Azja · Chiny · Japonia · Korea Południowa

„Psom i Chińczykom wstęp wzbroniony”

Japoński właściciel włoskiej restauracji w Tokio (👆) zdecydował, że z powodu „częstych przypadków przemocy i nękania pracowników” nie będzie obsługiwał koreańskich i chińskich klientów. Koreańczycy poczuli się urażeni i media koreańskie piszą o gwałtownej reakcji mieszkańców kraju, jednakże dyskryminacja cudzoziemców ma długą tradycję w całej Azji Wschodniej, nie tylko w Japonii.

(👆) W roku 2013 w oknie restauracji w Pekinie pojawiła się wywieszka informująca turystów łamaną angielszczyzną, że „nie obsługuje się Japończyków, Filipińczyków, Wietnamczyków i psów”. W tym przypadku właściciel restauracji odmawiał serwowania posiłków klientom pochodzącym z trzech krajów zaangażowanych w spory terytorialne z Chinami.

(👆) Napis informujący o niesprzedawaniu artykułów tytoniowych i alkoholu obcokrajowcom pojawił się kilka lat temu w witrynie jednego z koreańskich sklepów spożywczych, a w 2016 roku bar w popularnej wśród młodzieży i studentów seulskiej dzielnicy Hongdae swoją decyzję o ograniczeniu obsługi wyłącznie do Koreańczyków tłumaczył barierą językową (👇).

(👇) Niektóre z wywieszek potrafią być nawet całkiem zabawne, jak choćby ta informująca, że z 47 przypadków złamania przez klientów japońskich mieczy, aż 42 dotyczyły zagranicznych turystów, którzy, w przeciwieństwie do winnych niezgulstwa Japończyków, nigdy za swój czyn nie przeprosili. „Nienawidzimy zagranicznych turystów. Wynocha.”


Pomimo tego, że we wszystkich trzech krajach regularnie dochodzi do skandali związanych z dyskryminacją cudzoziemców, wielu Azjatom najbardziej w pamięci utkwił incydent, który nigdy się nie wydarzył. Przynętę połknął nawet Bruce Lee, który w filmie „Wściekła pięść” z roku 1972 rozbija efektownym kopnięciem drewnianą tabliczkę informującą mieszkańców Szanghaju, że „Chińczykom i psom wstęp wzbroniony”.

Kadr z filmu „Wściekła pięść”
Bruce Lee jednym uderzeniem stopy rozprawia się z antychińskimi nastrojami w Szanghaju

Do dziś wielu Chińczyków sądzi, że takie tabliczki rzeczywiście umieszczano przy bramach prowadzących do parków. Jak piszą autorzy artykułu „Zakaz wstępu psom i Chińczykom w Szanghaju” przez kilkadziesiąt lat, aż do roku 1928 większość Chińczyków faktycznie miała zakaz wstępu do parków administrowanych przez Radę Miejską Szanghaju (założona w roku 1854 przez grupę w większości brytyjskich i amerykańskich przedsiębiorców, w celu zarządzania dzielnicą obcokrajowców Shanghai International Settlement). Zakaz dotyczył także wprowadzania psów, gry w piłkę, jazdy na rowerze i dewastowania zieleni i był rygorystycznie egzekwowany zwłaszcza w pierwszych trzech dekadach XX wieku, jednakże brak jest dowodów na to, że kiedykolwiek miało miejsce zestawienie w jednym zdaniu zakazu korzystania z parku przez Chińczyków i psy.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Tablica informacyjna z parku w Szanghaju, rok 1917
Szanghaj, koniec lat 20. XX wieku.
Japonia

Japoński kretynizm i genialna adaptacja – wyznanie Akiry Kurosawy

Toshiro Mifune i Akira Kurosawa na planie Rudobrodego
Przygotowania do odparcia armii amerykańskiej
Hirohito wygłasza orędzie do narodu japońskiego
Spuszczone głowy i smutek na twarzach Japończyków wsłuchujących się w głos cesarza Hirohito
Cesarz zapowiedział nastanie ciężkich czasów pod okupacją wojsk alianckich
Akira Kurosawa
Japonia · Stany Zjednoczone

Tacki na pieniądze i inne analogie pomiędzy Japonią a amerykańskim Południem

Karyton (カルトン)

