Wietnam

Hełmy i autoekspresja w wojnie wietnamskiej

Podczas wojny wietnamskiej (1955-1975) hełmy nie były dla walczących w konflikcie żołnierzy wyłącznie środkiem ochrony głowy, ale służyły również do autoekspresji – wyrażania myśli i uczuć oraz jako uchwyt na fotografie, karty do gry i niewielkie przybory. Żołnierzom nie wolno było umieszczać żadnych napisów na pokrowcach na hełmy, wielu z nich jednak nie przejmowało się tym zakazem. Może i dobrze, gdyż dziś są one źródłem cennych informacji.

Fotografie rodzinne i ukochanych osób były zazwyczaj noszone wewnątrz hełmu, czasami pojawiały się jednak na ich zewnętrznej stronie. As pik był ulubioną kartą wielu żołnierzy amerykańskich. Stosowana była w ramach wojny psychologicznej, gdyż błędnie wierzono, że skutecznie zastraszała przesądnych Wietnamczyków.

Rok 1966. Aktor John Wayne składa autograf na hełmie żołnierza marines.

Większość biorących udział w konflikcie żołnierzy to tzw. grunts, czyli żołnierze piechoty. Każdy z nich, który dotrwał do końca rocznej służby przechodził przez jej 3 etapy: młodzi żołnierze zwani FNG (Fu**ing New Guy), weterani, którzy odsłużyli co najmniej 3 miesiące, oraz „short-timers” (F), lub krócej „shorts”, którzy odliczali już dni do powrotu do domu i nie angażowali się w poważniejsze operacje. Napis „Stop. Don’t shoot. I am short”, znaczył więc „Nie strzelaj, wkrótce wracam do domu.” Swierk.

Walter Swierk

Ten żołnierz czule przytrzymujący w ramionach śpiące wietnamskie dziecko to urodzony w roku 1948 Amerykanin polskiego pochodzenia Walter Swierk. W konflikcie wietnamskim pełnił funkcję sanitariusza wojskowego. Najważniejszym i najczęściej używanym przez Amerykanów rodzajem broni nie były karabiny M1, M14 czy M16, ale środki owadobójcze, nazywane przez nich potocznie „bug juice”, czyli sok na robale. Nie rozstawali się z nim choćby na chwilę. Były średnio skuteczne na owady, ale doskonale radziły sobie z wszędobylskimi i szczerze przez żołnierzy znienawidzonymi pijawkami.

„Bug juice” często był umieszczany na hełmach, dzięki czemu żołnierz miał do nich łatwy i szybki dostęp
Singapur

Opium w brytyjskim Singapurze

Tan Yeok Nee

Tan Yeok Nee – jeden z wielu wpływowych, XIX-wiecznych biznesmenów w Singapurze, którzy zdobyli fortunę dzięki legalnemu handlowi opium. Palenie opium było powszechną i akceptowalną praktyką przez wszystkie warstwy społeczne w XIX-wiecznych Chinach. Gościom w domach często podawano zarówno herbatę, jak i opium. Chińczycy przybywający za pracą do Singapuru przywozili ze sobą również rozrywki znane im z Chin, takie jak hazard (F) i narkotyki. Palone przez nich opium zwane chandu zapewniało mocne wrażenia, ale taż silnie uzależniało. W połowie XIX wieku na ok. 40 tysięcy zamieszkujących Singapur Chińczyków, blisko połowa, z których większość stanowili kulisi, czyli robotnicy wynajmowani do najtrudniejszych i najgorzej płatnych zajęć, nałogowo paliła chandu.

Chiński kulis ciągnący rikszę

Życie imigranta w XIX-wiecznym Singapurze (i przy niewielkiej liczbie kobiet, a więc z małą szansą na założenie własnej rodziny) było niezwykle trudne i mało urozmaicone, a palenie i hazard były jedynymi znanymi im sposobami na radzenie sobie z nudą i brakiem wizji na poprawę własnego losu. W pierwszej połowie XIX wieku Brytyjczycy uregulowali i opodatkowali handel opium, który wkrótce zaczął generować od 30 do 55% rocznego dochodu Singapuru.

