Wywóz nieczystości z miasta. Scena z filmu „Okiku and the World”, 🇯🇵 2023
Dlaczego Japończycy nie mają w zwyczaju jeść surowych warzyw, pomimo tego, że na ich stołach goszczą surowe ryby, jaja, a nawet surowe mięso drobiowe (torisashi) i wołowina (gyusashi)? Ma to związek z recyklingiem i transportem odchodów w okresie Edo (1603-1867), kiedy to kształtowała się współczesna japońska kuchnia. Społeczeństwo Edo było społeczeństwem recyklingu, a jednym z popularniejszych towarów, którym handlowano w tamtym czasie były ludzkie odchody używane przez rolników jako nawóz na pola (📷👇).
„Okiku and the World”
Nieczystości klasyfikowano wg ówczesnych standardów na lepsze i gorsze. Do tej pierwszej grupy zaliczano kinban, czyli odchody należące do strażników szogunatu i panów feudalnych daimyo. Ich wysoka cena znajdowała odzwierciedlenie w wysokim statusie samurajów wyższej klasy. Popularne były również tsujihi – ekskrementy zbierane z toalet publicznych tsuji na rogach ulicy (📷👇).
„Okiku and the World”
Te pobierane od mieszczan zwane machihi odpowiadały zaledwie średniej klasie. Klasa najniższa to oyashiki, ekskrementy odbierane z więzień i aresztów śledczych, gdyż odchody przestępców – ludzi o niskim statusie społecznym – uważano powszechnie za mało wartościowe. Wysokiej klasy były też nieczystości pochodzące z zamku Edo (dziś część cesarskiego kompleksu pałacowego w Tokio) – siedziby siogunów. Ze względu na najwyższy status mieszkańców tego zamku, były sprzedawane po wysokiej cenie, pomimo tego, że ich jakość była raczej niska. Przyczyną tego była wysoka zawartość rtęci i ołowiu, dwóch składników obecnych w popularnych kosmetykach. Dlaczego więc społeczeństwo Edo nie spożywało surowych warzyw? Do transportu odchodów i warzyw używano tych samych łodzi, co nie zachęcało mieszkańców miast do spożywania jarzyn. Przewoźnicy dostarczali rolnikom obornik z miast, odbierali natomiast od nich warzywa przed wypłynięciem w drogę powrotną (📷👇).
„Okiku and the World”
Nie było więc w Edo tradycji spożywania surowych warzyw, na popularności natomiast zyskały m.in. dania smażone na głębokim oleju, jak choćby podpatrzona od katolickich misjonarzy w Nagasaki tempura. Obróbka termiczna warzyw zapewniała pewien komfort psychiczny oraz zabezpieczała przed zatruciem pokarmowym. (📷👇).
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Około XIX wieku mieszkańcy Edo (dzisiejsze Tokio) zaczęli masowo cierpieć na nieznaną chorobę nazwaną „kłopotem Edo” (Edo wazurai). Ci, którzy przenieśli się do miasta ze wsi, wkrótce również zachorowali. Początkowo dotykała głównie samurajów, tak jakby ktoś rzucił na nich klątwę. W okresie Edo (1603-1867) obowiązywała zasada, że samuraje mieszkający poza stolicą, co drugi rok mieli obowiązek w niej przebywać. W ten sposób rządzący Japonią reżim Tokugawów trzymał wojowniczych panów feudalnych w ryzach.
Yoshinobu Tokugawa – statni szogun Japonii (ok. 1900)
Przyjeżdżali do stolicy zdrowi, ale wkrótce zapadali na tajemniczą i poważną chorobę, która objawiała się m.in.. ogólnym zmęczeniem i osłabieniem organizmu, utratą apetytu, obrzękiem stóp, drętwieniem kończyn i trudnościami w chodzeniu. W najcięższych przypadkach kończyła się śmiercią. Po powrocie do domu objawy zazwyczaj ustępowały, zwłaszcza wśród biedniejszych samurajów. Początkowo lekarze doszukiwali się jej przyczyn w specyficznym klimacie Edo oraz w szybko postępującej industrializacji stolicy. Z czasem zaczęła dotykać również rosnących w bogactwo mieszczan, a na przełomie XIX i XX rozprzestrzeniła się na cały kraj. Co gorsza, zaczęła dziesiątkować Cesarską Armię i Marynarkę Wojenną.
Wojna rosyjsko-japońska, 1904-1905. Szpital polowy japońskiej armii.
Epidemię tajemniczej choroby rząd Meiji uznał za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Pojawiły się też nowe hipotezy – wirus, pasożyty lub niekorzystne zmiany dietetyczne. Znalezienie przyczyny zajęło wiele lat. Zamiast patogenów i klątwy odpowiedzialna za chorobę, dziś znaną jako beri beri, była awitaminoza, a konkretnie niedobór tiaminy, czyli witaminy B1 (w Polsce za odkrywcę tiaminy uważa się Kazimierza Funka, w Japonii Umetaro Suzuki) spowodowana dietą bogatą w biały ryż oraz zbyt małą ilością roślin strączkowych i warzyw lub mięsa.
