W przeciwieństwie do ceremonialnego spokoju cesarza Naruhito, spotkanie prezydenta Trumpa z Panią premier Sanae Takaichi ma charakter bardziej operacyjny i polityczny. Tempo marszu jest szybsze, napięcie wyższe, a rozładowanie po ceremonii bardziej widoczne. Szczególnie fascynujące jest to, co dzieje się z ciałem Takaichi podczas hymnów i zaraz potem.
Tempo i dystans: Trump w przestrzeni Sanae Takaichi
W materiale z październikowego spotkania Donalda Trumpa z Sanae Takaichi tempo marszu i utrzymywany dystans mówią znacznie więcej niż sam uścisk dłoni czy słowa. Kluczowa zasada: gospodarz jest osobą prowadzącą przestrzeń.
1. Kto prowadzi przestrzeń?
Nie ma wątpliwości – Takaichi idzie pierwsza, Trump utrzymuje pozycję pół kroku za nią.
To dokładnie ta sama struktura, którą widzieliśmy wcześniej z cesarzem Naruhito: gość respektuje porządek gospodarza i nie forsuje wyprzedzenia. Trump nie przyspiesza, nie zrównuje kroku na siłę, nie wykonuje żadnych mikro-korekt pozycji. Ramiona luźno przy ciele, głowa skierowana lekko w stronę rozmówcy – klasyczny sygnał „akceptuję Twoje tempo w Twojej przestrzeni.
2. Kluczowa różnica: tempo i charakter marszu
Tu pojawia się fascynujący kontrast w porównaniu z Naruhito:
Naruhito: bardzo wolny, miarowy, niemal ceremonialny krok. Dystans między nim a Trumpem praktycznie stały, minimalne wahania. Tempo rytualne – podkreślające rangę i dystans instytucji.
Takaichi: krok wyraźnie szybszy, bardziej energiczny, „operacyjny”. Dystans między nimi zmienia się płynnie, ale zawsze w granicach komfortu.
3. Brak korekt = brak napięcia
Żadna ze stron nie wykonuje nerwowych gestów utrzymujących dystans – coś, co czasami można zobaczyć w trakcie spotkań europejskich liderów. Takaichi nie odwraca się, nie spogląda w tył, nie zwalnia ani nie przyspiesza, by „sprawdzić” Trumpa. Trump nie próbuje zrównać kroku na siłę ani nie zostaje w tyle. Oboje akceptują tę dynamikę w pełni – nikt nie traci twarzy, nikt nie czuje potrzeby mikro-korekty.
Hymny narodowe: co naprawdę dzieje się z Sanae Takaichi
Podczas odgrywania hymnów narodowych USA i Japonii kamery uchwyciły moment, w którym Donald Trump i Sanae Takaichi stoją ramię w ramię na podwyższeniu. Trump wykonuje klasyczny salut cywilny podczas własnego hymnu, zachowując przy tym swobodną, niemal luźną postawę.
Znacznie ciekawsza jest jednak niewerbalna komunikacja Takaichi, gdyż jej ciało zdradza wyjątkowo wysoki poziom pobudzenia fizjologicznego przy jednoczesnym wymogu absolutnego bezruchu protokolarniego.
Takaichi oddycha bardzo szybko i płytko, głównie klatką piersiową i unosząc barki. Wykonuje około 9 oddechów w pierwszych 15 sekundach, co daje tempo blisko 40 oddechów na minutę, i rytm ten nie spowalnia przez całe kilka minut trwania hymnów.
To nie jest zwykła „trema ceremonialna” ani standardowa reakcja na kamery. Widzimy tutaj oddech piersiowy (nie przeponowy), aktywację mięśni pomocniczych oddechu (unoszenie barków), oraz skróconą fazę wydechu.
Taki wzorzec wskazuje na silną aktywację układu współczulnego (tryb „walki lub ucieczki”) przy jednoczesnym wymogu nieporuszania się – całkowitego unieruchomienia zachowania. Ciało pracuje na bardzo wysokich obrotach, ale protokół nie pozwala na żaden ruch, gest czy słowo, które mogłyby rozładować napięcie. W efekcie pobudzenie „idzie w górę” – manifestuje się w przyspieszonym, płytkim oddechu.
Japoński protokół doskonale radzi sobie z zarządzaniem formą zewnętrzną, ale znacznie gorzej z fizjologią osoby stojącej w centrum uwagi.
Krótki, ale wyraźny uśmiech na twarzy premier Japonii
2. Mruganie i mikrouśmiechy: autouspokajanie pod wysokim ciśnieniem
Takaichi znacząco spowalnia częstotliwość mrugania (długie przymykanie oczu, czasem na sekundę lub dłużej), a kilkakrotnie na jej ustach pojawia się wyraźny, ale bardzo krótki mikrouśmiech.
Długie przymykanie oczu to chwilowe odcięcie dopływu bodźców wzrokowych – coś w rodzaju mini-odpoczynku dla mózgu. Mikrouśmiech zaraz po otwarciu oczu to znów szybka reakcja układu przywspółczulnego – naturalny, automatyczny mechanizm wyciszania i przywracania równowagi.
To klasyczny sposób, w jaki organizm sam sobie radzi z emocjami, kiedy układ współczulny jest mocno pobudzony – taki naturalny mechanizm uspokajania się. Mikrouśmiech Takaichi nie jest społeczny (brak kontaktu wzrokowego z kimkolwiek) ani hedonistyczny (brak prawdziwego rozszerzenia policzków – uśmiech Duchenne’a). To uśmiech regulacyjny – wewnętrzny sygnał wysyłany do samej siebie: „utrzymaj formę, jestem OK”.
3. Konflikt dwóch układów: dlaczego wygląda to tak intensywnie
Mamy tu wyraźny kontrast: ciało jest mocno pobudzone – przyspieszony oddech, napięte barki, wysoki poziom aktywacji autonomicznej – a jednocześnie Pani premier zachowuje absolutny bezruch. Idealna, sztywna postawa, zero drobnych ruchów korygujących. To klasyczny przypadek rozbieżności między wnętrzem a zewnętrzną fasadą.
Kiedy nie można się ruszyć, nic nie powiedzieć ani nawet przyspieszyć czy zwolnić tempa, organizm szuka najmniejszych możliwych „zaworów bezpieczeństwa”, żeby rozładować napięcie. U Takaichi tymi zaworami stają się przede wszystkim powieki (długie przymykanie), mięśnie policzkowe (ten drobny, przelotny uśmiech) i chwilowe mikro-pauzy w patrzeniu.
To bardzo wyczerpujący stan – z zewnątrz wszystko wygląda idealnie, a w środku układ nerwowy jest na granicy przegrzania.
Podczas hymnów Sanae Takaichi pokazuje niezwykłą dyscyplinę protokolarną. Z zewnątrz wszystko jest perfekcyjne, jednak pod tą nienaganną fasadą ciało wyraźnie sygnalizuje bardzo wysoką stawkę: szybki, płytki oddech w klatce piersiowej i drobne, automatyczne mechanizmy uspokajania się (długie przymykanie powiek i te przelotne mikrouśmiechy). To pokazuje, jak wielki koszt fizjologiczny niesie ze sobą absolutna nieruchomość, jakiej wymaga japoński protokół w tak ważnym, eksponowanym momencie.
Zejście schodami: moment rozładowania napięcia
Na koniec kamery uchwyciły kluczowy moment przejściowy – zejście schodami po zakończeniu oficjalnej części ceremonii. To nie jest nagła zmiana charakteru ani „ciepła chemia osobista”. To klasyczne rozładowanie napięcia po długim okresie sztywnego protokołu – przejście z reżimu symbolicznej ekspozycji do reżimu ruchu.
1. Schody jako psychologiczna granica
Zejście schodami działa jak niewerbalny sygnał dla układu nerwowego: „Rytuał skończony. Można wreszcie oddychać.”
Widać to wyraźnie u Takaichi: jej twarz otwiera się – uśmiech staje się ciągły i pełny (z zaangażowaniem policzków, uśmiech Duchenne’a), napięcie barków spada (ramiona opadają, postawa staje się luźniejsza), a oddech stał się niewidoczny.
To nie triumf czy radość z sukcesu dyplomatycznego. To euforia ulgi – parasympatyczne odbicie się po długim okresie wysokiej aktywacji współczulnej widocznej wcześniej podczas hymnów.
2. „Pod rękę” – gest stabilizacji, nie czułości
Trump podtrzymuje Takaichi pod rękę podczas schodzenia. Ten chwyt nie ma charakteru romantycznego ani paternalistycznego. To czysto funkcjonalny i protokolarnie dopuszczalny gest stabilizacji w ruchu: schody wymagają synchronizacji kroków, a kontakt ramion dostarcza informacji propriocepcyjnej (lepsza równowaga, poczucie bezpieczeństwa). Dla Takaichi, po wcześniejszym wysokim napięciu, jest to także subtelny sygnał wsparcia i jej ciało wyraźnie to przyjmuje (brak sztywnienia, rozluźnienie).
3. Pełny uśmiech „od ucha do ucha”
Uśmiech Takaichi jest teraz symetryczny, z uniesieniem policzków i zmarszczkami wokół oczu – klasyczny uśmiech autentyczny. Po długim okresie zesztywnienia mięśni twarzy następuje parasympatyczne odbicie – mięśnie twarzy wreszcie „puszczają” i pojawia się nadmiarowy pozytywny afekt. To nie maska dyplomatyczna – to fizjologiczna reakcja na zakończenie obciążającego reżimu.
4. Klepnięcie Trumpa w rękę Takaichi
Trump wykonuje lekkie klepnięcie dłonią po ręce Takaichi. To bardzo charakterystyczny dla niego gest, ale tutaj idealnie dopasowany do kontekstu: zejściu z podium i zakończeniu hymnów. Komunikat przez niego wysłany jest czytelny: „Dobra robota. Wszystko za nami.” Gest czysto przyjazny, nie dominacyjny. Reakcja Takaichi potwierdza odczytanie: nie sztywnieje, nie cofa ręki.
5. Dlaczego to między nimi działa?
Oboje wykazują wysoką kompetencję kontekstową: Trump doskonale wie, kiedy dodać ciepło – dopiero po ceremonii, nie w jej trakcie, zaś Takaichi pozwala sobie przyjąć to wsparcie dopiero wtedy, gdy protokół na to pozwala.
To nie osobista chemia ani sympatia. To wzajemne zrozumienie granic rytuału i momentu, w którym można je przekroczyć – bez naruszenia twarzy żadnej ze stron.