Palenie opium

Palenie opium było nie tylko uzależniające, ale także drogie i wielu Chińczyków celem uzyskania środków na zakup narkotyku zeszło na przestępczą ścieżkę. Jeszcze na początku XX w. palenie chandu było tak powszechną praktyką, że co dziesiąty pacjent szpitali znalazł się tam z powodu swojego nałogu. Handel i używanie opium zostały zakazane dopiero w roku 1934, choć jeszcze 7 lat później, gdy Japończycy zlali Brytyjczyków i przejęli z ich rąk wyspę, po całym mieście, choć głównie w Chinatown, rozsianych było wiele nielegalnych palarni opium.

Lampa opiumowa podgrzewa i odparowuje opium, a uzyskany gaz jest następnie wdychany. Fajka do opium wykonana jest ze srebra z cybuchem typu yixing i ustnikiem z kości słoniowej.

Francja · Japonia

Claude Monet i jego kolekcja drzeworytów japońskich

Dom Moneta w Giverny

Od wielu już lat ta malutka francuska mieścina z zaledwie 500 mieszkańcami jest jednym z ulubionych miejsc odwiedzanych przez japońskich turystów podróżujących po Europie.
W maju 1883 r. francuski impresjonista Claude Monet wraz z liczną rodziną przeniósł się do Giverny, niewielkiej wtedy wioski położonej około 80 kilometrów na zachód od Paryża. Wynajął (kupił go siedem lat później) duży dom z ogrodem, alejami cyprysów i sadami drzew owocowych. Malarz spędził w Giverny kilkadziesiąt lat swojego życia, a w jego domu zamienionym w muzeum znajduje się kolekcja znakomitych japońskich grafik wykonanych przez najwybitniejszych japońskich malarzy.

Kolekcja drzeworytów japońskich w domu Moneta

Legenda głosi, że pewnego dnia 1871 roku podczas swojej pierwszej podróży do Holandii wszedł do sklepu spożywczego w wiosce niedaleko Amsterdamu, a tam jego uwagę zwróciły japońskie odbitki używane jako papier do pakowania. Ryciny tak go urzekły, że kupił je na miejscu, a świat gejsz, samurajów I japońskiego krajobrazu na nich przedstawiony zmienił jego życie (nie zainteresowała go shunga – grafiki erotyczne) Monet nigdy nie odbył podróży do Japonii, ale w swoim domu w Giverny otoczył się japońskimi drzeworytami, a pod koniec życia posiadał ich już aż 231, w tym tak słynnych japońskich artystów jak Hokusai, Utamaro, Hiroshige i Korin Ogata. Dziś te delikatne i światłoczułe ryciny zostały zastąpione kopiami, nie przeszkadza to jednak japońskim turystom zachwycać się urokiem tego pięknego miejsca.
Pomimo sprzeciwu sąsiadów założył również ogród japoński, a w nim pojawił się staw pełen lilii wodnych i japoński mostek podpatrzony na japońskiej grafice.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Francuski malarz w swoim raju
Filipiny

Robert „Jawo” Jaworski – polskie korzenie filipińskiej gwiazdy koszykówki

Robert Jaworski

Robert „Jawo” Jaworski, legenda filipińskiej koszykówki i jeden z najbardziej popularnych sportowców w historii Filipin. Z okazji 75. urodzin „Jawo”, w roku 2021 Poczta Filipińska wydała znaczek pocztowy z jego wizerunkiem. W roku 1967 Jaworski poprowadził drużynę narodową Filipin do mistrzostwa Azji. W finale rozgrywanym w Seulu Filipińczycy pokonali koszykarzy z Korei Południowej 63:60. Wyczyn ten udało się Jaworskiemu powtórzyć 6 lat później w stolicy Filipin Manili. W roku 1986 pełniąc jednocześnie funkcję zawodnika i trenera drużyny Ginebra San Miguel zdobył mistrzostwo kraju. Karierę zawodnika zakończył w roku 1997 w wieku… 50 lat. Rok później został wybrany do Senatu Filipin.

