Chiny · Japonia · Korea Południowa · Wietnam

Koreański hanbok: Piękno bez zmysłowości

🇰🇷 Hanbok (fot. Pinterest)

Hanbok, tradycyjny koreański strój, często bywa uznawany za najmniej zmysłowy wśród wielkiej czwórki wschodnioazjatyckich ubiorów: hanboka, kimona, qipao i ao dai. Jego luźna, zakrywająca sylwetkę forma, pastelowe kolory i brak jakichkolwiek niedopowiedzeń nie są przypadkiem ani wadą – to świadomy wybór, głęboko zakorzeniony w konfucjańskiej filozofii dynastii Joseon (1392–1897). Jednak to, co tradycyjnie określano jako „piękno moralne” hanboka, budzi dziś pytania: czy ten strój celebruje harmonię, czy raczej narzuca patriarchalną kontrolę nad kobiecą ekspresją? Przyjrzyjmy się temu z bliska.

🇰🇷 Hanbok (fot. hanchao.com)

Kobiecy hanbok to strój, który nie pozostawia miejsca na eksponowanie sylwetki. Chima, szeroka spódnica w kształcie kopuły, zaczyna się tuż pod biustem i sięga ziemi, maskując talię, biodra i nogi. Jeogori, górna część stroju, zakrywa szyję, obojczyki i ramiona, a długie, szerokie rękawy dopełniają efektu całkowitego zasłonięcia. Efekt? Kobieta w hanboku wygląda jak pastelowa, urocza bryła – estetycznie zachwycająca, ale całkowicie aseksualna.
Taka forma nie jest przypadkowa. Hanbok powstał w społeczeństwie konfucjańskim, gdzie kobieta miała być uosobieniem cnót – matką, żoną, córką – a nie obiektem pożądania. W okresie Joseon, kiedy hanbok przybrał swoją klasyczną formę, kobieca zmysłowość w przestrzeni publicznej była tabu. Strój miał wyrażać pokorę i „przynosić spokój”, a nie kusić. Ciało, postrzegane jako potencjalne źródło chaosu i pokus, musiało zostać ukryte.

🇯🇵 Kimono (fot. Pinterest)

W przeciwieństwie do innych tradycyjnych strojów Azji Wschodniej, hanbok nie flirtuje z wyobraźnią. Porównajmy:
• Kimono (Japonia): Subtelnie odsłania kark – uznawany w Japonii za zmysłowy – a rytuał jego noszenia, np. uchylenie rękawa, buduje aurę niedopowiedzenia.
• Qipao (Chiny): W swojej nowoczesnej formie ciasno opina piersi i biodra, a rozcięcie do uda podkreśla każdy krok.
• Ao dai (Wietnam): Lejąca się tkanina kontrastuje obcisłą górą z rozciętą tuniką, tworząc efekt elegancji i subtelnej zmysłowości.
Hanbok nie robi nic z tych rzeczy. Nie ma prześwitu, asymetrii ani napięcia między „widać” a „nie widać”. Jego statyczna, luźna forma unieruchamia sylwetkę, jakby mówiła: „Tu nie ma nic do oglądania”. Seksapil, który w dużej mierze opiera się na grze niedopowiedzeń, jest w hanboku świadomie wyeliminowany.

🇨🇳 Qipao (fot. Pinterest)

Konfucjanizm, który ukształtował hanbok, promował ideę „piękna moralnego” – estetyki, w której kobieta miała być niewidzialna jako obiekt pożądania, a widoczna jako uosobienie cnót. W traktatach takich jak Samgang Haengsildo (XVI w.) podkreślano czystość, posłuszeństwo i poświęcenie. Hanbok, jako „zbroja cnót”, był narzędziem tej ideologii: wysoka chima i obszerna jeogori deseksualizowały kobietę, podporządkowując ją społecznym oczekiwaniom.
Z dzisiejszej perspektywy to „piękno moralne” budzi kontrowersje. Nie było ono wyborem kobiet, lecz wymogiem patriarchalnego społeczeństwa, które postrzegało kobiecą seksualność jako zagrożenie dla porządku społecznego. Kobiety, które przyciągały uwagę wyglądem, mogły być posądzane o niemoralność. Hanbok nie tylko ukrywał ciało, ale także ograniczał kobiecą ekspresję, narzucając jednowymiarowy ideał skromności. Współczesna krytyka wskazuje, że takie normy internalizowały w kobietach poczucie wstydu związanego z ich ciałem, czyniąc hanbok nie tylko strojem, ale i instrumentem społecznej kontroli.