Zejście schodami to mikro-spektakl rozładowania napięcia: od sztywnej formy ceremonialnej do ludzkiego ruchu i kontaktu. Takaichi przechodzi od fizjologicznego obciążenia do widocznej ulgi. Trump dostarcza precyzyjnego, ciepłego wsparcia dokładnie w momencie, gdy jest to protokolarnie możliwe i psychologicznie potrzebne.
Małe gesty, idealnie wyczucie timingu – mistrzostwo dyplomatycznej mowy ciała.
Źródła i inspiracje:
President Trump Receives Grand Welcome from Japan’s First Female PM Sanae Takaichi, DRM News – YouTube
日米首脳会談等 高市総理, 首相官邸 (Biuro Premier Japonii) na YouTube
Spotkanie Trumpa z Naruhito to nie tylko dyplomacja najwyższego szczebla, ale także fascynujące zderzenie dwóch systemów niewerbalnej komunikacji – amerykańskiej inicjatywy i japońskiej stabilności. Analiza kilku kluczowych gestów pokazuje mistrzostwo obu stron w utrzymaniu symetrii.
Co mówi o Trumpie jego „pół-otwarty” gest wobec cesarza Naruhito
Donald Trump przyzwyczaił nas do ekspansywnej mowy ciała – szerokich gestów, zajmowania przestrzeni, dominujących uścisków dłoni. Tym większym zaskoczeniem jest pewien kadr z październikowego spotkania z cesarzem Japonii Naruhito: Trump wykonuje gest, który na pierwszy rzut oka wygląda na powitanie, ale po dokładniejszej analizie okazuje się klasycznym przykładem gestu pół-otwartego – pełnego samokontroli i świadomości kontekstu.
To nie jest środowisko, w którym Trump zazwyczaj się porusza. Japoński dwór cesarski to jedno z najbardziej rytualnie sterylnych miejsc na świecie – pełne sztywnych reguł, minimalnych gestów i absolutnego respektu dla hierarchii. Ciało Trumpa najwyraźniej to wyczuło i dostosowało się w ułamku sekundy.
Co dokładnie widzimy w geście?
Biomechanicznie gest wygląda następująco:
Ramiona lekko rozchodzą się na boki – sygnał otwartości i obecności („jestem tu”).
Łokcie pozostają jednak blisko tułowia – wyraźny hamulec, blokada pełnej ekspansji.
Dłonie nie są wysunięte do przodu – nie ma zaproszenia do bliskiego kontaktu fizycznego.
To nie jest ani serdeczne „hello!” wobec przyjaciela, ani dominujące „zajmuję całą przestrzeń”, ani tym bardziej gest poddańczy. To gest warunkowy – ostrożny i kontrolowany. Trump jest gotowy na kontakt, ale w granicach protokołu.
Przyciśnięte łokcie to znak wysokiej czujności społecznej. Trump zostawia sobie otwartą furtkę – w razie potrzeby może łatwo cofnąć gest bez utraty twarzy.
To jeden z tych rzadkich momentów, kiedy Trump nie dominuje, ale jednocześnie nie kapituluje. Nie przejmuje kontroli nad sytuacją (co byłoby nietaktowne), ale też jej nie oddaje. Gest wyraża zawieszenie ekspansji – świadomą pauzę, w której czeka na niewerbalne wskazówki od gospodarza i protokołu.
W świecie, w którym Trump zazwyczaj narzuca własne reguły, ten drobny szczegół pokazuje zdolność do błyskawicznej adaptacji, gdy stawka (dyplomatyczna twarz) jest wystarczająco wysoka.
Spotkanie dwóch systemów: analiza powitania Trumpa z cesarzem Naruhito
Kiedy Donald Trump podchodzi do czekającego cesarza Naruhito, mamy do czynienia nie z prostym uściskiem dłoni, lecz ze spotkaniem dwóch zupełnie różnych systemów regulacji niewerbalnej. Trump komunikuje przez kontakt i prowadzenie. Naruhito komunikuje przez stabilność i brak reakcji. To nie tylko starcie temperamentów, ale także precyzyjne zderzenie dwóch kultur protokołu, w którym obie strony osiągają swój cel bez naruszenia ram.
Brak ukłonów – i dlaczego to nie jest faux pas
Na zdjęciach nie widać żadnych ukłonów. Wielu komentatorów widzi w tym brak szacunku, ale to błędna interpretacja. Japoński dwór cesarski świadomie zawiesza tradycyjny rytuał ukłonów, gdy przyjmuje przywódców zachodnich. Nie wymaga się od gościa gestu, którego nie opanował perfekcyjnie, a historia pokazuje, że zachodni goście w pałacu cesarskim potrafią być bardzo nieporadni w naśladowaniu japońskiej etykiety.
Dłoń + dotyk ramienia: co naprawdę robi Trump
Trump wykonuje klasyczny amerykański gest powitalny: uścisk dłoni połączony z lekkim dotykiem ramienia drugą ręką. W jego typowym repertuarze to często gest dominujący (z przyciąganiem, dłuższym trzymaniem). Tu jednak widzimy wersję zredukowaną:. • Krótki, kontrolowany kontakt. • Brak przyciągania osi ciała drugiej osoby. • Brak wejścia w strefę torsu.
Trump nawiązuje serdeczny kontakt, ale nie przejmuje przestrzeni. Amerykański prezydent dostosowuje swój zwykły styl do kontekstu – zachowuje inicjatywę, ale nie forsuje jej.
Czy to naruszenie „cesarskiej nietykalności”? Nie.
W Japonii osoba cesarza jest tradycyjnie chroniona przed dotykiem – ale ochrona ta działa przez formę protokołu, nie przez absolutny zakaz fizycznego dystansu. Jeśli protokół na to pozwala (a tu pozwala – to oficjalne powitanie w zachodnim stylu), kontakt nie jest profanacją. Naruhito nie cofa się, nie napina barków, nie wykonuje żadnej mikro-korekty postawy. Nie ma nawet śladu napięcia czy zaskoczenia. To nie jest „tolerowanie” gestu – to jego pełna akceptacja.
Dla zachodniego oka spotkanie może wydawać się sztywne, niemal chłodne. Brak wylewności, śmiechu, dłuższych spojrzeń. Ale właśnie o to chodzi: w tym kontekście wylewność oznaczałaby relacyjność osobistą, a tu priorytetem jest symetria instytucji – Stany Zjednoczone spotykają się z Japonią, nie Donald z Naruhito.
Każda nadmiarowa emocja obniżyłaby rangę rytuału, przenosząc ciężar z reprezentacji państw na indywidualne charaktery. Obaj tego unikają. Czysta elegancja protokołu.
Symetria rytualna w ruchu: kto prowadzi Trumpa i cesarza Naruhito
Jedno z ciekawszych niewerbalnych detali październikowego spotkania Donalda Trumpa z cesarzem Naruhito dotyczy tego, kto idzie pierwszy – i jak zmienia się to w zależności od fazy spotkania.
Na wejściu Naruhito prowadzi, Trump podąża pół kroku za nim. Na wyjściu role się odwracają: Trump wychodzi pierwszy, Naruhito zostaje lekko z tyłu. To nie przypadek ani brak koordynacji – to perfekcyjna symetria rytualna, w której tempo marszu staje się metaforą władzy nad przestrzenią.
Wejście do budynku: Naruhito ustanawia rytm
Trump idzie pół kroku za cesarzem: Nie przyspiesza, nie wyprzedza, nie wykonuje żadnych mikro-korekt pozycji. To nie grzeczność, nie niepewność i na pewno nie rezygnacja z dominacji. To świadome oddanie tempa gospodarzowi. Ten, kto idzie pierwszy, definiuje narrację przestrzeni. Wejście do budynku to moment inicjacyjny – przestrzeń należy do cesarza. Trump to rozumie i nie kwestionuje tego porządku.
Wyjście z budynku: Trump przejmuje prowadzenie
Po zakończeniu spotkania sytuacja się odwraca. Trump wychodzi pierwszy, narzuca tempo, idzie swobodniej. Naruhito zostaje pół kroku z tyłu – bez najmniejszej próby korekty czy przyspieszenia.
Dlaczego to w pełni poprawne? Bo zmienia się kontekst przestrzenny. Wyjście oznacza przejście z terenu gospodarza (pałac/budynek) do terenu gościa (samochód prezydencki, kolumna Secret Service, przestrzeń publiczna).
W tej fazie prowadzenie naturalnie wraca do Trumpa – i Naruhito oddaje je bez oporu. Żadnego napięcia, żadnego mikro-sygnału niezadowolenia. Czysta akceptacja zmiany ról. Obaj osiągają idealną równowagę: nikt nie traci twarzy, nikt nie forsuje swojej dominacji w niewłaściwym momencie.
Źródła i inspiracje:
Historic Visit: President Trump Meets Japan’s Emperor Naruhito in Tokyo APT, YouTube
Dwa obrazy, dwa kraje, dwa stulecia temu, a jednak mówią więcej o nas niż tysiące traktatów socjologicznych. „Śniadanie wioślarzy” Pierre-Auguste Renoira i „Wiosenna zabawa na polu” Shin Yun-boka to nie tylko arcydzieła malarstwa – to dwa lustra, w których odbijają się zupełnie różne wizje tego, czym jest wspólnota, ciało, relacja i sens bycia z innymi. Francuska burżuazyjna bohema końca XIX wieku kontra konfucjańska Korea późnego Joseon: jedno spojrzenie wystarczy, by zrozumieć, dlaczego w jednym świecie rozluźnienie ciała było oznaką wolności, a w drugim – zagrożeniem dla całego porządku moralnego.
„Śniadanie wioślarzy”, Pierre-Auguste Renoir
Dwa obrazy, dwa światy: Renoir i Shin Yun-bok o wspólnocie i wolności
Pod koniec XIX wieku Francję (Belle epoque) i późny okres Joseon (1750-1897) w Korei dzieliły nie tylko tysiące kilometrów, lecz przede wszystkim dwa zupełnie odmienne sposoby rozumienia społeczeństwa, ciała i relacji międzyludzkich. Doskonałym tego przykładem są dwa arcydzieła: Śnidanie wioślarzy (1880–1881) autorstwa Pierre-Auguste’a Renoira oraz scena wiosennej zabawy na polu z albumu Hyewon pungsokdo (pocz. XIX w.) autorstwa Shin Yun-bok (pseud. Hyewon), znana jako „Wiosenna zabawa na polu” (Sangchunyaheung).
Oba obrazy przedstawiają grupy ludzi odpoczywających na świeżym powietrzu, w otoczeniu natury, z elementami jedzenia, muzyki i lekkiej rozrywki. Na pierwszy rzut oka podobna sielanka. Gdy jednak przyjrzymy się uważniej, okaże się, że ukazują one dwa radykalnie różne modele wspólnoty ludzkiej.
