Francja · Japonia

Wersal, arystokracja i prestiż: Jak zrozumieć japońskie Edo przez pryzmat europejskich elit

Król Słońce Ludwik XIV
Tokugawa Yoshinobu – ostatni japoński siogun
Arystokracja w Wersalu
Daimyo w drodze do Edo
Portret Ludwik XIV namalowany w 1701 r. przez Hyacinthe’a Riguada.

Źródła:

Tokio, 1905 r.

Japonia · Stany Zjednoczone

Bitwa o Los Angeles 1942 r.

Bitwa o Los Angeles

Bitwa o Los Angeles – jedna z najdziwniejszych, najbardziej tajemniczych i intrygujących bitew całego okresu Wojny na Pacyfiku. Japońskie samoloty, UFO czy zbiorowe złudzenie? W latach 1941-1942, po ataku na Pearl Harbor, Stany Zjednoczone doświadczyły fali antyjapońskiej histerii oraz obaw przed kolejnymi atakami armii japońskiej. Jednym z objawów tej histerii było internowanie około 120 tysięcy Amerykanów pochodzenia japońskiego i japońskich imigrantów pod pretekstem bezpieczeństwa narodowego i zagrożenia sabotażem z ich strony.

Internowani Amerykanie japońskiego pochodzenia

Amerykanie żyli w ciągłym strachu przed możliwością kolejnych ataków, zwłaszcza na miasta znajdujące się na Zachodnim Wybrzeżu. Pogłoski o japońskich okrętach podwodnych, balonach z ładunkami wybuchowymi i inwazjach Japończyków były powszechne, co jedynie zwiększało napięcie i strach w amerykańskim społeczeństwie. 24 lutego 1942 r., zaledwie dzień po ataku japońskiego okrętu podwodnego I-17 na pole naftowe w Ellwood w pobliżu Santa Barbara Marynarka Wojenna wydała ostrzeżenie, że przed świtem można spodziewać się kolejnego ataku na Kalifornię.

Internowani Amerykanie japońskiego pochodzenia

Chcąc zachować czujność, miasto Los Angeles ogłosiło wczesnym wieczorem alarm przeciwlotniczy, który odwołano o 22:23. Jednak potem czujność przerodziła się w obłęd. O godzinie 2:25 w nocy w całym hrabstwie LA zawyły syreny alarmowe, zarządzono przerwę w dostawie prądu do miasta, a wojska obrony przeciwlotniczej zostały postawione w stan gotowości. O 3:16 rano armia otworzyła ogień, celując do samolotów wroga, które rzekomo przelatywały nad ich głowami. Na niebie jednak nie było żadnych japońskich samolotów, z wyjątkiem jakiegoś niezidentyfikowanego obiektu lub obiektów, prawdopodobnie balonu meteorologicznego, który przemieszczał się nad miastem. Ostrzeliwanie nieba trwało blisko godzinę, w trakcie której wystrzelono ponad 1400 pocisków. Kilka z nich spadło na miasto, uszkadzając kilka budynków oraz pojazdów. Na skutek zawału serca zmarły trzy osoby, kilka innych zostało rannych.

Uszkodzony odłamkami samochód w LA

Nie odnaleziono żadnych szczątków samolotów czy innych dowodów wskazujących na obecność wroga. Władze uznały więc, że wydarzenie było wynikiem fałszywego alarmu wywołanego wojenną histerią, lękami i wojną nerwów, jednakże entuzjaści latających spodków do dziś utrzymują, że na niebie pojawili się goście z kosmosu. Dlaczego jednak tak wiele osób, zarówno wojskowych, jak i mieszkańców miasta, zgłaszało, że widzieli przelatujące samoloty? Aby wyjaśnić to zjawisko, możemy posłużyć się historią, która wydarzyła się w Rotterdamie 36 lat później. W grudniu 1978 r. z ogrodu zoologicznego Blijdorp w tym holenderskim mieście uciekła sympatyczna pandka ruda. Aby ją odnaleźć, media zaangażowały mieszkańców miasta, i wkrótce policja, zoo oraz media otrzymały wiele telefonów od sympatyków zwierzątka, którzy twierdzili, że widzieli ją w różnych miejscach całego miasta. Rzecz w tym, że jakiś czas później biedne zwierzątko zostało znalezione martwe na jednej z ulic w pobliżu Blijdorp. Straciła życie pod kołami samochodu wkrótce po ucieczce, więc nikt nie mógł widzieć jej żywej hasającej po trawnikach Rotterdamu. Wpływ sugestii, emocjonalne zaangażowanie, złudzenia optyczne oraz błędy poznawcze spowodowały, że rude koty, psy i inne zwierzęta, a także różne zjawiska przyrodnicze zaczęto mylić z pandką rudą. Podobnie stało się w LA w roku 1942, choć w tym przypadku dodatkowo nocne ciemności, taniec świateł reflektorów przeciwlotniczych oraz eksplozje pocisków na niebie przyczyniły się do „materializacji” maszyn latających.