🇻🇳 Ao dai (fot. Pinterest)

Mimo tych uwag, hanbok pozostaje fascynującym przykładem estetyki opartej na harmonii i prostocie. Jego piękno – określane jako quiet beauty – wynika z:
• Harmonii kolorów: Pastelowe odcienie i delikatne gradienty, często oparte na obangsaek (pięciu podstawowych barwach kosmologicznych), tworzą spokojną, nieprzeciążoną wizualnie całość.
• Miękkości linii: Brak ostrych krawędzi czy podkreślania sylwetki – wszystko jest płynne i łagodne.
• Rytualnej grzeczności: Hanbok, jako strój ceremonialny, wyraża szacunek i powściągliwość, a nie spontaniczność.
W przeciwieństwie do qipao (odważnego), ao dai (subtelnie uwodzicielskiego) czy kimona (rytualnie zmysłowego), hanbok jest jak czajnik z celadonu: idealny w formie, ale niepożądany w sensie zmysłowym.

🇨🇳 Qipao (fot. Pinterest)

Współczesne podejście do hanboka pokazuje, że jego forma może być reinterpretowana. Projektanci tacy jak Lee Young-hee tworzą hyundai hanbok – wersje z krótszymi jeogori, węższymi spódnicami czy lżejszymi materiałami, które czasem podkreślają sylwetkę. Te zmiany są odpowiedzią na krytykę patriarchalnych korzeni stroju, dając kobietom możliwość wyrażania indywidualności, a nawet zmysłowości. To dowód, że hanbok może ewoluować, oddzielając swoje estetyczne walory od konfucjańskich ram.

🇰🇷 Współczesna interpretacja hanbok (fot. Pinterest)

Współczesne Koreanki, szczególnie młodsze pokolenia, coraz rzadziej noszą hanbok, nawet podczas tradycyjnych świąt, takich jak Chuseok czy Seollal. Zamiast tego, na co dzień wybierają obcisłe dżinsy, legginsy czy przylegające koszulki, które eksponują talię, biodra, piersi i nogi – czyli wszystko, co hanbok świadomie ukrywał. Ta gwałtowna zmiana estetyki odzwierciedla głębokie przemiany społeczne i psychologiczne. Globalizacja, wpływ zachodniej mody i wzrost świadomości kobiecej autonomii w Korei Południowej pozwoliły kobietom przejąć kontrolę nad swoją ekspresją. Noszenie odzieży podkreślającej ciało jest formą wyzwolenia z konfucjańskich norm, które narzucały skromność i deseksualizację. Dla wielu młodych kobiet eksponowanie sylwetki to nie tylko kwestia estetyki, ale także manifestacja autonomii i pewności siebie. Psychologicznie, może to być reakcja na dziesięciolecia tłumienia kobiecej indywidualności – potrzeba wyrażenia zmysłowości staje się sposobem na odzyskanie prawa do własnego ciała i tożsamości. Jednak ta zmiana budzi też pytania: czy jest to pełna emancypacja, czy może nowe normy, narzucane przez globalną kulturę konsumpcyjną i media, które promują inny, ale równie sztywny ideał kobiecości?

Współczesna Koreanka zamiast „workowatego” hanbok często wybiera odzież obcisłą (fot. koreaavenue.com)

Kobiecy hanbok jest aseksualny nie przez przypadek, lecz z powodu świadomego projektowania w duchu konfucjańskiej ideologii, która stawiała moralność ponad fizycznością. Jego luźna forma i brak gry niedopowiedzeń odzwierciedlają patriarchalny ideał „piękna moralnego”, które jednak było narzędziem kontroli nad kobiecą ekspresją. Choć hanbok fascynuje harmonią i prostotą, jego historia przypomina o ograniczeniach narzucanych kobietom. Współczesne odejście od hanboka na rzecz odzieży eksponującej ciało pokazuje, jak młode Koreanki redefiniują piękno, odrzucając patriarchalne ramy na rzecz autonomii i indywidualności. Hanbok, choć wciąż symbol koreańskiej kultury, staje się świadectwem zarówno dawnych ograniczeń, jak i nowych możliwości.

Japonia · Polska

Co Sienkiewicz wiedział o herbacie? Japan tea w XIX-wiecznej Ameryce

Sienkiewicz w Kalifornii pędzlem Stanisława Witkiewicza

W Listach z podróży do Ameryki Henryka Sienkiewicza, opublikowanych w prasie w latach 1876–1878, znajduje się barwny opis codziennego życia w Kalifornii, w tym zwyczajów uboższych warstw społecznych. Jedno ze zdań brzmi:
„Na węglach gotowała się w blaszanym naczyniu woda na japan tea, czyli japońską herbatę, jakiej powszechnie używają ubożsi ludzie w Kalifornii.”
Ten fragment, najprawdopodobniej odnoszący się do San Francisco, ukazuje prostotę życia imigrantów i robotników, dla których tania japońska herbata była codziennym napojem. Współczesnemu czytelnikowi może wydawać się zaskakujące, iż zielona herbata – dziś często postrzegana jako produkt luksusowy – w XIX-wiecznej Kalifornii była napojem klasy robotniczej.

