Tradycyjna zasłona noren. Większość turystów zdaje się przechodzić obok nich obojętnie lub obrzuca je tylko spojrzeniem, a niesłusznie, gdyż są one źródłem wielu informacji, nie tylko o samej placówce, której wejście osłaniają, ale także o Japonii i jej mieszkańcach. Pojawiły się prawdopodobnie już ponad 1000 lat temu i pełnią rolę praktyczną, dekoracyjną, marketingową i symboliczną. Długie noren zawieszało się w przeszłości w wejściach, celem osłony wnętrza domów przed deszczem, słońcem i kurzem. Zapewniały też pewien stopień prywatności i służyły zamiast drzwi do pomieszczeń wewnątrz budynku.
Z czasem jednak zaczęto je coraz częściej kojarzyć z gastronomicznymi, handlowymi oraz innymi placówkami usługowymi. Dziś zawiesza się je każdego ranka przed otwarciem zazwyczaj tradycyjnych restauracji i sklepów, ich obecność oznacza więc, że placówka działa. Służą również do umieszczania na nich nazwy sklepu, symbolu handlowego (yago) czasami herbu rodzinnego (mon). Wszystkie, z wyjątkiem króciutkich mizuhiki noren ściąga się po zamknięciu placówki. Noren ma również symboliczne znaczenie i podobnie jak święty sznur shimenawa zawieszany w chramach shinto oddziela sacrum (sfera prywatna) od profanum (sfera publiczna).
1910r. Krótkie noren powiewają nad głowami maiko.
Istnieje wiele rodzajów zasłon noren, a najprostszy ich podział dzieli je na krótkie i długie. W niektórych restauracjach, zwłaszcza sushi lub soba zawiesza się krótszy noren (han noren), aby dać klientom możliwość zerknięcia do środka. Długi noren (naganoren) używa się tam, gdzie klient oczekuje prywatności lub gdzie promienie słoneczne mogą negatywnie wpłynąć na jakość sprzedawanych tam produktów. W przeszłości zwłaszcza o rodzaju placówki informował również kolor noren. Biały był przykładowo stosowany przez sklepy spożywcze, niebeski zaś używali sprzedawcy kimon. Kolor zasłon w onsenach w dalszym ciągu informuje dla kogo przeznaczona jest dana przebieralnia – czerwony dla kobiet (女), niebieski dla mężczyzn (男). Co ciekawe, jeszcze po wojnie powszechne było przekonanie, że im brudniejszy noren, tym bardziej popularna restauracja i smaczniejszy serwowany w niej posiłek. Zasłony, zwłaszcza w restauracjach sushi l, służyły klientom do wycierania brudnych po posiłku rąk.
Powiewające na wietrze noren imitują ruch gałęzi drzew lub fal morza, przez co mają relaksujące działanie na człowieka.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X.
Wśród wielu japońskich smakoszy panuje przekonanie, że aby skosztować najbardziej wyszukanych smaków kuchni francuskiej należy udać się do… Japonii. Opinia ta irytuje czasami samych Francuzów, ale w stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni faktycznie funkcjonuje wiele ekskluzywnych i popularnych francuskich restauracji, by wymienić choćby L’Effervescence (*** Michelin), Les Saisons (*), L’Osier (***), La Table de Joel Robuchon (**) i Pierre Gagnaire (**), by wymienić tylko kilka. Wpływ kuchni francuskiej na japońską (oraz japońskiej na francuską, ale o tym innym razem) datuje się na koniec XIX wieku. Wkrótce po otwarciu się Japonii na świat w roku 1868 pojawili się tam zachodni mistrzowie sztuki kulinarnej, a najsłynniejszym z nich był Francuz LouisemBegeux.
Jeszcze w tym samym roku Begeux został zatrudniony na stanowisku szefa kuchni w hotelu Tsukiji (w dzielnicy Tsukiji dla cudzoziemców), a następnie w Grand Hotel Yokohama. Jego umiejętności kulinarne wychwalali m.in.. członkowie japońskiej rodziny cesarskiej oraz autor „Księgi dżungli” Rudyard Kipling, który odwiedził Japonię w roku 1889. Monsieur Begeux przez wielu uważany jest za ojca kuchni francuskiej w Japonii. Wychował wielu japońskich kuchmistrzów, którzy pod jego bacznym okiem zgłębiali tajniki narodowej kuchni Francuzów, a niektórzy z nich odbyli nawet podróż do Francji, gdzie kształcili się w paryskich zazwyczaj restauracjach i hotelach. Kilku z japońskich szefów kuchni odbywało praktyki u boku samego Auguste’a Escoffiera (1846-1935), słynnego francuskiego restauratora i autora wpływowych książek kucharskich.
