Korea Południowa

Krwawe walki na kamienie w Korei

Seokcheon – walki na kamienie

Aż do co najmniej połowy ubiegłego wieku Koreańczycy regularnie między sobą toczyli bitwy na kamienie. Seokcheon przez kilka wieków było popularną aktywnością społeczną, czasami prowadzoną w formie ekstremalnych zawodów sportowych, zwłaszcza w okresie niektórych świąt, czasami zaś w ten sposób rozładowywano napięcie i rozwiązywano konflikty klanowe w podzielonych na konkurujące obozy wioskach lub pomiędzy sąsiednimi wioskami, zwłaszcza gdy były zamieszkałe przez zwaśnione klany, np.. Kimów i Lee. W obu przypadkach walki nie były pozbawione elementu zabobonu, wierzono bowiem, że na członków zwycięskiej grupy czeka powodzenie i szczęście. Walki na kamienie toczono nawet w stolicy kraju. Ich uczestnicy często kończyli poranieni, z rozbitymi głowami, połamanymi kończynami, a nierzadko przenosili się na tamten świat.

Koreanki, fot. z ok. 1935 r.

Kobiety nie brały czynnego udziału w bójkach, jednakże zagrzewały swoich do walki, nosiły kamienie, a także głośno szydziły z tych uczestników walk, którzy postanowili zrejterować z pola bitwy przed ich zakończeniem. Gorącymi zwolennikami seokcheon było kilku koreańskich monarchów, dla których organizowano nawet specjalne zawody. W innych okresach podejmowano próby zakazania tego zwyczaju, zwłaszcza w stolicy kraju, jednakże, podobnie jak w przypadku dzisiejszych stadionowych chuliganów, młodzi mężczyźni obchodzili go organizując ustawki w wyznaczonych miejscach. Dopiero na początku XX w. udało się to japońskim okupantom Korei, którzy pragnęli złamać ducha walki w podbitym narodzie. W dalszym jednak ciągu bitwy na kamienie organizowały zwaśnione klany na prowincji. Wg koreańskich historyków w niektórych prowincjach Korei Południowej seokcheon zanikł dopiero w latach 70. ubiegłego wieku.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Wioska w pobliżu Seulu, r. 1904
Jedna z nielicznych fotografii seokcheon. Przełom XIX i XX wieku. Widać, że seokcheon cieszyło się sporą popularnością widzów.
Korea Południowa

Etykieta w Korei – czy faktycznie zawsze należy używać dwóch rąk przy podawaniu rzeczy

Mieszkająca w Seulu popularna polska youtuberka od dawna przekonuje swoich widzów, że robiąc zakupy w Korei pieniądze i karty kredytowe „zawsze należy podawać i przyjmować dwoma rękoma” (lub z drugą ręką uniesioną do łokcia). Identyczne zresztą informacje zawarte są w artykułach i książkach o Korei Południowej oraz w przewodnikach turystycznych. Przeszedłem się na bazar warzywno-owocowy, aby przyjrzeć się niewerbalnym interakcjom zachodzącym pomiędzy sprzedawcami i kupującymi i przy okazji rozprawić się i z tym popularnym mitem. Również sami Koreańczycy w dużej mierze nieświadomi swoich społecznych zachowań i na poziomie percepcyjnym nienadążający za zmianami zachodzącymi w etykiecie są często przekonani, że w sytuacjach społecznych zawsze używają dwóch rąk, a wraz z nimi podatni na wpływ i sugestie tubylców obcokrajowcy tu mieszkający.

W rzeczywistości obszar interakcji, w trakcie których należy przy przekazywaniu i odbieraniu różnych rzeczy używać tutaj obu rąk coraz bardziej się kurczy. W Japonii już niemalże zupełnie zanikł (wciąż obowiązuje m.in. przy nalewaniu alkoholu, wymianie wizytówek, przekazywaniu prezentów oraz w niektórych elementach ceremonii religijnych i parzenia herbaty). W Koreańskich dramach aktorzy dwoma rękoma przytrzymują kieliszek lub butelkę wina i znów przekonuje się nas, że zawsze wymaga tego alkoholowy savoir-vivre, co również nie jest zgodne z prawdą, gdyż podczas rodzinnych i innych nieformalnych spotkań używa się nierzadko jednej ręki. Pieniądze przekazujemy dwoma rękoma w bardziej formalnych sytuacjach, zwłaszcza, gdy umieszczone są w kopercie, ale nawet i w tym przypadku coraz częściej zdarzają się wyjątki od reguły.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Używanie dwóch rąk częściej zdarza się sprzedawcom, niż ich klientom
.
Japonia · Korea Południowa