Japonia · Stany Zjednoczone

Tajemnica pięciu wiecznych piór generała MacArthura

Gen. Douglas MacArthur położył na stole pięć przyniesionych chwilę wcześniej piór.

Z pozoru błahy, ale w rzeczywistości głęboko symboliczny moment w trakcie uroczystości podpisywania aktu kapitulacji Cesarstwa Japonii na pokładzie pancernika USS Missouri w Zatoce Tokijskiej, 2 września 1945 roku. Amerykański generał Douglas MacArthur wyciąga z prawej kieszeni spodni pięć eleganckich i cenionych wówczas wiecznych piór Duofold marki Parker z roku 1928 z zamiarem użycia każdego z nich podczas składania podpisu na dokumencie. Pióra wieczne, szczególnie te z wyższej półki, były wówczas symbolem prestiżu, statusu i trwałości (często przechodziły z rąk ojca na syna).

Gen. Douglas MacArthur (siedzi), gen. Arthur Percival i gen. Jonathan M. Wainwright (stoją za nim).

Chwilę wcześniej, w innym symbolicznym akcie, MacArthur przywołał do siebie byłych i wciąż bardzo wychudzonych jeńców z japońskich obozów dla oficerów alianckich na Dalekim Wschodzie – generałów Arthura Percivala i Jonathana M. Wainwrighta, którzy jako pierwsi otrzymali na pamiątkę po jednym piórze. Obaj też elegancko, w spontanicznym geście wdzięczności, kłaniają się dowódcy sił zbrojnych na Pacyfiku. Być może na obu mimowolnie wpłynęły emocje i atmosfera tej wyjątkowej chwili. Wręczając im pióra, MacArthur podkreślił ich rolę w wojnie, dając w ten sposób do zrozumienia, że ich wcześniejsze porażki zostały zamienione w triumf.

Gen. Wainwright otrzymuje pierwsze pióro użyte przez gen. MacArthura.

Trzy kolejne pióra trafiły później do generała Courtneya Whitneya, Akademii Wojskowej w West Point oraz jego żony i syna (choć tu relacje się nieco różnią). Pióra użyte przez MacArthura stały się częścią historii, symbolizując triumf aliantów, formalne zakończenie wojny, koniec imperialnej Japonii i przejęcie władzy w tym kraju przez Aliantów, ale w całym tym akcie było też trochę przedstawienia, teatralności.

Nad dokumentem pochyla się japoński minister spraw zagranicznych Mamoru Shigemitsu

Amerykański generał był mistrzem w budowaniu symboliki wokół swojej osoby, co miało zarówno wymiar praktyczny (wygrana w wojnie), jak i propagandowy (utrwalenie swojej postaci jako bohatera), a uroczystość ta była tego pełna. W pewnym sensie pióro, przez sam akt jego użycia i wynikającą z tego zdolność zmiany rzeczywistości, może być uznane za potężny symbol władzy. Generał Eisenhower (📷👇), który 7 maja 1945 roku podpisał w Reims we Francji akt kapitulacji Trzeciej Rzeszy piórem Parker 51, nowym modelem z roku 1941 (trafiło do prezydenta Trumana), także rozumiał, jak potężnym symbolem jest takie pióro.