Medycyna tradycyjna nie potrafiła pomóc chorym na beri. 📷 Palenie bylicy na skórze.
Rację mieli więc ci, którzy jej przyczyn doszukiwali się w industrializacji kraju oraz sposobie odżywiania się. Podstawowymi produktami żywnościowymi do wieku XIX były brązowy ryż, proso i jęczmień z niewielką ilością warzyw (do dziś Japończycy w porównaniu z Koreańczykami spożywają ich niewiele), tofu i ryb. Mankamentem pełnych ziaren była jednak podatność na pleśń oraz większe zainteresowanie szkodników.
Prosta maszyna do polerowania ryżu
Biały, odporny na gnicie (co nie jest bez znaczenia podczas wilgotnego japońskiego lata) i plagi ryż był spożywany już pod koniec XVII wieku, jednak pracochłonny proces usuwania jego zewnętrznych warstw (F) sprawił, że na ten luksus mogli pozwolić sobie tylko najbogatsi samuraje. Industrializacja obniżyła koszty polerowania ryżu, a biały zaczął być pożądany jako smaczniejszy, o lepszej konsystencji i bardziej prestiżowy, z czasem więc zawsze skore do naśladowania zwyczajów klas wyższych niziny społeczne również zaczęły odrzucać tradycyjną dietę i w ten sposób choroba rozprzestrzeniła się na cały kraj. Badania opublikowane w 1910 roku wykazały niedobór tiaminy spowodowany przez polerowany, biały ryż.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)
Beri-beri powróciła podczas wojny na Pacyfiku. 📷 Singapur 1945. Wyswobodzeni z niewoli brytyjscy żołnierze 1945. Japońscy żołnierze na Wyspach Marshala
W 1872 roku cesarz Meiji zjadł wołowinę – gest, który wywołał protest mnichów i zakończył trwający ponad tysiąc lat zakaz spożywania mięsa w Japonii. To wydarzenie było symbolem szerszych przemian: od izolacji do szybkiej modernizacji i przyjęcia zachodnich zwyczajów.
Japoński rolnik, ok. 1945
Wołowina, mnisi i cesarz. Jak mięso stało się w Japonii aktem cywilizacyjnym
Przez ponad tysiąc lat jedzenie mięsa w Japonii było czymś więcej niż kwestią kulinarną — było problemem moralnym, religijnym i symbolicznym. Dlatego gdy w lutym 1872 roku grupa buddyjskich mnichów wtargnęła do Pałacu Cesarskiego w Tokio, gotowa oddać życie w starciu ze strażnikami, nie chodziło wyłącznie o dietę. Chodziło o naruszenie porządku świata. Bezpośrednią przyczyną ich gniewu było zachowanie cesarza Meiji (Mutsuhito), który kilka tygodni wcześniej publicznie zjadł wołowinę, łamiąc wielowiekowe tabu. Dla dworu był to gest polityczny i modernizacyjny. Dla mnichów — znak duchowego kryzysu kraju.
Cesarz Meiji
Skąd wziął się zakaz mięsa?
Pierwsze formalne ograniczenia pojawiły się już w 675 roku, gdy cesarz Tenmu zakazał spożywania wołowiny, koniny, mięsa psów, małp i drobiu w kluczowym okresie rolniczym. Z czasem zakazy te zaczęły funkcjonować nie tylko jako regulacje administracyjne, lecz jako trwały element kultury i moralności.
Religijne uzasadnienia — buddyjskie i shintō — były ważne, ale nie wyczerpywały tematu. Jak pokazuje Mięsoholicy Marta Zaraska, średniowieczna Japonia była krajem o bardzo ograniczonych zasobach. Brakowało gruntów ornych, wycinano lasy, a zwierzęta pociągowe miały kluczowe znaczenie dla gospodarki rolnej. W tym sensie tabu mięsa było nie tylko wyborem duchowym, lecz także racjonalną strategią przetrwania w gęsto zaludnionym kraju wyspiarskim.
Lekarz sprawdza tętno pacjentki. 1890 r.
Zakaz z wyjątkami
Jak zwykle, praktyka była bardziej elastyczna niż oficjalne normy. Mięso ssaków traktowano jako pokarm „nieczysty”, ale jednocześnie leczniczy — możliwy do spożycia na zalecenie lekarza. Ta furtka bywała szczególnie wygodna dla arystokracji. Spożywano natomiast ryby i owoce morza, w tym wieloryby i delfiny, które klasyfikowano jako ryby. Dla Europejczyków, którzy pojawili się w Japonii w XVI wieku, szokujące było zwłaszcza to, że picie mleka postrzegano niemal jak spożywanie krwi zwierzęcia.