Auguste Escoffier
Jednym z nich był Tokuzo Akiyama, który w stolicy Francji spędził kilka lat, a powrocie do kraju w roku 1913 wpierw przygotowywał posiłki dla jednej z agencji cesarskich, a następnie objął zaszczytne stanowisko cesarskiego szefa kuchni. Dania kuchni francuskiej zaczęto serwować podczas oficjalnych uroczystości, w tym urodzin cesarza. Akiyama służył wpierw cesarzowi Yoshihito (Taisho), a następnie aż do roku 1972, kiedy to odszedł na emeryturę cesarzowi Hirohito(Showa).
Ukończona w grudniu 1964 r. Katedra Najświętszej Marii Panny w Tokio, zwana również Katedrą Krzyża, gdyż taki ma właśnie kształt widziana z lotu ptaka, odgrywa centralną rolę w Kościele katolickim w Tokio. Zaprojektowana została przez Kenzo Tange, jednego z najsłynniejszych japońskich architektów, który wyniósł japońską architekturę na światowy poziom. Oryginalna, powstała w 1899 roku drewniana konstrukcja w stylu gotyckim została zniszczona podczas nalotu na Tokio w maju 1945 roku. Wierni przed wejściem do niej zgodnie z tradycyjnym zwyczajem ściągali buty. Była zaledwie jednym z kilkuset tysięcy budynków bezpowrotnie straconych w amerykańskich nalotach na japońską stolicę. Zginęło w nich około 100 tys. ludzi, ponad milion pozbawionych zostało dachu nad głową.
Projekt Tange’a jest zarówno abstrakcyjny, jak i symboliczny. Zewnętrzna część budynku jest jasna i wypolerowana, o eleganckim i nowoczesnym wyglądzie, podczas gdy wnętrze jest szorstkie i teksturowane, co zapewnia poczucie kontrastu i głębi. Surowy beton ma symbolizować biblijną koncepcję zawartą w Psalmie 18:2: „Boże mój, skało moja, na którą się chronię…”. Katedra Najświętszej Marii Panny jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków w Tokio. W roku 1973 instytucja kultury Japan Foundation podarowała tokijskiej katedrze replikę Piety Michała Anioła. Słynne arcydzieło renesansowego artysty znajduje się w bazylice św. Piotra w Rzymie.
Prof. Tange zmarł 22 marca 2005 roku w wieku 91 lat, a jego pogrzeb odbył się w zaprojektowanej przez niego katedrze. Dwa lata wcześniej architekt przyjął chrzest z rąk swojego przyjaciela, księdza profesora Mutsuo Yanase, japońskiego fizyka i filozofa nauki, ale jeszcze przed konwersją powtarzał, że chciałby zostać pochowany w stworzonej przez siebie katedrze. Znany ze swej skromności prof. Tange nigdy nie zorganizował wystawy architektonicznej podsumowującej jego bogaty dorobek, odrzucił też prośbę Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku. Pracował do późnych lat życia nie tracą nic ze swojej witalności, motywacji ani kreatywności.
Kabuki-cho w tokijskiej dzielnicy Shinjuku to okolica dla ludzi poszukujących nocnych wrażeń. Miejsce to, zwłaszcza w nocy, szerokim łukiem omijane już od lat 50. ubiegłego wieku przez większość mieszkańców stolicy Japonii, wabiło fotografów. Od połowy lat 60. do końca lat 70. japoński fotograf Watanabe Katsumi spacerował nocą po ulicach Kabuki-cho wykonując czarno-biało portrety włóczęgów, drag queens, prostytutek, gangsterów, hostess barowych, tancerek i homoseksualistów.
