Charakterystyczny workowaty krój spodni „nikkapokka” jest znakiem rozpoznawczym pracowników budowlanych w Japonii. Ich dziwna, nawet w samej Japonii, nazwa wywodzi się z języka angielskiego. „Knickerbockers” znaczy „pumpy”. W Japonii zawód pracownika budowlanego uznawany jest za pracę typu „3k” – kitanai (brudna), kiken (niebezpieczna) i kitsui (wymagająca). Niektórzy dodają czwarte k – kakkoī (odjazdowa), a to ze względu na modną i stylową odzież roboczą, zwłaszcza luźne spodnie „nikkapokka, zwane także „spodniami tabi”, gdyż dobrze komponują się z innym charakterystycznym elementem garderoby pracowników budowlanych, a mianowicie butami jika tabi.
Spodnie nikkapokka i buty jika tabi
Wg Japończyków (informację zaczerpnąłem z 🇯🇵 strony internetowej dla budowlańców) szerokie nogawki spodni pozwalają im na swobodne, nieskrępowane ruchy, wykrywanie niebezpieczeństw w postaci wystających przedmiotów, rozpoznanie, zwłaszcza dla osób pracujących na wysokości, kierunku wiatru oraz zapewniają lepszą równowagę ciała i ochronę termiczną w gorące dni. Do Japonii dotarły z Zachodu na przełomie XIX i XX wieku i początkowo służyły jako odzież sportowa golfistom, baseballistom oraz pasjonatom jeździectwa, a z czasem rozpowszechniły się jako odzież robocza na placach budowy. Dziś dostępne są w szerokiej gamie odmian, długości, kolorów i materiałów.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Cambridge, ok. 1920 r. Tetsuharu Kawakami, legenda japońskiego baseballa, ca. 1950
„Zupełnie już temu chłopakowi odbiło?” W ten sposób słynny amerykański finansista, biznesman i jeden z najbogatszych ludzi na świecie na przełomie XIX i XX w. J.P. Morgan zareagował na wieść o ślubie swojego siostrzeńca George’a Denisona Morgana z popularną japońską gejszą Yuki Kato. Urodzona w roku 1881 w Kioto była córką miejscowego katana-kaji – rzemieślnika wytwarzającego samurajskie miecze. Pod koniec XIX wieku japońscy płatnerze już ledwo wiązali koniec z końcem, niektórzy z nich, aby podreperować finanse sprzedawali swoje córki do jednej z kilku legalnych lub nielegalnych yukaku (dzielnica czerwonych latarni, o najsłynniejszej z nich opowiem za kilka dni na YT) lub hanamachi (dzielnica gejsz). Szczęście w nieszczęściu 10-letnia Yuki wraz ze swoją starszą siostrą trafiła do Gion – słynnej hanamachi w Kioto. Tam zyskała sławę jako wyśmienita „kobieta sztuki”, ale i skandalistka.
George Denison Morgan
George, utracjusz i „bad boy” rodziny Morganów poślubiając Yuki zaszokował krewnych i ówczesne amerykańskie elity. Poznali się w roku 1902 w popularnej ochaya (herbaciarnia) w Gion podczas drugiej wizyty Morgana w Japonii (pierwszą odbył w roku 1900). Syn Sarah Spencer Morgan (zm. 1896), siostry J.P. Morgana, zakochał się w gejszy po uszy, ale dla niej był zaledwie jednym z wielu zauroczonych nią mężczyzn. W tamtym czasie spotykała się zresztą z młodym japońskim studentem prawa. Ten wkrótce porzucił jednak Yuki dla innej kobiety.
Yuki Kato w Kioto, ca. 1900 r.
