W 1954 roku włoski antropolog z polską krwią w żyłach pojechał na japońską wyspę i zobaczył coś, co wkrótce miało zniknąć: nagie kobiety tańczące z oceanem na jej własnych warunkach. Zdjęcia, które wtedy zrobił, dziś są cenniejsze niż wszystkie perły, które amasan kiedykolwiek wydobyły.

Amasan, dosłownie „kobiety morza”, to jedna z najstarszych i najbardziej niezwykłych tradycji Japonii – wolne nurkowanie kobiet w poszukiwaniu pereł, małży abalone (awabi), wodorostów i innych darów oceanu. Przez wieki były symbolem siły, niezależności i głębokiej więzi z morzem, szczególnie na półwyspie Shima i na wyspie Hegura.

W 1954 roku ich codziennej pracy przyglądał się włoski etnolog, antropolog, podróżnik i fotograf Fosco Maraini (1912–2004). Syn włoskiego rzeźbiarza Antonio Marainiego i pisarki Cornelii Crosse-Pawłowskiej, Maraini miał polskie korzenie i od młodości fascynował się Japonią. Po wojnie, podczas swojej pierwszej powojennej podróży w 1953 roku, z ogromnym smutkiem obserwował, jak szybko kraj Kwitnącej Wiśni ulega amerykanizacji i westernizacji. Postanowił więc utrwalić to, co jeszcze pozostało z dawnej Japonii – zanim zniknie na zawsze.

Efektem była m.in. seria przepięknych, pełnych szacunku fotografii amasan oraz książka „The Island of the Fisherwomen” (wł. „L’isola delle pescatrici”), wydana w 1962 roku. Maraini pisał z podziwem, że doświadczona ama potrafiła zanurkować na głębokość nawet 30 metrów zupełnie bez butli i bez maski – tylko w białym, lekkim ubraniu i z goglami z drewna i szkła. Pod wodą pozostawała do dwóch minut, kontrolując oddech dzięki wieloletniemu treningowi. Gdy wypływała, wydawała charakterystyczny, wysoki gwizd – tzw. isobue – który pomagał szybko wyrzucić dwutlenek węgla i zaraz złapać nowy haust powietrza przed kolejnym zanurzeniem.

Dziś tradycja amasan wciąż istnieje, ale w zupełnie innej formie. Młode Japonki prawie w ogóle nie wybierają tego zawodu – zbyt ciężki, zbyt ryzykowny, zbyt „staroświecki”. Współczesne amasan nurkują w czarnych piankach, często z lekkim sprzętem, a średnia wieku praktykujących kobiet przekracza 70 lat (niektóre mają nawet ponad 80!). Na półwyspie Shima zostało ich zaledwie kilkaset. Prawdziwe, klasyczne nurkowanie „na boso” – tak jak na zdjęciach Marainiego – należy już do przeszłości.

Fotografie Fosco Marainiego są więc nie tylko dziełami sztuki. To jedno z ostatnich świadectw ginącego świata, w którym kobieta mogła być jednocześnie łowczynią, kapłanką morza i strażniczką starożytnej wolności. Kiedy patrzymy na te czarnobiałe kadry – smukłe sylwetki w szortach, uśmiechnięte w słońcu twarze i spokojne spojrzenia – czujemy, jak bardzo oddaliliśmy się od natury, którą kiedyś potrafiliśmy zrozumieć bez słów.

Może właśnie dlatego zdjęcia te, ponad siedemdziesiąt lat później, wciąż wzbudzają zachwyt i wzruszają. Bo pokazują nie tylko Japonię, której już nie ma – pokazują też pewną uniwersalną tęsknotę za życiem bardziej surowym, bardziej prawdziwym.

Źródła:
Maraini, Fosco (1962). The Island of the Fisherwomen
Podobne artykuły: