Japonia

Sumo oczami polskiego fotografa

📷 Tomasz Gudzowaty

Tomasz Gudzowaty w roku 1999 niemalże z dnia na dzień przebił się do światowej czołówki najlepszych fotografów dzięki nagrodzie zdobytej na World Press Photo w kategorii prezentacja natury za niezwykłą fotografię dwóch młodych i wciąż nieporadnych gepardziątek w konfrontacji z młodą antylopą. Od tego czasu dał się poznać jako wszechstronny i kreatywny fotograf balansujący pomiędzy fotografią natury, społeczną a sportową.

📷 Tomasz Gudzowaty

Dwadzieścia lat temu za monochromatyczne zdjęcia mnichów-wojowników ze słynnej buddyjskiej świątyni Shaolin zdobył w konkursie World Press Photo dwie prestiżowe nagrody. Fotografie do jego najnowszego albumu „Sumo” powstawały podczas kilku podróży polskiego artysty do Japonii. Zanim chwycił aparat w ręce Gudzowaty nawiązywał w Japonii kontakty, spędzał czas w heya („stajnia”, miejsce, w którym mieszkają i trenują sumici), poznawał środowisko wojowników sumo (Gudzowaty nie lubi, gdy zawodników sumo, zwanych w Japonii rikishi lub sumotori nazywa się zapaśnikami) oraz ich trenerów oyakata. Ponoć tak bardzo zaangażował się w swoją pracę i czas spędzany wspólnie z sumotori, że zupełnie zrezygnował ze zwiedzania stolicy Japonii.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.

Tomasz Gudzowaty w towarzystwie rikishi
📷 Tomasz Gudzowaty
📷 Tomasz Gudzowaty
YouTube

Japońskie kurtyzany

Handel ludźmi, porwania, przemoc i niewola, ucieczki i pogonie, prostytucja nieletnich, nieszczęśliwa miłość i podwójne samobójstwa, bogactwo, przepych, bieda, długi i głód, ostentacja i gra pozorów, samotność, choroby i w końcu śmierć w wieku dwudziestu kilku lat. A wszystko to za przyzwoleniem rządzących krajem samurajów oraz japońskiego społeczeństwa. Życie japońskich kurtyzan było intensywne, lecz krótkie i z pewnością nie było usłane różami. W ciągu ostatnich kilku tygodni przeczytałem wiele setek stron materiałów na temat tych nieszczęśliwych kobiet, spędziłem dzień w byłej tokijskiej dzielnicy czerwonych latarni Yoshiwara oraz na cmentarzu kurtyzan Jokanji i im poświęciłem mój nowy program na YouTube. Zapraszam.

Japonia

Sprzedaż obrazu Hiroshige z kolekcji Freddiego Mercury’ego

„Nagły deszcz nad mostem Shin-Ōhashi i Atake” Hiroshige

Znany dom aukcyjny Sotheby’s sprzedał wczoraj na aukcji w Londynie za kwotę 292,100 funtów szterlingów (ponad 1,5 mln złotych) jeden z najsłynniejszych obrazów słynnego japońskiego malarza Utagawy Hiroshige z prywatnej kolekcji zmarłego w roku 1991 wokalisty grupy Queen, Freddiego Mercury’ego. Mercury, pasjonat i kolekcjoner japońskiego malarstwa ukiyoe, nieskutecznie próbował przez kilka lat zakupić któryś ze słynnych drzeworytów Hiroshige, ale w końcu jego wytrwałość została nagrodzona.

W roku 1887 w Paryżu Vincent van Gogh oddał hołd Hokusai malując obraz „Most w deszczu

Grafika zatytułowana „Nagły deszcz nad mostem Shin-Ōhashi i Atake” jest częścią serii „Sto¹ znanych widoków Edo²” (¹Obrazów tych było 119, ²Edo to dzisiejsze Tokio) rozpoczętej przez Hiroshige w roku 1856 i ukończonej po jego śmierci w roku 1858 przez jego ucznia, a zarazem zięcia Hiroshige II. W londyńskim domu wokalisty Queen znajdował się ogród japoński, oraz „pokój japoński” w którym przechowywał on swoje skarby (oprócz drzeworytów kolekcjonował także m.in.. lalki hakata, ceramikę oraz kimona) regularnie przywożone z Kraju Kwitnącej Wyspy.

Cała załoga Królowej w trakcie ceremonii parzenia herbaty

Po śmierci Anglika jego dom wraz z całą kolekcją japońskiej sztuki i odzieży trafił w ręce jego wieloletniej przyjaciółki Mary Austin. W roku 1975 muzycy grupy Queen podczas swojego pierwszego i bardzo udanego tourne po Japonii wzięli udział w hotelu Tokyo Prince w prywatnej ceremonii parzenia herbaty. Wtedy też Freddy stracił głowę dla sztuki japońskiej. Pomimo swojej biseksualnej orientacji, Freddy kolekcjonował zwłaszcza grafiki pięknych kobiet (bijinga) oraz matek z dziećmi.

Dalekowschodnie Refleksje znajdziesz również na Patronite, YouTube, X (Twitterze) i Facebooku.

Bijinga
Freddy Mercury w przywiezionym z Japonii kimonie. W prawym dolnym narożniku drewniane sandały geta