W końcu po długim okresie usilnych starań Morgan usłyszał upragnione „tak” i z pomocą siostry Yuki wykupił za 40,000 jenów (ok.20 tys. dolarów) jej kontrakt (akt zwany rakuseki) z okiya (dom gejsz). W Japonii temat pojawił się w plotkarskiej prasie i szydzono z niej, że sprzedała się za amerykańskie pieniądze, przez co dziewczyna wpadła w depresję i próbowała targnąć się na swoje życie. Zaopiekował się nią kapłan jej rodzinnej świątyni Doju-in w Kioto i zaproponował, aby na kilka tygodni ukryła się, zanim sprawa nie ucichnie, na terenie kompleksu klasztornego Tofuku-ji szkoły zen rinzai. Tam dziewczyna powoli dochodziła do siebie. Jedną z nielicznych osób, które wspierały ją w tym trudnym okresie był George Morgan, była już teraz gejsza ostatecznie więc zgodziła się spędzić resztę życia u jego boku. Wychodząc za mąż za obcokrajowca Yuki Kato straciła prawo do posługiwania się japońskim paszportem, ale para bez przeszkód dotarła do Nowego Jorku.
Paryż, ca. 1910 r.
„Nie pojmuję, dlaczego George uznał za konieczne sprowadzenie tej dziewczyny do kraju” – powiedziała prasie jego macocha, Sarah Mifflin Morgan. „Ani nie jest ładna; ani atrakcyjna. Nie mówi po angielsku, a ich małżeństwo wydaje się mało romantyczne. Nie jesteśmy zadowoleni”. Prasa donosiła, że młoda żona George’a Morgana, nazwana przez nich Morgan O-Yuki, nosiła kimona, paliła papierosy, odmawiała nauki języka angielskiego i nawet z francuskim radziła sobie kiepsko. Przedmiotem troski rodziny były również jej silne przekonania i religijne wierzenia. Nowojorskie elity jej nie zaakceptowały, para wyjechała więc do Europy i zamieszkała w „la Ville Lumiere” – stolicy Francji.
Paryż, ca. 1910 r.
Yukio polubiła Paryż. Zaczęła ubierać się jak Paryżanki i jadła francuskie potrawy, uczyła się języków i gry na pianinie. Nie było im jednak dane długo cieszyć się wspólnym szczęściem. W roku 1915 George zmarł nagle na serce w Barcelonie podczas podróży do Hiszpanii. Yuki była w tym czasie w Paryżu, a plotki głosiły, że jej mąż nie był wzorem małżeńskiej wierności, a w dodatku pozostawił niespłacone długi. Na szczęście w rodzinie Morganów znalazła się dobra dusza, której młoda Japonka od początku przypadła do serca.
Siostra George’a wsparła wdowę finansowo, Yuki nie musiała więc obawiać się o swoją przyszłość. W roku 1938 powróciła jednak do Japonii, ale rząd tego kraju podejrzewał ją o współpracę z amerykańskim wywiadem i przez 24h na dobę towarzyszyli jej agenci tajnej policji. Po wojnie w roku 1951 powstał musical poświęcony życiu Morgan O-Yuki, który wskrzesił jej sławę. Dwa lata później Yuki przeszła na katolicyzm, choć nie porzuciła zupełnie dawnych wierzeń. Zmarła w Kioto w roku 1963, a w roku 1966 Paryż podarował Kioto nową, białą odmianę róży nazwaną na cześć Morgan O-Yuki Yukisan.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Pośród wielu starych, nierzadko porzuconych buddyjskich świątyń w Tajlandii znaleźć można intrygujące głowy Buddy lub mnichów, jak choćby ta w nadmorskiej miejscowości Hua Hin. W słynnych, pozostawionych naturze ruinach Ayutthaya na północ od Bangkoku znajduje się tajemnicza rzeźba, lub raczej jej pozostałości, opleciona korzeniami figowca bengalskiego. Królestwo Ayutthaya istniało od połowy XIV wieku do roku 1767. W kwietniu tego roku po kilkunastomiesięcznym oblężeniu stolica dawnego królestwa została całkowicie zniszczona przez wojska birmańskie, w chaosie porzucona i na długi czas zapomniana. Nie wiadomo skąd wzięła się głowa Buddy w korzeniach baniana. Prawdopodobnie została strącona z posągu w trakcie plądrowania miasta przez Birmańczyków i z czasem niemalże zrosła się z drzewem. Równie ciekawie przedstawia się wyrzeźbiona około roku 1500, porośnięta mchem kamienna głowa Buddy w pobliżu świątyni Wat Umong w Chiang Mai.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku
Głowa Buddy w świątyni War Mahathat w AyutthayaGłowa Buddy w świątyni Wat Umong w Chiang Mai Król Rama VI zwiedził ruiny miasta Ayutthaya na krótko przed śmiercią w roku 1925
Urodzeni w r. 1811 na łodzi mieszkalnej w Syjamie (dzisiejsza Tajlandia) bracia Chang i Eng Bunker stali się najsłynniejszymi bliźniakami syjamskimi w historii. Za sprawą szkockiego biznesmana i poszukiwacza przygód wyjechali za ocean, a następnie ożenili się z białymi Amerykankami, spłodzili 21 dzieci i zostali właścicielami niewolników.