Robert Jaworski

W 2005 r. Jaworski został wprowadzony do koszykarskiej Galerii Sław (PBA Hall of Fame). Ojciec Jaworskiego, Teodor, był Amerykaninem polskiego pochodzenia, matka, Iluminada, wywodziła się z filipińskiego ludu llokano. Niewiele jednak wiadomo o wczesnych latach życia Jaworskiego. Obecnie z powodu rzadkiej choroby krwi Jaworski czas spędza głownie w domu w Manili. Jego syn Robert „Dodot” Jaworski Jr. (na fot. z rodziną), również były koszykarz, jest wiceprezydentem miasta Pasig.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Robert „Dodot” Jaworski z rodziną
Japonia

Gen. MacArthur i powojenny sukces Japonii

Generał Douglas Macarthur i cesarz Hirohito

Przyglądając się często nieporadnym zdolnościom przywódczym polskich i zachodnich polityków nasuwa mi się nieco prowokacyjne, ale niekoniecznie bezpodstawne pytanie: czy okres pięcioletnich absolutnych rządów generała Douglasa MacArthura w Japonii w latach 1945-1951 był jednym z największych wyczynów przywódczych w historii ludzkości? W roku 1943 w poufnej notatce skierowanej do brytyjskiego premiera Winstona Churchilla brytyjski oficer łącznikowy przy MacArthurze, ppłk. Gerald Wilkinson, tymi słowami opisał Amerykanina : „„Jest przebiegły, samolubny, pełen pychy, nieprzystępny, nerwowy i niezwykle próżny. Wyróżnia go wyobraźnia, pewność siebie, fizyczna odwaga i urok, zarazem jednak jest pozbawiony poczucia humoru, szacunku dla prawdy i jest nieświadomy tych wad. (…) Z większą wnikliwością moralną byłby wielkim człowiekiem. (…) Jego główną ambicją byłoby zakończenie wojny jako pan-amerykański bohater w randze generalissimusa całego teatru działań na Pacyfiku.”

2 września 1945 r. Pancernik USS „Missouri”.
Gen. MacArthur składa podpis na akcie kapitulacji

Być może ppłk. Wilkinson odmalował Amerykanina niespecjalnie korzystnie i raczej niesprawiedliwie, ale jego słowa okazały się wyjątkowo prorocze. Wpierw w kwietniu 1945 roku prezydent Truman mianował MacArthura dowódcą sił zbrojnych na Pacyfiku, a cztery miesiące później został on głównodowodzącym sojuszniczych wojsk okupacyjnych w Japonii z niemalże absolutną władzą (Supreme Commander) skupioną w jego rękach. Miał m.in.. prawo rozwiązywać parlament, delegalizować partie polityczne, a nawet nadać Japonii konstytucję (i zrobił to po tym, jak wyśmiał i wyrzucił na śmieci projekt dokumentu przygotowanego przez komitet złożony z japońskich prawników). Wg historyka Seymoura Morrisa „amerykańska okupacja Japonii była bez wątpienia najbardziej udaną i prawdopodobnie jedyną udaną okupacją pokonanego narodu, jaką kiedykolwiek podjęto.” Po tym jak Japonia została „całkowicie zniszczona i upokorzona, z powodu swojej brutalności zadanej sąsiadom pozbawiona przyjaciół w świecie, jej perspektywy były ponure.” A jednak odrodziła się jak Feniks z popiołów i zaledwie kilka dekad później stała się gospodarczą potęgą na mapie świata. Po wojnie wielu zachodnich polityków nie wróżyło MacArthurowi sukcesu. Utrzymywali, że i kilkadziesiąt lat może nie wystarczyć, aby wyprowadzić kraj na prostą, a wojowniczego ducha Japończyków przygasić i przystosować do wymogów współczesnego, liberalnego świata, ale MacArthur dokonał tego w zaledwie kilka lat i to bez jednego wystrzału z karabinu.