Historia kwitnących wiśni w Japonii i Korei

Kwitnące wiśnie w Seulu zwiastują nadejście wiosny. Kojarzą się głównie z Japonią, ale praktyka oglądania kwiatów wiśni dotarła również do Korei. Zyskała na popularności dopiero ostatnimi laty wraz z sadzeniem w Seulu japońskiej odmiany wiśni Somei-Yoshino o charakterystycznych, niemalże białych płatkach, w języku koreańskim zwanej wiśnią królewską (wangbeoj namu, 왕벚나무), oraz powszechnym dostępem do aparatów fotograficznych. Japończycy i Koreańczycy zdają się nieco odmiennie odbierać doświadczenie oglądania kwiatów wiśni (🇯🇵 hanami).

Tokio, dzielnica Sakuragoaka-cho

Kwiaty wiśni (🇯🇵 sakura) mają ścisły związek z historią, kulturą i tożsamością Japonii, symbolizują narodziny i śmierć, życie i przemijanie i są podstawowym motywem japońskiego kultu natury. Ich piękno, krótkie życie i gwałtowna śmierć symbolizowały również barwne, ale krótkie życie samurajów. Parafrazując słynne słowa prof. Barbary Engelking-Boni o odmiennym doświadczaniu zjawiska śmierci przez Polaków i Żydów, można rzec, że kwitnące drzewa wiśni dla Koreańczyków to kwestia naturalna, biologiczna, dla Japończyków zaś to metafizyka, ponadzmysłowe doświadczenie. 🙂 To tak pół-żartem, pół serio, gdyż wbrew powszechnym opiniom większość Japończyków zdaje się jednak przedkładać praktyczną część hanami nad estetykę.

Hanami w Japonii

Możliwość spędzenia czasu w wesołym towarzystwie przy smacznym posiłku (popularne są zwłaszcza kulki ryżowe dango) i alkoholu pod drzewem wiśni przyciągają tłumy do miejskich parków. Praktyka oglądania kwiatów wiśni w Japonii liczy sobie już przeszło tysiąc lat. Pierwotnie zwyczaj ten był ograniczony do dworu cesarskiego, później rozprzestrzenił się na kastę samurajów, a w okresie Edo (1603-1867) również na mieszczan i resztę społeczeństwa. W XVIII w. szogun Tokugawa Yoshimune, aby zachęcić ludzi do hanami, nakazał zasadzić drzewa wiśni w kilku miejscach w stolicy kraju. W ich cieniu mieszkańcy Edo (dzisiejsze Tokio) jedli lunch i pili sake.

Hanami w Seulu

Czy drzewo wiśni może również być przedmiotem sporu pomiędzy Japonią a Koreą? Dlaczego nie? Jeden więcej w całej gamie sporów pomiędzy tymi krajami niewiele zmieni. Odmiana wiśni Somei-Yoshimo powstała w XIX w. w Japonii w wyniku hybrydyzacji dwóch gatunków tych drzew – Oshima oraz Edo Higan. Koreańscy dendrolodzy utrzymują jednak, że odmiana Yoshino (jeju beoj namu) została w roku 1908 przywieziona do Japonii z wyspy Czedżu przez francuskiego księdza i botanika Emila Josepha Taqueta mieszkającego w Seogwipo, drugiej co do wielkości miejscowości na Czedżu.