W Syjamie połączeni mostkiem i zrośniętymi wątrobami bracia zostali uznani za nienormalnych i obawiano się, że przynoszą pecha, król Syjamu Rama II wydał więc na nich wyrok śmierci, ale miał ważniejsze sprawy na głowie i wkrótce o nich zapomniał. W roku 1819 przez Syjam przetoczyła się epidemia cholery. Dokładana liczba ofiar nie jest znana, ale przypuszcza się, że zabiła piątą część ludności kraju w tym ojca bliźniaków i wielu członków ich rodziny. W roku 1824 zainteresował się nimi podróżujący po Syjamie szkocki biznesman Robert Hunter i dostrzegł szansę nad złoty interes.
Chang i Eng Bunker z synami
W tym czasie bliźniacy zarabiali na życie sprzedając kacze jaja. Aż pięć lat zajęło mu uzyskanie zgody ich matki oraz nowego króla Ramy III na zabranie ich ze sobą do Ameryki, która lubowała się wtedy we wszelkiego rodzaju gabinetach osobliwości. Kiedy młodzieńcy wsiadali na statek do Bostonu, mieli przy sobie zaledwie kilka niezbędnych rzeczy oraz ulubionego zwierzaka – pytona. Na pożegnanie machała im mama i rodzeństwo. Już nigdy nie powrócili do ojczyzny.
Rodziny Changa i Enga Bunkerów
Przez kilka lat występowali w przedstawieniach Huntera, który niemalże wszystkie zarobione pieniądze zgarniał do własnej kieszeni. Kiedy ich kilkuletni kontrakt w końcu wygasł postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Dumni i przedsiębiorczy bracia w ciągu kilku lat zarobili wystarczająco dużo, aby kupić dom i zrezygnować z przedstawień. Osiedlili się w Karolinie Północnej i udało im się nawet i to wbrew ówczesnemu prawu, które zakazywało mieszanych małżeństw, poślubić dwie siostry z Karoliny Południowej. Z artystów estradowych przeobrazili się w farmerów, a na swojej plantacji tytoniu zatrudnili niewolników. Po wybuchu wojny secesyjnej stanęli po stronie Południa.
Grób braci w Karolinie Północnej
Przegrana Konfederatów okazała się zarazem fiaskiem dla ich interesów, nie pozostało im więc nic innego, jak ponownie wyruszyć w trasę. W 1868 roku wraz z kilkoma ze swoich dzieci pojawili się w Europie, a krótko przed powrotem do Ameryki w roku 1870 zaprezentowali się warszawskiej publiczności. Chang i Eng zmarli tego samego dnia 17 stycznia 1874 roku i aż do roku 2015 byli najdłużej żyjącymi syjamskimi bliźniakami w historii. Potomkowie obu braci żyją rozproszeni po całym kontynencie północnoamerykańskim.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.
