Mark Chapman, morderca Johna Lennona, już od 41 lat przebywa za kratami więzienia o zaostrzonym rygorze, w miejscowości Alden 40 km od granicy z Kanadą. Amerykanin wieczorem 8 grudnia 1980 roku wystrzelił 5 pocisków w kierunku Lennona idącego z Yoko Ono w pobliżu ich domu na Manhattanie. Mniej znany jest fakt, że zaledwie 18 miesięcy wcześniej, Chapman, fan Lennona, poślubił na Hawajach Glorię Abe, Amerykankę japońskiego pochodzenia. Miała mu przypominać Yoko Ono.
Gloria Abe i Mark Chapman, 2014
Chapman kilkukrotnie wspominał żonie, że pragnie zamordować piosenkarza. Gdy 8 grudnia w trakcie oglądania „Małego domku na prerii” na ekranie telewizora pojawił się komunikat o śmierci ex-Beatlesa, Abe od razu domyśliła się, że za morderstwem stoi jej mąż.
Gloria Abe
Obie panie w momencie zawierania małżeństwa były starsze od swoich wybranków – Abe o 4 lata, Ono o 7. Po śmierci Lennona Ono nigdy nie wyszła ponownie za mąż. Również głęboko religijna Abe postanowiła pozostać wierna swojemu mężowi. Co roku para ma możliwość spędzenia 2 dni razem na terenie więzienia. Od 2000 roku przysługuje Chapmanowi prawo do warunkowego przedterminowego zwolnienia, jednakże rada ds. zwolnień warunkowych konsekwentnie odrzuca wszystkie jego wnioski. Wdowa po Lennonie w obawie o życie swoje i jej dzieci zdecydowanie sprzeciwia się wypuszczeniu mordercy jej męża na wolność, pomimo tego, że zarówno Chapman, jak i Abe kilkukrotnie pisali do niej z prośbą o przebaczenie. Ono i Abe nigdy się nie spotkały.
John, Yoko i Kyoko, córka Ona z drugiego małżeństwa z amerykańskim producentem Anthonym Coxem
Freddie Mercury zajada się ekiben w pociągu relacji Osaka – Nagoja podczas trasy koncertowej Queen Hot Space Japan, 25 października 1982 r.
Ekiben (eki – stacja kolejowa, ben – bento, posiłek na wynos) to regionalne specjały pakowane w pudełka i sprzedawane podróżnym na stacjach kolejowych. Dziś najłatwiej jest kupić je w licznych punktach gastronomicznych rozstawionych na stacjach, ale chyba najprzyjemniej od handlarza, zwłaszcza takiego z wieloletnim doświadczeniem, jak Pan Toyomi Iris, który od 50 lat (2019) na stacji Hitoyoshi dźwiga swój ciężki, 15 kg pojemnik z ekiben.
Toyomi Iris
Zawód ginący, co raz więc trudniej napotkać sprzedawcę ekiben. Pierwsze lunchboxy sprzedawane były podróżnym przez okna pociągów. Dziś, ze względu na krótki czas postoju pociągów na stacjach oraz zablokowane okna handlarze ustawiają się w pobliżu przejść. Historia ekiben ma już ponad 130 lat. W roku 1872 otwiera się pierwsza w Japonii linia kolejowa pomiędzy Jokohamą a Shimbashi w Tokio, a 13 lat później pojawia się pierwszy sprzedawca onigiri (kulki ryżowe) i marynowanej rzodkiewki daikon.
Sprzedawcy ekiben, rok 1902
W czasie drugiej wojny światowej opakowania pudełek wykorzystywane były do przekazywania patriotycznych lub ultranacjonalistycznych treści mających za zadanie podnosić morale Japończyków lub tchnąć w nich ducha bojowego.
Pudełko po ekiben z 1942 r.
A zawartość pudełek? Prawdziwe dzieła sztuki. Czasami warto wybrać się na stację choćby tylko celem skosztowania tak smakowicie wyglądajacego posiłku.
Ekiben sprzedawane przez Pana Toyomi Irisa na stacji Hitoyoshi na wyspie Kiusiu
Ostatniego dnia zimy wg starego kalendarza księżycowego (w tym roku 3 lutego) Japończycy obchodzą święto Setsubun – symboliczny początek wiosny. Związanych z nim jest kilka zwyczajów i rytuałów, a jednym z nich jest mamemaki, czyli przeganianie z domu złych duchów. Te niezwykłe egzorcyzmy odprawiana są z pomocą ziaren soi (symbol szczęścia) wyrzucanych przez dzieci przez okno lub drzwi wejściowe domu lub też rzucanych w członka rodziny, zazwyczaj ojca, przebranego za demona Oni.