Gen. Douglas MacArthur
Wietnam

Ao dai

Krótka historia o tym, jak odważna postawa dyrektorki szkoły średniej w Ca Mau pozwoliła ocalić pogardzany przez komunistów wietnamski strój narodowy ao dai od zapomnienia.
Zaprojektowany w pierwszej połowie XX wieku współczesny krój ao dai (ao – koszula, dao – długi) składa się z długiej tuniki noszonej wraz ze spodniami. Dziś niemalże każda Wietnamka ma w swojej garderobie przynajmniej jeden taki zestaw, ale po wojnie wietnamskiej w roku 1975 komunistyczny rząd był uprzedzony do tej kreacji.

Sajgon, 1961

Ao Dai było bardzo popularnym strojem w latach 60. i pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku zwłaszcza wśród kobiet w Wietnamie Południowym, kiedy więc w roku 1975 komuniści przejęli tam władzę narodowy strój Wietnamczyków zaczął być kojarzony z dekadenckim Sajgonem, popadł w niełaskę i szybko niemalże zniknął z ulic kraju. W roku 1983 odważna decyzja dyrektorki szkoły średniej w miejscowości Ca Mau, aby przewrócić ao dai jako szkolny mundurek spotkała się z pozytywnym odzewem. Sporo ryzykowała, gdyż komunistyczny rząd mógł ją za taką samowolę w myśleniu i działaniu ukarać. Kiedy dyrektorka oznajmiła swoją decyzję w trakcie spotkania z blisko 800 rodzicami uczniów jej szkoły mogła spodziewać się krytyki i oskarżeń o reakcjonizm.

„Wierzę, że mam rację, ale jeśli nie, to Partia Komunistyczna przywoła mnie do porządku,” dodała przezornie na koniec. Przez kilka pierwszych sekund na sali zapanowała cisza. Po chwili pierwsze nieśmiałe oklaski zachęciły pozostałych rodziców do wyrażenia swojego entuzjazmu. Łzy radości popłynęły po twarzy dyrektorki. Wkrótce sąsiednie szkoły zaczęły przyjmować tę samą praktykę, ao dai przestał być uważany za politycznie kontrowersyjny, a moda na niego odrodziła się ponownie w roku 1995, gdy na zorganizowanym w Tokio międzynarodowym konkursie piękności „Miss International” ao dai uznano za najpiękniejszy ze strojów narodowych. Obecnie jest już standardem podczas formalnych uroczystości, noszone przez nauczycielki i uczennice niektórych szkół publicznych, zwłaszcza na południu, obowiązuje również w wielu firmach wietnamskich, zwłaszcza w restauracjach, bankach, hotelach i liniach lotniczych.
Jeden z popularniejszych fasonów ao dai ściśle przylega do kobiecego ciała, przez co uznawany jest za prowokacyjny. Noszenie ao dai wymaga pewnej wprawy, gdyż należy tak siadać, aby pośladkami nie przygnieść tylnej części, a podczas jazdy rowerem lub motocyklem nie doprowadzić do zniszczenia odzieży, a nawet upadku, co się czasami zdarza.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)

Indonezja

Łowcy głów z Borneo

Ścinanie i przechowywanie głów wrogów praktykowane było wśród Dajaków aż do początków XX wieku. Odbywało się to podczas większych wypraw wojennych, a ścięte głowy znoszono do wiosek. W ten sposób rozstrzygano również spory pomiędzy mieszkańcami wyspy. Po usunięciu z głów mózgów, czaszki suszono nad ogniem, a następnie zawieszano w specjalnych miejscach blisko długich domów Dajaków.