Ksiądz botanik Émile Joseph Taquet

Najnowsze badania Japońskiego Instytutu Badań Leśnych z 2016 r. wskazują jednak, że Somei-Yoshimo jest krzyżówką Edo Higan i wiśni z wyspy Izu Oshima, która nie występuje na Czedżu. By sprawę skomplikować jeszcze bardziej, w roku 1963 Koreańczycy, którzy byli przekonani, że japońskie Somei-Yoshino i drzewo wiśni z wyspy Czedżu zwane wtedy sakura namu (🇰🇷 namu, drzewo) to jeden i ten sam gatunek, nadali im jedną nazwę – wangbeoj namu (wiśnia królewska). Dziś oba więc gatunki mają w Korei tę samą nazwę, z tym że Somei-Yoshimo występuje powszechnie, podczas gdy wangbeoj namu z wyspy Czedżu, dawne sakura namu jest gatunkiem zagrożonym. Na Czedżu pozostało mniej niż 200 drzew.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Wyspa Czedżu (Jeju)
Azja · Korea Południowa

Dlaczego Koreanki zdominowały żeński golf

Pak Seri

Czy sesje treningowe na cmentarzu i inne kontrowersyjne metody treningowe mogą być jedną z tajemnic sukcesu koreańskich sportowców? Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku niewielu Koreańczyków praktykowało golf, ale nagły i niespodziewany sukces szerzej nieznanej Pak Sori przyczynił się do ogromnej popularności tej dyscypliny sportu w Korei. Azjatki, a zwłaszcza Koreanki i Japonki zdominowały dziś żeński golf. W pierwszej setce światowego rankingu aż 25% zawodniczek pochodzi z Korei, spora część reszty z Japonii, Tajlandii i Chin.

Danielle Kang, Amerykanka koreańskiego pochodzenia

Nawet zawodniczki reprezentujące Stany Zjednoczone, Australię i Nową Zelandię mają azjatyckie korzenie i nazwiska – Alison Lee (USA.), Minjee Lee (Aus), Lydia Ko (NZ), Angel Yin (USA), Rose Zhang (USA), Danielle Kang (USA), czy Grace Kim (Aus). Pierwszą koreańską zawodniczką golfa, która wspięła się na szczyt sławy i rankingów była Pak Seri. W wieku zaledwie 20 lat została najmłodszą w historii zwyciężczynią US Women’s Open.

Pak Seri z ojcem

Jej ojciec, trener i mentor (ale też były gangster w mieście Daejeon, który uciekł wraz z rodziną przed policją na Hawaje, gdzie jego nastoletnia córka zaczęła stawiać pierwsze kroki w golfie) wprowadził do reżimu treningowego kontrowersyjne i etycznie wątpliwe praktyki, które jednak okazały się na tyle skuteczne, że zaledwie po roku treningów dziewczyna zaczęła zwyciężać w turniejach dla młodzieży. Pobudka przed 5.30 rano, a chwilę później już wspinała się po schodach – przodem na 15 piętro, tyłem z powrotem na parter. Następnie 1-2 godziny w siłowni. Po szkole 7 godzin treningu na strzelnicy golfowej. Do domu często wracała po północy.

Minjee Lee, Australijka koreańskiego pochodzenia

Ojciec postanowił przygotować ją wszechstronnie – do zawodów, rywalizacji sportowej oraz presji wewnętrznej i zewnętrznej. W tym celu przeprowadzał również sesje treningowe na cmentarzu, a od czasu do czasu nawet nakazywał córce spać w nocy pomiędzy grobowcami. Wierzył, że w ten sposób oswoi ją z lękiem. Te anegdoty z życia Pak Seri i innych Koreanek przyczyniły się później do tworzenia stereotypów na temat azjatyckich zawodniczek. Koreanki słynęły z niekończących się sesji ćwiczeń na strzelnicy i w każdych warunkach pogodowych. Nie były w stanie powstrzymać je wyczerpanie fizyczne i psychiczne oraz rany na dłoniach. Najważniejsze było dążenie do doskonałości i sukcesu oraz prestiż z tym związany, a tak bardzo pożądany przez Koreańczyków. Z czasem inne zawodniczki zaczęły postrzegać je jako zdystansowane i pozbawione ludzkich cech i emocji roboty. Sukces często rodzi się w trudzie i znoju.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Koreańska golfistka Yewon Lee
Lydia Ko, nowozelandzka golfistka koreańskiego pochodzenia
Urodzona w San Francisco Yelimi Noh. Jej rodzice pochodzą z Korei Południowej.

