Lądowanie i start na słynnym hongkońskim lotnisku Kai Tak było przez pilotów samolotów pasażerskich uważane za arcytrudne. Lądowanie od strony lądu wymagało 47° skrętu w prawo na niskiej wysokości 150 metrów lub niżej, przelotu między wieżowcami, kilkadziesiąt metrów nad budynkami mieszkalnymi i wg punktów orientacyjnych w terenie. Pomimo tego do dziś wielu mieszkańców miasta oraz cudzoziemców, którzy mieli okazję doświadczyć lądowania na Kai Tak, mile wspomina trzymający w napięciu moment zbliżania się samolotów do wieżowców. Wielu pasażerów lecących do Hongkongu tylko dla tego manewru wybierało siedzenia przy oknach po prawej stronie kabiny pasażerskiej. Dawały one najbardziej spektakularny widok. Nie mniej fascynująca była obserwacja nisko przelatujących nad budynkami samolotów z poziomu ulic miasta.
Drogę do pasa startowego blokowało wzgórze Lion Rock, stąd wynikała potrzeba nagłego skrętu podczas ładowania. Piloci Cathay Pacific z Hongkongu mieli sporo praktyki i doświadczenia w lądowaniu i starcie z Kai Tak. Dla pilotów zagranicznych linii lotniczych, zwłaszcza w warunkach silnego wiatru, deszczu lub niskiego pułapu chmur stanowiły wyzwanie. 6 lipca 1998 r. główny węzeł lotniczy miasta zamknął swoje podwoje, przenosząc usługi do nowego, większego i bardziej eleganckiego międzynarodowego lotniska w Chek Lap Kok. Kai Tak służył mieszkańcom Hongkongu przez 73 lata i był czymś w rodzaju symbolu miasta.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Czy męski zarost może mieć negatywny wpływ na młodych ludzi, a nawet stanowić zagrożenie dla porządku publicznego? Kiedy na początku 1972 roku hongkoński magazyn opublikował zdjęcie Bruce’a Lee z tygodniowym zarostem na twarzy, wielu mieszkańców Hongkongu nie kryło zaskoczenia. Hongkońskie media wyraziły z tego powodu niezadowolenie, a nawet zaniepokojenie: „Jego kwieciste koszule, wielobarwne spodnie, sportowe buty i sandały już zainspirowały wielu naśladowców, ale któż by się spodziewał, że ta świeżo upieczona, ledwie trzydziestoletnia supergwiazda zapuści brodę? W gruncie rzeczy broda Bruce’a z niczym nie kojarzy się tak bardzo jak z hipisami, którzy wywołali ostatnio tak wielkie zamieszanie w Ameryce” pisał dziennik „Radio and Television Daily”. (za: Matthew Polly, „Bruce Lee”) Zarzucano mu wichrzycielstwo i bezmyślne naśladowanie amerykańskiego stylu życia. Niechętnym okiem na jago rozwijającą się karierę na Zachodzie patrzyli jego były mistrz Ip Man, który nazwał swojego najsłynniejszego wychowanka „karierowiczem”, oraz znajomi ze szkoły Wing Chun. Jak było faktycznie? Bruce Lee po przymusowym wyjeździe do Ameryki w wieku 18 lat odkrył nagle, że może tam sobie pozwolić (jak wielu innych Azjatów przed nim i po nim), na większą spontaniczność i swobodę w angażowanie się w działania, które odzwierciedlają jego tłumioną w konfucjańskich społeczeństwach wyjątkową osobowość, jego wartości, przekonania i potrzeby.
Może dążyć do realizowania swojego potencjału i rozwijania talentu. Zrywa ze sztywnymi regułami tradycyjnych chińskich sztuk walki i tworzy własny styl walki, za co również później obrywa mu się w Hong Kongu. Zapuszcza brodę, zmienia fryzurę, ubiera się zgodnie z własnymi potrzebami. W Ameryce nikt nie zwraca na to uwagi, ale dla wielu Chińczyków zatracił swoją chińską tożsamość. Hongkong i chińska kultura go ukształtowały, ale jego talent mógł się w pełni rozwinąć i rozkwitnąć dopiero w połączeniu z zachodnimi ideałami. Bruce Lee zmarł w młodym wieku 32 lat równo 50 lat temu (20 lipca 1973 roku), ale po dziś dzień podejście Chińczyków z Hongkongu do życia i kariery ich największej gwiazdy show-biznesu jest zastanawiająco ambiwalentne. Wróble na dachu ćwierkają, że przyczyną, dla której włodarze tego miasta nigdy nie palili się do idei stworzenia muzeum Bruce’a Lee są jego niezupełnie chińskie korzenie. W żyłach mistrza sztuk walki płynęła chińska, brytyjska i żydowska krew.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Maria Teresa Nam Phuong – ostatnia cesarzowa Wietnamu, żona cesarza Bao Dai. Urodziła się w roku 1914 w bogatej katolickiej rodzinie. W wieku 12 lat zostaje wysłana do Francji, a do Wietnamu powraca po ukończeniu elitarnej, katolickiej szkoły średniej i wkrótce na przyjęciu zorganizowanym w miasteczku Dalat poznaje młodego cesarza Wietnamu, który na tron wstąpił w r. 1926 w wieku 13 lat.