W 1945 roku amerykańskie bomby zrównały tą część Shinjuku z ziemią. Wkrótce po wojnie planowano wybudować tam teatr kabuki, plany jednak zarzucono, ale nazwa Kabuki-cho (miasteczko Kabuki) się utrwaliła i jest używana do dzisiaj. Zamiast teatru powstało kino i hala sportowa przyciągające jak magnes młodych ludzi. Wkrótce zaczęły pojawiać się też lokale i kluby nocne, a pod koniec XX wieku było już jedną z największych dzielnic rozrywkowych w Azji. „Bezsenne miasto”, jak zwano Kabuki-cho, przyciągało również różnego rodzaju typy spod ciemnej gwiazdy, które postanowiły wziąć dzielnicę pod swoje skrzydła. W latach 80. miejscem tym „opiekowało się” już ponad tysiąc gangsterów yakuzy. Zmarły w 2006 r. Watanabe Katsumi był na co dzień postacią skromną i cichą, ale z aparatem fotograficznym w ręce przemieniał się w nieustraszonego dokumentalistę.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Budka telefoniczna? Nie, mobilna winda tenjin-kun przeznaczona dla starszych ludzi mieszkających na zboczach gór w Nagasaki. „Nagasaki, miasto położone na wzgórzach” (saka no machi Nagasaki), jak mówią Japończycy, choć równie dobrze mogliby je nazwać miastem schodów. 70% obszaru miasta jest pochyłe, a domy budowane są aż po same szczyty wzgórz i prowadzą do nich często skomplikowane labirynty schodów. Dla niektórych osób mieszkających na zboczach codzienne wchodzenie i schodzenie po schodach może być męczące, dla nich więc 20 lat temu uruchomiono system wind. Poruszają się z prędkością 15 metrów na minutę, a więc zdrowy i sprawny fizycznie człowiek bez problemów może je wyprzedzić. Nie można jednak do nich wsiąść i je uruchomić od tak z ulicy, gdyż do przywołania i obsługi maszyny służy specjalna karta wydawana seniorom (65+), osobom niepełnosprawnym i innym potrzebującym.
Shinkanseny oferują zwykle dwie klasy miejsc: zwyczajną (2 klasa) i zielony wagon (1 klasa, tzw. Green Car). Wagon pierwszej klasy zapewnia każdemu pasażerowi sporo wolnej przestrzeni i ponadprzeciętny komfort, ale wraz z pojawieniem się pociągów serii E5 japońskie koleje (JR) wprowadziły również luksusową klasę Gran (Guran Kurasu), która kusi pasażerów mnóstwem dodatkowego miejsca, skórzaną tapicerką na odchylanych fotelach, stałą, podobnie jak w samolotach pasażerskich, opieką obsługi, wykwintnym, zamówionym u szefów najlepszych japońskich restauracji jedzeniem, szerokim wyborem alkoholi, kapciami, kocem i ciepłym wystrojem wnętrza.
W Gran Class panuje również zasada, wg której na każdej trasie tylko jeden pasażer może korzystać z danego miejsca. Po jego wyjściu z pociągu, pozostaje ono puste aż do ostatniej stacji. Oferta JR jest więc również skierowana do osób z lękami przed zarazkami, których wg japońskich psychologów w tym kraju nie brakuje.
Ludzie decydują się na zakup luksusowych towarów i usług z różnych psychologicznych powodów, chociażby większego poczucia własnej wartości i satysfakcji. Gran Class dodatkowo oferuje pasażerom większe poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Niechęć wielu osób do siedzenia w bezpośredniej bliskości innych pasażerów w pociągach i samolotach wydaje się być uniwersalna, a na tych kilku filmikach o Gran Class, które obejrzałem na YT, każdy z ich japońskich autorów wspomniał o wybraniu w Internecie takiego miejsca, którego sąsiednie siedzenie było wciąż puste.
Miejsce w przedziale wskazuje pani z obsługi pociągu, która wita pasażerów w sposób tak bardzo charakterystyczny dla Japonii – ukłonem i z rękoma złożonymi w okolicach brzucha. W niektórych japońskich źródłach można znaleźć informację, że genezą składania rąk w ten sposób, z lewą ręką spoczywającą na prawej, była niepisana zasada wśród samurajów, a oznaczająca powstrzymanie się od sięgnięcia po miecz.