Robiąc zakupy w Japonii zazwyczaj nie podajemy pieniędzy bezpośrednio do ręki sprzedawcy, lecz kładziemy je na specjalnej tacce zwanej karyton – od francuskiego słowa „carton” oznaczającego pudełko tekturowe. W identyczny sposób zwróci nam resztę sprzedawca. Wg japońskich historyków bankowości karyton został po raz pierwszy użyty ponad 100 lat temu i wbrew temu co sądzi większość Japończyków (i w identyczny sposób tłumaczy większość społecznych zachowań Japończyków) nie był związany z okazywaniem szacunku klientom, lecz niechęcią wobec kontaktu fizycznego z obcymi ludźmi.
Niektórzy Japończycy utrzymują, że zwyczaj ten obowiązuje wyłącznie w Kraju Kwitnącej Wiśni, jednakże i w Polsce korzysta się często z podstawków do wydawania reszty, a jak pisze amerykański historyk William J. Cooper w książce „The American South” („Amerykańskie Południe”) zwyczaj kładzenia pieniędzy na ladzie obowiązywał przez wiele lat na Południu USA.

Nawet najdrobniejszy kontakt fizyczny pomiędzy białymi a czarnymi był tabu. Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku kiedy czarny płacił za zakupiony towar miał obowiązek pieniądze kłaść na ladzie, a nie przekazywać je białemu sprzedawcy z ręki do ręki, jak czyni się dzisiaj, zwłaszcza, jeśli za ladą stała biała kobieta. W ten sam sposób sprzedawcy zwracali resztę czarnym.

Możemy dostrzec również inne analogie w zwyczajach i zachowaniach obowiązujących pomiędzy grupami uprzywilejowanymi, a uciskanymi w przednowoczesnej Japonii i na amerykańskim Południu. Podobnie jak Japończycy niżej urodzeni w kontaktach z przedstawicielami arystokracji, czyli samurajami, czarni na Południu mieli obowiązek zniżania wzroku podczas rozmowy z białymi, stosować zwroty grzecznościowe typu „Mister,” „Missus,” czy „Miss” czy okazywać specjalny szacunek przy przywitaniu. Japończycy odrzucili podział klasowy w roku 1871, choć jego pozostałości utrzymują się do dzisiaj, m.in. w dyskryminacji mniejszości społecznej Burakumin oraz niechęci do mieszkańców Okinawy. Prawa Jima Crowa ograniczające kontakty białych z czarnymi zostały zniesione w roku 1964.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Burakumin
Chiny · Stany Zjednoczone

Wojna chińskich gangów w Nowym Jorku

Nowy Jork, lata 20. XX w. Chiński marynarz zostaje aresztowany za próbę przemytu opium (👆). Od końca XIX wieku do połowy lat 20. wieku XX chińska dzielnica w Nowym Jorku była areną gangsterskiej aktywności, przemocy, handlu narkotykami, hazardu i przemytu chińskich migrantów.
W roku 1870 w Wielkim Jabłku mieszkało prawdopodobnie nie więcej niż 100 Chińczyków. 20 lat później było już ich kilkanaście tysięcy. Większość z nich znajdowała zatrudnienie w pralniach lub na targowiskach prowadzonych przez chińskich imigrantów, z których tylko garstka posiadała amerykańskie obywatelstwo i sprawnie posługiwała się językiem angielskim. Z czasem, podobnie jak w innych amerykańskich miastach zamieszkałych przez chińską diasporę, zaczęły organizować się tam nieoficjalne struktury samorządowe silnie powiązane z półświatkiem. Rywalizacja pomiędzy dwoma gangami stała się przyczyną rozlewu krwi, z którym nie potrafiła sobie poradzić skorumpowana nowojorska policja.

Tom Lee

Na czele grupy On Leong stał Tom Lee, imigrant z Chin, nieoficjalny burmistrz kształtującego się Chinatown, który prowadził nielegalne jaskinie hazardu, palarnie opium i skutecznie przemawiał do kieszeni policjantów i dziennikarzy. Jego rywalem był trzydzieści lat młodszy i bezwzględny Young Mock Duck, przywódca gangu Hip Sing Tong.

