicznych łaźniach, z drugiej zaś bardzo popularne były wśród nich pamiątkowe pocztówki przedstawiające nagie Japonki w kąpieli. Inna rzecz, że wspólne dla kobiet i mężczyzn łaźnie nie były wcale tak powszechne jak to się uważa.

Szogunat Tokugawów wielokrotnie wydawał zakaz wspólnych kąpieli, ale z przyczyn finansowych nie wszystkie łaźnie mogły pozwolić sobie na rozdzielenie pomieszczeń. Oszczędzano też w ten sposób na paliwie niezbędnym do podgrzewania wody. Wspólna kąpiel była zwłaszcza popularna wśród przedstawicieli niższej klasy średniej, ale już nie pośród zamożnych kupców oraz wyższych rangą samurajów.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) oraz Facebooku.

Japonia

Japonia Vincenta van Gogha

Vincent van Gogh, Portret „Ojca” Tanguy, 1887

Vincent van Gogh nigdy nie miał okazji wybrać się do Japonii, nie przeszkodziło mu to jednak stworzyć swój własny, wyidealizowany obraz tego kraju. 20 lutego 1888 r., po dwóch latach spędzonych w Paryżu Vincent przybył do miasta Arles w Prowansji. Był zmęczony zgiełkiem i szumem panującymi w stolicy. Zapragnął słońca, prostoty i żywych kolorów południa Francji, które, miał nadzieję, ożywiłyby zarówno jego samego, jak i jego obrazy. „Tutaj moja egzystencja będzie przypominać coraz bardziej egzystencję malarza japońskiego, który żyje jak skromny mieszczanin, ale wśród natury”, pisał do swojego młodszego brata Theo.

Theo lub Vincent van Gogh, 1887

Do Arles z Paryża Vincent wybrał się pociągiem, a podczas podróży, jak napisał później do malarza i przyjaciela Paula Gauguina, wyglądał przez okno, „by zobaczyć, czy było już tak, jak w Japonii”.
Pomimo upływu czasu Van Gogh nadal kojarzył Prowansję z Japonią. „Zawsze powtarzam sobie, że jestem tutaj w Japonii” – napisał znów do swojej ulubionej siostry Wil we wrześniu 1888 roku. Niedługo później doniósł bratu Theo, że „Pogoda tutaj wciąż jest ładna, a gdyby tak już pozostało, miejsce to byłoby lepsze niż raj dla malarzy, to byłaby Japonia”.

Vincent van Gogh, Kurtyzana, 1887

Zafascynowany pracami japońskich malarzy i drzeworytników właśnie w krajobrazie Prowansji, „Japonii Południa”, dostrzegł tak liczne podobieństwa do pejzaży namalowanych na znanych mu japońskich obrazach.
„Pejzaże w śniegu, z białymi szczytami na tle nieba równie świetlistego jak śnieg, były jak zimowe pejzaże malowane przez Japończyków” dodał w jednym z kolejnych listów do brata.

Vincent van Gogh, Kwitnący migdałowiec, 1890

W drugiej połowie XIX wieku Japonia, nie bez pomocy amerykańskich dział, otworzyła się na handel międzynarodowy i do Europy zaczęły napływać liczne towary z tego kraju. Moda na Japonię ogarnęła również Francję, a w sklepach, obok chińskich, zaczęły pojawiać się coraz częściej japońskie artefakty. Jednym z pierwszych francuskich malarzy urzeczonych japońskimi grafikami ukiyo-e był Claude Monet.

Claude Monet z nieznanym mężczyzną w swoim ogrodzie w Giverny, r. 1920

Van Gogh zachwycił się japońskimi mistrzami jeszcze przed wyjazdem do Prowansji, a w Paryżu zakupił kilkaset japońskich grafik znalezionych na strychu u jednego z handlarzy dziełami sztuki. Część z nich zabrał ze sobą do Arles, inne na jego prośbę dosyłał mu brat Theo, a ich wpływ na holenderskiego malarza zaczął być coraz bardziej widoczny. W słynnym „Autoportrecie z zabandażowanym uchem” , wykonanym już po dokonaniu samookaleczenia i półtora roku przed śmiercią umieścił jeden ze swoich ulubionych japońskich obrazów przedstawiający gejsze na tle krajobrazu.

Vincent van Gogh, Autoportret z zabandażowanym uchem, 1889
Japonia

Japonia oczami Davida Bowie, Steve’a Jobsa, Freddiego Mercury’ego i Andrzeja Wajdy

Od czasu otwarcia się na świat w roku 1853 Japonia nieprzerwanie wzbudza ogromne zainteresowanie swoją oryginalnością. Wśród ludzi zafascynowanych kulturą japońską byli m.in. piosenkarz David Bowie, współzałożyciel firmy Apple, Steve Jobs, wokalisty grupy Queen, Freddie Mercury oraz polski reżyser Andrzej Wajda.

