Japonia

Tebori – tradycyjna japońska technika tatuowania

Rok 1946

Tradycyjna japońska metoda wykonywania tatuaży irezumi zwana tebori wymaga od horishi (tatuatora) wielu lat nauki i treningu celem opanowania rzemiosła. W przeszłości oznaczało to długą praktykę, podczas której praktykant, czyli deshi, sprzątał studio, ćwiczył rysowanie i tatuowanie, do czasu, aż shisho (mistrz) nie uznał, że deishi na tyle dobrze opanował sztukę tatuowania, że sam mógł zacząć pracować z klientami. Słabo wyszkolony i niedoświadczony horishi nie tylko może sprawić sporo bólu swoim klientom, ale również uszkodzić ich skórę i tkankę podskórną.

Rok 1937

Ponoć dobrze wyszkolony mistrz tebori jest w stanie wykonać tatuaż niemalże bezboleśnie. Horishi kładzie jedną rękę na ciele klienta, drugą zaś chwyta za drewniany, bambusowy, a dziś najczęściej metalowy trzonek (nomi) długości 15-35 cm z igłami umocowanymi na jego końcu i zręcznymi ruchami wprowadza tusz w ciało. Japońscy tatuażyści zamiast irezumi używają słowa horimono. Przedrostek hori znaczy rzeźbić i odnosi się do faktu, że w przeszłości to artyści drzeworytu japońskiego ukiyo-e dorabiali sobie tatuowaniem ciał.

Rok 1970
Japonia

Przyczyny okrucieństwa japońskich żołnierzy podczas II wojny światowej

Sierżant Leonard George Siffleet na moment przed ścięciem
Japonia

Japońska straż pożarna z okresu Edo

Japońscy strażacy z okresu Edo

Praca strażaków chyba najbardziej kojarzy się z wodą służącą do gaszenia pożarów, w Japonii jednak jeszcze do niedawna z trzema zwłaszcza akcesoriami – drabiną, flagą zwaną matoi oraz kilofem tobiguchi. Podstawowym zadaniem strażaków nie było więc bezpośrednio gaszenie pożaru, a zapobieganie rozprzestrzenianiu się ognia, a do tego najlepiej nadawały się tobiguchi, którymi usuwano fragmenty budynków, drabiny służące do wspinania się na dachy oraz matoi, która miała zwracać uwagę okolicznej ludności i innych grup strażaków. Główną metodą walki z ogniem przez hardych hikeshi (samuraj strażak) było wyburzanie budynków znajdujących się w sąsiedztwie pożaru.

Powyżej japoński strażak z roku ok. 1865 r. Dwa miecze u boku świadczą o tym, że był samurajem. Chroniące ich długie, grube tuniki kaji kabuto często wykonywano z utwardzonej surowej skóry zwierzęcej.
Gęsta, drewniana zabudowa japońskich miast w okresie Edo oraz suwane ekrany shoji wypełnione papierem washi były przyczyną licznych pożarów. Zaprószenie ognia w starym Edo (od 1868 Tokio) zdarzało się tak często, że do dziś jest ono pamiętane jako „Miasto Ognia”. Tylko w latach 1851-1867 doszło tam do ponad pięciuset poważnych pożarów.

Strażacy z flagą matoi

Zadaniem najlepszych strażaków była ochrona zamków sioguna (naczelny wódz) i daimyo (panowie feudalni) oraz domów samurajów, ale przede wszystkim magazynów ryżu.
Ponieważ zawód strażaka cieszył się wysokim prestiżem, na miejscu pożaru dochodziło czasami do utarczek pomiędzy konkurencyjnymi brygadami, które pragnęły dla siebie zdobyć laury za uratowanie miasta.