Po otwarciu Japonii na handel międzynarodowy przez komandora Matthew Perry’ego w 1853 roku, kontakty handlowe między Japonią a Stanami Zjednoczonymi znacząco się zintensyfikowały. Jednym z kluczowych towarów eksportowych stała się japońska herbata, znana w USA jako „Japan tea”. W odróżnieniu od luksusowych herbat, takich jak gyokuro czy ceremonialna matcha, eksportowano głównie zieloną herbatę typu sencha lub bancha, często niższej jakości. Były to liście suszone szybko i pakowane hurtowo, co czyniło je znacznie tańszymi niż konkurencyjne herbaty z Chin, Indii czy Cejlonu.
Taka herbata stała się popularna wśród robotników, górników, osadników i imigrantów w Kalifornii, a także na wschodnim wybrzeżu USA. W czasach Sienkiewicza „Japan tea” była symbolem prostoty i dostępności. Parzona w skromnych warunkach, w blaszanych naczyniach, towarzyszyła codziennemu życiu uboższych mieszkańców Kalifornii. Nie była to herbata ceremonialna, lecz praktyczny napój, który dostarczał energii i chwili wytchnienia w trudnych realiach.

W czasie swojej półtorarocznej podróży po Stanach Zjednoczonych Sienkiewicz regularnie przesyłał felietony do „Gazety Polskiej” i prowadził bogatą korespondencję prywatną.

Znaczenie japońskiej herbaty w Ameryce zmieniało się na przestrzeni lat. Do lat 30. XX wieku Japonia pozostawała jednym z głównych eksporterów herbaty do USA, ale później jej znaczenie stopniowo malało. Amerykańska obecność w Japonii w okresie powojennym promowała kulturę kawy, a młodzi Japończycy coraz bardziej zwracali się ku zachodnim trendom. Zielona herbata, zwłaszcza sencha, stała się w Japonii napojem codziennym, głównie dla starszego pokolenia, podczas gdy matcha zyskała status symbolu tradycji – często ograniczonego do ceremonialnych kontekstów.
W latach 80. i 90. XX wieku, wraz z rosnącym zainteresowaniem zdrowym stylem życia na Zachodzie, zielona herbata powróciła do łask. Matcha, dzięki swoim właściwościom antyoksydacyjnym, stała się „superfoodem” i obiektem fascynacji. Zachód odkrył ją na nowo, tworząc matcha latte, matcha tiramisu czy matcha croissanty – czyli produkty mające z rytuałem zen tyle wspólnego, co karaoke z kontemplacją ciszy.
Najwyższej jakości matcha ceremonialna z regionów takich jak Uji, Shizuoka czy Yame może osiągać ceny nawet kilkuset dolarów za 100 gramów – choć dotyczy to wyłącznie produktów premium.

W Japonii obserwujemy dziś swoisty renesans kultury herbaty, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia. Pojawiają się nowe herbaciane startupy i klasyczne domy herbaty, które łączą tradycję z nowoczesnym podejściem, promując ideę „slow tea”. Jednocześnie japońska herbata zmaga się z konkurencją ze strony masowo produkowanych, butelkowanych napojów typu „green tea”, dostępnych we wszechobecnych sklepach konbini.
Ten paradoks dobrze pokazuje, jak japońska herbata balansuje między głęboko zakorzenioną tradycją a wymogami współczesnego, szybkiego stylu życia. Fragment z Listów z podróży do Ameryki Sienkiewicza przypomina o tym, jak zmienne są losy produktów i ich postrzeganie. Japońska herbata, która w XIX-wiecznej Kalifornii była napojem ubogich, przeszła długą drogę, by stać się symbolem luksusu i zdrowego stylu życia.

Japonia · Stany Zjednoczone

Z dzieciństwa w przepaść: Ernest Hemingway i japońskie kamuro

Ernest Hemingway, ok. 1905 r.
Kurtyzana Oiran z kamuro
Ernest Hemingway z siostrą Marcelinne
Oiran w towarzystwie kamuro
Ernest Hemingway
Oiran
Dziesięciomiesięczny Ernest w ramionach mamy

Źródła:

Francja · Japonia · Stany Zjednoczone

Gen. MacArthur, Napoleon, Nixon i inni: jak matki kształtują wodzów

Generał Douglas MacArthur

„Śmierć matki była dla mnie ogromnym ciosem i mam ogromne trudności z przystosowaniem się do zmienionych warunków. […] Moja strata częściowo mnie oszołomiła i czuję się, jakbym desperacko, ale bezskutecznie, próbował się odnaleźć.”
Gen. Douglas MacArthur, jeden z najwybitniejszych dowódców amerykańskich w historii i naczelny dowódca sił alianckich na południowo-zachodnim Pacyfiku podczas II wojny światowej, zareagował na śmierć matki w 1935 roku głębokim żalem, który wyraził w liście do przyjaciela. Czuł się zagubiony i potrzebował pomocy w uporządkowaniu swojego życia.
Jego matka, kobieta o surowym południowym charakterze, znana jako „Pinky”, miała znaczący wpływ na jego życie, złożoną osobowość, sukcesy i porażki. Opisywana była jako „przewodnik i kotwica”.

