W chwilach wielkiego kryzysu ludzkość często uruchamia te same destrukcyjne mechanizmy: szuka winnych, dehumanizuje „wrogów” i kieruje zbiorowy lęk ku bezbronnym grupom. Te wzorce, powtarzające się od wieków, prowadzą do tragedii na ogromną skalę. Na przykładach epidemii dżumy w Mediolanie w 1576 roku oraz wielkiego trzęsienia ziemi w Kanto w 1923 roku, połączonych z analizą psychologiczną, zobaczymy, jak stare instynkty przetrwania stają się toksyczne w obliczu chaosu.

Dżuma w Mediolanie: Katastrofa, która Zatrzymała Świat
Latem 1576 roku, gdy młody Michelangelo Merisi da Caravaggio miał niespełna pięć lat, Mediolan nawiedziła epidemia dżumy dymieniczej. Dla ludzi renesansu dżuma nie była po prostu chorobą – była apokalipsą: biologiczną, społeczną, teologiczną i psychologiczną.
Miasta zamykały bramy, rodziny się rozpadały, księża unikali spowiedzi. Szacuje się, że zmarło około 25% mieszkańców Mediolanu – czyli nawet 17-25 tysięcy osób. Wsie wokół wyludniały się niemal całkowicie, a dzieci, choć często przeżywały, traciły rodziców.
Rodzina Caravaggia uciekła do rodzinnego miasteczka, ale plaga i tak odcisnęła piętno: ojciec artysty zmarł rok później, a dziadek i wujek również padli ofiarą epidemii.

Co powodowało tę zarazę? Dziś wiemy, że sprawcą była bakteria Yersinia pestis, przenoszona głównie przez pchły szczurów czarnych. W renesansowych miastach szczury były wszędzie, a higiena pozostawiała wiele do życzenia – estetyka była ważniejsza niż czystość.
Dżuma przybierała trzy formy: dymieniczą (najczęstszą, z obrzękami węzłów chłonnych), płucną (najbardziej zaraźliwą) i posocznicową (najbardziej zabójczą). Ludzie epoki nie rozróżniali tych typów – widzieli tylko śmierć.
Ale w chaosie zawsze pojawia się potrzeba znalezienia winnego. Oskarżenia miały długą historię. Już w XIV wieku, podczas Czarnej Śmierci (1347-1351), która zabiła 30-60% populacji Europy, plotki głosiły, że to Żydzi celowo rozprzestrzeniają chorobę, zatruwając studnie.
W Nadrenii i Prowansji Żydów torturowano, wymuszano zeznania, a potem likwidowano całe społeczności – pogromy pochłonęły tysiące ofiar. To nie była racjonalna reakcja, ale mechanizm kozła ofiarnego: obwinianie mniejszości za chaos.

W Mediolanie w 1576 roku podobna panika wybuchła, choć nie na taką skalę. Pojawiły się pogłoski o „untori” – roznosicielach maści, którzy rzekomo smarowali bramy i mury substancjami zarażającymi.
Jezuita Paolo Bisciola, naoczny świadek, opisał to w swojej relacji: „Mówi się, że byli pewni mężczyźni, którzy dotykali murów, bram i ulic sztucznymi maściami, co wielu potwierdziło po odkryciu pewnego ranka, że prawie wszystkie bramy i cadenazzi Corsa di Porta Nuova były posmarowane, a mury w różnych miejscach były zabrudzone maściami”.
Tym razem winowajcami nie byli Żydzi (którzy byli względnie chronieni jako gospodarczo użyteczni), ale Hiszpanie – znienawidzeni władcy Mediolanu, postrzegani jako okupanci. Mediolan był wtedy pod hiszpańskim panowaniem, a Kościół, pod wodzą kardynała Carlo Borromeo, próbował hamować emocje. Lęk jednak musiał znaleźć obiekt – i znalazł go w „obcych” Hiszpanach. To klasyczne przesunięcie kozła ofiarnego: kiedy jedna grupa jest chroniona, winę zrzuca się na inną.

Trzęsienie Ziemi w Kanto: Chaos i Pogromy
Przeskoczmy do Japonii, do 1 września 1923 roku. Wielkie trzęsienie ziemi w Kanto o magnitudzie 7,9 zabiło ponad 105 tysięcy ludzi – większość spłonęła lub udusiła się w pożarach i chaosie. Państwo japońskie przestało funkcjonować na kilka dni: zerwana komunikacja, brak informacji, głód, brak wody. W takim momencie zawsze pada pytanie: „Kto jest winny?”
Szybko rozprzestrzeniły się fałszywe plotki, że Koreańczycy – kolonizowana mniejszość (Korea była pod japońską okupacją od 1910 r) – zatruwają studnie, podpalają domy i planują zamieszki. Koreańczycy byli ubodzy, często robotnikami sezonowymi, mówili z akcentem – idealny kozioł ofiarny.
Plotki te podsycano oficjalnymi komunikatami rządowymi: władze ostrzegały, że „Koreańczycy mogą siać chaos”, a armia rozdawała broń cywilnym „oddziałom samoobrony”. To nie była tylko histeria tłumu – to panika wzmocniona przez aparat państwowy.