Korea Południowa

Tragiczne losy koreańskich dzieci lidera apokaliptycznej sekty Świątynia Ludu Jima Jonesa.

Jim Jones

18 listopada 1978 roku na polecenie paranoicznego lidera sekty Świątynia Ludu Jima Jonesa ponad 900 dorosłych i dzieci popełniło w Jonestown w Gujanie wymuszone samobójstwo lub zostało wbrew ich woli otrutych. Pośród nich znalazło się jedno z trójki adoptowanych koreańskich dzieci Jonesa i jego żony Marceline Mae. 18-letni Lew Eric Jones urodził się w Korei Południowej jako Pac Chi Oak, a do Gujany ze Stanów Zjednoczonych przyjechał półtora roku wcześniej wraz ze swoja żoną Terry. W Jonestown przyszedł na świat ich syn Chaeoke, który zginął tego samego dnia z rodzicami.

Lew Eric Jones stoi za ojcem
Lew Eric i Terry wraz z synem Chaeoke

Pierwsza z koreańskich córek Jonesa, Stephanie, lat 5 (🇰🇷 Yun Sun Soon), zginęła w tajemniczym wypadku samochodowym w maju roku 1959. Została przez Jonesów zaadoptowana zaledwie pół roku wcześniej. Wraz z nią w samochodzie było 5 innych członków sekty, Czołowe zderzenie przeżył jedynie 10-letni Mark, syn jednej z ofiar. Szóstą ofiarą był pasażer drugiego samochodu. Do dziś nie wiadomo, dlaczego Jones zdecydował się wysłać w powrotną drogę do domu zaledwie 5-letnią Stephanie bez jej rodziców.

Stephanie (druga od lewej)

W aktach policyjnych znajdują się silne poszlaki, wskazujące na to, że wypadek samochodowy, w którym zginęła Stephanie, był zaledwie jednym z wielu tajemniczych incydentów, które od czasu do czasu, aż do tragedii w Jonestown, wstrząsały sektą. Ginęli w nich ludzie niewygodni dla Jonesa. Przypuszcza się, że obecność Stephanie w pojeździe miała służyć jako przykrywka odwracająca uwagę od lidera sekty jako sprawcy wypadku. Krótko przed tragedią Jones miał rzekomą wizję, w której widział śmierć kilku ludzi. Spełnienie się proroctwa ugruntowało jego pozycję opiekuna i jasnowidza w oczach członków swojego zboru.

Fotografia z wypadku, w którym źycie straciła Stephanie

Więcej szczęścia miała adoptowana w roku 1959 Suzanne (🇰🇷 Eun Ok Kyung), która po poślubieniu innego członka Świątyni Ludu opuściła sektę pięć lat przed tragedią w Jonestown i otwarcie krytykowała działania i poglądy swojego adoptowanego ojca. Po ich ucieczce Jones nazywał ją często „cholerną, do niczego córką” (My goddamned, no good for nothing daughter). Zmarła w roku 2006 na nowotwór jelita grubego.

Jonestown po tragedii. Amerykańscy żołnierze składają ciała zmarłych członków sekty do trumien.

W latach 50. i 60. Jones często namawiał członków swojej społeczności, żeby adoptowali niechciane w Korei sieroty, które po wojnie koreańskiej liczone były w dziesiątkach tysięcy. W tamtym momencie wydawało się, że Jonesa cechowała wyjątkowa troska, wrażliwość społeczna i szlachetność, jego chwalebną postawę opisywała lokalna prasa, ale nikt wtedy jeszcze nie domyślał się, że ten były sprzedawca małpek był niebezpiecznym manipulatorem i psychopatycznym mordercą.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Prasa początkowo sprzyjała działalności Jonesa
Suzanne Jones / Eun Ok Kyung
Jim Jones
Korea Południowa

Pierwszy samochód w Korei, geomancja i zamach na Królową Min

Ford Model A, 1903 r.