„Pinky” z portretem syna.

Mary Pinkney Hardy pochodziła z rodziny z Wirginii i wychowała się w kulturze o silnym poczuciu honoru, dumy i tradycji. Wychowanie na Południu często stawiało matki w roli strażniczek moralności i rodzinnego prestiżu – i Pinky wcielała to w życie do granic możliwości. Jej mąż, gen. Arthur MacArthur, był bohaterem wojny secesyjnej po stronie Unii (czyli Północy), co było nietypowym wyborem dla kobiety z Południa – ich małżeństwo już na starcie było niekonwencjonalne. Wielu członków jej rodziny było tym związkiem oburzonych. Ślub z kimś z „wrogiego obozu” wciąż traktowano jak zdradę ideałów – pamięć o wojnie była nadal żywa i bolesna. Jak pisze Arthur Herman, autor biografii amerykańskiego generała, dwóch braci Pinky nie pojawiło się na jej ślubie właśnie z tego powodu, a jej matka wpadła w jeszcze głębszą depresję, która przyspieszyła jej śmierć. To nie był tylko rodzinny dramat – to było zderzenie światów, wartości, emocji narodowych.

Rodzina MacArthurów. Pięcioletni Douglas stoi pierwszy od lewej.

Pinky nie tylko nie ugięła się pod presją rodziny, ale później przeniosła tę nieustępliwość na swoje macierzyństwo. Całe życie ingerowała w wychowanie i karierę syna, budując w nim przekonanie o jego wyjątkowości. Jej ambicje wobec niego były ogromne – wręcz obsesyjne. Wychowała Douglasa z niemal religijną czcią dla idei honoru, odwagi i wyjątkowości. Można wręcz powiedzieć, że uczyniła z niego narzędzie realizacji własnych ambicji i ideałów, które – być może – nie mogły się w pełni zrealizować w jej życiu jako kobiety XIX wieku.
Chyba wszyscy biografowie MacArthura podkreślają, że ta relacja miała fundamentalne znaczenie dla ukształtowania osobowości Douga – niemal jakby to Pinky była główną siłą napędową jego życia. William Manchester pisze: „MacArthur był do końca życia pod wpływem matki. Jej głos był jego wewnętrznym głosem.” Geoffrey Perret dodaje: „To nie ojciec, ale matka była jego punktem odniesienia. Jego moralność, jego styl, jego niechęć do kompromisu – wszystko to miało źródło w niej.”

Douglas MacArthur w słynnym ujęciu z japońskim cesarzem Hirohito

Wiele osób uważało, że MacArthur był emocjonalnie uzależniony od swojej matki. Jego ego, duma i poczucie wyjątkowej misji były w znacznej mierze odzwierciedleniem jej ambicji. W czasie studiów w West Point Pinky przeprowadziła się do hotelu niedaleko akademii wojskowej, by być blisko syna i „czuwać” nad jego edukacją. To było coś więcej niż troska – to jawne współuczestnictwo w jego karierze. Pinky budowała w Douglasie przekonanie, że ma boską misję w życiu. Taka matczyna narracja potrafi zniekształcić poczucie rzeczywistości, co – jak zauważył ppłk Gerald Wilkinson – było jedną z wad Douga: „Jest przebiegły, samolubny, pełen pychy, nieprzystępny, nerwowy i niezwykle próżny. Wyróżnia go wyobraźnia, pewność siebie, fizyczna odwaga i urok, zarazem jednak jest pozbawiony poczucia humoru, szacunku dla prawdy i jest nieświadomy tych wad.”
MacArthur – mimo że był mężczyzną o żelaznym charakterze w dowodzeniu – był też bardzo wrażliwy na krytykę, niemal dziecinnie. Manchester zauważa, że może to wynikać z wychowania w aureoli perfekcji, w której błąd był nie do przyjęcia. Pinky nie pozwalała mu wątpić w siebie – ale też nie dopuszczała autorefleksji. Nie tolerował krytyki ani sprzeciwu, bo nigdy nie nauczył się konstruktywnego dystansu do samego siebie.