Renoir: chwila przyjemności bez formy
Scena Renoira rozgrywa się na tarasie restauracji Maison Fournaise nad Sekwaną – popularnym miejscu wypoczynku paryskiej klasy średniej. Towarzystwo stanowią przyjaciele artysty: aktorki, modele, dziennikarze, sportowcy, drobni przedsiębiorcy. Nie ma tu arystokracji ani „ludu” – to burżuazyjna bohema w stanie czystego relaksu.
Psychologicznie obraz oddaje moment po kulminacji: jedzenie się kończy, butelki są pootwierane, kieliszki niepełne, rozmowy toczą się w różnych kierunkach. Brak jednego centrum uwagi, brak hierarchii, brak wspólnego tematu. Ciała są rozluźnione – ciężar opada, ramiona wiszą swobodnie, gesty są asymetryczne i niedbałe. Flirt jest lekki, bez ryzyka i bez konsekwencji – bo osadzony w kulturze, w której jednostka może pozwolić sobie na chwilowe zawieszenie ról bez utraty tożsamości.
To świat, w którym ludzie spotykają się, ponieważ chcą cieszyć się chwilą – tu i teraz – bez potrzeby moralnej ramy czy trwałej struktury. Forma istnieje, ale zostaje na moment zapomniana. Dlatego taki obraz nie mógłby powstać w Korei Joseon – oznaczałby antropologiczną herezję.
„Wiosenna zabawa na polu” Shin Yun-bok („상춘야흥”, 신윤복)
Shin Yun-bok: wspólnota w rygorze formy
W przeciwieństwie do Renoira, scena autorstwa Shin Yun-boka ukazuje grupę yangbanów (szlachty) oraz kisaeng (artystek-rozrywkowych) podczas wiosennego pikniku. Postacie siedzą w wyraźnym kręgu wokół pustego centrum, które symbolizuje harmonię i porządek. Dystanse są równe, starannie kontrolowane. To nie spontaniczne spotkanie – to rytualna forma bycia razem.
Ciała są pionowe, symetryczne, „zamknięte” nawet w pozycji siedzącej. Ręce zajęte przedmiotami (fajka, wachlarz, instrument muzyczny), gesty spokojne i opanowane. Emocje nie są eksponowane – ważniejsza jest samokontrola. Kobiety są obecne, lecz ich energia zostaje ograniczona: spojrzenia opuszczone, gesty mniejsze, subtelniejsze. Flirt, jeśli w ogóle się pojawia, ma charakter zakodowany i estetyczny – jest sugestią, a nie aktem.
Radość była w Joseon dozwolona, ale tylko w formie kontrolowanej, estetycznej i społecznie czytelnej. Hierarchia (wiekowa, płciowa, klasowa, konfucjańska) nie była dodatkiem do życia społecznego – była samym jego rdzeniem. Widoczna w postawie ciała, w układzie grupy, w relacji wzroku. Rozluźnienie oznaczałoby brak samokontroli, a swoboda – moralne zagrożenie. Widz z epoki zapytałby nie „co to za obraz?”, lecz raczej: „kto tu jest kim?” – bo bez jasnej struktury scena stałaby się społecznie nieczytelna.
Kluczowe różnice
Ciało: biologiczne vs moralne: Renoir pokazuje ciała miękkie, niedoskonałe, biologiczne – ludzkie. Shin Yun-bok ukazuje ciała uformowane kulturowo: nośniki normy i moralności.
Hierarchia i egalitaryzm: U Renoira brak „głowy stołu”, brak osi władzy – pozorny chaos relacji. U Shin Yun-boka krąg nie symbolizuje równości, lecz kontrolowaną normę.
Relacje i flirt: Francuski flirt jest otwarty, rozproszony i „nieważny”. Koreański – to kontrolowana transgresja, sugestia bez jawnego przekraczania granic.
Sens wspólnoty: U Renoira: przyjemność bycia razem, doświadczenie chwili. W Joseon: obowiązek, struktura, trwanie porządku ponad jednostką.
Obraz Renoira pokazuje ludzi, którzy są razem, ponieważ mogą pozwolić sobie zapomnieć, że forma istnieje. Obraz Shin Yun-boka – ludzi, którzy są razem, ponieważ muszą pozostać w formie.
Echo w dzisiejszym świecie
Co ciekawe, te głębokie różnice kulturowe nie zniknęły całkowicie. Współczesna Francja nadal ceni indywidualną swobodę, chwilowość i lekkie relacje społeczne. Korea – mimo modernizacji – zachowuje silne poczucie hierarchii, samokontroli i zbiorowej harmonii.
Te dwa obrazy, oddalone od nas o ponad sto lat, wciąż mówią wiele o tym, jak różne społeczeństwa rozumieją szczęście we wspólnocie. Dwa płótna, dwaj mistrzowie, dwa światy – ale oba prawdziwe. I dlatego oba piękne.
Źródła i inspiracje:
Mary McAuliffe, Twilight of the Belle Epoque, 2014
Agnieszka Lisak, Życie towarzyskie w XIX wieku. Wspaniałe czasy belle epoque, wyd. Bellona, 2017
Dyplomacja najwyższego szczebla to także zarządzanie przestrzenią osobistą. Na tych kadrach z przylotu do Tokio widzimy rzadki moment, w którym ktoś łamie tę zasadę już przy pierwszym kontakcie – a Trump przywraca dystans jednym płynnym ruchem nóg, bez utraty twarzy.
Prezydent Trump ląduje w Tokio
Materiał filmowy z lądowania Donalda Trumpa w Tokio (październik 2025) uchwycił jeden z najbardziej subtelnych, ale wymownych momentów całej wizyty – pierwsze sekundy kontaktu z japońską delegacją powitalną na płycie lotniska.
Trump schodzi ze schodów Air Force One, podchodzi do niego japoński urzędnik, podaje rękę, a zaraz potem szybko wchodzi głęboko w jego strefę osobistą i pochyla się, by coś szeptać do ucha. Reakcja Trumpa jest natychmiastowa i precyzyjna: najpierw cofa lewą nogę, potem dostawia do niej prawą, tworząc większą przestrzeń.
1. Prezydent Trump witany przez japońskiego urzędnika – preferowany przez Amerykanina dystans ok. 70 cm.
1. Wejście w strefę osobistą – kto łamie regułę?
Japoński urzędnik redukuje dystans frontalny do poziomu strefy intymnej (poniżej 45 cm) już w pierwszych sekundach kontaktu. Pochyla głowę w kierunku ucha Trumpa, co wymaga fizycznej bliskości i zaufania.
To nie jest standardowe zachowanie japońskie wobec obcego przywódcy na oficjalnym powitaniu na lotnisku. W japońskim protokole pierwszy kontakt charakteryzuje się zwykle maksymalnym dystansem i przewidywalnością – ukłonami, sztywnymi uściskami dłoni, brakiem pochyleń.
Najprawdopodobniej to próba przekazania jakiejś informacji półprywatnej (np. zmiana programu, wskazówka protokolarna) lub nadgorliwość.
2. Japoński urzędnik skraca dystans i pochyla się do amerykańskiego prezydenta
2. Pochylenie do ucha – dlaczego problematyczne
Szept do ucha wymaga niewerbalnej zgody drugiej strony – zazwyczaj w postaci wzajemnego pochylenia głowy lub skrócenia dystansu. Tu zgody nie ma. Trump pozostaje w pozycji pionowej: głowa prosto, brak pochylenia w stronę rozmówcy i brak skrócenia dystansu w odpowiedzi.
To wyraźny sygnał: „Nie zapraszam Cię bliżej.” Zasada pierwszego kontaktu brzmi: maksymalna przewidywalność i bezpieczeństwo przestrzeni osobistej.
Sekwencja ruchów Trumpa: Najpierw cofa lewą nogę – natychmiastowa odbudowa dystansu. Potem dostawia prawą nogę – stabilizacja nowej osi ciała. To nie jest zwykły krok ani nerwowe cofanie się. To klasyczny defensywno-regulacyjny manewr: Nie odsuwa tułowia (co wyglądałoby na wycofanie), nie wykonuje gwałtownych ruchów (co mogłoby być odebrane jako niegrzeczne) – po prostu odzyskuje kontrolę nad swoją przestrzenią osobistą.
Trump nie eskaluje sytuacji, nie obraża rozmówcy, jedynie dyskretnie przywraca komfortowy dystans.
4. Prezydent Trump dostawia prawą nogę do lewej i powraca do większego dystansu
4. Paradoks kulturowy
W Japonii normą jest utrzymywanie większego dystansu fizycznego przy pierwszym kontakcie niż w wielu kulturach zachodnich. Szept do ucha pojawia się dopiero po zbudowaniu relacji lub w bardzo specyficznych kontekstach.
Tutaj paradoksalnie Japończyk zachowuje się bardziej „po zachodniemu” – wchodzi w bliską przestrzeń, próbuje natychmiastowej poufałości informacyjnej. Trump reaguje zaś klasycznie amerykańsko-pragmatycznie: nie robi sceny, nie reaguje emocjonalnie, po prostu koryguje dystans w sposób minimalny i skuteczny.
Zarządzanie przestrzenią osobistą
Ten krótki moment na płycie lotniska pokazuje, jak delikatna jest równowaga przestrzeni osobistej w dyplomacji najwyższego szczebla. Japoński urzędnik łamie niewypowiedzianą regułę przewidywalności, prawdopodobnie w dobrej wierze. Trump reaguje z instynktowną precyzją osoby przyzwyczajonej do ochrony swojej przestrzeni – bez utraty twarzy, bez eskalacji.
Cała sytuacja trwa zaledwie kilka sekund, ale mówi wiele o różnicach kulturowych i o tym, jak nawet drobne naruszenie dystansu może wywołać natychmiastową, choć dyskretną korektę.
Źródła i inspiracje:
Historic Visit: President Trump Meets Japan’s Emperor Naruhito in Tokyo APT, YouTube
Protokół dyplomatyczny jest jak sztywny gorset – trzyma wszystko na miejscu, ale nie ukryje tego, co naprawdę czuje człowiek wewnątrz. W serii spotkań amerykańskich prezydentów z japońskimi cesarzami (od Meiji po Akihito) widzimy dokładnie to: kilka sekund gestu, w których przecieka cała osobowość. Jeden kłania się zbyt głęboko, drugi podchodzi za blisko, trzeci dodaje ciepła dotykiem. Prezydenci USA to przecież bardzo różni ludzie – jedni czują się w takich sytuacjach jak ryba w wodzie, inni są sztywni, jeszcze inni próbują być nadmiernie wylewni. W tych kilku sekundach przywitania zawsze „przecieka” coś bardzo ludzkiego: szacunek, sympatia, dystans, niepewność, dominacja, uległość, ciepło albo chłód. A cesarz to figura niemal sakralna w Japonii, więc każdy gest jest pod lupą.