Pierwszym samochodem, który kiedykolwiek poruszał się po drogach Korei był prawdopodobnie Ford Model A króla Gojonga. Prawdopodobnie, gdyż do dziś wśród historyków toczy się na ten temat dyskusja. Sprowadzony został do Korei przez amerykańskiego Ministra Stanu Horacego Newtona Allena w roku 1903, ale zaledwie rok później zaginął w tajemniczych okolicznościach, co utrudnia udzielenie jednoznacznej odpowiedzi, jakiej faktycznie był marki. Ponieważ w owym czasie nikt w Korei nie potrafił prowadzić samochodów, zatrudniono japońskiego kierowcę.

Król Gojong, od roku 1897 cesarz Gwangmu

Nie miał on jednak zbyt wiele pracy, gdyż ostatni król Korei rzadko z pojazdu korzystał. Uważano, że hałaśliwy dźwięk silnika umniejsza godność monarchy oraz ma negatywny wpływ na jego feng shui. Z tego samego zresztą powodu zamknięto pierwszą, małą elektrownię na terenie Pałacu Deoksugung w Seulu. Król kazał ją zbudować z obawy o swoje życie. Kilka lat wcześniej grupa japońskich skrytobójców zamordowała w Pałacu Gyeongbokgung jego żonę, Królową Min, a jej ciało spalili. Ponieważ nie byli pewni, która ze znajdujących się w pomieszczeniu kobiet jest królową, zamordowali również kilka dam dworu.

Japońscy asasyni w pałacu Gyeongbokgung

Zrozpaczony Gojong przeniósł się do oddalonego o jakiś kilometr od swojej siedziby Pałacu Deoksugung. Była to najdłuższa podróż jego życia, gdyż pokonanie tego krótkiego odcinka drogi zajęło mu ponad rok czasu. Po opuszczeniu Gyeongbokgung król zmuszony był ukryć się przed Japończykami w rosyjskim poselstwie strzeżonym przez 100 żołnierzy i dopiero po roku dotarł do Deoksugung. Pałac wciąż był oświetlany pochodniami, a król w nocy ze strachu nie potrafił zmrużyć oka.

Pałac Deoksugung

Postanowił więc zelektryfikować swoją starą/nową siedzibę. Po uruchomieniu elektrowni okazało się jednak, że generuje ona sporo hałasu, który, jak obawiali się jego poddani, zakłóci harmonię miejsca i źle wpłynie na przyszłość państwa. Postanowiono więc powrócić do oświetlania pałacu światłem ognia. Tak czy owak, na kolejny królewski pojazd Korea musiała czekać aż 7 lat. W roku 1910 lub 1911 sprowadzono do Korei nową limuzynę, tym razem amerykańskiego Cadillaca, a 2 lata później dołączył do niego brytyjski Daimler. Król Gojong aka cesarz Gwangmu był już wtedy na przymusowej emeryturze, a z pojazdów, zapewne sporadycznie, korzystali osadzeni przez Japończyków w areszcie domowym na terenie kompleksu pałacowego Changdeokgung ostatni cesarz Korei Sunjong oraz jego małżonka cesarzowa Sunjeong-hyo.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Sunjong – nieco już dziś zapomniany drugi, ostatni cesarz Korei i zarazem ostatni monarcha kraju
Królowa Min / cesarzowa Myeongseong (tytuł nadany pośmiertnie) – ostatnia królowa Korei
Cesarskiego Daimlera można obejrzeć w National Palace Museum of Korea na terenie Pałacu Gyeongbokgung
Azja · Japonia · Korea Południowa · Tajlandia