Potomkowie braci Bunker na rodzinym zjeździe w Tajlandii
Mogłoby się wydawać, że nie ma w Japonii dwóch bardziej odmiennych środowisk jak „świat kwiatów i wierzb” (życie gejsz) oraz świat kakukai (zawodnicy sumo). A jednak podobieństw pomiędzy nimi można się doszukać wiele. Każda Japonka, która pragnie zostać gejszą oraz Japończyk, którego pragnieniem jest być yokozuną (najwyższy stopień zawodnika sumo) muszą w młodym wieku opuścić rodziców, oddać się pod opiekę patronów i zamieszkać w ich domach.
Okaasan i maiko
Dom gejsz to okiya i jest prowadzony przez starsze często kobiety zwane okaasan (w tej roli wyłącznie emerytowane gejsze), które opłacają utrzymanie i szkolenie przyszłych „kobiet sztuki”. Kwatera sumotori (zawodnik sumo) to heya, którymi zarządzają oyakata (może nim zostać tylko sumotori w stanie spoczynku). Biorąc pod swoje skrzydła przyszłych zapaśników narodowego sportu Japonii również zobowiązują się pokrywać koszty ich utrzymania i treningów.
Trening w heya (beya)
Życie w domach regulują ściśle hierarchiczne relacje typu senpai-kohai (senior-junior), których pogwałcenie może skutkować natychmiastowym wykluczeniem. Do obowiązków maiko (uczennice na gejsze) i ototodeshi (młody sumita) należy dbanie o dom – sprzątanie, zakupy, gotowanie.
Chankonabe to ulubione i bardzo pożywne danie sumitów, które i ja sam bardzo polubiłem i regularnie przygotowuję w domu
Zaczynają swoje nowe życia od długiej listy obowiązków i krótkiej przywilejów, ale gdy tylko powiększa się ich kolekcja stopni uczniowskich, a następnie mistrzowskich lista ta zaczyna coraz bardziej przechylać się na korzyść przywilejów. Przed wyjściem z domu, nawet podczas mroźnych zimowych dni, zarówno maiko i gejsze, jak i sumotori muszą narzucać na siebie kimono lub yukatę, a na nogi włożyć tradycyjne obuwie. Tradycyjne muszą być również ich fryzury – chonmage sportowców, peruki shimada gejsz oraz wareshinobu młodych maiko. Ich życie towarzyskie jest ściśle regulowane. Można dostrzec również wspólne religijne elementy. Najwyżsi rangą zapaśnicy sumo (yokozuna) zostają uhonorowani shide (święty zygzakowaty papier shinto) zawieszonym na splecionym lewoskrętnie świętym sznurze tsuna. Identyczne, choć oczywiście znacznie mniejsze są zawieszone nad drzwiami domów gejsz okiya.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.
Tsuna i shideNad drzwiami zawieszany jest sznur shimenawa oraz papierowe wstęgi shide
Palenie tytoniu wśród dzieci z plemion górskich w północnej w Tajlandii jeszcze w latach 70. i 80. ubiegłego było powszechne. Żuły również mieszankę betelu, tytoniu, lipy i kory kasztanowca, co powodowało ciemnienie zębów. Khmerowie, Laotańczycy i Wietnamczycy używają tytoniu od XVII wieku, kiedy to portugalscy i holenderscy handlarze zaczęli go rozprowadzać jako podarunki lub przedmioty wymiany handlowej. Używanie tytoniu rozpowszechniło się w Azji Południowo-Wschodniej, kiedy zostało włączone do codziennych zwyczajów i rytuałów, oraz ze względu na rzekome właściwości lecznicze. Wśród członków mniejszych grup etnicznych regularne palenie tytoniu było niedopuszczalne i rzadko spotykane aż do wojny domowej w Laosie i wojny wietnamskiej (1959-1975). W tym czasie doświadczyli skumulowanego stresu związanego z działaniami wojennymi, okupacją, konfliktami rodzinnymi i dyskryminacją co przełożyło się wzrost zapotrzebowania na wyroby tytoniowe.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.