Mięso jako ideologia nowoczesności
Prawdziwy przełom nastąpił dopiero wraz z restauracją Meiji. Japonia, otwierając się na Zachód, zaczęła postrzegać mięso jako symbol postępu, siły i zdrowia. Dieta mięsna miała zerwać z feudalnym porządkiem i pomóc stworzyć nowoczesne społeczeństwo, a także nowoczesną armię.
W XIX wieku przeciętny poborowy był niski i wątły; znaczna część kandydatów nie spełniała nawet minimalnych wymogów wzrostu. W tym kontekście mięso przestało być kwestią smaku czy tradycji, a stało się narzędziem państwowej pedagogiki. Decyzja dworu cesarskiego o wprowadzeniu wołowiny do kuchni pałacowej była więc nie tyle reformą dietetyczną, co manifestem cywilizacyjnym.
Biesiadujący samuraje. Okres Edo (1603-1867)
Dlaczego Japończycy przekonali się do mięsa dopiero po wojnie?
Choć zakaz zniesiono formalnie w XIX wieku, mentalna bariera pozostała. Dopiero po II wojnie światowej, pod wpływem amerykańskiej okupacji i nowego stylu życia, mięso stało się elementem codziennej diety. Japończycy obserwowali zwycięzców jedzących hamburgery, steki i boczek, a wraz z nimi nowy model siły i sukcesu. Den Fujita, twórca japońskiej sieci McDonald’s, ujął to z rozbrajającą szczerością:
„Jeśli przez tysiąc lat będziemy jeść hamburgery, staniemy się blondynami i damy radę podbić świat.”
Źródła i inspiracje:
Marta Zaraska, Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka, Wyd. Czarna Owca, 2017
W kulturze, która od wieków traktowała wodę jako źródło oczyszczenia i życie, Tokio dokonało paradoksu: zakopało swoje rzeki pod asfaltem i autostradami. A mosty – te same, które kiedyś prowadziły pielgrzymów do świątyń – stały się świadkami największej pożogi w dziejach miasta. Kototoi-bashi z czarnymi smugami i ukryte nurty pod ulicami przypominają, że nawet beton nie jest w stanie zagłuszyć przeszłości ani natury na zawsze.
Kototoi-bashi
Tokijskie mosty – kamienne świadectwa tragedii i zapomnianej wody
Tokijskie mosty skrywają w sobie więcej niż tylko stal i beton – niosą ślady historii, która wciąż nie chce całkiem zamilknąć. Jedne opowiadają o ogniu i śmierci, inne o wodzie, która kiedyś płynęła swobodnie, a dziś ukrywa się pod asfaltem i ulicami.
Wycieczka szkolna na tle Kototoi-bashi. Rok 1931.
Ślady ognia – Kototoi-bashi i noc 10 marca 1945
Najbardziej przejmującym przykładem jest Kototoi-bashi nad rzeką Sumidą – jedyna zachowana do dziś część oryginalnej konstrukcji z 1927 roku. Na kamieniach balustrady, zwłaszcza po stronie Asakusy, widać ciemne, tłuste smugi i czarne zacieki. To nie graffiti ani osad z rzeki, to ślad po największym nalocie ogniowym w historii ludzkości: operacji Meetinghouse, czyli bombardowaniu Tokio w nocy z 9 na 10 marca 1945 roku.
Wtedy 334 superfortece B-29 zrzuciły na miasto ok. 1665 ton bomb zapalających M-69 (napalmowych ładunków kasetowych). Drewniana, gęsto zabudowana Shitamachi (dolne miasto) – w tym Asakusa i okolice – stanęła w płomieniach w ciągu kilkunastu minut. Temperatura na ulicach sięgała 800–1000 °C, wiatr osiągał siłę huraganu. Ludzie uciekali w stronę rzeki Sumidy i mostów, wierząc, że woda ich ocali.
Bombardowanie Tokio, 1945 r.
Kototoi-bashi stał się pułapką. Z Asakusy tysiące spanikowanych mieszkańców biegło na wschód, na drugi brzeg, do Mukojimy. Z Mukojimy – tysiące inne uciekały w przeciwną stronę, przed ogniem pożerającym ich dzielnicę. Na wąskim moście i w jego okolicach utknęły dziesiątki tysięcy ludzi. Niektórzy skakali do lodowatej wody Sumidy (w marcu ma ok. 8–10 °C), ale bomby zapalające spadały też na rzekę – napalm palił się na powierzchni, tworząc płonące dywany. Inni ginęli na moście, przygnieceni tłumem lub strawieni ogniem. Szacuje się, że tylko w rejonie Kototoi zginęło od kilkuset do nawet 1000–2000 osób w ciągu jednej nocy.