Bao Dai, ca. 1928
Bao Dai jest zauroczony 18-letnią dziewczyną. Rodzina królewska oraz wietnamska prasa nie są jednak zachwycone wyborem 21-letniego władcy. Wykształcona we Francji, a w dodatku pobożna katoliczka nie bardzo pasuje do wyznającego buddyzm cesarza. Podsuwają mu pod nos inne kandydatki na żonę, ale cesarz zapatrzony w piękną Marię Teresę nie jest nimi zainteresowany (niemalże identyczna sytuacja będzie miała miejsce 24 lata później w Japonii, gdy przyszły cesarz Akihito zakocha się w wykształconej w katolickiej szkole dziewczynie z ludu).
Maria Teresa Nam Phuong, ca. 1933
Pragnie spędzić z nią resztę życia i już planuje ślub. Przyszła cesarzowa nie zgadza się zmienić wyznania i za pośrednictwem kurii prosi Watykan o zgodę na poślubienie niekatolika. Watykan wyraża zgodę, ale stawia warunek: dzieci muszą być wychowane w wierze katolickiej. Bao Dai nie przywiązywał szczególnej wagi do swojej wiary, idzie więc na rękę przyszłej żonie. Tak szybko i bez sprzeciwu? Pojawiły się wątpliwości, czy cesarz wywiąże się z obietnicy. Może zapragnął tylko przechytrzyć Watykan?
Ostatni ślub cesarski w Wietnamie
Z czasem okaże się, że Bao Dai dotrzymał danego słowa. Ostatni cesarski ślub w Wietnamie trwa cztery dni i 20 marca 1934 roku podczas buddyjskiej ceremonii para wstępuje w związek małżeński. W roku 1945 zawierucha komunistyczna wymusza na Bao Dai abdykację, a dwa lata później Maria Teresa wraz z dziećmi emigruje do Francji, gdzie umrze na atak serca w roku 1963 w wieku zaledwie 49 lat. W roku 1972 mieszkający od 1955 roku we Francji były cesarz Bao Dai staje na ślubnym kobiercu z katoliczką Monique Baudot, a 16 lat później przechodzi na katolicyzm.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Maria Teresa z piątką swoich dzieciBao Dai z żoną Monique Baudot
Słynna fotografia śmiejącego się Chińczyka z początku XX wieku od ponad 100 lat nie przestaje budzić emocji. Wykonana przez nieznanego autora, wraz z 142 innymi fotografiami została pozyskana przez niemieckiego antropologa i orientalistę Bertholda Laufera podczas jego wyprawy do Chin w latach 1901-1904. W czym tkwi problem? W owym czasie fotografia portretowa była traktowana z pełną powagą i ludzie rzadko uśmiechali się pozując do zdjęcia, a szeroki uśmiech z odsłoniętymi zębami nie pojawiał się jeszcze na fotografiach. Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Yorku, które jest właścicielem fotografii „najszczęśliwszego Chińczyka”, odrzuca jednak zarzuty malkontentów, że jest ona fałszywa. Wszystkie 143 zdjęcia (można je obejrzeć na stronie internetowej muzeum) zostały razem zebrane przez niemieckiego antropologa i wysłane na Zachód.