Young Mock Duck

Do pierwszego morderstwa doszło w roku 1900 na ulicy Pell, co doprowadziło do eskalacji przemocy. W roku 1905 w trakcie przedstawienia w Chińskim Teatrze przy ulicy Doyers siepacze Hip Sing otworzyli ogień do członków konkurencyjnego gangu zabijając czterech z nich, a przy okazji dwóch przypadkowych widzów, jednakże dopiero inne morderstwo wywołało w NYC gwałtowną falę niechęci mieszkańców miasta do Chińczyków.

Skrzyżowanie ulic Pell i Doyers, ok 1910 r.

W roku 1909 w mieszkaniu pracownika chińskiej restauracji znaleziono zwłoki Elsie Sigel, zaledwie 19-letniej białej misjonarki i wnuczki znanego weterana wojny secesyjnej, generała Franka Sigela. Rząd federalny wkroczył jednak do akcji dopiero w roku 1925 po zamordowaniu dwójki gangsterów z grupy On Leong zmarłego 7 lat wcześniej Toma Lee. Agenci federalni nie przejmowali się takimi „błahostkami” jak prawa człowieka czy nakaz aresztowania i przymykali każdego Chińczyka, który mógł mieć cokolwiek wspólnego z wojną gangów. Taktyka ta okazała się skuteczna i wkrótce w Chinatown zapanował spokój.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Ul. Pell, 1899 r.
Pogrzeb Toma Lee, 1918 r.
Polinezja

Paul Gauguin na Tahiti

Tahitanki na plaży, 1891 r. Muzeum Orsay w Paryżu.

Większą część ostatnich dwunastu lat swojego życia malarz Paul Gauguin spędził na Tahiti oraz Markizach – wyspach wchodzących w skład Polinezji Francuskiej. W roku 2004 Adnan Sezer, paryski marszand, odkrył niewielki album ze zdjęciami zrobionymi na Tahiti pod koniec XIX wieku, który zawierał fotografie grupy Europejczyków wraz z lokalnymi kobietami. Po dokładniejszej analizie fotografii okazało się, że na dwóch z nich może znajdować się słynny francuski malarz. Byłyby to jedyne znane fotografie Gauguina wykonane na Tahiti. Zdjęcia datowane na rok 1896 przedstawiają mężczyznę w średnim wieku w towarzystwie ubranych w długie, wprowadzone na początku XIX wieku przez chrześcijańskich misjonarzy, suknie kobiet, do których, zwłaszcza tych bardzo młodych, francuski artysta miał wyraźną słabość.

Na pierwszej fotografii (☝️) ściska on i całuje uśmiechniętą dziewczynę, być może jego młodziutką vahine (w języku tahitańskim pani, kobieta, żona) Pahurę, drugim zaś ramieniem obejmuje inną niewiastę. Na drugiej (👇) mężczyzna pozuje spoczywając na leżącej kobiecie.

Gauguin to czy nie Gauguin? Eksperci podzielili się w tej kwestii na dwa obozy. Pierwsza grupa to ci, którzy przekonani są (wśród nich znajduje się Caroline-Boyle Turner, autorka książki o francuskim malarzu), że mężczyzna przedstawiony na fotografiach to jednak słynny malarz. Wystarczy – jak twierdzą – porównać obie fotografie z jego autoportretami oraz fotografiami artysty wykonanymi we Francji, tym bardziej, że w albumie znajduje się także znane wcześniej zdjęcie jego domu w Punaauia (👇 Miasto na Tahiti), a opisane jako „Habitation du peintre Gauguin” (Dom malarza Gauguina).

Druga grupa, to ci, dla których, pomimo widocznych podobieństw, analiza porównawcza nie jest wystarczającym dowodem i domagają się czegoś więcej.
W roku 1882 37-letni Gauguin porzuca pracę i decyduje się poświęcić malarstwu. Odezwała się w nim natura wagabundy i zanim wyruszył w swoją pierwszą podróż na Tahiti, mieszkał m.in., w Kopenhadze, Paryżu, Pont-Aven, włoskim San Salvo, Panamie, na karaibskiej Martynice oraz w nieistniejącym już słynnym Żółtym Domu (👇 van Gogh 1888) w Arles wraz z Vincentem van Goghiem, który właśnie podczas jego pobytu w Prowansji poważnie zranił się w ucho.