Ukłon w kulturach azjatyckich

Poddany cesarza Hirohito nisko pochyla ciało

Jedna z najciekawszych, a zarazem najdłuższych wymian ukłonów, jakie miałem okazję zobaczyć (materiał filmowy na X). Cesarz Hirohito w roku 1966 przyjechał na tereny dotknięte powodzią. Rozmówca cesarza, jako ten, o niższej pozycji społecznej pochyla ciało znacznie głębiej, gdyż ukłon, to coś znacznie więcej niż zwykłe okazanie szacunku, w co głęboko wierzą Japończycy i Koreańczycy. Słowo „szacunek”, w Japonii i Korei często sugeruje pozytywną intencjonalność, prospołeczność i uprzejmość, a przecież ukłon to także gra (np.. ustalenie rangi rozmówców, unikanie konfliktów itd..), wyuczona, automatyczne reakcja, ukrywające się za nim emocje, które mają spory wpływ na nasze codzienne zachowania (tak głęboki ukłon rozmówcy Hirohito, z zatrzymaniem go w najniższym punkcie wskazuje zapewne na kombinację kilku emocji, w tym trwogi i nabożnej czci), a nierzadko nawet celowa manipulacja, gdy ktoś okazuje fałszywą uprzejmość celem osiągnięcia jakiejś korzyści kosztem drugiego człowieka. Ukłon często odczytujemy w kombinacji z innymi gestami i ruchami ciała, np.. spojrzeniem. Hirohito nie spuszcza wzroku z rozmówcy, podczas gdy ten raczej unika kontaktu wzrokowego. Oczywiście, choć w mniejszym stopniu, uścisk dłoni też potrafi być grą – sposób i kolejność podania ręki w grupie, siła uścisku, spojrzenie, mimika twarzy, czy nawet celowe pominięcie kogoś dostarczają nam wiele informacji.

Premier Abe i prezydent Trump. Spotkanie przebiegało w przyjaznej atmosferze.
Premier Abe i prezydent Xi nie szczególnie za sobą przepadali

Dlaczego w ogóle się kłaniamy? Generalnie odpowiadają za to czynniki biologiczne i kulturowe. Pomniejszenie rozmiarów ciała często, w zależności od kontekstu, postrzegane jest, jako podporządkowanie się i nieagresja. W świecie zwierząt osobniki słabsze i zajmujące niższą pozycję w grupie często, aby uniknąć konfrontacji z osobnikiem silniejszym, odwracają wzrok, pomniejszają swoje ciała, ale także odsłaniają miejsca wrażliwe na zranienie, np. brzuch, w którym ukryte są narządy wewnętrzne, lub szyję, z przebiegającą przez nią tętnicą, która zaopatruje mózg w tlen i krew.

Głęboki ukłon również odkrywa takie miejsce – czubek i tył głowy. W konfrontacji równych sobie ktoś albo pierwszy będzie musiał się podporządkować, zignorować adwersarza i odwrócić wzrok lub głowę lub też dojdzie do eskalacji konfliktu (materiał filmowy na X).

Spotkanie Obama – Akihito. Pozycja amerykańskiego prezydenta wystawia go na niebezpieczeństwo, na szczęście jednak w XXI wieku nikt w Japonii nie ścina już głowy adwersarzom
Cesarz wita się z podwładnymi

Co ciekawe, chwilkę wcześniej, zaraz po opuszczeniu cesarskiej limuzyny, Hirohito przywitał się z poddanymi zdejmując kapelusz (📷☝️). Japończycy zaczęli nosić krótkie, zachodnie fryzury po roku 1871, i wtedy też, zgodnie z zachodnią modą, popularne stały się kapelusze. Podobnie jak ówczesna odzież w stylu zachodnim, kapelusze również stały się symbolem elitarności. Cesarz Hirohito wielokrotnie spotykał się z zachodnimi dygnitarzami, być może wtedy właśnie wyrobił sobie nawyk ściągania kapelusza przy przywitaniu.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze).

1921, Paryż. Europejska podróż 20-letniego księcia Hirohito, późniejszego cesarza Japonii

Materiał filmowy można obejrzeć na moim koncie na X.

Azja · Korea Południowa

Sardele w azjatyckich kuchniach

Sprzedawca suszonych ryb i glonów na seulskim bazarze nakłada mi do woreczka suszone sardele (anchois) (📷☝️). Myeolchi, gdyż pod taką nazwą znane są w Korei, od wieków odgrywa znaczącą rolę w tradycji kulinarnej Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Te małe srebrzyste rybki o słonym smaku wg Azjatów cenione są za zdolność nadawania wytrawnym potrawom wyrazistego smaku.