(📷 @GPC_NISIZIMAN na Twitterze)
Straszenie dzieci jest jedną z japońskich, z dzisiejszej perspektywy nieco kontrowersyjnej, tradycji. Płacz dziecka wywołany widokiem demona powszechnie uznawany był za dobry omen – miał odstraszać siły nieczyste i przynieść szczęście. Na fotografiach mama w masce Otafuku, dobrodusznej, zawsze uśmiechniętej i pełnej humoru kobiety, „odprawia egzorcyzmy” na 15-miesięcznej córeczce w przebraniu demona.
(📷 @GPC_NISIZIMAN na Twitterze)
Zapewne w Polsce fotografie oburzyłyby wielu ludzi, jednak komentarze Japończyków, z których każdy przed laty był podczas świąt Setsubun lub Nowego Roku (np. demony Namahage w Akita) w podobny sposób straszony są w przeważającej większości pozytywne.
Namahage
Pomimo tego, że w Japonii słyszy się głosy ostrzegające przed negatywnymi skutkami, jaki ten zwyczaj może spowodować w psychice dzieci, tym bardziej, że przygotowania do niego zaczynają się już na kilka tygodni przed właściwym świętem, a niektóre dzieci (w Akita) zaczynają okazywać pewne oznaki traumy już na widok pierwszego śniegu, dla znacznej wciąż części Japończyków, dla których duchy, demony, potwory i ogry (yurei i yokai) są ważną częścią ich kultury i tradycji, a zwyczaj straszenia dzieci od dawna był uważany za zdrowy dla ich prawidłowego rozwoju, nie ma w nim niczego niewłaściwego.
„Moja wizyta w Japonii była najprzyjemniejsza ze wszystkich podczas tej podróży. Kraj jest pięknie ukształtowany, krajobraz wspaniały, a ludzie wszystkich klas najbardziej uprzejmi i schludni na świecie.” pisał w roku 1879 do przyjaciela amerykański gen. Ulysses S. Grant. Grant był pierwszym, choć byłym amerykańskim prezydentem, który odwiedził Kraj Kwitnącej Wiśni.
Ulysses and Julia Grant
Po opuszczeniu Białego Domu generał wraz z żoną wybrali się w ponad dwuletnią podróż dookoła świata. Do Japonii udali się prosto z Chin. W Hongkongu, 100 tys. ludzi zebrało się wzdłuż trasy przejazdu prezydenta. HK przypadł mu do gustu. „To jest najpiękniejsze miejsce jakie dotychczas moje oczy ujrzały na Wschodzie.” powiedział.
Zatoka Nagasaki ca. 1860
Po przybyciu do portu w Nagasaki para prezydencka została w jednej ze świątyń ugoszczona obiadem. Mieli możliwość skosztowania m.in. mięsa z żurawia. Wnoszący tace z jedzeniem służący wykonywali ukłon bijąc czołem o ziemię. Wg. biografów generała, wypróbowanie wielu dziesiątek potraw zajęło im ponad 6 godzin. Krojenie żywej wciąż ryby na plastry sashimi było w tamtych czasach normą, jednakże delegacja amerykańska propozycję skosztowania tego przysmaku Japończyków grzecznie odrzuciła. Amerykanie przybyli do Japonii w trakcie szalejącej epidemii cholery, przed zawinięciem do portu w Jokohamie ich statek wraz z pasażerami został więc poddany kwarantannie. Po zejściu na ląd część drogi do Tokio generał przemierzył… rikszą.
Cesarz Mutsuhito wita gen. Granta
Do pierwszego spotkania z cesarzem Meiji (Mutsuhito) doszło na terenie pałacu cesarskiego. Młody cesarz był tak zauroczony Grantem, że podchodząc do niego zapomniał się i „uścisnął mu dłoń w głębokim szacunku”. Wg. towarzyszącego Grantowi w podróży dziennikarza JR Younga, uczynił taki gest po raz pierwszy w życiu.
Herbaciarnia Nakajima w ogrodach Hama Rikyu w Tokio
Herbaciarnia Nakajima w ogrodach Hama Rikyu w Tokio była miejscem drugiego, nieformalnego spotkania pom. generałem Grantem, a cesarzem Mutsuhito. W Tokio gen. Grant zwiedził liczne miejsca kultu religijnego, a w jednym z nich, w świątyni Zojoji posadził drzewko, które znane jest Japończykom jako „Sosna Granta”. Plac, na którym rośnie potężne już dziś drzewo jest popularnym miejscem spacerów mieszkańców stolicy.