Aktor Kabuki w stroju strażaka z flagą matoi namalowany przez jednego z mistrzów drzeworytu i malarstwa japońskiego Kunichikę (1835-1900)
Japońscy strażacy demonstrują swoje akrobatyczne umiejętności na bambusowych drabinach.
Japonia · Korea Południowa

Sake i prezydent Obama

Premier Shinzo Abe i prezydent Barack Obama

Premier Abe i prezydent Obama podczas degustacji Kamotsuru sake z wytwórni w Hiroszimie. Dlaczego Kamotsuru? O tym trochę później, a wcześniej kilka z wielu zasad spożywania sake.
Prezydent Obama nosi na palcu serdecznym lewej ręki obrączkę ślubną. Czarki i karafki do sake potrafią osiągnąć wysoką cenę, czasami więc zaleca się zdjęcie pierścionków i obrączek aby uniknąć zarysowania naczyń, czego domyślam się nikt nie będzie wymagał jednak od głowy państwa. Zarysowana przez amerykańskiego prezydenta czarka zyskałaby znacznie na wartości.

Zestaw do sake w cenie $3,300

Premier Abe nalewa prezydentowi Obamie wino jedną ręką, zazwyczaj jednak zarówno w Japonii jak i w Korei czyni się to dwoma rękoma – prawa ręka trzyma butelkę, druga ją wspiera u podstawy.
Prezydent Obama unosi, jak nakazuje zasada, w górę czarkę, choć znów jak i w przypadku karafki lub butelki czyni się to w obu krajach zazwyczaj dwoma rękoma.
Na wprost prezydenta Obamy widzimy szklankę wody. Japończycy zalecają pić sake z popitką, zazwyczaj w postaci wody (yawaragi mizu). Ma służyć złagodzeniu stanu upojenia alkoholem, osłabieniu kaca następnego dnia oraz odświeżeniu ust.
Politycy wciąż oczekują na podanie im posiłku. Sake jest zazwyczaj serwowane podczas spożywania lekkich przystawek raczej niż w trakcie głównego dania.

Daiginjo Gold Kamotsuru z Hiroszimy (16.4%).

Dlaczego spośród wielu dostępnych gatunków sake Japończycy wybrali trunek produkowany w Hiroszimie? Wg jednej wersji Japończycy chcieli w ten sposób dać prezydentowi do zrozumienia, że miasto powstało z popiołów i prosperuje.
Wg innej znów znajdujące się w butelce Kamotsuru dwa symbolizujące łączące się w pary na całe życie żurawie kawałki złotej folii w kształcie kwiatu wiśni miały wyrażać pragnienie Japończyków trwałego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi.
A może odpowiedź jest bardziej prozaiczna – wg producenta Kamotsuru ich alkohol doskonale komponuje się z potrawami rybnymi, a Abe i Obama spożywali posiłek skladający się z sushi.

Japonia

Japońskie ogrody

Czasy niespokojne, może więc dla chwili relaksu zamieszczę dziś fotografie kilku najpiękniejszych tradycyjnych ogrodów w stylu japońskim.

Bunryutei

Stosunkowo nowy, gdyż powstały w roku 1984 ogród Banryutei w świątyni Kongobuji w Koyasan. Największy w Japonii ogród kamienny. Na jego terenie znajduje się ponad sto granitowych głazów uformowanych na kształt dwóch smoków, których rolą jest strzec tą świątynię.

Muzeum Sztuki Adachi

Ogród, a w zasadzie ogrody, gdyż jest ich tam aż sześć, przy Muzeum Sztuki Adachi w Yasugi jest przez wielu uważany za najpiękniejszy kompleks ogrodów japońskich w Kraju Kwitnącej Wiśni. Na fotografii ogród suchego krajobrazu.

Saiho-ji

Słynny ogród mchu przy buddyjskiej świątyni Saiho-ji w Kioto, zwanej również Świątynią Mchu ma już prawie 700 lat. Ponoć najpiękniej prezentuje się podczas parnych japońskich miesięcy letnich.