Materiał filmowy można zobaczyć na moim profilu na X.

https://x.com/dal_ref/status/1869330305791992009?t=jJ9wFT1U_s-Co1can0vg2w&s=19

Gen. Eisenhower trzyma pióra użyte przez delegację niemiecką w Reims
Gen. Eisenhower podarował swoje pióra prezydentowi Trumanowi.
Chiny · Japonia · Stany Zjednoczone

Zaskakujące role w klasykach: Azjaci grani przez białych aktorów

Marlon Brando w filmie Herbaciarnia „Pod Księżycem”
Marlon Brando (L) i Michiko Kyo
Katharine Hepburn w filmie „Dragon Seed”
David Carradine w „Kung Fu”
Mickey Ronney w filmie Śniadanie u Tiffany’ego”
Chiny · Japonia · Korea Południowa · Włochy

Rubens i Antonio Corea – pierwszy Koreańczyk w Europie

Peter Paul Rubens – „Mężczyzna w koreańskim kostiumie”

Peter Paul Rubens (1577-1640), flamandzki malarz i jeden z najbardziej wpływowych artystów epoki baroku, ok. roku 1617 naszkicował tajemniczą postać Azjaty. Ponad 300 lat później, w roku 1934 brytyjska historyk sztuki Claire Stuart Wortley wysunęła teorię, że tematem szkicu może być pierwszy Koreańczyk, który postawił nogę na kontynencie europejskim. Nazywał się Antonio Corea i był niewolnikiem zakupionym w Japonii przez florenckiego podróżnika i kupca Francesco Carlettiego. Corea został schwytany podczas japońskiej inwazji na Koreę w latach 1592-1598. W jej wyniku wielu Koreańczyków i Koreanek dostało się do japońskiej niewoli, a następnie uprowadzonych zostało do Japonii.

Peter Paul Rubens, autoportret z roku 1623

Antonio Corea był jednym z nich. Po pojmaniu, Corea trafił do Nagasaki, gdzie został sprzedany jako niewolnik. W 1597 roku, Corea wraz z kilkoma innymi Koreańczykami zostali zakupieni przez Carlettiego. Razem z Toskańczykiem Corea opuścił Japonię w marcu 1598 roku i w drodze do Europy odwiedził różne kraje, w tym Chiny, Malezję, Indie oraz wyspę Świętej Heleny, gdzie Koreańczyk omal nie stracił życia w wyniku ataku holenderskich okrętów na ich galeon. Uratował go ponoć krucyfiks, który zawiesił sobie na szyi. Holendrzy, którzy bezlitośnie wycinali marynarzy ze statku Florentczyka darowali mu życie. Wraz z nim do Holandii w roku 1602 dotarł również Carletti.

Francesco Carletti, „Moja podróż dookoła świata”

W swoim notatniku toskański podróżnik zapisał: „Z nadmorskich prowincji Korei przywieźli [Japończycy] nieskończoną liczbę mężczyzn i kobiet, chłopców i dziewcząt w każdym wieku, a wszyscy zostali sprzedani jako niewolnicy po najniższych cenach. Kupiłem pięciu z nich za niewiele ponad dwanaście skudów. Ochrzciwszy ich, zabrałem ich ze sobą do Goa w Indiach i tam ich uwolniłem. Jednego z nich przywiozłem ze sobą do Florencji i myślę, że dzisiaj można go znaleźć w Rzymie, gdzie jest znany jako António.”
Niewiele wiadomo na temat życia Antonio na Półwyspie Apenińskim, istnieją jednak teorie, że Corea może mieć potomków we Włoszech, szczególnie w regionie Albi w Kalabrii, choć te twierdzenia nie są poparte solidnymi dowodami.

Peter Paul Rubens, „Cuda św. Franciszka Ksawerego”, rok 1617 1618

Czy rysunek Rubensa faktycznie przedstawia Anionio Coreę? Tożsamość i pochodzenie osoby przedstawionej na szkicu holenderskiego malarza są od lat przedmiotem sporów historyków sztuki. Niektórzy sugerują, że Rubens mógł spotkać Antonio w Rzymie około roku 1607, gdzie malarz przebywał wraz ze swoim przyjacielem i pierwszym uczniem Deodatem del Monte. Inni skłaniają się ku teorii, że Rubens naszkicował postać chińskiego kupca Ypponga, jednego z pierwszych Chińczyków, którzy przybyli do Europy, tym bardziej, że to jego wizerunek prawdopodobnie widnieje na obrazie Rubensa „Cuda św. Franciszka Ksawerego” z roku 1617 lub 1618. Corea i Yppong nigdy się nie spotkali.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Wizerunek Azjaty na obrazie Rubensa „Cuda św. Franciszka Ksawerego”
Filipiny · Japonia · Korea Południowa · Stany Zjednoczone