Po 63-dniowej podróży z Marsylii na początku czerwca 1891 r. dociera do Tahiti, przywożąc ze sobą europejską cywilizację, od której tak bardzo pragnął się uwolnić. Powraca do Francji w r. 1893, jednak stęskniony za Tahiti i swoją tahitańską „żoną” wraca na wyspę dwa lata później, by przekonać się, że jego nastoletnia, urodzona na wyspach Cooka vahine Teha’amana (👇) porzuciła go dla tubylca. Wkrótce znajduje sobie kolejną nastolatkę, niespełna piętnastoletnią Pahurę, która jednak kilka lat później nie zgadza się towarzyszyć mu podczas jego przeprowadzki na odległe o 1500 km od Tahiti Markizy i francuski malarz wchodzi w związek z kolejną nastolatką – Vaeoho. Umiera na atak serce 8 maja 1903 roku.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Teha’amana ubrana w suknię holoku
Nafea faa ipoipo, 1892 r., został w r. 2015 sprzedany za 210 mln dolarów
Autoportret z Żółtym Chrystusem, 1890, namalowany w przeddzień pierwszej podróży Gauguina na Tahiti
Japonia · Wielka Brytania

Krótka analiza sygnałów niewerbalnych cesarza Naruhito w Londynie

Japońska para cesarska w Westminster Abbey (📷 Mainichi)

„Jest tak miła, że sprawia, że nie zauważam upływu czasu” powiedział kiedyś o swojej żonie, cesarzowej Masako, obecny cesarz Japonii Naruhito. Nawet w ruchach ich ciał można często dostrzec wiele synchroniczności i harmonii, jak chociażby podczas ich wczorajszej wizyty w Opactwie Westminsterskim, kiedy ich głowy zgodnie pochyliły się delikatnie w tym samym momencie. Japońska para cesarska przybyła do Wielkiej Brytani z kilkudniową wizytą państwową, nadarzyła się więc znów okazja, aby przyjrzeć się zachowaniom tej dwójki najsympatyczniejszych Japończyków oraz brytyjskiego monarchy.

(📷 Daily Mail)

Zawsze uśmiechnięty cesarz wyraźnie czuł się dobrze i swobodnie w towarzystwie króla Karola, z którym niemalże, jeśli tylko nadarzyła się okazja, nieustannie konwersował, a ich tułowia były skierowane do środka, w stronę rozmówcy, co wskazuje na niemały stopień zażyłości pomiędzy nimi. W końcu znają się już od kilkudziesięciu lat, a studiujący w Oksfordzie w latach 1983-1985 Naruhito poznał angielskie zwyczaje oraz język Szekspira. Harmonijne, niemalże lustrzane odbicia ciał japońskiej pary można było dostrzec podczas bankietu w trakcie przemówienia brytyjskiego monarchy, kiedy oboje uważnie wsłuchiwali się w słowa Karola w sposób zalecany przez specjalistów od komunikacji interpersonalnej – nie tylko uszami, ale także oczami. Cesarz japoński kiwając głową aktywnie uczestniczył w przemówieniu króla Karola.

Niemalże każde z licznych spojrzeń Brytyjczyka w kierunku cesarza było przez niego dostrzeżone i potwierdzone skinieniem głowy. Karol kilka razy odwdzięczył się tym samym w trakcie przemówienia Naruhito. Japończycy w ogóle słyną z tego gestu, o czym można się było przekonać obserwując innych japońskich gości uczestniczących we wtorkowym bankiecie.

Komplementarny materiał filmowy można obejrzeć na moim koncie na X (d. Twitter)

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

(📷 Getty)
Japonia

Etykieta korzystania ze schodów ruchomych w Japonii oraz jej geneza

Japonia.☝️Długa na kilkadziesiąt metrów kolejka do lewej strony schodów ruchomych, strony, która nie wymaga wspinania się po nich, podczas gdy druga, zarezerwowana dla spieszących się pasażerów metra pozostaje zupełnie pusta. Komentarze pod filmem na temat tego zachowania Japończyków są różne: uprzejmi, liczący się z innymi, praktyczni, nieproduktywni, konformistyczni, przemęczeni, zbyt leniwi, by wspiąć się po kilkudziesięciu stopniach… Leniwi? W rzeczywistości ludzki mózg bardzo nie lubi marnować energii i zazwyczaj stara się ją konserwować, natomiast nawyk ustawiania się po jednej stronie schodów tak bardzo się wśród Japończyków utrwalił, że wszelkie próby jego zmiany na razie są mało skuteczne.