„U fryzjera”. Jedna z fotografi Leufera Daimyo Shirazu Nariakira. Rok 1857
Poważna twarz samuraja na najstarszej zachowanej fotografii Japończyka (1857 r.) wynikała nie tylko ze zwyczajów panujących w owych czasach (samurajom nie wypadało okazywać słabości w miejscach publicznych), ale także ówczesnej techniki, która wymagała od fotografowanej osoby siedzenia lub stania przez kilka minut w bezruchu. Wg profesora Shigeki Iwai z Uniwersytetu Osakijskiego fotografia pojawiła się w Japonii pod koniec okresu Edo (dagerotypia w 1848 r.), ale uśmiech rozjaśnił pochmurne oblicza Japończyków na zdjęciach dopiero pod koniec okresu Meiji w roku 1911, kiedy to przedsiębiorca Motojino Makino postanowił wydawać magazyn NicoNico, w którym publikował fotografie roześmianych ludzi. Był to czas, kiedy z powodu wojny rosyjsko-japońskiej (1904-1905) i powojennej recesji ludzie nie mieli wiele powodów do radości. Szybki rozwój technologii fotograficznej na początku XX wieku oraz popularny magazyn NicoNico pomogły rozpowszechnić zwyczaj uśmiechania się Japończyków na zdjęciach.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Uśmiechnięta „nowoczesna dziewczyna” lub „moga”, ca. 1920 r.
Tokio, r. 1910. Japońska kurtyzana oiran (tayu) wraz z towarzyszącymi jej dziewczynkami kamuro pozuje do zdjęcia w dzielnicy czerwonych latarni Yoshiwara – najsłynniejszej z japońskich yūkaku (legalnych dzielnic domów publicznych w Japonii, w przeciwieństwie do okabasho – tych nielegalnych). Utworzona w 1617 roku działała aż do połowy ubiegłego wieku, a dziewczynki kamuro krzątały się po niej jeszcze 100 lat temu.
Kamuro pojawiały się u boku kurtyzan już w wieku 5, najpóźniej 10 lat. Biegały po całej dzielnicy robiąc zakupy, nasłuchując plotek, dostarczając prezenty i przekąski, nosząc zamówienia, itp. Towarzyszyły kurtyzanom także podczas spotkań z klientami. Były na ich utrzymaniu i doskonale zdawały sobie sprawę z tego, czym zajmowały się ich „starsze siostry”. Marzeniem wielu z nich było w przyszłości pójść w ich ślady. Ponieważ kamuro były również symbolem statusu, kurtyzany często zaopatrywały je w kosztowną odzież i akcesoria. Część dziewczynek było sprzedawanych do domów publicznych przez ubogich rolników, inne były oddawane przez rodziców z nadzieją na „karierę” w yukaku.
Yoshiwara, ca. 1910. Na fotografii widać kilka małych dziewczynek
Nie wszystkie kamuro stawały się kurtyzanami. Wiele zależało od kontraktu, domu publicznego dla którego pracowały, „predyspozycji” do wykonywania zawodu, umiejętności artystycznych i osobistych ambicji. Trzy największe dzielnice „uciech” (choć raczej należałoby nazwać je dzielnicami chorób wenerycznych, gdyż znaczna część prostytutek oiran i tayu tam pracujących miała kiłę) – Yoshiwara w Edo/Tokio, Shinmachi w Osace i Shimabara w Kioto, XVII-XX w. – były legalne, a władze szczegółowo regulowały zasady ich działalności. Liczba kamuro przypadająca na kurtyzanę zależała od jej rangi: kurtyzany wyższej rangi mogły sobie pozwolić na dwie, niższej jedną, a zwykłe prostytutki żadnej.
Wszystkie kamuro były dziewczynkami, ale niektóre strzyżono „na chłopców”. W jakim wieku kamuro zostawała shinzō (uczennicą na kurtyzanę)? Oficjalnie i w zależności od obowiązującego w danym roku prawa pomiędzy 15 a 18 rokiem życia, ale wiele dziewczynek znacznie wcześniej, nawet w wieku 11 lat. Umowy zawierane z ich rodzicami nie zawsze były przestrzegane, a władze przymykały oczy na łamanie prawa.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
„Jestem Amerykaninem.” Tatsuro Masuda, właściciel sklepu spożywczego Wanto Co w Oakland w Kalifornii, rozwinął ten baner 8 grudnia 1942 r., dzień po ataku Japonii na Pearl Harbor. Dwa miesiące później prezydent Franklin D. Roosevelt podpisał rozporządzenie wykonawcze nr 9066 zezwalające na uwięzienie 120 000 Amerykanów pochodzenia japońskiego, głównie z Zachodniego Wybrzeża, a wkrótce potem Masuda został internowany i osadzony w obozie w Arizonie, gdzie wraz z żoną i dziećmi spędził 2 lata.