🇰🇷 Stragan z suszonymi owocami morza

W Malezji, Indonezji, Singapurze i na Filipinach smażone są na głębokim tłuszczu i spożywane w formie przekąski. Suszone nie mają silnego zapachu, ale wrzucone do gotowanej wody zaczynają wydzielać intensywną i dla wielu nie-Azjatów nieprzyjemną woń, która może kojarzyć się z zapachem amoniaku. Odpowiedzialna za to jest trimetyloamina powstająca w wyniku rozkładu białek i innych substancji organicznych znajdujących się w rybach. Proces suszenia i peklowania sardeli może zwiększyć stężenie tego związku, prowadząc podczas gotowania do jeszcze silniejszego zapachu.

Malezyjska potrawa nasi lemak z anchois
Filipińskie dilis

W ankiecie Harrisa z 2016 roku anchois zostały wybrane najmniej lubianym dodatkiem do pizzy w Ameryce. Dwa lata wcześniej zajęła pierwsze miejsce w ankiecie dotyczącej najbardziej znienawidzonej żywności w Wielkiej Brytanii. Wg antropologów jedzenia anchois przybyły do Ameryki na przełomie XIX i XX wieku wraz z imigrantami z południa Włoch. Amerykanie nazywali ich „garlic eaters” – czosnkojadami – (tej samej oblegi używali Japończycy wobec Koreańczyków) i aż do końca I wojny światowej stawiali weto „cuchnącej i nieskomplikowanej” włoskiej kuchni. W tamtym czasie potrawy niemieckie dominowały w amerykańskich restauracjach. W latach 40. XX wieku sieć popularnych i niedrogich włoskich restauracji w Nowym Jorku pomogła przebić się kuchni włoskiej do kulinarnego mainstreamu, ale niechęć do anchois pozostała do dziś.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Koreańskie myeolchi bokkeum
Kiedy moja żona wrzuca garść anchois do wrzącej wody zaszywam się w pokoju po przeciwnej stronie mieszkania, ale Jessie za nimi przepada

Korea Południowa

Pismo Święte i skomplikowana mozaika i sytuacja religijna w Korei Południowej

Ewangeliczni chrześcijanie w Korei w niedziele zazwyczaj mają przy sobie Pismo Święte

Koreańczyk idący z Pismem Świętym w ręce to obraz bardzo charakterystyczny dla niedzielnego południa w Seulu. Korea Południowa jest być może jedynym azjatyckim krajem, w którym każdej niedzieli tysiące ludzi nie zapomni zabrać ze sobą Biblii, często bardzo już zniszczonej od regularnego czytania, przed wyjściem do kościoła. Kilka dni temu pewien polski historyk i teolog w programie na YT zauważył, że protestanci znacznie lepiej od katolików znają świętą księgę chrześcijan i faktycznie, również w Korei napotkana przez nas osoba podążająca do lub z kościoła z Pismem Świętym będzie niemalże na pewno ewangelicznym chrześcijaninem. Wg sondażu Gallupa sprzed 3 lat 60% Koreańczyków podało, że nie identyfikują się z żadną religią, 17% z protestantyzmem, 16% z buddyzmem, a 6% z katolicyzmem.

Serdeczne, pół formalne przywitanie kombinacją ukłonu i uścisku dłoni charakterystyczne tutaj w pewnych kontekstach, jest częste również w koreańskim kościele.
Starszy mężczyzna z Biblią pod pachą jest zapewne szanowanym w swoim kościele prezbiterem.

Należy jednak zauważyć, że mniej niż 20% Koreańczyków utożsamia się z ateizmem, z których część i tak bierze raz lub dwa razy do roku udział w szamanistycznych rytuałach, do protestantyzmu zalicza się również różne, także te działające na granicy prawa, pseudo-chrześcijańskie sekty i alternatywne ruchy religijne, często z liderem głoszącym, że przemawia przez niego Bóg lub identyfikującym się jako bóg lub mesjasz, katolicy, w przeciwieństwie do ewangelicznych chrześcijan, również biorą udział w rytuałach związanych z kultem przodków (papież Pius XII wydał 8 grudnia 1939 r. dekret zezwalający koreańskim i chińskim katolikom na przestrzeganie obrzędów przodków i udział w ceremoniach ku czci Konfucjusza.), a na każdą religię w kraju moich gospodarzy silny wpływ ma uri-ism (od uri – my), czyli nacjonalizm na sterydach, kult Korei i wszystkiego co koreańskie. By jeszcze bardziej rzecz skomplikować, dodam, że każdy Koreańczyk bez względu na wyznawaną religię jest jednak przede wszystkim kulturowym konfucjanistą. Konfucjańskie normy kształtują ich codzienne praktyki i zachowania – od wychowywania dzieci i relacji małżeńskich, po relacje sąsiedzkie i w miejscu pracy, zachowania w miejscach publicznych, czy też podejście do edukacji i etyki.