Następnego ranka brzegi Sumidy i okolice mostu pokrywały tysiące zwłok – wiele zwęglonych do niepoznania. Te czarne ślady na kamieniach to w dużej mierze efekt ludzkiego tłuszczu, który topił się w temperaturze pożaru i wsiąkał w porowaty granit. Dziś most Kototoi (przebudowany po wojnie, ale z zachowaną fragmentem starej balustrady) jest cichym pomnikiem, jednym z nielicznych materialnych śladów tamtej nocy, która pochłonęła od 80 do ponad 100 tysięcy ofiar (najczęściej podaje się ok. 100 tys.).
Ukryta woda pod asfaltem Tokio
Ale nie wszystkie tajemnice tokijskich mostów są mroczne – niektóre są po prostu mokre i zapomniane. Tokio powstało na wodzie. W czasach Edo (1603–1868) miasto przecinało ponad 100 rzek, strumieni i kanałów – stąd przydomek „wschodnia Wenecja”. Woda była święta: shinto i buddyzm wymagały rytualnego oczyszczania (misogi, harae), więc świątynie, ogrody i cmentarze budowano wzdłuż cieków wodnych. Tam, gdzie dziś stoi np. Sensō-ji w Asakusie, kiedyś płynęły swobodne strumienie. Nawet bujna zieleń w nietypowych miejscach – na przykład w szczelinach między budynkami czy wzdłuż torów – często zdradza ukryty pod ziemią nurt.
Gęsta zieleń wzdluż chodnika pokrywającego strumień w jednej z tokijskich dzielnic
Po Wielkim Trzęsieniu Kantō z 1 września 1923 roku (ok. 140 tys. ofiar, ogrom zniszczeń) władze postanowiły „zmodernizować” miasto. Zaczęto betonować i przykrywać kanały, by zapobiec pożarom (drewniane mosty i domy płonęły jak zapałki) i ułatwić odbudowę szerokich ulic. Proces przyspieszył po wojnie, a ostateczny gwóźdź do trumny wbito w latach 60. XX wieku w związku z przygotowaniami do Igrzysk Olimpijskich 1964.
Tokio musiało pokazać światu nowoczesność: czyste, szybkie autostrady, szerokie arterie, brak „chaotycznych” kanałów. Wiele rzek (m.in. Shibuya-gawa, Meguro-gawa, Kanda-gawa w odcinkach) zamieniono w podziemne kolektory lub po prostu przykryto betonowymi płytami. Dziś płyną pod ulicami, parkingami i ekspresówkami – słychać je czasem w studzienkach kanalizacyjnych po ulewnym deszczu.
Wiele wąskich dróg to dawne strumyki lub rowy melioracyjne
To „odwrócenie się od wody” ma też głębszy wymiar: po wojnie i kataklizmach Japonia postawiła na kontrolę natury, beton i postęp. Woda, kiedyś źródło życia i rytuału, stała się problemem hydrologicznym do rozwiązania.
A jednak nie wszystko da się ukryć. Wystarczy spojrzeć na mapy dawnego Edo, posłuchać szumu w kratkach ulicznych po deszczu albo wybrać się na spacer wzdłuż pozostałych fragmentów Sumidy – i nagle okazuje się, że Tokio wciąż jest miastem zbudowanym na wodzie.
Źródła i inspiracje:
Edward Seidensticker, History of Tokyo 1867-1989, 2019
Freddie Mercury zajada się ekiben w pociągu relacji Osaka – Nagoja podczas trasy koncertowej Queen Hot Space Japan, 25 października 1982 r. Ekiben (eki – stacja kolejowa, ben – bento, posiłek na wynos) to regionalne specjały pakowane w pudełka i sprzedawane podróżnym na stacjach kolejowych. Dziś najłatwiej jest kupić je w licznych punktach gastronomicznych rozstawionych na peronach, ale chyba najprzyjemniej bezpośrednio od handlarza.
Sprzedawca ekiben
Zawód to już jednak ginący, co raz więc trudniej napotkać sprzedawcę ekiben. Pierwsze lunchboxy sprzedawane były podróżnym przez okna pociągów. Dziś, ze względu na krótki czas postoju pociągów na stacjach oraz zablokowane okna handlarze ustawiają się w pobliżu przejść. Historia ekiben ma już ponad 130 lat. W roku 1872 pomiędzy Jokohamą a Shimbashi w Tokio otwarto pierwszą w Japonii linię kolejową, a 13 lat później na stacji w miejscowości Utsunomiya pojawił się pierwszy sprzedawca onigiri (kulki ryżowe) i marynowanej rzodkiewki daikon dając początek tej unikalnej kulturze kulinarnej.
