
18 listopada 1978 roku na polecenie paranoicznego lidera sekty Świątynia Ludu Jima Jonesa ponad 900 dorosłych i dzieci popełniło w Jonestown w Gujanie wymuszone samobójstwo lub zostało wbrew ich woli otrutych. Pośród nich znalazło się jedno z trójki adoptowanych koreańskich dzieci Jonesa i jego żony Marceline Mae. 18-letni Lew Eric Jones urodził się w Korei Południowej jako Pac Chi Oak, a do Gujany ze Stanów Zjednoczonych przyjechał półtora roku wcześniej wraz ze swoja żoną Terry. W Jonestown przyszedł na świat ich syn Chaeoke, który zginął tego samego dnia z rodzicami.


Pierwsza z koreańskich córek Jonesa, Stephanie, lat 5 (🇰🇷 Yun Sun Soon), zginęła w tajemniczym wypadku samochodowym w maju roku 1959. Została przez Jonesów zaadoptowana zaledwie pół roku wcześniej. Wraz z nią w samochodzie było 5 innych członków sekty, Czołowe zderzenie przeżył jedynie 10-letni Mark, syn jednej z ofiar. Szóstą ofiarą był pasażer drugiego samochodu. Do dziś nie wiadomo, dlaczego Jones zdecydował się wysłać w powrotną drogę do domu zaledwie 5-letnią Stephanie bez jej rodziców.

W aktach policyjnych znajdują się silne poszlaki, wskazujące na to, że wypadek samochodowy, w którym zginęła Stephanie, był zaledwie jednym z wielu tajemniczych incydentów, które od czasu do czasu, aż do tragedii w Jonestown, wstrząsały sektą. Ginęli w nich ludzie niewygodni dla Jonesa. Przypuszcza się, że obecność Stephanie w pojeździe miała służyć jako przykrywka odwracająca uwagę od lidera sekty jako sprawcy wypadku. Krótko przed tragedią Jones miał rzekomą wizję, w której widział śmierć kilku ludzi. Spełnienie się proroctwa ugruntowało jego pozycję opiekuna i jasnowidza w oczach członków swojego zboru.

Więcej szczęścia miała adoptowana w roku 1959 Suzanne (🇰🇷 Eun Ok Kyung), która po poślubieniu innego członka Świątyni Ludu opuściła sektę pięć lat przed tragedią w Jonestown i otwarcie krytykowała działania i poglądy swojego adoptowanego ojca. Po ich ucieczce Jones nazywał ją często „cholerną, do niczego córką” (My goddamned, no good for nothing daughter). Zmarła w roku 2006 na nowotwór jelita grubego.

W latach 50. i 60. Jones często namawiał członków swojej społeczności, żeby adoptowali niechciane w Korei sieroty, które po wojnie koreańskiej liczone były w dziesiątkach tysięcy. W tamtym momencie wydawało się, że Jonesa cechowała wyjątkowa troska, wrażliwość społeczna i szlachetność, jego chwalebną postawę opisywała lokalna prasa, ale nikt wtedy jeszcze nie domyślał się, że ten były sprzedawca małpek był niebezpiecznym manipulatorem i psychopatycznym mordercą.
Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube oraz X (d. Twitterze)