Alicja w krainie grabieży

Alice Roosevelt

Jak ukształtować zbuntowaną, dumną i upartą dziewczynę na dobrze wychowaną damę? Najlepiej wysyłając ją z oficjalną rządową misją do Japonii, Chin i Korei. Tak przynajmniej uważał amerykański prezydent Theodore Roosevelt. Wychowywana bez mamy, ale pod czujnym okiem oziębłej macochy Alice Roosevelt stałą się niezależna i niesforna i szybko zaczęła sprawiać ojcu kłopoty. Kiedy Roosevelt i jego druga żona Edith zaproponowali Alice wysłanie jej do konserwatywnej szkoły z internatem, sugestia ta nie spotkała się z jej uznaniem. Zagroziła ojcu, że jeśli zdecyduje się na tak nikczemny krok ona znajdzie sposób, żeby głęboko go upokorzyć.

Dwudziesty szósty prezydent Stanów Zjednoczonych Theodore Roosevelt z drugą żoną Edith Kermit Carow.

Dziewczyna miała siedemnaście lat, gdy jej ojciec w roku 1901 wprowadził się do Białego Domu po zabójstwie przez Amerykanina polskiego pochodzenia Leona Czołgosza prezydenta Williama McKinleya. Niewzruszona ogólnonarodowym szokiem i panującą w kraju żałobą rzekomo głośno wyraziła swoją z tego powodu radość. W następnym, 1902 roku, Alice oficjalnie została zaprezentowana Amerykanom i stała się sensacją niemalże z dnia na dzień. Opinia publiczna tak bardzo była zauroczona atrakcyjną, prostolinijną i prowokatorską nastolatką, że nadano jej przydomek „Księżniczka Alice”, który został później utrwalony przez królewskie traktowanie, jakiego doświadczyła podczas swojej podróży po Azji, gdzie spotykała się z władcami Japonii, Filipin, Chin i Korei.

Zabójca prezydenta McKinleya, Leon Czołgosz

W nosie miała surowe zasady, które urzędnicy w Białym Domu próbowali jej narzucić. Jej liczne wybryki opisywała prasa całego świata, również japońska. Publicznie odrzuciła chrześcijaństwo, a swoje wierzenia określiła jako pogańskie. Paliła papierosy w miejscach publicznych, co w owym czasie nie wypadało czynić kobiecie, imprezowała do wczesnych godzin porannych, obstawiała wyścigi konne i brawurowo prowadziła samochody w towarzystwie młodych mężczyzn.
Na pytanie, dlaczego nie poskromi wybryków swojej beztroskiej córki, prezydent Roosevelt odpowiedział: „Mogę albo rządzić krajem, albo opiekować się Alice, ale nie mogę robić obu tych rzeczy naraz”.

Japończycy witają amerykańską delegację.

Postanowił jednak, że wyśle niesforną 21-latkę w towarzystwie sekretarza wojny i przyszłego 27. prezydenta Stanów Zjednoczonych Williama Tafta do Azji Wschodniej jako ambasadorkę dobrej woli. Liczył na to, że w towarzystwie amerykańskich kongresmanów i ich żon oraz azjatyckich władców córka wydorośleje i dojrzeje. Japończycy byli zachwyceni jej przybyciem i traktowali ją niczym królową pojawiając się tłumnie wszędzie tam, gdzie ona zawitała.

Japończycy zapragnęli zobaczyć „księżniczkę Alice”

Została obdarowana tak wieloma prezentami, że od jednego z kongresmanów otrzymała przydomek „Alicja w krainie grabieży” (Alice in Plunderland). Oprócz tańca i śpiewu gejsz, tradycyjnego łucznictwa Kyudo oraz przedstawienia kabuki miała także możliwość zobaczyć walki zapaśników sumo, ale te nieszczególnie jej się spodobały, być może dlatego, jak sugerują niektórzy, że musiała spędzić tak dużo czasu w podróży z nie mniej od sumitów otyłym Williamem Taftem.

Japonia. William Taft i Alice Roosevelt

Podczas gdy sekretarz wojny prowadził rozmowy z Japończykami, Alice udała się na zakupy i imprezowała z japońskimi księżniczkami. Na przyjęciach pojawiała się w tradycyjnym kimonie. 26 lipca 1905 roku Taft i Alice Roosevelt zostali przyjęci przez cesarza Mutsuhito (Meiji), który zaprowadził ich, ponoć pierwszych obcokrajowców, do prywatnego cesarskiego ogrodu.