Suizen-ji

Ogród Suizenji w Kumamoto odtwarza w miniaturze 53 stacje pocztowe powstałe wzdłuż Tokai-do – Drogi wschodniego morza, która w okresie Edo łączyła stolicę Edo (od 1868 r. Tokio) z Kioto. W tle replika góry Fuji.

Komyo-ji

Zamknę ten zestaw ogrodów japońskich kolejnym ogrodem skalnym (karesansui). Kompozycja widoczna na fotografii znajduje się przy powstałej w roku 1198 świątyni Komyoji w Nagaokakyo.

Japonia · Korea Północna · Korea Południowa

Przypinki najwyższych urzędników państwowych

Shinzo Abe

Komunikacja niewerbalna to nie tylko gesty, ruchy i mimika twarzy, ale również akcesoria i gadżety. To często sygnały bardziej subtelne, zrozumiałe dla węższej grupy osób. Co przykładowo o głowach państw mówią przypinki noszone w klapach ich marynarek?
Na powyższym zdjęciu były premier Abe nosi wpięty w marynarkę złoty kwiat chryzantemy (jap. kiku) – jeden z narodowych symboli Japonii. Kwiat chryzantemy zaś na bordowym tle to insygnia noszone przez posłów w japońskiej Izbie Reprezentantów (izba niższa parlamentu).
Niezwykle ciekawy jest symbol ukrywający się za niebieską wstążeczką. Wg. premiera Abe, ma mu ona przypominać każdego dnia o Japończykach uprowadzonych przez komunistyczny reżim Północnej Korei w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia, oraz obowiązku sprowadzenia ich z powrotem do domu.

Fumio Kishida

Identyczne przypinki nosi wpięte w swój garnitur aktualny premier Japonii Fumio Kishida.
Żółta wstążeczka noszona czasami przez prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina symbolizuje natomiast solidarność z rodzinami nastolatków, którzy zginęli w roku 2014 w tragicznej katastrofie promu Sewol (306 ofiar, w większości uczniowie szkoły średniej w Ansan).

Moon Jae-in

Znacznie mniej tajemnicza jest natomiast przypinka dyktatora Korei Północnej Kim Dzong Una, choć nie nosi on jej szczególnie często. Widnieją na niej podobizny jego dziadka, Kim Ir Sena, oraz ojca, Kim Dzong Ila.

Kim Dzong Un
Japonia · Korea Północna · Korea Południowa

Spotkanie Trumpa z Abe w Tokyo

Japoński premier Abe zaprosił prezydenta Obamę na sushi do słynnej restauracji Sukiyabashi Jiro, prezydenta Trumpa zaś ugościł w 2019 r. japońskim barbecue (befsztyk wagyu) w równie drogiej restauracji Inakaya Higashi w tokijskiej dzielnicy Roppongi. Tym razem obu politykom towarzyszyły małżonki. Przy ciemnych garniturach obu przywódców i szarej sukience Akie Abe swoją różową kreacją uwagę przyciągała Melania Trump. W Korei i Japonii niepisana zasada niewyróżniania się z grupy jest powodem dla którego kobiety noszą odzież w stonowanych lub pastelowych kolorach. Tak też zaprezentowała się pani Abe.

Pierwsza dama Korei Południowej Kim Jung-sook (P) w towarzystwie żony Kim Jong-una Ri Sol-ju (L)

Przy stole obaj panowie pamiętali zgodnie z zaleceniami coachów, aby trzymać ręce na stole, a nie pod nim. Schowane ręce niosą negatywny przekaz – coś ukrywamy. Małżonki obu polityków trzymają ręce na udach, w ten sposób okazując swoją skromną stronę.

W trakcie krótkiego przemówienia Trumpa premier Abe kilkukrotnie niewymuszenie przytakuje prezydentowi, co wskazuje na zgodność i porozumienie w ich relacjach.
Na słowa Trumpa „Pragnę Panu podziękować” („I just wanna thank you”) premier Abe w akcie pokory pochyla się delikatnie do przodu wykonując szczery, tradycyjny, choć ograniczony stołem japoński ukłon.

