Bangkok, 1974. Roger Moore w filmie „Człowiek ze złotym pistoletem”
Roger Moore w roli Jamesa Bonda. Jedna z pamiętnych scen z filmu „Człowiek ze złotym pistoletem” z roku 1974, która pomogła podsycić zainteresowanie Tajlandią. Wielu mieszkańców Zachodu zapragnęło zobaczyć Wenecję Wschodu, jak czasami zwie się stolicę tego kraju, na własne oczy. W latach 50. ubiegłego stulecia Królestwo Tajlandii odwiedzało zaledwie kilkanaście tysięcy turystów rocznie, pod koniec lat 60. było już ich kilkaset tysięcy, a na początku kolejnej dekady ich liczba po raz pierwszy przekroczyła milion. Po drugiej wojnie światowej Tajlandia stała się sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i wspierała amerykańskie wysiłki wojenne w Wietnamie. Miało to spory wpływ na rozwój turystyki w tym kraju. W połowie lat 60. około 40 000 żołnierzy amerykańskich zostało przydzielonych do baz w Tajlandii, a wielu walczących w Wietnamie Amerykanów wykorzystywało krótki urlop (R&R, rest and recreation, odpoczynek i rekreacja) na wyjazd do tego kraju.
Dzień odpoczynku Amerykańscy marines lądują na plaży
Pozytywną tego stroną były barwne opowieści o pięknych plażach i wyspach, wspaniałym jedzeniu, cudownej pogodzie i uśmiechniętych ludziach, którymi powracający po wojnie do Stanów Zjednoczonych żołnierze dzielili się z rodziną i znajomymi. Niestety, ciemną stroną R&R była turystyka seksualna. Pattaya do lat 60 XX wieku była wciąż małą, cichą wioską rybacką, kiedy tysiące amerykańskich żołnierzy zaczęło przybywać tam w poszukiwaniu odpoczynku i zapomnienia od ciężkich i krwawych walk w sąsiednim Wietnamie, co doprowadziło do powstania jednej z największych dzielnic czerwonych latarni na świecie.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Pattaya w latach 50. XX wieku Pattaya 60 lat później
Wojna wietnamska (1964–1975) była inna niż wszystkie poprzednie. Nie chodziło tylko o gęstą dżunglę, pułapki i ataki z zaskoczenia. To był konflikt kontrowersyjny, niepopularny w domu, gdzie żołnierze wracali nie jako bohaterowie, lecz często jako kozły ofiarne protestów. Efekt? PTSD na skalę, jakiej nie widziano po II wojnie światowej czy wojnie koreańskiej.
📷 Arthur Schatz
Zespół Stresu Pourazowego (PTSD) to zaburzenie psychiczne, które rozwija się po bardzo traumatycznych przeżyciach – takich jak narażenie na śmierć, ciężkie rany czy poważne zagrożenie życia.
Wojna wietnamska (1964–1975) była wyjątkowo brutalna. Walki toczyły się w gęstej dżungli, z partyzantami atakującymi z zaskoczenia, pułapkami i moralnymi dylematami związanymi z niejasnymi celami konfliktu.
Według ważnego badania National Vietnam Veterans Readjustment Study (NVVRS) z lat 80., około 15% weteranów, którzy walczyli bezpośrednio w Wietnamie, miało PTSD. W ciągu całego życia odsetek ten sięgał nawet 30% u mężczyzn. Późniejsze badania z lat 2012–2013 pokazały, że objawy nadal występują u około 11% mężczyzn i 7–9% kobiet – nawet po 40–50 latach.
Wojna wietnamska powodowała silniejsze objawy PTSD niż wcześniejsze konflikty, jak II wojna światowa czy wojna koreańska. Powody były różne: brak wsparcia społecznego po powrocie – weterani nie byli witani jak bohaterowie, lecz często spotykali się z obojętnością, wrogością czy protestami antywojennymi. Dodatkowo system rotacji sprawiał, że żołnierze wracali do domu samotnie po rocznej służbie, bez kolegów z pola walki. To utrudniało stopniowe radzenie sobie z traumą. Kontrowersyjny charakter wojny budził poczucie winy, wstydu i alienacji, co mocno przeszkadzało w powrocie do normalnego życia. Wielu weteranów zamykało się w sobie i unikało ludzi.