📷 Angelo Cozzi, Tajlandia 1965, Dziewczynka z plemienia Meo) Lata 60. Wojna wietnamska 📷 Angelo Cozzi, 1965
W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia Korea Południowa wciąż lizała rany po krwawej i wyniszczającej wojnie koreańskiej. Dochód na mieszkańca był niższy niż w Jemenie i na Haiti, a skrajne ubóstwo było ich znakiem rozpoznawczym. W zaledwie kilka dekad ten niewielki kraj awansował z pozycji pariasa do ścisłej gospodarczej czołówki świata. O politycznych i ekonomicznych okolicznościach towarzyszących „cudowi nad rzeką Han” wiemy całkiem sporo, ale niemalże zupełnie pomija się jego tło historyczne, kulturowe i psychologiczne. Koreańczycy nieskromnie głęboko wierzą, że ich niezrównane walory, bystrość umysłu i wyjątkowe cechy narodowe miały decydujący wpływ na ten sukces, czy aby jednak na pewno? Opowiadam dziś o tym w moim nowym, dosyć długim materiale na YouTube. Zapraszam. Dzisiaj również towarzyszyła mi moja urocza asystentka, która cierpliwie, przez 90 minut strzegła porządku wokół naszego studia w plenerze.
Podczas wojny wietnamskiej (1955-1975) hełmy nie były dla walczących w konflikcie żołnierzy wyłącznie środkiem ochrony głowy, ale służyły również do autoekspresji – wyrażania myśli i uczuć oraz jako uchwyt na fotografie, karty do gry i niewielkie przybory. Żołnierzom nie wolno było umieszczać żadnych napisów na pokrowcach na hełmy, wielu z nich jednak nie przejmowało się tym zakazem. Może i dobrze, gdyż dziś są one źródłem cennych informacji.
Fotografie rodzinne i ukochanych osób były zazwyczaj noszone wewnątrz hełmu, czasami pojawiały się jednak na ich zewnętrznej stronie. As pik był ulubioną kartą wielu żołnierzy amerykańskich. Stosowana była w ramach wojny psychologicznej, gdyż błędnie wierzono, że skutecznie zastraszała przesądnych Wietnamczyków.
Rok 1966. Aktor John Wayne składa autograf na hełmie żołnierza marines.
Większość biorących udział w konflikcie żołnierzy to tzw. grunts, czyli żołnierze piechoty. Każdy z nich, który dotrwał do końca rocznej służby przechodził przez jej 3 etapy: młodzi żołnierze zwani FNG (Fu**ing New Guy), weterani, którzy odsłużyli co najmniej 3 miesiące, oraz „short-timers” (F), lub krócej „shorts”, którzy odliczali już dni do powrotu do domu i nie angażowali się w poważniejsze operacje. Napis „Stop. Don’t shoot. I am short”, znaczył więc „Nie strzelaj, wkrótce wracam do domu.” Swierk.
Walter Swierk
Ten żołnierz czule przytrzymujący w ramionach śpiące wietnamskie dziecko to urodzony w roku 1948 Amerykanin polskiego pochodzenia Walter Swierk. W konflikcie wietnamskim pełnił funkcję sanitariusza wojskowego. Najważniejszym i najczęściej używanym przez Amerykanów rodzajem broni nie były karabiny M1, M14 czy M16, ale środki owadobójcze, nazywane przez nich potocznie „bug juice”, czyli sok na robale. Nie rozstawali się z nim choćby na chwilę. Były średnio skuteczne na owady, ale doskonale radziły sobie z wszędobylskimi i szczerze przez żołnierzy znienawidzonymi pijawkami.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.