Letycja Bonaparte

Popularne powiedzenie „za sukcesem każdego mężczyzny stoi kobieta” sugeruje, że wsparcie i wpływ kobiety są często kluczowe dla sukcesu mężczyzny. Choć można je uznać za banał lub seksistowskie uogólnienie, nabiera ono ciekawej głębi, gdy zaczniemy je reinterpretować: czy za jego sukcesem nie stała też presja, nadopiekuńczość, niespełnione oczekiwania kobiety? I czy za jego upadkiem nie kryje się ta sama kobieta – albo inna, która wstrząsnęła jego światem?
Wiele słynnych postaci historycznych zostało ukształtowanych przez swoje matki – by wspomnieć chociażby Napoleona Bonaparte i prezydenta Richarda Nixona. Letycja, matka Napoleona, była kobietą surową, zdyscyplinowaną, twardą jak skała – typową korsykańską matriarchinią. Miała głęboki i trwały wpływ na swojego syna. Jej stanowcza dyscyplina i silna wola ukształtowały jego charakter i dały podwaliny pod jego późniejsze ambicje. Richard Nixon z kolei w listach wspominał, że jego matka była „świętą”, ale jednocześnie emocjonalnie chłodną kobietą – nieustannie chwalącą jego brata, a jego ignorującą. Jego głęboka potrzeba aprobaty i paranoja były – według biografów 37. prezydenta Stanów Zjednoczonych – z tą relacją silnie powiązane. „Los dziecka leży w rękach jego matki” miał powiedział Napoleon. W przypadku MacArthura – te dłonie nigdy go nie puściły.

Richard Nixon ze swoją matka
Francja · Japonia

Wersal, arystokracja i prestiż: Jak zrozumieć japońskie Edo przez pryzmat europejskich elit

Król Słońce Ludwik XIV
Tokugawa Yoshinobu – ostatni japoński siogun
Arystokracja w Wersalu
Daimyo w drodze do Edo
Portret Ludwik XIV namalowany w 1701 r. przez Hyacinthe’a Riguada.

Źródła:

Tokio, 1905 r.

Japonia · Korea Południowa

Świątynie Wschodu i Zachodu: Jak architektura wyznacza granicę między codziennością a świętością

Brama tori w sintoistycznym chramie Fushimi Inara-taisha w Kioto

Porównanie świątyń sintoistycznych, buddyjskich i kościołów katolickich ujawnia zaskakująco wiele podobieństw, mimo różnic kulturowych i teologicznych. Przykładowo w religiach wschodu, jak sintoizm w Japonii czy buddyzm w Korei i Japonii, bramy takie jak torii, sanmon czy iljumun pełnią funkcję symboliczną i praktyczną. Są one fizyczną granicą oddzielającą codzienny, zwykły świat od przestrzeni świętej, gdzie przebywają kami (duchy/bóstwa w shinto) lub gdzie praktykuje się duchowe oczyszczenie. Przekroczenie bramy to moment rytualny – wierni często zatrzymują się, by się pokłonić, uznając, że wchodzą w obszar sacrum. Architektura tych bram jest prosta, ale wymowna: torii to zazwyczaj dwa słupy z poprzeczką, a iljumun może być bardziej ozdobne, ale obie sygnalizują zmianę stanu – z chaosu i brudu codzienności do harmonii i czystości świętego miejsca.

Prowadząca do seulskiej świątyni Jogyesa brama iljumun

W średniowiecznych katedrach katolickich podobną rolę odgrywa przedsionek (narteks) i przejście do nawy głównej. Architektura katedr była projektowana tak, by oddziaływać na zmysły i duszę wiernych, a symbolika światła i ciemności odgrywała tu kluczową rolę. Narteks (przedsionek) przy wejściu do katedry był zwykle ciemniejszy, węższy i często oddzielony od nawy głównej. Symbolizował świat zewnętrzny – grzeszny, chaotyczny, „ciemny” w sensie duchowym. W średniowieczu narteks był też miejscem dla tych, którzy nie mogli wejść do wnętrza, np. katechumenów (przygotowujących się do chrztu) czy pokutników.

Ołtarz w sanktuarium maryjnym Notre-Dame de Garaison we francuskiej miejscowości Monléon-Magnoac

Ciemność i prostota tego miejsca kontrastowały z tym, co czekało dalej. Po przekroczeniu progu z narteksu do nawy głównej wierny wkraczał w przestrzeń sacrum – miejsce modlitwy, liturgii i bliskości z Bogiem. Nawy były zazwyczaj wyższe, szersze i jaśniejsze dzięki dużym oknom (często witrażom), które wpuszczały światło. To przejście z ciemności do jasności miało symbolizować ruch od grzechu i niewiedzy do zbawienia i oświecenia. Światło w katedrach było metaforą boskiej obecności – w teologii chrześcijańskiej Chrystus jest często nazywany „światłością świata” (ewangelia Jana 8:12). Średniowieczni budowniczowie projektowali katedry, by odzwierciedlały drogę duszy ku Bogu. Wysokie sklepienia i witraże miały kierować wzrok (i myśli) w górę, ku niebu, a gradacja światła wzmacniała wrażenie transcendencji.

