W XIX-wiecznym Hongkongu, świeżo zdobytym klejnocie brytyjskiej korony, Europejczycy przybywali z marzeniami o szybkim bogactwie, ale szybko odkrywali, że tropikalna kolonia potrafi być bezlitosna. Zaduchowe ulice chińskiej dzielnicy, wilgoć i epidemie malarii, tyfusu czy dżumy zbierały obfite żniwo wśród białych przybyszów, którzy masowo umierali w pierwszych latach pobytu. Ratunkiem stała się ucieczka na wysoki, chłodniejszy Victoria Peak – oazę zdrowia zarezerwowaną dla elity. Tylko jak się tam dostać po stromych, błotnistych ścieżkach? Odpowiedź była prosta i jakże kolonialna: na plecach chińskich tragarzy, którzy dźwigali swoich panów w lektykach na szczyt luksusu.

Hongkong w XIX wieku był dla Europejczyków miejscem pełnym kontrastów: z jednej strony obietnica bogactwa i przygody, z drugiej śmiertelne zagrożenia w postaci tropikalnych chorób. Szerzące się epidemie malarii, tyfusu i dżumy (zwłaszcza ta z 1894 r., która pochłonęła tysiące ofiar) sprawiały, że nisko położone dzielnice portowe, takie jak Central, uważano za „zaduchowe” i niezdrowe. To przekonanie było powszechne w całym Imperium Brytyjskim – podobnie jak w Indiach, gdzie Europejczycy uciekali do „hill stations” jak Shimla czy Darjeeling, lub w Afryce tropikalnej.
W Hongkongu ratunkiem stało się wzgórze Victoria Peak (znane jako The Peak), uznawane za oazę zdrowia: wyżej, chłodniej, z czystszym powietrzem i mniejszą wilgotnością. To tam, na wysokości ponad 500 metrów n.p.m., powstawały ekskluzywne rezydencje, kluby i letnie domy dla kolonialnej elity – administratorów, bogatych handlowców i oficerów.

Ale dojazd na szczyt nie był prosty. Dystans z dzielnicy Central to zaledwie 2-3 km, ale różnica wysokości przekracza 400 metrów, a ścieżki były strome i śliskie, zwłaszcza w porze monsunów. Brytyjczycy, uparcie trzymający się europejskiego ubioru – ciężkich garniturów, sukien i kapeluszy – nie wyobrażali sobie pokonywania tej trasy pieszo. Zanim w 1888 r. uruchomiono Peak Tram, jedynym praktycznym sposobem było… dać się wnieść. I tu wchodzą lektyki – drewniane krzesła z baldachimem chroniącym przed słońcem lub deszczem, osadzone na drążkach i niesione przez dwóch lub czterech chińskich tragarzy, zwanych „coolies”.
To nie była okazjonalna ekstrawagancja, lecz codzienna rzeczywistość dla urzędników, bankierów, żon oficerów i ich rodzin.

Zawód kulisa na The Peak był lepiej opłacany w porównaniu do innych prac fizycznych, co nadawało mu pewien prestiż wśród lokalnych, ale wymagał ogromnej siły i wytrzymałości. Tragarze musieli pokonywać stromizny nawet w ulewnym deszczu, gdy ścieżki zamieniały się w błoto. Brytyjczycy w pamiętnikach i listach skarżyli się na dyskomfort w monsunach, ale dla tragarzy to była ciężka harówka, często kończąca się urazami. Istniały dwa główne typy publicznych lektyk: lekkie, wykonane z rattanu i bambusa, idealne na strome ścieżki, oraz cięższe, bardziej luksusowe modele.

Sceny te uwieczniano na rycinach, pocztówkach i zdjęciach – czasem groteskowo, bo lektyki przypominały małe klatki, w których „uwięzieni” Europejczycy kontrastowali z wysiłkiem tragarzy. To była żywa ilustracja kolonialnej segregacji: „panowie” wynoszeni na plecach „poddanych”. The Peak stał się enklawą elity, wzmocnioną w 1904 r. ustawą zakazującą Chińczykom osiedlania się tam (z wyjątkiem służby). W 1888 r. otwarto Peak Tram – kolejkę linowo-terenową, początkowo napędzaną parą (elektryczność wprowadzono w 1926 r.).
Nie powstała dla turystów, lecz by ułatwić elitom dojazd do rezydencji. Tramwaj szybko zastąpił lektyki jako główny środek transportu, choć te drugie używano jeszcze przez dekady, zwłaszcza w deszczu czy dla wygody. Co zaskakujące, lektyki przetrwały nawet po II wojnie światowej – służyły m.in. kobietom w ciąży podróżującym na Peak czy do szpitali.


Źródła i inspiracje:
- Frank Welsh, A History of Hong Kong, 1997
- Jan Morris, Hong Kong, 1997
Podobne artykuły: