Po raz pierwszy Japończycy zaczęli uprawiać kolektywną gimnastykę w roku 1928. W listopadzie tokijska rozgłośnia radiowa rozpoczęła nadawanie programu zachęcającego mieszkańców miasta do wspólnych ćwiczeń. Początkowo każdego ranka gimnastykowali się wyłącznie uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych, Radio Taiso szybko jednak zdobyło popularność również wśród dorosłych mieszkańców kraju. Zaledwie dziesięć lat później już kilka milionów Japończyków uczestniczyło każdego ranka w radiowej gimnastyce.
🇯🇵
Ponieważ w latach 30. i 40. ubiegłego wieku ćwiczenia te celem poprawy tężyzny fizycznej były stosowane również przez żołnierzy japońskich, po klęsce Japonii w 1945 roku władze okupacyjne z generałem Douglasem MacArthurem na czele uznały, że mają zbyt militarystyczny charakter i zakazały nadawania programów. W roku 1951 pod wpływem nacisków opinii publicznej audycję udało się wprowadzić na antenę publicznego nadawcy NHK. Choć dziś, głównie za sprawą skarg składanych przez mieszkańców niezadowolonych z hałasów dobiegających z miejskich parków i skwerów, zbiorowa gimnastyka straciła na popularności, w dalszym ciągu stosowana jest przez niektóre firmy celem budowania i wzmacniania morale grupy.
🇯🇵
Wraz z japońskimi wojskami okupacyjnymi, a po wojnie japońskimi korporacjami, poranna aktywność fizyczna pojawiła się również w innych krajach Azji, m.in. na Tajwanie, w Hongkongu, Indonezji, Wietnamie i Korei. Moja żona jeszcze pod koniec ubiegłego wieku musiała każdego ranka w biurze ćwiczyć w rytm muzyki. Dziś jednak mniejsza liczba koreańskich firm pogania pracowników do gimnastyki.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Z rąk japońskich żołnierzy podczas drugiej wojny światowej zginęło około 25 milionów ludzi, w większości nie biorący udziału w walkach cywile. O czynnikach politycznych i ideologicznych, które wpłynęły na agresywną postawę Japonii wiemy całkiem sporo, ale jakie czynniki ukształtowały mentalność Japończyków sadystycznie znęcających się nad jeńcami i cywilami, kobietami i mężczyznami? Czy z okrucieństwem Japończyków mogła cokolwiek mieć wspólnego niewinna średniowieczna poezja inspirowana buddyjskimi naukami? Czy jedno z podstawowych pragnień Japończyków, czyli zachowanie harmonii w grupie może w zależności od sytuacji działać destrukcyjnie albo twórczo? W jaki sposób japoński nihilizm nadał kształt ich barbarzyństwu? Co o brutalnych i irracjonalnych zachowaniach swoich rodaków miał do powiedzenia słynny japoński reżyser Akira Kurosawa, a jakie doświadczenie z wojny wyniósł aktor Toshiro Mifune? O tym opowiadam dzisiaj w najnowszym filmie na kanale YouTube. Zapraszam.
Nakahama Manjiro, ubogi japoński rybak, który kaprysem losu i splotów wydarzeń stał się jedną z kluczowych postaci otwarcia Japonii na świat i zawarcia traktatu o pokoju i przyjaźni pomiędzy USA a Japonią w 1854 roku. Przez ponad 200 lat polityki izolacjonizmu (Sakoku) Japończycy pod groźbą kary śmierci nie mogli podróżować za granicę. Czasami jednak japońskie dżonki rybackie, wypychane daleko w morze przez nagłe sztormy były niesione przez Pacyfik i ostatecznie trafiały na zachodnie wybrzeże Ameryki i jej odległe wyspy. W XIX w. amerykańskie statki przepływające przez Ocean Spokojny ratowały japońskich rybaków i sprowadzały ich do Ameryki. Jednym z pierwszych uratowanych Japończyków był 15-letni Nakahama Manjiro.
Nakahama Manjiro
Urodził się w 1827 r. w rodzinie ubogiego rybaka. Ojciec zmarł gdy Nakahama miał zaledwie 9 lat, chłopak musiał więc porzucić marzenia o szkole i pójść do pracy. Zatrudnił się w charakterze kucharza na łodzi rybackiej. 5 stycznia 1841 r. wraz z czterema młodymi rybakami wypłynął na połów ostroboka u wybrzeży przylądka Ashizuri. Nagły wiatr uszkodził ich łódź i zepchnął na pełne morze. Dryfowali przez 6 dni i w końcu szczęśliwym trafem udało im się dotrzeć do brzegów niezamieszkałej wysepki Torishima.
Torishima
Przez 143 dni pobytu na tej wulkanicznej wysepce żywili się wodorostami i ptakami morskimi. 9 maja zostali odnalezieni przez statek wielorybniczy dowodzony przez kapitana Williama Whitfielda. Ponieważ ze względu na ryzyko kary śmierci powrót do kraju nie wchodził w grę, japońscy rybacy byli zmuszeni udać się z wielorybnikami do Stanów Zjednoczonych. 20 listopada 1841 r. amerykański statek zawinął do portu w Honolulu na Hawajach, a całą czwórką przyjaciół Nakahamy zaopiekował się lekarz i misjonarz Gerrit P. Judd.
Kapitan William Whitfield
Nakahama postanowił pozostać u boku kapitana Whitfielda, który stał się jego przybranym ojcem. Razem, w 1843 roku powrócili do domu rodzinnego kapitana w Fairhaven w stanie Massachusetts. Tam Nakahama przyjął nazwisko John Mung i zaczął uczęszczać do lokalnej szkoły. Okazał się doskonałym uczniem. Po ukończeniu szkoły zatrudnił się na statku wielorybniczym. Uważa się go za pierwszego Japończyka, który nosił krawat, podróżował pociągiem i parowcem, uczęszczał do amerykańskiej szkoły, brał udział w amerykańskiej gorączce złota, został oficerem amerykańskiego statku oraz dwukrotnie okrążył świat.
Zamek Tosa, obecnie zamek Kochi
W końcu w roku 1851 przez Shanghai udało mu się powrócić do Japonii, gdzie przez kilka miesięcy był przesłuchiwany. przez urzędników rządowych. Musiał też udowodnić, że nie był chrześcijaninem. Po powrocie do rodzinnego miasta został mianowany samurajem klanu Tosa i profesorem w klanowej szkole. W roku 1853 do Japonii przybył wojowniczy komodor Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych Matthe C. Perry, który wymusił na Japonii zakończenie polityki izolacjonizmu.
Komodor Matthew C. Perry
Szogunat potrzebował kogoś, kto mógłby podzielić się wiedzą na temat Amerykanów. Do Edo wezwano Manjiro. Były rybak został mianowany hatamoto, samurajem w bezpośredniej służbie szoguna. W trakcie pokojowych negocjacji udzielał japońskiemu rządowi rad. W 1860 jako członek rządowej delegacji japońskiej udał się do Stanów Zjednoczonych. W trakcie rejsu kapitan Katsu Kaishu zachorował, a Manjiro przejął stery i bezpiecznie doprowadził statek do portu w San Francisco. W 1869 rząd Meiji mianował go profesorem języka angielskiego w Tokijskiej Szkole Kaisei (obecnie Uniwersytet Tokijski). Rok później w drodze do Europy spotkał się w Fairhaven z kapitanem Whitfieldem. Nakahama Manjiro, w Stanach Zjednoczonych znany jako John Manjiro zmarł w roku 1898 roku w Japonii, a jego potomkowie do dziś utrzymują kontakty z potomkami kapitana Whitfielda w Stanach Zjednoczonych. W 1989 roku, jedna z nowoodkrytych planetoid została nazwana jego imieniem.
Rok 1870. John Manjiro prawdopodobnie w towarzystwie kapitana Whitfielda
Jedna z tysięcy karayuki san – japońskich prostytutek (jap. yujo) wysyłanych do pracy w domach publicznych Azji Południowo-Wschodniej na przełomie XIX i XX wieku. Ponieważ wiele z nich nie potrafiło pisać, wysyłały swoim rodzinom w Japonii pocztówki z własnym wizerunkiem. W najstarszym grobie na japońskim cmentarzu w Singapurze (Japanese Cemetery Park) spoczywa zmarła w 1889 r. Toma Sato. Została pochowana 2 lata przed założeniem cmentarza przed brytyjski rząd kolonialny w 1891 r.
Japanese Cemetery Park
Pośród 910 japońskich grobów na cmentarzu w singapurskiej dzielnicy Hougang, aż kilkaset, z których wiele jest bezimiennych, aby w ten sposób oszczędzić wstydu ich rodzinom, należy do yujo. Ponieważ wiele z nich zmarło bez grosza przy duszy, ich groby zostały oznaczone prostymi drewnianymi nagrobkami, które z czasem uległy zniszczeniu. Dziewczyny te odegrały istotną rolę we wczesnej historii Singapuru. Wraz z rosnącą liczbą imigrantów w Singapurze i stosunkiem płci jedna kobieta na czternastu mężczyzn, pod koniec XIX w. dynamicznie rozwijał się biznes oparty na prostytucji.
Domy publiczne w Singapurze
Celem utrzymania ładu społecznego, Brytyjczycy przymykali oko na proceder sprowadzania młodych dziewczyn z Japonii i Chin. Prostytucja była postrzegana przez władze kolonialne jako zło konieczne. Cmentarz w Singapurze jest największym japońskim cmentarzem w Azji Południowo Wschodniej, ale nie jedynym. Można je znaleźć niemalże wszędzie tam, gdzie nierządem trudniły się młode Japonki. Najczęstszymi celami podróży karayuki-san były kwitnące azjatyckie miasta portowe, takie jak Hongkong, George Town, Rangun, Sajgon, Sandakan, George Town, Kuala Lumpur, Szanghaj i wspomniany wcześniej Singapur.
Karayuki-san w Saigonie
Niektóre z nich dotarły aż do Australii i Kalifornii. W samym Singapurze na początku XX wieku w ponad 100 domach publicznych pracowało ponad 1000 Japonek. Rywalizowały z nie mniejszą liczbą Chinek. Większość z tych dziewczyn i kobiet pochodziła z bardzo biednych środowisk na wyspie Kiusiu. Nastoletnie dziewczęta były sprzedawane przez rodziny lub też nieświadomie przekazywane pośrednikom pracy, którzy z kolei sprzedawali je zamorskim domom publicznym. Początkowo Japończycy byli dumni z karayuki-san. Przysyłanymi do kraju pieniędzmi pomagały budować nowoczesną gospodarkę dopiero co wybudzonej z ponad 200-letniego letargu Japonii.
Japoński cmentarz w Kuala Lumpur
Z czasem jednak z obawy o utratę prestiżu rosnącego w siłę na arenie międzynarodowej kraju, japońscy dyplomaci czynili co mogli, aby wyeliminować japońskie domy publiczne z krajobrazu miast Azji Płd.Wsch., a powracające do domu yujo spotkały się z otwartą niechęcią ich rodzin i Japończyków. Zanim proceder ten zupełnie nie wygasł w latach 40 ubiegłego wieku, tysiące dziewczyn zmarło, często wskutek chorób wenerycznych i zostało pochowanych na japońskich cmentarzach.
Publiczne oddawanie moczu i śmieci wyrzucane wprost na ulice, powszechne spluwanie, psie odchody na chodnikach i w parkach, zaśmiecone pociągi, przechodnie zakrywający chusteczką nosy, aby w ten sposób chronić powonienie przed powszechnym zwłaszcza w pobliżu cieków smrodem. Brud przyciągał niepożądane gatunki owadów, takich jak muchy i karaluchy. Miasto? Tokio aż do początków lat 60. XX wieku.
Od lat 30. nadmierna koncentracja ludności i przemysłu w stolicy powodowała problem zalewania miasta śmieciami. Wg prof. Yoshio Nakano, który nadał ówczesnemu Tokio przezwisko „obornikowe piekło” (funnyo jigoku), stolica Kraju Kwitnącej Wiśni była jednym z najbardziej śmierdzących miast świata. Wywóz śmieci był nieregularny, rzeka Sumida była zaś płynącym ściekiem.
A jednak w 1964 roku w Tokio odbyły się udane dla Polski Igrzyska Olimpijskie, pierwsze w historii na kontynencie azjatyckim. To właśnie wtedy ujawnił się niezwykły talent Ireny Szewińskiej, jeszcze wtedy Ireny Kirszenstein. Nasza młodziutka lekkoatletka miała to szczęście przybyć do stolicy Japonii 2 lata po zapoczątkowanej przez ówczesnego gubernatora Tokio Ryotaro Azuma kampanii upiększenia miasta, do której pod hasłem „upiększanie stolicy to jedna z dyscyplin olimpijskich” zaangażowano wszystkich mieszkańców stolicy.
Wiele lat później napisał on: „Brudne i hałaśliwe miasto stałoby się hańbą dla całej Japonii”. Na ulicach pojawiły się banery z napisami „nie oddawaj moczu na ulicy”, „nie pluj na chodniku”, „przestań zaśmiecać miasto”, „sprzątaj kupy po swoim psie”, „nie niszcz drzew i znaków drogowych” itp. Hasła te powoli zaczęły przenikać do umysłów mieszkańców stolicy i zgodnie z zamiarem gubernatora Azuma jego kampania zmieniła już na stałe oblicze tego miasta. Tokio było przygotowane na przyjęcie gości z całego świata.
Na filmie z balkonu widać wyraźnie, że Mishima nie jest tak spokojny, jak chciałby wyglądać. Oddycha szybko przez usta, co chwilę oblizując wargi. Ręce ma mocno założone na biodrach. Te gesty nie są oznaką pewności siebie – to zwykła reakcja ciała na ogromny stres. Kiedy człowiek się boi albo czuje, że traci kontrolę, serce bije szybciej, w ustach robi się sucho, a oddech staje się płytki. Mishima wiedział, że jego słowa nie trafiają do żołnierzy, że plan się sypie. W tej chwili, mimo całego przygotowania i munduru, był po prostu przestraszonym człowiekiem, który próbuje nie pokazać po sobie paniki.
Yukio Mishima
Yukio Mishima (właśc. Kimitake Hiraoka, 1925–1970), jeden z najwybitniejszych japońskich pisarzy powojennych, często porównywany do Ernesta Hemingwaya ze względu na kult męskości, fascynację śmiercią i heroicznym życiem, był autorem ponad 40 powieści, sztuk teatralnych i esejów. Nominowany trzykrotnie do Nagrody Nobla, łączył w swojej twórczości piękno z brutalnością, erotyzm z politycznym radykalizmem.
W ostatnich latach życia coraz bardziej angażował się w ultranacjonalizm, krytykując powojenną Japonię za „zachodnią degenerację”, pacyfizm narzucony konstytucją z 1947 r. (art. 9 zakazujący armii) i utratę tradycyjnych wartości bushidō – kodu samurajskiego.
Przemówienie Mishimy z balkonu
25 listopada 1970 roku, po miesiącach skrupulatnego planowania, Mishima wraz z czterema członkami swojej prywatnej milicji Tatenokai („Stowarzyszenie Tarczy” – grupy ok. 100 młodych, prawicowych studentów, którą założył w 1968 r., by chronić cesarza i ideały imperialnej Japonii) wkroczył do kwatery głównej Sił Samoobrony Japonii w Ichigaya (Tokio). Pod pretekstem wizyty u dowódcy, generała Kanetoshi Mashity, związali go jako zakładnika i zabarykadowali się w jego biurze. Mishima zażądał zwołania garnizonu – ok. 1000 żołnierzy – na plac przed budynkiem.
Z balkonu, w mundurze Tatenokai, Mishima wygłosił płomienne, ok. 10-minutowe przemówienie. Wzywał żołnierzy do powstania przeciwko „hańbiącej” konstytucji, przywrócenia boskości cesarza i odrodzenia ducha samurajskiego. „Czy chcecie, by Japonia stała się bezduszną maszynerią gospodarczą?” – pytał. Zamiast entuzjazmu spotkał się z milczeniem, a potem szyderstwami i gwizdami. Żołnierze, wychowani w pacyfistycznej powojennej Japonii, nie podzielali jego wizji.
Na zachowanych nagraniach wideo widać, jak Mishima nerwowo oddycha: szybkie, płytkie wdechy i wydechy przez usta, nawilżanie warg śliną – klasyczne objawy ostrego stresu (reakcja „walcz lub uciekaj”: wzrost adrenaliny, przyspieszone tętno, hiperwentylacja). Ręce na biodrach, pozornie pewna poza, to w rzeczywistości gest ułatwiający głębszy oddech (jak u maratończyków po finiszu).
Przewidując porażkę (plan zakładał seppuku niezależnie od wyniku), Mishima wrócił do biura, przeprosił generała i przystąpił do rytualnego samobójstwa – seppuku (harakiri). Tradycyjny akt samurajski polegał na rozcięciu brzucha (symbolicznym uwolnieniu duszy) krótkim mieczem (tantō lub wakizashi), po czym sekundanta (kaishakunin) odcinał głowę, kończąc cierpienie.
Ból jest ekstremalny: zależy od ostrości ostrza, głębokości cięcia (zazwyczaj poziomego, czasem krzyżowego), trafienia w narządy oraz kondycji fizycznej. Samuraje gryźli materiał (np. papier lub wachlarz), by nie krzyczeć i nie okryć się hańbą grymasem bólu. Przed aktem unikali mycia głowy w ciepłej wodzie, by po ścięciu wypłynęło mniej krwi (zimna woda kurczy naczynia krwionośne, zapobiegając nadmiernemu krwawieniu, co zapewniało bardziej godny wygląd śmierci).
Broń, którą posłużył się Mishima i jego kaishakunin
Mishima, obsesyjnie przygotowany (wcześniej napisał wiersz śmierci i nakręcił film „Patriotyzm” z własną rolą seppuku), zdjął górę munduru i wykonał cięcie. Jego kaishakunin, 25-letni Masakatsu Morita – najbliższy uczeń, często opisywany jako rzekomy kochanek Mishimy) – nie podołał zadaniu. Trzy uderzenia mieczem nie oderwały głowy, powodując dodatkowe cierpienie (rany na karku i plecach). Dopiero Hiroyasu Koga, inny członek Tatenokai, wykonał skuteczne, czwarte cięcie.
Morita, mimo wcześniejszego sprzeciwu Mishimy, również popełnił seppuku (ledwo zadrasnął brzuch), po czym Koga ściął i jego głowę. Pozostała trójka ułożyła ścięte głowy obok siebie na podłodze – makabryczny widok uwieczniony na zdjęciach miejsca zdarzenia (📷👆).
Ten akt – mieszanka politycznego protestu, estetycznego performance’u i osobistej obsesji śmiercią – wstrząsnął Japonią. Dla jednych Mishima był szaleńcem, dla innych ostatnim samurajem. Jego śmierć nie zmieniła polityki, ale stała się legendą: symbolem konfliktu między tradycją a nowoczesnością.
Ciało Mishimy wynoszone jest z budynku, w którym targnął się na swoje życie
Źródła i inspiracje:
Yukio Mishima Last Speech, 三島由紀夫最後の演説, YouTube
John Nathan, Mishima. Życie, Wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 2022
Problem stary jak świat. W jaki sposób zniechęcić ludzi do oddawania moczu w bramach i w ciemnych zaułkach ulic miast? Wywieszanie zakazów nieczęsto okazuje się skuteczne, w Japonii więc ktoś wpadł na pomysł, aby we wrażliwych miejscach umieszczać lub malować niewielkie bramy torii, zwane przez niektórych Japończyków „shoben torii” (shoben – mocz). Japoński filozof Yoshimichi Yakajima zwrócił uwagę, że Japonia jest krajem z ogromną liczbą znaków ostrzegawczych i zakazów: „zakaz palenia”, „zakaz parkowania”, „zakaz śmiecenia”, „zakaz hałasowania”, „zakaz gry w piłkę”, „zakaz oddawania moczu” itd. przez co ich skuteczność jest ograniczona, a często, na przekór, odnosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Zwyczaj umieszczania bram torii narodził się ponoć w Kansai, czyli regionie z miastami Kioto i Osaka i rozprzestrzenił na cały kraj. Torii umieszczane są na ścianach budynków, murach, drzewach i słupach energetycznych. Co ciekawe, problem oddawania moczu na ulicy dotyczy oczywiście w zdecydowanej większości przypadków męskiej części populacji, w Japonii więc ostrzeżenia uściśla się często jako „zakaz załatwiania się na stojąco”. Wg prof. Maruyamy Toshiyaki z Uniwersytetu Sztuki i Projektowania w Kioto zwyczaj ten pochodzi z epoki Meiji (1868-1912) lub Taisho (1912-1926). W okresie Edo (1603-1867) ludzkie odchody sprzedawano na nawóz, a na rogach ulic ustawiano wiadra jako publiczne toalety do ich zbierania. W epoce Meiji usunięto je ze względów sanitarnych, przez co nastąpił gwałtowny wzrost liczby osób załatwiających potrzeby fizjologiczne bezpośrednio na ulicę.
Wtedy też mieszkańcy Kioto zaczęli umieszczać w różnych miejscach miniaturowe bramy torii. Dziś mają nie tylko zniechęcać ludzi do oddawania moczu, ale również powstrzymywać ich od innych uciążliwych zachowań, w tym pozostawiania śmieci. Najmniej z tego zadowoleni są kapłani religii shinto, dla których brama torii stanowi symbol świętych miejsc.
„Pijaństwo”, Utamaro Kitagawa (1753-1806). Młoda kobieta z czarką sakazuki w ręce jest zbyt pijana, aby zwrócić uwagę na niedbale założone kimono
Parę słów o sake. Dziś picie alkoholu w pracy może skończyć się przykrymi konsekwencjami, ale w okresie Edo piło się przez cały dzień. Zalecano czarkę (sakazuki lub ochoko) sake rano, przed wyjściem do pracy, w południe do obiadu i podczas kąpieli w łaźni. Piło się alkohol po przyjściu do domu, oraz przed snem. Picie przez nieletnich zostało prawnie w Japonii zakazane dopiero w roku 1922, a do tego czasu nie było limitu wieku. Ponieważ picie było powszechne, na ulicach często dochodziło do kłótni i burd. Al-hara (jap. alcohol harrasment, czyli dokuczanie pod wpływem alkoholu) już wtedy było problemem społecznym.
„Miłość do sake”, Utagawa Kuniyoshi (1798-1861). Kobieta w ręce trzyma ochoko z mirin, żółtą sake o słodszym smaku, popularną wśród kobiet w okresie Edo. Dziś mirin używa się jako kuchennej przyprawy).
Alkohol popijali również tragarze noszący palankiny (odpowiednik dzisiejszych taksówek) oraz woźnicy przewożący towary. „Picie alkoholu sprzyja lokalnej gospodarce”, mówiono. Już wtedy posługiwano się tak wciąż popularnymi w Japonii i Korei wymówkami usprawiedliwiającymi pijaństwo.
Palankin, koniec wieku XIX
Ponieważ często z tego powodu dochodziło do wypadków, również śmiertelnych, gdyż na górzystym terenie miasta pędzący w dół powóz potrafił zmiażdżyć przechodniów, rząd Tokugawów wprowadził karę śmierci i przepadek mienia za spowodowanie wypadku drogowego z ofiarami śmiertelnymi.
Ilustracja z roku ok. 1700. Dziewczynka kupuje alkohol w sklepie monopolowym. W lewym górnym narożniku zawieszona jest wiązka gałązek cedru, zwana sakabayashi – szyld sklepu monopolowego.
Niewielu jednak powstrzymywało to od picia sake. Organizowano zawody w konsumpcji alkoholu, w których brały udział również kobiety. Zawartość alkoholu w sake w okresie Edo była o połowę mniejsza niż obecnie. Dziś wynosi około 16%, w okresie Edo wynosiła ok. 8%. Alkohole sprzedawano w ceramicznych pojemnikach zwanych tokkuri. Były one jednak własnością sklepu monopolowego, należało je więc zwrócić.
Tokkuri
Każde tokkuri posiadało nazwę sklepu oraz znak towarowy. Dziś tokkuri służą głównie do nalewania sake. Wiele sklepów oferowało możliwość picia alkoholu na miejscu, z czasem dodając przekąski w postaci grillowanego tofu. Wystawiane przed sklepem tofu było sprzedawane po okazyjnej cenie, ale wyłącznie przy zakupie sake. Konsumpcję alkoholu przy sklepie zwano „izake”. W ten sposób w okresie Edo narodziły się słynne „izakaya” (początkowo „izakeya”), bary oferujące izake – przekąski i napoje alkoholowe. Pierwsze izakaya ze względu na wysoki koszt oświetlenia otwierano już wcześnie rano i działały przez cały dzień.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) i Facebooku.
Pisałem kilka słów o zamku Gifu w styczniu tego roku, ale wpadłem dziś na te fantastyczne fotografie historycznej siedziby słynnego daimyo Ody Nobunagi (1534-1582), jednego z trzech zjednoczycieli Japonii i grzechem byłoby ich tutaj nie wrzucić. Zamek był świadkiem kilku wydarzeń historycznych. W roku 1569 gościł w nim na zaproszenie Nobunagi portugalski misjonarz Luis Frois, a zaledwie rok po śmierci daimyo na placu przed zamkiem seppuku popełnił jego 24-letni syn Nobutaka. Zamek Gifu, symbol i duma miasta Gifu został zbudowany na szczycie wznoszącej się 330 m n.p.m. góry Kinka. Ponieważ dotychczas roztropnie wokół Kinka-zan nie powstały wieżowce, przy ładnej pogodzie zamek można dostrzec nawet z odległości 20 km, a nocą zrobić tak urocze fotografie na tle księżyca.
8 listopada 1928 r. odbywający podróż dookoła świata przyszli profesorowie Tadeusz Perkitny i Leon Mroczkiewicz, w najgorszym z możliwych terminie docierają na statku Ginyo Maru do portu Jokohama w Japonii. W zalewie uśmiechów i ukłonów urzędnicy portowi odmawiają im zgody na zejście na ląd. Ich zabawna interakcja z japońskim urzędnikiem, który na pokładzie statku przywitał się z naszymi podróżnikami słowami „bon jour messieurs” może doskonale posłużyć do opisu różnic kulturowych pomiędzy naszymi krajami.
Trasa podróży dookoła świata
Słysząc te słowa, Perkitny wygłosił w języku francuskim dość długie „exposé”, któremu Japończyk uważnie się przysłuchiwał, przytakiwał głową, stroił miny i uprzejmie nie przerywał, by w końcu, gdy Perkitny doszedł już do końca stwierdzić, że nic a nic z przemówienia nie zrozumiał, gdyż nie włada francuskim i prosi o powtórzenie w j. angielskim. „Kretyn”, mruczy pod nosem Perkitny.
Jedyna fotografia z Japonii zamieszczona w książce Tadeusza Perkitnego „Okrążmy świat raz jeszcze”
Lekcja z tej zabawnej interakcji? Primo, można wywnioskować, że nie inaczej ten japoński urzędnik ocenił rozwlekłość i gadatliwość Perkitnego. Japończycy odnoszą się do naszego gawędziarstwa z pogardą, określając ją słowem „sekkyo” (kazanie) i często, choćby w negocjacjach tę naszą słabość z ochotą wykorzystują. Secundo, Japończycy za niegrzeczne uważają przerywać rozmówcy, nawet jeśli niewiele z jego mowy pojmują. Dodatkowo zdezorientować nas może nawykowe przez Japończyków kiwanie głową i wtrącanie krótkich „hai” (tak), „honto” (na prawdę?) „un” (aha) (tzw. aizuchi) podczas rozmów.
Perkitny i Mroczkiewicz
Cały tydzień zajmuje Japończykom skontaktowanie naszych młodych podróżników z dr. Eugeniuszem Banasińskim¹, polskim konsulem w Tokio, który po przybyciu na statek śmieję się, że wciąż, pomimo 3 lat spędzonych na Wyspach nie potrafi rozgryźć Japończyków. „Oni powariowali do reszty” dodaje. „Mają w tej chwili koronację nowego mikada² i (…) w każdym przybyszu widzą zamachowca.” Okazało się, że urzędnicy wbili w paszporty naszych podróżników stemple o treści: „Uwaga! Typ niebezpieczny! Nie spuszczać z niego oka!” Co naszym zuchom nie udało się w Jokohamie, nadrobili w Kobe i Moji. Dwa razy przechytrzają urzędników i bez wymaganej wizy przedostają się na ląd. W Moji (dziś dzielnica miasta Kitakiusiu) zostają jednak aresztowani, odprowadzeni pod bagnetami na statek i odtąd bacznie strzeżeni przez uzbrojonych wartowników aż do podniesienia kotwicy.
¹Dr. Eugeniusz Banasiński, od 1 czerwca 1925 r. do 30 kwietnia 1931r. kierował wydzialem konsularnym przy Poselstwie Rzeczypospolitej Polskiej w Tokio. (Źródło: Wikipedia)
²Mowa o cesarzu Hirohito. Na Chryzantemowym Tronie, po śmierci Yoshihito, cesarza Taishō, Hirohito zasiadł 25 grudnia 1926 roku, jednakże dwa lata później, w tym samym czasie, w którym statek Perkitnego i Mroczkiewicza zawijał do portu w Jokohamie, odbywała się kolejna ceremonia intronizacji cesarza (sokui), stąd też wyniknęły zarówno wzmożona czujność urzędników imigracyjnych, jak i liczne przygody dwójki naszych rodaków.