Kiedy przed zagraniczną podróżą przygotowujemy listę miejsc do zwiedzenia, szanse, że znajdzie się na niej cmentarz są raczej niewielkie. Jadąc do Japonii warto jednak umieścić na niej cmentarz Okunoin, największy w kraju, zarazem jedno z najświętszych tam miejsc z liczbą grobów przekraczającą 200 tysięcy. Jego historia sięga 819 roku i jest związana z jego założycielem, mnichem Kukai. Spacer po tym miejscu jest wyjątkowym, pozazmysłowym doświadczeniem, przy którym popularne turystyczne dzielnice Tokio czy Osaki mogą się schować. Cmentarz znajduje się na świętej górze Koya-san jakieś 50 km na południe od Osaki, jest usiany wieloma grobowcami słynnych przywódców militarnych z niespokojnego okresu Sengoku w XV i XVI wieku, miejscem spoczynku wielu najważniejszych postaci religijnych i historycznych Japonii, oraz dziesiątek tysięcy mnichów buddyjskich.
Dualizm wierzeń religijnych Japończyków powoduje, że religia shinto utożsamiana jest z życiem doczesnym, buddyzm zaś ze śmiercią, Okunoin jest więc własnością znajdującej się nieopodal świątyni buddyjskiej. Od niej do cmentarza prowadzi niezwykle urokliwa, kamienna droga z rosnącymi po obu jej stronach potężnymi cedrami i cyprysami, którą warto przejść przynajmniej dwukrotnie, za dnia oraz po zapadnięciu zmroku, kiedy atmosfera ze świecącymi lampionami toro, rzucanymi przez groby cieniami i wyjątkową ciszą zaczyna się robić nieziemska. Tradycyjnie japoński grób składa się z nagrobka i drewnianych tabliczek sotoba z zapisanymi na nich archaiczną czcionką pośmiertnymi buddyjskimi imionami. Zmarłym nadaje się nowe imiona, aby nie wywołać duszy zmarłego z zaświatów poprzez użycie ich ziemskiego imienia.
Tabliczki sotoba
Te posągi o wyglądzie dziecka to Oiizo-sama, jedno z bardziej popularnych japońskich bóstw. Opiekują się dziećmi, zwłaszcza zmarłymi. Czerwony fartuszek lub śliniaczek jest atrybutem boskości i ma chronić dzieci po drugiej stronie. Kolor czerwony w shinto i buddyzmie ma odstraszać złe duchy i zapewniać pokój i bezpieczeństwo.
Parę słów o dawnych i współczesnych samurajach. Obowiązkowe seppuku w Japonii zostało zniesione w roku 1873, trzy lata później samuraje zostali pozbawieni jednego z atrybutów klasy wojowników – prawa do noszenia mieczy (z wyjątkiem byłych panów feudalnych i oficerów wojskowych). (Pozostały im więc tylko bitwy na śnieżki.) Jak na byłych wojowników przystało wielu z nich próbowało jeszcze przywrócić dawne rządy, a wraz z nimi utracone w 1876 r. przywileje, status, dochody i cel życia. Wzniecano rebelie, miecze ukrywano w niepozornych bambusowych laskach i kijach zwanych shikomizue. Nowy rząd szybko i krwawo się z buntownikami rozprawił (tylko podczas ostatniej ich rewolty, buntu Satsumy w 1877 r., zginęło ich ponad 6000), a samuraje, teraz zwani shizoku zmuszeni zostali do wdziania zachodnich garniturów i przystosowania się do nowej rzeczywistości.
Od czasu do czasu jednak odzywa się w Japończykach dusza wojownika. Potrafią wtedy zachowywać się tak bardzo irracjonalnie. Starsi panowie i pracownicy korporacji gubią gdzieś na chwilę swoje opanowanie i dają upust emocjom. Sami Japończycy zwą ten swoisty japoński dualizm honne i tatemae.
Honne odzwierciedla autentyczną duszę Japończyka i jest znane niewielu, tatemae to maski zakrywające honne, noszone na co dzień, na różne okazje, to społeczny smar, który pomaga im zachować harmonię „wa”. Słynna uprzejmość Japończyków, zwłaszcza w usługach, to często tatemae, a więc niekoniecznie wypływa z głębi serca człowieka. Efektem tego jest m.in.. syndrom zwany w Japonii „sumairu kamen shokogun” – stres związany z przymusem uśmiechania się do klientów lub przełożonych. Czasami, kiedy odreagowują ten stres w najmniej odpowiedni sposób i momencie, lub też gdy nowa sytuacja zmusza ich do zrzucenia maski otrzymujemy na chwilę dostęp do prawdziwego „ja” człowieka, tak skrzętnie przez wielu Japończyków ukrywanego. Co ciekawe, Koreańczycy ukuli na ten japoński dualizm własne określenie – yangpa czyli cebula. Nigdy nie wiadomo, co ukrywa się pod pierwszą, widoczną warstwą Japończyka.
