Robert „Jawo” Jaworski, legenda filipińskiej koszykówki i jeden z najbardziej popularnych sportowców w historii Filipin. Z okazji 75. urodzin „Jawo”, w roku 2021 Poczta Filipińska wydała znaczek pocztowy z jego wizerunkiem. W roku 1967 Jaworski poprowadził drużynę narodową Filipin do mistrzostwa Azji. W finale rozgrywanym w Seulu Filipińczycy pokonali koszykarzy z Korei Południowej 63:60. Wyczyn ten udało się Jaworskiemu powtórzyć 6 lat później w stolicy Filipin Manili. W roku 1986 pełniąc jednocześnie funkcję zawodnika i trenera drużyny Ginebra San Miguel zdobył mistrzostwo kraju. Karierę zawodnika zakończył w roku 1997 w wieku… 50 lat. Rok później został wybrany do Senatu Filipin.
Robert Jaworski
W 2005 r. Jaworski został wprowadzony do koszykarskiej Galerii Sław (PBA Hall of Fame). Ojciec Jaworskiego, Teodor, był Amerykaninem polskiego pochodzenia, matka, Iluminada, wywodziła się z filipińskiego ludu llokano. Niewiele jednak wiadomo o wczesnych latach życia Jaworskiego. Obecnie z powodu rzadkiej choroby krwi Jaworski czas spędza głownie w domu w Manili. Jego syn Robert „Dodot” Jaworski Jr. (na fot. z rodziną), również były koszykarz, jest wiceprezydentem miasta Pasig.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Przyglądając się często nieporadnym zdolnościom przywódczym polskich i zachodnich polityków nasuwa mi się nieco prowokacyjne, ale niekoniecznie bezpodstawne pytanie: czy okres pięcioletnich absolutnych rządów generała Douglasa MacArthura w Japonii w latach 1945-1951 był jednym z największych wyczynów przywódczych w historii ludzkości? W roku 1943 w poufnej notatce skierowanej do brytyjskiego premiera Winstona Churchilla brytyjski oficer łącznikowy przy MacArthurze, ppłk. Gerald Wilkinson, tymi słowami opisał Amerykanina : „„Jest przebiegły, samolubny, pełen pychy, nieprzystępny, nerwowy i niezwykle próżny. Wyróżnia go wyobraźnia, pewność siebie, fizyczna odwaga i urok, zarazem jednak jest pozbawiony poczucia humoru, szacunku dla prawdy i jest nieświadomy tych wad. (…) Z większą wnikliwością moralną byłby wielkim człowiekiem. (…) Jego główną ambicją byłoby zakończenie wojny jako pan-amerykański bohater w randze generalissimusa całego teatru działań na Pacyfiku.”
2 września 1945 r. Pancernik USS „Missouri”. Gen. MacArthur składa podpis na akcie kapitulacji
Być może ppłk. Wilkinson odmalował Amerykanina niespecjalnie korzystnie i raczej niesprawiedliwie, ale jego słowa okazały się wyjątkowo prorocze. Wpierw w kwietniu 1945 roku prezydent Truman mianował MacArthura dowódcą sił zbrojnych na Pacyfiku, a cztery miesiące później został on głównodowodzącym sojuszniczych wojsk okupacyjnych w Japonii z niemalże absolutną władzą (Supreme Commander) skupioną w jego rękach. Miał m.in.. prawo rozwiązywać parlament, delegalizować partie polityczne, a nawet nadać Japonii konstytucję (i zrobił to po tym, jak wyśmiał i wyrzucił na śmieci projekt dokumentu przygotowanego przez komitet złożony z japońskich prawników). Wg historyka Seymoura Morrisa „amerykańska okupacja Japonii była bez wątpienia najbardziej udaną i prawdopodobnie jedyną udaną okupacją pokonanego narodu, jaką kiedykolwiek podjęto.” Po tym jak Japonia została „całkowicie zniszczona i upokorzona, z powodu swojej brutalności zadanej sąsiadom pozbawiona przyjaciół w świecie, jej perspektywy były ponure.” A jednak odrodziła się jak Feniks z popiołów i zaledwie kilka dekad później stała się gospodarczą potęgą na mapie świata. Po wojnie wielu zachodnich polityków nie wróżyło MacArthurowi sukcesu. Utrzymywali, że i kilkadziesiąt lat może nie wystarczyć, aby wyprowadzić kraj na prostą, a wojowniczego ducha Japończyków przygasić i przystosować do wymogów współczesnego, liberalnego świata, ale MacArthur dokonał tego w zaledwie kilka lat i to bez jednego wystrzału z karabinu.