Spotkanie Nixona z cesarzem Hirohito – mistrzowska lekcja równowagi
Prezydent Nixon i japoński cesarz Hirohito
(Anchorage, Alaska, 26 września 1971) Ceremonia przywitania dobiega końca. Za pulpitem z wielką pieczęcią prezydencką Stanów Zjednoczonych stoją Richard Nixon i cesarz Hirohito. Nixon, w ciemnym garniturze, zakończył już przemówienie powitalne. Cesarz wygłosił swoje słowa w języku japońskim, odczytane następnie przez tłumacza. Nadszedł moment rytualnego zamknięcia spotkania.
Obaj mężczyźni jednocześnie wykonują ukłon. Kąt pochylenia głowy wynosi około 30 stopni – klasyczny formalny ukłon keirei, zarezerwowany dla osób o równym statusie. Gest jest idealnie symetryczny: żaden z nich nie schodzi niżej ani nie pozostaje wyżej. Nixon patrzy prosto na cesarza, na jego twarzy widać lekki, autentyczny uśmiech. Hirohito odpowiada spokojnym spojrzeniem, twarz cesarza pozostaje niemal nieruchoma, pełna godności.
W tym kadrze nie widać uścisku dłoni (przysłonięty przez pulpit), nie ma też nadmiernej wylewności. Dominuje precyzyjny, wyważony ukłon – gest pozbawiony emocjonalnych ozdobników. Jednak chwilkę wcześniej, w momencie przejścia, wkradł się dysonans.
Tłumacz właśnie zakończył odczytywanie japońskiej wersji przemówienia cesarza, rozległy się brawa. Segment werbalny dobiegł końca, a uczestnicy wchodzą w krótką „próżnię skryptową” – chwilę, w której protokół nie określa precyzyjnie następnego ruchu.
Nixon, stojący po prawej stronie pulpitu, skręca tułów w kierunku Hirohito. Na jego twarzy, dotąd skupionej i surowej, pojawia się szybki, uprzejmy uśmiech – typowy social smile, służący nawiązaniu kontaktu, a nie wyrażający głębokiej emocji. Głowa Nixona jest lekko pochylona, wzrok skierowany bezpośrednio na cesarza. Ciało prezydenta sygnalizuje inicjatywę: próbę przejścia do gestu interpersonalnego. Hirohito, po lewej stronie, pozostaje w pozycji frontalnej względem publiczności. Jego twarz jest neutralna, wzrok niezogniskowany na partnerze, spojrzenie skierowane gdzieś w przestrzeń. Ciało cesarza nadal znajduje się w „trybie ceremonialnym” – nie przełączyło się jeszcze na bezpośrednią interakcję.
Powyższy kadr ilustruje krótką asynchroniczność kulturową: Nixon, zgodnie z zachodnim zwyczajem, szybko inicjuje zamknięcie wydarzenia gestem osobistym (uścisk dłoni jako naturalne domknięcie relacji po części mowy).
Hirohito, reprezentujący bardziej formalny i hierarchiczny japoński protokół, pozostaje chwilowo w stanie wewnętrznej koncentracji i oczekiwania na wyraźniejszy sygnał przejścia.
Fakt, że pierwsza próba nawiązania kontaktu nie zostaje natychmiast zauważona, nie wywołuje u Nixona widocznej irytacji ani zakłopotania. Prezydent powtarza gest po chwili – spokojnie i skutecznie. Pokazuje to umiejętność radzenia sobie z drobnymi niezręcznościami bez emocjonalnego zaangażowania. Nixon nie forsuje swojego stylu na siłę, nie podchodzi bliżej ani nie podnosi głosu. Czeka na moment, w którym cesarz „przełączy się” na interakcję. To subtelne potwierdzenie jego dyplomatycznej dojrzałości – rozumie, że partner operuje innym rytmem kulturowym i nie traktuje tego jako afrontu.
Nixon w kontaktach z ludźmi nie był naturalnie ciepły, ale bardzo chciał tak wyglądać. Miał silną potrzebę kontroli wizerunku, a uśmiech wykorzystywał jako narzędzie, nie jako spontaniczną emocję.
W spotkaniu z japońskim cesarzem nie widzimy ani przesadnej serdeczności ani oznak nerwowości. Gest odzwierciedla pragmatyczne podejście Nixona – skupienie na strategicznych celach relacji dwustronnych, a nie na emocjonalnym rozliczaniu przeszłości. Spotkanie odbywa się zaledwie
26 lat po zakończeniu II wojny światowej, w której oba kraje były śmiertelnymi wrogami. Nixon nie pozwala jednak, by cień konfliktu wpłynął na jego postawę. Nie widać ani triumfalizmu zwycięzcy, ani poczucia winy – jedynie akceptację nowej rzeczywistości, w której Japonia jest kluczowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych.
Spotkanie Geralda Forda z cesarzem Hirohito – sztywność i błąd protokolarny
Prezydent Ford nieco pospieszył się z przywitaniem japońskiego gościa
(Waszyngton, Biały Dom, 2 października 1975) Zdjęcie uchwycone w momencie, gdy cesarz Hirohito dopiero wychodzi z limuzyny na południowym trawniku Białego Domu. Gerald Ford, wysoki i postawny, podchodzi bardzo blisko samochodu – wraz ze swoją świtą i honorową wartą tworzy ciasny półkrąg wokół jeszcze otwartych drzwi pojazdu. Przestrzeń wokół cesarza jest mocno ograniczona: z tyłu kadłub limuzyny, po bokach drzwi i żołnierze, z przodu prezydent i delegacja.
Hirohito jest prawie całkowicie przysłonięty – widać jedynie fragment siwej czupryny nad ramieniem żołnierza. Ford stoi wyprostowany, patrzy na cesarza z góry, twarz całkowicie poważna, bez śladu uśmiechu. Brak jakiegokolwiek ukłonu czy pochylenia głowy. Postawa prezydenta jest sztywna, ręce wzdłuż ciała, zero mikro-ruchów adaptacyjnych.
Cesarz, w momencie wychodzenia z pojazdu, nie ma jeszcze stabilnej pozycji. Cała scena sprawia wrażenie zamknięcia przestrzeni liminalnej gościa: Hirohito nie ma możliwości swobodnego „rozłożenia” ciała, zajęcia stabilnej pozycji ani pełnej kontroli nad otoczeniem.
Gerald Ford był introwertykiem, który otwierał się w niewielkim gronie. Źle znosił ekspozycję, ale dobrze czuł się w bliskości. Potrafił być towarzyski i serdeczny.
Osobowość Forda i dynamika spotkania w świetle tego gestu Analiza filmu (YT) potwierdza kilka kluczowych cech charakteru Geralda Forda oraz naturę całego powitania:
1. Sztywność proceduralna i niska elastyczność: Ford był prezydentem „przejściowym” – objął urząd po rezygnacji Nixona w atmosferze kryzysu zaufania po Watergate. Nie był wybrany w wyborach powszechnych, co dodatkowo wzmacniało jego tendencję do ścisłego trzymania się reguł i scenariusza. W sytuacjach nie w pełni opisanych protokołem (a moment wychodzenia z limuzyny jest właśnie taki) Ford nie adaptował się dynamicznie – wszedł w przestrzeń gościa zbyt wcześnie i zbyt blisko.
Podsumowując, powitanie Busha z Akihito nie było aktem braku szacunku, lecz przykładem impulsywnego przejęcia rytmu interakcji. W przestrzeni, gdzie rytuał powinien być współtworzony i spokojny, taka bezpośredniość zostawia wrażenie dysharmonii – nawet jeśli intencja była czysto przyjazna. Sekwencja ilustruje osobowość Busha jako energicznego, prostolinijnego lidera, który woli działać szybko i zdecydowanie, kosztem subtelnej synchronizacji.
2. Brak naturalnej ekspresji niewerbalnej: Twarz Forda jest „zamrożona”, zero uśmiechu, zero ciepła. Nie jest to pogarda ani celowa demonstracja wyższości – raczej wynik niskiej potrzeby ekspresji emocjonalnej i instrumentalnej. Ford nie należał do polityków charyzmatycznych; był raczej administratorem i człowiekiem reguł niż aktorem dyplomatycznej sceny.
3. Błąd mikroprotokolarny, nie akt wrogości: Zamknięcie przestrzeni wokół Hirohito nie było zamierzoną dominacją. To klasyczny błąd zarządzania mikro-sytuacją: gospodarz podszedł za wcześnie, nie dając gościowi czasu i miejsca na stabilne wyjście z pojazdu i zajęcie godnej pozycji. W efekcie cesarz znalazł się w niekomfortowej, liminalnej przestrzeni – co w japońskim kodzie kulturowym jest szczególnie istotne.
4. Kontrast z Nixonem: Tam gdzie Nixon wykazywał instrumentalną ekstrawersję i precyzyjną kontrolę (równy ukłon, inicjatywa bez forsowania), Ford prezentuje introwersję proceduralną – wysoką potrzebę przestrzegania reguł, ale niską zdolność do płynnej adaptacji w chwilach niejednoznacznych. Nixon czytał mikro-sytuację i dostosowywał się; Ford trzymał się scenariusza dosłownie.
Podsumowując, błąd Forda nie wynikał ze złej woli, lecz z braku elastyczności i naturalnej swobody w mowie ciała. W efekcie scena, która miała być godnym powitaniem głowy państwa-sojusznika, wyszła niepotrzebnie napięta i przestrzennie niekomfortowa – zwłaszcza z perspektywy japońskiego kodu kulturowego.
Spotkanie Ronalda Reagana z księciem koronnym Akihito – ciepło i miękka gościnność
Prezydent Reagan serdecznie wita przyszłego japońskiego cesarza Akihito
(Biały Dom, 9 września 1987) Materiał video (YT) wykonany wewnątrz Białego Domu, najprawdopodobniej w jednym z salonów reprezentacyjnych. Ronald Reagan, w ciemnym garniturze, wita księcia koronnego Akihito (jeszcze dwa lata przed wstąpieniem na tron). Obaj mężczyźni stoją naprzeciw siebie, wykonując uścisk dłoni.