Zawieszanie czaszki zabitego wojownika

Wierzono, że duchy zmarłych wciąż zamieszkiwały czaszki, składano więc w ich pobliżu żywność i papierosy. Dajakowie, to rdzenni mieszkańcy Borneo, wyspy dwukrotnie większej od Polski. Nazwa to spina kilkaset różnych grup etnicznych zamieszkujących wyspę, z których każda posługuje się własnym językiem lub dialektem, ma własne zwyczaje i kulturę. Aż do początków XX wieku Dajakowie wierzyli, że głowy wrogów posiadają nadprzyrodzone moce, które można ujarzmić i wykorzystać do własnych celów. Używano ich w trakcie odprawiania skomplikowanych rytuałów, m.in. celem wyjednania u bóstw obfitych zbiorów ryżu lub podczas budowania fundamentów pod nowy dom.

Ca. 1930. Mężczyzna z plemienia Dajaków

Ponieważ praktyka kolekcjonowania czaszek zapewniała wojownikom wyższą rangę w hierarchii plemiennej przyczyniła się do wzrostu ich wojowniczości. Pod koniec XIX wieku została zakazana przez Brytyjczyków i Holendrów i makabryczny zwyczaj w dużej mierze został wykorzeniony. W dużej mierze, ponieważ od czasu do czasu wybuchają na wyspie konflikty pomiędzy Dajakami, a członkami przybyłymi na Borneo z wysp Madura i Jawy plemienia Madura, podczas których dochodzi zazwyczaj do rzezi tych drugich. Ostatnio w roku 2001, kiedy to kilkuset ofiarom ścięto głowy, a niektórym wycięto serca i wątroby, które następnie zostały zjedzone.

Ca. 1945. Australijski żołnierz z wojownikiem z plemienia Dajaków

Co ciekawe w połowie lat 40. ubiegłego stulecia Alianci zachęcali Dajaków do ścinania Japończyków okupujących w tym czasie Borneo. Jedna z nielicznych fotografii przedstawiających Dajaka ze ściętą głową japońskiego żołnierza.

Patronie: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

Twitter: https://twitter.com/niewref

Korea Południowa

Komunikacja niewerbalna w kontekście biznesowym

W bardziej egalitarnych społeczeństwach, w których hierarchia społeczna odgrywa mniejszą rolę nie zawsze jest łatwo ustalić relacje zachodzące pomiędzy osobami spędzającymi czas razem. W hierarchicznej Korei (i Japonii) to wciąż stosunkowo proste zadanie i każdy uważny obserwator dostrzeże różnice pozwalające mu ustalić kto jest kto. Generalnie w kontekście biznesowym osoby stojące wyżej w hierarchii starają się zająć jak najwięcej miejsca, te niżej kurczą się. Szeroko rozstawione nogi, wyprostowane plecy i szerokie gesty i już wiadomo kto jest tutaj liderem. Nogi schowane pod krzesłem, zaokrąglone plecy, bariera z ramion na stole cechują podwładnych.

Na jasne spodnie, kolorystycznie odmienne od marynarki w Korei pozwolić może sobie zazwyczaj tylko osoba ciesząca się sporą niezależnością, np. właściciel firmy i to on najczęściej płaci za posiłek lub kawę, co można również poznać po lekkim zakłopotaniu zajmującego niższą pozycję partnera rozmowy, który chciałaby odciążyć dobroczyńcę choćby niosąc tacę z napojami.
I jak to zazwyczaj w takich relacjach bywa osoba ważniejsza nadaje tempo marszu i o co najmniej pół kroku wyprzedza tę drugą, która starając się dostosować do często niewygodnej dla niej prędkości marszu mniej lub bardziej niezręcznie przebiera nogami.