Krótka historia o tym, jak odważna postawa dyrektorki szkoły średniej w Ca Mau pozwoliła ocalić pogardzany przez komunistów wietnamski strój narodowy ao dai od zapomnienia. Zaprojektowany w pierwszej połowie XX wieku współczesny krój ao dai (ao – koszula, dao – długi) składa się z długiej tuniki noszonej wraz ze spodniami. Dziś niemalże każda Wietnamka ma w swojej garderobie przynajmniej jeden taki zestaw, ale po wojnie wietnamskiej w roku 1975 komunistyczny rząd był uprzedzony do tej kreacji.
Sajgon, 1961
Ao Dai było bardzo popularnym strojem w latach 60. i pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku zwłaszcza wśród kobiet w Wietnamie Południowym, kiedy więc w roku 1975 komuniści przejęli tam władzę narodowy strój Wietnamczyków zaczął być kojarzony z dekadenckim Sajgonem, popadł w niełaskę i szybko niemalże zniknął z ulic kraju. W roku 1983 odważna decyzja dyrektorki szkoły średniej w miejscowości Ca Mau, aby przewrócić ao dai jako szkolny mundurek spotkała się z pozytywnym odzewem. Sporo ryzykowała, gdyż komunistyczny rząd mógł ją za taką samowolę w myśleniu i działaniu ukarać. Kiedy dyrektorka oznajmiła swoją decyzję w trakcie spotkania z blisko 800 rodzicami uczniów jej szkoły mogła spodziewać się krytyki i oskarżeń o reakcjonizm.
„Wierzę, że mam rację, ale jeśli nie, to Partia Komunistyczna przywoła mnie do porządku,” dodała przezornie na koniec. Przez kilka pierwszych sekund na sali zapanowała cisza. Po chwili pierwsze nieśmiałe oklaski zachęciły pozostałych rodziców do wyrażenia swojego entuzjazmu. Łzy radości popłynęły po twarzy dyrektorki. Wkrótce sąsiednie szkoły zaczęły przyjmować tę samą praktykę, ao dai przestał być uważany za politycznie kontrowersyjny, a moda na niego odrodziła się ponownie w roku 1995, gdy na zorganizowanym w Tokio międzynarodowym konkursie piękności „Miss International” ao dai uznano za najpiękniejszy ze strojów narodowych. Obecnie jest już standardem podczas formalnych uroczystości, noszone przez nauczycielki i uczennice niektórych szkół publicznych, zwłaszcza na południu, obowiązuje również w wielu firmach wietnamskich, zwłaszcza w restauracjach, bankach, hotelach i liniach lotniczych. Jeden z popularniejszych fasonów ao dai ściśle przylega do kobiecego ciała, przez co uznawany jest za prowokacyjny. Noszenie ao dai wymaga pewnej wprawy, gdyż należy tak siadać, aby pośladkami nie przygnieść tylnej części, a podczas jazdy rowerem lub motocyklem nie doprowadzić do zniszczenia odzieży, a nawet upadku, co się czasami zdarza.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Ścinanie i przechowywanie głów wrogów praktykowane było wśród Dajaków aż do początków XX wieku. Odbywało się to podczas większych wypraw wojennych, a ścięte głowy znoszono do wiosek. W ten sposób rozstrzygano również spory pomiędzy mieszkańcami wyspy. Po usunięciu z głów mózgów, czaszki suszono nad ogniem, a następnie zawieszano w specjalnych miejscach blisko długich domów Dajaków.