📷 Arthur Schatz
Psychiatra Jonathan Shay, który przez lata leczył weteranów w ramach VA (Administracja ds. Weteranów), w książkach takich jak Achilles in Vietnam i Odysseus in America porównywał ich przeżycia do traumy bohaterów Homera. Shay opisywał, jak zdrada ideałów przez dowództwo i moralne rany pogłębiały PTSD.
U jego pacjentów trauma objawiała się w codziennym życiu w dramatyczny sposób: • Jeden weteran od ponad 20 lat nie przespał dobrze ani jednej nocy – zawsze sprawdzał drzwi i okna, wstawał 5–15 razy, by obejść dom, pełen ciągłej czujności. • Wielu trzymało broń w każdym pokoju: pistolety, noże czy kije baseballowe – „na wszelki wypadek”, gdyby „Charlie” (żołnierz Wietkongu) lub „Dink” (pogardliwe określenie Wietnamczyka) zakradł się na posesję. • Przed zapaleniem jointa niektórzy odruchowo rozglądali się wokół – pamiętali, jak koledzy zasnęli po marihuanie w trawie i zostali zaskoczeni oraz brutalnie zabici. • Zapach smażonego mięsa przypominał palących się żywcem ludzi (np. od napalmu) – wielu nie mogło normalnie jeść. • W restauracjach siadali tyłem do ściany, twarzą do drzwi, w bezpiecznym kącie. • Przechodząc obok budynków, sprawdzali dachy w poszukiwaniu snajperów. • Twarze osób azjatyckiego pochodzenia budziły gniew, agresję lub flashbacki. • Przed wejściem do publicznej toalety sprawdzali każdą kabinę – z obawy przed zasadzką.
📷 Arthur Schatz
Te zachowania to klasyczne objawy PTSD: ciągła gotowość na zagrożenie (hiperczujność), unikanie miejsc przypominających wojnę, flashbacki i koszmary, a także gniew, izolacja czy problemy z nastrojem. Często dołączały depresja, uzależnienia (np. alkohol czy narkotyki jako sposób na ucieczkę) i inne choroby.
Nawet dziś, ponad 50 lat po wojnie, wielu weteranów nadal zmaga się z tymi problemami. Badania pokazują, że brak ciepłego powitania w kraju był nie mniej silnym czynnikiem ryzyka PTSD niż sama walka. Dzięki pracom Shaya i badaniom VA lepiej rozumiemy to zaburzenie – dziś kładzie się nacisk nie tylko na leczenie (terapia, leki), ale też na zapobieganie i wsparcie społeczne dla żołnierzy. Trauma wojenna nie kończy się wraz z ostatnim wystrzałem. Dla tysięcy weteranów Wietnamu trwa do dzisiaj, przypominając o ogromnej cenie, jaką płacą ci, którzy walczą w imieniu swojego kraju.
Źródła • Shay, Jonathan (1984). Achilles in Vietnam: Combat Trauma and the Undoing of Character • Shay, Jonathan (2002). Odysseus in America: Combat Trauma and the Trials of Homecoming
Od Homera po Clausewitza wojna była przede wszystkim sztuką widzenia i słyszenia. Wietnam obalił ten dogmat. W gęstwinie, gdzie oko widziało tylko zieleń, a ucho słyszało tylko własne serce – zwycięzcą często zostawał ten, kto lepiej… wąchał.
SP4 (specialista czwartej klasy) Carl Line z Clinton w stanie Illinois pali papierosa podczas przerwy w operacji w pobliżu Thu Duc w pobliżu Sajgonu. 27 lutego 1969 r. (Fot. Kent Potter)
W klasycznej piątce ludzkich zmysłów to wzrok i słuch od wieków decydują o życiu i śmierci na polu bitwy. W Wietnamie jednak, w wilgotnej, gęstej dżungli, gdzie widoczność często spadała do kilku metrów, a każdy szelest mógł być zarówno wiatrem, jak i miną-pułapką, do głosu doszedł trzeci, niedoceniany zwykle zmysł – węch.
Amerykanie szybko nauczyli się, że w dżungli pachnie się… wrogiem.
1. Zapach Wietnamu kontra zapach Ameryki
Wietnamczycy, zwłaszcza partyzanci Wietkongu i żołnierze Ludowej Armii Wietnamu Północnego, jadali to, co mieli pod ręką: ryż, suszone krewetki, ryby, zieleninę i wszechobecny sos rybny núóc mắm. Ten ostatni – produkowany z fermentowanych przez wiele miesięcy małych sardynek lub anchois – ma zapach, który dla Europejczyka czy Amerykanina jest co najmniej intensywny, a często po prostu odpychający: ostry, słony, jakby zgniłych ryb i amoniaku jednocześnie.