Sushiiwa. Ulubiona restauracja Steve’a Jobsa w Kioto (fot. Grafika Google)

David Bowie

12 stycznia 2016 roku gazeta The Japan Times podała, że na posterunek policji w Sapporo dzień wcześniej trafił 25-latek próbujący popełnić samobójstwo w miejscu publicznym. „Wiadomość o śmierci Davida Bowie tak mnie zaszokowała, że chciałem się zabić”, powiedział stróżom prawa.
Powszechnie znana fanom Davida Bowie była jego fascynacja Japonią, jej kulturą i sztuką.

David Bowie na stacji metra w Kioto, rok 1980 (fot. Masayoshi Sukita)

Muzyk przyjął do swoich występów scenicznych wiele elementów kultury japońskiej. W tym celu pobierał nawet lekcje makijażu kabuki od słynnego onnagaty (grana przez mężczyzn rola kobiety w tradycyjnym japońskim teatrze kabuki) Tamasaburo Bando.
Miastem, które w szczególności sobie upodobał było Kioto, gdzie w przebraniu odwiedzał lokalne galerie sztuki. W 1992 roku Bowie wraz z żoną Iman spędzili w Kioto swój miesiąc miodowy.

David Bowie w Kioto. Sklep z tradycyjnymi artykułami japońskimi (fot. Masayoshi Sukita)

Steve Jobs

Ryoan-ji, ulubiona buddyjska świątynia i ogród skalny Steve’a Jobsa w Kioto (fot. Grafika Google)

Kolejną sławną postacią zafascynowaną tym krajem był Steve Jobs, który przez całe życie interesował się japońską estetyką i stylem życia. Był zagorzałym fanem i kolekcjonerem nowoczesnych drzeworytów shinhanga. Kolekcjonował m.in. prace mistrza Goyo Hashiguchi.

Jeden z bliskich sercu drzeworytów Steve’a Jobsa autorstwa Goyo Hashiguchi (1920)

Kupował je często osobiście w swojej ulubionej galerii sztuki w tokijskiej dzielnicy Ginza, którą odwiedził po raz pierwszy wraz ze Stevem Wozniakiem w 1983 r. Preferował portrety kobiet i obrazy przedstawiające zimowe krajobrazy. I tak jak w przypadku Bowie, Jobs również uwielbiał spędzać czas pośród tradycyjnej drewnianej zabudowy Kioto, zawsze zatrzymując się ryokanie Tawaraya jednym z najstarszych i najbardziej prestiżowych w mieście.

Steve Jobs z córką Erin Sieną w Kioto, swoim ulubionym mieście (fot. Grafika Google)

Freddie Mercury

Freddie Mercury w Japonii (fot. Grafika Google)

„Jedynym miejscem, w którym Freddie kiedykolwiek zachowywał się jak prawdziwy turysta, była Japonia. To co japońskie, stało się dla niego pasją, której oddawał się cały, podczas gdy pozostałe miejsca na świecie traktował jak noclegownie.” Tak wspominał Freddiego Mercury’ego jego asystent Peter Freestone. Wg. L.A. Jones, autorki biografii muzyka, jego uwagę w Japonii absorbowało niemalże wszystko, począwszy od japońskiej historii, tradycji i kultury, a skończywszy na zaawansowanej technologii.

Grupa Queen w Japonii (fot. Grafika Google)

I tak jak w przypadku Steve’a Jobsa i Davida Bowie, frontman grupy Queen stał się gorliwym kolekcjonerem japońskich dzieł sztuki i antyków, których ogromną kolekcję zgromadził w swojej posiadłości Garden Lodge w Londynie, którą muzyk postanowił również upiększyć japońskim ogrodem, oraz stawem z karpiami koi.

Posiadłość Freddiego Mercury’ego w Londynie (fot. Grafika Google)

Andrzej Wajda

Entuzjastą filmu i kinematografii nie jestem, ale interesują mnie znanych ludzi związki z Japonią. Jednym z największych polskich miłośników kultury japońskiej był Andrzej #Wajda. Reżyser odniósł w Kraju Kwitnącej Wiśni artystyczny sukces, a Japonię, wraz z żoną, aktorką Krystyną Zachwatowicz odwiedzał wielokrotnie, podczas których to podróży poznał m.in. reżysera Akirę Kurosawę. Twórca „Siedmiu samurajów” przyjął naszego reżysera w swoim domu w Gotemba.