Pierwsze pociągi poruszały się wolno, a podróż trwała czasami nawet ponad 20 godzin. Menedżer zajazdu Shirakiya w Utsunomiya zwietrzył w tym dobry interes i zaczął zgłodniałym pasażerom oferować za 5 senów zawinięte w bambusową skórkę i pokryte czarnym sezamem onigiri. Do rozwoju ekiben w znacznej mierze przyczyniły się wojny rosyjsko-japońska (1904-1905) i chińsko-japońska (1937-1945). Największym klientem firm zajmujących się sprzedażą ekiben stało się wojsko. W czasie drugiej wojny światowej opakowania pudełek wykorzystywane były do szerzenia patriotycznych lub ultra-nacjonalistycznych treści mających podnosić morale Japończyków lub tchnąć w nich ducha bojowego. A zawartość pudełek? Czasami to prawdziwe dzieła sztuki.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube i X (d. Twitterze)
EkibenBrian May, legendarny gitarzysta grupy QueenOpakowanie ekiben, koniec lat 30. XX wieku Opakowanie ekiben, 1942 r.
W 1957 roku, na korcie tenisowym w Karuizawa, rozpoczęła się niezwykła historia miłości księcia koronnego Akihito i Michiko Shōdy. Ich spotkanie zapoczątkowało związek, który złamał wielowiekowe tradycje japońskiej rodziny cesarskiej i wzbudził w społeczeństwie zarówno fascynację, jak i kontrowersje.
Michiko, urodzona w 1934 roku, pochodziła z zamożnej rodziny przemysłowców. Jej ojciec, Hidesaburo Shōda, był prezesem przedsiębiorstwa zbożowo-młynarskiego. Choć nie była związana z arystokracją, jej wykształcenie w katolickich szkołach oraz powiązania rodzinne z Kościołem katolickim budziły niepokój wśród tradycjonalistów. Po raz pierwszy od ponad 2000 lat następca tronu postanowił poślubić kobietę spoza kręgów cesarskich, co wywołało sprzeciw wielu członków arystokracji, w tym matki Akihito, cesarzowej Kojun. Słynny pisarz Yukio Mishima również publicznie krytykował tę decyzję, widząc w niej zagrożenie dla świętej natury rodziny cesarskiej.
Cesarzowa Kojun, oddana tradycji, otwarcie okazywała niechęć wobec Michiko. W latach 60. młoda księżna koronna zmagała się z ogromną presją, która doprowadziła ją do co najmniej dwóch załamań nerwowych. Kulminacją tych napięć była scena z 1975 roku, gdy w transmitowanej przez telewizję relacji z pożegnania pary cesarskiej przed wizytą w Stanach Zjednoczonych cesarzowa Kojun demonstracyjnie zignorowała Michiko, przechodząc obok niej bez spojrzenia.
Cesarzowa Nagako, po śmierci zwana Kojun, żona cesarza Hirohito, przez 40 lat miała uprzykrzać życie Michiko
Mimo oporu części rodziny cesarskiej i społeczeństwa, miłość Akihito i Michiko zwyciężyła. 27 listopada 1958 roku Agencja Domu Cesarskiego formalnie zatwierdziła ich zaręczyny. Wsparcie dla przyszłej cesarzowej przyszło również z nieoczekiwanej strony – popkultury. Michiko była porównywana do księżniczki Anny z filmu Rzymskie wakacje, granej przez uwielbianą w Japonii Audrey Hepburn. Ten romantyczny wizerunek zyskał sympatię wielu Japończyków, pomagając budować pozytywny obraz przyszłej cesarzowej.
10 kwietnia 1959 roku odbył się ich ślub, który przyciągnął tłumy. Ponad pół miliona ludzi ustawiło się wzdłuż trasy parady, a około 15 milionów oglądało uroczystość w telewizji. Wydarzenie to stało się symbolem nowego rozdziału w historii japońskiej monarchii.
Audrey Hepburn i Gregory Peck w filmie „Rzymskie Wakacje”
Po śmierci cesarza Hirohito, 7 stycznia 1989 roku, Akihito i Michiko zasiedli na tronie. Ich związek, mimo licznych trudności, okazał się trwały i harmonijny. Ich miłość przejawia się nie tylko w oczywistych gestach, takich jak trzymanie się za ręce czy wspólne spożywanie posiłków, ale także w subtelnych sygnałach dojrzałego uczucia. Na wielu fotografiach widać, jak ich ciała są zwrócone ku sobie pod kątem, ramiona lekko cofnięte, a ruchy zsynchronizowane. Częsty kontakt wzrokowy, zgodność emocji na twarzach oraz wspólne kierowanie spojrzeń w tę samą stronę świadczą o głębokiej więzi, komforcie i wzajemnym szacunku.
Doskonale zsynchronizowane ciała małżonków i wspólne spoglądanie w tym samym kierunku
Historia Akihito i Michiko to opowieść o odwadze, wytrwałości i miłości, która przezwyciężyła społeczne i kulturowe bariery. Ich związek nie tylko zmienił oblicze japońskiej monarchii, ale także stał się inspiracją dla milionów ludzi, pokazując, że prawdziwe uczucie może przetrwać nawet najtrudniejsze próby.