Prawa ręka Reagana wykonuje standardowy, neutralny uścisk dłon – pewny, ale nie mocny. Kluczowym elementem jest jednak lewa ręka prezydenta: delikatnie, od spodu, podpiera łokieć lub przedramię Akihito. Dotyk jest lekki, bez nacisku, bez ograniczania jego swobody ruchu.
Reagan pochyla się nieznacznie, najpewniej dostosowując się do niższego wzrostu rozmówcy. Akihito odpowiada spokojnym, lekko uśmiechniętym spojrzeniem, postawa otwarta, bez napięcia. Nie ma tu ukłonu w japońskim stylu; całe powitanie opiera się na zachodnim protokole uścisku dłoni, wzbogaconym jednak o charakterystyczny, ciepły dodatek.
Osobowość Reagana i dynamika spotkania w świetle tego gestu
Analiza filmu ujawnia kluczowe cechy charakteru Ronalda Reagana oraz jego podejścia do dyplomacji osobistej:
1. Wysoka kompetencja społeczna i empatia cielesna: Reagan, były aktor i radiowiec, posiadał niezwykły instynkt kontaktu fizycznego. Lewa ręka pod łokciem nie jest przypadkowa – to świadomy gest wspierający, rozładowujący naturalną asymetrię (gospodarz w swojej siedzibie, gość niższy wzrostem, różnica statusu). Dotyk od dołu sygnalizuje podtrzymanie i bezpieczeństwo, a nie kontrolę czy dominację.
2. Ciepło bez potrzeby kontroli: W przeciwieństwie do gestów „dodających siły” (np. druga ręka na nadgarstku lub ramieniu od góry), Reagan używa lewej ręki wyłącznie do dodania ciepła. Nie blokuje ruchu Akihito, nie przejmuje osi ciała, nie podkreśla swojej pozycji. To sygnał: „Jesteś tu mile widziany i bezpieczny”.
3. Naturalna gościnność i miękka obecność: Reagan był znany z serdeczności, która nie wynikała z kalkulacji, lecz z autentycznej łatwości w budowaniu relacji. Gest ten odzwierciedla jego styl przywódczy – charyzmatyczny, ale nie przytłaczający; władza połączona z otwartością i humorem. W Białym Domu, przestrzeni symbolicznie zdominowanej przez gospodarza, Reagan świadomie równoważy tę asymetrię gestem wsparcia.
4. Kontrast z poprzednikami: Po precyzyjnej, chłodnej równowadze Nixona i proceduralnej sztywności Forda, Reagan wprowadza zupełnie nowy ton: serdeczność i fizyczne ciepło. Nie próbuje adaptować się do japońskiego protokołu (brak ukłonu), ale wzbogaca własny styl o element, który uniwersalnie komunikuje życzliwość i szacunek.
Podsumowując, powitanie Reagana z księciem Akihito pozostaje przykładem mistrzowskiego użycia mowy ciała w dyplomacji osobistej. Gest lewej ręki pod łokciem – subtelny, ciepły, niekontrolujący – idealnie oddaje osobowość „Great Communicator”: człowieka o wysokiej empatii cielesnej, naturalnej gościnności i umiejętności rozładowywania napięć bez utraty własnej pozycji.
Spotkanie Billa Clintona z cesarzem Akihito – naturalna normalizacja relacji
(Pałac Cesarski, Tokio, 1998) Materiał filmowy (YT) wykonany na terenie Pałacu Cesarskiego w Tokio podczas wizyty państwowej prezydenta USA. Bill Clinton, wyższy i postawny, podaje rękę cesarzowi Akihito w klasycznym uścisku dłoni. Obaj mężczyźni stoją na stabilnych, otwartych osiach ciała, bez pochylenia czy ukłonu. Clinton patrzy bezpośrednio na cesarza z lekkim, szczerym uśmiechem – mimika symetryczna, oczy zaangażowane w uśmiech (tzw. Duchenne smile).
Akihito odpowiada spokojnym spojrzeniem i delikatnym, naturalnym uśmiechem – twarz rozluźniona, bez śladu napięcia czy sztuczności. Kontakt wzrokowy jest bezpośredni, ale nie natarczywy.
Uścisk dłoni wygląda na pewny i neutralny – bez dominacji, bez dodatkowego dotyku drugą ręką. W tle widoczna otwarta przestrzeń pałacowego dziedzińca, członkowie świty stoją w dyskretnej odległości. Cała scena emanuje spokojem i niskim napięciem rytualnym.
Osobowość Clintona i dynamika spotkania w świetle tego gestu
Analiza materiału video (YT) podkreśla charakterystyczne cechy Billa Clintona oraz stan relacji amerykańsko-japońskich w końcu lat 90.:
1. Ekstrawersja afektywna i autentyczne ciepło: Uśmiech Clintona jest spontaniczny i szczery – pojawia się naturalnie w odpowiedzi na kontakt, a nie jako zaplanowany element przedstawienia. To odruch człowieka o wysokiej empatii afektywnej, który lubi ludzi i czerpie przyjemność z interakcji. W odróżnieniu od instrumentalnej ekstrawersji Nixona (uśmiech jako narzędzie kontroli sytuacji), u Clintona uśmiech jest relacyjny – wynika z rzeczywistego zainteresowania rozmówcą.
2. Brak potrzeby nadmiarowych gestów: Clinton nie wprowadza ukłonu, nie dodaje drugiej ręki do uścisku, nie pochyla się nadmiernie. Nie musi – jego wysoka kompetencja interpersonalna pozwala na przekazanie szacunku samym spokojnym, bezpośrednim kontaktem. Podobnie Akihito zachowuje się swobodnie, bez defensywy czy kompensacji.
3. Symbol normalizacji relacji dwustronnych: Brak ukłonu po żadnej stronie nie jest oznaką braku szacunku, lecz dowodem na dojrzałość i stabilizację stosunków. Ponad pół wieku po wojnie, w okresie ścisłego sojuszu gospodarczego i militarnego, nie ma już „otwartych rachunków rytualnych”. Obaj przywódcy traktują się jako równorzędni partnerzy – gesty są proste, zachodnie, bez prób sztucznego łączenia kodów kulturowych.
4. Kontrast z poprzednikami: Po precyzyjnej równowadze Nixona, sztywnej proceduralności Forda i ciepłym, wspierającym geście Reagana, Clinton wprowadza ton całkowitej naturalności. Nie ma tu ani kalkulacji, ani nadgorliwości, ani sztywności – jedynie spokojna, obustronna życzliwość osób o wysokiej kompetencji społecznej.
Podsumowując, powitanie Clintona z Akihito pozostaje przykładem dojrzałej, znormalizowanej dyplomacji osobistej. Prosty uścisk dłoni i szczery uśmiech wystarczą, by przekazać szacunek i sympatię – bez potrzeby dodatkowych ozdobników rytualnych. Scena oddaje osobowość Clintona jako prezydenta relacyjnego, empatycznego i autentycznie lubiącego kontakt z ludźmi.
Spotkanie George’a W. Busha z cesarzem Akihito – impulsywna dominacja proksemiczna
(Pałac Cesarski, Tokio, 19 lutego 2002) Sekwencja trzech kadrów uchwycona na dziedzińcu Pałacu Cesarskiego podczas wizyty państwowej prezydenta USA. George W. Bush, w ciemnym garniturze, podchodzi energicznym krokiem do cesarza Akihito.
Pierwszy kadr: Bush już w marszu wysuwa prawą rękę daleko przed siebie – gest inicjujący uścisk dłoni, zanim cesarz w pełni ustawi oś ciała i zatrzyma się. Ręka prezydenta jest wyciągnięta „na ślepo”, wyprzedzając synchronizację.
Drugi i trzeci kadr: Po zetknięciu dłoni Bush wyraźnie przyciąga rękę Akihito bliżej swojego centrum ciała, skraca dystans proksemiczny i utrzymuje uścisk dłużej niż neutralnie. Cesarz zachowuje postawę spokojną i godną, ale jego ręka pozostaje chwilowo „zawłaszczona” przez gest prezydenta. Brak jakiegokolwiek ukłonu po obu stronach.
Cała sekwencja charakteryzuje się wysoką energią kinestyczną Busha – ciało i gest wyprzedzają partnera, rytm jest narzucony, a nie współtworzony.
Osobowość Busha Jr. i dynamika spotkania w świetle tego gestu
Analiza filmu (YT) ujawnia kluczowe cechy charakteru 43. prezydenta USA oraz źródło dyskomfortu rytualnego:
1. Impulsywna ekstrawersja i niska tolerancja na fazy przejściowe: Bush działa szybko i zdecydowanie – ręka jest wysunięta, zanim partner w pełni się zatrzyma. To odruch człowieka o wysokiej energii działania, który preferuje przejmowanie inicjatywy nad czekaniem na synchronizację. Gest wyprzedza refleksję nad kontekstem.
2. Kontrola proksemiczna i zawłaszczanie przestrzeni: Przyciągnięcie ręki cesarza do siebie i dłuższe utrzymanie uścisku to klasyczne sygnały biologiczne dominacji: skrócenie dystansu, ograniczenie swobody manewru partnera, decydowanie o momencie zakończenia gestu. Nie jest to chłodna, kalkulowana dominacja stratega, lecz impulsywna – wynik naturalnej potrzeby szybkiego „zamykania” interakcji na własnych warunkach.
3. Teksaski styl „przyjaznej” bezpośredniości: Bush był znany z fizycznej wylewności i prostolinijności (słynne poklepywanie, obejmowanie innych przywódców). Intencja najprawdopodobniej była życzliwa – „hej, jesteśmy przyjaciółmi”. Jednak w przestrzeni o wysokiej symbolice i wolniejszym rytmie japońskim protokole taki gest odbierany jest jako naruszenie harmonii.
4. Brak dostosowania do kontekstu kulturowego: W Pałacu Cesarskim oczekiwana jest większa pauza na ustawienie osi ciała, możliwość subtelnego ukłonu lub neutralnego przywitania. Bush pomija tę fazę przejściową – gest wyprzedza kontekst, tempo przykrywa symbolikę. Partner traci chwilę na samodzielną odpowiedź, co w japońskim kodzie tworzy intuicyjny dyskomfort („za szybko, za blisko, za mocno”).
Podsumowując, powitanie Busha z Akihito nie było aktem braku szacunku, lecz przykładem impulsywnego przejęcia rytmu interakcji. W przestrzeni, gdzie rytuał powinien być współtworzony i spokojny, taka bezpośredniość zostawia wrażenie dysharmonii – nawet jeśli intencja była czysto przyjazna. Sekwencja ilustruje osobowość Busha jako energicznego, prostolinijnego lidera, który woli działać szybko i zdecydowanie, kosztem subtelnej synchronizacji.