Tokyo Taisho, 1914 r.

Pierwsze schody ruchome w Japonii zainstalowano w roku 1914 na wystawie Tokyo Taisho. Zawsze uprzejmi i mający wzgląd na innych Japończycy natychmiast, zgodnie z japońską etykietą poruszania się po chodniku, zaczęli ustawiać się po lewej stronie schodów umożliwiając spieszącym się do pracy ludziom swobodny ruch… Brzmi to wiarygodnie, ale nie jest zgodne z prawdą, gdyż mniej więcej do końca lat 50., cechował Japończyków spory luz w porównaniu ze spiesznymi i neurotycznymi latami 60 (spory wpływ na zmianę mentalności Japończyków miało przyznanie Tokio w r. 1959 organizacji Igrzysk Olimpijskich 1964 r.).

Osaka, 1960 r. Klienci domu towarowego w dzielnicy Chuo stoją po obu stronach ruchomych schodów.
Tokijczycy zajmują obie strony schodów ruchomych. 1953 r.

Minęło więc ponad pół wieku, zanim zaczęto w Japonii poruszać temat etykiety korzystania ze schodów ruchomych. Wg profesora Uniwersytetu Edogawa Shoichi Toki po raz pierwszy Japończycy zaczęli ustawiać się po… prawej stronie schodów ruchomych w Osace na stacji Hankyu Umeda w roku 1967. Był to okres, kiedy w Japonii zaczęła tworzyć się kultura pracoholików (przyjmuje się, że pierwszy Japończyk zmarł z przepracowania – karoshi – w roku 1969) i pracownicy stacji zaczęli prosić podróżnych o ustawianie się po prawej stronie, aby ułatwić przemieszczanie się spieszącym się do pracy białym kołnierzykom. W Tokio jeszcze później, gdyż, wg prof. Toki, dopiero około roku 1989 zaczęto praktykować stawanie po lewej stronie na stacji Shinbashi. Skąd ta różnica pomiędzy Tokio a Osaką? Naturalna dla Japończyków jest lewa strona, ale przygotowująca się do wystawy Expo 1970 i przyjęcia tysięcy zagranicznych turystów z Europy i USA Osaka postanowiła przystosować ruch do obowiązujących na obu kontynentach zasad.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Dziś mieszkańcy Osaki stają po prawej stronie schodów,
podczas gdy Tokijczycy preferują stronę lewą.
Chiny · Polska · Stany Zjednoczone

Przechadzka Henryka Sienkiewicza po chińskiej dzielnicy w San Francisco oraz jego nieeleganckie dygresje na temat kobiet

Chiński handlarz w Chinatown w San Francisco (SF), ok. 1900 r.

Wprawdzie młody Henryk Sienkiewicz w trakcie swoich amerykańskich wojaży (1876-1878) do Teksasu nigdy nie dotarł, ale za to pisał o chińskich imigrantach w Ameryce, w tym o Chinkach, które, jeśli wierzyć jego słowom, gdyż potrafił czasami bujać na skrzydłach fantazji, swoimi stopami ogrzewały w nocy jego własne zmarznięte stopy. W liście pisanym z Kalifornii do swojego przyjaciela Daniela Zglińskiego pisarz zdobył się na wyjątkową szczerość. Dziś jego słowa uznalibyśmy za nieprzyzwoite i obelżywe, ale warto myślę je przytoczyć: „Tego interesu, który Pan lubisz nad wszelki statek ziemski, wprawdzie czasem brak – ale Chinki zastępują go, jak mogą. Tylko moja skromność, tylko wszelki brak miłości własnej wstrzymuje mnie od pochwalenia się przed Wami, ile razy…”. Dalej możemy przeczytać, że „Chinki się golą, ale nie dość często, skutkiem tego ‚ten interes’ wygląda jak twarda szczotka”.