Dla żołnierzy US Army i Marines ten zapach stał się sygnaturą obecności człowieka w promieniu kilkudziesięciu metrów. Wielu weteranów wspominało po latach: „Czułeś núóc mắm – wiedziałeś, że Charlie (żołnierz wroga) jest blisko”.
Z drugiej strony Amerykanie też pachleli – tylko inaczej. Mydło, krem do golenia, a przede wszystkim środki odstraszające owady, dezodoranty i woda kolońska, które żołnierze dostawali w paczkach z domu. Dla Wietnamczyków, przyzwyczajonych do naturalnego zapachu ciała i dymu z ognisk, Amerykanin w dżungli pachniał… luksusowo i obco. Wielu byłych żołnierzy NVA i Wietkongu w wywiadach po wojnie otwarcie przyznawało: „Wiedzieliśmy, że idzie GI, bo śmierdział mydłem i kremem do golenia jak burżuazyjny salon w Sajgonie”.
Wietnam Południowy, 1968: Kapral Ron Yanchar z kompanii B, 1. batalionu, 1. pułku piechoty morskiej, 3. dywizji piechoty morskiej goli się przy wejściu do swojego bunkra. (Fot. Kim Ki Sam/Stars and Stripes)
2. „Smell test” na skałach i ścieżkach
W górzystym terenie środkowego i północnego Wietnamu patrolom zdarzało się wspinać po stromych, poroślanych mchem skałach i półkach. Żołnierze z wyjątkowo czułym węchem (tzw. „bloodhounds”) wypracowali prostą metodę: przechodząc, lekko pocierali dłonią skałę lub korzeń, a później przykładali rękę do nosa. Jeśli czuć było charakterystyczny rybi zapach núóc mắm albo pot wymieszany z wietnamskim tytoniem Thuốc lào – wiedzieli, że wróg był tu niedawno, czasem zaledwie kilka godzin wcześniej.
W gęstej, wietnamskiej dżungli często pierwszym sygnałem wskazującym na obecność wroga był zapach. 4 listopada 1968 r.: amerykańscy marines patrolują dżunglę
3. Papierosy, marihuana i opium
Obie strony paliły – i obie strony się tym zdradzały. Amerykanie mieli Marlboro, Lucky Strike i Salem, Wietnamczycy – miejscowe papierosy bez filtra. Zapach amerykańskiego tytoniu niósł się dalej niż wietnamski, bo był słodszy i bardziej aromatyczny.
Środki odstraszający owady żołnierze amerykańscy często nosili na hełmach.
4. Wojna o zapach – kto próbował się zamaskować
Amerykanie dość szybko zorientowali się w problemie i w wielu jednostkach wprowadzono niepisane zasady:
zakaz używania dezodorantu, wody po goleniu i perfumowanych mydeł,
zakaz prania mundurów detergentami o zapachu (zamiast tego prano w strumieniach albo w ogóle),
niektórzy smarowali się lokalnym błotem i liśćmi, żeby „pachnieć jak dżungla”.
Wietnamczycy z kolei podobno czasami polewali swoich ludzi amerykańskim mydłem (zdobytym na jeńcach albo w porzuconych bazach), żeby zmylić psy tropiące.
5. Dziedzictwo „wojny zapachów”
Do dziś wietnamscy weterani (zarówno z Północy, jak i dawni żołnierze ARVN z Południa) wspominają, że zapach był jednym z najbardziej niezawodnych sposobów wykrywania wroga w dżungli. Amerykanie z kolei – w książkach takich jak „Chickenhawk” Roberta Masona, czy „About Face” Davida H. Hackwortha – wielokrotnie podkreślają, że w Wietnamie nauczyli się, że nosowi także warto ufać.
Amerykański żołnierz w Wietnamie przygotowuje racje żywnościowe typu C (C-rations, Combat Rations).
Maria Teresa Nam Phuong – ostatnia cesarzowa Wietnamu, żona cesarza Bao Dai. Urodziła się w roku 1914 w bogatej katolickiej rodzinie. W wieku 12 lat zostaje wysłana do Francji, a do Wietnamu powraca po ukończeniu elitarnej, katolickiej szkoły średniej i wkrótce na przyjęciu zorganizowanym w miasteczku Dalat poznaje młodego cesarza Wietnamu, który na tron wstąpił w r. 1926 w wieku 13 lat.