Spotkanie Baracka Obamy z cesarzem Akihito – nadgorliwość, która stała się memem
(Tokio, 14 listopada 2009) Zdjęcie uchwycone przed wejściem do pałacu goszczącego cesarza. Barack Obama, znacznie wyższy, wykonuje jednocześnie uścisk dłoni i bardzo głęboki ukłon tułowia – głowa pochylona niemal do poziomu pasa, kąt około 70–80°, pełne odsłonięcie karku i kręgosłupa. Ręka prezydenta jest wyciągnięta daleko do przodu, by dosięgnąć dłoni cesarza.
Akihito stoi prosto, wykonuje jedynie lekki ukłon głowy, podaje rękę i uśmiecha się życzliwie. Asymetria jest wyraźna: jedna strona łączy zachodni handshake z japońskim saikeirei, druga pozostaje w neutralnej, godnej postawie.
Cały gest trwa kilka sekund i wygląda nienaturalnie – ciało Obamy jest „rozrywane” między dwoma sprzecznymi skryptami ruchowymi: wysunięciem do przodu (uścisk dłoni) i cofnięciem/obniżeniem (głęboki ukłon).
Osobowość Obamy i dynamika spotkania w świetle tego gestu
Fotografie ujawniają zarówno intencje, jak i konsekwencje tego głośnego gestu:
1. Nadgorliwość adaptacyjna i konflikt skryptów kulturowych: Obama wyraźnie chciał uniknąć oskarżeń o amerykańską arogancję – postanowił „okazać maksymalny szacunek”. Wybrał jednak najgłębszy możliwy ukłon, łącząc go z uściskiem dłoni. Efekt? Motoryczna katastrofa: dwa niekompatybilne systemy ruchowe walczą o kontrolę nad ciałem. To nie jest płynny gest międzykulturowy – to widoczny wysiłek kompensacyjny, zdradzający wewnętrzną niepewność co do właściwej ramy.
2. Ewolucyjny sygnał uległości: Głęboki ukłon z odsłonięciem karku to pierwotne pokazane uległośc display – sygnał „nie jestem zagrożeniem”. W połączeniu z jednostronnością (cesarz kłania się tylko lekko) tworzy wrażenie wyraźnego obniżenia własnego statusu. Obama bierze na siebie cały ciężar asymetrii, by „relacja pozostała stabilna”. Szlachetna intencja, ale w dyplomacji prezydenckiej nie zawsze szlachetne równa się skuteczne.
3. Reakcja japońska vs. amerykańska burza: Japończycy przyjęli gest z klasą – oficjalnie podkreślano „wielki szacunek”, Akihito uśmiechał się szczerze, nikt nie mówił o faux pas. W kulturze japońskiej lepiej przesadzić z ukłonem niż go zabraknąć. W USA wybuchła furia, głównie po stronie republikańskiej: „Prezydent Ameryki nie kłania się nikomu!”. Krytyka miała polityczny smaczek (Obama „przeprasza za Amerykę”), ale w rdzeniu była słuszna: prezydent reprezentuje najpotężniejsze państwo świata. Nie musi – i nie powinien – schodzić niżej niż partner, nawet z szacunku.
4. Kontrast z poprzednikami: Nixon znalazł złoty środek – symetryczny, wyważony ukłon. Reagan i Clinton okazali szacunek ciepłem i naturalnością, bez uniżania się. Bush Jr. przesadził w drugą stronę – impulsywną dominacją. Obama poszedł w przeciwny biegun: nadgorliwością, która wyglądała na karykaturę. W efekcie zamiast podziwu dla „międzykulturowej wrażliwości” dostał mema i oskarżenia o słabość.
Podsumowując, gest Obamy był szczery w intencji, ale nieudany w wykonaniu i odbiorze. Nadgorliwość w próbie „bycia bardziej japońskim niż Japończyk” rzadko się opłaca – zwłaszcza gdy reprezentuje się państwo, którego siła polega m.in. na pewności własnej pozycji. W całej galerii prezydenckich przywitowań ten kadr pozostaje najbardziej wyrazistym przykładem, jak jeden gest może stać się symbolem większej narracji politycznej. I jak czasem mniej znaczy więcej – nawet w okazywaniu szacunku, o czym możemy się przekonać przyglądając się spotkaniu byłego prezydenta Granta z cesarzem Matsuhito w pałacu letnim.
Spotkanie Ulyssesa S. Granta z cesarzem Meiji – mistrzowska równowaga w epoce modernizacji
Mutsuhito (P) wita byłego prezydenta Ulyssesa S. Granta (L)
(Tokio, lato 1879) Ta XIX-wieczna ilustracja pochodząca z książki „Around the World with General Grant” Johna Russella Younga przedstawia byłego prezydenta USA Ulyssesa S. Granta podczas prywatnej wizyty w Japonii. Grant, już nie urzędujący prezydent, ale wciąż ikona amerykańskiej potęgi wojskowej, wita się z młodym cesarzem Meiji (Mutsuhito) w letnim pałacu lub herbaciarni (prawdopodobnie Nakajima Tea House w ogrodach Hama-rikyu).
Na rysunku widzimy klasyczny uścisk dłoni – gest czysto zachodni, symbol równości i kontraktu. Grant stoi wyprostowany, w mundurze lub formalnym ubraniu, z lekkim pochyleniem głowy (adaptacja do różnicy wzrostu i szacunku). Cesarz Meiji, w tradycyjnym stroju dworskim, odpowiada tym samym – podaje rękę i lekko się pochyla.
Obaj mężczyźni utrzymują bezpośredni kontakt wzrokowy, postawy są otwarte i symetryczne. W tle świta cesarska obserwuje scenę z dyskretnej odległości, a otoczenie (weranda, rośliny, widok na ogród) podkreśla intymny, ale godny charakter spotkania. Nie ma tu głębokiego ukłonu jednej strony ani asymetrii – gest jest wzajemny i wyważony.
Grant, bohater wojny secesyjnej i były prezydent, nie czuł potrzeby „przegięcia” w stronę japońskiego protokołu. Cesarz Wg Rona Chernowa, autora biografii Granta, to japoński cesarz złamał własny protokół, by podać rękę Amerykaninowi (co było pierwszym takim przypadkiem w historii).
Grant nie uniżył się głębokim ukłonem, ale też nie pozostał sztywno „amerykański” – lekkie pochylenie głowy to subtelna adaptacja, pokazująca szacunek bez obniżania własnego statusu. Grant ustanowił wzór „złotego środka” na dekady przed Nixonem – szacunek przez równość, nie przez uniżenie. To jeden z tych historycznych momentów, gdy mowa ciała buduje mosty, a nie memy.
Podczas kolejnej wizyty w Pałacu Cesarskim w 2014 roku prezydent Obama wyraźnie skorygował zachowanie z pierwszego spotkania.
Mowa ciała prezydentów – osobowość ponad protokołem
Przejrzeliśmy siedem historycznych przywitowań amerykańskich przywódców z japońskimi cesarzami – od Ulyssesa S. Granta w 1879 roku po Baracka Obamę w 2009. Każdy gest, choć osadzony w sztywnym ramach protokołu dyplomatycznego, zdradzał coś znacznie głębszego: indywidualny charakter człowieka stojącego na czele najpotężniejszego państwa świata.
• Grant ustanowił wzór klasycznej, pewnej siebie równości – prosty uścisk dłoni, lekka adaptacja, zero uniżenia. • Nixon powtórzył ten złoty środek: precyzyjny, symetryczny ukłon, chłodna dojrzałość stratega. • Ford pokazał sztywność proceduralną – zbyt bliskie podejście, zamrożona twarz, brak elastyczności. • Reagan dodał ciepła i miękkiej gościnności – subtelny dotyk pod łokciem, autentyczna serdeczność aktora. • Clinton osiągnął szczyt naturalności – szczery uśmiech, prosty handshake, zero potrzeby ozdobników. • Bush Jr. wniósł impulsywną, teksańską bezpośredniość – przyciąganie ręki, narzucanie rytmu, przyjazna, ale dominująca energia. • Obama zamknął serię nadgorliwością – głęboki, jednostronny ukłon połączony z uściskiem dłoni, szlachetna intencja, ale karykaturalny efekt.
Protokół dyplomatyczny jest tylko ramą – sztywną, ale ograniczoną. Nigdy nie przykryje w pełni, i prawdopodobnie nigdy nie powinien przykrywać, tego, kim naprawdę jesteśmy: naszych nawyków, emocji, lęków, sympatii czy sposobu postrzegania własnej pozycji wobec drugiej strony.
W tych kilku sekundach przywitania zawsze przecieka osobowość – pragmatyzm, sztywność, ciepło, impulsywność czy nadmierna wrażliwość kulturowa. I właśnie to czyni te momenty tak fascynującymi: nie idealne wykonanie ceremoniału, lecz autentyczne ludzkie zachowania. Bo w dyplomacji, tak jak w życiu, najważniejsze sygnały wysyłamy nie słowami, lecz ciałem.
Źródła i inspiracje:
Dick Wirthlin, The Greatest Communicator: What Ronald Reagan Taught Me About Politics, Leadership, and Life, 2004
Ron Chernow, Grant, 2017
Mark K. Updegrove, Make Your Mark: Lessons in Character from Seven Presidents – An Essential Leadership Guide Based on Candid Presidential Interviews, 2025
Steven J. Rubenzer, Thomas R. Faschingbauer, Personality, Character, and Leadership In The White House: Psychologists Assess the Presidents, 2005
Desmond Morris, Peoplewatching, 2002
Materiały filmowe na YT:
Emperor Hirohito of Japan Steps Foot On Foreign Soil (First Time!)
President Ford Welcomes Emperor Hirohito – 1975
President Ford Welcomes Emperor Hirohito to White House
President Reagan Photo Opportunities on October 6-7, 1987
Dlaczego ciało na zdjęciu z 1903 roku mówi więcej o kolizji kultur niż traktaty dyplomatyczne? W konfucjańskim Joseon koreańscy urzędnicy w gwanbokach uosabiali dyscyplinę – symetria, maska roli, brak spontaniczności – podczas gdy amerykański doradca z cygarem w dłoni i asymetryczną postawą reprezentował zachodnią sprawczość i indywidualizm. To zderzenie konfucjanizmu z autonomią ciała nie skończyło się wraz z modernizacją Korei w drugiej połowie XX wieku – trwa w dzisiejszej Korei, gdzie K-pop i garnitury maskują konfucjański gorset.