Prasa koreańska rozpisywała się o wizycie amerykańskiej delegacji w Cesarstwie Korei.

W Korei została przyjęta na audiencji u cesarza Gojonga w jego tymczasowej rezydencji (ogień strawił rok wcześniej Pałac Deoksugung), ale Koreańczycy jej nie zachwycili. W porównaniu z pełnymi entuzjazmu Japończykami, a wkrótce później żywiołowymi Filipińczykami i przyjaznymi Hongkończykami Koreańczycy wydali jej się apatyczni: „Ludzie wyglądają na smutnych i przygnębionych, tak jakby ktoś wyssał z nich całą energię. Wszędzie było widać japońskich oficerów i żołnierzy, którzy w przeciwieństwie do nędznych Koreańczyków byli bojowi i pracowici”, napisała w autobiografii.

Zawody sumo zorganizowane dla gości z Ameryki.

Po powrocie do Japonii delegacja amerykańska mogła się przekonać, jak gwałtownie potrafią zmieniać się nastroje społeczne w tym kraju. Ponieważ w międzyczasie Japończycy obwinili prezydenta Roosevelta o niewystarczająco sprzyjający im traktat pokojowy pomiędzy Japonią a Rosją, na ulicach Tokio co rusz wybuchały antyamerykańskie zamieszki, podkładano ogień pod chrześcijańskie kościoły. „Nigdy nie widziałam większej zmiany” – wspominała Alice. „Sugerowano nam, że jeśli ktoś zapyta, wskazane jest, abyśmy powiedzieli, że jesteśmy Anglikami”. Tym razem nie było wiwatów, a Alice i amerykańską ekspedycję ochraniali policjanci w cywilu.

Japonia. Alice Roosevelt w towarzystwie kilku żon amerykańskich kongresmanów.

Czy podróż do Azji złagodziła obyczaje Księżniczki Alice? Gdy cztery lata później rodzina Rooseveltów przygotowywała się do wyprowadzki z Białego Domu, Alice dokonała jednego z najbardziej zuchwałych ze swoich wygłupów. W ogródku przed rezydencją prezydencką zakopała lalkę voodoo nowej Pierwszej Damy Nellie Taft. Za ten wybryk została pozbawiona prawa wchodzenia na teren Białego Domu.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Alice Roosevelt przemierza Pacyfik
Alice Roosevelt i William Taft na Filipinach
Japonia · Korea Południowa

Koreańskie slumsy w Seulu i Japonii

🇰🇷 Cheonggyecheon, 📷 Shisei Kuwabara

Dziś trudno wyobrazić sobie slumsy i getta w nowoczesnych miastach Korei i Japonii, ale jeszcze 50 lat temu część Koreańczyków zamieszkująca oba kraje żyła w skrajnej nędzy. W latach 1965-1968 japoński korespondent magazynu Taiyo Shisei Kuwabara sfotografował jedną z seulskich dzielnic biedoty. Mieszkańcy Cheonggyecheon wciąż nie mogli korzystać z nowoczesnych udogodnień w postaci kanalizacji, bieżącej wody, elektryczności, ani systemu oczyszczania, przez co dzielnica cierpiała z powodu dużego zanieczyszczenia.

🇰🇷 Cheonggyecheon, 📷 Shisei Kuwabara

W całej swojej historii powodzie stanowiły dla jej mieszkańców największe wyzwanie. Ponieważ w górzystym Seulu Cheonggyecheon zajmował najniższy punkt w centrum miasta, w trakcie sezonowych opadów deszczu woda pokrywała znaczne połacie terenu. Pod koniec lat 70. dyktator Korei Południowej gen. Park zaczął burzyć slumsy, aby zrobić miejsce dla dróg i dzielnic handlowych.

🇰🇷 Cheonggyecheon

Seul nie był jedynym miastem z koreańskimi dzielnicami biedoty. Koreańskie slumsy aż do późnych lat 60. istniały także w każdym większym japońskim mieście. Zwane przez Koreańczyków Zainichi (Koreańczycy w Japonii) tongne (kor. wioska) były obrazem nędzy i rozpaczy – wszędzie brud, liche, prowizoryczne rudery, odór grillowanych organów zwierzęcych, przemoc, w tym przemoc domowa typowa dla ówczesnej patriarchalnej, konfucjańskiej rodziny, spora liczba dzieci i zbieraczy złomu.