Bao Dai, ca. 1928
Bao Dai jest zauroczony 18-letnią dziewczyną. Rodzina królewska oraz wietnamska prasa nie są jednak zachwycone wyborem 21-letniego władcy. Wykształcona we Francji, a w dodatku pobożna katoliczka nie bardzo pasuje do wyznającego buddyzm cesarza. Podsuwają mu pod nos inne kandydatki na żonę, ale cesarz zapatrzony w piękną Marię Teresę nie jest nimi zainteresowany (niemalże identyczna sytuacja będzie miała miejsce 24 lata później w Japonii, gdy przyszły cesarz Akihito zakocha się w wykształconej w katolickiej szkole dziewczynie z ludu).
Maria Teresa Nam Phuong, ca. 1933
Pragnie spędzić z nią resztę życia i już planuje ślub. Przyszła cesarzowa nie zgadza się zmienić wyznania i za pośrednictwem kurii prosi Watykan o zgodę na poślubienie niekatolika. Watykan wyraża zgodę, ale stawia warunek: dzieci muszą być wychowane w wierze katolickiej. Bao Dai nie przywiązywał szczególnej wagi do swojej wiary, idzie więc na rękę przyszłej żonie. Tak szybko i bez sprzeciwu? Pojawiły się wątpliwości, czy cesarz wywiąże się z obietnicy. Może zapragnął tylko przechytrzyć Watykan?
Ostatni ślub cesarski w Wietnamie
Z czasem okaże się, że Bao Dai dotrzymał danego słowa. Ostatni cesarski ślub w Wietnamie trwa cztery dni i 20 marca 1934 roku podczas buddyjskiej ceremonii para wstępuje w związek małżeński. W roku 1945 zawierucha komunistyczna wymusza na Bao Dai abdykację, a dwa lata później Maria Teresa wraz z dziećmi emigruje do Francji, gdzie umrze na atak serca w roku 1963 w wieku zaledwie 49 lat. W roku 1972 mieszkający od 1955 roku we Francji były cesarz Bao Dai staje na ślubnym kobiercu z katoliczką Monique Baudot, a 16 lat później przechodzi na katolicyzm.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Maria Teresa z piątką swoich dzieciBao Dai z żoną Monique Baudot
Palenie tytoniu wśród dzieci z plemion górskich w północnej w Tajlandii jeszcze w latach 70. i 80. ubiegłego było powszechne. Żuły również mieszankę betelu, tytoniu, lipy i kory kasztanowca, co powodowało ciemnienie zębów. Khmerowie, Laotańczycy i Wietnamczycy używają tytoniu od XVII wieku, kiedy to portugalscy i holenderscy handlarze zaczęli go rozprowadzać jako podarunki lub przedmioty wymiany handlowej. Używanie tytoniu rozpowszechniło się w Azji Południowo-Wschodniej, kiedy zostało włączone do codziennych zwyczajów i rytuałów, oraz ze względu na rzekome właściwości lecznicze. Wśród członków mniejszych grup etnicznych regularne palenie tytoniu było niedopuszczalne i rzadko spotykane aż do wojny domowej w Laosie i wojny wietnamskiej (1959-1975). W tym czasie doświadczyli skumulowanego stresu związanego z działaniami wojennymi, okupacją, konfliktami rodzinnymi i dyskryminacją co przełożyło się wzrost zapotrzebowania na wyroby tytoniowe.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.
📷 Angelo Cozzi, Tajlandia 1965, Dziewczynka z plemienia Meo) Lata 60. Wojna wietnamska 📷 Angelo Cozzi, 1965
Podczas wojny wietnamskiej (1955-1975) hełmy nie były dla walczących w konflikcie żołnierzy wyłącznie środkiem ochrony głowy, ale służyły również do autoekspresji – wyrażania myśli i uczuć oraz jako uchwyt na fotografie, karty do gry i niewielkie przybory. Żołnierzom nie wolno było umieszczać żadnych napisów na pokrowcach na hełmy, wielu z nich jednak nie przejmowało się tym zakazem. Może i dobrze, gdyż dziś są one źródłem cennych informacji.