Narteks w sanktuarium maryjnym Notre-Dame de Garaison

Wraz z rozwojem architektury gotyckiej narteks stopniowo zanikał, a jego rolę przejęła kruchta – niewielki przedsionek o bardziej użytkowym charakterze. Niemniej jednak idea stopniowego przejścia z przestrzeni świeckiej do sakralnej przetrwała w koncepcji gotyckich katedr, gdzie światło, przestrzeń i wysokość wnętrza miały prowadzić wiernych ku transcendencji. W obu przypadkach – wschodnich bramach i katedrach – mamy do czynienia z ideą granicy i transformacji. Przekroczenie torii lub iljumun czy wejście z narteksu do nawy to nie tylko fizyczna zmiana miejsca, ale rytuał duchowy.

Bazylika św. Marcina w opactwo benedyktyńskie Pannonhalma na Węgrzech

Różnica leży w szczegółach: w religiach wschodu granica jest bardziej zewnętrzna i minimalistyczna (brama stoi na otwartej przestrzeni), podczas gdy w katedrach jest to proces bardziej wewnętrzny, rozciągnięty w przestrzeni budowli i wzbogacony symboliką światła. Jednak cel jest podobny – wyznaczyć moment, w którym człowiek zostawia za sobą codzienność i wkracza w sferę świętości. W katedrach gotyckich, takich jak Notre-Dame w Paryżu, efekt przejścia z ciemności do światła był szczególnie wyraźny dzięki technice witraży i rozet, które rozpraszały kolorowe światło w nawach. To dodatkowo wzmacniało wrażenie, że wierny „wychodzi z mroku” do boskiej rzeczywistości.

Narteks w bazylice św. Marcina w opactwo benedyktyńskie Pannonhalma na Węgrzech
Japonia · Wielka Brytania

Upadek Singapuru: jak gesty zdradziły wynik negocjacji kapitulacyjnych

📷 „Najgorsza katastrofa i największa kapitulacja w historii Wielkiej Brytanii” miał powiedzieć brytyjski premier W. Churchill po upadku Singapuru 15 lutego 1942 r.
📷 Kapitulacja Singapuru (fot. Paul Popper)
📷 Gen. Tomoyuki Yamashita i siedzący na wprost niego gen. Arthur Ernest Percival

Podczas podpisywania bezwarunkowej kapitulacji przez generała Percivala zgromadziła się duża grupa japońskich oficerów, fotografów i dziennikarzy.

📷 Zniecierpliwiony „Tygrys Malajów”
📷 Uśmiechnięty gen. Yamashita w niewoli amerykańskiej
Francja · Japonia

„Kurtyzana” Vincenta van Gogha

Vincent van Gogh, „Kurtyzana”, Paryż 1887 r.

Jednym z najbardziej frapujących obrazów Vincenta van Gogha jest namalowana w roku 1887 „Kurtyzana”. Prace holenderskiego malarza są fascynującym polem do badań, gdyż nie są wyłącznie wyrazem jego talentu, ale również odzwierciedleniem jego psychiki, emocji, filozofii życia i skomplikowanych relacji ze światem. Choć kilka jego płócien zawierało elementy japońskiej estetyki, „Kurtyzana” jest jego jedynym obrazem, na którym przedstawił postać inspirowaną japońską kulturą w tak bezpośredni sposób. W okresie Edo (1603-1868), z którego czerpał inspiracje, japońska sztuka obejmowała szeroki wachlarz postaci: oprócz pań lekkich obyczajów, także aktorów teatru kabuki, zapaśników sumo, portrety kobiet, zwykłych ludzi, a w późniejszym okresie także gejsze, Vincent zdecydował się jednak wybrać kurtyzanę.

Japońskie kurtyzany, koniec XIX wieku

Znane w Japonii jako oiran lub tayu, były one prominentne przede wszystkim w okresie Edo, zwłaszcza w tokijskiej (ówczesne Edo) dzielnicy czerwonych latarni Yoshiwara. Ze względu na ich status społeczny, prestiż, elegancję, wykształcenie w zakresie sztuk i związane z nimi liczne plotki, mity i wyobrażenia, pełniły skomplikowaną rolę w społeczeństwie jako artystki, ikony mody i stylu, a nie tylko prostytutki. Często pojawiały się więc na obrazach japońskich malarzy, jako symbole piękna ale także melancholii, któa odzwierciedlała ich nie zawsze lekkie i radosne życie, co mogło rezonować ze skomplikowanym emocjonalnym światem Vincenta.