Popularność Marilyn Monroe, najsłynniejszej aktorki ubiegłego wieku i ikony popkultury nie wydaje się być mniejsza w Korei niż w Polsce, a pomimo tego, niewielu Koreańczyków, a już żadna z indagowanych w tym temacie przeze mnie osób, zdaje się wiedzieć, że odwiedziła ona zaledwie kilka miesięcy po wojnie koreańskiej ich kraj. 14 stycznia 1954 r. Marilyn Monroe i Joe DiMaggio pobrali się w Ratuszu Miejskim w San Francisco, rodzinnym mieście słynnego baseballisty. DiMaggio, Włoch z pochodzenia, był katolikiem, jednakże zarówno dla niego, jak i jego żony było to już drugie małżeństwo, o ślubie kościelnym nie mogło być więc mowy.
Młoda para opuszcza Ratusz Miejski w SF
W podróż poślubną DiMaggio zabrał Monroe do Japonii, dokąd udawał się w sprawach służbowych. 2 tygodnie po zawarciu małżeństwa młoda para wylądowała na lotnisku Haneda. Do Tokio podróżowali na pokładzie B-377 Stratocruiser, tzw. „latającego hotelu”. Na lotnisku czekało na nich ponad 3000 osób, wśród nich dziesiątki fotoreporterów i setki rozemocjonowanych ludzi.
Monroe wita tłumy fanów chwilę po wylądowaniu na lotnisku Haneda
Monroe i DiMaggio musieli uciekać przez luk bagażowy samolotu do czekającego na nich kabrioletu. Rozhisteryzowany tłum zablokował przejazd samochodu. W eskorcie policyjnych jeepów młodej parze udało się opuścić lotnisko, ale ze względu na wiwatujące na ulicach Tokio tłumy ich podróż do hotelu przedłużyła się do 6 godzin. Na miejscu tłum japońskich wielbicieli próbował wedrzeć się do zaprojektowanego przez słynnego architekta Franka Lloyda Wrighta Imperial Hotel. Już do końca ich pobytu w Japonii podążały za nimi tłumy fanów.
Aktorka z okna swojego pokoju hotelowego pozdrawia zgromadzonych przed Imperial Hotel wielbicieli i fotoreporterów
Problemy zdrowotne aktorki i masy wielbicieli spowodowały, że para przez większą część pierwszego tygodnia pobytu w Japonii ukrywała się w hotelu. „Żadnych zakupów, Marilyn. Ten tłum nas zabije.” – miał rzekomo powiedzieć DiMaggio. W wydanej 12 lat po śmierci aktorki autobiografii „My Story” Monroe napisała, „Japonia okazała się kolejnym krajem, którego nigdy nie widziałam”.
Skąd wzięła się fascynacja Japończyków parą słynnych Amerykanów? Dla nich małżeństwo słynnej aktorki i najpopularniejszego w latach 50. w Japonii amerykańskiego sportowca było uosobieniem amerykańskiej pary cesarskiej.
Koncert dla amerykańskich żołnierzy w zimny,, lutowy dzień. Aktorka wróciła do Japonii przeziębiona.
W Tokio Monroe spotkała się z rannymi amerykańskimi żołnierzami biorącymi udział w wojnie koreańskiej. 16 lutego na prośbę amerykańskiego generała aktorka udała się na 4 dni do Korei Południowej, w której po brutalnej wojnie domowej wciąż stacjonowały setki tysięcy amerykańskich żołnierzy. DiMaggio był wściekły. To miała być ich wspólna podróż poślubna. Ponoć to właśnie wtedy, podczas jednego z występów przed kilkudziesięciotysięcznym tłumem rozentuzjazmowanych amerykańskich żołnierzy aktorka uświadomiła sobie, że jest już gwiazdą światowego formatu.
Marylin Monroe pośród amerykańskich żołnierzy
Co ciekawe, przed odlotem do Korei, aktorka została w Tokio zaszczepiona na cholerę i żółtą febrę. Wyjazd aktorki do Korei okazał się niestety początkiem końca ich krótkiego małżeństwa. Podróż poślubna pary dobiegła końca 24 lutego, a zaledwie pół roku później Monroe złożyła wniosek rozwodowy. Oboje pozostali przyjaciółmi, a po jej śmierci w roku 1962 DiMaggio przez kolejne 20 lat dwa razy w tygodniu składał różę na jej grobie.