🇯🇵 Koreańska tongne w Japonii

Powszechny, zwłaszcza w koreańskiej dzielnicy w Osace był dialekt z Czedżu (W 1948 roku na wyspie Czedżu wybuchło powstanie, a w bratobójczych walkach zginęło od 15 tys. do 30 tys. wyspiarzy, 40 tys. uciekło do Japonii). Powszechnym zajęciem Koreańczyków Zainichi w okresie kolonialnym i powojennym było zbieranie odpadów. Robotnicy nosili kosze na plecach lub ciągnęli wózki, wołając „Kuzui, oharai” (Jakieś ścinki na sprzedaż?).

🇯🇵 Ikuna. Koreańska dzielnica w Osace.

Zbierali szmaty, zużyty papier, gazety i złom. Taksówkarze odmawiali wjazdu do tongne, a policjanci interwencji. Japońskim dzieciom rodzice kazali trzymać się od nich na bezpieczną odległość. Powojenne ożywienie gospodarcze Japonii aż do końca lat 60. nie miało większego wpływu na poprawę jakości życia mniejszości koreańskiej. W tongne praktykowano wielożeństwo, rodziny były niestałe, a dzieci często nie były przypisane żadnemu konkretnemu domostwu. To były niemalże autonomiczne terytoria, nad którymi kontrolę sprawowali Koreańczycy.

🇯🇵 Bazar Ameyoko przy tokijskiej stacji Ueno. Po wojnie miejsce handlu nielegalnym towarem. Czarny rynek kontrolowany był w części przez Koreańczyków.)
🇯🇵 Koreańczycy Zainichi w Japonii.

Ponad połowa z kilkuset tysięcy dorosłych Koreańczyków nie miała pracy, zajmowali się więc nielegalną produkcją alkoholu i narkotyków zwanych hiropon. Ponieważ sprzedawano je również Japończykom od czasu do czasu dochodziło do regularnych starć z japońską policją. W trakcie takich utarczek w stróżów prawa rzucano świńskimi odchodami i przebijano gwoździami koła radiowozów. Powojenna prasa japońska i rząd Japonii postrzegały Koreańczyków Zainichi jako poważne zagrożenie dla kraju, postanowiono więc wszystkie tongne zlikwidować. W wyniku planowania urbanistycznego władz japońskich koreańskie slumsy zniknęły pod koniec lat 60. ubiegłego wieku.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

🇯🇵 Rok 1949.
Japońska policja robi nalot na Kwaterę Główną Federacji Koreańczyków
🇯🇵 Koreańczycy Zainichi w Japonii
Japonia · Niemcy

Podróż odkrywcy starożytnej Troi do Japonii

Henrich Schliemann, ok. 1870 r.

Słynny, ale też kontrowersyjny archeolog-amator Henrich Schliemann, (F ok. 1870 r.) któremu przypisuje się odkrycie w roku 1870 starożytnego miasta Troi, kilka lat wcześniej odbył podróż dookoła świata i zawitał do Japonii. Swoje wrażenia z podróży zapisywał w notatniku, dzięki czemu mamy dziś dostęp do części jego doświadczeń. XIX-wiecznym podróżnikom można szczerze pozazdrościć możliwości poznania niezwykłej jeszcze wtedy, ale już powoli dobiegającej końca różnorodności w globalizującym i uniformizującym się świecie. 3 czerwca 1865 r. statek, którym podróżował z Szanghaju rzucił kotwicę w Jokohamie, wówczas niewielkiej mieścinie liczącej zaledwie 15 tysięcy mieszkańców.

Jokohama, ok. 1900 r.

Schliemann zanotował w swoim notatniku, że w przeciwieństwie do Szanghaju, gdzie wokół statków pojawiały się liczne i brudne łodzie obsługiwane przez kobiety z niemowlakami uwiązanymi do pleców (można je było zobaczyć jeszcze w latach 70. XX wieku), w Jokohamie podpłynęła do nich tylko jedna niewielka jednostka oferująca przewiezienie na brzeg. Skóra prawie całego ciała obu znajdujących się w niej niemalże nagich mężczyzn była ozdobiona licznymi tatuażami smoków, lwów, tygrysów i lokalnych bóstw w kolorach czerwonym i niebieskim. Później, już w Edo, zauważył, że również Japończycy pracujący w innych zawodach, m.in.. stajenni, nosili wyłącznie przepaski biodrowe i pokryci byli tatuażami.