Małżonkowie delikatnie przechylają ciała do środka. Pary, (lub jedna z osób w związku) których miłość wystygła maja często tendencję do odchylania ciał „od siebie”.„Love is all around.” Zrelaksowane twarze, komfort dotyku, bliskości, intymności i kontaktu wzrokowego. Para ustawiła się pod kątem 120-150°. Tę wyjątkową synchronizację ruchów ich ciał możemy zobaczyć na wielu fotografiach pary cesarskiej
Podczas przesłuchania i zdjęć próbnych do serialu Zielony Szerszeń (Green Hornet) w Los Angeles na początku 1965 roku 24-letni Bruce Lee został poproszony o zademonstrowanie obecnym w pokoju osobom swoich umiejętności. Na przeciw Bruce’a stanął wypchnięty przez ekipę asystent reżysera, którego sztywna sylwetka i odchylanie się do tyłu po każdym ciosie wskazują na brak zaufania wobec poczynań mistrza (celem przekonania się, czy mamy do czynienia z uniwersalną reakcją, wykonałem podobne ruchy ręką przed twarzami kilku znajomych, i żaden z nich nie odchylił tułowia. : ) Uderzenia i kopnięcia Bruce’a były niezwykle szybkie i precyzyjne i tą precyzją lubił się popisywać. Potrafił kopnąć niczego nieświadomych ludzi w płatek małżowiny usznej. Raz jednak kiedy jego pędząca stopa znajdowała się już w pobliżu ucha jednego z dekoratorów na planie filmowym, ten w najmniej odpowiednim momencie odwrócił głowę w kierunku nogi Bruce’a i przyjął silny cios na szczękę. Wg biografa Bruce’a pracownik wytwórni filmowej został mocno poturbowany i na tym skończyły się niebezpieczne figle z kung-fu. Osobowość aktora była niezwykle silna już od dziecka i nie lubił wykonywać poleceń innych ludzi, również swoich rodziców, przez co notorycznie wpadał w kłopoty i wchodził w konflikty z ludźmi starającymi się narzucić mu ich własną wolę (w szkole średniej pogroził nauczycielowi WF-u nożem, żalili się na niego klienci chińskiej restauracji w Seattle, w której pracował). Widać to nawet podczas przesłuchania, gdy producent William Dozier prosi go, by kręcił głową w lewo i prawo. W pewnym momencie Bruce napina mięsień jarzmowy większy lewego policzka, co utożsamiane jest z niecierpliwością i irytacją. To jedna z tych ekspresji mimicznych, którą zazwyczaj dostrzegamy, jeśli pojawi się na twarzy naszego rozmówcy lub osoby występującej w telewizji wystarczająco długo i poprawnie interpretujemy z pomocą naszej intuicji. Wiemy, że osoba ta okazuje w tym momencie niezadowolenie, choć nie zawsze pragnie je zwerbalizować, nie uczynił też tego z wiadomych przyczyn Bruce Lee.
Napięty mięsień jarzmowy większy
W jego zachowaniu można dostrzec zarówno elementy typowe dla kultur azjatyckich, zachodnich oraz te charakterystyczne dla jego własnej psychomotorycznej konstrukcji, które scaliły się w jego indywidualny profil.
Subtelny ukłon Bruce’a
W momencie, gdy zbliża się znacznie starszy od niego asystent reżysera, Bruce odruchowo przyjmuje na moment uległą postawę, którą zawsze jest ukłon, azjatycki sposób na okazywanie szacunku ludziom starszym, ale poklepanie starszego, obcego mężczyzny po ramieniu byłoby czymś zupełnie niezwykłym w Azji, gdyż choć jest zazwyczaj gestem przyjaznym, tutaj wspierającym, zapewniającym o bezpieczeństwie, to jednak jest chętnie wykonywany przez osoby dominujące, a Bruce, 24-letni młokos jeszcze bez reputacji w Hollywood, robi to aż pięciokrotnie. Swój silny, dominujący charakter okazywał również często unosząc w górę brodę, gest tak często pojawiający się nawet w jego filmach. Materiał video można zobaczyć na moim profilu na X (Twitterze).
Podczas przesłuchania i zdjęć próbnych do serialu Zielony Szerszeń (Green Hornet) w Los Angeles na początku 1965 roku 24-letni Bruce Lee został poproszony o zademonstrowanie obecnym w pokoju osobom swoich umiejętności. Na wprost Bruce'a stanął wypchnięty przez ekipę asystent 1/10 pic.twitter.com/PNm5XWbAhA
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitterze) oraz Facebooku
Bruce kładzie rękę na ramieniu asystenta W tym przypadku jego ręka wędruje wyżej, aż do pleców przyjmującego defensywną postawę asystenta. Tak charakterystyczna dla Bruce’a Lee postawa z uniesioną brodą
Samuraj Tateishi „Tommy” Onojiro, był pierwszym i dotychczas jedynym Japończykiem, który w Stanach Zjednoczonych osiągnął status celebryty. Po podpisaniu traktatu pokojowego pomiędzy Japonią a Stanami Zjednoczonymi (1854 r.), w lutym 1860 r. 77 samurajów – członków delegacji szogunatu Tokugawów – weszło na pokład parowca Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych „Powhatan” aby udać się za ocean. W wieku 17 lat samuraj i asystent tłumacza Tateishi Onjiro był jej najmłodszym uczestnikiem. Japończycy zostali entuzjastycznie przyjęci przez amerykańskie media, ale to właśnie Tommy (imię nadane mu przez amerykańską załogę statku) ściągnął na siebie całą uwagę prasy i… podbił serca Amerykanek.