Antropologia ciała w koreańskim Cesarskim Departamencie Komunikacji (Imerial Department of Communication), Seul 1903.
Fotografia wykonana w 1903 roku przed siedzibą Cesarskiego Departamentu Komunikacji w Seulu przedstawia około trzydziestu koreańskich urzędników w tradycyjnym gwanbok oraz jednego białego doradcę technicznego (najprawdopodobniej członka amerykańskiej misji pocztowo-telegraficznej). Jedno ujęcie, i cały dramat zderzenia dwóch odmiennych, niekompatybilnych porządków antropologicznych staje się widoczny gołym okiem. To nie jest zwykłe zdjęcie grupowe. To wykład z niewerbalnej antropologii w jednej klatce.
Konfucjański habitus Joseon: ciało jako urząd Koreańscy urzędnicy tworzą formację o charakterze niemal architektonicznym: • stopy równoległe, rozstaw identyczny, żadna nie wysunięta przed oś szeregu – ciało nie sygnalizuje indywidualnego kierunku ani inicjatywy • kolana sztywne, biodra zablokowane – brak jakiegokolwiek „żywego” napięcia mięśniowego; ciało wrośnięte w hierarchiczną strukturę • dłonie schowane w rękawach lub ułożone w kanonicznej, symetrycznej pozycji – gest nie należy do osoby, lecz do rytuału • spojrzenie puste, maska – twarz nie jest nośnikiem indywidualności, lecz urzędowej powagi • perfekcyjna synchronizacja kątów ciała i odległości – każdy urzędnik wygląda jak replika poprzedniego W późnym Joseon jednostka nie posiadała ciała w sensie zachodnim. Posiadała urząd. Ciało było przedłużeniem roli społecznej, a nie osobowości. Wszelkie odchylenia od kanonicznej postawy odczytywano jako zagrożenie dla harmonii hierarchicznej.
Habitus zachodni: ciało jako podmiot autonomiczny Postawa białego doradcy łamie każdy z powyższych kodów: • jedna noga wyraźnie wysunięta do przodu – klasyczny sygnał osobistej sprawczości i gotowości do ruchu; w Joseon taki gest oznaczałby arogancję lub chęć „wyrwania się” z kolektywu • tors i głowa obrócone w bok – odmowa kolektywnego kierunku spojrzenia; „nie muszę patrzeć tam, gdzie wy” • cygaro w dłoni – w konfucjańskim protokole oficjalnym akt nie do pomyślenia; ręce winny być puste lub schowane, gest zajęty przedmiotem to symbol nieformalnej dominacji i swobody • asymetria dłoni – jedna luźna, druga zajęta; zerwanie z zasadą ceremonialnej symetrii • kolana lekko ugięte, sylwetka „na miękkich nogach” – ciało żywe, elastyczne, gotowe do gestu i zmiany pozycji Doradca nie zajmuje centralnego miejsca (rezerwowanego dla koreańskiej hierarchii), lecz zapewne świadomie lokuje się na skraju pierwszego rzędu – wystarczająco blisko, by być częścią kadru, wystarczająco daleko, by nie zostać wciągniętym w porządek rytualny. To pozycja„jestem z wami, ale nie jednym z w was”.
Cygaro jako kondensacja epoki: w Joseon palenie w obecności wyższych rangą – zwłaszcza na zdjęciu oficjalnym – było aktem profanacji. Trzymanie czegokolwiek w dłoni podczas fotografii naruszało zasadę całkowitej kontroli gestu. Cygaro pełni tu funkcję rekwizytu tożsamości: znaku nowoczesności, męskości, klasowego luzu i kolonialno-technokratycznej pewności siebie. Jeden mały przedmiot kondensuje cały habitus zachodniego mężczyzny przełomu wieków.
Dwa wszechświaty Koreańczycy: ciało podporządkowane rytuałowi, brak spontaniczności, minimalizacja indywidualnego ruchu, twarz jako maska roli, sens nadaje kolektyw i hierarchia moralna. Zachodni doradca: ciało jako przedłużenie osobowości, swoboda mięśniowa, ekspresja autonomii i statusu, sens tworzy jednostka.
W klasycznej komunikacji niewerbalnej (i w badaniach nad orientacją ciała) jednokierunkowość spojrzenia + wysuniętej stopy + lekkiego skrętu tułowia jest jednym z najsilniejszych sygnałów „chcę się stąd wydostać” albo przynajmniej „moja uwaga i intencja są gdzie indziej”. Kiedy wszystkie trzy elementy są zgodne (oczy, głowa, tułów, stopa, a w tym przypadku również lewa ręka), czytelność tego sygnału rośnie niemal do 100 %. W kontekście zachodnim lat 1900–1910 taki sygnał był zupełnie naturalny: „OK, zrobię wam to zdjęcie, ale nie udaję, że to moje miejsce i mój czas”. Dla Koreańczyków, którzy przez wieki szkolili się w całkowitym maskowaniu takich sygnałów (ciało ma być „zamknięte” i skierowane wyłącznie tam, gdzie wymaga rytuał), ten jeden szczegół musiał być szokujący. On nie tylko nie podporządkował się formie – on otwarcie sygnalizował, że jego umysł i wola są już poza tą formacją.
Fotografia z 1903 roku jest czystym zapisem zderzenia habitusu konfucjańskiego (kultura wstydu, kolektywna dyscyplina) z habitusem zachodniego indywidualizmu (kultura autonomii, osobista sprawczość). W ciągu kilku lat ten porządek konfucjański zostanie zmieciony – w 1910 roku Korea utraci niepodległość. Zdjęcie pozostaje jednym z najdoskonalszych wizualnych świadectw tej krótkiej, dramatycznej chwili, gdy dwa światy stanęły obok siebie – i nie potrafiły się nawzajem zrozumieć.
Późnym niedzielnym popołudniem 15 lutego 1942 roku, w dniu Chińskiego Nowego Roku, w budynku wybudowanym w stylu Art Deco na terenie fabryki Forda w Bukit Timah na obrzeżach Singapuru, przy stole naprzeciwko siebie zasiedli 55-letni brytyjski generał-porucznik Arthur Ernest Percival oraz dwa lata starszy japoński generał armii Tomoyuki Yamashita. Spotkanie dotyczyło podpisania przez Brytyjczyków bezwarunkowej kapitulacji Singapuru. Zachowane fotografie z tego wydarzenia – pokazujące pewnego siebie, dominującego Yamashitę oraz skonsternowanego Percivala – oddają w pełni, kto był stroną zwycięską, a kto przegraną.
📷 „Najgorsza katastrofa i największa kapitulacja w historii Wielkiej Brytanii” miał powiedzieć brytyjski premier W. Churchill po upadku Singapuru 15 lutego 1942 r.
Atak lotniczy na Singapur miał miejsce 8 grudnia 1941 roku. Niemalże równocześnie Japończycy zaatakowali amerykańskie Pearl Harbor, wyspy Wake i Guam, a także brytyjskie Hong Kong i Malaje. Hong Kong skapitulował już 25 grudnia, natomiast Malaje znalazły się w rękach Japończyków 31 stycznia 1942 roku. Japoński atak opierał się na szybkości, zaciekłości i zaskoczeniu. Aby przyspieszyć swój marsz na Singapur, Japończycy wykorzystali rowery jako jeden ze środków transportu.
Żołnierze Armii Cesarskiej nie oszczędzali jeńców wojennych – rozstrzeliwano zarówno rannych, jak i tych, którzy sami się poddali. Część schwytanych australijskich żołnierzy oblano benzyną i spalono żywcem, a miejscowi, którzy wspomagali aliantów, byli torturowani, zanim ostatecznie zostali zgładzeni. Okrucieństwo japońskich żołnierzy szokowało Brytyjczyków.
Po zaledwie tygodniu odpoczynku, 8 lutego, wojska japońskie pod dowództwem gen. Yamashity zaatakowały Singapur. Wcześniej, przed 9 grudnia 1941 roku, po zbombardowaniu przez Japończyków lotnisk RAF w Singapurze, Brytyjczycy stracili większość swoich myśliwców Hurricane. W Bitwie pod Kuantanem, 10 grudnia, 88 samolotów Armii Cesarskiej zaatakowało pancernik HMS „Prince of Wales” oraz krążownik liniowy HMS „Repulse”. Oba okręty poszły na dno, a wraz z nimi 840 marynarzy.
📷 Kapitulacja Singapuru (fot. Paul Popper)
Bez wsparcia Royal Navy i RAF obrona Singapuru była skazana na porażkę. Zahartowanych w bojach na terenie Chin 36 tysięcy Japończyków w zaledwie tydzień zmusiło do kapitulacji 85 tysięcy żołnierzy brytyjskich, indyjskich i australijskich.
📷 Gen. Tomoyuki Yamashita i siedzący na wprost niego gen. Arthur Ernest Percival
Podczas podpisywania bezwarunkowej kapitulacji przez generała Percivala zgromadziła się duża grupa japońskich oficerów, fotografów i dziennikarzy.
Na pierwszej fotografii 👆 widać, jak gen. Percival wpatruje się w dokument leżący na stole, jednocześnie odsuwa się od niego całym ciałem. Opuszczona broda i uniesiona ręka tworzą dodatkową barierę między nim a dokumentem – dłoń zakrywająca usta zdaje się wyrażać niedowierzanie wobec zaistniałej sytuacji, podczas gdy ręka spoczywająca na szyi oficera siedzącego po jego prawej stronie wskazuje na emocjonalny dyskomfort.
Nie ulegało wątpliwości, kto przy stole dominował. Pewna siebie, autorytatywna postawa Yamashity, pochylona do przodu sylwetka, przeszywający wzrok oraz obie ręce spoczywające na stole jasno wskazywały, że nie przewidywał żadnych pertraktacji. Lekko przechylona głowa była sygnałem dla Percivala, że czas na decyzję już minął.
Na drugim zdjęciu rozczapierzone palce i lekko uniesiony łokieć generała mogły wskazywać na zniecierpliwienie i chęć zakończenia całego przedstawienia. Postawa typowa dla osób gotowych wstać od stołu.
📷 Zniecierpliwiony „Tygrys Malajów”
Z chwilą podpisania aktu kapitulacji rozpoczęła się brutalna, trwająca 3,5 roku okupacja Miasta Lwa, które Japończycy przemianowali na Syonan-to, czyli „Światło Południa”.
