W brytyjskim Hongkongu Chińczyk mógł być Chińczykiem – budować fortunę, zachowywać język, rodzinne tradycje i lokalną tożsamość – bez konieczności udowadniania ideologicznej lojalności. Po przekazaniu suwerenności w 1997 roku, a zwłaszcza po 2020, ten model został odwrócony: formalnej autonomii towarzyszy głęboka ingerencja w umysły i tożsamość.

Paradoks, który boli Pekin
Hongkong brytyjski był kolonią tylko na papierze. Psychologicznie i cywilizacyjnie był terytorium wolnej gry – miejscem, gdzie Chińczyk mógł być Chińczykiem, robić ogromne pieniądze i nie musieć nikomu udowadniać lojalności emocjonalnej. Po 1997 roku wszystko się odwróciło: formalnie „specjalny region autonomiczny”, de facto najintensywniejsza kolonizacja umysłów w historii współczesnych Chin.
Brytyjczycy nie kolonizowali dusz
Brytyjczycy nie przyszli do Hongkongu „cywilizować dzikusów”. Przyszli robić interesy. Dali common law, ochronę własności, stabilne reguły gry i… zostawili ludzi w spokoju. Nie ruszali chińskich struktur rodzinnych, nie narzucali masowo języka angielskiego, nie próbowali wychowywać Chińczyków na Brytyjczyków. Nie było misji ideologicznej, plantacyjnej ani rasowo-hierarchicznej. Przekaz był prosty: „Zróbcie pieniądze. My pilnujemy ram.”
Właśnie dlatego Hongkong nigdy nie wykształcił klasycznej mentalności kolonialnej – postawy ofiary, kompleksu niższości, oczekiwania, że metropolia coś „da”, „uratuje” albo „wskaże sens”. Hongkończyk ufał kontraktowi, nie ideologii. Myślał kategoriami działania, nie narracji krzywdy. Nie miał w głowie „my biedni, oni nami rządzą”. Miał w głowie: „ja ryzykuję, ja zarabiam, ja odpowiadam”.

Chińska propaganda „kolonii” – narzędzie moralne
Pekin zaczął używać słowa „kolonia” dopiero po fakcie – i to jako kij moralny, nie opis faktów. Cel był jeden: zdelegalizować cały dorobek instytucjonalny lat 1842–1997, przedstawić Hongkong jako ranne dziecko, które trzeba „ocalić” i „wyleczyć” oraz wymazać lokalną podmiotowość historyczną.
Tyle że Hongkong nigdy nie zachowywał się jak ofiara. Ofiary internalizują narrację krzywdy, czekają na wybawiciela, mówią językiem pretensji. Hongkong handlował, ryzykował i uciekał do przodu. Był terytorium wolnej gry, nie kolonią dusz.

Odwrócenie schematu – prawdziwa kolonizacja zaczyna się po 1997
I tu dochodzimy do największego paradoksu: Brytyjski Hongkong był kolonią formalną, ale bez kolonizacji psychiki. Chiński Hongkong po 1997 (a zwłaszcza po 2019/2020) stał się nie-kolonią z najcięższą kolonizacją umysłów w historii Chin.
Po 1997 roku (szczególnie po ustawie o bezpieczeństwie narodowym z 2020) Pekin zaczął robić dokładnie to, czego Brytyjczycy nigdy nie robili: przeprogramowywać tożsamość, wymuszać rytuał patriotyczny, zastępować kontrakt lojalnością emocjonalną wobec partii, zamieniać sprawczość na „harmonię” i wprowadzać „wychowanie patriotyczne” w szkołach i reinterpretować całą historię To jest klasyczna kolonizacja umysłów – tyle że prowadzona przez państwo, które samo siebie przedstawia jako „wyzwoliciela spod kolonialnego jarzma”.

Dlaczego Pekin tak bardzo boi się Hongkongu?
Bo Hongkong (ten sprzed 2019) był żywym dowodem, że Chińczyk może być bardzo bogaty bez daru od Partii, żyć w wysokim porządku społecznym opartym na prawie, a nie na kontroli i ideologii, być Chińczykiem i jednocześnie nie akceptować leninowskiego autorytaryzmu, mieć silną tożsamość lokalną i nie być „odszczepieńcem”. To herezja. W sensie religijnym i politycznym.
Partia jest mesjanistyczna: „tylko my możemy wskrzesić wielki naród chiński”. Hongkong pokazuje, że można być „bardzo chińskim” (język, rodzina, konfucjańskie wartości, szacunek dla nauki i pracy) i jednocześnie nie potrzebować mesjasza w postaci partii. To podważa cały mit legitymizujący władzę CCP. Herezji się nie negocjuje. Herezję się unieważnia.
Ironia historii
Hongkong brytyjski był kolonią bez kolonizacji dusz. Hongkong po 2020 stał się nie-kolonią z najcięższą kolonizacją psychiczną w historii Chin. To nie jest powrót do macierzy. To jest przejęcie macierzy przez kogoś, kto nie potrafi znieść, że dziecko wyrosło samodzielne i nie chce już siadać na kolanach matki.