Jako jedyny z całej delegacji szczerze polubił tak odmienny od japońskiego amerykański styl życia. Był zafascynowany XIX-wieczną Ameryką, próbował swoich sił w pracy strażaka oraz prowadzeniu kolei parowej. Nic dziwnego, że media poświęcały mu wiele uwagi i był pierwszym Japończykiem, który pojawił się na pierwszych stronach amerykańskich gazet. Na adresy redakcji oraz hoteli, w których goście się zatrzymywali Amerykanki przesyłały młodemu samurajowi setki listów miłosnych i prezentów. W przeciwieństwie do pozostałych członków delegacji, Tommy czuł się swobodnie w towarzystwie Amerykanów.
Japońscy dyplomaci w Stanach Zjednoczonych
Polubił szerzej nieznane jeszcze wtedy w Japonii piwo (pierwszy browar z prawdziwego zdarzenia, Spring Valley Brewery, powstał w roku 1869). Chwalono go za pogodne usposobienie, naturalną wesołość, towarzyskość, umiejętności komunikacyjne oraz wysokie kompetencje kulturowe, które zapewne nabył stykając się z obcokrajowcami w urzędzie państwowym, w którym pracował w Jokohamie. Pisano o jego psotnym, chłopięcym usposobieniu, które spodobało się Amerykanom, ale irytowało jego towarzyszy podróży, którzy postrzegali go jako niepoważnego i odnosili się do niego chłodno. Tommy, który w hierarchii zajmował ostatnie miejsce wśród wszystkich członków delegacji ściągnął na siebie całą uwagę Ameryki, a Amerykańskie Towarzystwo Zegarków sprezentowało mu złoty zegarek (dwa pozostałe trafiły do szoguna, oraz głównego wysłannika szogunatu).
Japończycy na spotkaniu z prezydentem Jamesem Buchananem
Delegacja przejechała cały kraj, od San Francisco, po Waszyngton, gdzie doszło do spotkania z prezydentem Jamesem Buchananem i Filadelfię, aby 16 czerwca przybyć do Nowego Jorku. Ówczesne gazety pisały o 500 tysiącach Nowojorczyków wiwatujących na ich cześć. Podczas parady na Broadwayu Tommy machał mieszkańcom miasta chusteczką podarowaną mu przez jedną z pań. Jego popularność dała początek miejskiej legendzie. Mówiono, że był japońskim księciem podróżującym po Ameryce incognito. Samuraje pojawili się na zorganizowanym dla nich balu, na którym zaskoczyły i zniesmaczyły ich dziwne, wykonywane wspólnie przez kobiety i mężczyzn podskoki w rytm muzyki.
Tommy z ręką na biodrze stoi pierwszy od lewej
„I like American lady very much. I want marry and live Here with pretty lady” (Bardzo lubię Amerykanki. Pragnę poślubić piękną damę i zamieszkać tutaj wraz z nią), napisał w dedykacji dla jednej z pań. Tommy musiał jednak powrócić do swojej ojczyzny, gdzie został tłumaczem i nauczycielem j. angielskiego. Zmarł w zapomnieniu w Nishiizu w roku 1917 w wieku 75 lat. Tuż przed śmiercią przyjął chrześcijaństwo. Świat usłyszał o nim ponownie w roku 1980, gdy przypadkiem odkryto zapis nutowy popularnej piosenki „Tommy Polka” granej i śpiewanej w Ameryce podczas pobytu japońskiej delegacji 120 lat wcześniej. Bardzo chwytliwa melodia, którą można odsłuchać na YouTube (Tommy Polka).
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) oraz Facebooku.
Tommy (P) pije piwo wraz z bratem. Fotografia wykonana kilka lat po powrocie do Japonii
Dwie Filipinki, z których jedna jest pochodzenia japońskiego (📷☝️), pozują do zdjęcia w popularnych na Filipinach na początku 20. wieku sukniach wizytowych zwanych Maria Clara. Stroje te zwano je również traje de mestiza, gdyż łączyły zarówno wpływy tubylcze, jak i hiszpańskie. W erze przed-kolonialnej przeznaczenie odzieży było w znacznej mierze podyktowane funkcją, a nie stylem czy estetyką.