Chińska telefonistka w SF Chinatown

Twierdził również, że do jego „tipi” zaglądała Indianka, jednakże ani Chinki, ani Indianki nie mogły równać się z Murzynkami: „Powiadam Wam: klękajcie narody. Panie! Sprowadź Pan sobie koniecznie chociaż kominiarza, żeby nabrać pojęcia o tych rozkoszach”. Miał za to Sienkiewicz to wyjątkowe szczęście spacerować uliczkami starego Chinatown w San Francisco, zanim nie strawił tej dzielnicy pożar w roku 1906. „Dziwne wrażenie robi tu ta ludność gwarna i ruchliwa, ubrana w jednakowe kostiumy, o cerze żółtej, skośnych oczach i długich, sięgających ziemi warkoczach.”

SF Chinatown, 1898 r.

Zauważył, że z wyjątkiem patrolujących ulice policjantów, niewielu spotyka się w Chinatown ludzi białych. Pisał, że w godzinach wieczornych w okolicach chińskiego teatru zbiera się chuliganeria z całego miasta i często dochodzi do bójek pomiędzy nimi a Chińczykami. Chińczycy wg Sienkiewicza nie wchodzili w drogę białym, ale „między sobą […] kłócą się dość często i równie często kłótnie kończą się pchnięciem noża”. Sprawiali również sporo kłopotów stróżom prawa: „Skłonni są także dosyć do kradzieży”. Wszyscy mieszkańcy dzielnicy podobni są do siebie „jak dwie krople wody” i nieskorzy do współpracy z policją. Dostrzegł wszechobecną wśród chińskich imigrantów biedę: „Cała też ludność chińska prowadzi życie lada jakie, niechlujne i niezdrowe.

Palarnia opium, SF Chinatown, ok. 1900 r.
Chiński rzeźnik i sklep spożywczy, SF Chinatown, ok. 1885 r.

Mieszkania chińskie, zawsze przepełnione, są zaraźliwymi jamami, w których grasuje syfilis i ospa. Pojęć o racjonalnej higienie nie mają żadnych; jedzą byle co”, a „skąpstwo chińskie przechodzi wszelkie wyobrażenia.” Sienkiewicz nie ustrzegł się jednak hipokryzji. W liście do Zglińskiego bardzo instrumentalnie potraktował kobiety, jednak czytelnikom swoich popularnych reportaży starał się dowieść, że „moralność Chińczyków kalifornijskich stoi na dosyć niskim stopniu”. Ponieważ aż 90% Chińczyków w Chinatown to mężczyźni „kwitnie między nimi […] rozpusta”. Prosperowały nielegalne domy publiczne oraz poliandria: „Między dziesięcioma Chińczykami zajmującymi mieszkanie znajduje się jedna kobieta, żyją z nią wszyscy razem”. Twierdził, że „żółci” zabierają pracę białym, zarazem jednak zauważył, że „położone na bezpłodnych wydmach i wzgórzach piaszczystych” San Francisco Chińczykom i ich „mrówczej pracy” zawdzięcza fantastyczny rozwój sadów i ogrodów.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Henryk Sienkiewicz pozuje do fotografii przed wyjazdem na safari
Okolice Chinatown, ok. 1900 r. 📷 Arnold Genthe
Okolice Chinatown, ok. 1900 r. 📷 Arnold Genthe
SF Chinatown, 1904 r.
Stany Zjednoczone · Tajlandia · Wietnam

Zaskakujące zachowania wiceprezydenta Lyndona B. Johnsona podczas jego podróży po Azji

Lyndon B. Johnson i John F. Kennedy

Urodzony w Teksasie wiceprezydent Lyndon B. Johnson (LBJ) został zaprzysiężony na 36. prezydenta Stanów Zjednoczonych na pokładzie stojącego na lotnisku Dallas-Love Air Force One dwie godziny po tragicznej śmierci prezydenta Johna F. Kennedy’ego, pokładzie tego samego samolotu, którym kilka godzin wcześniej do Dallas przyleciał amerykański prezydent. Zarówno Kennedy jak i Johnson zaraz po zamachu na tego pierwszego zostali niezwłocznie zabrani do szpitala. Ten pierwszy z ranami postrzałowymi szyi i głowy, drugi z podejrzeniem zawału serca.