Najciekawszy moment w trakcie przemówienia pojawia się w 90 sekundzie materiału, gdy Trump wychwala zawodników sumo (kilka godzin wcześniej panowie Trump i Abe obserwowali zawody sumo) mówiąc „To było coś zobaczyć tych wspaniałych sportowców”. Na te słowa premier Abe unosi lewą brew i subtelnie, z uśmiechem na twarzy kiwa głową na boki. Nie każdy potrafi unieść w górę jedną brew, a gest ten oznacza „czy aby na pewno?”, tutaj jeszcze wzmocniony kiwaniem głową. Abe niekoniecznie uznaje sumitów za „wspaniałych atletów”, tym bardziej, że kiedy Trump dodaje „wspaniały starożytny sport” („great ancient sport”) nie widzimy potwierdzenia tych słów w mowie ciała Abe.
Opaska na głowie szefa kuchni to hachimaki wykonana ze skręconego bawełnianego ręcznika tenugui.

Japonia

Trzęsienie ziemi w Tōhoku

Każdego roku 11 marca rodziny i znajomi blisko 19.000 Japończyków, którzy zginęli lub zostali uznani za zaginionych w wyniku fali potężnego tsunami, które nawiedziło Japonię w 2011 r. ponownie opłakują śmierć swoich bliskich. Niektórzy pogodzili się z ich utratą, odzyskali radość życia, inni już nigdy nie potrafili stanąć ponownie na nogi, ale każda z tych osób ma do opowiedzenia własną, nieznośnie bolesną, chwytającą za serce historię. Niektóre tak okrutnie bolesne, że nie sposób je tutaj przytoczyć.

Ponad sto wstrząsów i powstałe w ich wyniku tsunami trwały jeden dzień, ale dla wielu z tych, którzy ocaleli z tej katastrofy trwa ona po dziś dzień. Obwiniają się za śmierć bliskich, dzieci, rodziców, współmałżonków, przyjaciół lub sąsiadów. Inni, których ciał bliskich nigdy nie odnaleziono, wciąż trzymają się nadziei, że któregoś dnia powrócą – „przecież cuda się zdarzają.” Odmawiają przyjęcia aktu zgonu, piszą listy do dzieci, rodziców, żon i mężów.

Wielu z tych żyjących w pobliżu linii brzegowej nigdy już nie postawiło stopy na plaży, jakby wciąż żywili urazę do morza za wyrządzone im krzywdy. Powszechnie uważa się, że Japończycy są areligijni, czytając jednak relacje ocalałych z tsunami, tak często odnoszą się oni do wiary i nadziei spotkania utraconych bliskich w niebie. Dla wielu z nich jest to być może najlepszy sposób na poradzenie sobie z bolesną traumą przeszłości, dla innych jednak szczera nadzieja na ponowne złączenie się z rodziną.

Mama przechowuje ostatnią wiadomość tekstową otrzymaną od syna
Japonia

Wierność małżeńska, opium i nagość – II wojna światowa w Japonii

Kilka ciekawostek z Japonii okresu II wojny światowej.

Policjant z Osaki, lata 40

Wysokie morale japońskich żołnierzy w latach 1941-1942 odgrywało kluczową rolę w szybkich podbojach terytorialnych Cesarskiej Armii Japońskiej w Azji Południowo-Wschodniej. Jednym ze sposobów wzmocnienia woli walki poddanych cesarza Hirohito było rozwianie ich obaw o wierność żon podczas nieobecności mężów w domu. Wg. autora Tadayori Hayakawy, policjanci w Japonii składali regularne i niezapowiedziane wizyty zamężnym kobietom, aby przekonać się, czy nie nadużywają one swojej wolności. Przyłapani na gorącym uczynku kochankowie niewiernych żon byli wtrącani do więzienia.