Zawieszanie czaszki zabitego wojownika
Wierzono, że duchy zmarłych wciąż zamieszkiwały czaszki, składano więc w ich pobliżu żywność i papierosy. Dajakowie, to rdzenni mieszkańcy Borneo, wyspy dwukrotnie większej od Polski. Nazwa to spina kilkaset różnych grup etnicznych zamieszkujących wyspę, z których każda posługuje się własnym językiem lub dialektem, ma własne zwyczaje i kulturę. Aż do początków XX wieku Dajakowie wierzyli, że głowy wrogów posiadają nadprzyrodzone moce, które można ujarzmić i wykorzystać do własnych celów. Używano ich w trakcie odprawiania skomplikowanych rytuałów, m.in. celem wyjednania u bóstw obfitych zbiorów ryżu lub podczas budowania fundamentów pod nowy dom.
Ca. 1930. Mężczyzna z plemienia Dajaków
Ponieważ praktyka kolekcjonowania czaszek zapewniała wojownikom wyższą rangę w hierarchii plemiennej przyczyniła się do wzrostu ich wojowniczości. Pod koniec XIX wieku została zakazana przez Brytyjczyków i Holendrów i makabryczny zwyczaj w dużej mierze został wykorzeniony. W dużej mierze, ponieważ od czasu do czasu wybuchają na wyspie konflikty pomiędzy Dajakami, a członkami przybyłymi na Borneo z wysp Madura i Jawy plemienia Madura, podczas których dochodzi zazwyczaj do rzezi tych drugich. Ostatnio w roku 2001, kiedy to kilkuset ofiarom ścięto głowy, a niektórym wycięto serca i wątroby, które następnie zostały zjedzone.
Ca. 1945. Australijski żołnierz z wojownikiem z plemienia Dajaków
Co ciekawe w połowie lat 40. ubiegłego stulecia Alianci zachęcali Dajaków do ścinania Japończyków okupujących w tym czasie Borneo. Jedna z nielicznych fotografii przedstawiających Dajaka ze ściętą głową japońskiego żołnierza.
W bardziej egalitarnych społeczeństwach, w których hierarchia społeczna odgrywa mniejszą rolę nie zawsze jest łatwo ustalić relacje zachodzące pomiędzy osobami spędzającymi czas razem. W hierarchicznej Korei (i Japonii) to wciąż stosunkowo proste zadanie i każdy uważny obserwator dostrzeże różnice pozwalające mu ustalić kto jest kto. Generalnie w kontekście biznesowym osoby stojące wyżej w hierarchii starają się zająć jak najwięcej miejsca, te niżej kurczą się. Szeroko rozstawione nogi, wyprostowane plecy i szerokie gesty i już wiadomo kto jest tutaj liderem. Nogi schowane pod krzesłem, zaokrąglone plecy, bariera z ramion na stole cechują podwładnych.
Na jasne spodnie, kolorystycznie odmienne od marynarki w Korei pozwolić może sobie zazwyczaj tylko osoba ciesząca się sporą niezależnością, np. właściciel firmy i to on najczęściej płaci za posiłek lub kawę, co można również poznać po lekkim zakłopotaniu zajmującego niższą pozycję partnera rozmowy, który chciałaby odciążyć dobroczyńcę choćby niosąc tacę z napojami. I jak to zazwyczaj w takich relacjach bywa osoba ważniejsza nadaje tempo marszu i o co najmniej pół kroku wyprzedza tę drugą, która starając się dostosować do często niewygodnej dla niej prędkości marszu mniej lub bardziej niezręcznie przebiera nogami.
Bali, ca. 1950. Ni Pollok, balijska żona belgijskiego malarza Adriena-Jeana Le Mayeura
Wielowiekowa tradycja półnagości wśród balijskich kobiet szybko dobiega końca. Pod wpływem muzułmańskich i zachodnich mód i systemów wartości młodsze pokolenia unikają tej praktyki. Zwyczaj nienoszenia ubrań okrywających tułów i ręce wśród balijskich kobiet istniał przez wielu stuleci. Wg. Prof.. Gede Sury z Hinduskiego Uniwersytetu w Denpasar, aż do odzyskania przez Indonezję niepodległości w 1945 roku wszystkie kobiety na Bali praktykowały ten zwyczaj – nie nosiły koszul, bielizny ani sandałów w domu, w pracy, odwiedzając rodzinę lub znajomych lub w trakcie robienia zakupów na targowisku. Nie znaczy to jednak, że nie posiadały takiej odzieży. Koszule nosiły udając się do świątyni hinduistycznej, gdyż takie od wieków obowiązują w nich zasady ubioru, czasami podczas wyjazdów poza wioskę.