LBJ na pokładzie prezydenckiego samolotu w teksańskim Dallas

Wg historyków Johnson miał skomplikowaną osobowość, a kontrowersyjne decyzje i zachowania przysporzyły mu zarówno wielu zwolenników jak i zaciętych wrogów. Jak pisze historyk amerykańskich prezydentów Robert A. Dallek, Johnson był człowiekiem opętanym przez wewnętrzne demony. Nie cierpiał przebywać sam i zawsze potrzebował czyjegoś towarzystwa, uwagi i aprobaty. Miał nienasycony apetyt: na pracę, kobiety, władzę, jedzenie i dobra materialne. Zarówno prezydent Kennedy, jak i wiceprezydent Johnson byli niewiernymi małżonkami i kobieciarzami.

Prokurator generalny i młodszy brat JFK Robert F. Kennedy, Marylin Monroe, prezydent Kennedy

Johnson pragnął być najlepszy, przyćmić wszystkich swoich poprzedników w Białym Domu i zostać najlepszym prezydentem w historii Ameryki. Swoje uwielbienie dla władzy okazał już za czasów prezydentury Kennedy’ego, gdy podejmował irytujące prezydenta i jego brata Roberta decyzje.
W roku 1961 wiceprezydent Johnson wyruszył w tournee po sześciu krajach Azji Południowo Wschodniej. W trakcie podróży wychwala prezydenta i dyktatora Wietnamu Południowego Ngo Dinh Diem, człowieka, który rozpętał brutalną kampanię przeciwko swoim wrogom politycznym oraz buddyjskim mnichom. Kiedy ogłasza Diema „Winstonem Churchillem Azji” niektórzy zaczynają kwestionować jego zdrowy rozsądek. W Tajlandii LBJ przeprowadza konferencję prasową w piżamie o 3 nad ranem. Johnson jest towarzyski, lubi kontakt fizyczny i odczuwa szczerą sympatię do ludzi biednych i najmniej uprzywilejowanych, dlatego w Tajlandii uprasza się go o niedotykanie głów Tajów, gdyż jest to czyn w tym kraju niewłaściwy i może zostać uznany za obrazę. Wkrótce po tym ostrzeżeniu Johnson wskakuje do lokalnego autobusu i dotyka swoimi ogromnymi dłońmi (miał 193 cm wzrostu, najwyższy, wraz z Lincolnem, prezydent USA) głowy pasażerów. W Sajgonie, podczas konferencji prasowej i odpowiadając na pytania mediów w swoim dusznym pokoju hotelowym rozbiera się do naga, wyciera ręcznikiem pot z ciała i zakłada świeży garnitur. Rozpoczął interwencję wojskową na pełną skalę w Wietnamie (F), jednakże brak sukcesów, straty wśród żołnierzy amerykańskich i wietnamskiej ludności cywilnej spowodowały spadek jego popularności przez co nie zdecydował się walczyć o reelekcję w r. 1968.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Prezydent Johnson „śpiewa” wraz ze swoim, znalezionym na ulicy w r. 1966 przez jego córkę, psem Yuki. Słowo to w języku japońskim znaczy śnieg. Na prezydenta spogląda jego wnuk.
LBJ na swoim teksańskim ranczo
YouTube

Niecodzienne zdolności Japończyków i Koreańczyków

Czy Japończycy i Koreańczycy faktycznie mają wyjątkowe umiejętności czytania myśli i porozumiewania się bez słów? A może jest to tylko kolejny mit przez nich stworzony? Czy rzeczywiście kolektywistyczni Azjaci są bardziej prospołeczni od nas? Dlaczego Japończykom i Koreańczykom tak trudno wchodzić w relacje z nieznajomymi (choć sami są uważają inaczej) oraz dlaczego Japończyków tak bardzo fascynuje ich grupa krwi? Czym są poziomy świadomości i jak zwiększyć osobiste bezpieczeństwo w nie zawsze bezpiecznym świecie? Czy kształt ludzkiej czaszki może nam coś powiedzieć o zdolnościach umysłowych i cechach charakteru człowieka? O tym, i nie tylko o tym, w moim nowym filmie na kanale na YouTube. Zapraszam.