Wyraźnie przygnębiony i powstrzymujący łzy DiMaggio wraz z synem Joe Jr na pogrzebie byłej żony
Cesarz Meiji (Mutsuhito) podczas wizytacji w stoczni Yokosuka (📷 Raimund von Steilfried)
Wraz z pojawieniem się pierwszych aparatów fotograficznych pojawiła się również chęć robienia zdjęć ukrytym przed ludźmi aparatem. Pierwsza fotografia japońskiego cesarza została wykonana w r. 1872 bez pozwolenia i z ukrycia przez barona Raimunda von Steilfrieda, austriackiego fotografa działającego w Jokohamie. Von Steilfried ukrył się w żaglach na statku zacumowanym w porcie podczas wizyty Mutsuhito w stoczni Yokosuka. Cesarz Meiji, gdyż tak został po śmierci nazwany Mutsuhito, wraz z francuskimi inżynierami nadzorującymi prace w stoczni zasiadł na ziemi w pobliżu żaglowca i moment ten wykorzystał von Steilfried do zrobienia fotografii. Las w tle w przeciwieństwie do ludzi nie rzuca cienia, gdyż został dodany do fotografii już później w studio von Steilfrieda.
Mutsuhito
Po wywołaniu negatywu von Steilfried zamieścił ogłoszenie w angielskiej gazecie wychodzącej w Jokohamie o sprzedaży zdjęcia. Tajemnica wyszła na jaw i wybuchł z tego powodu ogromny skandal. Wszystkie odbitki wraz z negatywem zostały skonfiskowane fotografowi przez ambasadę Austrii w Japonii. Pierwszy portret i pierwsze oficjalne zdjęcie Mutsuhito kilka miesięcy później wykonał Kuichi Uchida, jedyny fotograf, który otrzymał zaszczyt sportretowania cesarza Meiji.
Pierwszy portret Mutsuhito (📷 Kuichi Uchida)
Wraz z aparatami fotograficznymi pojawiła się też pokusa fotografowania kobiet w stroju Ewy, również z ukrycia. Najstarsza zachowana fotografia aktu kobiecego w Japonii została wykonana w onsenie (gorące źródła) Yamanaka, w małej miejscowości wypoczynkowej Kaga na przełomie XIX i XX wieku. Istnieją przypuszczenia, że kobiety w basenie nie wiedziały do czego służyło pudło ustawione przy basenie, byłaby to więc zarazem najstarsza fotografia w Japonii wykonana przez podglądacza.
Zamek Gifu w mieście o tej samej nazwie powstał w roku 1201. Kilkukrotnie przebudowywany, pod koniec XVI w. siedziba słynnego daimyo (pan feudalny) Ody Nobunagi (gościł w nim w r. 1569 portugalskiego misjonarza Luisa Froisa przybyłego z prośbą o pozwolenie na pracę misyjną), popadł w ruinę w wieku XVII, zburzony podczas nalotów 9 lipca 1945 roku przez amerykańskie bombowce Boeing B-29 Superfortress i ostatecznie odbudowany w latach 50. ubiegłego stulecia.
Zamek Gifu (📷 Hisa, Twitter: @Hisa0808)
Słynące z tradycyjnych domów minka (jap. „dom dla ludu”, w przeszłości zamieszkiwane przez japońskich chłopów, rybaków, rzemieślników i samurajów niższej klasy) wioska Gokoyama (jap. „Pięć Gór”) oraz najsłynniejsza być może japońska wioska Shirakawa-go (jap. „Miejsce nad Białą Rzeką”) na wyspie Honsiu. W tych unikalnych domach zbudowanych w stylu architektonicznym zwanym dziś gassho-zukuri (XVII w.) mieszkańcy wiosek na górnych piętrach zajmowali się hodowlą jedwabników. Charakterystyczne spadziste dachy (nachylenie 45°-60°) związane są z obfitymi opadami śniegu i deszczu w tym rejonie. Niemalże wszystkie budynki usytuowane są w jednym kierunku, co miało zapewnić równomierne nasłonecznienie dachów przyspieszające topnienie śniegów.
Shirakawa-go (📷 Hisa, Twitter: @Hisa0808)
Zbudowany w r. 1384 zamek Tsuruga, zniszczony został przez trzęsienie ziemi w r. 1611, odbudowany, podziurawiony kulami artyleryjskimi podczas wojny domowej w r. 1868 i ponownie odbudowany 100 lat później.