Tatsuro Masuda z żoną i dziećmi
Jego ojciec Torasaburo, syn samuraja, wyemigrował do San Francisco w r. 1892. Znalazł tam pracę jako pomoc domowa, a następnie jako robotnik rolny w Elk Grove. Po przeprowadzce do Oakland w 1895 roku pracował w aptece przy 7th Broadway. W roku 1908 ożenił się z młodszą o 15 lat Kuni, a 8 lat później na świat przyszedł ich jedyny syn Tatsuro W tym samym roku Torasaburo otworzył sklep, który po jego śmierci w roku 1934 przejęły córki, do których po ukończeniu studiów ekonomicznych dołączył ich brat. Po wojnie rodzina Tatsuro osiadła w stanie Utah.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Rodzina Torasaburo. Pięć córek i syn Tatsuro „Wyprzedaż ewakuacyjna.” Właściciel tego sklepu w San Francisco w ramach przygotowań do internowania wyprzedaje towar. Internowani otrzymywali niewiele czasu na przygotowanie się do „ewakuacji”, co zmuszało ich do porzucenia lub wyprzedaży za grosze swojego mienia. Witryna sklepu należącego do Amerykanów pochodzenia japońskiego w Little Tokyo w Los Angeles. Właściciele dziękują swoim klientom, ale odchodzą z nadzieją na powrót w przyszłości.
Prawdopodobnie najdziwniejszy ze wszystkich autoportretów Vincenta van Gogha. Ze skośnymi oczami i wystającymi kośćmi policzkowymi zapragnął wyglądać jak japoński mnich. Wysłał go z Arles na południu Francji niecałe dwa lata przed tragiczną śmiercią w 1890 roku w prezencie Paulowi Gauguinowi, którego od dłuższego czasu usilnie namawiał do zamieszkania z nim w Prowansji. W liście do francuskiego malarza napisał: „Celowałem w postać prostego bonze (mnicha) czczącego wiecznego Buddę”. Pomysł Vincent zaczerpnął z popularnej w owym czasie we Francji książki autorstwa Pierre Loti „Pani Chryzantem”. Inspirowana przeżyciami autora powieść opowiada o małżeństwie młodego oficera francuskiej marynarki wojennej z Japonką w Nagasaki. W zamian za obraz „japońskiego mnicha,” Vincent otrzymał od Gauguina autoportret zatytułowany „Les Miserables” (Nędznicy).
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
„Les Miserables” Pierre Loti (P) z bratem Yves (L) i Okane San, 1885 r.
18 kwietnia 1906 roku San Francisco płonęło, a stary chiński świat właśnie umierał w ogniu. Jeden człowiek z ukrytym aparatem zdążył go ocalić od całkowitego zapomnienia.
📷 Arnold Genthe
San Francisco, 18 kwietnia 1906 roku. Chiński mężczyzna w jedwabnej szacie i z długim warkoczem (queue) stoi na przecięciu Sacramento i Dupont (dzisiejsza Grant Avenue). Za jego plecami właśnie zawalił się kolejny budynek, a niebo jest czarne od dymu. To jedna z ostatnich fotografii starego Chinatown – wykonana w momencie, gdy dzielnica umierała w trzęsieniu ziemi i pożarze, który strawił 80% miasta.
📷 Arnold Genthe
Autorem zdjęcia jest Arnold Genthe (1869-1942) – berlińczyk z doktoratem z filologii klasycznej, który w 1895 roku przyjechał do San Francisco jako guwerner i zupełnie przypadkiem został jednym z najważniejszych fotografów dokumentalnych Ameryki. Zafascynowało go Chinatown – labirynt wąskich uliczek, w którym w 1906 roku mieszkało około 25–30 tysięcy Chińczyków, a mówiło się tam w co najmniej pięciu dialektach (kantońskim, hakka, toisan, szanghajskim i innych).
📷 Arnold Genthe
Chińczycy nie lubili być fotografowani. Uważali, że aparat kradnie duszę albo przynajmniej godność. Genthe wpadł więc na genialny i trochę nieetyczny pomysł: ukrywał aparat pod płaszczem, używał obiektywu z bardzo krótką ogniskową i fotografował z biodra albo przez dziurę w kieszeni. Dzięki temu powstało około 200 unikalnych kadrów – jedynych, jakie przetrwały z Chinatown sprzed katastrofy.