Wynik? Powstały uzbrojone milicje cywilne (jikeidan), które dokonywały samosądów. Koreańczyków mordowano pałkami, mieczami, bagnetami, topiono, palono żywcem. „Kontrole tożsamości” polegały na testach wymowy japońskich słów (np. „gagigugego”) – zła wymowa oznaczała śmierć.
Japońska policja i siły zbrojne uczestniczyły w zabójstwach lub je ułatwiały, często oddając zatrzymanych tłumowi. To nie był incydent – to kilkutygodniowy pogrom. Szacunki liczby ofiar wahają się od 3 do ponad 10 tysięcy Koreańczyków (współczesne badania wskazują na około 6-7 tysięcy; dokładna liczba jest nieznana, bo ofiary były „niewidzialne” administracyjnie).

„O co właściwie chodzi z ludźmi?”
Japoński reżyser Akira Kurosawa (1910-1998) w swojej autobiografii „Something Like an Autobiography” opisał absurd tej paniki: „W naszej okolicy w każdym domu w nocy musiała być jedna osoba na straży. […] Wziąłem drewniany miecz i zaprowadzono mnie do rury odpływowej, która była ledwie na tyle szeroka, by kot mógł się przez nią przecisnąć. Postawili mnie tutaj i powiedzieli: ‚Koreańczycy mogą się tędy prześlizgnąć’. Ale wydarzył się jeszcze bardziej absurdalny incydent. Powiedzieli nam, żebyśmy nie pili wody z jednej ze studni w naszej okolicy. Powodem był dziwny napis na murze otaczającym studnię, wypisany białą kredą. Podobno był to koreański kod informujący o zatruciu wody w studni. Byłem oszołomiony. Prawda była taka, że ten dziwny napis był bazgrołem, który sam napisałem. Widząc dorosłych zachowujących się w ten sposób, nie mogłem powstrzymać się od kręcenia głową i zastanawiania się, o co właściwie chodzi z ludźmi.”
Japonia była już nowoczesnym państwem, ale ten pogrom był preludium do okrucieństw II wojny światowej. Mechanizm ten sam co w Mediolanie: plotki, przyzwolenie władzy, przemoc wobec „niewygodnych”.

Psychologiczne Mechanizmy: Dlaczego To Się Powtarza?
Te zachowania to nie „wypadki historii” – to wzorzec, stary jak ludzkość. Oto kluczowe mechanizmy:
- Utrata kontroli i przymus sensu: Katastrofa odbiera sprawczość. Mózg woli złe wyjaśnienie niż chaos – to „intencjonalizacja chaosu”, czyli przypisywanie woli zjawiskom losowym. Lepszy wróg niż bezsens.
- Kozioł ofiarny (scapegoating): Najstarszy algorytm społeczny. Winny musi być widoczny, inny, słaby i budzić ambiwalentne emocje. Dlatego obcy, mniejszości – „nie nasi”.
- Heurystyka wroga: W zagrożeniu mózg przechodzi w tryb przetrwania: „better safe than sorry”. Plotka staje się prawdą, bo lepiej uwierzyć niż ryzykować.
- Dehumanizacja: Zanim dojdzie do przemocy, ofiara przestaje być człowiekiem – staje się „zagrożeniem”, „nosicielem”. Empatia wyłącza się, agresja jest „usprawiedliwiona”. Psychologicznie: nie biję człowieka, neutralizuję problem.
- Panika społeczna i konformizm: Plotka rośnie, gdy inni wierzą, autorytet milczy lub przytakuje. Dyfuzja odpowiedzialności: „wszyscy wiedzą, że tak jest”.
Dlaczego to się powtarza? Nasze mózgi są ewolucyjnie plemienne – adaptacyjne kiedyś (ochrona grupy), ale toksyczne w masowych społeczeństwach. W kryzysie instynkt wygrywa z kulturą.
Od dżumy po trzęsienia ziemi, od XIV do XX wieku – wzorce są te same. W dobie pandemii, wojen czy zmian klimatu, warto pamiętać: lęk szuka winnych, ale prawdziwe rozwiązanie to empatia i fakty. Jak pisał Kurosawa, patrząc na dorosłych: „O co właściwie chodzi z ludźmi?”
Źródła i inspiracje:
- Andrew Graham Dixon, Caravaggio. A Life Sacred and Profane, 2012
- Akira Kurosawa, Something Like an Autobiography, 1981
- Paolo Bisciola, Relatione verissima del progresso della peste di Milano, qual principio nel mese d’agosto 1576