Clasina „Sien” Hoornik przez blisko dwa lata mieszkała z Vincetem w Hadze

Malarz do roku 1883 był w związku z prostytutką, jego rodaczką o imieniu Sien, co mogło dodatkowo wpłynąć na jego zainteresowanie tematyką kurtyzan w sztuce. W latach 1886-1888 mieszkał wraz z bratem Theo w paryskiej dzielnicy Montmartre, która słynęła, zwłaszcza pod koniec XIX wieku, z nocnego życia. Dom przy Rue Lepic 54, w którym mieszkali bracia, wciąż istnieje. To tam Vincent stworzył wiele swoich prac inspirowanych paryską sceną artystyczną, być może także „Kurtyzanę”. Życie nocne Montmartre’u pod koniec XIX wieku mocno kojarzyło się z artystycznym światem i rozrywką, co przyciągało ludzi sztuki i pióra z całej stolicy Francji i nie tylko. Montmartre był również znany z licznych domów publicznych, które były częścią krajobrazu nocnego życia. Te miejsca były często odwiedzane przez artystów. „Kurtyzana” van Gogha jest w rzeczywistości kopią japońskiego drzeworytu autorstwa Kesai Eisen’a, zatytułowanego „Oiran” (czyli „Kurtyzana”).

Montmartre, koniec XIX wieku

Van Gogh zachował podstawową kompozycję oryginalnego drzeworytu, użył jednak bardziej intensywnych i kontrastujących barw niż w oryginale, dodając w tle subtelne elementy krajobrazu, co miało na celu stworzenie atmosfery odpowiadającej jego wyobrażeniom o Japonii. Najciekawsza jest jednak symbolika obrazu. Oprócz lilii wodnych i łodyg bambusa pojawiły się także zwierzęta. Jego wybór nie był przypadkowy, gdyż grue (żuraw) i grenouille (żaba) to francuskie slangowe słowa oznaczające „prostytutkę”. Miały swoje miejsce w kulturze i języku francuskim, zwłaszcza w XIX-wiecznym Paryżu, i były często używane w sposób humorystyczny lub ironiczny w kręgach artystycznych, co mogło stanowić dodatkowy komentarz w dziele van Gogha.

Kesai Eisen, „Oiran”
Japonia · Stany Zjednoczone

Bitwa o Los Angeles 1942 r.

Bitwa o Los Angeles

Bitwa o Los Angeles – jedna z najdziwniejszych, najbardziej tajemniczych i intrygujących bitew całego okresu Wojny na Pacyfiku. Japońskie samoloty, UFO czy zbiorowe złudzenie? W latach 1941-1942, po ataku na Pearl Harbor, Stany Zjednoczone doświadczyły fali antyjapońskiej histerii oraz obaw przed kolejnymi atakami armii japońskiej. Jednym z objawów tej histerii było internowanie około 120 tysięcy Amerykanów pochodzenia japońskiego i japońskich imigrantów pod pretekstem bezpieczeństwa narodowego i zagrożenia sabotażem z ich strony.

Internowani Amerykanie japońskiego pochodzenia

Amerykanie żyli w ciągłym strachu przed możliwością kolejnych ataków, zwłaszcza na miasta znajdujące się na Zachodnim Wybrzeżu. Pogłoski o japońskich okrętach podwodnych, balonach z ładunkami wybuchowymi i inwazjach Japończyków były powszechne, co jedynie zwiększało napięcie i strach w amerykańskim społeczeństwie. 24 lutego 1942 r., zaledwie dzień po ataku japońskiego okrętu podwodnego I-17 na pole naftowe w Ellwood w pobliżu Santa Barbara Marynarka Wojenna wydała ostrzeżenie, że przed świtem można spodziewać się kolejnego ataku na Kalifornię.

Internowani Amerykanie japońskiego pochodzenia

Chcąc zachować czujność, miasto Los Angeles ogłosiło wczesnym wieczorem alarm przeciwlotniczy, który odwołano o 22:23. Jednak potem czujność przerodziła się w obłęd. O godzinie 2:25 w nocy w całym hrabstwie LA zawyły syreny alarmowe, zarządzono przerwę w dostawie prądu do miasta, a wojska obrony przeciwlotniczej zostały postawione w stan gotowości. O 3:16 rano armia otworzyła ogień, celując do samolotów wroga, które rzekomo przelatywały nad ich głowami. Na niebie jednak nie było żadnych japońskich samolotów, z wyjątkiem jakiegoś niezidentyfikowanego obiektu lub obiektów, prawdopodobnie balonu meteorologicznego, który przemieszczał się nad miastem. Ostrzeliwanie nieba trwało blisko godzinę, w trakcie której wystrzelono ponad 1400 pocisków. Kilka z nich spadło na miasto, uszkadzając kilka budynków oraz pojazdów. Na skutek zawału serca zmarły trzy osoby, kilka innych zostało rannych.