Bali, 1941
Niektóre Balijki, zwłaszcza starszego pokolenia, w dalszym ciągu wierne są dawnym tradycjom modowym, ale raczej w domu, gdyż poza nim półnegliż postrzegany jest już jako coś niewłaściwego. Przyjmując gości lub wychodząc na miasto narzucają na siebie koszule kebaya, ale całkowite porzucenie tradycyjnego stylu życia wyłącznie dla komfortu młodego pokolenia Balijczyków jest dla wielu z nich nie do pomyślenia. Na Bali wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają czasy, kiedy kobiety zakładały na siebie wyłącznie sarong, rodzaj noszonej przez mężczyzn i kobiety spódnicy, a kebaya sporadycznie, gdyż nie czuły się w nich komfortowo.
Gaetano Faillace, osobisty fotograf gen. Douglasa MacArthura jest autorem kilku słynnych fotografii. Pierwsza z nich przedstawia desant na Filipinach. MacArthur w towarzystwie Sergio Osmeny, prezydenta Filipin na wygnaniu (pierwszy z lewej) ląduje na plaży w zatoce Leyte 20 października 1944 r., zaledwie kilka godzin po zajęciu plaży przez wojska amerykańskie. Co wygląda na generalską pewność siebie i żelazną determinację unicestwienia wroga jest okazuje się rzucaniem gromów na znajdującego się poza kadrem oficera nadzorującego desantem.
Druga fotografia wykonana na terenie ambasady USA we wrześniu 1945 r. w Tokio przedstawia gen. MacArthura w towarzystwie cesarza Hirohito. MacArthur postanowił pozostawić Hirohito przy życiu, ale cena jaką cesarz musiał za ten akt łaski zapłacić była wysoka. Fotografia Faillace’a posłużyła do nadania boskiemu cesarzowi ludzkich cech. Ponieważ japońska prasa nie bardzo kwapiła się z publikacją fotografii filigranowego Hirohito w towarzystwie przewyższającego go niemalże o głowę generała, Amerykanie byli zmuszeni ich do tego „zachęcić” i w konsekwencji Japończycy po raz pierwszy mogli przekonać się, że ich cesarz, wcielenie boga na ziemi, potomek i następca bogini słońca Amaterasu, na tle postawnego głównodowodzącego wojsk okupacyjnych w Japonii nie wyróżniał się niczym szczególnym.
Jedną z najdziwniejszych amerykańskich operacji psychologicznych skierowanych przeciwko Japończykom podczas drugiej wojny światowej był mający w założeniu działać destrukcyjnie na morale żołnierzy wroga „Projekt Fantazja”. Pomysł wyszedł od działającej w latach 1942-1946 agencji wywiadowczej Biuro Służb Strategicznych i nawiązywał do japońskiego przesądu, mówiącego, że natknięcie się po zachodzie słońca na upiornego lisa kitsune przynosi pecha. Plan wydawał się prosty w realizacji: łapać lisy, ich sierść pokrywać świecącą farbą, a następnie wypuszczać zwierzęta w pobliżu japońskich żołnierzy. Dowódca wojsk alianckich na Pacyfiku gen. MacArthur został poinformowany o zamiarach OSS i uznał je za zwariowane.
Biuro Służb Strategicznych
Personel OSS nawiązał jednak kontakt z weterynarzem z nowojorskiego Central Parku, a on w ramach eksperymentu dodatkową porcją jedzenia przekonał jednego ze swoich podopiecznych, szopa pracza, do poświęcenia swojego cennego futerka w imię słusznej sprawy. Farba utrzymała się przez kilka dni na ciele czworonoga, można więc było podejść do kolejnego etapu „Projektu Fantazja”. Latem 1943 roku OSS wypuściło 30 świecących lisów w waszyngtońskim ogrodzie spacerowym Rock Creek Park. Tym razem za króliki doświadczalne posłużyli nieświadomi mieszkańcy stolicy. Eksperyment wypadł pomyślnie. Przerażone oblicza przechodniów zachęciły OSS do przeprowadzenia próby generalnej u wybrzeży zatoki Chesapeake. Wysmarowane farbą fluorescencyjną lisy wrzucono do zimnej oceanicznej wody nieopodal stolicy USA. Zwierzęta dopłynęły do lądu, jednakże większa część farby pozostała w wodzie, a jej resztki lisy wylizały już na plaży. „Projekt Fantazja” spalił na panewce, a gen. MacArthur, jak twierdzą jego biografowie, miał niezły ubaw.