Fotografie rodzinne i ukochanych osób były zazwyczaj noszone wewnątrz hełmu, czasami pojawiały się jednak na ich zewnętrznej stronie. As pik był ulubioną kartą wielu żołnierzy amerykańskich. Stosowana była w ramach wojny psychologicznej, gdyż błędnie wierzono, że skutecznie zastraszała przesądnych Wietnamczyków.
Rok 1966. Aktor John Wayne składa autograf na hełmie żołnierza marines.
Większość biorących udział w konflikcie żołnierzy to tzw. grunts, czyli żołnierze piechoty. Każdy z nich, który dotrwał do końca rocznej służby przechodził przez jej 3 etapy: młodzi żołnierze zwani FNG (Fu**ing New Guy), weterani, którzy odsłużyli co najmniej 3 miesiące, oraz „short-timers” (F), lub krócej „shorts”, którzy odliczali już dni do powrotu do domu i nie angażowali się w poważniejsze operacje. Napis „Stop. Don’t shoot. I am short”, znaczył więc „Nie strzelaj, wkrótce wracam do domu.” Swierk.
Walter Swierk
Ten żołnierz czule przytrzymujący w ramionach śpiące wietnamskie dziecko to urodzony w roku 1948 Amerykanin polskiego pochodzenia Walter Swierk. W konflikcie wietnamskim pełnił funkcję sanitariusza wojskowego. Najważniejszym i najczęściej używanym przez Amerykanów rodzajem broni nie były karabiny M1, M14 czy M16, ale środki owadobójcze, nazywane przez nich potocznie „bug juice”, czyli sok na robale. Nie rozstawali się z nim choćby na chwilę. Były średnio skuteczne na owady, ale doskonale radziły sobie z wszędobylskimi i szczerze przez żołnierzy znienawidzonymi pijawkami.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.
„Bug juice” często był umieszczany na hełmach, dzięki czemu żołnierz miał do nich łatwy i szybki dostęp
Krótka historia o tym, jak odważna postawa dyrektorki szkoły średniej w Ca Mau pozwoliła ocalić pogardzany przez komunistów wietnamski strój narodowy ao dai od zapomnienia. Zaprojektowany w pierwszej połowie XX wieku współczesny krój ao dai (ao – koszula, dao – długi) składa się z długiej tuniki noszonej wraz ze spodniami. Dziś niemalże każda Wietnamka ma w swojej garderobie przynajmniej jeden taki zestaw, ale po wojnie wietnamskiej w roku 1975 komunistyczny rząd był uprzedzony do tej kreacji.
Sajgon, 1961
Ao Dai było bardzo popularnym strojem w latach 60. i pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku zwłaszcza wśród kobiet w Wietnamie Południowym, kiedy więc w roku 1975 komuniści przejęli tam władzę narodowy strój Wietnamczyków zaczął być kojarzony z dekadenckim Sajgonem, popadł w niełaskę i szybko niemalże zniknął z ulic kraju. W roku 1983 odważna decyzja dyrektorki szkoły średniej w miejscowości Ca Mau, aby przewrócić ao dai jako szkolny mundurek spotkała się z pozytywnym odzewem. Sporo ryzykowała, gdyż komunistyczny rząd mógł ją za taką samowolę w myśleniu i działaniu ukarać. Kiedy dyrektorka oznajmiła swoją decyzję w trakcie spotkania z blisko 800 rodzicami uczniów jej szkoły mogła spodziewać się krytyki i oskarżeń o reakcjonizm.