Po zejściu na ląd przy jego bagażu zaraz pojawili się tragarze, obaj z bakteryjnymi infekcjami skóry. Zrezygnował z ich usługi i zaczekał na kolejną, zdrową grupę mężczyzn. Po 30 minutach dotarł do urzędu celnego. Przywitali go uśmiechnięci urzędnicy celni, którzy „skłonili się niemal do podłogi i pozostali w tej pozycji przez pół minuty”. Następnie poprosili Schliemanna, żeby otworzył swoje walizki. Ten uznał procedurę za zbędną i zaoferował urzędnikom po ichibu (obowiązująca do roku 1871 srebrna lub złota moneta) dla każdego z nich za odstąpienie od niej. Mężczyźni nie przyjęli datku i zwrócili mu uwagę, że „Japończycy uważają, że zaniedbywanie obowiązków w imię gratyfikacji jest poniżej ich godności ludzkiej”. Inspekcja okazała się jednak pobieżna i Schliemann mógł w rikszy drogą pokrytą nawierzchnią z tłuczonego kamienia udać się do hotelu.

Srebrne ichibu-gin

Zauważył, że w całym miasteczku znajdują się liczne łaźnie z których Japończycy, „z pewnością najczystszy naród na świecie”, zarówno ci biedni jak i bogaci, korzystają każdego dnia. W Jokohamie i sąsiadującym z nią Edo (dziś Tokio, stolicą zostało trzy lata później) zdumiała go liczba prostytutek. W otoczonej murem i silnie strzeżonej 24h na dobę przez siły policyjne dzielnicy kurtyzan Yoshiwara pracowało wtedy ponad 100 tysięcy na wpół-zniewolonych kobiet. Wyjście poza mury bez przepustki i wysokiej opłaty nie było możliwe.

Yoshiwara, koniec XIX w.

Opisał również osobliwy incydent, który wydarzył się kilka dni później. Rząd Tokugawów ogłosił, że Siogun uda się 10 czerwca w podróż z Edo do Osaki i w tym czasie mieszkańcy i właściciele sklepów wzdłuż drogi Tokaido, którą będzie poruszał się naczelny wódz, mieli obowiązek pozostać zamknięci w swoich domach. Schliemann zapisał, że pewien nieostrożny rolnik, który został przyłapany na przekraczaniu drogi przed liczną świtą sioguna został niezwłocznie posiekany mieczem przez jednego ze strzegących dostojnika samurajów, a wraz z nim zginął żołnierz, który chwilkę wcześniej odmówił wykonania rozkazu ukarania rolnika. To zdarzenie znów rozwścieczyło oficera, który rozkazał zabić samuraja. Procesja udała się w dalszą drogę pozostawiając za sobą trzy trupy.

Droga Tokaido, r. 1865, 📷 Felice Beato

W Edo Schliemann nie potrafił znaleźć sklepów mięsnych i meblowych, za to spostrzegł bogactwo punktów sprzedaży oferujących dziwaczne nierzadko, drewniane zabawki dla dzieci i dorosłych, księgarń z tanią literaturą konfucjańską, strzelnic łuczniczych oraz niezwykle wystawnych butików z japońskim jedwabiem.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Drewniany kubek-zabawka do gry w kości z XIX wieku.
Strzelnica łucznicza
Japonia · Stany Zjednoczone

79 lat temu cesarz Hirohito pokłonił się „cesarzowi” MacArthurowi

Gen. Douglas MacArthur i cesarz Hirohito (📷 Gaetano Faillace)

Równe 79 lat temu, 29 września 1945 roku w japońskich gazetach ukazała się jedna z najsłynniejszych fotografii XX wieku. Dumny potomek bogini słońca Amaterasu, Syn Niebios, ustawił się, niekoniecznie z własnej woli, do fotografii ze swoim wrogiem, a zarazem głównodowodzącym sojuszniczymi wojskami okupacyjnymi w Japonii. W porównaniu z górującym nad nim i pewnym siebie gen. MacArthurem, wystrojony Hirohito wyglądał jak kelner serwujący posiłki w pięciogwiazdkowej restauracji. Do pierwszego spotkania pomiędzy nimi doszło dwa dni wcześniej, kilka tygodni po kapitulacji Japonii. Zarówno japoński rząd jak i dziennikarze byli oburzeni; fotografię uznano za obraźliwą dla cesarza. MacArthur nie bardzo przejął się ich uczuciami i nakazał opublikować zdjęcie we wszystkich dziennikach.