W roku 1912 cesarzowa Teimei, żona cesarza Taisho, została honorową przewodniczącą Japońskiego Czerwonego Krzyża i aktywnie uczestniczyła w swoich obowiązkach. Jest być może najbardziej ze wszystkich japońskich cesarzowych lubiana przez Polaków, a to za sprawą szczerego zainteresowania losem polskich dzieci w Japonii. W latach 1920-1922 z Syberii do Kraju Kwitnącej Wiśni trafiło ich blisko 800. W kwietniu 1921 roku cesarzowa odwiedziła sierociniec Fukudenkai (wg innych źródeł był to szpital Czerwonego Krzyża w Tokio, do którego trafiły te z dzieci, które wymagały stałej opieki lekarskiej). Nie wiemy jak ubrana była na tę okazję, często jednak, zgodnie z ówczesną w Japonii modą, pokazywała się publicznie w zachodniej odzieży, z nieco już demode w Europie wiktoriańskim akcentem. Była pierwszą cesarzową Japonii w monogamicznym związku. Zmarły w roku 1912 cesarz Meiji, ojciec cesarza Taisho, doczekał się aż piętnaściorga dzieci, wszystkie ze związków z oficjalnymi konkubinami. Czasy się jednak zmieniły, a forsujący modernizację i westernizację rząd Japonii zaczął promować wśród mieszkańców kraju monogamię.
Tokio r. 1922.Od lewej: Przyszły cesarz Hirohito, jego matka cesarzowa Teimei i książę Walii, Edward
Jedna z najsłynniejszych fotografii zrobionych podczas wojny wietnamskiej. Kiedy w roku 1972 wietnamski dziennikarz Minh Truong przyłożył oko do wizjera aparatu fotograficznego, patrolująca okolicę z amerykańskim karabinem M16A1 Lam Thi Dep miała zaledwie 18 lat. Nie pozowała dziennikarzowi, bardzo ją więc zaskoczyła fotografia opublikowana wkrótce po wojnie w jednej z wietnamskich gazet. Tysiące młodych Wietnamek aktywnie uczestniczyło w wojnie wietnamskiej zarówno w szeregach partyzantki Wietkongu i Armii Północnego Wietnamu jak i walczących z nimi sił Południowego Wietnamu i Ludowych Sił Samoobrony (📷).
Ludowe Siły Samoobrony
Niektóre z kobiet chwytały za broń lub umieszczały w dżungli i na polach ryżowych pułapki i miny przeciwpiechotne. Inne wykonywały prace fizyczne przy budowie, rozbudowie i konserwacji szlaku Ho Chi Minha – systemu tajnych tras komunikacyjnych łączących podzielony na dwie strefy kraj, zasiadały za kierownicą samochodów ciężarowych, przygotowywały posiłki, zajmowały się rannymi żołnierzami, a nawet służyły jako „kobiety do towarzystwa” dla partyzantów i żołnierzy.
Ważną funkcję pełniły kobiety-szpiedzy. Pracowały w miejscach regularnie odwiedzanych przez amerykańskich żołnierzy, takich jak bary i infiltrowały amerykańskie bazy. Ze względu na swój często młody lub stary wiek i przyjazny stosunek do Amerykanów były często przez nich niedoceniane i postrzegane jako nieszkodliwe. Najtragiczniejsza była jednak rola kobiet-samobójczyń. W nocy celem zmylenia samolotów wroga zapalały trzymane w rękach pochodnie i przyjmowały na siebie strumień zrzucanych bomb. Wiele Wietnamek zyskało reputację śmiałych, nieustraszonych i heroicznych bojowniczek.