„Bug juice” często był umieszczany na hełmach, dzięki czemu żołnierz miał do nich łatwy i szybki dostęp
Tan Yeok Nee – jeden z wielu wpływowych, XIX-wiecznych biznesmenów w Singapurze, którzy zdobyli fortunę dzięki legalnemu handlowi opium. Palenie opium było powszechną i akceptowalną praktyką przez wszystkie warstwy społeczne w XIX-wiecznych Chinach. Gościom w domach często podawano zarówno herbatę, jak i opium. Chińczycy przybywający za pracą do Singapuru przywozili ze sobą również rozrywki znane im z Chin, takie jak hazard (F) i narkotyki. Palone przez nich opium zwane chandu zapewniało mocne wrażenia, ale taż silnie uzależniało. W połowie XIX wieku na ok. 40 tysięcy zamieszkujących Singapur Chińczyków, blisko połowa, z których większość stanowili kulisi, czyli robotnicy wynajmowani do najtrudniejszych i najgorzej płatnych zajęć, nałogowo paliła chandu.
Chiński kulis ciągnący rikszę
Życie imigranta w XIX-wiecznym Singapurze (i przy niewielkiej liczbie kobiet, a więc z małą szansą na założenie własnej rodziny) było niezwykle trudne i mało urozmaicone, a palenie i hazard były jedynymi znanymi im sposobami na radzenie sobie z nudą i brakiem wizji na poprawę własnego losu. W pierwszej połowie XIX wieku Brytyjczycy uregulowali i opodatkowali handel opium, który wkrótce zaczął generować od 30 do 55% rocznego dochodu Singapuru.
Palenie opium
Palenie opium było nie tylko uzależniające, ale także drogie i wielu Chińczyków celem uzyskania środków na zakup narkotyku zeszło na przestępczą ścieżkę. Jeszcze na początku XX w. palenie chandu było tak powszechną praktyką, że co dziesiąty pacjent szpitali znalazł się tam z powodu swojego nałogu. Handel i używanie opium zostały zakazane dopiero w roku 1934, choć jeszcze 7 lat później, gdy Japończycy zlali Brytyjczyków i przejęli z ich rąk wyspę, po całym mieście, choć głównie w Chinatown, rozsianych było wiele nielegalnych palarni opium.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.
Lampa opiumowa podgrzewa i odparowuje opium, a uzyskany gaz jest następnie wdychany. Fajka do opium wykonana jest ze srebra z cybuchem typu yixing i ustnikiem z kości słoniowej.
Od wielu już lat ta malutka francuska mieścina z zaledwie 500 mieszkańcami jest jednym z ulubionych miejsc odwiedzanych przez japońskich turystów podróżujących po Europie. W maju 1883 r. francuski impresjonista Claude Monet wraz z liczną rodziną przeniósł się do Giverny, niewielkiej wtedy wioski położonej około 80 kilometrów na zachód od Paryża. Wynajął (kupił go siedem lat później) duży dom z ogrodem, alejami cyprysów i sadami drzew owocowych. Malarz spędził w Giverny kilkadziesiąt lat swojego życia, a w jego domu zamienionym w muzeum znajduje się kolekcja znakomitych japońskich grafik wykonanych przez najwybitniejszych japońskich malarzy.
Kolekcja drzeworytów japońskich w domu Moneta
Legenda głosi, że pewnego dnia 1871 roku podczas swojej pierwszej podróży do Holandii wszedł do sklepu spożywczego w wiosce niedaleko Amsterdamu, a tam jego uwagę zwróciły japońskie odbitki używane jako papier do pakowania. Ryciny tak go urzekły, że kupił je na miejscu, a świat gejsz, samurajów I japońskiego krajobrazu na nich przedstawiony zmienił jego życie (nie zainteresowała go shunga – grafiki erotyczne) Monet nigdy nie odbył podróży do Japonii, ale w swoim domu w Giverny otoczył się japońskimi drzeworytami, a pod koniec życia posiadał ich już aż 231, w tym tak słynnych japońskich artystów jak Hokusai, Utamaro, Hiroshige i Korin Ogata. Dziś te delikatne i światłoczułe ryciny zostały zastąpione kopiami, nie przeszkadza to jednak japońskim turystom zachwycać się urokiem tego pięknego miejsca. Pomimo sprzeciwu sąsiadów założył również ogród japoński, a w nim pojawił się staw pełen lilii wodnych i japoński mostek podpatrzony na japońskiej grafice.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)