Zamek Tsuruga (📷 tsurugajo.com, Twitter: @tsurugajo1965)
Słynne słowa Winstona Churchilla, „My kształtujemy nasze budynki, a potem one kształtują nas” mają szczególną wymowę w Japonii. W porównaniu z resztą świata współczesne domy, ulice i miasta Japonii wydają się być zupełnie inne, a przybysza zadziwić zwłaszcza może mnogość budynków o niekonwencjonalnych kształtach.
„Tokyo Apartament”, Tokio
Skąd to zamiłowanie Japończyków i japońskich architektów do nietypowej, ekscentrycznej architektury, niewielkich rozmiarów domów, dziwnych kątów i fikuśnych dachów, czy ścian pozbawionych okien? Małe domy wynikają z wymagań stawianych przez ograniczoną powierzchnię ziemi, ale to także preferencja dla kontaktów rodzinnych oraz potrzeba większego nadzoru nad najbliższym otoczeniem – bawiących się, ale niewidocznych dzieci, czy osób znajdujących się w pobliżu domu.
„Blemen House”, Tokio
Nietypowe kształty dachów to konsekwencja surowych przepisów dotyczących światła słonecznego, które ograniczają ilość cienia, jaki może rzucać budynek na sąsiednie zabudowania i ulice. A ich niestereotypowe kształty? Japonia jest krajem o największej liczbie architektów na mieszkańca, wyróżnienie się z tłumu specjalistów stało się więc dla nich kluczem do popularności.
„House NA”, Tokio
Kolejna przyczyna to częste trzęsienia ziemi. Związana z nimi potrzeba odbudowy miast ukształtowała w Japończykach zamiłowanie do nowości. Budynki szybko tracą na wartości i burzy się je średnio 30 lat od ich postawienia, co daje architektom większą swobodę w tworzeniu domów odzwierciedlających osobiste gusta.
W Polsce montaż ostatniej krokwi nowego domu od wieków celebruje się zawieszając na dachu wiechę – tradycyjny wieniec. Jest to zarazem okazja do wspólnego z sąsiadami i budowniczymi biesiadowania.
Mochimaki
W Japonii, zakończenie pierwszego etapu budowy świętuje się ceremonią shintistyczną (jotoshiki) oraz poczęstunkiem dla sąsiadów w postaci ryżowych ciasteczek mochi (białych lub czerwonych), czasami również słodyczy, lub, zwłaszcza dla dzieci, monet 5 i 10 yenowych zawiniętych w kawałek papieru zrzucanych z dachu budynku. Tradycyjnie jedynie mężczyźni mogli zrzucać prezenty, dziś zdarza się, że również kobiety uczestniczą w tym rytuale. Mochimaki organizuje się również podczas niektórych świąt w świątyniach shintō. Jak widać na filmie ludzie mogą dość żywiołowo reagować na rzucane w ich kierunku łakocie.
1 stycznia 1956 roku 30-tysięczny tłum, który zebrał się na mochimaki w świątyni Yahiko-jinja w Yahiko zadeptał na śmierć 124 osoby (nie 112, jak podał NYT). Późnym wieczorem na nieoświetlonym dziedzińcu obiektu w wyniku paniki, która wybuchła po zawaleniu się muru uczestniczący w święcie ludzie zaczęli przewracać sie na schodach (📷).
Schody prowadzące na dziedziniec świątyni Yahiko-jinja w Yahiko
Jedna z pierwszych fotografii Świętego Mikołaja zrobiona w Korei Południowej. Gromadka koreańskich dzieci w czasie wojny koreańskiej (1950-1953) ustawiona w kolejce do australijskiego żołnierza w przebraniu Świętego Mikołaja. W tle grupa żołnierzy w charakterystycznych australijskich „slouch hat” kapeluszach. Dziewczynka wykonuje nieczęsto już dziś spotykany ukłon ze zwieszoną głową. Zapewne dla tych dzieci było to pierwsze spotkanie ze Świętym Mikołajem.
Osaka, 1928
Być może pierwsza fotografia Świętego Mikołaja w Japonii. W 1928 r. pojawił się w Osace celem uczczenia intronizacji cesarza Showa. Na Chryzantemowym Tronie zasiadł Hirohito 25 grudnia w 1926 r. Pod koniec 1928 r. odbyła się kolejna ceremonia (sokui) intronizacji niebiańskiego władcy.
„Santakuro”
Pierwszym japońskim dokumentem przedstawiającym Świętego Mikołaja była powieść „Santa Kuro” z 1900 roku. Na ilustracji nosi on chustę zamiast czapki i torbę listonosza. Była to chrześcijańska powieść napisana jako materiał dydaktyczny dla niedzielnych zajęć misyjnych.