„Wierzę, że mam rację, ale jeśli nie, to Partia Komunistyczna przywoła mnie do porządku,” dodała przezornie na koniec. Przez kilka pierwszych sekund na sali zapanowała cisza. Po chwili pierwsze nieśmiałe oklaski zachęciły pozostałych rodziców do wyrażenia swojego entuzjazmu. Łzy radości popłynęły po twarzy dyrektorki. Wkrótce sąsiednie szkoły zaczęły przyjmować tę samą praktykę, ao dai przestał być uważany za politycznie kontrowersyjny, a moda na niego odrodziła się ponownie w roku 1995, gdy na zorganizowanym w Tokio międzynarodowym konkursie piękności „Miss International” ao dai uznano za najpiękniejszy ze strojów narodowych. Obecnie jest już standardem podczas formalnych uroczystości, noszone przez nauczycielki i uczennice niektórych szkół publicznych, zwłaszcza na południu, obowiązuje również w wielu firmach wietnamskich, zwłaszcza w restauracjach, bankach, hotelach i liniach lotniczych. Jeden z popularniejszych fasonów ao dai ściśle przylega do kobiecego ciała, przez co uznawany jest za prowokacyjny. Noszenie ao dai wymaga pewnej wprawy, gdyż należy tak siadać, aby pośladkami nie przygnieść tylnej części, a podczas jazdy rowerem lub motocyklem nie doprowadzić do zniszczenia odzieży, a nawet upadku, co się czasami zdarza.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Jedna z najsłynniejszych fotografii zrobionych podczas wojny wietnamskiej. Kiedy w roku 1972 wietnamski dziennikarz Minh Truong przyłożył oko do wizjera aparatu fotograficznego, patrolująca okolicę z amerykańskim karabinem M16A1 Lam Thi Dep miała zaledwie 18 lat. Nie pozowała dziennikarzowi, bardzo ją więc zaskoczyła fotografia opublikowana wkrótce po wojnie w jednej z wietnamskich gazet. Tysiące młodych Wietnamek aktywnie uczestniczyło w wojnie wietnamskiej zarówno w szeregach partyzantki Wietkongu i Armii Północnego Wietnamu jak i walczących z nimi sił Południowego Wietnamu i Ludowych Sił Samoobrony (📷).
Ludowe Siły Samoobrony
Niektóre z kobiet chwytały za broń lub umieszczały w dżungli i na polach ryżowych pułapki i miny przeciwpiechotne. Inne wykonywały prace fizyczne przy budowie, rozbudowie i konserwacji szlaku Ho Chi Minha – systemu tajnych tras komunikacyjnych łączących podzielony na dwie strefy kraj, zasiadały za kierownicą samochodów ciężarowych, przygotowywały posiłki, zajmowały się rannymi żołnierzami, a nawet służyły jako „kobiety do towarzystwa” dla partyzantów i żołnierzy.
Ważną funkcję pełniły kobiety-szpiedzy. Pracowały w miejscach regularnie odwiedzanych przez amerykańskich żołnierzy, takich jak bary i infiltrowały amerykańskie bazy. Ze względu na swój często młody lub stary wiek i przyjazny stosunek do Amerykanów były często przez nich niedoceniane i postrzegane jako nieszkodliwe. Najtragiczniejsza była jednak rola kobiet-samobójczyń. W nocy celem zmylenia samolotów wroga zapalały trzymane w rękach pochodnie i przyjmowały na siebie strumień zrzucanych bomb. Wiele Wietnamek zyskało reputację śmiałych, nieustraszonych i heroicznych bojowniczek.
Wojna to nie tylko rakiety, czołgi i karabiny, ale również psychologia, a w wojnie wietnamskiej odegrała ona szczególną rolę. Czym jest wojna psychologiczna i dlaczego po wojnie wietnamskiej niektórzy wróżbici wyspecjalizowali się w poszukiwaniu szczątków poległych w nieznanych miejscach żołnierzy i cywilów wietnamskich? W jakim celu Amerykanie odtwarzali z potężnych głośników w dżungli i na polach ryżowych nagrane przez nich w studiu nagrań upiorne głosy i dźwięki? Jaką rolę w konflikcie wietnamskim odegrała poezja i w jaki sposób regularne grupowe sesje terapeutyczne pomagały żołnierzom wietnamskim radzić sobie z horrorem wojny? Jak intuicja i szósty zmysł mogły stać się błogosławieństwem w czasie prowadzenia operacji wojskowych, ale przekleństwem po powrocie do domu i dlaczego niektórzy weterani wojny wietnamskiej nie byli w stanie spać w jednej sypialni ze swoimi żonami? Asy pik używane przez niektórych żołnierzy amerykańskich celem zastraszenia wroga nie mogły spełnić swojej roli, czy mogły jednak wzmacniać ducha bojowego tych żołnierzy? Niewątpliwie wiele zatargów z cywilami wynikało z nieprzygotowania Amerykanów do wojny w kulturze tak odmiennej od ich własnej. Czy charakterystyczny dla Azjatów śmiech ukrywający zakłopotanie mógł niechcący prowokować czasami żołnierzy amerykańskich do otwarcia ognia i czym była wojna zapachów? Na te pytania odpowiadam w nowym filmie na kanale YouTube. Zapraszam.