Uszkodzony odłamkami samochód w LA

Nie odnaleziono żadnych szczątków samolotów czy innych dowodów wskazujących na obecność wroga. Władze uznały więc, że wydarzenie było wynikiem fałszywego alarmu wywołanego wojenną histerią, lękami i wojną nerwów, jednakże entuzjaści latających spodków do dziś utrzymują, że na niebie pojawili się goście z kosmosu. Dlaczego jednak tak wiele osób, zarówno wojskowych, jak i mieszkańców miasta, zgłaszało, że widzieli przelatujące samoloty? Aby wyjaśnić to zjawisko, możemy posłużyć się historią, która wydarzyła się w Rotterdamie 36 lat później. W grudniu 1978 r. z ogrodu zoologicznego Blijdorp w tym holenderskim mieście uciekła sympatyczna pandka ruda. Aby ją odnaleźć, media zaangażowały mieszkańców miasta, i wkrótce policja, zoo oraz media otrzymały wiele telefonów od sympatyków zwierzątka, którzy twierdzili, że widzieli ją w różnych miejscach całego miasta. Rzecz w tym, że jakiś czas później biedne zwierzątko zostało znalezione martwe na jednej z ulic w pobliżu Blijdorp. Straciła życie pod kołami samochodu wkrótce po ucieczce, więc nikt nie mógł widzieć jej żywej hasającej po trawnikach Rotterdamu. Wpływ sugestii, emocjonalne zaangażowanie, złudzenia optyczne oraz błędy poznawcze spowodowały, że rude koty, psy i inne zwierzęta, a także różne zjawiska przyrodnicze zaczęto mylić z pandką rudą. Podobnie stało się w LA w roku 1942, choć w tym przypadku dodatkowo nocne ciemności, taniec świateł reflektorów przeciwlotniczych oraz eksplozje pocisków na niebie przyczyniły się do „materializacji” maszyn latających.

Japonia · Stany Zjednoczone

Tajemnica pięciu wiecznych piór generała MacArthura

Gen. Douglas MacArthur położył na stole pięć przyniesionych chwilę wcześniej piór.

Z pozoru błahy, ale w rzeczywistości głęboko symboliczny moment w trakcie uroczystości podpisywania aktu kapitulacji Cesarstwa Japonii na pokładzie pancernika USS Missouri w Zatoce Tokijskiej, 2 września 1945 roku. Amerykański generał Douglas MacArthur wyciąga z prawej kieszeni spodni pięć eleganckich i cenionych wówczas wiecznych piór Duofold marki Parker z roku 1928 z zamiarem użycia każdego z nich podczas składania podpisu na dokumencie. Pióra wieczne, szczególnie te z wyższej półki, były wówczas symbolem prestiżu, statusu i trwałości (często przechodziły z rąk ojca na syna).

Gen. Douglas MacArthur (siedzi), gen. Arthur Percival i gen. Jonathan M. Wainwright (stoją za nim).

Chwilę wcześniej, w innym symbolicznym akcie, MacArthur przywołał do siebie byłych i wciąż bardzo wychudzonych jeńców z japońskich obozów dla oficerów alianckich na Dalekim Wschodzie – generałów Arthura Percivala i Jonathana M. Wainwrighta, którzy jako pierwsi otrzymali na pamiątkę po jednym piórze. Obaj też elegancko, w spontanicznym geście wdzięczności, kłaniają się dowódcy sił zbrojnych na Pacyfiku. Być może na obu mimowolnie wpłynęły emocje i atmosfera tej wyjątkowej chwili. Wręczając im pióra, MacArthur podkreślił ich rolę w wojnie, dając w ten sposób do zrozumienia, że ich wcześniejsze porażki zostały zamienione w triumf.

Gen. Wainwright otrzymuje pierwsze pióro użyte przez gen. MacArthura.

Trzy kolejne pióra trafiły później do generała Courtneya Whitneya, Akademii Wojskowej w West Point oraz jego żony i syna (choć tu relacje się nieco różnią). Pióra użyte przez MacArthura stały się częścią historii, symbolizując triumf aliantów, formalne zakończenie wojny, koniec imperialnej Japonii i przejęcie władzy w tym kraju przez Aliantów, ale w całym tym akcie było też trochę przedstawienia, teatralności.

Nad dokumentem pochyla się japoński minister spraw zagranicznych Mamoru Shigemitsu

Amerykański generał był mistrzem w budowaniu symboliki wokół swojej osoby, co miało zarówno wymiar praktyczny (wygrana w wojnie), jak i propagandowy (utrwalenie swojej postaci jako bohatera), a uroczystość ta była tego pełna. W pewnym sensie pióro, przez sam akt jego użycia i wynikającą z tego zdolność zmiany rzeczywistości, może być uznane za potężny symbol władzy. Generał Eisenhower (📷👇), który 7 maja 1945 roku podpisał w Reims we Francji akt kapitulacji Trzeciej Rzeszy piórem Parker 51, nowym modelem z roku 1941 (trafiło do prezydenta Trumana), także rozumiał, jak potężnym symbolem jest takie pióro.

Materiał filmowy można zobaczyć na moim profilu na X.

https://x.com/dal_ref/status/1869330305791992009?t=jJ9wFT1U_s-Co1can0vg2w&s=19

Gen. Eisenhower trzyma pióra użyte przez delegację niemiecką w Reims
Gen. Eisenhower podarował swoje pióra prezydentowi Trumanowi.