📷 Arnold Genthe
Te zdjęcia to nie tylko dokument. To jedyny wizualny ślad świata, który był wtedy uważany za najgorszą spelunę Zachodniego Wybrzeża: ciasne uliczki pełne palarni opium, domów publicznych, tongów walczących o wpływy, hazardu i handlu żywym towarem. Jednocześnie był to świat żywy, barwny i dumny – dzieci w jedwabnych czapeczkach, kupcy z wachlarzami, starcy palący długie fajki, kobiety w haftowanych tunikach, które prawie nigdy nie pokazywały twarzy na ulicy.
📷 Arnold Genthe
Po pożarze władze San Francisco poważnie rozważały, żeby już nigdy nie oddać tej ziemi Chińczykom. Planowano przesiedlić ich na odległe Hunters Point i zbudować tam „nową, higieniczną” dzielnicę dla imigrantów. Chińczycy jednak zagrozili masowym wyjazdem z USA (a ich praca była miastu potrzebna) i jednocześnie sami zebrali pieniądze na odbudowę. Zaprojektowali nowe Chinatown tak, żeby przyciągało turystów: pagody, latarnie, złote smoki, neony. Tak narodziła się pocztówka, którą znamy do dziś.
📷 Arnold Genthe
Zdjęcia Genthe’a są więc podwójnie bezcenne. Pokazują świat, który Amerykanie chcieli wymazać – i jednocześnie świat, który Chińczycy uratowali na własnych warunkach. Bez tych kadrów wiedzielibyśmy o starym Chinatown tylko z policyjnych raportów i rasistowskich pamfletów. Dzięki Genthe’owi widzimy twarze: spokojne, godne, czasem nieufne, czasem zaciekawione.
📷 Arnold Genthe
Dziś, gdy spacerujemy po Grant Avenue wśród sklepów z jadeitem i dim-sumami, warto pamiętać, że pod tymi wszystkimi neonami i czerwonymi lampionami leżą popioły prawdziwej dzielnicy – tej, którą sfotografował berliński doktor filozofii z ukrytym aparatem. I że to właśnie ona, spalona i niechciana, dała początek jednej z najsłynniejszych „atrakcji turystycznych” Ameryki.
Mowa ciała Japończyków potrafi być fascynująca i enigmatyczna. W zeszłym tygodniu nagrałem kilka scenek z życia mieszkańców Tokio i dwie z nich poddałem szczegółowej analizie pod kątem zachowań niewerbalnych. Dlaczego tak trudno obcokrajowcom (nawet jeśli sami uważają, że jest inaczej) zaadoptować się do niewerbalnych zasad obowiązujących w Japonii. Jaki wpływ na zdrowie psychiczne Japończyków (i Koreańczyków) ma ich szczególny stosunek do dotyku. Jakie dwa drobne szczegóły odróżniają ukłon wyrażający szacunek od wywyższania się. W przednowoczesnej Japonii nauka etykiety i zachowań społecznych zaczynała się już w wieku niemowlęcym. W jaki sposób? Na te i więcej pytań odpowiadam w dzisiejszym filmie. Zapraszam.
Japońskie ruchome ekrany shoji wyróżniają się estetyką i oryginalnością, ale są delikatne i przez to niekoniecznie dobrze komponują się w domu z kotami. Wg Japońskich felinologów (specjaliści od kotów) przyczyna leży w naturze tych zwierząt. 1. Szeleszczący dźwięk papieru oraz jego tendencja do odkształcania się pobudzają kocie instynkty. Papier shoji (ginwashi / kinwashi) jest jak trawa i dobiegające z niej intrygujące szelesty. 2. Koty są z natury drapieżnymi i ciekawskimi zwierzętami i uwielbiają patrzeć na świat przez mniejsze i większe dziury. Dodatkowo pozbawione papieru drewniane ramki ekranów shoji doskonale imitują drzewa i zachęcają do wspinania się po nich. 3. Koty, w tym domowe, mają potrzebę patrolowania swojego terytorium i jeśli pojawiającą się na ich drodze przeszkodę da się usunąć, tak też uczynią. 4. Znudzonym, pozbawionym uwagi właściciela, zabawek i stymulacji fizycznej i intelektualnej kotom ekrany shoji zapewniają doskonałą rozrywkę. 5. Koty mają naturalną tendencję do drapania i oznaczania swojego terytorium, a shoji doskonale się do tego nadaje.