Na filmie z balkonu widać wyraźnie, że Mishima nie jest tak spokojny, jak chciałby wyglądać. Oddycha szybko przez usta, co chwilę oblizując wargi. Ręce ma mocno założone na biodrach. Te gesty nie są oznaką pewności siebie – to zwykła reakcja ciała na ogromny stres. Kiedy człowiek się boi albo czuje, że traci kontrolę, serce bije szybciej, w ustach robi się sucho, a oddech staje się płytki. Mishima wiedział, że jego słowa nie trafiają do żołnierzy, że plan się sypie. W tej chwili, mimo całego przygotowania i munduru, był po prostu przestraszonym człowiekiem, który próbuje nie pokazać po sobie paniki.
Yukio Mishima
Yukio Mishima (właśc. Kimitake Hiraoka, 1925–1970), jeden z najwybitniejszych japońskich pisarzy powojennych, często porównywany do Ernesta Hemingwaya ze względu na kult męskości, fascynację śmiercią i heroicznym życiem, był autorem ponad 40 powieści, sztuk teatralnych i esejów. Nominowany trzykrotnie do Nagrody Nobla, łączył w swojej twórczości piękno z brutalnością, erotyzm z politycznym radykalizmem.
W ostatnich latach życia coraz bardziej angażował się w ultranacjonalizm, krytykując powojenną Japonię za „zachodnią degenerację”, pacyfizm narzucony konstytucją z 1947 r. (art. 9 zakazujący armii) i utratę tradycyjnych wartości bushidō – kodu samurajskiego.
Przemówienie Mishimy z balkonu
25 listopada 1970 roku, po miesiącach skrupulatnego planowania, Mishima wraz z czterema członkami swojej prywatnej milicji Tatenokai („Stowarzyszenie Tarczy” – grupy ok. 100 młodych, prawicowych studentów, którą założył w 1968 r., by chronić cesarza i ideały imperialnej Japonii) wkroczył do kwatery głównej Sił Samoobrony Japonii w Ichigaya (Tokio). Pod pretekstem wizyty u dowódcy, generała Kanetoshi Mashity, związali go jako zakładnika i zabarykadowali się w jego biurze. Mishima zażądał zwołania garnizonu – ok. 1000 żołnierzy – na plac przed budynkiem.
Z balkonu, w mundurze Tatenokai, Mishima wygłosił płomienne, ok. 10-minutowe przemówienie. Wzywał żołnierzy do powstania przeciwko „hańbiącej” konstytucji, przywrócenia boskości cesarza i odrodzenia ducha samurajskiego. „Czy chcecie, by Japonia stała się bezduszną maszynerią gospodarczą?” – pytał. Zamiast entuzjazmu spotkał się z milczeniem, a potem szyderstwami i gwizdami. Żołnierze, wychowani w pacyfistycznej powojennej Japonii, nie podzielali jego wizji.
Na zachowanych nagraniach wideo widać, jak Mishima nerwowo oddycha: szybkie, płytkie wdechy i wydechy przez usta, nawilżanie warg śliną – klasyczne objawy ostrego stresu (reakcja „walcz lub uciekaj”: wzrost adrenaliny, przyspieszone tętno, hiperwentylacja). Ręce na biodrach, pozornie pewna poza, to w rzeczywistości gest ułatwiający głębszy oddech (jak u maratończyków po finiszu).
Przewidując porażkę (plan zakładał seppuku niezależnie od wyniku), Mishima wrócił do biura, przeprosił generała i przystąpił do rytualnego samobójstwa – seppuku (harakiri). Tradycyjny akt samurajski polegał na rozcięciu brzucha (symbolicznym uwolnieniu duszy) krótkim mieczem (tantō lub wakizashi), po czym sekundanta (kaishakunin) odcinał głowę, kończąc cierpienie.
Ból jest ekstremalny: zależy od ostrości ostrza, głębokości cięcia (zazwyczaj poziomego, czasem krzyżowego), trafienia w narządy oraz kondycji fizycznej. Samuraje gryźli materiał (np. papier lub wachlarz), by nie krzyczeć i nie okryć się hańbą grymasem bólu. Przed aktem unikali mycia głowy w ciepłej wodzie, by po ścięciu wypłynęło mniej krwi (zimna woda kurczy naczynia krwionośne, zapobiegając nadmiernemu krwawieniu, co zapewniało bardziej godny wygląd śmierci).