Pojawienie się Hiszpanów w drugiej połowie XVI wieku i ich bardziej konserwatywny model społeczny miał spory wpływ na życie tubylców, zwłaszcza w sferze publicznej, co znów nie pozostało bez wpływu na kształtujące się nowe trendy modowe. Odzież stawała się dłuższa i bardziej misterna. Czasami pojawiały się również elementy japońskie, a w latach 20. ubiegłego wieku bogatsze mieszkanki Manili, Quezon City i Davao nosiły nawet kimona. Przed drugą wojną światową na Filipinach mieszkało kilkadziesiąt tysięcy Japończyków, w większości mężczyzn, a część z nich brała sobie za żony Filipinki. Zainteresowanie modą i kulturą japońską pojawiło się na Filipinach jednak nie pod wpływem diaspory japońskiej, a filipińskiej sopranistki Jovity Fuentes, która w roku 1917 wyjechała do Włoch i zagrała rolę gejszy Cio-Cio San w operze Giacoma Pucciniego Madame Butterfly w Teatrze Miejskim w Piacenza. Odniosła spory sukces i później występowała również m.in.. w Cyganerii Pucciniego oraz Salome Richarda Straussa na deskach teatrów w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. 18 listopada 1927 roku pojawiła się po raz pierwszy w Polsce. Afisz Teatru Miejskiego w Bydgoszczy informował o występie… słynnej japońskiej śpiewaczki.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) oraz Facebooku
Jovita FuentesFilipiny, lata 20. XX wieku Filipiny, lata 20. XX wieku Afisz Teatru Miejskiego w Bydgoszczy
W roku 1931 na ekrany amerykańskich kin wszedł film „Światła wielkiego miasta” z Charlie Chaplinem w roli głównej. Popularność angielskiego aktora w Japonii zdawała się sięgać zenitu. Kiedy rok później, 14 maja 1932 roku Chaplin celem promocji nowego filmu po raz pierwszy odwiedził Kraj Kwitnącej Wiśni, 40.000 ludzi zgromadziło się wokół stacji Tokyo aby go przywitać.
Chaplin, wraz z bratem Sidneyem wita wiwatujące na jego cześć tłumy
Wcześniej tego dnia tysiące ludzi witało go w porcie w Kobe, gdyż od tego miasta rozpoczęła się japońska przygoda Anglika, samoloty rozrzucały ulotki powitalne, a premier Tsuyoshi Inukai oddał do jego dyspozycji specjalny pociąg, który zabrał go do stolicy kraju. Na każdej stacji którą mijali pozdrowienia słał tłum fanów aktora. Przed południem 15 maja sekretarz sędziwego premiera wysłał Chaplinowi zaproszenie na przyjęcie powitalne organizowane jeszcze tego samego dnia. Chaplin pałał niechęcią do polityków, ale zgodził się w nim uczestniczyć. Wkrótce jednak zmienił zdanie, zapragnął obejrzeć walki japońskich zapaśników i został w towarzystwie Takeru Inukai, syna premiera, przewieziony na arenę sumo w Ryogoku.
Kapryśna natura aktora uratowała zarówno jemu, jak i młodszemu Inukai życie. Podczas gdy oni przyglądali się walkom sumotori, japoński premier został zamordowany przez grupę sześciu spiskowców – młodych oficerów marynarki – którzy wtargnęli do jego domu. W niedługim czasie Chaplin dowiedział się, że zamachowcy planowali zastrzelić również i jego, w ten sposób próbując sprowokować wojnę ze Stanami Zjednoczonymi. W późniejszych latach Chaplin jeszcze trzykrotnie odwiedził Kraj Kwitnącej Wiśni i bardzo polubił japońską kulturę. Podczas swojej pierwszej wizyty namiętnie objadał się krewetkami w tempurze, przez co został przez japońskie gazety ochrzczony mianem „tempura man”. Był także entuzjastą teatru kabuki i wielokrotnie oglądał popularne spektakle. Chaplin, podobnie jak wielu cudzoziemców przed nim i po nim, podczas swojego pobytu w Japonii, gdzie miał okazję zapoznać się w krótkim czasie z bogatą różnorodnością japońskiej kultury, dostępną jednakże zazwyczaj okresowo i dla bogatej elity padł ofiarą pozytywnych stereotypów o tym kraju i jego mieszkańcach. W swojej autobiografii napisał: „Docenianie przez nich tych prostych chwil w życiu, tak charakterystycznych dla ich kultury – wpatrywania się w promienie księżyca, pielgrzymek celem podziwiania kwiatów wiśni, cichej medytacji podczas ceremonii parzenia herbaty – wydaje się skazane są na zniknięcie w smogu zachodniej przedsiębiorczości,” pomimo tego, że dostrzegł „gnijącą żywność, piętrzące się stosy towarów, podczas gdy ludzie włóczyli się wokół zgłodniali, a miliony bezrobotnych i ich potencjał tylko się marnują.”
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (d. Twitter) oraz Facebooku