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

Twitter: https://twitter.com/niewref

Indonezja

Tradycyjny półnegliż na Bali

Bali, ca. 1950. Ni Pollok, balijska żona belgijskiego malarza Adriena-Jeana Le Mayeura

Wielowiekowa tradycja półnagości wśród balijskich kobiet szybko dobiega końca. Pod wpływem muzułmańskich i zachodnich mód i systemów wartości młodsze pokolenia unikają tej praktyki. Zwyczaj nienoszenia ubrań okrywających tułów i ręce wśród balijskich kobiet istniał przez wielu stuleci. Wg. Prof.. Gede Sury z Hinduskiego Uniwersytetu w Denpasar, aż do odzyskania przez Indonezję niepodległości w 1945 roku wszystkie kobiety na Bali praktykowały ten zwyczaj – nie nosiły koszul, bielizny ani sandałów w domu, w pracy, odwiedzając rodzinę lub znajomych lub w trakcie robienia zakupów na targowisku. Nie znaczy to jednak, że nie posiadały takiej odzieży. Koszule nosiły udając się do świątyni hinduistycznej, gdyż takie od wieków obowiązują w nich zasady ubioru, czasami podczas wyjazdów poza wioskę.

Bali, 1941

Niektóre Balijki, zwłaszcza starszego pokolenia, w dalszym ciągu wierne są dawnym tradycjom modowym, ale raczej w domu, gdyż poza nim półnegliż postrzegany jest już jako coś niewłaściwego. Przyjmując gości lub wychodząc na miasto narzucają na siebie koszule kebaya, ale całkowite porzucenie tradycyjnego stylu życia wyłącznie dla komfortu młodego pokolenia Balijczyków jest dla wielu z nich nie do pomyślenia. Na Bali wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają czasy, kiedy kobiety zakładały na siebie wyłącznie sarong, rodzaj noszonej przez mężczyzn i kobiety spódnicy, a kebaya sporadycznie, gdyż nie czuły się w nich komfortowo.

Bali, ca. 1930

Patronite: https://patronite.pl/DalekowschodnieRefleksje

YouTube: https://youtube.com/@dalekowschodnierefleksje

Twitter: https://twitter.com/dal_ref

Twitter: https://twitter.com/niewref

Japonia

Gaetano Faillace, osobisty fotograf gen. MacArthura

Desant na Filipinach

Gaetano Faillace, osobisty fotograf gen. Douglasa MacArthura jest autorem kilku słynnych fotografii. Pierwsza z nich przedstawia desant na Filipinach. MacArthur w towarzystwie Sergio Osmeny, prezydenta Filipin na wygnaniu (pierwszy z lewej) ląduje na plaży w zatoce Leyte 20 października 1944 r., zaledwie kilka godzin po zajęciu plaży przez wojska amerykańskie. Co wygląda na generalską pewność siebie i żelazną determinację unicestwienia wroga jest okazuje się rzucaniem gromów na znajdującego się poza kadrem oficera nadzorującego desantem.

Druga fotografia wykonana na terenie ambasady USA we wrześniu 1945 r. w Tokio przedstawia gen. MacArthura w towarzystwie cesarza Hirohito. MacArthur postanowił pozostawić Hirohito przy życiu, ale cena jaką cesarz musiał za ten akt łaski zapłacić była wysoka. Fotografia Faillace’a posłużyła do nadania boskiemu cesarzowi ludzkich cech. Ponieważ japońska prasa nie bardzo kwapiła się z publikacją fotografii filigranowego Hirohito w towarzystwie przewyższającego go niemalże o głowę generała, Amerykanie byli zmuszeni ich do tego „zachęcić” i w konsekwencji Japończycy po raz pierwszy mogli przekonać się, że ich cesarz, wcielenie boga na ziemi, potomek i następca bogini słońca Amaterasu, na tle postawnego głównodowodzącego wojsk okupacyjnych w Japonii nie wyróżniał się niczym szczególnym.

Gaetano Faillace