Andrzej Wajda i Akira Kurosawa

W 1995 r. Wajda otrzymał Order Wschodzącego Słońca III Klasy. Został też pierwszym polskim laureatem (drugim był kompozytor Witold Lutosławski) Nagrody Kioto – japońskiego Nobla. Nagrodę 450 tys. dolarów reżyser w całości przeznaczył na budowę Muzeum Manggha w Krakowie – decyzja, która poruszyła serca Japończyków.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Japoński plakat do filmu „Popiół i Diament” (Haitodaiyamondo) z 1958 r.
Japonia

Przygody Perkitnego i Mroczkiewicza w Japonii 1928 roku

8 listopada 1928 r. odbywający podróż dookoła świata przyszli profesorowie Tadeusz Perkitny i Leon Mroczkiewicz, w najgorszym z możliwych terminie docierają na statku Ginyo Maru do portu Jokohama w Japonii. W zalewie uśmiechów i ukłonów urzędnicy portowi odmawiają im zgody na zejście na ląd. Ich zabawna interakcja z japońskim urzędnikiem, który na pokładzie statku przywitał się z naszymi podróżnikami słowami „bon jour messieurs” może doskonale posłużyć do opisu różnic kulturowych pomiędzy naszymi krajami.

Trasa podróży dookoła świata

Słysząc te słowa, Perkitny wygłosił w języku francuskim dość długie „exposé”, któremu Japończyk uważnie się przysłuchiwał, przytakiwał głową, stroił miny i uprzejmie nie przerywał, by w końcu, gdy Perkitny doszedł już do końca stwierdzić, że nic a nic z przemówienia nie zrozumiał, gdyż nie włada francuskim i prosi o powtórzenie w j. angielskim. „Kretyn”, mruczy pod nosem Perkitny.

Jedyna fotografia z Japonii zamieszczona w książce Tadeusza Perkitnego „Okrążmy świat raz jeszcze”

Lekcja z tej zabawnej interakcji? Primo, można wywnioskować, że nie inaczej ten japoński urzędnik ocenił rozwlekłość i gadatliwość Perkitnego. Japończycy odnoszą się do naszego gawędziarstwa z pogardą, określając ją słowem „sekkyo” (kazanie) i często, choćby w negocjacjach tę naszą słabość z ochotą wykorzystują. Secundo, Japończycy za niegrzeczne uważają przerywać rozmówcy, nawet jeśli niewiele z jego mowy pojmują. Dodatkowo zdezorientować nas może nawykowe przez Japończyków kiwanie głową i wtrącanie krótkich „hai” (tak), „honto” (na prawdę?) „un” (aha) (tzw. aizuchi) podczas rozmów.

Perkitny i Mroczkiewicz

Cały tydzień zajmuje Japończykom skontaktowanie naszych młodych podróżników z dr. Eugeniuszem Banasińskim¹, polskim konsulem w Tokio, który po przybyciu na statek śmieję się, że wciąż, pomimo 3 lat spędzonych na Wyspach nie potrafi rozgryźć Japończyków. „Oni powariowali do reszty” dodaje. „Mają w tej chwili koronację nowego mikada² i (…) w każdym przybyszu widzą zamachowca.” Okazało się, że urzędnicy wbili w paszporty naszych podróżników stemple o treści: „Uwaga! Typ niebezpieczny! Nie spuszczać z niego oka!” Co naszym zuchom nie udało się w Jokohamie, nadrobili w Kobe i Moji. Dwa razy przechytrzają urzędników i bez wymaganej wizy przedostają się na ląd. W Moji (dziś dzielnica miasta Kitakiusiu) zostają jednak aresztowani, odprowadzeni pod bagnetami na statek i odtąd bacznie strzeżeni przez uzbrojonych wartowników aż do podniesienia kotwicy.

¹Dr. Eugeniusz Banasiński, od 1 czerwca 1925 r. do 30 kwietnia 1931r. kierował wydzialem konsularnym przy Poselstwie Rzeczypospolitej Polskiej w Tokio. (Źródło: Wikipedia)

²Mowa o cesarzu Hirohito. Na Chryzantemowym Tronie, po śmierci Yoshihito, cesarza Taishō, Hirohito zasiadł 25 grudnia 1926 roku, jednakże dwa lata później, w tym samym czasie, w którym statek Perkitnego i Mroczkiewicza zawijał do portu w Jokohamie, odbywała się kolejna ceremonia intronizacji cesarza (sokui), stąd też wyniknęły zarówno wzmożona czujność urzędników imigracyjnych, jak i liczne przygody dwójki naszych rodaków.

Hirohito w stroju cesarskim

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_refleksje

Twitter: https://twitter.com/niewref