Tokijski policjant, lata 30.

W czasie wojny japońscy cywile odczuwali nie tylko niedostatek żywności, ale również lekarstw. Prasa japońska udzielała porad, jak uprawiać mak lekarski na opium celem stosowania go jako środek przeciwbólowy. Nasiona do ich uprawy można było uzyskać w państwowych urzędach.

Obowiązkiem wszystkich uczniów w tym okresie był rozwój tężyzny fizycznej. W niektórych szkołach japońskich celem wzmocnienia ciała i ducha zarówno uczniowie, jak i nauczyciele podczas zajęć lekcyjnych nosili tylko majtki lub spodnie w przypadku chłopców, dziewczyny natomiast  spódniczki. Zdarzało się nawet w chłodne zimowe dni, że uczniowie i uczennice musieli rozbierać się od pasa w górę i obmywać ciała zimną wodą na szkolnym placu. Animuszu młodzieży, jak pokazuje poniższe zdjęcie z 1943 roku, dodawał czasami sam dyrektor szkoły pracując bez odzieży w swoim gabinecie.

Japonia

Ichiwa, ciastkarnia z 1000-letnią tradycją

Ichiwa

Kolejna epidemia czarnej ospy w Kioto w roku 994 przyczyniła się do powstania shintoistycznej świątyni Imamiya (Imamiya-jinja), w której pielgrzymi i wędrowcy mogli modlić się o zdrowie własne i innych. Zaledwie kilka lat później, w roku 1000, w przyległym do świątyni budynku otwarto działający do dziś sklep cukierniczy (herbaciarnię) serwujący podróżnym ryżowe ciasteczka mochi. Ichimonjiya Wasuke, dla mieszkańców Kioto po prostu Ichiwa, stawiając na tradycję i stabilność ponad zysk, rozwój i dynamikę przetrwał kolejne epidemie i plagi, wojny domowe, katastrofy żywiołowe, klęskę Japonii w drugiej wojnie światowej, polityczne zawieruchy i zmieniające się trendy.

Mochi i zielona herbata z Ichiwa

Przez cały ten czas, z wyłączeniem wody, której herbaciarnia ze względu na przepisy sanitarne nie może pobierać już z własnej, liczącej kilkaset lat studni (📷), urządzeń mechanicznych ubijających ryż, oraz stałych cen wprowadzonych po II wojnie światowej (wcześniej za swoje słodycze pobierano „co łaska”) model biznesowy Ichiwa i metoda produkcji mochi pozostają niezmienne od ponad 1000 lat. (Ichiwa to jedna z zaledwie lub aż siedmiu firm w Japonii z ponad tysiącletnią tradycją).

Naomi Hasegawa, właścicielka Ichiwa

Wg. Nao Hasegawa, właścicielki herbaciarni w 25 pokoleniu, aby przetrwać tysiąc lat, firma nie może po prostu gonić za zyskami. Niezbędny jest wyższy cel. Wiele japońskich rodzin i firm kieruje się tymi samymi od stuleci zasadami, zwanymi w Japonii kakun. Dla rodziny Hasegawa, właścicieli Ichiwa ich kakun to wartości rodzinne, służba podążającym do świątyni Imamiya pielgrzymom oraz wsparcie dla lokalnej społeczności. Co więcej, formowane ręcznie, a następnie grillowane i serwowane na ciepło mochi są od początku istnienia firmy jedynym (nie licząc zielonej herbaty) produktem oferowanym w sprzedaży. Od wielu dekad Ichiwa odrzuca wszelkie propozycje współpracy z firmami oferującymi rozwój i pieniądze. Pomimo mniejszej niż zwykle, ze względu na pandemię, liczby podróżnych udających się do sanktuarium Imamiya, ostatnią „ofiarą” kakun rodziny Hasegawa stał się Uber Eats.