Generał Percival przeżył wojnę jako jeniec w japońskim obozie na terenie Mandżurii, a po oswobodzeniu udał się do Japonii. 2 września 1945 roku, u boku gen. Douglasa MacArthura, uczestniczył w ceremonii kapitulacji Cesarstwa Wielkiej Japonii na pokładzie pancernika USS „Missouri”. Podczas tej ceremonii ponownie „zmierzył się” z japońskim dowódcą, gen. Yamashitą, jednak Percival odmówił podania mu ręki. Generał Yamashita, znany m.in. jako „Tygrys Malajów” czy „Bestia z Baatan”, został oskarżony o popełnienie zbrodni wojennych (choć według niektórych, w tym amerykańskiego obrońcy generała, niesłusznie) i 23 lutego 1946 roku stracony przez powieszenie.
📷 Uśmiechnięty gen. Yamashita w niewoli amerykańskiej
Źródła i inspiracje:
James Leasor, Singapore – The Battle That Changed The World, 1968
Roger Moore w filmie „Człowiek ze złotym pistoletem” (ang. „The Man with the Golden Gun”)
Jeden z moich ulubionych momentów mojego ulubionego Bonda, Rogera Moore’a. Nawiązuje on, choć w sposób żartobliwy, do trudności, jakie Europejczycy w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej napotykali i w dalszym ciągu napotykają w sytuacjach, które wymagają od nas wykonania głębokiego ukłonu. Czasami z poważnymi tego konsekwencjami. W roku 1793 podczas audiencji Lorda George’a Macartneya u chińskiego cesarza Qianlonga doszło do skandalu dyplomatycznego. Brytyjczyk odmówił wykonania ukłonu kowtow.
Lord George Macartney
W Chinach okresu Dynastii Qing (1644-1912), system hołdu i kowtow były integralną częścią relacji dyplomatycznych. Kowtow oznaczało trzykrotne upadnięcie na kolana i dziewięciokrotne dotknięcie głową ziemi jako wyraz najwyższego szacunku i uległości wobec cesarza. Wszystkie państwa, które chciały utrzymywać stosunki z Chinami, musiały przestrzegać tego rytuału, co symbolizowało ich podległość wobec cesarstwa. Brytyjczycy przyzwyczajeni byli do równoprawnego traktowania w dyplomacji europejskiej i nie zamierzali uznać wyższości cesarza nad swoim królem. Przed audiencją Macartney był świadomy, że oczekuje się od niego wykonania kowtow, ale był zdeterminowany, by tego uniknąć.
Cesarz Qianlong
Wyraził zgodę na kompromis. Zamiast kowtow, on i jego świta wykonali jedno głębokie zgięcie nogi w kolanie, co w brytyjskim protokole było formą szacunku dla koronowanych głów i innych godnych osobistości, ale nie było równoznaczne z uznaniem wyższości cesarza nad królem Jerzym III. Ten gest jednak nie zadowolił cesarza Qianlonga. Chiński władca nie wyraził otwarcie niezadowolenia w trakcie audiencji, ale zinterpretował gest Macartneya jako brak należytego szacunku. W konsekwencji Brytyjczycy nie osiągnęli żadnego z zamierzonych celów misji.
Kowtow
Niektórzy historycy twierdzą, że odmowa Macartneya stanowiła punkt zwrotny w stosunkach chińsko-brytyjskich i przyczyniła się do wybuchu wojen opiumowych. W roku 1666 w podobne tarapaty wpadł ambasador holenderski, Pieter de Goyer, który odmówił wykonania kowtow przed cesarzem Kangxi. Doprowadziło to do tymczasowego wstrzymania relacji handlowych pomiędzy Chinami a Holandią. 23 lata po niefortunnej audiencji lorda Macartneya u cesarza Quianlonga z podobnymi kłopotami spotkała się brytyjska misja pod wodzą Lorda Williama Amhersta. Amherst został wezwany przed cesarza Jiaqinga, ale odmówił wykonania kowtow, co również skutkowało przedwczesnym zakończeniem wizyty.
Lord William Amherst Roger Moore przed walką kłania się swojemu przeciwnikowi, jednakże nie pochyla się jednakowo nisko.
Japoński premier Shinzō Abe wraz z prezydentem Obamą opuszczają słynną, należącą do szefa kuchni Jiro Ono tokijską restaurację Sukiyabashi Jiro (2014 r.). Obaj pochylają głowy przechodząc pod zawieszoną w drzwiach tradycyjną japońską zasłoną noren. Długie noren pełniły w przeszłości w Japonii funkcję osłony domów przed kurzem, pyłem, słońcem, wiatrem i deszczem. Dziś najczęściej spotykane są w barach Izakaya, tradycyjnych restauracjach oraz niektórych sklepach, publicznych łaźniach (sento) i w gorących żródłach (onsen). Zawieszane są każdego ranka przed otwarciem placówki i zdejmowane na koniec dnia. Noren to także informacja o granicy przebiegającej pomiędzy sferą publiczną a prywatną i jeśli zasłona jest krótka wymusza na wchodzących do środka klientach ukłon. Delikatnej perswazji noren nie są w stanie oprzeć się nawet wpływowi prezydenci i premierzy.
A wracając do polityków. Zapięte marynarki obu panów oraz spojrzenie w kierunku reporterów z zaciśniętymi ustami premiera Abe („nie mam zamiaru podzielić się z wami żadnymi informacjami”) wskazują, że atmosfera podczas posiłku nie była zupełnie swobodna. I rzeczywiście, wg. świadków prezydent Obama szybko miał przejść do rozmów o interesach. O tym jednak, że nie było to spotkanie równorzędnych partnerów, świadczyć może kilka sygnałów, w tym krótki, wysoki i wyrażający uległość śmiech premiera Abe już na zewnątrz restauracji na uwagę prez. Obamy o wyjątkowej jakości serwowanych w Sukiyabashi Jiro potraw – ten rodzaj śmiechu, który w grupie salarymanów (japońskich i koreańskich białych kołnierzyków) wskaże nam, kto zajmuje niższą wśród nich pozycję społeczną.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
„Thank you, that’s a good sushi restaurant” pochwalił mistrza Jiro Ono prezydent Obama, pomimo tego, że sam zjadł niewiele. Jego kciuk prawej ręki skierowany jest w kierunku restauracji, podczas gdy premier Abe krótkim, głośnym śmiechem wyraża uległość wobec prezydenta światowego mocarstwa. Krótki materiał video z tego spotkania dostępny jest naYouTube.
Jedna z najciekawszych, a zarazem najdłuższych wymian ukłonów, jakie miałem okazję zobaczyć (materiał filmowy na X). Cesarz Hirohito w roku 1966 przyjechał na tereny dotknięte powodzią. Rozmówca cesarza, jako ten, o niższej pozycji społecznej pochyla ciało znacznie głębiej, gdyż ukłon, to coś znacznie więcej niż zwykłe okazanie szacunku, w co głęboko wierzą Japończycy i Koreańczycy. Słowo „szacunek”, w Japonii i Korei często sugeruje pozytywną intencjonalność, prospołeczność i uprzejmość, a przecież ukłon to także gra (np.. ustalenie rangi rozmówców, unikanie konfliktów itd..), wyuczona, automatyczne reakcja, ukrywające się za nim emocje, które mają spory wpływ na nasze codzienne zachowania (tak głęboki ukłon rozmówcy Hirohito, z zatrzymaniem go w najniższym punkcie wskazuje zapewne na kombinację kilku emocji, w tym trwogi i nabożnej czci), a nierzadko nawet celowa manipulacja, gdy ktoś okazuje fałszywą uprzejmość celem osiągnięcia jakiejś korzyści kosztem drugiego człowieka. Ukłon często odczytujemy w kombinacji z innymi gestami i ruchami ciała, np.. spojrzeniem. Hirohito nie spuszcza wzroku z rozmówcy, podczas gdy ten raczej unika kontaktu wzrokowego. Oczywiście, choć w mniejszym stopniu, uścisk dłoni też potrafi być grą – sposób i kolejność podania ręki w grupie, siła uścisku, spojrzenie, mimika twarzy, czy nawet celowe pominięcie kogoś dostarczają nam wiele informacji.
Premier Abe i prezydent Trump. Spotkanie przebiegało w przyjaznej atmosferze. Premier Abe i prezydent Xi nie szczególnie za sobą przepadali
Dlaczego w ogóle się kłaniamy? Generalnie odpowiadają za to czynniki biologiczne i kulturowe. Pomniejszenie rozmiarów ciała często, w zależności od kontekstu, postrzegane jest, jako podporządkowanie się i nieagresja. W świecie zwierząt osobniki słabsze i zajmujące niższą pozycję w grupie często, aby uniknąć konfrontacji z osobnikiem silniejszym, odwracają wzrok, pomniejszają swoje ciała, ale także odsłaniają miejsca wrażliwe na zranienie, np. brzuch, w którym ukryte są narządy wewnętrzne, lub szyję, z przebiegającą przez nią tętnicą, która zaopatruje mózg w tlen i krew.
Głęboki ukłon również odkrywa takie miejsce – czubek i tył głowy. W konfrontacji równych sobie ktoś albo pierwszy będzie musiał się podporządkować, zignorować adwersarza i odwrócić wzrok lub głowę lub też dojdzie do eskalacji konfliktu (materiał filmowy na X).
Spotkanie Obama – Akihito. Pozycja amerykańskiego prezydenta wystawia go na niebezpieczeństwo, na szczęście jednak w XXI wieku nikt w Japonii nie ścina już głowy adwersarzom Cesarz wita się z podwładnymi
Co ciekawe, chwilkę wcześniej, zaraz po opuszczeniu cesarskiej limuzyny, Hirohito przywitał się z poddanymi zdejmując kapelusz (📷☝️). Japończycy zaczęli nosić krótkie, zachodnie fryzury po roku 1871, i wtedy też, zgodnie z zachodnią modą, popularne stały się kapelusze. Podobnie jak ówczesna odzież w stylu zachodnim, kapelusze również stały się symbolem elitarności. Cesarz Hirohito wielokrotnie spotykał się z zachodnimi dygnitarzami, być może wtedy właśnie wyrobił sobie nawyk ściągania kapelusza przy przywitaniu.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze).
1921, Paryż. Europejska podróż 20-letniego księcia Hirohito, późniejszego cesarza Japonii
Materiał filmowy można obejrzeć na moim koncie na X.
Jedna z najciekawszych, a zarazem najdłuższych wymian ukłonów, jakie miałem okazję zobaczyć. Cesarz Hirohito w roku 1966 przyjechał na tereny dotknięte powodzią. Rozmówca cesarza, jako ten, o niższej pozycji społecznej pochyla się znacznie niżej, gdyż ukłon, to coś znacznie 1/12 pic.twitter.com/WJBjgjycup
— Dalekowschodnie Refleksje (@dal_ref) March 5, 2024