Mainichi Shimbun z 29 września 1945 r.
Asahi Shimbun z 29 września 1945 r.

Jednym z warunków kapitulacji było wyrzeczenie się przez Japończyków wiary w boskość cesarza. Fotografia ta była tylko jednym z wielu niewerbalnych sygnałów wysłanych na przestrzeni kilku dni przez MacArthura, które miały uświadomić Hirohito, że idea boskości japońskiego cesarza straciła już swój blask. 27 września w drodze na spotkanie z amerykańskim generałem kolumna trzech rządowych pojazdów, którymi poruszał się Hirohito i jego świta, została na krótką chwilę zatrzymana przez amerykańskiego żołnierza kierującego ruchem ulicznym na jednym z tokijskich skrzyżowań. Zostali potraktowani jak zwykli uczestnicy ruchu kołowego. Gdy cesarz w swojej limuzynie zajechał pod siedzibę MacArthura, ten nie pojawił się, żeby go powitać. W jego zastępstwie przywitał się z nim gen. Bonner Fellers, jeden z głównych doradców MacArthura.

Faubion Bowers, „człowiek, który uratował kabuki”

Nakrycie głowy cesarza odebrał mjr Faubion Bowers, wielki miłośnik teatru kabuki, który zauważył, że gość wyglądał na przerażonego i trzęsły się jego ręce. Odprowadził Hirohito na górę, wcześniej jednak płynną japońszczyzną nakazał zdumionej jego rozkazem dziewięcioosobowej świcie cesarza pozostać na parterze. „Tam, w progu salonu, stał MacArthur. Miał na sobie swoje zwykłe spodnie khaki, pięć gwiazdek na kołnierzyku i nie miał krawata. Ten swobodny, nieformalny wygląd był kolejnym naruszeniem protokołu cesarskiego, a nawet zniewagą, i MacArthur o tym wiedział”, napisał Arthur Herman w biografii generała pt.”Douglas MacArthur. American Warrior”.

Cesarz Hirohito w swojej limuzynie, r. 1946

Być może Hirohito faktycznie bał się o swoją przyszłość, gdyż „skłonił się nisko, bardzo nisko, skłonił się jak sługa,” pisał później Bowers. Skłonił się tak nisko, że jego dłoń ściskana w ręce MacArthura znalazła się ponad jego własną głową. Chwilę później odmówił uchwycenia filiżanki z herbatą. Być może obawiał się, że jego rozdygotana ręka jej nie utrzyma i wyleje jej zawartość. Nie odmówił za to, on, abstynent, papierosa, którego podał mu MacArthur. Chwilkę wcześniej Gaetano Faillace, osobisty fotograf MacArthura, zrobił trzy zdjęcia, w tym dwa nieudane. Na jednym MacArthur miał przymknięte oczy, na kolejnym usta cesarza były szeroko otwarte, na ostatnim, tym które przesłano prasie, obaj zaprezentowali się poprawnie.

Gen. Douglas MacArthur ląduje w Tokio. 30 sierpnia 1945 roku
Gaetano Faillace jest również autorem innej słynnej fotografii MacArthura. 20 października 1944 roku MacArthur wylądował na filipińskiej wyspie Leyte i tym samym spełnił swoją obietnicę powrotu na Filipiny.
Japonia

Japoński kretynizm i genialna adaptacja – wyznanie Akiry Kurosawy

Toshiro Mifune i Akira Kurosawa na planie Rudobrodego
Przygotowania do odparcia armii amerykańskiej
Hirohito wygłasza orędzie do narodu japońskiego
Spuszczone głowy i smutek na twarzach Japończyków wsłuchujących się w głos cesarza Hirohito
Cesarz zapowiedział nastanie ciężkich czasów pod okupacją wojsk alianckich
Akira Kurosawa