Broń, którą posłużył się Mishima i jego kaishakunin
Mishima, obsesyjnie przygotowany (wcześniej napisał wiersz śmierci i nakręcił film „Patriotyzm” z własną rolą seppuku), zdjął górę munduru i wykonał cięcie. Jego kaishakunin, 25-letni Masakatsu Morita – najbliższy uczeń, często opisywany jako rzekomy kochanek Mishimy) – nie podołał zadaniu. Trzy uderzenia mieczem nie oderwały głowy, powodując dodatkowe cierpienie (rany na karku i plecach). Dopiero Hiroyasu Koga, inny członek Tatenokai, wykonał skuteczne, czwarte cięcie.
Morita, mimo wcześniejszego sprzeciwu Mishimy, również popełnił seppuku (ledwo zadrasnął brzuch), po czym Koga ściął i jego głowę. Pozostała trójka ułożyła ścięte głowy obok siebie na podłodze – makabryczny widok uwieczniony na zdjęciach miejsca zdarzenia (📷👆).
Ten akt – mieszanka politycznego protestu, estetycznego performance’u i osobistej obsesji śmiercią – wstrząsnął Japonią. Dla jednych Mishima był szaleńcem, dla innych ostatnim samurajem. Jego śmierć nie zmieniła polityki, ale stała się legendą: symbolem konfliktu między tradycją a nowoczesnością.
Ciało Mishimy wynoszone jest z budynku, w którym targnął się na swoje życie
Źródła i inspiracje:
Yukio Mishima Last Speech, 三島由紀夫最後の演説, YouTube
John Nathan, Mishima. Życie, Wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 2022
Liczba kotów domowych w Japonii przewyższa już liczbę psów i wciąż rośnie. Media społecznościowe w tym kraju pełne są zdjęć i filmów tych zwierząt, które potrafią zebrać czasami wiele dziesiątek tysięcy serduszek. Skąd bierze się ta fascynacja Japończyków tymi zwierzętami? Jej wyjaśnienie można doszukać się w kilku pojęciach z japońskiej psychologii charakteryzujących mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni: tsundere, amae oraz ba no kuki wo yomu. Wielu mieszkańców tego kraju zdaje się znajdować upodobanie w postaciach o osobowości tsundere, którą przypisuje się również kotom – na pierwszy rzut oka surowe, chłodne, nieprzystępne, ale z czasem otwierają się, okazuje swoją bardziej przyjazną i cieplejszą stronę. Tsundere charakteryzuje wiele postaci z japońskich anime, których płaskie, okrągłe twarze, duże oczy, niewielkie nosy mogą budzić skojarzenie z kotami.
W roku 1971 Takeo Doi, profesor psychiatrii na Uniwersytecie Tokijskim wydał książkę zatytułowaną „Amae no kozo”, w której utrzymuje, że najważniejszym składnikiem wszelkich relacji interpersonalnych Japończyków jest amae, czyli pragnienie bycia zależnym od kogoś, żony/męża, rodzica, przełożonego i budowanie harmonii w relacjach na takiej zależności. Osoby bardzo „amae” potrafią jak dzieci być kapryśne, infantylne, niedojrzałe, co zwłaszcza u osób dorosłych musi wiązać się z wieloma sprzecznościami, tak zresztą charakterystycznymi dla Japończyków (i Koreańczyków) i takie właśnie mają być też koty, których osobowość dobrze wpisuje się w ten model relacji – zarazem niezależne i zależne, nieprzystępne i towarzyskie, obojętne i szukające ludzkiego ciepła.
Misao i jej nieodłączny, niesłyszący towarzysz Fukumaro
Japończycy posiadają dosyć skomplikowaną strukturę psychiczną, taką też zdają się mieć koty. Niektórzy japońscy badacze utrzymują, że koty potrafią również odczytywać ludzkie emocje. Nie wiem, na ile w tym prawdy, nigdy nie posiadałem kota, natomiast sama idea czytania emocji zwana w Korei nunchi, w Japonii zaś ba no kuki wo yomu jest integralną częścią relacji międzyludzkich w obu krajach i w konfucjańskich kulturach twarzy, co wg wielu Japończyków pomaga im nawiązywać wzajemne relacje z tymi zwierzętami.