Zaraz za moimi plecami znajduję się kościół prezbiteriański

Chiny · Korea Południowa · Wietnam

Długie paznokcie jako symbol statusu w Chinach i Wietnamie

Wietnam na przełomie XIX i XX wieku

Jednym z najdziwniejszych symboli wysokiego statusu społecznego lub majątkowego w konfucjańskich krajach Azji, zwłaszcza Chinach i Wietnamie były długie paznokcie. Przypisywany Konfucjuszowi i Zengzi (uczony konfucjański) traktat filozoficzny o nabożności synowskiej (Xiaojing) nakazuje szanować swoje ciało, łącznie z włosami i paznokciami, ponieważ wszystko to zostało ludziom dane przez ich rodziców. Portrety Konfucjusza często przedstawiają go z długimi włosami i paznokciami. Choć nie jest jasne, kiedy Chińczycy nabyli zwyczaj zapuszczania długich paznokci, niektóre przekazy wskazują na co najmniej okres Walczących Królestw (475-221 p.n.e.). Zarówno mężczyźni, jak i kobiety z klas wyższych zapuszczali długie paznokcie jako symbol statusu i bogactwa.

Cesarzowa Wdowa z dynastii Qing, 1861-1908

Długie paznokcie wskazywały, że ich właściciele nie musieli wykonywać pracy fizycznej. Jak napisał w roku 1911 Robert J. Moose w książce „Village Life in Korea” (Wiejskie życie w Korei), „lider wioski stanowczo sprzeciwia się podejmowaniu czegokolwiek, co wygląda na pracę fizyczną. Może i jest bardzo biedny (tak, nawet zależny od innych, jeśli chodzi o codzienny ryż), ale praca nie należy do jego zainteresowań. Głód nie jest dla niego hańbą, ale podjęcie jakiejkolwiek pracy fizycznej natychmiast obniżyłoby jego pozycję jako dżentelmena i zrujnowało jego perspektywy na przyszły awans zgodnie z zasadami, którymi powinni podążać dżentelmeni.” Do dżentelmenów zaliczano arystokrację oraz konfucjańskich uczonych. Praca należała do prymitywnego świata niższych klas feudalnych.
Znaczenie paznokci doprowadziło również do powstania różnych zwyczajów i przesądów z nimi związanych, chociażby z ich przycinaniem w określone, pomyślne dni roku, oraz obrządkami pogrzebowymi. Kiedy ktoś umierał, obcinano mu paznokcie i chowano je razem z nim. Umieszczano je w trumnie zmarłego lub chowano osobno w pobliżu. Reprezentowały synowski dar dla rodziców i przodków w zaświatach.

Wykonane ze srebra osłony na paznokcie

Ponieważ paznokcie rosną powoli, a długie są kruche i łamliwe, w czasach chińskiej dynastii Ming (1368-1644) i Quing (1644-1912) popularne stały się osłony wykonane z metalu, muszli lub jadeitu.
Dziś wciąż można w Wietnamie i Chinach napotkać osoby z pojedynczymi dłuższymi paznokciami, zwłaszcza małego palca jednej ręki, ale niechęć, czy wręcz pogarda dla pracy fizycznej pozostała w krajach tradycji konfucjańskiej w dalszym ciągu żywa, co paradoksalnie jest bodźcem do wytężonej nauki w szkołach oraz rozwoju gospodarki.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Wietnam lata 20. XX w. Plakat reklamujący papierosy. Przedstawiony mężczyzna jest zamożny, o czym świadczy nakrycie głowy, kołnierzyk oraz długie paznokcie.
Wietnam, na przełomie wieków XIX i XX